Secrets of London
[07.10.1972, Maida Vale] Melodia mgieł - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118)
+--- Wątek: [07.10.1972, Maida Vale] Melodia mgieł (/showthread.php?tid=5600)

Strony: 1 2 3


RE: [07.10.1972] Melodia mgieł - Victoria Lestrange - 22.01.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=3UQX4gf.png[/inny avek]

Roześmiała się dźwięcznie na to, jak nazwał ją Śnieżką ze skorą białą jak śnieg. Nie dało się zaprzeczyć, że urodowo Victoria to była ciemna zima: ciemne oczy i ich oprawa, niemal czarne włosy, lecz jej skóra nie była porcelanowa, a oliwkowa, choć w tych chłodnych podtonach. Dzięki temu mogła sobie pozwolić na noszenie intensywnych, wyrazistych kolorów jak czerń, granat, szafir, szmaragd, fuksja, a nawet czerwień czy biel – to w pastelach wyglądała śmiesznie. Skojarzenia Christophera z zimą i śniegiem były więc bardzo celne, ale też to był jego zawód, sposób na życie i pasja, której oddawał się w całości, nie był to strzał, bo Rosier doskonale wiedział, jakim typem urody była Victoria, jak to ubrać w słowa i co jej pasuje, a co zdecydowanie nie. A teraz pasowało jeszcze bardziej, gdy była taka wręcz lodowata, z pewnością nieprzyjemna dla człowieka, który normalnie odczuwał temperatury, a miał przy sobie taką bryłę lodu.

– I usta czerwone jak krew – dodała dla dopełnienia tego opisu i uśmiechnęła się do Chrisa. – Nie bardzo… To znaczy, heh, próbowałam już chyba wszystkiego. Spanie pod dziesięcioma kołdrami i w grubym płaszczu, gorące, naprawdę gorące kąpiele, wkładanie rąk do kominka… Cholera, nawet zionął na mnie smok i nadal było mi zimno – powiedziała to tak normalnie, jakby wcale nie mówiła o straszliwym smoku, który mógł ją i Brennę zmieść kłapnięciem szczęk i co prawda wtedy było trochę strasznie, ale teraz mówiła o tym ze śmiechem. – Eliksiry rozgrzewające nie mam pojęcia czy jakkolwiek działają, bo ja nie czuję różnicy. Może zrobią moją temperaturę znośną dla innych, ale to tymczasowe rozwiązanie… – i do tej pory tego nie robiła, ale mogła przy tym nie być taka nieprzyjemną bryłą lodu dla innych, więc może warto, choćby na takie właśnie spotkania.

– Może, nie można tego wykluczyć – odparła i uśmiechnęła się do Rosiera nieco zachęcająco, a nieco współczująco. Rozumiała to… chyba. Pewnie zastanawiał się, kto i ile osób w rodzinie klękało przed Czarnym Panem. Sama też miała takie wątpliwości odnośnie swojej rodziny, lecz wolała to jakoś od siebie… odsunąć. – Chyba nie warto się nad tym zbyt mocno zastanawiać… czasami niewiedza jest błogosławieństwem – stwierdziła i skrzywiła się lekko, ale mówiła to szczerze i w dobrej wierze, bo paranoja nikomu nie służyła. – A przynajmniej… nie dzisiaj – dodała i uśmiechnęła się niemalże psotliwie, bo oto byli na bal, by dobrze się bawić, a myśl o Spalonej Nocy i Śmierciożercach nie powinna psuć tej atmosfery.

– Nie, nie mieszkali razem. Nie było też żadnych obrączek, żadnych dokumentów, niczego. Nikt się nie zorientował, nie wiem nawet kiedy to nastąpiło, ani czy w ogóle, bo równie dobrze to może być jakaś gruba ściema, ale pan Mulciber nawet nie próbował zaprzeczyć tej plotce, ani napisać do nas z wyjaśnieniami, czy przeprosinami za skandal, ani że to prawda, ani że nieprawda. Nic – wykrzywiła w niezadowoleniu pełne usta pociągnięte tą mocną czerwienią tak pasującą do reszty jej ubioru i kolorystyki, na jaką się zdecydowała. To wszystko co wymieniła było chyba wystarczająco, by stosunki między tymi rodzinami się ochłodziły.

Gdy muzyka zamilkła i ona stanęła i ściągnęła rękę z ramienia Christophera, pozwalając mu przez moment jeszcze trzymać w dłoni swoją.

– Hmm, wracamy? Nie chciałabym, żeby przeze mnie było ci zimno.




RE: [07.10.1972] Melodia mgieł - Christopher Rosier - 22.01.2026

– Smok – powtórzył Christopher, a potem powoli pokręcił głową. – Musisz faktycznie dobrze się bawić w tej pracy.
Bo że przynajmniej chwilowo nie chciała rezygnować, nawet jeżeli pewne rzeczy ją w niej drażniły, i że do pewnego stopnia ją lubiła, wiedział.
– Choć miałem raczej na myśli cofnięcie tego stanu, nie tylko rozgrzanie choć na chwilę – stwierdził, bladego pojęcia nie mając, że „ten stan” mógł mieć jakieś plusy.
Odpowiedział uśmiechem na jej uśmiech, nie komentując już tego.
Bo miała rację.
Nie chciał wiedzieć.
Gdyby wiedział, być może poczułby, że powinien coś z tym zrobić. Pewnie i tak ostatecznie nie pobiegłby tego zgłosić, ale na pewno zmieniłoby to jakąś relację, bo Christopher nie był altruistyczny, ale mimo to ciężko byłoby mu być blisko z kuzynem czy modelką, którzy biegali podpalając Londyn i mordując na prawo i lewo ludzi. Którzy być może omal go nie zabili, nie z premedytacją wprawdzie, ale raczej premedytacja czy jej brak i to czy byłby zamierzoną czy przypadkową ofiarą nie interesowałoby zbytnio martwego Rosiera. Gdyby wiedział, zastanawiałby się i nad tym, czy zostanie ze swojego milczenia kiedyś rozliczony.
Nie chciał też myśleć o tym tego wieczora: wolał zająć się tańcem, drinkami i owocami z czekoladowej fontanny.
– W takim razie pewnie ignorowanie tego i Mulciberów to najlepsze możliwe wyjście. Sprostowania z waszej strony tylko przypomniałyby o tym ludziom, a nie sądzę, by wiele osób teraz o tym… nieistniejącym związku myślało. Mogę obiecać, że jeżeli ktoś wspomni o nim przy mnie, zapewnię, że żadnego ślubu nie było.
Bez papierów, bez kapłana, w jakiejś taborowej tradycji, i na co mieli jedynie słowo Alexandra Mulcibera? Mógł zmyślać, a nawet jeżeli nie, Christopher nie sądził, by takie rzeczy były ważne.
– Myślę, że skoro mamy tańczyć do rana, w tych butach będzie wygodniej to robić wewnątrz – zgodził się bez oporów, bo i faktycznie było tu chłodno, i ostatecznie przyszli właśnie na bal (a zamierzał też pamiętać o rzuconym mu wezwaniu). Oboje skierowali się więc ponownie do sali balowej, spowitej mgłą.
Koniec sesji

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/c2/c6/d9/c2c6d9862c4228d9eed4f12c9913269b.jpg[/inny avek]