![]() |
|
Lato 1972, 31 lipca, 1 sierpnia // The best of the summer is gone - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +---- Dział: Charing Cross Road (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=119) +---- Wątek: Lato 1972, 31 lipca, 1 sierpnia // The best of the summer is gone (/showthread.php?tid=3346) |
RE: Lato 1972, 31 lipca // The best of the summer is gone - The Overseer - 12.07.2024 Drgnąłem nieco, słysząc komentarz Flynna skierowany do Layli. Może nawet za bardzo zapatrzyłem się na jego postępki z kolbą kukurydzy, samemu nie będąc pewnym, czy bardziej mi się to podobało, czy jednak bardziej nie. Coś tam w sercu...? drgnęło, jednakże ostatecznie nie pochwalałem takiego zachowania. Jako ojciec, opiekun i zarządca tego zbiorowiska nie pochwalałem. Jako ktoś w roli jego ukochanej osoby... również. Zapewne to właśnie przez taką ordynarność było tak jak było, czyli niedobrze między nami. Bardzo niedobrze. Pokręciłem głową z dezaprobatą, skupiając się na misie pełnej kukurydzy. Wziąłem swoją kolbę, ale nie do lizania, tylko do gryzienia. Zamierzałem ją obgryźć, bo Layla miała rację z praktycznego punktu widzenia. Nie było co marnować jedzenia, a też chętnie przekąszę to i owo. Ciastka weszły lekko, więc najwyraźniej wszystko lekko miało mi wchodzić. Zacząłem nawet obgryzać, kiedy noże Flynna zaczęły opuszczać jego bliższą okolicę. Zawsze się zastanawiałem, jakim cudem one wszystkie trzymały się blisko niego, kiedy się poruszał. A potrafił się momentami poruszać niemalże bezszelestnie. Niebywałe... Ale to nie było takie aż wow jak fakt, że jakiś diablik mnie podkusił, żeby wziąć jeden z nich, się poczęstować, spróbować sił w rzucaniu nożami do celu. Przypomniało mi to o Bren, która lata temu zakradała się do cyrku, a z którą też co nieco bawiliśmy się nożami i mieczami. Odłożyłem na chwilę talerzyk z kukurydzą, zamierzając do niego wrócić. Wstałem żeby wykonać rzut do tego samego słupa, co poprzednicy, ale celując w jeden z okręgów pozostawionych po sęku. - Masz znajomości u Biurze Aurorów...?! - zapytałem z nieskrywaną ciekawością Flynna. Tym również się nie chwalił. Niewiele mówił, a kiedy się odzywał albo ktoś mówił o nim, wychodziły nowości, takich, których bym się po nim nie spodziewał. - To jeszcze trochę i bym was odbierał z aresztu... - zauważyłem z lekkim uśmiechem, mając ich właśnie za parę dzieciaków-rozrabiaków, nad którymi Pan Ojciec potrzebował rozkładać całe swe pokłady rodzicielskiej cierpliwości, spokoju ducha. Wewnętrznie cieszyłem się, że jednak im się upiekło z tymi aurorami. Cóż, rzuciłem, żeby zanadto nie przeciągać. Nie wiem, czemu to robiłem. Czy dla zabawy? Czy dla brawury? Zaimponowania może...? Ale efekt był... [roll=Z] RE: Lato 1972, 31 lipca // The best of the summer is gone - Felix Bell - 16.07.2024 Nóż poszybował może nie do końca tak, jak Felix chciał, ale cholera - udało się. Z początku młody Bell wyglądał na zdziwionego, ale zaraz wyprostował się dumnie, a wraz z wyprostowaną sylwetką podążyły ramiona. - Panie i panowie, najlepszy miotacz ostrzami w cyrku Bellów... FELIX! - klasnął, obracając się w stronę rodzeństwa. Czy zauważył, że tor lotu został odrobinę zmieniony i to przez Flynna? A gdzie tam. To ON, ON tego dokonał - sam. A przynajmniej tak to wyglądało w jego głowie. Taka mała rzecz, a cieszy. Wystawił w kierunku Linnet język, zanim nie wrócił na swoje miejsce. - Taka jesteś? To ciekawe jak tobie pójdzie. Rzucił zaczepnie. Brakowało tylko, żeby wrócił po nóż, podrzucił go do góry i spróbował go złapać, ale aż tak głupi nie był. Oczyma wyobraźni widział, jak ostrze wbiłoby mu się w stopę więc zaniechał robienia takich głupot. No i inni już zaczęli rzucać, a nie miał ochoty robić za tarczę. Uwalił się więc z powrotem na łóżku i sięgnął po kolbę kukurydzy. - Nie będę pytał jakie to znajomości, ale jakbyś mógł kiedyś zerknąć, czy nadal jestem martwy według nich, to byłbym wdzięczny - mruknął z pełnymi ustami, wgryzając się w kukurydzę. Kilka ziaren spadło mu na brodę, ale zgarnął je w myśl, że nie wolno marnować jedzenia. - Jeśli chodzi o to całe Lammas, to nie wiem, czy będę mógł tam być. Mlasnął. Raczej wszyscy wiedzieli, że według oficjalnych danych Felix był martwy. Jednocześnie Hogwart był na tyle niewielki, a przynajmniej konkretne roczniki, że gdyby znowu spotkał kogoś znajomego, to tym razem byłoby mu jeszcze ciężej się wytłumaczyć z faktu, że... No cóż, nie jest trupem. RE: Lato 1972, 31 lipca // The best of the summer is gone - The Ghost - 23.07.2024 Nie wiedział kiedy zasnął. Czasem po prostu siedział i nagle czuł, jak odpływa, by zażyć chodź odrobinę bardziej, lub mniej spokojnego snu. Dziś nie było tak źle. Może przez nadchodzące Lammas, może przez większe niż zwykle zmęczenie - nie miał zamiaru wnikać. Obudził się jednak w sam raz, by dołączyć jeszcze do zgromadzenia, które zrodziło się przy poduszkach, do których dotarł z kąta namiotu cyrkowego, w którym wcześniej zaległ. - Kto ci w ogóle dał nóż do ręki i jakim cudem wszyscy jednak żyją? - odparł na okrzyk Feliksa, siadając na jednej z wolnych puf. Chwycił jedno z ciastek na tacy, które powoli zaczął przeżuwać, zastanawiając się, ile cukru ktoś do nich wsypał. Nie miał jednak zamiaru narzekać na darmowe jedzenie. Był boso, w luźnym bezrękawniku i przylegających spodniach, których nie zmienił po treningu. Wzrok miał jeszcze trochę zaspany, włosy w kompletnym nieładzie, większość mogła więc się domyślić, czemu dołączył do nich dopiero teraz. Miał po prostu jedną ze swoich drzemek, a to pewnie oznaczało, że do świtu będzie snuł się pomiędzy wozami, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Chyba, że impreza miała się jednak przedłużyć. - Dlaczego mordujemy ten niewinny pniak i kogo odbieramy z aresztu? - zapytał, męcząc dalej ciastko, które po dłuższym zastanowieniu się nie było takie złe. Miało ciekawy posmak. Wbił się w rozmowę praktycznie nic nie rozumiejąc, nie, żeby mu to przeszkadzało. Wiedział, że prędzej czy później ktoś wytłumaczy mu co się działo, tak, by nie został pominięty. Najpewniej Fiery, która zwykle i tak się z nim wszystkim dzieliła. No, może prawie. RE: Lato 1972, 31 lipca // The best of the summer is gone - The Lightbringer - 25.07.2024 Odchylił głowę, wystawiając twarz na ostatnie promienie chylącego się ku zachodowi llipcowego słońca. Przymknął oczy. Był sam, ale nie był samotny. Błogosławił nadchodzący sierpień, wdzięczny za wszystko, co przyniósł mu mijający miesiąc: wdzięczny za lejący się z nieba gorąc, który spływał potem po napiętych od wysiłku ramionach, kiedy Jim ćwiczył na arenie, wdzięczny za letnie pożary – wiedział, że nie powinien, ale zapominał o wyrzutach sumienia ledwie spoglądał w płomienie, a dotykając zgliszczy nie czuł nawet wstydu, tylko intoksykujący smak popiołu i benzyny na języku – wdzięczny za cyklony i za gwałtowne burze, przypominające gniewne oczy kobiety stworzonej z jego żebra. Uśmiechnął się, chociaż nikt nie mógł zobaczyć jego uśmiechu. Dobrze było wrócić do domu. Aportował się nieopodal przyczep, w niewielkim zagajniku oddalonym od cyrkowego namiotu, a jego przybycia nie zwiastowały trąby jerychońskie ani chóry anielskie, a jedynie ciche trzaśnięcie, przywodzące na myśl trzask płonącego ogniska. Święty Krzysztofie, módl się za nami, przeżegnał się z namaszczeniem Jim, dziękując patronowi podróżnych za szczęśliwą teleportację. Zdecydowanym krokiem ruszył w stronę Fantasmagorii, mrucząc pod nosem ulubiony hymn do Maryi. Zaczynał się bowiem sierpień – drugi po maju miesiąc maryjny – niedługo uroczystość wniebowzięcia Najświętszej Panienki, pomyślał Jim, nim się obejrzy, miną wrzesień i październik – szybciej niż przesunie między palcami paciorki różańca – zaraz znowu będzie wszystkich świętych, pełen oczekiwania adwent i Boże Narodzenie… Zdawałoby się, że ledwo wczoraj śpiewał pieśni na Boże Ciało, a nie dalej jak tydzień tylko, odkąd skończył pościć przed triduum paschalnym i Niedzielą Zmartwychwstania! Zarzucił na ramię długi łańcuch suto zdobionej kadzielnicy, którą zręcznie kołysał w powietrzu przed sobą, w nabożnym skupieniu okadzając wonnym dymem cyrkowe włości – druid ze swym trybularzem – wkraczając do pawilonu w akompaniamencie cichego brzęczenia dzwoneczków przytroczonych do grawerowanej kasolety. Bosy i z rozwianym włosem wycelował palcem w zaspanego Nicholasa – straszny i majestatyczny jak Bóg – jednym skinieniem tworzący nowe wszechświaty, jednym skinieniem skazujący je na zagładę. Rodzeństwo dobrze znało ten śmiały gest – często poprzedzał długie oracje tchnące zbożnym szaleństwem – zapewne już wstrzymywali oddech, już wymieniali porozumiewawcze spojrzenia, już zastanawiali się, czy nie obrać go za nowy cel w konkurencji rzucania nożami… Ale Jim nie przemówił do nich z kaznodziejskiej ambony wyższości, nie, Jim tylko uśmiechnął się cwaniacko. – Nowy rekwizyt. W sam raz do spirytystycznego numeru – rzucił nonszalancko. Tylko iskry błyskające żywo wokół aureoli rozpuszczonych blond włosów zdradzały, że jest ze swojego trofeum – i z siebie samego zarazem – bardzo zadowolony. Opuścił dłoń, aby podnieść liturgiczne utensylium na wysokość oczu. – Siedemnastowieczna kadzielnica. Złota, ale skromna. I wypchana po brzegi zielskiem, które kopciło się w metalowym koszyczku miękkim, gęstym dymem ulatując ku niebu przez podziurkowane blaszki ażurowej przykrywki – nie wiadomo, czy na chwałę boską czy szatańską. Ale sierpień jeszcze się formalnie nie zaczął, a Jim spóźnił się na rodzinne posiedzenie – skąd miał więc wiedzieć, że Alexander zarządził wcześniejszą celebrację miesiąca abstynencji? Postawił wonącą kadzielnicę możliwie najbliżej Fiery i Flynna – jeżeli ktoś tutaj potrzebował rytualnego okadzenia, to z pewnością ta dwójka, zbyt często pakowali się razem w tarapaty – niechcący naruszył przy tym jednak piętrzący się obok stos noży, zrzucając ze stołu jeden z nich. Ostrze wbiło się w ziemię. Jim akurat schylał się by podnieść sztylet, kiedy coś głośno strzyknęło mu w plecach. Efekt nocy spędzonej na modlitwie krzyżem na twardej ziemi – należało przecież podziękować Bogu za obfitość otrzymanych łask. Chętnie wymieniłby połowę na kręgosłup odporny na kontuzje, pomyślał z niesmakiem. Obrócił nóż w dłoni z zamyśleniem Abrahama składającego ofiarę z jedynego syna. Podziwiał sposób, w jaki został wyważony, to, jak doskonale wpasowywał się w dłoń, okiem znawcy zatrzymując się najdłużej na kunsztownie wykonanej rękojeści. Z szacunkiem odłożył sztylet z powrotem na miejsce, zanim usadowił się wygodnie obok Layli. RE: Lato 1972, 31 lipca // The best of the summer is gone - The Edge - 25.07.2024 - Jak chcesz, żebym je ściągnął, to znam lepsze sposoby - mruknął do Layli, przeżuwając przy tym swój kawałek ciasta, odkrywając tym samym, że trzy kolby kukurydzy były jego limitem i teraz dopychał się już do sytuacji, w której od dalszego jedzenia robiło mu się niedobrze. Wyłożył się wygodniej na poduszkach i wsłuchiwał w opowieść Fiery, która całkiem zgrabnie przekazała to tak, jakby Cain nie miał jakiegoś dużego znaczenia w tej historii. W rzeczywistości miał ogromne. Nie tylko w tej scenie, ale i w całokształcie tego lata. - Jeżeli jeszcze raz go spotkam, to go zagadam, może dowiem się czegoś nowego. - Tak naprawdę to kłamał, ale przez to jak niezręcznie wypowiadał się w tak dużym towarzystwie, pewnie ciężko było wyczuć czy mija się z prawdą, czy po prostu nie potrafi zburzyć ściany introwertyzmu. Skoro to był jakiś kuzyn Bletchleya, to mógł być aurowidzem, tak? Tacy ludzie wiedzieli o innych więcej, niż Flynn by chciał. Niestety Alexander dosyć sprawnie wyłapał ten jeden, malutki szczegół... Nie odezwał się mimo pytania zadanego mu z dość sporą dawką ciekawości w głosie. Udał lekko naburmuszonego, bo to zawsze tak dobrze działało - wszyscy zdążyli przywyknąć do tego, że Flynn czasami się wyłączał. Milczał też kiedy Feliks przechwalał się przed innymi na temat swoich umiejętności. Mógłby się z nim podroczyć, ale jego umiejętności rzucania nożami nie wzięły się znikąd i wcale nie lubił poruszania tego tematu. - Nie pomogę ci z tym - odpowiedział mu wprost. Widząc Nicka, skinął mu głową na powitanie i nie powstrzymał się przed niewybrednym komentarzem: - Twojego starego. Nieśmiertelny żart w cyrku pełnym sierot. Skinął też głową Jimowi, po czym przymknął oczy i wyciągnął z paczki papierosa, którego odpalił od kadzielnicy i wsadził sobie do ust. Cholernie to śmierdziało, ale zdążył wyrobić sobie przynajmniej częściową odporność. Dymem dmuchał za siebie. RE: Lato 1972, 31 lipca // The best of the summer is gone - The Tempest - 01.08.2024 Layla pokiwała krótko głową, kiedy Fiery zaczęła swoją opowieść, bo prawda była taka że chyba wszystkie ich ręce były szybkie i się niekoniecznie kontrolowały, więc był to wśród nich dość powszechny problem. Znaczy nie problem, głównie zaleta, którą nie każdy w społeczeństwie akceptował. Szczególnie stróżowie prawa. Trochę jak jej słuchała, to jednym uchem, bo kiedy tylko padło słowo mundurki, to na myśl jej przyszły ziemniaki w mundurkach i doszła do wniosku, że chętnie do tej kukurydzy zjadłaby takiego właśnie. Ale niestety, za dużo było zachodu żeby je teraz kombinować. Alexander zadawał bardzo dobre pytania, wyprzedzając ją w tym, co sama też poczuła się zaintrygowana faktem, że Flynn miał jakieś znajomości w Biurze Aurorów. Mogło się to kiedyś okazać przydatne, na przykład żeby wiedzieć przy kim się powoływać na imię albo pseudonim brata. - Nikogo. A jak się okazuje, Flynn ma znakomite znajomości w Departamencie Prawa i jakby się odpowiednio zakręcić, to może i nawet już nigdy nie będzie trzeba odbierać - rzuciła, kiedy to dołączył do nich Nicholas. Przez moment przyglądała mu się, bo wyglądał jakby w sumie powinien wrócić do łóżka, z którego właśnie wypełzł. Rozczochrany, jeszcze ze snem w oczach - akurat on nie powinien się z nimi bawić w rzucanie nożami do celu i całe szczęście, nawet nie próbował. Uśmiechnęła się do Jima, kiedy ten wreszcie pojawił się w towarzystwie i po odstawieniu swojej kadzielnicy, zajął miejsce obok niej. Podsunęła mu sugestywnie talerzyk z obranymi kolbami kukurydzy. - Została podjęta decyzja o robieniu laleczek z kukurydzy. Wiesz może jak to się robi? RE: Lato 1972, 31 lipca // The best of the summer is gone - The Beast - 05.08.2024 [inny avek]https://i.pinimg.com/564x/48/70/0e/48700e9af25e43178a4f170da2763c7b.jpg[/inny avek] - Na całe szczęście, ci aurorzy okazali się być naszymi rycerzami. - Rzuciła jeszcze Fiery na koniec swojej opowieści do Alexandra, wolała nie myśleć ile by się wstydu najadła gdyby musiał odebrać ich z aresztu. Nie znosiła, gdy inni widzieli jej porażki. Już wystarczająco źle się czuła z tym, że sprawiła Flynnowi tyle problemów swoim chwilowym nieogarnianiem. Uśmiechnęła się promiennie, gdy zobaczyła, że dołączył do nich Nicholas, zastanawiała się, gdzie się podziewał i dlaczego jeszcze go z nimi nie było, nie zamierzała jednak póki co atakować go tymi pytaniami. Nie mogła zachowywać się jak jego matka, chociaż czasem miała takie odruchy. - Nikogo nie odbieramy z aresztu, jakoś udało nam się go uniknąć, co do pniaka, to chłopcy chyba chcą pokazać kto ma większego, i nie tylko chłopcy? - Przypomniała sobie o tym, że któraś z kobiet też rzucała nożem w pniak. Nie podzieliła się z nikim z rodzeństwa swoją przygodą z obudzeniem się w chlewie, miała wrażenie, że to mogło być nawet dla nich za dużo, słyszała, że już krążą między cyrkowcami jakieś plotki o tym, że się źle prowadza, a przynajmniej ktoś coś jej szepnął na uszko. Zresztą Alexander zabronił im palić zioła, co by było, jakby jeszcze doszedł do tego zakaz spożywania alkoholu... Pojawił się i Jim z dziwnym czymś, Fiery zmrużyła oczy, jakby próbowała zrozumieć co to właściwie jest. Unosił się z tego magicznego kubka dym, może kadzidło. Strasznie dawało po nosie, szczególnie kiedy postawił to tuż przed nią i Flynnem. Odruchowo jakoś tak zaciągnęła się tym kadzidłem, pachniało dziwnie znajomo, bardzo słodko. Nie... Przeniosła spojrzenie na Jima, jakby szukała w nim odpowiedzi na to, czy faktycznie to jest trawa. Najlepiej niemej, tak, aby Alexander nie domyślił się, cóż to były za zioła, które płonęły w tym kadzidełku. Skoro Layla wróciła do tematu kukurydzy, to postanowiła również trochę zainteresować się tematem. - Flynn, podasz mi jedną kolbę, proszę? - Zapytała niewinne, bo leżała i miała do niej zdecydowanie dalej niż on, nie chciało jej się podnosić z pufy. - Chyba bezpieczniej będzie Feliks, jeśli zostaniesz tutaj. - Powiedziała nieco ciszej niż wcześniej, bo trochę jej go było szkoda, że się musiał tak pilnować. Skoro jednak już wszyscy mieli go za martwego, to lepiej, aby tak pozostało. RE: Lato 1972, 31 lipca // The best of the summer is gone - The Overseer - 10.08.2024 Miałem wrażenie, że wśród innych cyrkowców zaczynałem czuć się lepiej, jakoś tak luźniej. Nie to, co w tej ciemnej, pustej przyczepie nad dokumentami. Nie otwierałem ostatnio okna, więc był zaduch... Może po prostu brakowało mi powietrza? Pełnego chałstu, a nie tych przepełnionych bólem skrawków? Cóż, było mi lżej. Nawet nie pomyślałem o tych ciastkach, co to je zjadłem, że to one mogły zawierać niedozwolone już specyfiki. I jeszcze tak elegancko trafiłem w sęk, że czego można było chcieć więcej...? Co najwyżej kuponu na loterię, tylko teraz faktycznie wygranego i przy tym nieprzeterminowanego. Flynn milczał. Jakżeby inaczej! Ale nie psułem sobie tym humoru. Skupiłem się na obgryzaniu kukurydzy i... przybyciu Jima, bo ten jego gest faktycznie sprawił, że zamarłem. Spodziewałem się komunikatu o tym, że na biednego zaspanego Nicholasa szykował się Sąd Ostateczny za bycie śpiochem, ale... Ale na szczęście bądź nieszczęście - to nie to. Coś o wiele gorszego...Czułem tę woń, znałem ją aż za dobrze. Wskazałem paluchem na zadowolonego Jima... Tym razem to chyba ja zamierzałem ten Sąd wezwać, bo to się naprawdę prosiło o gromy z niebios. Zerknąłem na biedną Fiery, dla której to chciałem jak najlepiej, czyli wyleczenia się z nałogu, a zaraz potem znowu na Jima. Nie spodziewałem się po nim takich zagrywek. - JIM! MAMY ZAKAZ ZIOŁA W CYRKU! - krzyknąłem, podnosząc się nieco ze swojego miejsca, ale tylko nieco i w dodatku na chwilę, bo zaraz padłem z powrotem na swoje dupsko, zanosząc się śmiechem. Szczerym, beztroskim śmiechem. Co było takiego zabawnego...? Że się ujarałem. Ujarałem się, mimo że zakazywałem ujarywania się. Kiedy ja jarałem?! Nie jarałem, a się ujarałem. I tak dalej. - Czy ja... Czy ja... Tym... Fiery, dodałaś coś DO TYCH ciastek?! - zapytałem rozbawiony, chociaż wcale nie było to zabawne, ale jednak było. Co począć?! Śmiałem się i było mi tak lekko. Chyba właśnie tego potrzebowałem. Ale kiedyś będziemy mieli do pogadania. Tak, ale zdecydowanie nie teraz. RE: Lato 1972, 31 lipca // The best of the summer is gone - Felix Bell - 11.08.2024 - Utkaj się - odpowiedział Nickowi, któremu wepchnął kolbę kukurydzy (nadgryzioną przez siebie, oczywiście), prosto do ust. - Stanął nam na drodze do walki z wszelkim złem tego świata, więc musimy go usunąć. A co, boisz się że nie trafisz? Sięgnął po kolejną kolbę, tym razem z zamiarem zjedzenia jej w całości. Wcześniej jednak posłał bratu ten przepiękny uśmiech. Jeden z tych typowych dla ludzi, którzy dopiero co żarli kukurydzę. Pełen jej ziaren między zębami. - Jim, brakowało nam ciebie - go również obdarzył tym pięknym uśmiechem. W zasadzie to zamierzał tak się szczerzyć do każdego, póki ktoś albo nie zwróci uwagi na to, że miał nowe życie między zębami, albo mu po prostu nie jebnie, bo czemu nie. - Na siura matki, Flynn, musisz to palić? Śmierdzi gorzej niż kadzielnica. A czytałem ostatnio, że szkodzi na głos. Co zrobimy bez twojego głosu? Mruknął w stronę Flynna, zezując na niego znad jedzenia. Nie osądzał - każdy wiedział, że woń papierosów mu nie przeszkadzała, ale fakt faktem, że w połączeniu z dziwną kadzielnicą Jima nagle zrobiło się w przyczepie duszno. BYĆ MOŻE wpływał na to też fakt, że było ich tu od chuja i jeszcze troszkę, ale no - w każdym razie zaraz się ukiszą we wspaniałej woni szlugów, zielska, kukurydzy i męskiego potu. Bo kobiety nie śmierdziały, tak samo jak nie srały. - Też tak myślę - trochę spochmurniał, gdy Fiery zwróciła uwagę na fakt, że lepiej będzie jak zostanie. Ale w sumie sam to zaproponował. Tylko... Cholernie szkoda mu było tego, że inni będą się bawić, a on nie. Felix naprawdę lubił się bawić, ale nie miał zamiaru farbować włosów czy brudzić ryjca, byleby tylko pojawić się na Lammas. Raz już tego spróbował i gówno to dało, bo trafił na kogoś, z kim wcale nawet tak dobrze się nie trzymał, a go rozpoznał. Młody Bell westchnął, na chwilę przerywając swój żerczy taniec z kukurydzą. - Nawet jak się przybrudziłem ostatnio, to... Alex, wszystko okej? Drgnął, gdy Alex zaczął krzyczeć. On - paradoksalnie - nie lubił krzyków. Owszem, lubił jak było głośno, lubił zamieszanie, ale nie gdy ktoś tak darł ryja i to z taką pretensją. Uśmiechnął się znowu - czy to był jego urok, czy to może zioło Jima? - Nie krzycz tyle, bo i ty stracisz głos. I kogo będziemy słuchać, jak te baranki boże? - zarechotał, bo przecież to był DOSKONAŁY ŻART. Najlepszy, jaki powiedział kiedykolwiek. Nie byłby tak śmieszny, gdyby Jima nie było obok, ale że był... RE: Lato 1972, 31 lipca // The best of the summer is gone - The Ghost - 19.08.2024 Miło było widzieć jak jego rodzeństwo beztrosko morduje pniaki, je całkiem apetycznie wyglądające jedzenie i wspomina ostatnie święto, nawet jeśli na powitanie dostał kolbę w zęby, która miała go potencjalnie wykluczyć z rozmowy. Spojrzał z wyrzutem na Feliksa, grzecznie jednak zajął się obgryzaniem reszty kukurydzy. No może z małą przerwą pomiędzy kęsami, by spojrzeć beznamiętnie na Flynna, którego słowa wywołały uniesienie jednej z brwi Nicholasa. - Z moich wizji wnioskuję że mój stary skończył wgnieciony wraz z autem w drzewo, ale miło, że próbujesz wzbudzić we mnie jakieś resztki nadziei - odparł niemal beznamiętnie, wracając do jedzenia, nie pierwszy raz radząc sobie z podobnymi sytuacjami. Zwykle właśnie w podobny sposób. - W zamian za wzbudzenie u mnie traumy możesz dać papierosa, muszę nawdychać się syfu by zapomnieć o swoich smutkach - dodał jednak po chwili, licząc, że jeśli nie od Flynna, to w końcu wysępi od kogoś papierosa. Spojrzał leniwie na pniak, który nosił na sobie ślady po nożu, po czym uśmiechnął się do Fiery. - Największego zeza? - zapytał jej, po czym zmrużył oczy patrząc znów na Felixa. - Może trafię, może nie, jak mi dasz nóż, to zobaczymy. - Wzruszył ramionami, udając, że mało go co to obchodzi, widać było jednak, że chce spróbować swoich sił. Często tylko udawał obojętnego. Choć przy wejściu Jima nawet już nie dbał o pozory. Wpatrywał się w kadzielnicę która wydawała z siebie znajomą woń, po czym przeniósł spojrzenie na mężczyznę, który ją załatwił, nie bardzo rozumiejąc, co ma na myśli. - Że chcesz mnie naćpać na pokazie? Może to być co prawda ciekawe do obserwowania, ale nie aż tak. Chyba, że by nafaszerować ją kadzidłami nasennymi i spróbować numerów z tym całym wychodzeniem z ciała. Wiecie, odgadywanie co jest za zasłoną, jakie karty ma w ręce członek publiczności, można by ją w to zaangażować - mówił, stukając palcem zapewne cenny i zabytkowy przedmiot. A potem jego uwagę przykuł Alexander, który nie dość, że najpierw gadał głupoty o zakazaniu zioła, to potem sam ujarany zaczął się chichrać na podłodze. Nicholas odłożył grzecznie ciasteczko, które zamierzał ponownie spożyć, po czym odsunął się trochę, przybliżając się w stronę Layli. - A temu co z tymi nowymi regułami? - zapytał konspiracyjnie, po czym przekrzywił głowę na jej pytanie o laleczki. Spojrzał na kolby, szukając liście, które się do tego wykorzystywało, po czym nie dostrzegając ich, wydął wargę, zastanawiając się, co wymyśliło jego rodzeństwo i gdzie ich to zaprowadzi. - Nie bardzo - skłamał, znów skupiając się na obgryzaniu kolejnej kolby. |