Skóra i kości ten szyld wzbudzał w niej ciekawość już od jakiegoś czasu. Miała zamiar się tutaj pojawić, żeby zobaczyć, czy to miejsce jest tym, czym się jej wydaje. Jeśli było, to cóż, mogła to być dla niej kopalnia złota. Przynajmniej tak się jej wydawało, jakby to złoto było jej tak bardzo potrzebne... W końcu była bogata, wychodziła jednak z założenia, że zawsze dobrze jest zyskać kolejne źródło dochodu. Panna Yaxley taka przedsiębiorcza... Nie wyglądała na taką, ale jednak miała smykałkę do dobijania interesów. Tym bardziej, że miała świadomość, że niewielu było takich jak ona, których sposobem na życie było zabijanie magicznych stworzeń. Nie był to specjalnie popularny zawód, ostatnio modne stało się raczej chronienie magicznych stworzeń. Spotykała się z różnymi opiniami na temat tego, czym się zajmuje. Przywykła do nich, przywykła do tego, że nie wszyscy spoglądali na nią łaskawie. Nie przeszkadzało jej to piętno. Nie umiała sobie wyobrazić siebie w innym zawodzie. Zresztą jej rodzina od pokoleń polowała. Mieli to we krwi. Yaxleyowie byli nieco dzicy, nieokrzesani, sama Geraldine najlepiej czuła się biegając po lasach, gdzie nie musiała do końca pilnować tego, w jaki sposób się zachowuje.
Kończyła palić papierosa tuż przed wejściem do sklepu, czy może pracowni, albo jedno i drugie? Zapewne za chwilę się dowie. Dosyć niegrzecznie się zachowała, bo rzuciła niedopałek na ziemię i zdeptała go swoim ciężkim butem ze smoczej skóry. No i wreszcie weszła do środka.
Drzwi otworzyły się dosyć gwałtownie, bo pannie Yaxley brakowało delikatności. Uderzyły w ścianę, Geraldine skrzywiła się przy tym, bo nie chciała zrobić smoczego wejścia. - Dzień dobry. - Rzuciła, gdy tylko pojawiła się wewnątrz. Szła pewnym krokiem przed siebie, w stronę lady, żeby zobaczyć, co właściwie można znaleźć w tym miejscu. Ubrana była jak zawsze, w skórzane spodnie i nieco zniszczony płaszcz, jasne włosy miała zaplecione w długi warkocz. Była atletyczna i wysoka, ale widać po niej, że bardzo dba o sprawność fizyczną swojego ciała. Uważnie rozglądała się po tym miejscu, żeby wyłapać każdy, najwet najdrobniejszy szczegół. Dotarła wreszcie do lady, oparła się o nią, ale nie odezwała się słowem. Zastanawiała się, czy powinna od razu przejść do rzeczy, żeby nie wystraszyć sprzedawcy.