![]() |
|
[15.09.1972] Break the silence | Nicholas, Rodolphus - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24) +--- Wątek: [15.09.1972] Break the silence | Nicholas, Rodolphus (/showthread.php?tid=5178) |
RE: [15.09.1972] Break the silence | Nicholas, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 02.10.2025 Gdyby powiedział Nicholasowi, od kogo dostał tego złośliwego dementorka, ten by mu nie uwierzył. Albo przeciwnie: by uwierzył i uznał, że ma nie po kolei w głowie, bo przecież to nie kto inny jak Lorien Mulciber podarowała mu tę figurkę. Ta sama Lorien, której grzebał w głowie - jednak to była też ta sama Lorien, której bezczelnie podrzucił goblina po sprzeczce i prawie-aresztowaniu przez Brennę. Dlatego też sądził, że stworek był zemstą, bo nie dość, że zmusił sędzinę do użerania się z goblinem, to jeszcze było to o nieludzkiej porze, czyli rano, jeszcze przed pierwszą kawą. Być może Rodolphus widział w nim motyla - takiego, który jeszcze tkwił w kokonie, lecz lada chwila miał się wykluć. A może raczej dostrzegał w nim ćmę. Stworzenie nocne, którego ludzie się bali i brzydzili lecz tylko dlatego, że nie rozumieli jego natury. Kto wie. Nie mógł jednak oddzielić tego wrażenia od łacińskiego pseudonimu, którym posługiwał się Travers, a który był tak cholernie pasujący do tego, co się z nim działo przez ostatni kwartał. Być może doszukiwał się tego na siłę, lecz Lestrange po prostu nie potrafił się pozbyć tego porównania z głowy. Pierdolony czajnik. To zawsze musiał być pierdolony czajnik, którego ostry gwizd przerywał najważniejsze: puentę wypowiedzi. Gdy Nicholas zaczynał mówić, Rodolphus słuchał - tak jak zawsze, bo nie nawykł, by przerywać mu w połowie zdania czy wchodzić w słowo. Doskonale wiedział, jak trudne było zebranie myśli na tego typu tematy, szczególnie u osób, które z miłością niewiele miały wspólnego. On sam, paradoksalnie z miesiąca na miesiąc, przekonywał się coraz bardziej, że wstępuje do tego grona. Nie chodziło tylko o czarną magię, która kusiła jego duszę, wabiła wizją potęgi i kolejnych kłamstw: chodziło o wszystko to, co na niego spadło przez ostatnie miesiące. Lestrange skrzywił się widocznie, gdy gwizd przerwał słowa Nicholasa. Nerwowym, nie - zdenerwowanym ruchem różdżki przesunął czajnik na bok. Take your time, zdawało się mówić jego spojrzenie, które gdy tylko powróciło do twarzy Traversa, złagodniało. Nienawiść, którą darzył czajnik, zniknęła gdy tylko pochwycił te zimne jak lód oczy. Mógłby spróbować dokończyć za niego, mógłby dopytać, lecz po co? Sam zaczął ten temat, a on, jak już było wspomniane, nie nawykł do wchodzenia mu w słowo. Nie popędzał: dawał przestrzeń, gdyby teraz Nick się wycofał, pewnie poszedłby zrobić tę herbatę. I wywalić czajnik, wymieni na inny model. Taki, który ma lepsze wyczucie czasu. @Nicholas Travers RE: [15.09.1972] Break the silence | Nicholas, Rodolphus - Nicholas Travers - 03.10.2025 Dostając prezent w postaci miniaturowego dementora i to jeszcze od Sędziny Wizengamotu, można odebrać to w różny sposób. Jako ostrzeżenie, albo wyraz wdzięczności. W zależności od tego, po czyjej stronie opowiadała się czarownica. Czymś mógł Lestrange jej podpaść albo przypodobać się, że ów taki prezent otrzymał. Nicholas osobiście nie miał styczności z tą kobietą, rejestrując jedynie fakt, że ktoś taki pracuje w Ministerstwie Magii i był żoną jego mentora. Gdyby jednak Rodolphus mu powiedział, pochwalił się kto mu ten prezent wręczył, wysłał, Nicholas nie uwierzyłby. Bądź zaczął zastanawiać, co odwalił? Być może rozwodzenie się nad tematem Sędziny byłby łatwiejszy, niż mówienie o ich relacji. Błogosławiony przez ciemne mugolskie moce, które stworzyły urządzenie gwiżdżące podczas zagotowania wody, zostało potępieńczo magią odsunięte od pieca gazowego przez właściciela tego domostwa. Travers liczył widocznie na to, że Lestrange postanowi od razu przygotować im coś do picie i wróci, zapominając o rozpoczętym temacie. To jednak Traversowi nie było dane "uciec" od tego wątku. Nie powinno być trudne wyrażenie słów dla kogoś, kto nie kocha, nie umie okazywać miłości, a tylko spełnianie potrzeb. Odczekawszy chwilę, nie spoglądając na to, co czynił gospodarz, Nicholas cierpliwie poczekał aż ten znów będzie miał jego uwagę. A ich oczy znów się ze sobą spotkają. Te szare tęczówki Rodolphusa. Tak dobrze znane, a jednak inne. Mauzoleum zmieniło jakby ich oboje. Śmierć Roberta zwiększyła między nimi dystans. Ostatnie ataki, skierowały ich do ponownej, wspólnej współpracy. Czy powinien go wciąż mieć przy sobie, mieć na oku? - Ostatnie wydarzenia, zwiększyły dystans między nami… Jak to dalej widzisz?Inaczej Nicholas nie umiał się wysłowić, ani używać sformułowań dotyczące związku, bo przecież takowego między nimi nie było. Relacja skomplikowana, ale odpowiadająca im obojgu. Nawet jak mieszkali razem u Traversa, żaden nie wchodził w drogę drugiemu. Umieli się dogadać, nawet milczeniem. Dwóch niewymownych. Bez słów się rozumiejących. Nie musieli znów mieszkać razem, jeżeli mieliby relację utrzymywać taką, jaka miała miejsce przed zejściem do Mauzoleum. RE: [15.09.1972] Break the silence | Nicholas, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 03.10.2025 Jak to dalej widzisz? Jak on to widział? Jak widział ich relację, teraz gdy ścieżki obojga znowu się przecięły, a jeden z rozpraszaczy postanowił się usunąć w cień? Musiał się zastanowić chwilę nad odpowiedzią. Zaufanie, którym go darzył, zostało mocno nadszarpnięte - wizyta w Mauzoleum zmieniła ich oboje. Z pozoru nie stało się nic, a jednak stało się wszystko. Lestrange ucierpiał psychicznie, Travers zaś fizycznie. Jego psychiki nic raczej nie mogło uszkodzić, a na pewno nie to, czym napoiła ich madame Fawley. Ale to nie był jedyny powód, dla którego się poróżnili. Po drodze pojawiły się też inne, mniej znaczące, które urosły nagle do rangi problemów, które nie mogą zostać łatwo rozwiązane. A jak sam Nicholas to widział? Skoro tu przyszedł, to powinien mieć gotową odpowiedź na własne pytanie, prawda? Chociaż to Rodolphus zrobił pierwszy krok, wysyłając mu prezent. Nie lubił być zapominany, nie chciał żeby ktokolwiek tak łatwo wyrzucił go z pamięci. - Ciężko naprawić coś, co pękło - odpowiedział ostrożnie, starannie dobierając kolejne słowa. - Ale to, że coś jest trudne, nie oznacza że jest niemożliwe i trzeba z tego zrezygnować. Odpowiedź, która nie była w zasadzie odpowiedzią. Ale zawierała jej fragmenty - nie mówił wprost, lecz łatwo było przełożyć jego słowa na ich relację. Czy będzie mu ufać tak, jak wcześniej? Zapewne nie - nie była to wina samego Nicholasa a faktu, że tyle osób, które obdarzył zaufaniem, go zdradziło. Rodolphus przysunął się, by móc nakryć dłoń Nicka swoją dłonią. - Cokolwiek postanowimy, nie przestanę cię dręczyć. Zbyt wiele kosztował mnie twój widok na podłodze, wtedy u ciebie w mieszkaniu, gdy nie mogłeś złapać tchu i dostać się do leków - przywiązał się do niego, być może czuł się w jakiś sposób odpowiedzialny? Jako jeden z naprawdę nielicznych wiedział o przypadłości Nicholasa, nikomu nie pisnął o niej ani słowem, lecz nie zamierzał udawać, że Travers nie choruje. Zawsze to będzie w nim gdzieś siedzieć, nawet jeśli będzie uśpione: obawa, czy drugi niewymowny da radę otworzyć następnego ranka oczy. @Nicholas Travers RE: [15.09.1972] Break the silence | Nicholas, Rodolphus - Nicholas Travers - 03.10.2025 Przywiązanie. To widocznie cecha, którą mogliby określić swój związek jako współpracowników i byłych współlokatorów. Nicholas odczuł to samo, odkąd dał Rodolphusowi swój dach nad głową, kiedy jego związek z panną Black się posypał. Choć Travers preferował samotność, spokój i ciszę swoich czterech ścian, zrozumiał że obecność kogoś jeszcze była mu niezbędna. Odczuł to tego dnia, o którym wspomniał Lestrange. Nicholas wiedział i nawet nie zależało mu na naprawianiu czegokolwiek, co już się stało. Pokazało ich oblicza i jak działa zaufanie. Jeden nie wykazywał żadnego, drugi poznał smak jego zawodu. Mimo swoich słów, Rodolphus jednak zaznaczył również czynem, że Nicholas nie jest mu w pełni obojętny. Ten dotyk, gdzie wzrokiem podążył na dłoń towarzysza i te słowa, które wspominały ten dzień. Nicholas skrzywił się i odwrócił wzrok gdzieś w przestrzeń, przymykając oczy. W gniewie na siebie. Na swoją słabość. Na upadłość do której prowadzi go choroba. Która wyniszcza jego ciało. Ta maź, którą mieli wypić w Mauzoleum, miała na niego negatywnie podwójny wpływ. Poza fizycznym skutkiem, lekko na psychice także się odbiła. Od tamtego momentu, Nicholas nie zasypia w swoim pokoju, przy zamkniętych drzwiach. Muszą być otwarte., lub uchylone. - Przejąłbyś się… Gdybym umarł?Spojrzał na Rodolphusa ponownie, zadając to poważne pytanie. Co by miało sprawdzić, jak bardzo mu na nim zależało. Jak bardzo się do niego przywiązał. Zza życia, być może Nicholas jest na niego skazany. Ale po śmierci, role dręczenia zawsze mogłyby się odwrócić. W postaci duchowej, można mieć tyle możliwości, przez opętanie kogoś innego o zdrowszym ciele. Badanie granic w zaświatach. Myślał o tym nie raz. Nie bez powodu opanowując Esterioryzację. Świadomie wiedząc, jakie to niesie ze sobą ryzyko. Lecz wtedy czuł się wolny od chorób. W oczekiwaniu na odpowiedź, bądź po jej wysłuchaniu, cokolwiek miało miejsce, Nicholas odwrócił głowę, zakrywając usta wolną dłonią, odkaszlnąwszy parę razy, czując jak gryzie go w gardle. RE: [15.09.1972] Break the silence | Nicholas, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 09.10.2025 Gdy Travers skrzywił się, z początku myślał, że to na jego dotyk. Nie zabrał jednak ręki, unosząc lekko brwi w pytającym geście na to działanie. Czyżby zaczął się go nagle brzydzić, a może dotyk sprawiał mu ból? Nie, raczej to nie o to chodziło - bo gdyby tak było, Nicholas zabrałby rękę. Nie miał pojęcia o tym, że Nick sypiał przy otwartych drzwiach. Odkąd opuścił jego mieszkanie na Horyzontalnej, niezbyt interesował się tym, co się działo u mężczyzny. Dopiero niedawna wspólna współpraca sprawiła, że zainteresowanie na powrót zatoczyło krąg. - Czy to takie dziwne? - zapytał, nawet nie kryjąc zaskoczenia, które pojawiło się w jego głosie. Co prawda sam nie tak dawno temu mówił, że nikt nie zapłakałby po jego stracie - gdyby umarł, co najwyżej jego matka uroniłaby łzę. Ojciec pozostałby niewzruszony, Rabastan... Rabastan pewnie zamknąłby się w swojej jamie i tyle by go widzieli. Bella zatańczyłaby can cana, a reszta... Cóż, pewnie wzruszyłaby ramionami. Jak zareagowałby Nicholas? To było dobre pytanie. - Oczywiście że bym się przejął. Nie wiedział tylko, jak bardzo. Ale czy to miało znaczenie? Być może i nie uroniłby łzy na pogrzebie, ale na pewno siedziałby potem w samotności, patrząc się tępo w ścianę i zastanawiając się, co by było gdyby wszystko potoczyło się inaczej. Ostrożnie pogładził kciukiem wnętrze dłoni mężczyzny. Nie pytał go o to samo - domyślał się, że Traversa nie obeszłaby jego śmierć w rozumieniu normalnych ludzi. Zdążył się zorientować jaki był po tym, gdy Robert zginął. Był jego mentorem, a nie rozpaczał. Po nim tym bardziej by nie rozpaczał. Ale jeszcze chwila i oboje nie będą nic czuć. Nicholas zdawał się być bliżej tego celu, ale Lestrange dzielnie dotrzymywał mu kroku. RE: [15.09.1972] Break the silence | Nicholas, Rodolphus - Nicholas Travers - 09.10.2025 Odkąd zamieszkali znów osobno, nie musieli się sobą interesować wzajemnie. To też Rodolphus nie musiał wiedzieć o problemach ze snem u Nicholasa, który mu o nich dodatkowo nie mówił. Jak i temu, że musi mieć drzwi otwarte w sypialni. Bez środków nasennych w postaci eliksirów czy zapachu odpowiednich kadzideł, także nie zaśnie. Wystarczy, że widział go już w fatalnym stanie, o którym zaś wspomniał. Problemy z sercem, a teraz ten dokuczliwy kaszel. "Czy to takie dziwne?" – powtórzył w myślach jego słowa, jego pytanie. On sam nie uronił łzy, gdy zmarł Robert, jego mentor. Nie okazywał tego zewnętrznie. Ale ból straty odczuwał wewnętrznie. W każdej chwili wspominając daną osobę. Jak poczułby się w przypadku straty Rodolphusa? Być może reakcja byłaby podobna. A może żadna? Trudno przewidzieć, jak rozwinie się ta relacja, jak to będzie wyglądało w przyszłości. Gdy padła odpowiedź twierdząca, Travers przez moment jeszcze wpatrywał się w Lestrange’a, próbując zrozumieć powód, dla którego ten śmierciożerca, współpracownik, były współlokator, miałby się nim przejmować. Uniósł lekko kącik ust do góry, jakby próbował odebrać te słowa w geście zabawnym. Mogło to nie wyjść. Mogło wyglądać na inny odbiór. Ale odwrócił głowę. Odkaszlnął swoje. Drugiej dłoni wciąż nie zabierał, kiedy Lestrange podjął kolejny krok, gładzenia jej kciukiem. - Dokończyłbyś herbatę? Suszy mnie w gardle.Zapytał, zmieniając temat. Chcąc go widocznie zakończyć. A może porozmawiają o czymś innym? Lubże posiedzą w milczeniu, jak na niewymownych przystało. W samotnej ciszy swojego towarzystwa, obserwując małe stworzenie będące pod kloszem, bawiące się kwiatkiem. RE: [15.09.1972] Break the silence | Nicholas, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 12.10.2025 Skinął głową. Czas na rozmowy przyjdzie później - po pierwsze wiedział, że Nicholas nie przepadał za tego typu rozmowami. On sam zresztą też nie. Ciężko było zaplanować coś, co wiązało się z emocjami. Emocje potrafiły być zgubne, lecz wiedział, że żadnej relacji nie dało się wcisnąć w ramy chłodnej logiki. Ostrożnie zabrał rękę i wstał. Przeszedł do kuchni i zabrał się do parzenia herbaty. Dwie minuty, tyle ile powinna parzyć się herbata liściasta tego gatunku. Ile mogło się wydarzyć przez zaledwie dwie minuty? Wiedział, że powinien pociągnąć tę rozmowę dalej, bo nie stanęło na niczym konkretnym, ale wiedział też, że Travers mocno oberwał. Mauzoleum, Spalona Noc... Martwił się, nawet jeżeli nie chciał przyznać tego przed kimkolwiek innym. Martwił się, że jego choroba sprawiła, że stał się bardziej podatny na czynniki fizyczne. Co, jeżeli nie będzie już w stanie wykonywać zadań dla Voldemorta? Czy wtedy zostanie oddelegowany do mniej wymagających zadań, czy po prostu zniknie? Nie wierzył w to, by Czarny Pan pozbył się kogoś tak cennego, nawet jeżeli w pewnym momencie choroba zabroniłaby mu czynnego udziału w misjach. Byłaby to jednak ogromna szkoda, bowiem mimo nadszarpniętego zaufania lubił współpracować z Nickiem. Mieli podobne podejście do sprawy. W tym czasie mały dementorek ponownie zapukał w szkło, chcąc zwrócić na siebie uwagę Nicholasa. Trzymał coś w łapce i machał nią, jakby chciał, by mężczyzna podszedł. @Nicholas Travers RE: [15.09.1972] Break the silence | Nicholas, Rodolphus - Nicholas Travers - 16.10.2025 Korzystając z chwili, kiedy Rodolphus udał się w stronę kuchni przygotować dla nich herbatę, Nicholas wyciągnął instrukcję dotyczącą spożywania eliksiru na kaszel. Nie spieszył się z zapoznaniem treści ulotki. Miał czas. Czytał spokojnie i dokładnie, jakby chciał dobrze zapamiętać dawki. Jeżeli mógł skorzystać z niego teraz i nie było wskazanej pory dnia, nocy, przed czy po posiłku, sięgnął po jedną fiolkę, aby móc przyjrzeć się dokładniej. Zawartości cieczy, jaka w niej znajdowała. Czy to faktycznie pomoże mu z kaszlem? Przekona się, kiedy zażyje. Lecz w tym tez czasie, oczekiwania na Rodolphusa z herbatą, uwagę jego znów zwracał mały dementorek. Nicholas skierował w jego kierunku swój chłodny wzrok, dostrzegając jak do niego macha, trzymając coś w swojej łapce. Travers nie wstawał, ale miał dementorek jego uwagę. Nicholas był świadom tego, że pogarszający się stan zdrowia, może uniemożliwić mu branie udziału w misjach, zlecanych przez Czarnego Pana. Nie przejmował się tym, jeżeli przyjdzie moment, w którym nie będzie mógł ich wykonywać. A jeżeli będzie musiał umrzeć, to umrze. Śmierci się nie bał. Ani tego, co może po niej nastąpić. Jeżeli zaś chodziło o samego Rodolphusa. Było w nim coś, co nie pozwalało Nicholasowi zerwać tej relacji. Tej bliskości, jakiej doświadczali w ostatnim czasie. Sytuacja była podobna do tej, którą miał z Laurentem. Relacja na umowie słownej. Bez zobowiązań. Być może najlepszym rozwiązaniem będzie pójść na ugodę, jaką mieli wcześniej. Nie musieli mieszkać razem. Ale chociaż się odwiedzać. W razie potrzeby. RE: [15.09.1972] Break the silence | Nicholas, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 21.10.2025 Mógł wypić jedną porcję już teraz - był to nieco silniejszy eliksir, który łagodził podrażnienia gardła i oczyszczał płuca. Gdyby to było zwykłe, standardowe zatrucie dymem, zapewne dwie dawki pozbyłyby się problemu, lecz zarówno Lestrange jak i Travers wiedzieli, że 8 września ogień, który strawił Londyn, nie był zwykłym ogniem. Tak samo dym, który wdarł się w ich płuca nie był zwykłym dymem. Nie mieli więc pewności, że to zadziała, ale Rodolphus nie kaszlał tak, jak Nicholas. Więc jakiś efekt, nawet znikomy, eliksir musiał mieć. Podczas gdy Rodolphus przygotowywał herbatę, dementorek pokazywał na swoją rączkę. Miał w niej kawałek sukulenta. Zupełnie tak, jakby oderwał gruby liść i chciał go podarować mężczyźnie, zmuszając go jednocześnie do podniesienia klosza, pod którym się znajdował. - Nie otwieraj go, bo podrze książki - głos miał spokojny, cichy. Stał z dwoma kubkami herbaty, spoglądając na Nicholasa. - To jeden z jego klasycznych numerów. Gdy go uwolnisz, zacznie siać chaos, dopóki się nie zmęczy. Chociaż nie wiem, czy papierowe magiczne figurki odczuwają zmęczenie. Podszedł ostrożnie do kanapy, by odstawić kubki z herbatą na stolik. Na podkładki, oczywiście - równo i dokładnie, tak by znalazły się idealnie pośrodku. Herbata była jeszcze gorąca, chociaż nie została zalana wrzątkiem. Jeżeli chodziło o napary, to Lestrange lubował się w przeróżnych mieszankach i doskonale pamiętał, który gatunek liści powinno się parzyć ile minut w jakiej temperaturze. - Ostatnio wleciał mi do gabinetu na piętrze i podarł raport. Udało się go skleić, ale od tamtego momentu ma karę i nie wychodzi spod klosza - powiedział, wzruszając ramionami. Po co go jeszcze trzymał? Nie miał zielonego pojęcia, ale myśl o tym, że miałby pozbyć się tego papierowego wrzoda na dupie nie była miłą myślą. Przyzwyczaił się trochę do jego obecności w domu. I nie był sam, a dodatkowo nikt nie oskarżał go o znęcanie się nad zwierzętami, bo dementorek nie był zwierzęciem. @Nicholas Travers RE: [15.09.1972] Break the silence | Nicholas, Rodolphus - Nicholas Travers - 21.10.2025 Ogień, który nie był zwykłym ogniem. Choć wiedzieli, że miał miejsce, to niestety nie uprzedzono ich o tym wcześniej. Uzdrowiciele, wspierający działania Czarnego Pana, mieliby czas dla nich przygotować wywar eliksiru, aby uchronić ich przed tym duszącym dymem, drażniącym gardła. Dlatego wciąż Nicholas uważał, że choć wykonali zadanie, powinno zostać odpowiednio przygotowane. Rozplanowane. Słysząc Rodolphusa, cóż może uczynić to małe stworzenie, Nicholas nawet nie zamierzał tego czynić. Nie zamierzał dawać wolności temu stworzeniu. Niezależnie od tego, jak bardzo by kusiło swoim zachowaniem. Jak bardzo przykuwałoby swoją uwagę. Po prostu, polubił obserwowanie go. Nawet, jeżeli był za szklaną kopułą. - Czyli nie jest dosłownie z tych prawdziwych. Interesujące.Skomentował, jakby upewniał sam siebie. Być może liczył na jakiś odmieniony gatunek dementora z dziwnym poczuciem humoru, który przejadł się szczęściem śmiertelników. Jak to mówią, co za dużo, to nie zdrowo. W momencie, kiedy Lestrange zajął się stawianiem herbat na ławie, na podstawkach, dbając o detale równości, Travers spożył eliksir, aby poczuć ulgę gryzącego gardła. Aby uśmierzyć sobie ból po męczącym kaszlu. Czuł jak płyn rozgrzewa przełyk i jednocześnie go łagodzi. Tego potrzebował. Nawet, jeżeli zadziała na parę godzin. - Poczułeś się, jakbyś miał prawdziwe zwierzę lub dziecko pod opieką?Zapytał odstawiając zakręconą fiolkę, z pozostałością eliksiru, nawiązując słowami do metody ukarania stworzenia, które najwyraźniej było stworzone z rzeczy materialnych, za pomocą magii. Przynajmniej jego motyle, nie były z magicznego papieru, a prawdziwe, sprowadzone kokony to hodowli. |