![]() |
|
[4 maja 1972] Diana i Loretta / Ameryka - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Poza Wyspami (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=26) +--- Wątek: [4 maja 1972] Diana i Loretta / Ameryka (/showthread.php?tid=2142) |
RE: [4 maja 1972] Diana i Loretta / Ameryka - Loretta Lestrange - 17.11.2023 Uśmiech zalał się falą na jej twarzy, gdy Leander uderzył w ścianę mieszkania, zacisnął szczęki i nawet nie pisnął słowa. Ciche westchnięcie rozbiło się o wnętrze klatki schodowej – czuła się dominantą; niejednokrotnie rozmarzała się na temat ugodzenia go z agresją, którą chowała na dnie duszy, była jednak od niego zbyt zależna; zbyt skuta w tych piekielnych okowach niejakiej wierności, w której wszak wierności zupełnie nie było; już w lutym wszak nieoficjalnie stała się żoną Alexandra i choć nieliczni o tym wiedzieli – w gruncie rzeczy przecież Leandra nigdy nie kochała. Gdy ten tylko został ugodzony zaklęciem, weszła spokojnie do wnętrza mieszkania wraz z Dianą, zamykając za sobą drzwi kulturalnie. Pewna parszywa nuta pojawiła się na jej obliczu, której nijak nie mogła oszukać – uśmiech przemknął po niej prędko, pozostawiając po sobie jedynie niewymowne, absolutne obrzydzenie. – Crucio – rzekła, wymierzając różdżkę ku Leandrowi. Rzucam na nekromancję.
[roll=O]Jeśli zaklęcie się nie powiodło, ponownie wykonała inkantację. Rzucam na nekromancję.
[roll=O]
RE: [4 maja 1972] Diana i Loretta / Ameryka - Papa Legba - 17.11.2023 adnotacja moderatora
Użyto do Rozliczenia Wiosny 1972 - Peppa Potter Czarodziej trochę się tego spodziewał. Ale nadzieja w nim była silna. Niestety zaklęcie uderzyło go i przeszył go silny ból nie posiadający swojego konkretnego źródła. Kurczowo zaciskał szczęki, żeby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Po słabej rozgrzewce nadszedł jednak kolejny cios. Tym razem Leander aż "odkleił" się od ściany upadając na podłogę z głośnym hukiem. W pierwszej chwili nasilenie bólu było paraliżujące i dopiero po sekundzie jego mózg zaczął odbierać krzyk przesyłanych impulsów. Ciało czarodzieja było od środka miażdżone i rozrywane... a przynajmniej tak się czuł. Na nic już były próby uciszania się. Odgłosy bólu przenikały ściany budynku strumieniem rozpaczy. RE: [4 maja 1972] Diana i Loretta / Ameryka - Diana Mulciber - 24.11.2023 – No żesz kurwa mać – wybuchła w końcu, załamanym głosem przecinając przestrzeń. Przyjrzała się swojej różdżce i odstąpiła o krok, tak jakby rozchodzenie miało jakoś pomóc wadliwemu kawałku drewna. Nie była pierdoloną królową cierni jak jej się wydawało i gdyby nie świeżo przyjęte prochy, bardzo głęboko ugodziłoby to w jej dumę. Lorettę niosły zupełnie inne nurty; zafascynowana patrzyła na inkantację opuszczającą jej różdżkę i godzącą w postać Leandra. Udana! Udało jej się. – Dowal mu. Dowal mu więcej, Lore. Wiesz, że na to zasługuje – podjudzała. Lubiła ich widzieć w głośnym skowycie, na ostatnim skraju rozpaczy, bólu, rozerwania każdej wewnętrznej tkanki organizmu - nawet jeśli miała być jedynie urojona. Wijących na podłodze, zaklętych i wygiętych w bólu. Wpatrywała się w ten widok zahipnotyzowana; czuła jak ogarnia ją znajoma, łajdacza fala obleśnej i makiawelskiej wesołkowości. Uśmiech ten zakołysał się na szyderczych wargach, bardzo pragnących dołączyć do Lestrange w prawieniu przeklętego zaklęcia. – Dołączyłabym, ale widziałaś moje wcześniejsze wysiłki – westchnęła niepocieszona. RE: [4 maja 1972] Diana i Loretta / Ameryka - Loretta Lestrange - 24.11.2023 Krzyk przeciął przestrzeń sztyletem, gdy klątwa powędrowała w jego kierunku, wysysając ostateczność z wnętrza; uśmiech zatańczył na wargach perfidnie, słysząc kakofonię jego cierpienia – miałki pył rzeczywistości przekształcił się w czystą ekstazę, malującą się na jej obliczu nieprzejednanie, tak, jakby doświadczała najbardziej dotkliwego z uniesień. Loretta już dawno przestała krzywdzić w myśl wyższej wartości czy własnych reguł; wiosna otuliła ją miękko całunem gwałtowności i czystej, bezpardonowej chęci krzywdzenia dla samej krzywdy. Prawdopodobnie był to z większych oznak jej upadku moralnego, który rozszerzał nad ciemnowłosą głową swoje poły; chciała słyszeć wrzask, chciała, aby cierpiał – zupełnie tak, jak cierpiała ona, nie miała jednak w tym wyższego celu, chciała go ukarać, zemścić się, popchnąć go do ekstremum. Rozlany bladym mlekiem uśmiech rozszerzył kąciki ust w ekstazie. Kierowała ku niemu swoją różdżkę, zadając ból najbardziej wymyślny spośród istniejących. Jego krzyk rozbijał się o ściany gwałtownie, on zaś – kulił się na podłodze, poddając się prawdopodobnie największemu z okrucieństw, które kiedykolwiek były w niego wymierzone. W ostatnim geście, zamachnęła się obcasem i przygniotła jego dłoń, słysząc syknięcie wymieszane z gruchotem kości; odsunąwszy różdżkę, nachyliła się ku niemu jedynie, mając pewność, iż w żaden sposób nie sięgnie swojej różdżki i z diabłem czającym się w tęczówkach owiała go tym przeklętym zapachem bergamotek. – Nie wymażę ci pamięci z jednego, prostego względu – chcę, abyś pamiętał, kto zesłał na ciebie tak ogromny ból. Chcę, aby moja twarz nawiedzała cię po nocach i z dziką przyjemnością stanę się twoim boginem – zaczęła powoli, głosem tak stoicko spokojnym, że mrożącym krew w żyłach nieomal. – Powiedz komukolwiek, czego doświadczyłeś, piśnij jedno słowo – zniszczę cię. Powróć kiedykolwiek do Anglii – zniszczę cię. Pojaw się w moim życiu jeszcze raz – zniszczę cię – wycedziła. – Mam nadzieję, że się rozumiemy. Cofnęła się od mężczyzny, wzrok przekierowując na Dianę, dając jej okazję ku wypowiedzeniu paru słów, może wyważeniu odpowiednich czynów; po chwili jednak skinęła jej głową w kierunku drzwi, zadając nieme pytanie. RE: [4 maja 1972] Diana i Loretta / Ameryka - Papa Legba - 28.11.2023 adnotacja moderatora
Użyto do Rozliczenia Wiosny 1972 - Peppa Potter Czarodziej nie był w stanie się nawet odezwać. Skupiony był całkowicie na oddychaniu po tak rozdzierającym przeżyciu. Kobiety w końcu opuściły go, co zauważył z dużym opóźnieniem. Jego umysł wciąż był w stanie szoku. RE: [4 maja 1972] Diana i Loretta / Ameryka - Diana Mulciber - 29.11.2023 Krzyki Leandra odbijały się o ściany jego mieszkania; Diana wyobrażała sobie, iż wyrywają się z jego gardła, podle je kalecząc tak, aż krew lada chwila mogła zacząć sączyć się na podłogę. Chciałaby widzieć na tym samym miejscu Donalda, skulonego jak postrzelone zwierzę, na wpół przytomnego, błagającego o litość. Nie skończyłaby z nim tak szybko jak Loretta, najpewniej przypinając go pasami i zostawiając w głębokiej piwnicy na dobre kilka tygodni. Kisiłaby go, podlewała aby tylko kompletnie nie wysechł, a potem... Słowa wypruwane przez Lorettę stłumiły nieco rozjątrzone emocje. Złączyła powieki, zastygając jak zostawiony w półmroku posąg. Lawirowały w kalejdoskopie zniszczenia, trawiąc kwasem każdą z ich emocji rozgrywających się na ołtarzu szkaradnych myśli. A ich dusze? Cóż, te zostawały zajmowane korozją zepsucia. Zerknęła na zwracającą się w jej kierunku Lore, i pokiwała głowę z aprobatą. Przeszła obok dygocącego Leandra, na odchodne częstując go soczystym kopniakiem w żebra. – To co idziemy na tę burleskę? RE: [4 maja 1972] Diana i Loretta / Ameryka - Loretta Lestrange - 29.11.2023 Kakofonia jego krzyków mile drażniła uszy; jego wrzask wpędzał ją w stan nieomal ekstatyczny, z którego głębi ciężko było ją wyrwać. Patrzyła na niego tak, zupełnie jakby go nie znała i był kolejnym trupem w jej życiorysie – nie pamiętała już o chwilach uniesień; o tym, że kiedyś formalnie należała do niego; serce wszak od dawien trzymało ją w okowach uścisku Alexandra, a wyzwolenie od Leandra stanowiło tylko lwi krok w jej życiu, który powinna była podjąć już dawno temu. Wyzwolenie smakowało słodko, jak lepki, późnoletni sok, który lipcem wylewał się jak miód na stół, nęcąc muchy i wstęgi światła. Parszywy uśmiech wykwitł na jej obliczu, gdy stała nad nim, tak bezbronnym i skulonym, że aż rozczulającym. Niestety, Loretcie czułość była obca. Raczyła się więc jego krzykiem, rozdzierającym serca i przebijającym się przez masyw ścian. Nie potrafiła się powstrzymać od ponurej satysfakcji spowijającej jej ciało – oplatała ją miękko, niby mgła, która jedynie swoim dęciem przypominała o chłodzie niesionym na barkach. Gdy wyszły z mieszkania, galopujące serce ustało w swym biegu. – Definitywnie – rzekła, biorąc Dianę pod ramię. W ten sposób miały przemknąć dni wolności na terenach Ameryki; na rubasznym pijaństwie, oglądaniu półnagich panien i siedzeniu na zimnym, majowym piasku na plaży z butelką wina. I nawet tej ostatniej doby, gdy mara powrotu do Anglii nad nimi zawisła, posiadały w sobie tę jedną, parszywą myśl: nic nie smakuje tak dobrze, jak zemsta. |