Secrets of London
[07.10.1972, Maida Vale] Melodia mgieł - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118)
+--- Wątek: [07.10.1972, Maida Vale] Melodia mgieł (/showthread.php?tid=5600)

Strony: 1 2 3


[07.10.1972, Maida Vale] Melodia mgieł - Victoria Lestrange - 12.01.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=3UQX4gf.png[/inny avek]

Wieczorny spacer po pustym ogrodzie okazał się być bardzo przyjemnym, nawet pomimo dziwów, jakie zatrzymały ich w oranżerii. Victoria, pod ramię z Chrisem, w drugiej ręce przytulając do siebie donicę z samotną różą, wcale nie spieszyła się do środka. Nie mieli pojęcia, czy licytacja się skończyła, czy nie… W końcu trzeba było jednak wrócić do środka, a tam Lestrange pozbyła się tej donicy, wciskając ją jednemu ze skrzatów, który rozpoznał ją pomimo maski i kłaniał się aż do podłogi, szorując nosem po drewnie, zupełnie niepotrzebnie. Ciemnowłosa przywykła już do tego i nie próbowała wpłynąć na skrzata, by ten przestał się płaszczyć, bo w większości i tak to nie działało, a powodowało kolejny potok kajania się i kłaniania. Obiecał, że kwiat będzie na nią czekać w jej pokoju na górze, bo oczywiście miała tam jeden, ale korzystała zeń bardzo rzadko. Marynarkę również zwróciła Chrisowi, ze słowami, że ma nadzieję, że nie zmarzł zanadto.

***

To chyba przesądzało o tym, czy duma Christophera faktycznie ucierpi czy nie, bo Victoria nie miała jak zatańczyć z donicą, nawet gdyby bardzo chciała. Najpierw jednak musiałaby do tego tańca zostać poproszona, a na razie przesuwali się po sali balowej, pośród mgły i przytłumionych świateł, pośród skrytych tożsamości i rozmów wszelakich, których strzępki docierały do ich uszu.

– Na co masz ochotę? – zapytała po drodze… donikąd właściwie, wszędzie i nigdzie, przystanąwszy nagle i odwróciwszy się do Chrisa półprofilem. Wydawało jej się, że gdzieś pomiędzy gośćmi widziała Brennę (którą rozpoznała po wzroście i sukience), a z nią zapewne Bulstode’a, tak na oko. Była pewna, że są tutaj członkowie jej rodziny, ale niespecjalnie się za nimi oglądała, zajęta swoim towarzyszem. – Ja mam chyba tymczasowo dość alkoholu – stwierdziła po prostu; wypiła wcześniej drinka, napili się też wina z fontanny, które okazało się zwyczajnym winem, bez żadnych dodatkowych efektów. I bardzo dobrze. – Widziałam tam jakieś przekąski, gdybyś chciał. Chyba, że… – chyba, że wolał coś innego…? Na przykład zatańczyć, o czym mówił jej jeszcze w ogrodzie.


!balmaskowy


RE: [07.10.1972] Melodia mgieł - Pan Losu - 12.01.2026

Czujesz nagłą, niewyjaśnioną potrzebę wyjścia na ogród i nie potrafisz się jej oprzeć. Idziesz więc na zewnątrz, sam lub z kimś, by podziwiać przyrodę, gdy nagle na twojej głowie ląduje elf. Wydaje się rozwścieczony i brzęczy na ciebie oraz szamocze, wplątując się w twoje włosy lub ubranie.


RE: [07.10.1972] Melodia mgieł - Christopher Rosier - 13.01.2026

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/c2/c6/d9/c2c6d9862c4228d9eed4f12c9913269b.jpg[/inny avek]

Nie dał tego po sobie poznać, cierpiąc w dżentelmeńskim milczeniu, ale powrót do ciepłej sali przyjął z pewną ulgą, obiecując sobie w duchu, że następnym razem wszyje w ubranie zaklęcie ocieplające. Październikowe noce były chłodne, i może nie trząsł się z zimna, ale trochę przemarzł. Oczywiście, przyznałby się do tego tylko, gdyby ktoś postanowił zaaplikować mu veritaserum, bo odrobina chłodu, co to jest dla niego, phi. Założył marynarkę z powrotem i wygładził ją odruchowo.
– Wygląda na to, że nikt nie pobił się przy okazji emocji wywołanych licytacją. Aż trochę szkoda – szepnął do Victorii, gdy weszli z powrotem na salę, gdy ona oddawała donicę skrzatowi, rozejrzał się po pomieszczeniu. Goście przestali już latać pod sufitem, nikt nie zamieniał się w elfy i wyglądało na to, że teraz przejdą do tych standardowych części przyjęć, czyli tańców, plotek i, w przypadku niektórych, zapewne upijania się do nieprzytomności.
Christoper zazwyczaj najpierw patrzył na strój, potem na twarz, więc i pomimo masek rozpoznawał parę osób – tych, którzy mieli na sobie szatę czy suknię po raz kolejny, te nieliczne panie w jego sukniach i parę osób, o których wiedział, że zamówiły u Rosierów projekty tworzone w pojedynczych egzemplarzach. Porwał potem i drinka, by wypić parę łyków, bo może nie planował spić się tak, by skończyć pod jednym ze stołów – raz, nie było to miejsca na to, dwa, miał dziwne wrażenie, że nie było to coś, co jego partnerka by mu darowała – ale przyszli tutaj, żeby się bawić, więc czemu miałby odmawiać sobie odrobiny alkoholu?
– Skoro skrzat porwał moją konkurencję, może w takim razie masz ochotę zatańczyć? – spytał na słowa Victorii, odstawiając na wpół opróżnione naczynie na pierwszą płaską powierzchnię, która się nawinęła i wyciągnął do niej rękę. Skupił na niej spojrzenie jasnych oczu, nie zwracając już uwagi na otaczających ich ludzi.

!plonacedrinki


RE: [07.10.1972] Melodia mgieł - Pan Losu - 13.01.2026

Szmaragdowa zieleń
Drink, który smakuje jak mocna, ziołowa nalewka. Odrobinę przypomina w smaku absynt. Po jego wypiciu czujesz się błogo, jakbyś stąpał po chmurce, i pozytywnie patrzysz na świat przez 3 kolejki.


RE: [07.10.1972] Melodia mgieł - Victoria Lestrange - 13.01.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=3UQX4gf.png[/inny avek]

Nie mogła współodczuwać z Christopherem, bo było jej cały czas dojmująco wręcz zimno. Mogła się tylko domyślać, że październikowy wieczór był chłodny, choć pewnie po północy nic będzie jeszcze zimniejsza. I że jej obecność i jego boku też może jakoś wpływać na poczucie ciepła albo zimna, bo miał przy sobie dosłowną bryłę lodu, choć rękawiczki, które założyła, prawdopodobnie trochę na to pomagały.

– A może całkiem przegapiliśmy bójkę i już jest po wszystkim – podsunęła i uśmiechnęła się leciutko, patrząc po sali uważniej. Czy działo się tu coś dziwnego? Czy było jakieś poruszenie? Czy wyproszono już kogoś z imprezy…? Ludzie zdawali się zachowywać zupełnie normalnie jak na tego typu balach na tym etapie imprezy. Jedno rozmawiali, jedni tańczyli, jedni jedni jeśli i pili, byli tacy, którzy stali z boku i rozglądali się… może szukali samotnej ofiary do upolowania i wcale nie miała tu na myśli wampirów… – Lubisz jak się mężczyźni biją o takie błahe sprawy? – bo to, z jakiegoś powodu, zawsze byli mężczyźni. A przynajmniej w zdecydowanej większości. I już rozmawiali o jednej bójce na weselu, więc w jakichś to zainteresowaniach Chrisa musiało leżeć. Nie przeszkadzało jej to.

Zakręcili się obok stołu z drinkami, skąd Chris porwał dla siebie jeden z nich. Ona sama miała poprzeczkę zawieszoną niezwykle nisko, co było całkiem przykre; jej były już narzeczony potrafił się nie rozstawać z alkoholem, chociaż pod stołem go nie widziała, za to była świadkiem, jak się od alkoholu słaniał.

– Mam, bardzo chętnie – Victoria rzadko odmawiała tańca, bo uwielbiała te momenty balów, nawet jeśli bywały nudne, to okazja do zabawy na parkiecie jakoś zawsze poprawiała jej humor. I już zresztą mieli wejść na ten parkiet, kiedy Victoria zupełnie nagle się zatrzymała i odwróciła głowę w stronę wyjścia. Marszczyła przy tym brwi, co skrywała maska, zapewne tym razem: niestety.

Nie rozumiała skąd to uczucie, przecież dopiero niedawno wrócili, ale czuła, że musi wyjść, bo inaczej się… nie udusi, ale…

Zacisnęła dłonie, zupełnie jakby gorzej się poczuła, co nie było prawdą.

– Muszę… muszę na chwilę wyjść – powiedziała, puszczając Chrisa. Mógł pójść za nią, mógł zostać, choć prawdę powiedziawszy nie chciała go tu zostawiać samego. To nie chodziło o to, by od niego uciec, bo zresztą dlaczego by miała, skoro zgodziła się zatańczyć? Przejechała jeszcze dłonią po jego przedramieniu i odwróciła się, przeciskając się do wyjścia. Niemal gwałtownie otworzyła drzwi wejściowe i stanęła krok za progiem, gapiąc się z niezrozumieniem na ogród.

Nie rozumiała, co się działo. Czy to znowu jakieś wspomnienie babci? Czy to znowu się działo? Ale stała na tym dworze, chłód, paradoksalnie, trochę ją otrzeźwił. Myślała, że to się już skończyło, że już koniec tych dziwnych wizji, że przestała już… tracić rozum.

I wtedy poczuła że coś siada na jej głowie i usłyszała gniewne brzęczenie. Uniosła dłonie, trochę niepewnie, żeby wymacać, co się dzieje.




RE: [07.10.1972] Melodia mgieł - Christopher Rosier - 14.01.2026

– Dlaczego tylko mężczyźni? Może miałem nadzieję, że popatrzę na bijące się kobiety? – spytał Christopher, trochę żartobliwie, trochę kpiąco. Victoria niby miała rację, że częściej do bójek na przyjęciach dochodziło w wydaniu panów, zresztą raz czy dwa, także na weselu Blacków, sam w taką bójkę został wciągnięty. Czasem winił alkohol, czasem nieopacznie rzucone słowo na temat partnerki, czasem jeszcze inne emocje. Ale też doskonale wiedział, że och panie, panie gdy im zależało, naprawdę umiały rzucić się sobie do oczu. Pamiętał jako żywo, gdy przed dwoma laty dwie pokłóciły się w Domu Mody Rosierów o jedyny egzemplarz pewnej sukni tuż przed wielkim weselem, które zorganizowano w wielkim pośpiechu, i do dziś była to jedna z jego ulubionych anegdot. Oczywiście, dbając o opinię zakładu, nigdy nie podawał ich nazwisk.
– Poza tym czasem miło popatrzeć na to, jak wokół dzieje się chaos, gdy nie jesteś w żaden sposób jego częścią. Myślę, że to część natury Ślizgonów – dodał jeszcze. W sumie to częścią tej natury bywało dołączanie do chaosu albo zaczynanie go i potem patrzenie z boku… to jednak były nieistotne szczegóły.
Rosier nagle poczuł się jeszcze bardziej zrelaksowany niż ledwo chwilę temu. I tak specjalnie niczym się nie martwił, a drink tutaj tylko pomógł jeszcze bardziej, i Christopher czuł się po prostu doskonale, jakby nic nie mogło pójść nie tak. Gdyby nie moc drinka, może zdziwiłby się trochę, że Victoria pięć minut po tym, jak wrócili na salę, już chciała ją opuszczać. Może nawet zmartwiłby się, że ta ucieczka nastąpiła akurat, jak poprosił ją do tańca. Może zastanowiłby się, czy uznała, że akurat nie chce z nim tańczyć – no do czego to podobne, nie chcieć tańczyć z nim…? Albo przypomniała sobie jakąś zabawę, na której była u boku Sauriela Rookwooda i stąd ta gwałtowna reakcja – i to może nawet by się mu nie spodobało…
Ale moc absyntowego drinka, który miał paskudnie ziołowy smak, za to był świetny w relaksowaniu, sprawiła, że Rosier po prostu uniósł lekko jasną brew, co zostało skutecznie skryte przez maskę, a potem obrócił się i podążył w ślad za Victorią.
– Gorzej się poczułaś? Czy chciałabyś zostać sama? – spytał, gdy wymknęli się z ogrodów, a potem…
Potem coś zaczęło dziwnie piszczeć.
Elf usiadł na głowie Victorii, wplątał się w jej włosy i zaczął gniewnie bzyczeć, jakby to była jej wina, że jego noga zaplątała się w jej bujne loki. Chwycił za kosmyk włosów i pociągnął, cały czas „świergotając” coś dla nich niezrozumiałego, a gdy Lestrange sięgnęła ku niemu ręką, spróbował… ugryźć ją w palca. Christopher podszedł bliżej, najwyraźniej też gotów pomóc w walce z niespodziewanym gościem.


[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/c2/c6/d9/c2c6d9862c4228d9eed4f12c9913269b.jpg[/inny avek]


RE: [07.10.1972] Melodia mgieł - Victoria Lestrange - 14.01.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=3UQX4gf.png[/inny avek]

– Ach tak? Kajdanki, walki kobiet… – wymieniała powoli, a usta drżały jej lekko, gdy powstrzymywała wpełzający na nie uśmiech. Nie kpiący, lecz z pewnością zaczepny. Oczywiście, że nie zapomniała ich wcześniejszej rozmowy, a każde słowo mogło być wykorzystane… ona też była przecież wychowanką domu Slytherina, choć łatwo można było o tym zapomnieć przez to, jak spokojna i zdystansowana bywała na co dzień tak dla ogółu, niekoniecznie dla swoich przyjaciół czy bliskiej rodziny. – Wychodzi z ciebie całkiem niegrzeczny chłopiec, panie Rosier – powiedziała w końcu i uśmiechnęła się leciutko, ignorując jego pytania, które potraktowała jak retoryczne. – A to akurat prawda. Ale… czasem? – zaczepiła go jeszcze, bo sama nie przypominała sobie, kiedy ostatnio była częścią chaosu… no dobrze, była jego częścią cały czas, była przecież Zimna, ale raczej nie stała w centrum skandali. Pismaki próbowali ją zaczepiać, gryźć po kostkach, ale spływało to po niej jak po kaczce, bo nie robiła nic takiego, co miałoby się do niej przykleić jak gówno do psiego ogona i smrodzić. Fakt, zdarzyło jej się całkiem niedawno taki chaos rozpocząć wokół Aidana, ale póki co nikt nawet nie powiązał jej z tym numerem, który mu w odwecie wywinęła. Bo zapominali, że też była do tego zdolna.

– Nie… Nie wiem – nie poczuła się gorzej… chyba. To znaczy teraz już poczuła się gorzej, bo zalała ją lawina natrętnych i całkowicie niechcianych myśli o powrocie tego szaleństwa i stała tu na dworze, nie rozumiejąc co się dzieje i dlaczego, z szeroko otwartymi oczami. – Nie nie – nie chciała zostawać sama. W ogóle nie chciała w pierwszej kolejności wychodzić! Oprócz tego, że poczuła tę nagłą myśl, że wyjść musi… nie potrafiła tego wyjaśnić inaczej niż jako jakieś dziwne echo wspomnienia babci. – Nie wiem, dlaczego… – zaczęła, ale urwała, bo pomyślała sobie, że mogła wymyślić jakąś ściemę na poczekaniu, żeby to jakoś wytłumaczyć, ale teraz to już była na to po pierwsze trochę za późno, a po drugie nie lubiła okłamywać osób, które lubiła.

– Hej! – rzuciła do elfa, kiedy jej ręka delikatnie macała głowę, nie chcąc zepsuć swojej fryzury, ale też skrzywdzić czegoś, co się tam zaplątało – bo to raczej było jakieś stworzenie, a nie na przykład owoc. Brzęczenie wydawało się znajome… I wtedy właśnie poczuła ząbki na palcu, nieco przytulone przez rękawiczkę, co spowodowało, że gwałtownie cofnęła rękę. – Przecież nie zrobię ci krzywdy! – burknęła trochę bez sensu. Brzęczenie brzmiało… – Chris, czy to elf? – zapytała, patrząc w bok, na Rosiera. – Czy możesz go… ściągnąć? Tylko delikatnie! – elfy może i brzęczały, ale Victoria wiedziała, że do pewnego stopnia rozumiały mowę czarodziejów.




RE: [07.10.1972] Melodia mgieł - Christopher Rosier - 15.01.2026

– Jestem pewien, że w pracy poznałaś bardziej niegrzecznych chłopców. Ja po prostu… czasem lubię odrobinę chaosu. Inaczej życie byłoby nudne – stwierdził Christopher z rozbawieniem, zgodnie z prawdą zresztą, bo ostatnimi czasy nudził się rzadko. Pieniądze, kariera, duże możliwości, popularność, pochlebstwa, to wszystko sprawiało, że był tym zachłyśnięty przez ładnych kilka lat, ale z czasem wszystko zaczynało powszednieć, gdy naprawdę mało co wymagało wiele wysiłku. Kiedy możesz kupić wszystko, materialne rzeczy zaczynają tracić na wartości, zbyt łatwo przychodzące sukcesy tracą powab, ludzie wokół zdają się zlewać w masę, kiedy właściwie każdy chce twojej uwagi.
Przy okazji przelotnie przyszło mu do głowy, że może Victoria takich chłopców po prostu lubiła: taki był w końcu Rookwood, a Christopher Rosier nawet gdyby kogoś osobiście zamordował, wciąż byłby przy nim wzorem angielskiego, niemalże flegmatycznego dżentelmena. Na całe szczęście Chris naprawdę był zbyt pewny siebie, aby nagle zacząć się przejmować, czy to nie czyni gorszym, a i pomagał fakt, że popił tę absyntową nalewkę.

– Chciałabyś może usiąść? Może przynieść ci wody? – zapytał chwilę później, bo Victoria wbrew temu, co mówiła, zdawała się jeśli nie cierpieć na złe samopoczucie, to najmniej być zdezorientowaną i Christopherowi przyszło do głowy, że być może dodano czegoś do wina, które piła wcześniej. A może czary, którymi spowito oranżerię i czarne róże, miały jednak jakieś działanie, którego się nie domyślali wcześniej? Nim jednak Victoria zdążyła odpowiedzieć, pojawił się elf: „rozwrzeszczany”, o ile można było tak powiedzieć o wróżce, rozgniewany, zaplątany w ciemne włosy i jeszcze celowo ciągnący za czarne pukle, w ewidentnej złości.
– Przestań się szarpać, bo powyrywam ci skrzydła – zagroził, usiłując odplątać istotę, gdy ta umykała przed jego dłońmi. W odpowiedzi ponownie rozległo się gniewne bzyczenie, a elf zaczął okładać małymi piąstkami palce Christophera, kiedy ten ostrożnie odwijał włosy, spowijające elfią nogę. Faktycznie delikatnie, chyba jednak bardziej nie chcąc wyrwać włosów Victorii niż z troski o rozzłoszczonego rezydenta ogrodów. W końcu wróżka uniosła się w górę, po czym szarpnęła Rosiera za kołnierz, by jeszcze wyrazić swoje niezadowolenie i odleciała, wciąż wydając z siebie zirytowane odgłosy.
– Sądzisz, że to mógł być któryś z gości? To by wyjaśniało, czemu tam się złościł – spytał, nie patrząc już jednak za elfem, a utkwiwszy spojrzenie w Victorii, a kącik jego ust unosił się w uśmiechu. Nie opuścił i ręki, zamiast tego, ostrożnie poprawiając włosy panny Lestrange, rozczochrane przez tę walkę. – Trochę zniszczył ci fryzurę.

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/c2/c6/d9/c2c6d9862c4228d9eed4f12c9913269b.jpg[/inny avek]


RE: [07.10.1972] Melodia mgieł - Victoria Lestrange - 15.01.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=3UQX4gf.png[/inny avek]

Myśl, która przebiegła przez głowę Chrisa była w rzeczywistości prawdziwa, bo Victoria miała jakąś słabość do niegrzecznych chłopców, choć to, co reprezentował sobą Sauriel Rookwood było przesadą i początki akceptowania tamtej relacji były dla Victorii trudne i burzliwe. A później próbowała przymykać oczy na pewne rzeczy.

– O, na pewno – i na wielu takich by pewnie nawet nie spojrzała, a i nie liczyła ilu z nich skończyło z mandatem, grzywną albo w areszcie… lub więzieniu. – Kto nie lubi dobrej zabawy – choć dla każdego zabawa była czymś innym tak po prawdzie. A dla Victorii? Przez ostatnie miesiące tak naprawdę nie miała do tej zabawy czasu ani głowy, zaprzątnięta była coraz to kolejnymi ciosami, oddając się pracy i swojemu hobby, by nie zwariować. Ale bal taki jak dziś był tej zabawy namiastką, był czymś, co znała, gdzie wiedziała, jak się poruszać. Gdzie mogła zatańczyć i choć na chwilę zapomnieć o szarej rzeczywistości, skrywając przynajmniej część emocji za maską. Pieniądze nigdy nie miały dla niej znaczenia, nie wiedziała, jak to jest być biednym, albo jak to jest, kiedy nie stać cię na coś, co sobie zamarzysz. Pomimo jednak tego, Lestrange była niezwykle oszczędną osobą, nie trwoniła pieniędzy na każdą zachciankę (również dlatego, że rzadko je miewała), lubiła tę myśl, że ma swoje pieniądze, których nikt jej nie zabierze i od lat odkładała galeony w swojej skrytce w Gringottcie, a na wiosnę, bojąc się, że Rookwoodowie mogliby dorwać się do jej pieniędzy i że to po to im ten ślub Sauriela z nią, podzieliła je jeszcze na inne skrytki, tak dla bezpieczeństwa. Paranoja? Być może. Ale i przez tę ostrożność i oszczędność pomnażała swoje bogactwo, i stać ją było na kupno nowego domu, stać ją było też na Metkę z różą.


Już otwierała buzię, by Chrisowi odpowiedzieć, ale elf zrobił przy sobie takie zamieszanie, że następne rzeczy podziały się trochę szybciej. Stała nieruchomo jak słup soli, nie śmiąc wykonać żadnego gwałtownego ruchu, co mogłoby spowodować skrzywdzenie elfa (bo teraz była już przekonana, że to elf, brzęczenie bardzo przypominało elfią mowę) przez Chrisa, gdy ten próbował go wyplątać z jej niemalże czarnych włosów. W tym czasie przyglądała się swojemu palcowi, a raczej rękawiczce, którą ugryzł wkurzony na coś elf, ale nie widziała tam żadnych dziurek czy poluzowania splotu materiału. A w końcu uwolniony elf (który sam zaplątał się w jej włosy szamocząc się gniewnie) wzbił się w powietrze i Victoria była jeszcze świadkiem jak złapał Rosiera za kołnierz. Roześmiała się cicho, gdy ten już odlatywał.

– Hmmm – zastanowiła się na głos. – Jest taka szansa, ale chyba wtedy by się tak nie wierzgał? Nie wyobrażam sobie żeby któryś z gości chciał być zaplątany w moje włosy… – powiodła wzrokiem w kierunku, w którym odleciał elf. – Wydaje mi się, że to faktycznie był elf. Odleciał w stronę oranżerii, one tam mieszkają, zwłaszcza teraz, jak jest coraz chłodniej – wyjaśniła jeszcze, ale w gruncie rzeczy wcale nie miała pewności. – Dziękuję – dodała jeszcze uśmiechając się do swojego towarzysza. Poczuła przy tym, że Christopher wcale nie zabrał swoich rąk. To było… w gruncie rzeczy dość intymne, bo jednak nie każdemu pozwalało się na poprawianie fryzury i delikatne przeczesywanie kosmyków włosów, co wywoływało lekkie, przyjemne dreszcze na karku. – Na szczęście nie była skomplikowana – głównie dlatego, że Victoria zdecydowała się na rozpuszczenie większości włosów, by móc zakryć bliznę na plecach, teraz już znacznie mniej widoczną niż w maju, ale nadal tam była – i nie była wcale pewna, czy uda się ją pozbyć w całości. – Mam nadzieję, że nie pomyślisz sobie teraz o mnie, że jestem wariatką – nawiązała do słów o Cressidzie Avery, owszem, ale miała na myśli to, jak nagle niemal wybiegła na zewnątrz, choć dopiero co wrócili i nie potrafiła wyjaśnić czemu.




RE: [07.10.1972] Melodia mgieł - Christopher Rosier - 16.01.2026

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/c2/c6/d9/c2c6d9862c4228d9eed4f12c9913269b.jpg[/inny avek]

– Może cię rozpoznał i próbował dokonać zemsty na najbliższym członku rodziny Lestrange? Wyrwanie włosów byłoby całkiem okrutne – stwierdził Rosier, choć z dużym prawdopodobieństwem nie mówił poważnie, a raczej żartobliwie. Uwierzył jej zresztą na słowo, że wróżka uleciała ku oranżerii.
Gest faktycznie był swego rodzaju przełamaniem jakiejś granicy, i złożyło się na niego chyba kilka rzeczy – trochę, że i tak już dotknął jej włosów, by uwolnić elfa, trochę rozluźniający, absyntowy posmak na języku, trochę że mimo wszystko nie był nieśmiałym chłopcem, a gdyby Victoria się mu nie podobała, przecież by jej tu nie zaprosił. Krył takie rzeczy rzadko, zwykle nawet będąc znacznie bardziej bezpośrednim – w przypadku Victorii chyba balansował, starając się nie przekraczać jakichś granic, bo i szkoda byłoby mu, gdyby nagle zaczęła go unikać, i sytuacja ze względu na cień Rookwooda była to pewnego stopnia delikatna (do czego, nawiasem mówiąc, zupełnie nie przywykł).
– Zawsze zdawałaś się raczej zdrowa na umyśle – powiedział, przypatrując się jej, gdy stwierdziła, że pewnie ma ją za wariatkę. Nie wiedział, nie mógł wiedzieć, o wspomnieniach, które wraz z energią zabrała z Limbo, ani o innych rzeczach, mieszających w głowie. Na pewno jednak, cokolwiek jej nie spotkało, nie dawała tego po sobie poznać. Nawet to nagłe wypadnięcie nie wydawało mu się tak dziwne: raczej sądził, że gorzej się poczuła, ewentualnie wyobraźnia podpowiadała inne teorie, włącznie z „coś się jej przypomniało i zmieniła zdanie odnośnie tańca”, ale żadna z nich nie zakładała, że Victoria Lestrange jest wariatką. – Słyszysz regularnie głosy, wzywające cię… na przykład do poprowadzenia armii i uważasz, że widujesz anioły? Cierpisz na regularne, trudne do wyjaśnienia ataki agresji i zaniki pamięci? I najważniejsze: odczuwasz trudne do opanowania chęci śledzenia dawnego partnera i przekupywania jego pracowników? – wyliczył, początkowo z powagą, choć przy ostatnim pytaniu na jego usta znów powrócił uśmiech, niewątpliwie przy ostatnich słowach pijąc do Cressidy. – Jeśli odpowiedź brzmi nie, z czystym sumieniem mogę zapewnić, że nie mam cię za wariatkę i wciąż chętnie z tobą zatańczę. Może być i tu, jeśli w środku nie czujesz się najlepiej.
Bo czemu nie? Byli na tyle blisko sali balowej, że słychać było cichą muzykę, która z tej dobiegała, a on był mimo wszystko wciąż młodym mężczyzną i kimś, kto uchodził trochę za ekscentryka – nie widział więc niczego, co mogłoby ich powstrzymać przed tańcem w Maida Valen, pośród czarnych róż.