![]() |
|
[Jesień 72, 12.09 Jonathan & Anthony] Saudade - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17) +---- Wątek: [Jesień 72, 12.09 Jonathan & Anthony] Saudade (/showthread.php?tid=5087) Strony:
1
2
|
RE: [Jesień 72, 12.09 Jonathan & Anthony] Saudade - Anthony Shafiq - 09.09.2025 Pytanie pozostawił domysłom Jonathana, bo sam nie miał na to w sumie jednoznacznej odpowiedzi. Był chronicznie niewyspany, znerwicowany, dlaczego ktokolwiek mógł zakładać, że jego stan umysłu jest na tyle spójny, bo dookreślać przydział ról na brzegach tej rzeki, gdzie oboje usiedli i zapłakali. Czy raczej… darli koty? Może stąd te uszy.
Kolejne zdania, które miały go uspokoić, pogłębiały tylko kryzys, Kręcili się w kółko. Wiedziałem, że będziesz chciał mnie wspierać, więc Ci nie powiedziałem. Dla Anthony’ego pomoc, wsparcie i okazywanie szeroko pojętej troski były niewątpliwie językiem miłości. Odrzucając to, co chciał ofiarować, odrzucało się jego. I miał świadomość, że nie zawsze być może trafiał, ale Jonathan cały czas powtarzał to samo, a Anthony słyszał cały czas to samo, niekoniecznie zgodnego z intencją rozmówcy. Nie potrzebuję Cię. I to bolało tak bardzo, że gdy odprowadził wzrokiem dłoń Jonathana rysującą strzałkę na linii jednych i drugich dwuwymiarowych twarzy, to nie podniósł zgodnie z instrukcją oczu ku niemu. Nie był w stanie. – Nigdy nie powiedziałem, że nie życzę sobie z Tobą współpracować. Jeśli takie jest Twoje życzenie, to nie złożę rezygnacji. Podejrzewam, że tak jak powoli odbudowują Londyn, tak i my powoli nauczymy się koegzystować na tym samym gruncie biurowym. Dźwignął się od biurka, czując odrętwienie w całym ciele. Rysunek nadawał się do oprawienia i powieszenia na ścianie, znaczący więcej niż niejedna międzynarodowa umowa, choć może wśród tych znaczeń i skojarzeń było im zbyt łatwo się zagubić. – Chcesz kawy? Czy jej też dzisiaj nie potrzebujesz od rana? – zapytał, podchodząc do drzwi i unikając dalej spojrzenia w stronę Jonathana, gotów wyjść, gdy tylko usłyszy odpowiedź. RE: [Jesień 72, 12.09 Jonathan & Anthony] Saudade - Jonathan Selwyn - 09.09.2025 Ale przecież dosłownie mu to powiedział! Wtedy gdy we Francji dosłownie wyparł się jego przyjaźni no i wczoraj w tym liście. Tak, słyszał w głowie te wszystkie dosłowne słowa, nawet jeśli nie był w stanie przypomnieć sobie liter, z których były one ułożone. Jedno mu tylko nie pasowało. Czemu Anthony pod koniec ich kłótni wspomniał o rydwanie (karawanie? Powozie?), który w przeciwieństwie do samego Shafiqa nie potrzebuje Jonathana, by jechać dalej, gdy jednocześnie dosłownie powiedział mu, że już nie chce jego przyjaźni? – Dziękuję – powiedział. Koegzystencja. To było takie… Nieprzyjemne słowo. Koegzystowały ze sobą jakieś chwasty, robactwa, lub uczniowie różnych roczników w pokoju wspólnym, a nie oni… Oni powinni… Może koegzystowanie nie brzmiało jednak aż tak źle. – Kawa brzmi wyśmienicie – powiedział, wcale nie chcąc, aby Anthony już wychodził nawet jeśli tylko na chwilę. – Mam ci jakoś pomóc? Jak twoi lokatorzy w mieszkaniu? Mam nadzieję, że to nie przez nich zasypiasz w biurze. Czy to był już ten etap koegzystencji, gdy mógł zasugerować, że Anthony mógłby spać u niego jeśli w jego własnej przestrzeni było zbyt tłoczno, czy to byłoby nie na miejscu? RE: [Jesień 72, 12.09 Jonathan & Anthony] Saudade - Anthony Shafiq - 09.09.2025 To uczucie, kiedy po całym dniu poza domem, po trudnych spotkaniach, przedłużających się naradach, drenujących z życia bankietach w końcu wchodziło się do bezpiecznego cichego domu i wsuwało stopy w wysłużone, dopasowane papcie, zdające się drugą, miękką skórą…
Anthony zaczął mówić, a Jonathan podążył za nim do stanowiska z najlepszą kawą w ministerstwie. Anthony zadbał nawet o to, aby dla wolących odrobinę ekscentryzmu w życiu poza standardowym paleniskiem był podgrzewany pustynny piasek i cynowe cebrzyki. Teraz jednak wprawnie napełniał zbiornik w kawiarce świeżo zmielonym ziarnem w rytuale, który opanował do mistrzostwa jeszcze jako stażysta. –... i dwie córki. Aktorkę i policjantkę. Szczerze mówiąc, nie sądziłem, że w apartamencie mam tyle łóżek. Do pokoi gościnnych nie zaglądałem chyba z dziesięć lat. To nie było tak, że było dobrze. Że nie czuł zranienia i odrzucenia, nieświadom, że leżało to daleko poza intencją Jonathana. Nie było jednak źle. Później jak spoglądał na całą sytuację nieco trzeźwiej, niż po porannej pobudce, sam siebie zdziwił, jak łatwo dał się przekonać do kontynuowania współpracy i jak wiele napięcia momentalnie zeszło mu z barków, gdy decyzja zapadła. Zupełnie jakby całym sobą czekał na to jedno słowo. Zupełnie jakby całym sobą czekał na to krótkie i proste “zostań…” wypowiedziane ustami jego zasępcy. Koniec sesji
|