Secrets of London
[07.10.1972, Ostoja dla zwierząt] Czas płynął, a deszcz nie przestawał padać - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [07.10.1972, Ostoja dla zwierząt] Czas płynął, a deszcz nie przestawał padać (/showthread.php?tid=5794)

Strony: 1 2 3


RE: [07.10.1972, Ostoja dla zwierząt] Czas płynął, a deszcz nie przestawał padać - Guinevere McGonagall - 21.08.2026

Być może tutaj właśnie się różniły: Guinevere nie była twórczynią, nie wykonywała rzeczy na zamówienie, nie warzyła eliksirów, nie odlewała świec, nie rzeźbiła w drewnie. Obrała zupełnie inną ścieżkę kariery, woląc ślęczeć godzinami nad jakimiś starymi manuskryptami, z pędzelkiem w ręku, czytając stare wróżby czy przepowiednie, lub po prostu leczyć. Szkice i malunki to było coś… w oderwaniu, możliwość przelania myśli na papier w zupełnie innej formie, jak wypowiada się słowa, wszak to też był język, tylko taki, którego się nie słyszało i który nie miał liter, a alfabet ukrywał się w symbolach, motywach. Czasami były to zupełnie niezrozumiałe bohomazy, czasami pejzaże, czasami abstrakcja czy połączenie znanych elementów z zupełnie do siebie na pierwszy rzut oka nie pasującymi.

– Bardzo proszę, te są dla ciebie – dotyczyły przecież Helloise i nie służyły Ginny do uporządkowania myśli, a do pokazanie jej tego, co sama zobaczyła, bo może to ją jakoś bardziej naprowadzi… może nie od razu na rozwiązanie zagadki, a przynajmniej na właściwą drogę, zamiast błądzenia po omacku.

Po części myślała, że to nie jest żaden konkretny krajobraz, w końcu jej nic on nie mówił i wydawało jej się to trochę za mało by cokolwiek odczytać, ale nie pochodziła stąd: tam, gdzie się wychowała dużo było pustki i piasku, i wiele miejsc wyglądało zwyczajnie podobnie do siebie, nie przywykła więc do tego, że w Wielkiej Brytanii dużo rzeczy znaleźć jest prościej. Zdziwiła się więc, gdy Helloise orzekła, że wie, co to jest, to co jej właśnie namalowała. Ale… czy naprawdę powinna być zdziwiona? Już jeden uporczywy sen o jeziorze, który namalowała w kilku sztukach, a rysunki walały się gdzieś po głównym namiocie na wykopaliskach (bo nie dawało jej to spokoju), doprowadził ich do miejsca, którego nigdy nie widziała na własne oczy, a które rzeczywiście istniało. Wtedy uważała to za przypadek i za zagnieżdżenie się w jej głowie bardzo starego wspomnienia. Teraz zaś przekrzywiła lekko głowę.

– Snowdonii? W sensie w Walii? – było jeszcze wiele miejsc, których musiała się nauczyć, ale tę nazwę chociaż kojarzyła, przecież spędzała w Walii mnóstwo czasu, ale akurat nie przy smoczych górach. – To kawałek stąd – Guinevere lekko zmarszczyła brwi, ponownie sięgając po herbatę.

– Wróżby są jak… – urwała na moment, zastanawiając się jak odpowiednio wytłumaczyć to Helloise. – Język, którym posługuje się magia. Niebezpośredni i czasami mało precyzyjny, bo zależny od interpretacji wróżbity, ale to nadal tylko język, a wróżbita jest tłumaczem, który rozczytuje go na mowę zrozumiałą dla innych. Każdy może się tego nauczyć, tak jak uczy się innego języka i wszystkich jego niuansów kulturowych. Wróżbita odczytuje to, co magia, absolut, a może bogowie, chcą nam przekazać, gdy szukamy odpowiedzi. A czasami bez pytania. Może to coś, albo ktoś, po prostu wyczuł jakieś drgania magii wokół siebie, gdy kula chciała dać odpowiedź? Nie potrafię powiedzieć.




RE: [07.10.1972, Ostoja dla zwierząt] Czas płynął, a deszcz nie przestawał padać - Helloise Rowle - 08.09.2026

Helloise sama nie potrafiła dokładnie przypomnieć sobie, gdzie w Snowdonii widziała ten krajobraz, to ukształtowanie terenu i to drzewo. Uroczysko. Jęła więc zrazu rozmyślać nad tym, komu pośle rysunki Guinevere. Czy matce, czy może jednak najstarszemu z braci? Matka była w domu wiekiem najbardziej zaawansowana, a roślinność należała do wielkich jej zamiłowań. A jednak zdawało jej się, że to brat mógł więcej tajemniczych zakamarków rezerwatu zwiedzić z ich ojcem za życia staruszka. Być może nie było sensu się nad tym zastanawiać. Zapewne Helloise będzie mogła pokazać obrazy obojgu, jeśliby się na jednym zawiodła.
Dziękuję ci. — Czarownica wzięła rysunki od McGonagall, lecz nie chowała ich, jakby liczyła, że coś jeszcze się wśród pociągnięć ołówka objawi. Nie czekało tam już na nią jednakże nic, niezależnie od tego, ile razy spuściła podczas rozmowy wzrok na kartki.
W Walii. — Potwierdziła dodatkowo skinieniem głowy. — Tak przynajmniej sądzę. A może się mylę? — kontynuowała w skupieniu, jakby do siebie, po czym równie nagle się z tego nieobecnego skupienia otrząsnęła i znów patrzyła bystro na Guinevere: — Czy byłaś kiedyś w Walii? To bardzo piękne miejsce. — Westchnęła, wspomniawszy góry i lasy rodzinnych stron.
Dawno temu odeszła z tego miejsca, gdzie uczyła się od maleńkości, jak rozpoznać dźwięk bicia smoczych skrzydeł wśród skalistych gór. Teraz koleje losu próbowały wygnać ją z lasu w Dolinie, gdzie później znalazła schronienie.
Czy raczej nie koleje losu, a widma, Czarny Pan i Ministerstwo. Wszyscy równo winni.
Nie roztkliwiała się nad sobą wiedźma mimo to i słuchała z uwagą o wróżbach, odkrawając sobie na ślepo kawałek ciasta. Oparła łokieć o blat, złożyła na ręce głowę i tak słuchała, a to, o czym mówiła Ginny, doskonale wpasowywało się w jej obraz świata. Helloise wierzyła, że bogowie i absolut są poniekąd tym samym, a już z pewnością bytami jednorodnymi. Magię zaś widziała jako iskrę od tych bogów pochodzącą i pozostawioną ludziom. Wszystkie więc trzy — magia, bogowie, absolut — mogły być źródłem poznania przyszłości.
— Próbowałam kiedyś o wróżeniu czytać — przyznała wiedźma, zgodnie z prawdą zresztą — ale to się okazały studia dla mnie za głębokie. Za dużo tego… — zawiesiła głos. — Dużo się poświęciłam roślinom, więc wiem, ile trzeba oddać, żeby mieć biegłość w takich szerokich dziedzinach. Wystarczyło, ile liznęłam wróżbiarstwa w szkole, żebym wiedziała, że nigdy mi nie starczy na to czasu i głowy. Lubię za to słuchać, jak wróżbici opowiadają. — Uśmiechnęła się sennie. — Byłam ostatnio na weselu. Właśnie w Walii. I wróżbita mi czytał z lotu ptaków. Mój brat potrafi z ptasiego kału wyczytać, jakie ptak ma choroby, ale to nie tak imponujące, jak wykradanie ptactwu znaków przyszłości.


RE: [07.10.1972, Ostoja dla zwierząt] Czas płynął, a deszcz nie przestawał padać - Guinevere McGonagall - 10.09.2026

Patrzyła teraz na te rysunki do góry nogami, skoro były już w rękach Helloise, ale i tak perspektywa nie sprawiała, żeby nagle przyszło jej do głowy, gdzie może znajdować się takie drzewo. Jakoś instynktownie kojarzyła taki widok z jakimś najpewniej lasem czy łąką, a takich w Wielkiej Brytanii było na tyle sporo, że jakoś nie potrafiła tego krajobrazu dopasować konkretnie do Walii.

– Byłam. Właściwie jestem tam codziennie, bo tam właśnie pracuję na wykopaliskach, ale widoki mamy zupełnie inne, bo to trochę pustkowie, ruiny i morze wrzosów – przyznała z jakimś zastanowieniem, nadal zerkając na rysunek drzewa, bo to on był w tym momencie kluczowy, a nie ten oskarżycielski wycelowany, spróchniały palec. – Nigdy Walii bardziej nie zwiedziłam… Może powinnam? To twoje rodzinne strony, prawda? – zapytała i doprecyzowała jednocześnie. Uczyła się oczywiście o historii Anglii również, o kulturze, o kwestiach społecznych i napięciach, o rodach i nazwiskach, miała więc jakieś pojęcie o tym, skąd pochodzą Rowle’owie, ale Helloise przecież nie bez powodu mieszkała w Dolinie Godryka i miała teraz, wyglądało na to, że całkiem niemały problem ze swoją chatą.

– Tak, to niełatwa sztuka i wymaga wiele pracy. Przede wszystkim trzeba wyrobić w sobie pewne… spojrzenie na detale i wrażliwość na schematy. I w zasadzie tego powinny uczyć lekcje wróżbiarstwa w szkole – chociaż pokazywanie różnych sposobów wróżenia również było ważne, bo wróżbici swoje preferencje mieli różne. – To chyba jest jak z każdym wyspecjalizowanym. Żeby być w tym naprawdę dobrym, trzeba poświęcić czas na inne rzeczy – dodała z uśmiechem. Po czym uśmiechnęła się do Helloise, gdy ta powiedziała o wróżeniu z lotu ptaków. – Sposobów wróżenia jest być może równie dużo co samych wróżbitów. Wróżenie że snów, z chmur, z kości, z dłoni, z liter i liczb… z wnętrzności zwierząt również można wdrożyć. Ale to i czym mówisz to alektromancja, czyli wróżenie z obserwacji ptaków, chociaż do tego najczęściej wykorzystuje się koguta. Koniecznie białego, chociaż nie pytaj mnie dlaczego akurat takiego – Ginny zachichotała i sobie odkrajając kawałek ciasta. – Uczyłam się kiedyś takiego prostego wierszyka-wyliczanki dotyczącego wróżenia z obserwacji ile w pobliżu znajduje się sork. Idzie to tak – odchrząknęła i zaczęła recytować. – Jedna sroczka smutek wróży, dwie – radości pełne dni, trzy to dziewczę urodziwe, cztery – chłopiec ci się śni, pięć da srebra cały dzbanek, sześć przyniesie złota moc, siedem tajemnicę kryje w najstraszniejszą ciemną noc – zakończyła i zapatrzyła się na Helloise.