![]() |
|
[06.08.1972] Toksyczny Rodzic | Richard i dzieciaki - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: [06.08.1972] Toksyczny Rodzic | Richard i dzieciaki (/showthread.php?tid=3702) |
RE: [06.08.1972] Toksyczny Rodzic | Richard i dzieciaki - Leonard Mulciber - 11.08.2024 - Błędy młodości, jak to się mówi? - mrugnął do kuzynki, unosząc pojedynczy kącik ust. W jego skromnym mniemaniu całą sprawę równie dobrze można było zamieść pod przysłowiowy dywan, a Charliego ukarać typową, wymowną pogadanką. I na tym powinno się wszystko zakończyć, racja? Po co robić z igły widły? Zresztą, jeśli rodzina chciała na kimś wieszać psy, o wiele lepiej było to robić na skórach tych, którzy ewentualnie całą sprawę niepotrzebnie rozdmuchiwali. Szukanie kozła ofiarnego zawsze było wygodniejsze, kiedy wyznaczało się na niego niewygodnych ludzi. Osoby roznoszące plotki, ot choćby? Osoby wysyłające wujowi listy? Osobę odpowiedzialną - wybacz, Isaac - za wywiad w drugorzędnym szmatławcu (to nie tak, że lubił czasami do tego 'szmatławca' zajrzeć, żeby się trochę pośmiać)? Ciekawe swoją drogą, skąd dowiedzieli się o wywiadzie... Może ciotka Lorien czytywała po kryjomu tego typu głupotki? Leo słuchał, przeżuwając kawałek bekonu, ale nie dawał wiele wiary tej całej sprawie z 'wylatywaniem'. W każdym razie aż do chwili, kiedy Charlie zdecydował się sprostować dla nich kilka kwestii. Aż zakrztusił się jajkiem z wrażenia! Po kilku porządnych kaszlnięciach, trzech uderzeniach w pierś i obróceniu głowy w bok, aby nie nakaszleć ani sobie, ani nikomu innemu do talerza, z czerwoną twarzą obrócił się z powrotem w stronę reszty. Jego wzrok przez chwilę przeskakiwał z ojca na brata i z powrotem. - To jakiś żart...? - wydusił nieco zbyt ochryple, jak na swoje gusta, więc zaraz też wypił duszkiem całą filiżankę herbaty dla oczyszczenia gardła. Jakimkolwiek barbarzyństwem by to było. - Chwila moment! Żebym zrozumiał jasno. Czyli, innymi słowy, masz wyprowadzić się i nie pokazywać PEWNYM OSOBOM na oczy? - na twarz Leonarda wstąpił wyraz kompletnego niedowarzania, które powoli zaczęło przemieniać się w irytację. Jego wzrok przez dłuższy moment świdrował Charliego, ażeby kolejno przenieść się na ojca. - To prawda? Co z 'liczeniem na rodzinę', o którym dopiero co wspomniałeś? - zapytał, nie kryjąc rosnącego w nim oburzenia. Chrzanić 'nieprowokowanie zachowań i sytuacji'. RE: [06.08.1972] Toksyczny Rodzic | Richard i dzieciaki - Sophie Mulciber - 13.08.2024 Sophie nie wierzyła własnym uszom. Charlie miał się wyprowadzić? -Nie, nie. Wuju, to niemożliwe, tata nie podjąłby takiej decyzji. Przecież Charlie…- Spojrzała na kuzyna i zrobiła się czerwona a później blada.-Ja też zrobiłam głupie rzeczy a Charlie dopiero przyjechał! Wuju, bardzo cię proszę porozmawiaj z Lorien… ja napiszę list do taty!- Sophie była zrozpaczona. Dopiero co odzyskała kuzynów, a już jeden z nich musiał się wyprowadzić. -Która kuzynka? To nie Charliego wina, tak, tak! Leonard dobrze mówi, wuju, proszę! Porozmawiajmy z tatą, ja go poproszę. Napiszę list!- Przytakiwała Leo. Wstała nawet, gotowa żeby pobiec do pokoju i naprawdę wysmarować list. Nie chciała jednak odchodzić od stołu bez pytania, więc czekała na decyzję Richarda. Poprosi ojca, żeby darował Charliemu. Kuzyn może i był siusiumajtkiem, ale Mulciberówna na swój własny sposób kochała każdego członka swojej rodziny. Dom bez kuzynów był smutny i cichy. Sama świadomość że byli, poprawiała jej samopoczucie. Bała się, że jeśli Charles się wyprowadzi to starszy z braci pójdzie w jego ślady. I wtedy znowu zostanie sama... -I napiszę też do kuzynki, że to nie wina Charliego. Która to kuzynka, wuju? Przecież to naprawdę nie jest jego wina. Leo, prawda? Wuju, a Ty co o tym myślisz? Razem na pewno przekonamy tatę i Lorien!- Mówiła, wyraźnie poruszona. Zachciało jej się płakać. To nie tak miało być! Wuj Richard na pewno coś zaradzi. RE: [06.08.1972] Toksyczny Rodzic | Richard i dzieciaki - Richard Mulciber - 13.08.2024 Kiedy skończył wyjaśniać Sophie pewne kwestie przewinienia, jakie wiązały się z sytuacją Charlesa, a także przedstawiając przy okazji wynikły problem z rozdysponowaniem zakupionych kontrowersyjnych świeczek, głos zabrał Charles. Odważnie podjął już teraz temat dotyczący jego wyprowadzki. Richard miał to poruszyć w kolejnej części rozmowy z młodzieżą, lecz jego młodszy syn sam to zrobił. Gdy go tak słuchał, nie przypominał sobie, aby mówił mu coś o braku wsparcia rodziny. Decyzja o jego wyprowadzce wyszła z polecenia Roberta a Richard miał tym się zająć. Charles go nie zrozumiał podczas rozmowy? Specjalnie komunikację obrał z nim w języku norweskim. Dalej to już musiał palce dłoni przesunąć na czoło. Czy Charles wyolbrzymił część sytuacji? Na to wyglądało. Mógłby odpowiedzieć Charlesowi, ale gdy ten skończył, Leonard się zakrztusił. Sophie zaczęła wyrażać swoje zdanie na ten temat. Tak zwany, protest? Nawiązała do swoich numerów jakie wykręcała Robertowi. Uparcie chciała napisać listy. - Sophie, usiądź.Polecił. Poczekał też aż każde z nich swoje zdanie wypowie na temat sytuacji Charlesa, jaka została poruszona. Czuł na sobie ich spojrzenia. Wyczekiwania. - Jeżeli napiszemy listy do Roberta i Lorien, żadnego nie wyślemy. Nie wiem gdzie się udali. Gdzie zatrzymali. Robert nie zostawił mi żadnej informacji. Słowa kierował do wszystkich. Kolejne, szczególnie do Sophie. - Chcecie napisać list? Napiszcie i zostawcie w gabinecie. Jak Robert wróci, to przeczyta. Możecie spróbować go przekonać. Uprzedzam tylko, że on zdania nie zmieni tak szybko. Kuzynkę sobie odpuść Sophie. To sprawa, którą muszę sam omówić z Charlesem. Odniósł się pierw do tych kluczowych pojedynczych spraw. Obserwując ich, odniósł wrażenie pewnego wsparcia dla Charlesa. Sophie i Leonard nie kryli niezadowolenia podjętą decyzją przez Roberta. Richardowi nie przychodziło to łatwo. Szanował brata, ale musiał też podjąć działania karzące swojego syna. Odbył z nim surową rozmowę, zagroził wydziedziczeniem, ale nie zostawi go bez wsparcia. - Gdyby Charles nie zgodził się na wywiad, nie wywinąłby więcej niż jeden numer. Robert nie byłby zmuszony do podjęcia tak drastycznych decyzji. Sięgnął po dzbanek z kawą i uzupełnił sobie kubek, nalewając. Po czym odstawił na miejsce. Spojrzenie skierował na Leonarda. - To nie jest żart. Robert nie chce widzieć Charlesa w tej kamienicy. Zwolnił go z pracy przy rodzinnym interesie. Gdyby nie to, że jest moim synem, wyrzuciłby go za drzwi jeszcze wczoraj. Tak jak zrobił to ze mną mój ojciec. Zaraz po ślubie. Upił łyk kawy, dając im chwilę do namysłu. Cały czas był poważny. Nie ukrywał że cała ta sytuacja mu się nie podobała. Była jak zapętlone koło przeszłości zacierające z teraźniejszością. W kwestii wyrzucania z domu. Bo sam to przeżył. Potwierdził przy tym słowa Charlesa. Poprawiając nieco, czyja to była decyzja. Wspomniał nawet coś, czego mogli nie wiedzieć. Richard doświadczył już tego odrzucenia. - Charles odbył ze mną poważną rozmowę i wie jak wygląda jego sytuacja. Liczenie na rodzinę na polegać na tym, że pomożesz mu poszukać mieszkanie. Te słowa skierował do Leonarda. Mógłby poruszyć kwestię tego, że on sam przyczynił się częściowo do upadku reputacji Charlesa w rodzinie. Za podawanie nieodpowiednich propozycji na biznes, nie wiedząc jakie konsekwencje z tego mogą wyniknąć. Wiedział o kontrowersyjnych świeczkach na Lammas, nie zareagował. Nie ostrzegł brata. Czy zasugerował mu konsultowanie interesu z ojcem czy wujem? Richard zastanawiał się, czy taki był jego zamiar, cel. Zaszkodzić młodszemu, własnemu bratu. W wywiadzie Charles wspomniał o Leonardzie, wziął jednak całą winę na siebie. Richard to pamiętał. - Ja w obcym kraju nie przetrwałbym bez pomocy swojego brata. I jestem tym młodszym. Czy Charles może liczyć na Twoje wsparcie? Jedyne co możemy zrobić, to pomóc znaleźć mu mieszkanie. Jeżeli masz inne propozycje, to chętnie wysłucham. Deadline odpisów: 17.08 (sobota), północ / dowolna kolejka, 1 post na turę RE: [06.08.1972] Toksyczny Rodzic | Richard i dzieciaki - Charles Mulciber - 14.08.2024 Z każdym słowem, które padało z ust ojca, w Charlesie rosło coś brzydkiego, coś, co mógłby nazwać mianem żalu. Sprawa urosła w jego oczach do rozmiaru katastrofy i pewne elementy mógł przeinaczyć lub wyolbrzymić, lecz ojciec... nie robił wiele, by temu zapobiec. O mały włos nie miałby na sumieniu jeszcze śmierci brata, gdyby ten zakrztusił się kawałkiem bekonu. Charlie chciał wyrwać się do poklepania Leonarda po plecach, ale został na swoim miejscu. Nie wiedział nawet kiedy złapał w dłoń widelec i zaciskał palce na ozdobnej rączce tak mocno, aż pobielały mu kostki. - Jestem bliski wylecenia z rodziny, Leo. - Przypomniał cichym głosem, wpatrując się dalej w nieszczęsnego rogalika. Powtórzył po raz kolejny słowo, którego użył Richard, a które ubodło go nie tyle w dumę, a poczucie własnej wartości. Jego potencjalne wykluczenie z rodu, które miałoby nieodwracalne skutki dla jego życia, było nazwane potocznie wyleceniem! Błagania Sophie sprawiły, że poczuł się jeszcze gorzej. - Więc nie mam już znaczenia dla rodziny, na którą mógłbym liczyć. Zostaliście mi wy... jeśli klamka ostatecznie nie zapadnie, jeśli wkrótce nie powinie mi się noga. Nie piszcie żadnych listów, to tylko napyta wam kłopotów. Wy też będziecie mogli wylecieć, jeśli wuj tak rozkaże.- Dodał, podnosząc spojrzenie na Leonarda i Sophie, ale zaraz przesuwając je na ojca. Kolejne słowa podobały mu się jeszcze mniej, niż poprzednie. Porównywał się do dziadka, który był jeszcze gorszym, niż złym ojcem, nie pomagało to w żadnym calu. Przyrównywanie do siebie również nie zostało mile odebrane. - Ty jesteś rodziną, która ma mnie wspierać, bracie. Nie wuj. - Nie ojciec. Westchnął, znów skupiając się na nieruszonym śniadaniu. - Sądziłem, że w Anglii będzie inaczej. Sądziłem... że dalej będziemy trzymać się razem. - Wspomniał wyrzut w stronę ojca, nie wypowiadając go nawet głośno. - Ale wuj łaskawie dał mi siedem dni, zamiast wystawienia mnie od razu na bruk, chociaż zniknął. Tutaj błędy młodości nie są wybaczane. Wuj się mnie brzydzi. Ty... ty również, tato? Jeśli zawiodę, wuj sprawi, że przestaniesz nazywać mnie synem? - Dopytał gorzko, ale nie ważył się na niego spojrzeć. Nie byłby w stanie odebrać teraz jakiejkolwiek negatywnej emocji z twarzy Richarda bez kompletnego rozklejenia się. - Będziemy sobie jak obcy, chociaż dotąd mieliśmy tylko siebie? [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Vk6konA.png[/inny avek] RE: [06.08.1972] Toksyczny Rodzic | Richard i dzieciaki - Leonard Mulciber - 15.08.2024 - Nie zostawili żadnej informacji? - upewnił się Leo, jednocześnie zdziwiony i sfrustrowany zachowaniem wujostwa. Bo czy to nie była zwykła ucieczka? Coś, co dokładnie przed momentem sam zdemonizował, bo nie brał pod uwagę? Serio??? Leo mocno walczył ze sobą, żeby nie uderzyć dłonią w stół, bo jakby tego całego wariactwa i niedorzeczności było mało, ojciec nawet nie wyglądał, jakby zamierzał się czemukolwiek sprzeciwiać. Ba! Wręcz jasno dał do zrozumienia, że nie zamierza! ''Możecie spróbować'', nie ''możemy spróbować''. Ojciec umywał ręce. Nie zamierzał nawet jednym słowem krytykować decyzji Roberta. Decyzji absurdalnej i jeśli tą drogą miało pójść - nieodwracalnej w skutkach. - Ojcze - odezwał się spokojnie, ale stanowczo. - Rozumiem twoje tłumaczenia, ale żebym miał pewność... Naprawdę popierasz kopię zachowania, przez które sam kiedyś ucierpiałeś? Pozwolisz, żeby twój własny syn był potraktowany w ten sposób? Czy tak właśnie powinna postępować ta, rzekoma 'rodzina', o której mówił? Dotychczas sądził, że tylko i wyłącznie rodzonej siostry z chęcią by się wyparł, ale ta chęć chyba właśnie poszerzyła się o dodatkową osobę. Było tak, jak mówił Charlie. Nie mógł na nikogo liczyć. Na nikogo ze STARSZEGO POKOLENIEM w każdym bądź razie. Bo jasne, może i nieraz darli koty. Może i potrafił czasem dopiekać bratu po dziesięciokroć. Ale nigdy nie zamierzał być wobec niego okrutny. Nie w taki sposób, jak najwyraźniej pozostali, jeśli nie liczyć Sophie. - Niech będzie - odezwał się chłodno po niedługim namyśle, odsuwając od siebie talerz. Podobnie jak Charlie, stracił cały apetyt. - Zabawna sprawa. Od jakiegoś już czasu myślałem o kupnie własnego domu. RE: [06.08.1972] Toksyczny Rodzic | Richard i dzieciaki - Richard Mulciber - 19.08.2024 Richard obserwował sytuację Leonarda, mając nadzieję, że nie udusi mu się tutaj przy stole. Spojrzał tym samym na Charlesa, jakby może podświadomie chciał mieć nadzieję, że ten starszemu swojemu bratu pomoże. Mylił się? Wzrokiem podążył na jedną z jego dłoni, która zacisnęła się na widelcu. Zmarszczył brwi. Brakowałoby mu tutaj jeszcze jakiegoś bratobójstwa. Oni, nie mogli mieszkać razem. Czy jest jakiś cień szansy, że mogliby się tak samo wspierać, jak on z Robertem? Charles wyjaśnił swoje odczucia odnośnie propozycji Sophie z pisaniem listów, uświadamiając, iż ta metoda nie poprawi jego sytuacji. Richard był tego świadom. Znał swojego brata bardzo dobrze. Robert zdania nie zmieni tak szybko. - Nie.Odpowiedział Leonardowi, kierując na niego swoje nerwowe spojrzenie, gdyż on sam był o ten szczegół zły na brata. Martwił się o Roberta, a ta niewiedza, gdzie on jest go dobijała. Zdobędzie ten adres. Będzie próbował. Dostrzegł w starszym synu narastające napięcie nerwowe. Obaj z Charlesem mu zarzucali, że nie potrafił się postawić swojemu bratu. Bo przecież z nim się zgadzał. Decyzja nie była do podjęcia łatwa. Gdzieś z tyłu głowy powróciły mu słowa Lorien "Kto jest dla ciebie ważniejszy Richardzie - syn czy brat." Oczywiście, że brat.Gdyby się brzydził Charlesa, nie dawałby synowi kolejnej szansy na poprawę. Ostatniej. Nie wydziedziczył go. Nie wyrzuca go na bruk. Póki nie znajdzie mieszkania, pokoju na wynajem chociaż, może jeszcze tutaj mieszkać. Spojrzał w twarz młodszego syna. Lecz zaraz skierował wzrok na starszego, zadającego pytania. Kopia zachowań. Powoli od tego odchodzili. Nie wszystko jednak da się zmienić w tej rodzinie, po jego ojcu. Wiele zasad pozostawało niezmienionych. - Charles musi ponieść konsekwencje tego, co zrobił i jest tego świadom. Świeczki to jedno, ale ten wywiad naruszył dobro i reputację naszej rodziny, naszego nazwiska. Tak, popieram. Choć sam byłem tak potraktowany, udowodniłem, że potrafię sobie poradzić. Różnica między nami jest taka, że ja nie przynosiłem rodzinie wstydu przez jakieś pierdolone świeczki czy wywiady w gazetach. Nienawidziłem swojego ojca, to jednak nie wyrażałem się o nim źle publicznie. Nie przekroczyłem tej granicy jakiej dopuścił się Charles. Gdybym to zrobił, ojciec by mnie od razu wydziedziczył. Nigdy nie poznalibyście tej rodziny. Bo nie miałbym tutaj wstępu, za jego życia.Odpowiedział Leonardowi dość stanowczo, poważnie, siląc się na spokojny ton. Następnie spojrzał na Charlesa. - Gdybym się Tobą brzydził, nie uznawałbym Cię za swojego syna. Nawet jeżeli musisz się przeprowadzić, nadal należysz do rodziny i możesz liczyć na nasze wsparcie. Nie wydziedziczam Cię przecież. I nie zrobi tego Robert. Dostałeś tylko ostrzeżenie, że może Cię to spotkać. Jedyna osoba w tej rodzinie, która mi to zasugerowała, to Lorien. A że kobiety w tej rodzinie nie mają głosu decydującego, nic takiego nie będzie miało miejsca, jeżeli od teraz będziesz się pilnował. Zapewnił chłopaka. Ponownie wyjaśnił i nawet zdradził, kto najbardziej chciał się młodego pozbyć. Wspaniała ciotka Lorien. Potarł skroń, słysząc po chwili decyzję Leonarda. Dom? Uniósł brew ku górze. - Stać Cię na dom? Zapytał, nie spodziewając się usłyszeć już tak szybko, że Leonard rozważa taki zakup. Drogi, zakup. To nie nastąpi szybko. - Najrozsądniej byłoby poszukać Charlesowi wstępnie mieszkanie na wynajem. Jak będzie trzeba, to wyłożę, zanim znajdzie pracę i zacznie normalnie na siebie zarabiać. Wyraził swoje zdanie na ten moment. Spojrzał także na Sophie, która przecież od swojego ojca też dostała wsparcie. Richard nie był inny. - Swoją drogą Charles. Zwrócił się do niego ponownie. Aby przekazać kolejną wiadomość. - Robert zwrócił mi pieniądze jakie mu dałeś. Deadline odpisów: 22.08 (czwartek), północ / dowolna kolejka, 1 post na turę RE: [06.08.1972] Toksyczny Rodzic | Richard i dzieciaki - Charles Mulciber - 19.08.2024 Charles zaciskał palce na widelcu, ale Leonard był bezpieczny. Ostre kolce nie były przeznaczone dla niego. Spuściwszy głowę, dalej słuchał wymiany zdań między bratem a ojcem. Leo miał rację. Tata nie powinien pozwolić, by to samo, co zaszło między Francisem i jego synami, stało się po raz kolejny, w następnym pokoleniu. - Ciągle mówisz o naszej rodzinie, tato. - Odezwał się w końcu, z trudem powstrzymując chęć wejścia Richardowi w słowo. Sam Richard chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wielki wpływ na syna mają jego słowa i jak bardzo kaleczą. - Moją najbliższą rodziną jesteś ty, Scarlett i Leonard. Poza tym, rozmawiałem z Alexandrem. - Przyznał się. Nie wspomniał o tym wcześniej ojcu i nie zamierzał wdawać się w szczegóły spotkania na klifie. Ojciec mógł się domyślać, że temat świeczek i wywiadu również został poruszony w tej rozmowie, nie znał jednak rezultatu. - Mówisz o rodzinie, ale masz na myśli wyłącznie wuja Roberta i to, co on powie. Mówiłem ci już, że do wywiadu zostałem zmuszony, żeby ochronić waszą reputację. Ale to nie ma znaczenia, prawda? - Pozwolił sobie na zdenerwowane, rozczarowane prychnięcie. - Tak jak nie ma znaczenia to, jak ucierpiał mój wizerunek. - Poruszył tę kwestię po raz pierwszy od czasu skandalu. Wchodził w dorosłość i musiał zadbać również o to, jak postrzegają go inni, to jednak najwyraźniej nie miało znaczenia dla ojca, martwiącego się tylko o Roberta. Nie pomyślał, czy Charles był zadowolony, gdy rozbierał się do obiektywu, choć dostrzegła to nawet jakaś daleka ciotka, wysyłając taką uwagę w liście. - Rodzina powinna stanąć za mną murem i ukarać Isaaca, ale jest odwrotnie. Czara powoli się zapełniała, a stwierdzenie, że to Lorien zasugerowała wydziedziczenie, przelała ją ostatecznie. Charlie nie przeprosił nawet, gdy widelec z głośnym brzdękiem upadł na talerzyk, obok nieruszonego rogalika. Jedyna, wydawałoby się, przyjazna osoba w całej kamienicy okazywała się najgorszym zdrajcą. Charles nawet przez moment nie zakładał, że ojciec może kłamać. - Mówisz, że dziadek był strasznym rodzicem, ale powielasz jego przykład, jak mówi Leonard. Nie odpowiedziałeś na moje pytanie, ojcze. - Pełen żalu, uniósł załzawiony wzrok na Richarda i tym razem nie uciekał, nie chował się za wstydem. Na to było za późno. - Czy jeśli wuj zadecyduje o wyrzuceniu mnie, przestaniesz nazywać mnie synem? Będę dla ciebie mniej, niż obcym? Odwrócisz się i zapomnisz, że istniałem, że zawsze chciałem być taki, jak ty? Że byłeś dla mnie najważniejszy przez tyle lat, gdy ja znaczyłem dla ciebie prawdopodobnie tyle, co nic? - Głos załamał mu się lekko, ale odchrząknął i mówił dalej. - Twierdzisz, że tego nie zrobicie, ale takich ostrzeżeń nie rzuca się na wiatr bez konsekwencji. Skąd mam wiedzieć, co uznacie za przewinienie godne wywalenia- uczepił się niewygodnego słowa - z rodziny? Nie chcę żadnych pieniędzy, tym bardziej od Roberta. Ja... ja miałem roznieść życiorysy. - Przypomniał sobie, odsuwając swoje krzesło od stołu i łapiąc teczkę, zamierzając zrobić to wbrew rozkazowi ojca. Chciał uciec od tej przykrej sytuacji, gorszej jeszcze niż sprawa ze świeczkami. Czuł, że traci grunt pod nogami, a wszystko to, w co wierzył, staje się kłamstwem. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Vk6konA.png[/inny avek] RE: [06.08.1972] Toksyczny Rodzic | Richard i dzieciaki - Leonard Mulciber - 22.08.2024 Wciąż odrobinę czerwony na twarzy po wcześniejszym zakrztuszeniu, Leonard ani na moment nie spuścił oczy z ojca. Nie rozumiał jego podejścia. To co mówił sprawiało, że zaczynał wątpić, by ten w jakikolwiek sposób pofatygował się o zażegnanie idiotyzmowi podjętych przez jego brata decyzji. Czy pomimo całej zażyłości z wujem Robertem, nie powinien przede wszystkim wspierać ich? Swoich własnych dzieci? Osób, które na starość powinny być przy nim, aby przynajmniej podać mu te cholerną szklankę wody? Zamiast tego wolał powielać błędy własnego rodzica? Leonard nie rozumiał tego podejścia. Nie rozumiał i coraz bardziej przekonywał się w tym, że nie potrzebuje go rozumieć. - Francis Mulciber był najbardziej znienawidzoną osobą w rodzinie nie bez powodu - ocenił sucho, pamiętając dziadka przede wszystkim jako tyrana i despotę, przy którym trzeba było chodzić, jak w zegarku. Leo nie znosił wizyt rodzinnych przede wszystkim przez niego i kiedy ten zmarł, w duchu tańczył na jego grobie. Był pewien, że mimo pewnego rodzaju zmowy milczenia pomiędzy Mulciberami na jego temat, większość postrzegała go w podobny sposób. - W jego oczach wstyd przynosiła byle źle zapięta koszula. Jeśli tą samą miarą wuj Robert mierzy teraz Charliego, sytuacja rzeczywiście przestaje mnie aż tak dziwić. Może i rzeczywiście byłoby lepiej, gdybyśmy NIGDY nie pozwali TEJ części rodziny. Z perspektywy czasu wydaje się to teraz raczej plusem niż minusem. Czy przesadzał w swoim porównaniu? Może. Rzadko kiedy się złościł, ale gdy już do tego dochodziło, potrafił wieszać psy na ludziach bez cienia skruchy. Inną kwestią było to, że chyba nigdy wcześniej nie wychodził przeciwko ojcu z równie bojowym, co i chłodnym nastawieniem. W całym tym ferworze kompletnie zapomniał o obecności kuzynki, której również by nie poznał, gdyby odcięto ich od reszty rodziny. Co do Lorien z kolei... Nigdy nie przepadał z jakiegoś powodu za ciotką, ale tym razem zaczynał myśleć, że powinien zacząć nią gardzić. Jakim w ogóle prawem wyskoczyła z podobnym pomysłem?! - Charlie ma rację. Powinniśmy raczej utopić w gnojówce wizerunek tego całego Isaacka, zamiast karać swoich. Nawet jeśli Charlie popełnił błąd, ten akurat popełnił w dobrej wierze. Czy to naprawdę jego wina, że został zmanipulowany? Mimo rozpoczęcia z Isaackiem relacji na przyjaznej stopie, Leo nie widział najmniejszego problemu, żeby się na niego wypiąć w tej sprawie. Niczego w końcu mężczyźnie nie był dłużny. Ani koleżeństwa, ani lojalności. Odsuwając krzesło od stołu, wstał i poprawił jeszcze odruchowo guziki przy kołnierzu, ale po chwili... Zdecydował się w subtelnym geście rewolucji rozpiąć dwa. - Odkładałem praktycznie wszystko, co mogłem, kiedy pracowałem w Oslo. Mam dość oszczędności i wygląda na to, że pora je dobrze zainwestować. ...Uh, pomóc ci z tymi życiorysami, Charlie? RE: [06.08.1972] Toksyczny Rodzic | Richard i dzieciaki - Sophie Mulciber - 23.08.2024 -Dobrze, wuju. Napisze list i zostawię tacie na biurku. Tylko proszę powiedz która to kuzynka.- Poprosiła wyraźnie zatroskana. Zrobiła się lekko czerwona. Teraz to było jej wstyd, że od rana dokuczała Charliemu. Przygryzła lekko dolną wargę, prześlizgując spojrzenie od wuja do obydwu kuzynów. Nie chciała się wtrącać do rozmowy, ale kiwała lekko głową, kiedy z którymś z nich się zgadzała. Głównie zgadzała się z chłopakami, uznając, że decyzja taty była zbyt pochopna i zbyt nagła. Sophie zbladła, kiedy usłyszała, że Leo również chce się wynieść. -Nie, Leo. Poczekajmy jeszcze, może… może tata zmieni zdanie.- Szepnęła słabo, a przy kolejnych słowach Chalresa zrobiło jej się bardzo przykro. Spuściła lekko głowę. Moją najbliższą rodziną jesteś ty, Scarlett i Leonard. Czyli ona nie była ważna. No tak. I Lorien kazałaby wydziedziczyć Charliego? Nie, to niemożliwe. Chyba? Sophie westchnęła cicho. I tak nie miała tu nic do powiedzenia, więc chyba lepiej będzie jak po prostu wróci do pokoju. Odechciało jej się jeść. -Przepraszam, ale ja już pójdę…- Powiedziała cicho, nie mając pojęcia czy ktokolwiek ją usłyszał. Wstała i skierowała się do wyjścia z jadalni. Czy dla kogokolwiek była ważna, albo czy ktokolwiek na świecie się z nią liczył? Wyglądało na to, że nie. Nawet tata i Lorien nie poinformowali jej o swoim wyjeździe. RE: [06.08.1972] Toksyczny Rodzic | Richard i dzieciaki - Richard Mulciber - 23.08.2024 Sophie jednak chciała napisać ten list. Richard jedynie pokręcił głową.
- Mówiłem, że to sprawa między mną a Charlesem, którą muszę z nim wyjaśnić. Kwestię kuzynki możesz pominąć. Odpuści? Nie sądził. Ale jasno dał do zrozumienia, że to sprawa, którą Sophie nie powinna sobie zaprzątać głowę. Najpewniej i ona nie przekona Roberta. Mogła próbować w sprawie przeprowadzki, ale o kuzynce, nie musi nic wspominać. Richarda nie dziwiło stwierdzenie syna, że za najbliższą rodzinę uważał jego oraz rodzeństwo. Nie liczyło się wujostwo i kuzynostwo. Nie rozumieli też, że on sam nie miał za bardzo także wpływu na podjęte decyzje przez swojego brata. Wiele z nich pozostawało niezmiennych. Nie we wszystkim był wstanie przekonać Roberta do zmiany zdania. Szczerze mówiąc, z wieloma podzielał te same poglądy i decyzje. Bardzo rzadko zdarzało się, aby w czymś nie byli zgodni. Nikt jednak nie musiał wiedzieć, jaka była prawda. Jak wyglądały rozmowy za zamkniętymi drzwiami. Czy Richard przekonywał czy popierał decyzje brata? Istotną informacją było dowiedzieć się, że Charles rozmawiał z Alexandrem. Chciał się dowiedzieć, co mu szanowny kuzyn nagadał. Lepiej żeby nie były to kolejne durne pomysły jak z Fundacją. Do Charlesa dopiero dotarło, że jego wizerunek został naruszony? Nie tylko ich rodziny. Sam był sobie winny temu, że pozwolił się zmanipulować dziennikarzowi. Że nie był na tyle odważny, aby odmówić. Charles miał słabą siłę woli. Ulegał wszystkiemu, ufał nieznanemu. Interesujące zaś było to, że obaj chłopcy poruszyli kwestię Isaaca Bagshota. Że to jego powinno się ukarać. A nie Charlesa. Sam Richard by się tego również podjął. Odpowiednimi metodami, aby nie uszło mu to nas ucho. Utopić w gnojówce? Nie mogą zrobić z niego od razu trupa. Byłoby to zbyt podejrzane morderstwo. Ale można posunąć się do zastraszania. Odpowiednio zagrozić. Zniszczyć karierę. Odpowiedział szczerze na ponowione pytanie, które pominął być może nieświadomie w swoich wypowiedziach. Nie był ojcem idealnym. Także popełniał może błędy. Ale czy one były przemyślane? Świadome? Nie miał pojęcia. W domu nie miał odpowiedniego, innego przykładu wychowywania dzieci. Starał się być inny niż jego ojciec. Nie stosował przemocy. Ale pewne zasady przekazywane dzieciom musiały zostać zachowane. Tego był uczony. - Nie zapomnę tego, że szedłeś w moje ślady. Nie zapominaj też, że starałem Ci się pomóc odnaleźć odpowiednią drogę. Nie zostawiam Cię z tym wszystkim samego. Wyjaśnił młodszemu, nie zabraniając mu nawet wstać z zamiarem rozesłania podań o pracę. Nie zatrzymywał go. Spojrzenie skierował na Leonarda. - Jeżeli chodzi o Isaaca Bagshota. Nie wspomniałem nic, że nie poniesie jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje czyny. Sprawa ta jest jeszcze świeża. Zapewniam Was chłopcy, że tego tak nie zostawię. Ale też nie możemy działać lekkomyślnie, jak to miało miejsce na Lammas. Nawiązał tutaj do rzucania świeczkami w mugolaków. Dość odważne i otwarte działanie, ale lepiej uważać, aby później nie pisano o nich za dużo w gazetach. Richard nie miał synowi tego za złe, gdyż chronił przecież Sophie i dobre imię ich rodziny. Chciał tylko podkreślić, że w przypadku tego dziennikarza, który jest czarodziejem, trzeba działać ostrożniej niż w przypadku byle jakiego mugolaka. Wyraził szczerze swoje zdanie na ich wątpliwości, niepewności, czy zawód rodzicielski. Trudno było stwierdzić, ile z tych słów było rzeczywiście prawdą, a ile kłamstwem umiejętnie przekazywanym w słowach. To także była jakby lekcja dla niego. Sam zwracał uwagę Robertowi, żeby nie schrzanił swojej relacji ze Stanleyem, a teraz on przechodzi trudne rozmowy ze swoimi chłopcami. Być może potrzebują czasu aby przemyśleć to wszystko. Nie zatrzymywał ich. I tak chciał aby wyszli, gdyż powinien mieć za parę godzin gościa. Spojrzał jednak na Sophie, która poczuła się jakby, niechciana w ich towarzystwie. Zamierzając opuścić jadalnię. - Skoro wychodzicie, weźcie Sophie ze sobą. Także należy do Waszej rodziny. Odetchnijcie. Rozejrzyjcie się przy okazji czy nie ma jakichś ogłoszeń z mieszkaniami. Zakup domu Leonardzie potrwa dłużej niż wynajęcie mieszkania, choćby tymczasowo. Wróćcie na obiad. Po nim wrócimy do rozmowy. Pamiętaj Charles, że musimy omówić jeszcze jedną sprawę.Rzekł z poważnym spokojem, nie unosząc się. Trzymając nerwy w środku. Głowa już nie bolała, ale ta cała rozmowa i wspominanie Francisa i Issaca mogła na nowo wyprowadzić z równowagi. Miał bystre dzieciaki. To musiał przyznać. Nie spodziewał się, że ten temat z wyprowadzką Charlesa tak się rozwinie. Tak każdego dotknie. Że chłopak tak to przeżyje bardziej niż wtedy jak rozmawiali ostatnio w gabinecie. Deadline odpisów: 27.08 (wtorek), północ / dowolna kolejka, 1 post na turę |