![]() |
|
[23.05.1972] Hush now dear children - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [23.05.1972] Hush now dear children (/showthread.php?tid=1707) |
RE: [23.05.1972] Hush now dear children - Victoria Lestrange - 10.08.2023 Victoria zrozumiała za co przepraszał Sauriel. Nie że wpadł tu jak do siebie (a u siebie zdecydowanie nie był), tylko, że nie umiał jej pomóc zaklęciem. To nic, nic nie szkodzi. Intencja też się przecież liczyła, a przynajmniej dla niej. - Sauriel? Dobrze się czujesz? – to ta krew, której zapach unosił się wszędzie w pokoju? Ten na jej pościeli, na koszuli nocnej, na rękach i plecach? Wiedziała, że musiał to czuć, że może trudno było się w takich warunkach kontrolować – ale chciała to usłyszeć od niego, że wszystko jest dobrze. Bo doskonale wiedziała, że może i nie tak łatwo zabić wampira, ale nadal odczuwał wszystko inne, ból na ten przykład. Bardzo lekko wzruszyła ramionami w odpowiedzi do pytania Longbottom. Obiło jej się o uszy coś o niciach powiązań, ale nie miała zielonego pojęcia jak to dokładnie działa. Może to właśnie z ich powodu, a może faktycznie przypadek, albo jeszcze co innego… Victoria była pewna jednego: wygląd tego mężczyzny wyrył się w jej pamięci i na pewno trzeba jego rysopis podać rysownikowi. Złapać kurwę. - Potem byłyśmy w bibliotece i rzucił się na mnie z nożem – dodała, skracając wszystko astronomicznie, bo w zasadzie co tu więcej opisywać. Sny miały to do siebie, że działy się szybko, chociaż rozciągały się w rzeczywistości na całe godziny… albo tak się tylko wydawało. - A potem uciekałyśmy przez pole i ciął mnie przez zaklęcie. Wtedy się obudziłam – wymruczała. Tak, brzmiało to absurdalnie. Ale to, że Brenna się tutaj zjawiła prawie równo z Saurielem, że Victoria miała na ciele rany, które nie mogły się wziąć znikąd, a fizycznie raczej nie do końca zostały zrobione… No jej piżama nie była nijak pocięta, a powinna być, po takich ranach, jakie miała. - Kocie? Nie chcesz poczekać w salonie? – wcale nie chciała, żeby szedł. Ale rozumiała, że Brenna była chyba teraz lepszym wyborem, by pomóc jej opatrzyć te rany na szybko, nim udadzą się do Munga. Skrzatka pojawiła się po chwili z buteleczką jakiegoś roztworu, jak mówiła, do oczyszczania ran, więc Brenna mogła pomóc z ręką… Na ile dało się tam pomóc. Gdy podwinęło się rękaw, było widać, ze tu naprawdę trzeba pomocy medyka i to najlepiej jak najszybciej. Victoria za pomocą zaklęcia założyła na siebie jakieś robocze spodnie i bardzo luźną koszulę, żeby prezentować się choć minimalnie godnie, zaproponowała też Brennie, że jak chce, to może ubrać się w coś z jej szafy, żeby nie iść do Munga w piżamie w gwiazdki. Victoria poprosiła też skrzatkę, żeby dała matce znać jak już znikną w kominku co się stało. Naprawdę była słaba. I naprawdę potrzebowała pomocy. Pochłonęły je zielone płomienie. Koniec sesji
|