Secrets of London
[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+---- Dział: Plac i stragany (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=45)
+---- Wątek: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) (/showthread.php?tid=3317)



RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Isaac Bagshot - 03.06.2024

Widownia - pierwszy rząd

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=DoiEAvc.png[/inny avek]
Na szczęście udało mu się jeszcze zająć miejsce w pierwszym rzędzie. Przywołał samopiszące pióro, przygotował aparat i czekał na to, co wydarzy się na scenie. Miał nadzieję, że zamieszanie przy stoisku Mulciberów zelżało i nikomu nie stało się nic złego. Kutasoświeczki okazały się nie tylko ozdobą, ale i również bronią. Będzie musiał później zaczepić Charlesa i dowiedzieć się, czy wyszedł z tego obronną ręką i ma jeszcze jakieś plany na rozwój swojego erotycznego biznesu. Po Lammas dokładnie przejrzy zdjęcia które zrobił i zastanowi się, czy weźmie pod uwagę prośby Mulciberów żeby nie publikować ich w Proroku. Nie były to bowiem prośby, a bardzo nieprzyjemna i nieudana próba zastraszenia, a później zwykłe udawanie miłego, żeby jakoś załagodzić sytuację. Z drugiej strony i jemu zdarzało się manipulować i kłamać z uśmiechem na twarzy, więc nie mógł mieć pretensji. Westchnął pod nosem i trzymał aparat w gotowości. Szkoda, że spóźnił się na występ chóru. Uśmiechnął się lekko na suche żarty prowadzącego.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Brenna Longbottom - 03.06.2024

Strefa gastronomiczna -> południowe stragany, Magiczne różności

Brenna zdążyła zjeść odrobinę waty cukrowej, ale już nie zauważyć, że ta pokolorowała jej włosy na fioletowo, bo zaczęło się zamieszanie: gdzieś z oddali dobiegły jakieś pokrzykiwania, coś działo się na scenie, a potem ludzie zaczęli przemieszczać się dość gwałtownie, próbując odejść do południowych straganów.
Oczywiście, Brenna, choć nie miała na sobie munduru, natychmiast zaczęła przebijać się w przeciwną stronę, a gdzieś w jej żołądku coś skręciło się boleśnie – bo czy Voldemort jednak postanowił nagle napaść Lammas? Po co? Nie był przecież idiotą, na ich nieszczęście, atak na Beltane miał bardzo jasny cel, a chociaż tutaj mógłby zasiać ogromny terror, to druga sytuacja, w której zadeptano by z pewnością i przedstawicieli czystej krwi, nie przysporzyłaby mu pewnie popularności. Nie mogła jednak tego wykluczyć, chociaż nie słyszała na razie niczego o żadnych śmierciożercach (podziękowania dla matki, która zasłoniła usta dziecku).
Brnięcie wbrew prądowi tłumu nie było jednak łatwe, Brenna popchnięta wpadła na jakiś stół i gdy wreszcie znalazła się w pobliżu straganów, nie usłyszała już żadnych krzyków, nie było też ludzi uciekających w panice i tratujących się nawzajem.
Może to była zwykła bójka i to najwyraźniej już ogarnięta?
Brenna przystanęła, na razie nie próbując przebijać się pomiędzy gapiami, a serce, dotąd bijące szaleńczo, powoli uspokajało swój bieg. Żadnych wrzasków, żadnego ognia, żadnych już błysków zaklęć. To nie było drugie Beltane. Nie doszło do ataku, gdy ona stała przy cholernej wacie cukrowej. (Teraz była o to na siebie zła, chociaż na logikę, nawet gdyby śmierciożercy zaatakowali, mogliby przecież pojawić się właśnie w strefie gastronomicznej.)
I dopiero po kilku sekundach Brenna uświadomiła sobie, że zatrzymała się przy stoisku Olivii Quirke.
– Cześć, Livy – przywitała się, zwracając na nią spojrzenie, a potem skinęła głową uprzejmie na powitanie i jej towarzyszowi. – Nie wiesz, co tutaj się wyprawiało?


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Millie Moody - 03.06.2024

Południowe stragany Szato des dragone z wińskiem. Przynoszę Bottowi podwójną porcję i zachwycam się Alastorem.

W sumie to jej i Bertiemu przydałoby się wiadro, albo chociaż śliniaczki, bo tak zapatrzonych w aurora ciskającego się nad całym zajściem to próżno było szukać w okolicy i nawet jakby zebrać całą miłość i uwielbienie ze wszystkich jego byłych czy obecnych whatever dup z którymi gdzieś tam się woził, to aż dziw, że plecy nie płonęły mu od zapatrzonych weń dwóch par oczu.

Miles w pewnym momencie jednak zamrugała, czując pewną niezręczność swojej bezpośredniości (to wszystko przez Botta, on to robił tak jakoś bez krępacji, jakby był jakimś jebanym pedałem, ale przecież gdyby był, to Alik by go tak nie lubił i z pewnością podczas noclegów w Dolinie waliłby jakimiś tekstami, że teraz to musi spać dupą do ściany czy coś). W każdym razie Moody rzuciła:
– Dobra to chodźmy po to wino – i rychło odkryła, że trunek poustawiany w papierowych kubeczkach jest... za darmo?

Degustacja. Dziwne.

Od razu zlała zawartość dwóch kubków w jeden (Bertie większy facet, toż nawet nie poczuje jak te zlewkę dostanie małą). Dla siebie tylko dla odwagi przed wykonem. Już ją skóra świeżbiła od ilości ludzi, odwykła trochę przez te dwa miesiące w lecznicy. Podała blondynowi kubek i wypaliła:

– Ej tak w ogóle to mm... mam urodziny niedługo, wpadniesz? Robimy je w Warowni, Alastor się ucieszy – dodała, jakby sama jej osoba nie wystarczała, by ktoś chciał przyjść i świętować jej brak zgonu w ostatnim czasie. – W ogóle ciekawe czy jeszcze te świece będzie można kupić, bo w sumie chciałam wieczorem okadzić chatę... – zmartwiła się tym, a nie uciekającym w panice tłumkiem. Dla niej zysk, mniejsze korki do straganów, jak teraz, bez problemu sięgneli wino. Całkiem dobry był ten sok, choć jak na jej gust, znanej i lubianej bimbrowniczki, zdecydowanie za słaby.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Peppa Potter - 03.06.2024

Loteria -> Widownia

Peppa zgłasza się jako śmiałek.

Święto żniw nie było dla niej. Nie interesowała się takimi plebejskimi wydarzeniami. Niby czemu miała cieszyć się z tego, że rolnicy zebrali plony? To się działo [*]co roku[*]. Jasne, niech świętują koniec roboty w sezonie, ale może nie na ulicach miast? I nie tuż przed JEJ domem? Od początku stawiania straganów, Peppa z przewrażliwieniem reagowała na każdy dźwięk dochodzący z zewnątrz. Jak oni śmieli zakłócać jej spokój! I teraz nawet nie może wyjść, bo ktoś pomyśli, że bierze w tym udział.

Niestety wyjść musiała. Tak się złożyło, że poprzedni dzień spędziła w domu i po prostu nie mogła dłużej siedzieć w zamknięciu. Ubrała swoją niemal najlepszą suknię z białej koronki, a na idealnie uczesane włosy ułożyła farbowany na perłowo pleciony kapelusik przygnieciony ciężarem sztucznych kwiatów i innych ozdóbek.

Słońce się schowało, więc zrezygnowała z obnoszenia się z koronkową przeciwsłonką. Opuściła kamienicę z zadartą lekko głową, by dobitnie ukazać światu swoją wyższość nad tym prostackim festiwalem.

Po czym poszła na loterię, bo ojciec zostawił jej i Jamesowi po losie. Wepchnęła się w kolejkę, bo jakby inaczej, po czym odebrała swoją nagrodę.

Tymczasem do jej uszu doszedł głos prezentera ze sceny. Akrobaci z cyrku? Och, to akurat mogła zobaczyć. Miarowym tempem ruszyła w stronę widowni, by wepchnąć się na sam przód. I co tam zobaczyła? Przepiękne białe róże. Idealne do jej dzisiejszego stroju oraz wystroju sypialni. Musiała je mieć.

Nie spuszczając wzroku z cennego fanta, wystrzeliła w górę zakoronkowaną dłoń, nim ktokolwiek inny wszedłby jej w drogę. Po chwili posłała w stronę prezentera jeden ze swoich najbardziej uroczych uśmiechów. Niech tylko śmie jej nie wybrać.




RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Laurent Prewett - 03.06.2024

Widownia
zgłaszam siem

Diva w koszu zwinęła się w kłębek i postanowiła spać. Ludzie przy scenie na szczęście zajmowali swoje miejsca i obyło się bez żadnych innych ekscesów. Już żadnych nawoływań i krzyków, może poza tymi, które się pojawiły, kiedy prowadzący wyszedł na scenę i ktoś zawołał, że jeśli chodzi o znikanie to Loretta powinna się zgłosić. Pałał do tej kobiety niechęcią przez to, że z jego perspektywy skrzywdziła Notta, a teraz w zasadzie zaczynał jej współczuć, ponieważ dużo ludzi osiadało na jej ramionach i z szyderstwem na ustach się wypowiadało o kobiecie, którą znali z gazet goniących za sensacją. To samo potrafili robić z Nottem, któremu przecież tak bardzo zależało na swojej dobrej reputacji.

Ile na reputacji zależało Cyrkowcom? Na pewno tyle, żeby nie mieć na swoich plecach złej famy, która odgoniłaby od nich chętnych do zajrzenia na występ. Raz nawet obiła mu się o uszy plotka, że chyba zachęcali rodziców do nauki szermierki swoich dzieci tutaj? Była inspekcja detektywa Longbottoma (któregokolwiek z tej rodziny) i... nie potrafił tego wyłowić ze swojej pamięci, a rozdrażniony tym rozgonił myśli i skupił się na tym, co się działo. Nawet te ruchy różdżki osoby zabezpieczającej scenę przed ogniem była w chwili obecnej hipnotyzująca, bo zamieniała poprzednie myśli na zastanowienie, co tu się w zasadzie będzie działo.

Laurent powinien się trzymać z daleka od cyrku, w końcu takie było zarządzenie Wróżbity, którego miał nieprzyjemność spotkać, ale Prewett musiałby jeszcze być chociaż o kilka stopni mniej uparty niż był, żeby się tego trzymał. Poza tym czy teraz nie miał występować Crow..?

Uniósł rękę i wystąpił naprzód.




RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Tristan Ward - 03.06.2024

Stoisko – Magiczne Różności
Obsługiwanie Leona, Laurenta. Obecność przy stoisku Jagody i Brenny.

Po zaprezentowaniu wykonanych przez siebie przedmiotów, posiadających motyw Feniksa, zostawił Leona pod opieką Olivii, skupiając się na "rozmowie" bardziej pisemnej z Laurentem. Tristan czuł się trochę zmieszany, nie wiedząc czy ów czarodziej połapie się, że ma styczność z niemową. Osobą, która swój głos straciła, choć jego historia znana była bardzo wąskiemu gronu.

Szanowny Laurent połapał się na całe szczęście i nie odebrał tego jakoś źle. Nie wiadomo na jakiego czarodzieja się trafi i jak zareagują. Na zadane pytanie odnośnie szkiełek, w których można pozyskać różne kolory, Tristan skinął głową w potwierdzeniu. Jeżeli ktoś chciał taki efekt pozyskać, po to z Olivią przygotowali eliksiry i testowali wspólnie ich działanie. Bo jeżeli ktoś wolał tradycyjny kolor szkiełek, mógł wybrać dowolny. Na kamienie szlachetne jeszcze nie inwestował. Ward chciał sprawdzić się w metalu, czy w ogóle cokolwiek ludziom się spodoba.

Olivia zaproponowała zwrócenie uwagi na metalowe półki, które wykonał Tristan.
"Realizuje pan zamówienia na zlecenie?" – to pytanie odbiło mu się ponownie w umyśle, jakby pozytywnie zaskoczony. Od razu odpisał odpowiedź.
"Tak. Realizuję."pokazał od razu zapisaną treść potwierdzającą, że nawet chętnie dokona także pomiarów. Wizytówka? Spojrzał na stolik i wzrokiem odszukał dwa pudełeczka. Były tutaj jego i Olivii. Wyciągnął swoją wizytówkę i podarował Laurentowi, gdzie były napisane jego dane personalne i adres. Czy mu się właśnie śniło czy to była rzeczywistość, że może dostać w przyszłości duże zlecenie, jeżeli szanowny Prewett złoży zamówienie?

Na temat obecności i posiadania kota, nie dołączał do dyskusji. Jedynie rzucił okiem na małe puchate stworzenie, lekko uśmiechając. Musiał skupić się bardziej na obsłudze klientów i otoczeniu.

Słysząc pytanie o cenę, zauważając, że Leon wybrał ostatecznie klamrę do paska od spodni, Tristan pokazał mu małą przytwierdzoną do produktu metkę, gdzie była zapisana cena. Formalności finansowe zostawił już Olivii, aby odebrała.


Gdzieś dalej od ich straganu, rozpętało się jakieś zamieszanie. A że Tristan był wysoki, nie zauważył zbyt wiele, jak tylko że ktoś się z kimś pobił? Ktoś coś krzyczał? Nie skupił na tym dłużej wzroku, kiedy miał przy stoisku klientów. A właśnie kolejna osoba podeszła (Jagoda Brodzki) jak na razie oglądała zawartość stoiska, to jej na razie nie przeszkadzał z pytaniem, "czy w czymś pomóc". Upewniał się, że tam w oddali sytuację opanowano. Kolejne problemy miały miejsce na scenie? Dzieciaki z Hogwartu zostały wyprowadzone w bezpieczne miejsce. Czy żadne wydarzenie, organizowane w tym kraju, nie może minąć spokojnie?

Za chwilę usłyszał głos młodej kobiety, która zwróciła się bezpośrednio do Olivii. Przez jej nietypowy kolor włosów, nie rozpoznał od razu, że to była Brenna Longbottom.






RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Olivia Quirke - 03.06.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/cc/66/9b/cc669b9bf216f479116997ad2ed22acb.jpg[/inny avek]
Stoisko – Magiczne Różności
Olivia żegna Laurenta, przyjmuje zapłatę od Leona i wita się z Brenną, zerkając na Jagodę

- Taka moja rola - odpowiedziała odruchowo Laurentowi, obdarzając go jednym z tych swoich niewinnych uśmiechów. No chyba nie myślał, że będzie tu robić czarodziejom wykłady na temat eliksirów? No, owszem, to też by mogła, ale starała się jak mogła, by przyciągać ludzi do stoiska, zaczepiając uśmiechami, mówiącymi no chodź, mamy tu fajne rzeczy. Nie zapominała jednocześnie o tym, że musiała jeszcze mieć oko na Tristana, by w razie czego mu pomóc. Nie każdy przecież był tak wyrozumiały jak ona, Laurent czy Leon. Niektórym mogłoby przeszkadzać to, że Ward nie mówi, szczególnie jeśli był sprzedawcą. Świat był pełen chamów. - W takim razie nie mogła trafić lepiej.
Zerknęła jeszcze na Laurenta, a wzrok ześlizgnął się na kota. Diva... Imię pasowało do zwierzaka Prewetta. Podobnie jak Duma. Gdy Laurent się pożegnał, pomachała mu. Chciała coś dodać, ale nie zdążyła, bo wbrew temu co paplał Leon, nagle zaczęli się schodzić ludzie.

- No ja myślę, że najlepsza - odpowiedziała Leonowi, a grymas niezadowolenia szybko zniknął z jej twarzy. Wiedziała, że nie chciał źle, chociaż jego słowa trochę ją ubodły. Te o pustkach przy straganie, bo przecież to było to, czego razem z Tristanem się obawiali. Domyślała się jednak, że przyjaciel nie powiedział tego złośliwie, pewnie po prostu nie pomyślał, mimo że taki z niego zawsze był mądrala. Gdy zapytał o cenę, zerknęła na Tristana, bo w sumie sama nie wiedziała, ile to kosztuje. Znała ceny swoich eliksirów, ale to już mu powiedziała. Co do pięknych wyrobów Warda, to musiał sam napisać, co za ile, bo nawet gdyby wcześniej rozpisał Olivii wszystko od myślników, to dziewczyna zapewne by zapomniała. Za dużo się działo. Ale zapłatę odebrała, a co. Gdyby nie to, że dopiero zaczynali, to pewnie by machnęła ręką chociaż na cenę eliksiru nasennego, ale wolała teraz tego nie robić. Może później, jak Lammas się skończy, dośle Leonowi kilka fiolek po przyjacielsku, czyli za darmo.

Z boku mignęła jej kolejna osoba - Jagoda. Podeszła do straganu i przyglądała się błyskotkom. Gdyby nie to, że Jagoda właśnie się do kogoś zwracała, to pewnie by ją zaczepiła: ale postanowiła na razie nie wcinać się w rozmowę, tylko klasycznie się uśmiechnąć. Zaczynała boleć ją twarz od tych ciągłych uśmiechów, a to był dopiero początek. Bała się, co będzie za kilka godzin...
- Brenna! Liczyłam, że ty mi powiesz, chyba coś nie tak z chórem, bo nagle umilkł, może ktoś zasłabł? - z początku nie zwracała uwagi na zamieszanie przy scenie, bo była zajęta czymś innym, a i krzyki na jarmarkach i innych spędach były normą. Zaalarmował ją dopiero przerwany występ chóru, dzieciaki zniknęły ze sceny (albo przynajmniej przestały śpiewać, bo Olivia była niska i nie widziała dobrze). - Masz fioletowe włosy, wiesz?
Zapytała, ocierając czoło wierzchem dłoni. Spojrzała na Longbottom z ciekawością: ten kolor niezbyt do niej pasował, mimo wszystko. Do Brenny by bardziej pasowały czerwone, były żywiołowe, takie jak ona sama. Albo tęczowe, bo w sumie Brenna była jak wszystkie kolory tęczy.
- Przyszłaś je odczarować, czy szukasz czegoś, co pozwoli ci nie zasnąć gdy znowu cię wezwą do pracy? - zagadnęła, przekrzywiając głowę z zaciekawieniem. - Albo przeciwnie, kupić jakiś wisiorek z fioletowym szkiełkiem, żeby je podkreślił? To jakaś nowa moda, która mnie ominęła?
Rozpromieniła się. Nie była pewna, czy cokolwiek z tego, co miała na straganie, pomogłoby na fioletowe włosy, ale zawsze mogła spróbować magią, chociaż podejrzewała, że w magii to jednak przodowała jej koleżanka.

@Leon Bletchley @Jagoda Brodzki @Brenna Longbottom @Tristan Ward


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Basilius Prewett - 03.06.2024

Południowe stragany - stoisko ze świecami
Wciąż siedzę przy Sophie, krzyczę do tłumu.

Z Sophie nie było dobrze, ale nie było też tragicznie, zwłaszcza że Basilius był pewien, że ten stan nie będzie się jeszcze długo utrzymywać. Na razie po prostu musiała to przeczekać, a on kontrolować, czy nagle jej się nie pogorszało.
Na słowa Florence skinął głową i sprawdził Sophie pod kątem jakichkolwiek urazów, które mogłoby wywołać uderzenie się w stoisko podczas upadku. Wyglądało jednak na to, że poza magicznym paraliżem i najwyraźniej porywczością, nic jej nie było.
Nic jej nie będzie. To paraliż magiczny. Zaraz minie – zapewnił Charlesa, który się do niego zwrócił, chociaż wzrok miał wciąż skupiony na Sophie. Przynajmniej wiedział, że ktoś tutaj z czarownicą przyszedł. Dobrze.
Zmarszczył brwi odrywając na chwilę wzrok od pacjentki. Miał wrażenie, że dalej było tu stanowczo za dużo ludzi, których równie dobrze mogli zająć się swoimi sprawami nieco dalej.
Drodzy państwo, czy każdy kto nie jest uzdrowicielem, nie wymaga pomocy magimedycznej, ani nie jest rodzina poszkodowanych mógłby się rozejść? Naprawdę, mamy tu osoby, które potrzebują spokoju i uzdrowicieli, którzy potrzebują przestrzeni do pracy – rzucił głośno w tłum, chcąc ograniczyć ilość zamieszania do minimum.

Rzut na charyzmę
[roll=Z]


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Sauriel Rookwood - 03.06.2024

Południowe Stragany

Lordowie Ciemności (tacy jak on) poznawali mizerny świat ludzki z takiej perspektywy, z jaki powinien być postrzegany. Czyli z góry. Koty miały to w genach, musiały patrzeć na robaki tak, żeby wiedziały, że są robakami. Tak samo patrzył Sauriel na Pokątną. Był bliski wyprzedzenia swojej epoki i powiedzenia: "PATRZ, LORRAINE. TO JEST LWIA ZIEMIA!", lecz na szczęście nie. Obyło się bez tego. Co najwyżej przed tym było zapewnianie Białej Wdowy, że "no cho, pokażę ci coś romantycznego, będzie fajnie!" Romantyzm miał wiele oblicz, w tym wypadku był pławieniem się w blasku księżyca i podziwiania, jak to ludzie potrafią znaczyć kompletne nic, kiedy patrzyłeś na nich z tej odległości. Stanley by to docenił. I doceniłby to, jak zajebiście wyglądał Lord Ciemności Rookwood I tego tytułu, ale jego tutaj nie było. Musiała więc docenić Lorraine. Musiała, bo inaczej zrzuciłby ją z tego dachu i upewnił się, że złamała kark. Z rękoma zaplecionymi na klatce piersiowej na brzegu zadaszenia przyglądał się przez moment zbiorowisku, szczególnie temu, co działo się przy stanowisku Mulciberów. Kto tam dokładnie się napierdalał nie wiedział. Szkoda, że nie ja - stanowiło jedyne podsumowanie oprócz szczerzenia w zadowoleniu wampirzych kłów.

- Chodź idziemy się pobawić. - Też się pobawić, albo "razem" się pobawić? Z tych melin na Nokturnie tutaj była krótka droga - krótsza niż z piwnicy w sąsiedztwie Czarnego Pana, który, swoją drogą, był bardzo dobrym lokatorem, bo cichym. Śmigał po całej rezydencji jakby był muszką owocówką wśród irytujących muszysk o zielonych odwłokach, których każdy się brzydził bo jak nie siadały na gównie to na trupach. Definicja "chodźmy się pobawić" była całkowicie luźna i zaczęła się od tego: - Słuchaj nie mam jeszcze licencji na teleportację, więc poćwiczę na tobie. - Ewentualne rozszczepienia więc wliczały się w kunszt zabawy Sauriela i niekoniecznie był tutaj jakikolwiek czas na polemikę. Czarny Kot złapał od razu dłoń Lorraine i nie czekając na zaparcie tchu w piersi ani na żadne "ale" - przeniósł ich w dół. Bezpiecznie, w alejkę, żeby dopiero tam dumnym krokiem móc wkroczyć wśród bawiących i tych kurwiących. Bo jedni się rzeczywiście bawili na straganach, a byli też tacy, co kurwili, że w ogóle je otworzyli. Albo że ktoś postanowił się pobić akurat przy nich. - Chyba nic ci nie urwałem. - Ocenił, spoglądając na piękną niewiastę przy jego boku - byłaby to okropna strata... na szczęście się udało. I Sauriel był z tego powodu bardzo z siebie zadowolony. Puścił jej dłoń. Miał tę posturę tego złego człowieka, który z tego tłumu zaraz wyciągnie jakąś nadobną niewiastę liczącą na coś więcej, który zaraz przyjebie komuś w ryja - ubrany w tę czerń, w skórę, z ciężkimi buciorami i kolczykami w uszach, z roztrzepanymi, czarnymi włosami. - Ciekawe, co to za pizdy się tam naparzają. - Niby ciekawe, ale wcale nie chciał sprawdzać. Bo po co? Czy na tym targu w ogóle był ktoś, kto byłby wart, żeby Czarny Kot mu przyjebał? Sauriel odpalił fajkę różdżką i schował ją z powrotem do kieszeni. Machnął głową, że w sumie mogą iść, mogą się rozejrzeć, ale Lordowie Ciemności zawsze znajdą jakieś poważne sprawy, którymi muszą się zająć...

- ... kotek! - To był jeden ruch, jeden skok? Cokolwiek to było sprawiło, że Sauriel w jednej sekundzie stał koło Lorraine, a w drugiej już trzymał niebieskiego kocura w swoich ramionach kucając na ziemi i ciężko powiedzieć, kto robił do kogo słodsze oczka - kot do Sauriela czy Sauriel do kota miziający go po brzuszku.




RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Cathal Shafiq - 03.06.2024

Koło fortuny, kręci i odchodzi

Cathal nie przepadał za jarmarkami.
Nie chodziło o to, że miał coś przeciwko Lammas samemu w sobie albo sabatom w ogólności. Sabaty miały jednak to do siebie, że były głośne, tłoczne i pełne bodźców. Póki odbywały się na Polanie Ogni, odwiedzał je co jakiś czas nawet chętnie – tam łatwo było odbić od tłumu pomiędzy drzewa, a sam fakt rozgrywania się imprezy w plenerze czynił atmosferę mniej klaustrofobiczną. Targowisko było jednak czymś innym i Shafiq pewnie normalnie by się tu nie pojawił, zwłaszcza że zniknięcie Lety Crouch i brak klątwołamaczki w ekipie (a do cholery, potrzebowali klątwołamacza, w ich pracy było to wręcz coś podstawowego), wciąż psuło mi humor.
Skoro jednak Cathal nie przyszedł do targowiska, to targowisko przyszło do Cathala.
Na całe szczęście nie zablokowano kamienicy, w której znajdowało się jego mieszkanie i mógł się wydostać z niej bez większych problemów. Wciąż nie było tu tak tłocznie i głośno jak na egipskich bazarach, chociaż więcej dość ciężko było mu utrzymać w ryzach myśli, nie odpływać wspomnieniami w przeszłość, dawał jako tako radę utrzymać skupienie. Rozglądał się po okolicy bez większego zainteresowania – na razie nie dostrzegł niczego, co przyciągnęłoby jego uwagę na dłużej, co byłoby nowe czy intrygujące, ale na takich zabawach łatwo było napotkać kogoś znajomego, lustrował więc mijanych ludzi spojrzeniem, w poszukiwaniu znanych sobie twarzy.
Przy południowych straganach zaczęło się jakieś zamieszanie, ruszył więc w stronę przeciwną. A skoro już znalazł się przy kole fortuny, poczekał aż osoba przed nim wykorzysta losy – i sam również kupił ich kilka.