![]() |
|
[27.06.1972 | Warownia Longbottomów]Pierwsze koty za płoty i niedźwiedzie na obiedzie - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [27.06.1972 | Warownia Longbottomów]Pierwsze koty za płoty i niedźwiedzie na obiedzie (/showthread.php?tid=2653) |
RE: [27.06.1972 | Warownia Longbottomów]Pierwsze koty za płoty i niedźwiedzie na obiedzie - Samuel McGonagall - 18.02.2024 – No jasne, że mam ochotę! – odparł od razu, uśmiechając się serdecznie i wracając do pracy. Nowa deska, kolejna deska, hej, jak to pięknie szło. To był Bardzo Dobry Dzień. – Ja po prostu czasem nie ogarniam, wiesz, zdarza mi się, że ludzie mi proponują różne rzeczy, kiedy mam u nich robotę. Jedzenie, picie, czasem... mmm... czasem też inne rzeczy, a potem się okazuje, że ja powinienem odmówić. Bo.. czekaj, to było to słowo... kurtynazja? kurułazja? Nie wiem... w każdym razie, zawsze uważam, w bogatszych domach to jest na porządku dziennym. Raz jedna kobieta zaproponowała mi, żebym sobie odpoczął u niej w fotelu, a potem przyszedł jej mąż i okazało się, że wcale nie mogłem tam odpoczywać i pogonił mnie bez zapłaty. To w ogóle był kiepski fotel, taki podłużny z jednym oparciem, nie wiem, jak miałbym niby na nim odpoczywać, ale ostatecznie okazało się, że i tak wcale także... – wyszło na to, że skoro już Sam miał jasność, że idzie ze swoim rozmówcą na ryby i to było zaproszenie, i że dobrze zrozumiał, to nie miał problemu, by mówić swobodnie, by nie spinać się, nie denerwować i nie szukać drugiego dna. Tylko na komplementy nie odpowiedział, bo raz, że nie był pewien jak, a dwa, że przecież to było oczywiste, że mu się miło z Erikiem rozmawiało. Gdyby nie było miło, to by w ogóle nie mówił prawda? – W każdym razie zostaw wiadomość u Lizzy, kiedy Ci pasuje i gdzie, to się pojawię. Chętnie spróbuje czegoś nowego. Może jakieś ognisko? Lubię pływać nocą, dobrze będzie gdzie się ogrzać potem, wysuszyć ubrania, usmażyć co złowisz, bo wiesz... jeśli ja łowię ryby, tak jak ty heblujesz, to będziesz musiał się bardzo postarać, żeby nas wykarmić. – roześmiał się szczerze, nawet nie zauważając, że mógłby powiedzieć coś, co dotknęłoby delikatne erikowe ego. Podobnie myślał praktycznie, niemagicznie o aktywnościach takich jak rozpalenie ognia czy wysuszenie ubrań. Takie były pierwsze myśli, instynktowne, jeśli chodzi o rozwiązywanie problemów. Jego matka skupiała się na jak najskuteczniejszym nauczeniu go transmutacji oraz wszelkiej wiedzy, która mogła być przydatna w dziczy. Jego ojciec doglądał pozostałych dziedzin na tyle na ile to było możliwe w ograniczonych warunkach odosobnionej leśnej chatki. A potem gdy rodzice odeszli... nie potrzebował wiele więcej, by jakoś sobie radzić. Zabawne, że choć przemieniał się w niedźwiedzia, bliżej mu było do mugolskiej społeczności Doliny, niż niejednemu czarodziejowi, który nie pojął trudnej sztuki animagii. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=UEUjQFt.png[/inny avek] RE: [27.06.1972 | Warownia Longbottomów]Pierwsze koty za płoty i niedźwiedzie na obiedzie - Erik Longbottom - 19.02.2024 Oblała go fala ulgi, zmywając z jego twarzy poczucie niepewności i zwątpienia, gdy zorientował się, że Samuel ucieszył się z perspektywy kolejnego spotkania. Naprawdę, kamień spadł mu z serca. Przez te kilka chwil ciszy, gdy czekał na odpowiedź, sądził, że zostanie brutalny ściągnięty na ziemię. Spodziewał się usłyszeć, że było to nieprofesjonalne i coś, z czym stolarz nie czuł się komfortowo. A jednak było inaczej. Przebłysk zadowolenia zatańczył na ustach Erika. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=WglsrpM.png[/inny avek]
— Cieszę się, że tym razem nie odmówiłeś — wtrącił, do tej pory wsłuchując się w głos towarzysza. — Jesteśmy nieco... hmm... dziwni, ale idzie się przyzwyczaić. — Wskazał ruchem brody ku Warowni. — Po Brennie już chyba wszystko idzie przetrwać. Jak smok broniący twierdzy, pomyślał mimowolnie. Gdy już się go pokona, wszystko, co napotka się w środku, będzie zdawało się dwa razy mniej groźne. Zastanawiał się, u kogo jeszcze pracował jak do tej pory Sam i jak zareagowałby na prominentne familie trzęsące poniekąd Londynem. Na ich tle Longbottomowie wypadali dosyć blado. Na pewno nie byli idealną rodziną czystej krwi, jakiej tradycjonaliści pragnęli w socjecie. Wychowywali się w duchu uczciwości i szacunku do innych, bez względu na czyjś status społeczny i materialny. Niektórzy przyjmowali te lekcje momentalnie, innym zajmowało to dłużej, ale nie sposób było ich ignorować, gdy trzon ich drzewa geneaologicznego było tak mocno zaangażowane w działalność charytatywną. Odrzucając izolację pośród innych rodzin czystej krwi na poczet wyciągnięcia ku innym pomocnej dłoni, zrobili poniekąd z siebie cel. Byli łatwym obiektem krytyki pośród tych, którym nie w smak były zmiany w hierarchii społecznej świata czarodziejów. Czy mieszkańcy Warowni żałowali? Raczej nie. Każdy zasługiwał w końcu na dobre słowo, a ktoś musiał wykonać pierwszy krok, aby dobre gesty były potem przekazywane sobie nawzajem przez innych ludzi i wędrowały coraz dalej, jak opadające jedne za drugimi kości domina. Rzuć kamieniem we właściwym momencie i we właściwym miejscu, a fale, które utworzy, połączą się z innymi i będą rosły coraz większe i większe. — Niedźwiedź z dużym apetytem? Przyjmuję wyzwanie — Pokręcił rozbawiony głową, a jego wargi objął w posiadanie łagodny półuśmiech. — W kwestii drewna ewidentnie stajesz na wysokości zadania. Nie mam wyboru jak tylko spróbować ci dorównać techniką i poświęceniem... Tylko w łowieniu. Zaakceptował wizję całodniowego wypadu tkaną przez Samuela. Chociaż tegoroczna wiosna zaczęła się z przytupem, zwiastując przyjemny sezon, tak koniec końców maj rozpoczął się sporą katastrofą. Może nie mógł wywalczyć przyjemnego lata dla wszystkich, ale mógł zadbać o siebie i swoich bliskich. Wypad na ryby i nocne pluskanie się w jeziorze całkiem nieźle się w to wpisywały. Zwłaszcza w doborowym towarzystwie. — Więc... — zagaił, zerkając w stronę reszty samuelowych narzędzi. — Mogę jeszcze jakoś pomóc? To jest, o ile jest coś, czego nie zepsuję jednym złym ruchem. RE: [27.06.1972 | Warownia Longbottomów]Pierwsze koty za płoty i niedźwiedzie na obiedzie - Samuel McGonagall - 19.02.2024 Jednym z najtraumatyczniejszych doświadczeń Samuela była pierwsza i ostatnia wizyta w Londynie, więc ciężko było przewidzieć, jak radziłby sobie z rodzinami, skoro nawet miejsce napawało go mieszaniną strachu i wstrętu. Mimo dorodnego wzrostu, bliżej mu było do hobbita, który najchętniej nigdy by nie opuszczał swojej przyjemnej, ciepłej norki w środku lasu. Mimo krwi i nieco księciuniowych zapędów, które czasem się w nim budziły... Wolał by czarodziejska elita zjeżdżała się do Doliny niż on miałby się zjeżdżać do niej. A i owszem, był zupełnie nieświadom sytuacji politycznej i tego, że ów elita mogła bardzo, ale to bardzo zaszkodzić enklawie Godryka. Że już to zrobiła... Tymczasem jednak poranek trwał, a Sam zachęcony pytaniem, odrzucając obawy o to, że Erik pyta jeno kurtuazyjnie, podał mu pędzel i puszkę z bezbarwnym gruntem. Bardzo szybko wszedł też w opowieść o deskach, płotach, gruntach i farbach. O różnym drewnie i różnym jego zastosowaniu. Gdzieś po drodze okazało się, że Corgi to kura, która mieszkała razem z nim w leśniczówce, oraz że to imię przechodnie, bowiem wszystkie kury łażą za nim jak małe psy. Cieśla opowiedział mu również o kilku zabawniejszych zleceniach z Doliny, nie podając co prawda nazwisk, ale po samych opisach Erik mógł wydedukować (a w końcu był detektywem, czyż nie?) o kogo mogło chodzić. Deska z początku ich rozmowy została odłożona na bok (zbyt płaska niestety, nie przetrwałaby choćby jednego uderzenia z mańki w wykonaniu Miłki), ale pozostałe przygotowali wspólnie. Samuel docinał je, Erik gruntował i potem malował, ostatecznie gdy musiał już iść, okazało się, że wszystkie brakujące szczeble przygotowali wespół szybciej niż Sam planował sobie robotę. Wtedy po raz pierwszy usłyszał od niego "dziękuję" oraz poczuł siłę uścisku dłoni, w ramach okazania wdzięczności. Erik pokazał mu też drogę do zapuszczonej szopy z narzędziami, gdzie była szansa, na znalezienie kilku brakujących do finalnego wbicia dech gwoździ. Tego dnia mimo kotów, co poszły za płoty, niedźwiedź nie pojawił się na obiedzie, wyszedł jednak zupełnie syty z Warowni Longbottomów po skończonej pracy, z obietnicą wyjątkowego obiadu nad jeziorem. Koniec sesji
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=UEUjQFt.png[/inny avek]
|