Wieczorny spacer po pustym ogrodzie okazał się być bardzo przyjemnym, nawet pomimo dziwów, jakie zatrzymały ich w oranżerii. Victoria, pod ramię z Chrisem, w drugiej ręce przytulając do siebie donicę z samotną różą, wcale nie spieszyła się do środka. Nie mieli pojęcia, czy licytacja się skończyła, czy nie… W końcu trzeba było jednak wrócić do środka, a tam Lestrange pozbyła się tej donicy, wciskając ją jednemu ze skrzatów, który rozpoznał ją pomimo maski i kłaniał się aż do podłogi, szorując nosem po drewnie, zupełnie niepotrzebnie. Ciemnowłosa przywykła już do tego i nie próbowała wpłynąć na skrzata, by ten przestał się płaszczyć, bo w większości i tak to nie działało, a powodowało kolejny potok kajania się i kłaniania. Obiecał, że kwiat będzie na nią czekać w jej pokoju na górze, bo oczywiście miała tam jeden, ale korzystała zeń bardzo rzadko. Marynarkę również zwróciła Chrisowi, ze słowami, że ma nadzieję, że nie zmarzł zanadto.
To chyba przesądzało o tym, czy duma Christophera faktycznie ucierpi czy nie, bo Victoria nie miała jak zatańczyć z donicą, nawet gdyby bardzo chciała. Najpierw jednak musiałaby do tego tańca zostać poproszona, a na razie przesuwali się po sali balowej, pośród mgły i przytłumionych świateł, pośród skrytych tożsamości i rozmów wszelakich, których strzępki docierały do ich uszu.
– Na co masz ochotę? – zapytała po drodze… donikąd właściwie, wszędzie i nigdzie, przystanąwszy nagle i odwróciwszy się do Chrisa półprofilem. Wydawało jej się, że gdzieś pomiędzy gośćmi widziała Brennę (którą rozpoznała po wzroście i sukience), a z nią zapewne Bulstode’a, tak na oko. Była pewna, że są tutaj członkowie jej rodziny, ale niespecjalnie się za nimi oglądała, zajęta swoim towarzyszem. – Ja mam chyba tymczasowo dość alkoholu – stwierdziła po prostu; wypiła wcześniej drinka, napili się też wina z fontanny, które okazało się zwyczajnym winem, bez żadnych dodatkowych efektów. I bardzo dobrze. – Widziałam tam jakieś przekąski, gdybyś chciał. Chyba, że… – chyba, że wolał coś innego…? Na przykład zatańczyć, o czym mówił jej jeszcze w ogrodzie.
!balmaskowy