• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[02.66 Brenna & Anthony] Thy corse shall from its tomb be rent

[02.66 Brenna & Anthony] Thy corse shall from its tomb be rent
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
22.07.2024, 12:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2024, 22:40 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Badacz tajemnic I

—02/1966—
Anglia, Londyn
Brenna Longbottom & Anthony Shafiq
[Obrazek: MKVUlwz.png]

But first, on earth as vampire sent,
Thy corse shall from its tomb be rent:
Then ghastly haunt thy native place,
And suck the blood of all thy race...



– Proszę, proszę, panna Helsing! Czy mógłbym poprosić panią do tańca?

Tak to się zaczęło, tak bardzo niewinnie, na zimowym balu karnawałowym, w którym dość swobodnie można było podejść do tematu gotyckiego horroru. Kobiety zachwycały ciężkimi sukniami z odsłoniętymi dekoltami, ociekały czerwienią i czernią, mężczyźni zaś... cóż, niektórzy eleganckie fraki zamieniali na jedwabne peleryny, ubierali się w szaty magów kojarzonych z Rumunią, choć zapewne Rumunii mieliby zupełnie inne zdanie na temat tak płytkiego potraktowania ich folkloru. Orkiestra grała do tańca walc za walcem, w kołowym ruchu brylowały pary zachwycając młodością i wigorem, udając wampiry, choć nie wszyscy, wszak nie to było odgórnie narzuconym tematem.

Dostrzegł ją bardzo szybko, choć jego stopa nie przekraczała progu Warowni, znał dobrze drzewa genealogiczne, zwłaszcza czystokrwistych rodzin. Może i stary Godryk Longbottom kazał mu się trzymać z daleka, może i jego słowa wciąż wibrowały w uszach Shafiq'a gdy tylko o nich pomyślał, wciąż jednak Anthony był ciekaw krewniaków Morpheusa. Znał jego braci, ale oto nowe pokolenie wkraczało w wiek dorosły. Był ciekaw na ile świeża krew żon, na ile wiatr społecznych zmian zmiękczały twardą, żołnierską musztrę. Morpheus, najmłodszy z linii, już odstawał, w aurze jasnowidzenia, w parciu do kariery naukowej. I Brenna... już miał raz okazję doświadczyć, czym nasiąkała za młodu. Kim jednak była teraz?

Ujął jej dłoń kłaniając się nisko po tym dość niecodziennym powitaniem, w jego głowie jednak przez konwencję ich pierwszego spotkania, utrwalił się obraz jej, jako dziedziczki rodu Helsing. Bawiło go to niepomiernie, że jego strój nazbyt nie odbiegał nawet od pierwszego spotkania. Lśniąca czerń, srebrzyste detale, półdługie czarne włosy. Tym razem nie miał okularów. Tym razem jego kły, były nieco wydłużone, w dbałości o detal imprezy. Tylko brak było czerwieni w jego stroju, nieco rozczarowujące, jakby uciekł z kart czarno-białej powieści.
– Czy mógłbym poprosić panią do tańca? – zapytał miękko, gdy za ich plecami rozpoczęły się już pierwsze tony wcale wolnego tańca. Trochę nie zmierzał przyjmować odmowy, pociągnął ją więc do parkietu, dając się poznać jako wprawny tancerz, przy którym partnerka nie musi martwić się o własne niedostatki techniczne. – Dzisiaj prywatnie, czy zawodowo planuje pani schwytać kogoś z obecnych gości? – srebrne oczy lśniły rozbawieniem malującym się na magicznie wybielonej twarzy. Wokół wirowały pozostałe pary, uwaga Anthony'ego w całości jednak była skupiona na jego partnerce. Oceniał, jak bardzo jej rysy zmieniły się przez te kilka lat. Był ciekaw, jak ewoluował język, czy wraz z nabywanym doświadczeniem utraciła ducha przekory, stępiła ostrość, a może ukierunkowała wewnętrzny płomień swojego rodu w kierunkach innych niż rozrywki trwającej w koło Maskarady.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
22.07.2024, 19:04  ✶  
Wciąż często biegała w kolorowych trampkach i znoszonych spodniach: ale nie na takich przyjęciach. Tutaj wtapiała się w tło niby kameleon, i nawet nie dzięki jakimś niezwykłym aktorskim umiejętnościom – nie posiadała takowych – a po prostu dlatego, że Brenna umiała odnaleźć się w różnych okolicznościach. Może była to kwestia charakteru, może wychowania, może nadmiernej wręcz pewności siebie, przynajmniej pod pewnymi względami, bo w istocie czuła się równie swobodnie w swoich szortach, jak w czarnej sukni.
Anthony nie musiał obawiać się odmowy. Ujęła jego dłoń z lekkim uśmiechem, trochę chyba rozbawiona tym strojem wampirzego lorda, bo oczywiście, że go rozpoznała: miała pamięć do twarzy, a ich spotkanie należało do takich, których nie zapomina się szybko. W kimś innym może budziłoby zawstydzenie, że proponował pomoc w znalezieniu mieszkania jednemu z dziedziców Shafiqów, ale ona sama rzadko bywała zakłopotana, a on zdawał się dawno puścić w niepamięć ból nos po pewnym ciosie sprzed paru lat.
– Mogłabym odpowiedzieć, panie Shafiq, ale wtedy musiałabym pana zabić – odparła, z łatwością dostosowując się do kroków tańca. Sprawna fizycznie była od zawsze, a tak jak ojciec nie przeżyłby, gdyby nie umiała posługiwać się pięścią czy rapierem, tak matka nigdy nie pozwoliłaby, aby Brenna nie nauczyła się paru najmodniejszych w czarodziejskim świecie tańców.
Była córką ich obojga, swojego ojca żołnierza, i matki, damy, z rodu, który psoty miał we krwi. Mieszanka dwóch rodów, na pewno nie żaden rodzinny klejnot, a po prawdzie dziewczę jedno z wielu, ale mające sporo z obu swoich rodziców i ich rodzin. Nie było w niej surowości typowej dla Jeremiaha, i trudno było się teraz dopatrzeć do niego podobieństw, chociaż jedna krew i pasja płynęła w ich żyłach, chociaż uczył ją od dziecka, jak wypełniać rozkazy, jak szukać między słowami tego, co ludzie nie chcą powiedzieć, jak radzić sobie z bronią białą. Nie było i tego błysku, charakterystycznego dla matki – ona za młodu błyszczała na każdej sali, a i teraz była w centrum uwagi, Brenna za to doskonale wtapiała się w tło. W sukni ciemnej, doskonale wpasowującej się w przedziwny klimat przyjęcia, ale nie tak ciężkiej, nie krępującej ruchów tak mocno, jak gotyckie, wspaniałe kreacje, bez tak wielu ozdób, była kimś, po kim było widać, że nie wkradł się tu przypadkiem, nie wszedł przez żadne okno, ale i też kimś, kogo łatwo przegapić.
I to po części też pokazywało, że jest córką Potterów, bo wiedziała, jak szczegóły decydują o tym, jak jesteś postrzegany. Brenna nigdy nie była tak piękna i tak pełna uroku, jak inne młode damy wkraczające na salony, jak Victoria, Cynthia, Bellatrix, Lorraine czy Roselyn. Ale to że mogła tak łatwo zniknąć traktowała raczej jako atut niż wadę, i że umiała wykorzystywać do tego strój, makijaż i biżuterię – to wszystko było naukami matki.
– Spytałabym, czy szuka pan tutaj ofiar i czy kogoś już sobie upatrzył, ale oczywiście nie mogłabym spodziewać się szczerej odpowiedzi. Jakie szczęście, że nie ma tu dziś mojej kuzynki Lucy.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#3
25.07.2024, 11:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.10.2024, 10:20 przez Anthony Shafiq.)  
Zaśmiał się serdecznie na ten wyborny żart o konieczności zabicia jego osoby. Ekscentryzm służył mu, uwielbiał grać jeszcze od czasów szkolnych, gdy kradł z kolegami z wieży noce, aby móc odgrywać wybrane sceny antycznych tragedii. Uwielbiał grać, doświadczając słów na scenie, kryjąc się pod inną maską niż ta, którą miał przyszytą do twarzy, aby przetrwać, aby się utrzymać w idealnym miejscu, nie za nisko, nie za wysoko. W przeciwieństwie do Brenny chciał być widzialny na tym przyjęciu, ale podobnie do niej chciał nie być zbyt widzialny dalej. Smok, który nie zajada się dziewicami z okolicznych wiosek, a leniwie przerzuca skarby przez swe szponiaste dłonie miał szanse przeżyć zdecydowanie dłużej. Ale, ale... nie smok, a wampir, nie zapominajmy o dzisiejszym przyjęciu, którego dla niego gwiazdą i największą zapewne rozrywką miał być taniec z bratanicą jego serdecznego przyjaciela, któremu zawdzięczał tak wiele.

Był ciekaw.

– Jestem absolutnie syty wybornym czerwonym winem, które dziś podano do stołu. Francuskim winem z Domu Smoka, czy przypadło do gustu czcigodnej Łowczyni? – rubinowa barwa esencji gron mourvedre niosła ze sobą słodycz poziomki, kwaskowość czarnej porzeczki i śliwkową głębię. Wino było wytrawne, ale pozostawiało słodycz na języku, jeśli tylko ktoś był dostatecznie uważny, by ją zauważyć. Tego wieczoru to właśnie Shafiq nalewał wszystkim do kieliszka, choć jego awans na szefa Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego miał dopiero przyjść w ciągu kilku miesięcy. Wtedy przyjęcie odbędzie się w innym miejscu, w tematyce innej ramy czasowej, innej szerokości geograficznej.

Zakręcił nią raz i drugi, testując granice umiejętności, odnajdując Brennę jako uroczą partnerkę do tańca mimo gróźb i oskarżeń, które wysuwała po jego adresem.
– W ostatecznym rozrachunku muszę się przyznać... że jest w tym budynku coś na co chętnie bym zapolował. Gospodarz, mój serdeczny przyjaciel przechwalał się, że swoje pierwodruki trzyma w bibliotece ukryte za barierą, do której nie potrzeba silnej magii, a siły umysłu, by przez nią się przedrzeć. – Planował zrobić to sam zmęczony już tłumem i brylowaniem w miałkich rozmowach, które nie były jak ta, doprawione czerwoną mgiełką absurdu ich pierwszego spotkania w opuszczonym domostwie na skraju ziem dyplomaty.

– Czy nie zawiodłem Twoich oczekiwań, chcąc wbić zęby w lekko pożółkłe już karty starych ksiąg? – kolejny obrót zamknął dziewczynę w uścisku, Anthony stojąc za nią przez moment pobawił się ideą w której rzeczywiście byliby ucieleśnieniem narzuconych ról. Uśmiechnął się, mimowolnie przejeżdżając językiem po magicznie profilowanych zębach. – Jak myślisz, czy książki w takich chwilach krwawiłyby granatem atramentu?– padło kolejne pytanie, gdy znów kołowo ruszyli wzdłuż parkietu, zupełnie przypadkiem kierując się ku schodom na antresolę i pierwsze piętro, gdzie mieściła się biblioteka.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
26.07.2024, 00:19  ✶  
Pogróżki były w tym przypadki zaledwie żartem czy może raczej – kolejnym elementem opowieści, którą rozpoczął, pytając, czy poluje. Oskarżenia nie miały w sobie choćby grama powagi: gdyby sądziła, że jest w nich prawda… zapewne też by z nim tańczyła, szukając na nie dowodów, ale nie wysuwałaby na pewno ich wtedy otwarcie. Dostosowywała swój krok do jego prowadzenia, z ciekawością wysłuchując, co mówił, chociaż i bez wielkich emocji: wiedziała, że to przyjaciel wuja, ale życie zawodowe i towarzyskie Morpheusa dwudziestoletniej Brennie, może poza kontaktami z Jonathanem, zdawało się toczyć niemal w innym świecie, podobnie jak to, które wiedli inni wujowie. Ich światy dopiero zaczynały się przenikać. Patrzyła na Anthony’ego bardziej jak na wspomnienie, intrygujące i warte porównania z teraźniejszością, sprawdzenia, ile było w nim prawdy, a ile dodała wyobraźnia, niż najdroższego towarzysza bliskiego krewnego.

– Jestem skandalicznie mało obeznana w gatunkach win. Wszak łowczyni nie wypada raczyć się trunkami, zwłaszcza koloru krwi, gdy rusza na polowanie, nieprawdaż? – spytała Brenna, obracając się w tańcu, czarny materiał zawirował wokół nóg, obcasy, niezbyt wysokie, wystukały rytm na posadce. Prawda była taka, że wzniosła jeden toast – czas, gdy odrzuci alkohole właściwie zupełnie, miał dopiero nadejść – jak miała w zwyczaju odkąd pewnego wieczora w Hogsmeade zdecydowanie przesadziła z alkoholem, i wino pozostawiło na języku słodycz, ale nie sięgnęła po więcej.
– A co powiedziałby gospodarz, gdyby poznał to pragnienie, panie Shafiq? – zapytała, z odrobiną zaciekawienia, co takiego knuł Anthony. Wątpiła, by przyznawał się do zamiaru kradzieży Brygadzistce: mógł ją brać za naiwną pannę, ale jej rodzina pełna była glin, a on nie przetrwałby tak długo w Ministerstwie Magii, gdyby był głupcem. O co w takim razie dokładnie chodziło? Sprawdzał reakcję? Założył się z gospodarzem? Chciał jedynie sprawdzić, czy zdołałby przerwać tę barierę, stworzoną siłą umysłu? – Ani trochę: jestem pewna, że każdy rozsądny wampir uznałby cenny, wiekowy manuskrypt za ciekawszy od młodych dziewcząt. Tych drugich jest tylko na tej sali ze dwadzieścia, a manuskrypt zapewne jeden w całym budynku – odparła z rozbrajającą szczerością. Och nie, dla niej żaden papier nie byłby cenniejszy niż choćby jedno życie, ale w końcu mówili o wampirze, prawda? – W opowieści księga nie powinna krwawić, a rozpaść się w pył, a wiedza z niej przedostać się wprost do głowy, ale nie przynieść ze sobą tego, co spodziewałby się wampir, gdy po nią sięgał.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
06.08.2024, 14:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.10.2024, 10:20 przez Anthony Shafiq.)  
– Gdy rusza, tak owszem zgodzę się, że wszystkie zmysły powinny trwać niezmącone, albo wzmocnione odpowiednimi specyfikami, dla wyrównania szans. Ale po polowaniu? Czyż moje wyobrażenie łowczyni siedzącej w głębokim fotelu przy rozpalonym kominku udekorowanym licznymi trofeami, otoczonej sforą wiernych psów i z kielichem...mmm.... wybornego białego Chardonnay? Lekkiego, z wyczuwalną na podniebieniu jabłkową słodyczą? Czy to przekłamany obraz? – Nawet jemu biel nie pasowała do krewkiej dziewczyny, która przed lata włamała się na jego posesję, z drugiej strony znali się stanowczo zbyt krótko, by rzucać w nią czerwonym, wgryzającym się w język Primitivo.

– Co by powiedział? Z pewnością byłby wściekły, że ktoś przebił się przez jego intelektualno-magiczne zasieki i domagałby się rewanżu, najlepiej w okolicach mojej biblioteki i mojej podobnej szarady – odpowiedział lekko, bez cienia zawahania. – Biblioteka i tak jest otwarta w czasie balu, czy gdyby rzeczywiście chciał aby nikt nie tykał jego manuskryptów, to nie powinien chociażby zamknąć drzwi i nieco staromodnie użyć klucza przekręconego w zamku? – Cóż, zgodnie z Biblią, nie zawsze zakazy oznaczone były w sposób jasny i czytelny. Po antresoli nikt się za bardzo nie kręcił, czasami jednak goście wchodzili do góry, choć - co obojgu mogło przyjść na myśl - były to cele zgoła odmienne od wspólnej lektury na pozostawionym szezlongu.

Walc dobiegł końca, a oni stali na dole schodów, Anthony zdawał się niechętnie wypuścić ją z ramion, w tle rozbrzmiały pierwsze takty kolejnego utworu.
– Księga rozpadająca się w pył... to byłoby ogromne marnotrawstwo. Moje ciotki byłyby niepocieszone takim stanem rzeczy. Dobrz więc, że winny mnie sycić żyły ludzkie, a nie książkowe. – uśmiechnął się eksponując sztuczne zębiska, a potem wyciągnął ku niej z oczekiwaniem dłoń, nie dbając zbytnio o ewentualne plotki, ludzie byli zajęci sami sobą, na balu był wystarczająco duży tłumek osób ubranych zbyt podobnie do siebie, aby kolejna para ruszająca na piętro wzbudzała jakiekolwiek zainteresowanie. – Czy idziemy? – zapytał uprzejmie, nie naciskając, nie narzucając się rozrywką, ale też nie przyznając się do tego, że celowo wybrał taki moment, gdy gospodarz chwilę wcześniej zniknął ze swoją młodą kochanką w drzwiach prowadzących do ogrodu, w przeciwległej części rezydencji. Tak niefartownie, nie dało się go zapytać, czy na pewno nie ma nic przeciwko.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
06.08.2024, 17:11  ✶  
Jego wizja ją trochę bawiła, głównie dlatego, że była tak daleka od prawdy, jak tylko być mogła - ale nie zamierzała tego przyznawać. Może trochę z przekory, może by kontynuować opowieść, a może, bo nie chciała wskazywać mu błędu.
- Nie powiem tego panu, panie Shafiq. Nie ułatwia się zadania wampirzemu gatunkowi, gdy próbuje zebrać informacje o łowcach - odparła. - Ależ czyż to nie doskonały finał? Właściciel wolał raczej, by księga została zniszczona niż dostała się w niepowołane ręce, a klątwa będzie doskonałą karą za sięgnięcie po to, co do złodzieja nie należało.
Czy wierzyła w tę całą historię o przyjacielskiej rywalizacji? Nie byłaby nią zdziwiona - czarodzieje czystej krwi różne miewali rozrywki, często kierowani prostą nudą i nawet za parę lat Brenna miała zacząć myśleć, że Ci mroczni czarnoksiężnicy próbujący zdobyć władzę dawali radę co parę dekad zebrać tylu zwolenników, bo po prostu tym na wyżynach czarodziejskiego świata zaczynało się nudzić. Nie było też powodów, aby Anthony wybierał ją sobie na partnerkę w zbrodni, gdyby faktycznie tejże zbrodni planował dokonać - Brenna była jeszcze na tyle idealistyczna, że nawet jakby miała za to wylecieć, wszystko by zgłosiła. Pewne elastyczne podejście do prawa nie zdążyło się w niej wykształcić. Nie była jednak i na tyle naiwna, by nie brać pod uwagę, że tkwiło w tym jakieś drugie dno. Przeczuwała też, że gospodarz może mieć coś przeciwko, ale… jeśli by nie poszła, nie wykluczała, że Shafiq zrobi to sam: czy więc nie lepiej było stać się świadkiem ewentualnej kradzieży?
Gdyby nie była gliną, i na sali nie było masy bardziej atrakcyjnych dziewcząt, pomyślałaby może, że chciał robić jakieś awanse - widywała w pracy naprawdę różne przypadki, różnica wieku dla wielu nie była przeszkodą - ale nawet w głowie jej to nie postało, głównie dlatego, że była jednocześnie zbyt pewna siebie i za mało. Przekonana była, że poradziłaby sobie doskonale, i zarazem nawet nie pomyślała, że mogłaby tu ściągnąć czyjąś uwagę.
Pozwoliła się wyprowadzić z sali wiedziona trochę ciekawością, trochę tą gryfońską odwagą, graniczącą z głupotą i niepotrzebną brawurą.
- Czy powinniśmy spodziewać się jakichś starożytnych strażników lub konkurencji, chętnej do zdobycia bezcennych manuskryptów? - spytała, jakby naprawdę spodziewała się, że drogę zagrodzą im nieumarli lub pojawią się jacyś łowcy skarbów, gotowi do rywalizacji.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#7
30.08.2024, 22:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.10.2024, 10:20 przez Anthony Shafiq.)  
Skłamałby, gdyby miał powiedzieć, że rozmowa z młodą Longbottomówną mu się nie podobała. Doceniał domieszkę krwi Potterów, smakował ją jak nowy szczep, ciekawą odmianę od nieco siermiężnych wojowników z Doliny. Niemniej, skrzywił się na wzmiankę o magicznej karze, która niszczyłaby manuskrypt.
– Wolałbym zatem nigdy go nie dotknąć, wolałbym nigdy na niego nie spojrzeć, jeśli tylko uchroniłoby to ów cenne zapiski przed zapomnieniem. Niszczenie takich skarbów dla czystej zemsty... no chyba, że mówimy o duplikacie, ale wydaje mi się, że rozpoznałbym.– Zdawał się być absolutnie szczery w tym szeptanym ku niej zwierzeniu, w reakcji, którą najwidoczniej uznał, że warto się podzielić. Wspinali się po schodach i nie niepokojeni przez nikogo dotarli do podwójnych drzwi. Obrazy w koło, przedstawiające czytających książki z zaciekawieniem spoglądały na nich. Anthony obdarzył namalowane twarze, nieco wymuszonym uśmiechem, po czym z właściwą sobie galanterią, otworzył drzwi przed młodą łowczynią, w ukłonie zapraszając ją do środka, jakby byli u niego.

– Zakładam żadnych strażników, liczę na brak konkurencji, ale czas jest esencją w naszej misji. Im szybciej się z tym uporamy, tym lepiej dla nas – uściślił wsmykując się za nią i zamykając drzwi.

Biblioteka była całkiem sporym pomieszczeniem na planie podłużnego prostokąta. Po prawej i lewej stronie aż do sufitu piętrzył się po dwa regały, zaś w centralnej części na przeciwko wejścia znajdował się spory gobelin:

[Obrazek: 9497de7221b6e6bc05d4729104356453.jpg]

Pod nim na postumencie wieńczącym zagaszony kominek, leżały świece i kadzidła na licznych różnokolorowych talerzykach o cudacznych zdobieniach. Pstrokatość odznaczała się na tle utrzymanej raczej w klasycznych tonach bibliotece - ściany pokrywały ciężkie zielone tapety z liściastym motywem, kolumny i stropy były rzeźbionymi w liście i kwiaty grubymi belkami, utrzymanym w ciemnym brązie. Podobnie naturalnie drewniane były regały, choć ich zwieńczenia zdobiły obficie portrety i portreciki - tym razem nieruchome, choć podobnie do talerzyków, nie pasujące zbytnio do okolicy, która poza centralnym gobelinem, nie miała tego typu dekoracji, ponad zasłonięte szmaragdowymi kotarami okna na prawej ścianie. W pomieszczeniu panował półmrok - kandelabry czekały zagaszone, a tylko kilka lśniących ciepłym blaskiem kryształów przy wejściu i u podnóża regałów, dawało rozeznanie w topografii tego miejsca.

Anthony odetchnął książkowym kurzem i uśmiechnął się nieco drapieżnie, choć to nie na swoją towarzyszkę zamierzał polować.
– A więc? Od czego zaczynamy panno Helsing? – zapytał, niemal szepcząc.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
02.09.2024, 08:02  ✶  
– Czy więc nie świadczy to o tym, że mam rację? Najlepsze to zabezpieczenie i najlepsza kara dla tego, kto poważyłby się sięgnąć po taki manuskrypt: zamiast słodyczy triumfu gorycz porażki i wieczne wyrzuty sumienia, że coś tak cennego obróciło się w popiołów. Doskonałe zakończenie historii - powiedziała, wędrując z nim po schodach. U ich szczytu przystanęła na moment, by posłać mu promienny uśmiech. - Panie Shafiq... mówiłam, że wrogom nie powierza się tajemnic. Zdradził mi pan swoją słabość. Gdybym miała coś przed panem ukryć, właśnie tak bym zrobiła.

Zdradził i trochę więcej: jak on był jej ciekaw jako krewnej przyjaciela, wychowywanej w domu, do którego od lat odmawiano mu wstępu, tak ona studiowała go w ten sam sposób, w jaki analizowała wszystkich napotkanych ludzi. To było niemal odruchowe - nie, to było odruchowe, bo robiła to zawsze, zanim jeszcze zaczęła rozumieć po co i w jaki sposób - ot teraz, gdy już pracowała jakiś czas w BUM zauważała, że to robi: i czasem do tych naturalnych odruchów dokładała drobne, celowe naciśnięcia.

Czasem trafiała, czasem się myliła, nie była w końcu słynnym Holmesem, ale miłość Shafiqa do zagadek, do opowieści, do historii, do sztuki i przede wszystkim do tego, co rzadkie, a przez tą rzadkość bezcenne, zdawała się aż bić po oczach. Był kolekcjonerem, to nie lada ulegało wątpliwości. Mniej pewna była innych rzeczy, które widziała albo zdawało się jej, że zauważa: że lubił trochę teatralności, świadomej lub nie, że chciał wyróżniać się z grona innych i że przywykł ulegać własnym kaprysom. Bo jak, jeśli nie kaprysem, nazwać tak bezczelne wyciągnięcie jej z sali balowej? Brenna na szczęście też była bezczelna i rzadko czuła się niepewnie.

Przekroczywszy próg biblioteki zatrzymała wzrok na ozdobie: model przypominał te, które studiowali na astronomii w Hogwarcie, ale porzuciła tę naukę zaraz po SUMAch i raczej domyślała się tutaj słońca, planet i mapy zodiaków niż wiedziała, że ją widzi.

- Czy siła umysłu, o której mówił pański przyjaciel, miałaby oznaczać zagadkę czy raczej staranną kryjówkę? Rozumiem, że nie widać tu nigdzie tajemniczego manuskryptu, w ktory chciałby pan wbić zęby? - spytała, wchodząc do pomieszczenia. Jeśli zagadka miałaby być powiązana z modelem i astronomią, niewiele Brenna mogłaby pomóc. Jej spojrzenie prześlizgnęło się po talerzykach z kadzidłami, jakby nie pasujących do rzeczy, palec przemknął po boku jednego z nich, jakby testowała, czy może kryć jakąś zagadkę. Portrety, gobelin, kadzidła, to przyciągało uwagę, wszystkiemu się przyjrzała, ale czy jeśli gospodarz chciał coś ukryć, odpowiedzią nie powinno być coś, co nie rzuci się w oczy? - Od pańskiego przyjaciela, panie Shafiq. Czy jest wielkim wielbicielem astronomii i zagadka mogłaby być związana z tym gobelinem? A może jest tu coś, co nie pasuje do niego, nie powinno się tu znaleźć lub stać tak, jak stoi? Albo zaczytywał się kiedyś w powieściach madame Henriette, francuskiej czarodziejki, gdzie do tajnego przejścia zawsze wiodły drzwi za regałem, otwierane odpowiednią książką? Czy rzucajac wyzwanie chciałby igrać, czy raczej wygrać?

Jeśli igrać - coś na widoku, zagadka, co której był pewny, że jest nie do rozwiązania. Jeśli wygrać - raczej ochronne zaklęcia i doskonałą kryjówką. Ale... jeśli był tak dumny ze swoich zbiorów, powinien mieć łatwy dostęp do nich, by przechwalać się nimi przed gośćmi.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#9
04.09.2024, 20:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.10.2024, 10:20 przez Anthony Shafiq.)  
Uśmiechnął się tylko na punktowanie przez nią tajemnic. Wciąż grali, czy beształa go szczerze? Nie wiedział tego i nie zamierzał zgłębiać tematu racząc się światłem i cieniem, kostiumem i życiem, maską i twarzą, które tak doskonale potrafiły rozwodnić prawdę, że stawała się nie do odróżnienia z Maskaradą. Była w nim miłość do zagadek, sztuki i opowieści, było wiele sentymentu, czy jednak były to sprawy za które byłby gotów ryzykować? Czy dla starego pergaminu naraziłby inne wartości, takie jak lojalność wobec przyjaciół, reputację albo bogactwo, które na tym etapie udało mu się zebrać już całkiem spore?

Wpuścił ją do środka i od progu wygenerował większą, lewitującą kulę światła, które niczym słońce na gobelinie utrzymało się na środku pomieszczenia. Jej nienarzucająca się emanacja odsłoniła nieco więcej detali otoczenia, kolorów, kształtów. Anthony pozostawał przy drzwiach z zaciekawieniem rozglądając się po pomieszczeniu, jakby wszedł do niego pierwszy raz i chciał ułożyć sobie jego plan w głowie.

– Wątpię, żeby była to zmyślna kryjówka. Jeśli pytasz mnie o zdanie, panno Helsing, jestem przekonany, że to czego szukamy jest w samym centrum kominka i objawi nam się, jeśli odpowiednio aktywujemy mechanizm. Zatem moją odpowiedzią jest: igrać. Gobelin zdaje się kluczem. Memu przyjacielowi nie brak buty, więc rozwiązanie umieściłby przed nosem, aby śmiać się z tych, którzy nie znaleźli oczywistej przecież odpowiedzi. – przybliżał portret psychologiczny "sprawcy" tego czynu opierając się o framugę. Z kieszeni wyciągnął niewielki zegarek i postukał go kilkukrotnie, po czym zmarszczył brwi.
– Słońce to cel, otacza je osiem planet. Przed nim osiem świec czy kadzideł, ale to nie może być tak proste. Poprzednio nie było tu, na szczytach regałów zawieszonych obrazów. Są z resztą straszliwie tandetne. – zauważył usłużnie, niczym sztukmistrz obracając w palcach swoją długą, bieloną cisową różdżkę.

Określ w kolejnym poście jedno miejsce, któremu chcesz się przyjrzeć bliżej i rzuć przy okazji na Percepcje czy podejrzany wampir nie robi nic podejrzanego za Twoimi plecami : sneakysnek:
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#10
05.09.2024, 10:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.09.2024, 10:32 przez Brenna Longbottom.)  
– Jedną gdzieś zgubili? – rzuciła Brenna, spoglądając na gobelin i zastanawiając się, czy było to celowe, czy po prostu właściciel dworku i biblioteki w wielkim sporze wobec tego, że odkryty w latach trzydziestych Pluton jest planetą, czy też nie, stał po stronie tych drugich.
Stała dotąd przy kadzidłach, rzucającymi się w oczy szczególnie, ale na słowa Shafiqa opuściła dłoń, która ledwo co przebiegła po jednym z talerzyków, sprawdzając jego fakturę. Odwróciła się zamiast tego do obrazów, to na nich skupiając uwagę. Skoro nie było ich tu wcześniej, a nie wydawały się doskonale wpisywać w wystrój biblioteki – albo były celową zmyłką, albo w nich kryła się odpowiedź.
Brenna po prawdzie mogłaby to przyspieszyć. Wystarczyłoby, aby świece zapłonęły w kręgu widmowidza, ale ani myślała się do tego przyznawać przez Shafiqiem – a i było do pewnego stopnia zabawne iść tą „zwykłą” drogą, zaczynając od twórcy zagadki właśnie. A więc igrać, a nie pasujące obrazy pojawiły się tu ostatnio.
Choć nie mniej uważnie niż wnętrze obserwowała momentami kątem oka Anthony’ego: nie ufała mu w końcu nie tylko za sykla, ale nawet nie za knuta. Brenna była tym przedziwnym rodzajem człowieka, który innych lubić zaczynał bardzo łatwo, albo wobec tych, z którymi nie dorastał – a czasem nawet i wobec nich, jeśli miało się ku temu powody – zachowywał pewną wewnętrzną podejrzliwość. Dzisiejsza wyprawa tutaj była w końcu dość dziwaczna, czyż nie?
I dlatego w jej dłoni też znalazła się różdżka, gdy on sięgnął po własną: niby to po, by pomóc sobie w poszukiwaniach.
– Ich tandetność mnie dziwi. Dlaczego w imię ukrywania manuskryptów miałby narażać na szwank opinię o swoim dobrym guście? – spytała retorycznie, posyłając mu lekki uśmiech. Co zabawne, Brenna nawet wyrażała się dziś inaczej niż w tamtym podniszczonym zamku – ale choć on tego nie wiedział, nie było to w gruncie rzeczy nic u niej nadzwyczajnego, bo od dobrych dwóch czy trzech lat dostosowywała się do sytuacji niemalże odruchowo, i sposobem bycia, i sposobem wyrażania, nawet nie wkładając w to żadnego wysiłku, bo… po prawdzie przychodziło jej naturalnie i odnalezienie się na tych balach, i plecenie durnot ze znajomymi.
Teraz ot wpasowywała się w tę opowieść: o wampirze i łowczyni, na eleganckim balu.
Obróciła się jednak, by podejść do tych obrazów, gotowa wspiąć się jeśli byłoby trzeba na jakieś krzesło czy je wyczarować, zbadać ramy, sprawdzić, czy ich nie zaklęto. W końcu należało zawsze sprawdzić każdy trop.


Rzut Z 1d100 - 89
Sukces!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (4334), Brenna Longbottom (4234)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa