![]() |
|
Siódmego września w Rejwachu - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21) +--- Wątek: Siódmego września w Rejwachu (/showthread.php?tid=6020) |
RE: Siódmego września w Rejwachu - Pan Losu - 08.06.2026 Walentynkowe Bingo adres pola: A1 wariant: 2 typ: zdarzenie W drugim tygodniu października w Dziurawym Kotle odbył się wielki turniej gry w gargulki. Od połowy września do końca października odbyło się również wiele turniejów pomniejszych, z nie tak bardzo silnymi, ale wciąż zawziętymi zawodnikami. Jeden z nich odbył się nawet w Mabon! Znaleźliście się jednego z tych dni na miejscu i mogliście powalczyć wspólnie o... 1 - nagrodę główną, 2 - nagrodę pocieszenia
[roll=1d2]Jak się bawiliście tocząc bój pomiędzy sobą i kto z was wygrał? A może jednak stchórzyliście zbyt przerażeni wizją przegranej...? RE: Siódmego września w Rejwachu - The Edge - 09.06.2026 Twarz Crowa była czerwona. Ta czerwień nie była efektem (jak to zakładał Zenek) niezbyt sprawnych działań związanych z założeniem na niego koszulki, lecz ze słowami i ich ciężarem, jakie zrzucały na całą tę sytuację. Nie lubił mówić. Generalnie lubił ciszę, ale słowa… kręciły trybikami, napędzały machinę życia i pozwalały w jakiś sposób ruszyć do przodu. Więc może warto było się czasem odezwać – bo wtedy inni też coś mówili i przestawał trwać zawieszony w tym momencie pełnym niezręczności i niepokoju. Chciał, żeby Zenek za nim tęsknił. Było tam wciśnięte ukradkiem chyba, ale przede wszystkim było tam, że tęsknił. I ta bliskość uczyniła tę tęsknotę czymś realnym. Starzy się trochę zrobili, ale to przecież był wciąż ten sam człowiek, z którym siadali wszyscy przy stole i gadali o durnoctwach, planowali młodzieńcze wygłupy, starali się nie myśleć o tym, że byli już w samym założeniu swojej egzystencji straceni dla świata. Crow go od lat niezaprzeczalnie kochał. Nie miał w życiu wielu przyjaciół chcących spędzać z nim czas tak po prostu, a nie po to żeby coś z tego mieć. To były dobre wspomnienia i bardzo, ale to bardzo chciał, żeby Zenek za nim tęsknił. Sam już nie widział czego się tak bał, bo przecież odkąd Zenek go przytulił wszystko wydawało się być w porządku. Wspomnienie tego stresu było tak odległe, jak ból po zorientowaniu się, że Cain nigdy go nie zapomniał. Siedząc na łóżku, puszczony po tej absurdalnej szamotaninie, założył wreszcie koszulkę w sposób, który nie czynił tej sceny jeszcze bardziej niezręczną. – Nie chce mi się – przyznał. Generalnie nie lubił się myć i wątpił żeby miał być do tego dzisiaj zmuszony. – Ja po prostu…. Źle się czuję, Z. Przytul mnie i chodź spać. Strasznie nie chcę dzisiaj spać sam. – Ale prawda była taka, że nie musiał być sam. Laurent co prawda nie patrzył na niego tym samym spojrzeniem odkąd próbował się zabić, ale to wciąż był Laurent. Łatwo się przy nim udawało bycie drobniejszym i mniej przerażającym niż był w rzeczywistości. Lubił go słuchać. Mógłby ogrzać łóżko kogoś z cyrku, skoro i tak wszyscy go mieli tam za śmiecia. Gdyby się zawziął, otworzyłyby się przed nim drzwi wozu Alexandra. Mógł wciąż nadużywać gościnności Nory Figg. Mógł te wszystkie rzeczy i jeszcze więcej, a jednak wybrał bycie tutaj. – N-nie chce się czuć, że jestem sam. Przesunął dłonią po swoim karku i szyi, po czym przerzucił spojrzenie z podłogi na Zenka. Polak był kimś, kogo niektórzy mogli postrzegać jak robota. Nie pomagało mu ani wieczne bujanie w obłokach, ani to w jaki sposób odbierał bodźce z otoczenia. Dziwak. Dobrze wiedział co wszyscy o nim myśleli, nawet jeśli za niewybredny komentarz rzucony w jego kierunku, Crow od razu chciałby podbić komentującemu oko. Trzeba przecież było o takich ludzi jak Zenek dbać, bo posiadali odpowiednie natężenie dziwactwa, żeby dostrzec w kimś takim jak zbir z Podziemi człowieka, którego nie trzeba było romantyzować. Ten człowiek sobie tak po prostu był. Zupełnie jakby bycie kimś takim jak Crow było normalne, na porządku dziennym, a przecież nie było – wszyscy inni mu tak mówili. Zasnął więc z twarzą opartą przy jego obojczyku, oplatając go ręką. W skórzanych spodniach, których nie ściągnął, bo przecież rano i tak zamierzał stąd zniknąć. Koniec sesji
|