Secrets of London
[02.66 Brenna & Anthony] Thy corse shall from its tomb be rent - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [02.66 Brenna & Anthony] Thy corse shall from its tomb be rent (/showthread.php?tid=3639)

Strony: 1 2 3


RE: [02.66 Brenna & Anthony] Thy corse shall from its tomb be rent - Anthony Shafiq - 04.10.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/af/ab/a7/afaba7558576e1bd907fe94975b53cb3.jpg[/inny avek]
Cierpliwie podawał tytuły książek dalej, podróżując od znaku do znaku, upewniając się co do zapisów na okładkach i przede wszystkim - nie podchodząc do niej, nie reagując też na to, że zapalała świece i kadzidła.

Gdy już opadał Uran i Neptun, nagle ktoś nacisnął klamkę i spróbował pchnąć drzwi. Anthony napiął się momentalnie, prostując głowę znad ostatniej książki. Pospiesznie wyciągnął z wewnętrznej kieszeni fraka niewielki zalakowany lazurowym woskiem liścik, wyraźnie zyskując na tempie wobec zaistniałej tej sytuacji. Podszedł do kominka, z chwilą gdy zapaliła ostatnią ze świec.

W tej samej chwili momentalnie, oboje poczuli podmuch po kostkach. Anthony pochylił się i okazało się, że ścianka kominka zniknęła, odsłaniając dość przestronny pokój z samotnym zwojem na środku podłogi. Szarpanie za drzwi nasiliło się, więc Shafiq nie czekając dłużej pospiesznie za pomocą accio przywołał do siebie zawinięty pergamin, drugą ręką ciskając bilecik, który mimo bycia złożonym, dość ciężkim kawałkiem papieru podleciał kawałek dalej by osiąść na podłodze. Jego flegmatyzm pierzchnął bezpowrotnie, zdecydowanym podmuchem zgasił świeczki. Kadzidła nadal się tliły, ale ścianka kominka zniknęła.

– Szybko, musimy uciekać, zaraz zorientują się, jak otworzyć drzwi... – ponaglił Brennę rozglądając się za możliwą kryjówką.



RE: [02.66 Brenna & Anthony] Thy corse shall from its tomb be rent - Brenna Longbottom - 05.10.2024

Była odrobinę ciekawa, czy trzymał dystans z ostrożności, obawiając się, że jeśli świece zostaną źle zapalone, osobę, która je odpaliła, trafi jakaś klątwa albo zaklęcie. Ale nawet jeżeli właśnie z tych powodów tak postępował, Brenna nie należała do osób, które miałyby z tym problem. Może dlatego, że zwykle chyba faktycznego wsparcia oczekiwała głównie od kuzynki, a i tu nie chciałaby pewnymi rzeczami jej obciążać, być może czasem od przyjaciela. Może, bo Anthony w jej oczach był cywilem.
A może bo jeszcze była w tym wieku, gdzie miała trochę za dużo pewności siebie i brawury, i wierzyła, że zdąży postawić tarczę.
Uśmiechnęła się, uśmiechem pełnym satysfakcji, gdy kominek odsunął się, ujawniając ukryte przejście. Nie chodziło o sam zwój, który zupełnie Brenny przecież nie interesował. Chodziło o rozwiązanie zagadki, zrealizowanie postawionego przed nią zadania, nawet jeżeli to samo w sobie mogło być odrobinę absurdalne.
I ten uśmiech wciąż igrał na jej ustach, kiedy ktoś zaczął szarpać za klamkę, a Shafiq zarządził ucieczkę.
– Jeśli o mnie chodzi, mogę przejść obok nich, życząc im więcej szczęścia niż mieliśmy my – powiedziała, bo jeżeli to była konkurencja, to czemu miałoby jej przeszkadzać, że ich tu przyłapią? Ale Anthony zdawał się chcieć zniknąć stąd niezauważony, a domyślała się, że gdyby dało się tutaj teleportować, już znikłby w powietrzu. Brenna ruszyła więc do okna, pchnęła je i wychyliła się w pół przez parapet. – Ale jeżeli pan szuka innego sposobu, to stąd da się dostać na balkon na półpiętrze obok, a z niego zejść do ogrodu – orzekła, oceniając odległość i możliwości. Powinna dać radę, nawet w tej sukience. A Anthony… obrzuciła go uważnym spojrzeniem. No… nie było to przedsięwzięcie wymagające akrobatycznych możliwości, a nie byli tak wysoko, aby upadek miał kogokolwiek zabić. Zwłaszcza, że pod murem zasadzono jakieś rośliny: Brenna z doświadczenia wiedziała, że to trochę ułatwia lądowanie.


RE: [02.66 Brenna & Anthony] Thy corse shall from its tomb be rent - Anthony Shafiq - 08.10.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/af/ab/a7/afaba7558576e1bd907fe94975b53cb3.jpg[/inny avek]
Miał swoje powody, by do niej nie podchodzić i niekoniecznie była to obawa przed ewentualną pułapką. Wbrew podejrzeniom panny Longbottom, Shafiq dbał by nie epatować własną słabością, a tą niewątpliwie był wykorzystany przez gospodarza daltonizm. Ale cudowna łowczyni zgodziła się nieświadomie być jego oczami, dokończyć zagadkę, której on przez własną ułomność nie mógł rozwiązać.

– Nie, nie... to element gry. – Aż złapał ją za rękę, by upewnić się, że nie dojdzie do drzwi. Jeśli tylko rozejrzała się po biblioteczce dostrzegła, że obrazki i książki wróciły na swoje miejsce, gdy układała w odpowiedniej kolejności podstawki.

Był teraz mniej stonowany, ale też zdecydowanie bardziej szczery w swoim entuzjazmie. Stalowe oczy lśniły ekscytacją, gdy pociągnął ją w stronę jednego z okien.

– Osoba, która znajdzie mój list będzie mieć nieco łatwiej w zagadce, którą teraz muszę zorganizować w swojej posiadłości. – wyjaśnił, niepewnie spoglądając na okiennice, której zasłonę odsunął. – Ale musi do niej dojść sama. – Zwątpił wyglądając za zasłonę i przygryzł swoim przydługim kłem dolną wargę. Zdecydowanie TO nie była jego dziedzina. – Czy uczyniłaby mi pani honory i dała przykład jak się tam przedostać? Niestety, wampiry wciąż nie odkryły jak zmieniać się w nietoperze – poprosił w akompaniamencie szarpania drzwi, które nagle ustało. W jego miejsce weszły cyknięcia magicznej, niewidocznej kłódki.



RE: [02.66 Brenna & Anthony] Thy corse shall from its tomb be rent - Brenna Longbottom - 09.10.2024

Zdecydowanie za słabo znała Shafiqa, aby podejrzewać, że ten nie dostrzega czerwieni i czerwona podstawka okazała się dla niego przeszkodą nie do pokonania. Jego entuzjazm za to był kolejną wskazówką co do charakteru i do pewnego stopnia wywoływał rozbawienie – to dobre jego oblicze, pozbawione poczucia wyższości czy politowania. Anthony Shafiq lubił zagadki, lubił wygrywać i lubił zwodzić innych.
Najwyraźniej jednak nie lubił wychodzić przez okna.
Brenna nawykła postrzegać Shafiqów jako podróżników, archeologów, odkrywców, ale pomyślała teraz, że to wcale nie musiało przecież tak wyglądać – że część z nich na pewno opiekowała się rodzinnym muzeum, zajmowała tłumaczeniami, formalnościami i teorią. A Anthony w końcu pracował w Ministerstwie.
– Przejdę w takim razie pierwsza – zgodziła się bez oporów, zsuwając z nóg pantofle i bezceremonialnie wyrzucając je przez okno, bo nieważne, jak doskonale radziła sobie ze wspinaczką i ile razy wydostawała z domu tą drogą, częściej dla zabawy niż z faktycznej potrzeby, takie akrobacje na obcasach przerastały jej możliwości. W sukience mogła dać sobie radę, w tych pantoflach niezbyt. Podciągnęła trochę spódnicę i błyskawicznie znalazła się na parapecie, by potem przesunąć się po gzymsie, wciąż trzymając się jedną ręką otwory okiennego. Puściła go potem, by przeskoczyć na balkon, położony na szczęście dla Anthony’ego całkiem blisko okna.
Brenna zerknęła najpierw do wnętrza, sprawdzając, czy przez drzwi balkonowe nie spogląda na nią bardzo zdziwiony właściciel posiadłości, a potem wyjęła różdżkę. Tak na wszelki wypadek, gotowa spróbować pomóc Shafiqowi magią, gdyby miał zaraz zlecieć w dół.


RE: [02.66 Brenna & Anthony] Thy corse shall from its tomb be rent - Anthony Shafiq - 09.10.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/af/ab/a7/afaba7558576e1bd907fe94975b53cb3.jpg[/inny avek]
Brenna nie musiała tego wiedzieć. Może z czasem dowiedziała się o przypadłości przypadkiem, od kogo zupełnie innego, tłumaczącego czemu pan Shafiq nie lubuje się w malarstwie. Może dopiero miała się dowiedzieć o tej ułomności, która tym razem nie stanęła mu na drodze.

Anthony Shafiq miał wiele zalet, choć z oczywistych względów znał swoje ograniczenia. Znał też mimo wszystko siłę sieci, siłę współzależności i tego, że natura obdarzyła wieloma talentami wielu różnych ludzi. Nigdy tego nie lekceważył, a umiejętne dobieranie współpracowników zawsze opłacało mu się podwójnie.

Dziś chodziło tylko o oczy, co mogło przynieść jutro?

– Wspaniale! Nie traćmy czasu – wyglądał teraz jak podekscytowany nastolatek o poranku w Yule, choć prawda była taka, że gdy był nastolatkiem nigdy tak otwarcie nie wyrażał entuzjazmu. Nie miał po temu najmniejszego powodu. Podążył za swoją łowczynią i ani słowem się nie zająknął, przemieszczając gzyms i kurczowo ściskając winorośle i drewniane żebrowanie po którym się wspinały zielone wici.

Był jeden moment w którym ręka wilgotna od potu omsknęła mu się na chwilę, ale zaraz potem przylgnął do ściany i gdy w końcu dostali się na wybrany przez Brennę balkon, szczęśliwie pusty. Anthony pospiesznie sięgnął do kieszeni po chusteczkę by przetrzeć swoje dłonie, wyraźnie niekontent z brudu, który na nich pozostawiał. Zaraz jednak się zmiarkował i ukłonił nisko przed panną Longbottom.

– Masz moją wdzięczność panno Helsing. Dziękuję za taniec i za tą małą szardę. To była czysta przyjemność. – słowa głado układały się na języku, ale nie dał odczuć w nich szyderstwa. Jego oczy iskrzyły, a dyplomata zdawał się być bardzo ukontentowany całą przygodą. Wieczór zdawał się też mu nie smakować tak bardzo teraz, gdy jego punkt kulminacyjny miał za sobą, więc nie minęło dużo czasu, by wampir Shafiq rozpłynął się w powietrzu jak mgła.

***

Kilka dni później, kilka osób dopytywało Brennę, czy to nie dzień jej urodzin. Na biurku w ministerstwie pysznił się bowiem piętrowy czekoladowy tort przełożony kremem malinowym. Ciasto okazało się intensywnym aromacie brownie, krem nadawał mu lekkości i mimo słody niósł też w perfekcyjnym balansie kwaskowatość. Do prezentu dołączona była czerwona róża z niewielkim bilecikiem:

Fortes fortuna adiuvat

[Obrazek: zizECSx.jpeg]


Aktywność fizyczna I - przechadzka po gzymsie
[roll=O]
[roll=O]