Secrets of London
[11.05.1972] Interesy | Geraldine & Esme - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [11.05.1972] Interesy | Geraldine & Esme (/showthread.php?tid=1871)

Strony: 1 2 3


RE: [11.05.1972] Interesy | Geraldine & Esme - Geraldine Greengrass-Yaxley - 21.03.2024

Wolała potwierdzić, że ma podobne intencje, że szczerość była jedną z prawd, które najwięcej znaczyły w jej życiu. Pomimo wychowania w rodzinie, która należała do tych czystokrwistych, nigdy nie nauczyła się kłamać, czy grać w gry polityczne, którymi był przesiąknięty ich świat. Zresztą od zawsze wolała towarzystwo zwyczajnych ludzi, sama też nie zachowywała się nigdy w sposób, który mógłby świadczyć o jej pochodzeniu. Nie widać po niej było chociażby jej rodzinnego bogactwa, patrząc na nią na pierwszy rzut oka można było stwierdzić wręcz przeciwnie, że nie powodzi się jej najlepiej. Zupełnie to jej nie przeszkadzało, bo nie przywiązywała wagi do takich rzeczy. Może poza kilkoma detalami, które świadczyły o jakości produktów, które wybierała, ale dzięki temu służyły jej przez lata, co również istotne po prostu nie znosiła zakupów i wolała robić je jak najrzadziej.

Wydawało jej się, że Esme jest z nią szczery, bo po co rzucałby słowa na wiatr wspominając właśnie o szczerości, a potrafiła czytać ludzi, spotkała ich w swoim życiu naprawdę wielu i umiała wybadać jakie mają intencję. Czasem jej osądy były mylne, ale w większości raczej miała rację. Miała nadzieję, że tym razem również tak będzie, że nie zamierzał jej oszukać, mydlić oczu, ale nie wydawało się, by miał w tym jakikolwiek, ukryty cel. Pod tym względem chyba byli do siebie podobni, znała go tak krótko, a wysnuwała takie wnioski, zabawne. Najwyżej się na tym przejedzie. Zresztą nie pierwszy raz, miała już doświadczenie w takich pomyłkach, dzięki temu stawała się też coraz silniejsza.

Nie miała problemu z tym, aby przyznać mu rację. Nie była ślepo zapatrzona w swoje przekonania, kiedy ktoś pokazywał odpowiedni argument bez większego kłopotu była w stanie go zaakceptować, zmienić swój światopogląd. Może i bywała uparta, kiedy chodziło o dążenie do celu, jak się na czymś mocno skoncentrowała to nie było zmiłuj, tak w tej dziedzinie było zupełnie inaczej.

- Nigdy. - Nie powtarzała błędów, szczególnie, kiedy mogły kosztować ją utratę życia, a bywały i takie sytuacje, je pamiętała najdłużej. Jak tą cholerną kelpie, która przeorała jej plecy, do dzisiaj miała po tym starciu bliznę, obrzydliwą bliznę, której nie pozbyła się tylko dlatego, żeby pamiętać o tej sytuacji, by znowu nie czuć się nieśmiertelną, bo nazbyt często jej się to zdarzało. Miała wrażenie, że nic nie jest w stanie jej zabić, ani dorównać, czasem się myliła i była krok od zakończenia swojego żywota. Tyle, że nie widziała w tym nic złego, jej marzeniem była szybka śmierć, najlepiej w walce, tak, żeby została zapamiętana. Nie chciała dożyć spokojnej starości, bo bała się iż nie poradzi sobie z siedzeniem na tyłku, że będzie to dla niej męczące, bo potrzebowała adrenaliny, ciągle chciała więcej, nie umiała nic z tym zrobić. Kochała ryzyko, ale tylko wtedy, kiedy decydowało wyłącznie o jej życiu. W towarzystwie innych była zdecydowanie bardziej racjonalna, a przynajmniej starała się taka być.

- Ból też jest całkiem przyjemny, kiedy się pojawia wiesz, że żyjesz, że nie jesteś trupem wypranym z emocji, który chodzi po tym świecie. - Miewała problem z określeniem swoich emocji, czy odczuć, ból zawsze wyglądał tak samo przynajmniej ten fizyczny. Nie widziała nawet nic złego w tych nieprzyjemnych doświadczeniach, dzięki temu mogła dążyć do doskonałości.

Zupełnie nie przeszkadzało jej to, że łapał ją za słówka, że dawała mu się zawstydzać. Była bardzo prostym człowiekiem, bezmyślnie odpowiadała na pytania, a Rowle okazał się korzystać z tych okazji, kiedy tylko mógł. To dobrze o nim świadczyło, że był taki czujny. - Łowcy potrafią tak zaczarować swoje ofiary, że te myślą, że to one są drapieżnikami, że to one rozdają karty. - Nie zamierzała mu się poddać tak łatwo, chociaż w tym, co mówił było trochę racji, bez mniejszego problemu udało się im zawrzeć układ, trochę nieostrożnie podchodziła do tego, zważając na to, że znała go chwilę, ale nie obchodziło jej to jakoś specjalnie. Bo co mogło jej się stać? Nic. Najwyżej straci materiały, pieniądze, czy swoją renomę. - Nawet łowcy mają swoje momenty słabości, szczególnie, kiedy ich rozmówcy są tacy czarujący. - Dodała jeszcze przyglądając mu się uważnie, bo faktycznie w tym, co mówił było trochę prawdy, charyzma była dość istotna, a on najwyraźniej miał jej sporo, inaczej w ogóle by nie doszło do tej całej dyskusji między nimi.

Yaxley cieszyło to, że kaletnik dołączy do grona jej klientów. Wydawało jej się to dobrym posunięciem biznesowym, ojciec na pewno będzie zadowolony, że dba o ich rodzinny biznes, a to na jego dumie zależało jej najbardziej. Chciała udowodnić mu, że ma głowę na karku, że potrafi nosić spodnie i radzić sobie z tym wszystkim. Było to dla niej naprawdę ważne. Do tego zyskała kogoś, kto będzie mógł i dla niej tworzyć specjalne przedmioty, swojego własnego rzemieślnika, który będzie mógł realizować też jej pomysły, a czasem przychodziły jej do głowy różne idee, tyle, że nikt jak dotąd nie potrafił spełnić jej próśb. Nie wiedzieć czemu Esmé wydawał się jej być jakimś odkryciem, wydawało jej się, że jest ponad tymi kaletnikami, z którymi miała do czynienia, że może stać się jej drugim Theseusem, który wyjechał i najprawdopodobniej nigdy do niej nie wróci, że może wypełnić tę lukę, która się pojawiła. Może tak jak Fletcher stanie się przy tym jej przyjacielem, były to może i wnioski bardzo mocno wysunięte do przodu, ale czuła, że może się to udać, zważając na to, jak przyjemnie się jej z nim gawędziło.

Kiedy zaczęła opowiadać o swoim stroju Rowle wpadł w jakiś magiczny trans. Zaczął uważnie notować wszystko, co mówiła, widać było, że praca to jego pasja, dawno nie widziała kogoś tak mocno zafiksowanego na punkcie swojego zawodu. To ją cieszyło, widać było, że faktycznie kocha to robić, a zwiastowało to całkiem owocną współpracę.

Nie umknęło jej jego nagłe oderwanie się od kartki papieru. Dźwięk ołówka spadającego na ziemię uświadomił ją, że powiedziała coś głupiego. Może nie powinna być, aż tak szczera? Chociaż z drugiej strony poświęcili szczerości dzisiaj tyle uwagi, że nie widziała w tym nic złego. Nie czuła też zawstydzenia, gdy na nią spoglądał. Była bezpośrednia, czasem aż za bardzo, tak już miała. Dlaczego wspomniała o tym, że ma tak na co dzień? Może przez to, że niemalże codziennie polowała, i było to dla niej naturalne. Zresztą nie widziała nic złego w dzieleniu się z nim taką pierdołą, przecież miały ich łączyć stosunki typowo zawodowe, a z drugiej strony, czy jako współpracownik faktycznie musiał wiedzieć, że nie nosi bielizny? Im dłużej się nad tym zastanawiała, tym bardziej wydawało jej się to głupie, wolała więc po prostu zignorować ten temat, żeby się bardziej nie kompromitować.

Oczywiście nie miała najmniejszego problemu z tym, żeby zmierzył wszystko, co chciał. Wiedziała, że jeśli chce dla niej stworzyć coś specjalnego, to będą mu one potrzebne. Nie miała więc przed tym najmniejszych oporów. Obserwowała uważnie to, co rysował, była ciekawa tego, co zamierza, chociaż po rysunku ciężko jej było to stwierdzić. Nie znała się jakoś specjalnie na jego fachu, nie zamierzała też udawać, że jest inaczej. Tak, czy siak, ogromnie cieszyło ją to, że stworzy coś specjalnie dla niej. Często miewała problem z tym, aby dostać coś od ręki, gdyż była leworęczna, co było sporym problemem, większość ludzi jednak korzystała z prawej ręki, jako tej pewniejszej.

- Jasne, już się nie mogę doczekać. - Uwielbiała takie niespodzianki, chociaż już trochę wiedziała, czego może się spodziewać, nie zdradził jej jednak wszystkiego, a tylko część tajemnicy.

Ulubiony kolor. Mogłaby powiedzieć czarny, ale wydawało jej się to w tej chwili jakieś takie banalne. Pomyślała więc przez chwilę o tym, co lubiła najbardziej, przymknęła na moment oczy, a jej myśli wędrowały w stronę lasów. To było jej miejsce na ziemi. - Zielony, mój ulubiony kolor to zielony, taki w kolorze mchu, ale tego zimowego, nie letniego, bo latem żółknie. - Zabawne, jako uczeń Hogwartu nie znosiła zielonej barwy, bo kojarzyła jej się ze Slytherinem, później dopiero doceniła jego piękno, kiedy większość część swojego życia spędzała właśnie w lesie.

- Mogę ci podesłać nawet dzisiaj to, co zalega mi w domu, nazbierało się trochę tego. - i zbierało kurz, ale o tym wolała nie wspominać, miała przynajmniej pewność, że Rowle zrobi z tego użytek, co ogromnie ją cieszyło. Ważne dla niej było, aby jej polowania miały jakiś sens, aby zwierzęta, które oddały swoje życie były należycie traktowane nawet po swej śmierci. - W takim wypadku nie będę ci już przeszkadzać, dzięki za dzisiaj. - Wyciągnęła jeszcze swoją dłoń, żeby się oficjalnie pożegnać, po czym wsadziła sobie papierosa w usta i wyszła z tego przybytku. Humor miała wyśmienity, bo czuła, że wiele się zmieni po tej jednej wizycie u tego człowieka. Wróżyła im długą i owocną współpracę.



Koniec sesji