Secrets of London
[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+---- Dział: Plac i stragany (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=45)
+---- Wątek: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) (/showthread.php?tid=3317)



RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Mabel Figg - 15.06.2024

Pod sceną

Myślisz, że mają osobny Hogwart dla cyrkowców? Cyrkgwart? – spytała się wujka, wciąż z fascynacją przyglądając się tancerzowi na scenie. No bo przecież chyba każdy chodził do Hogwartu, a z tego co się orientowała, to w tej konkretnej szkole nie uczyli raczej rzeczy takich, jak taniec. Chyba. W sumie to nie do końca wiedziała czego uczyli w Hogwarcie poza zaklęciami i eliksirami.
Uśmiechnęła się do niego szeroko, czując pewna satysfakcję z tego, że wujek był zazdrosny i najwyraźniej nigdy nie jeździł na niedźwiedziu, a ona tak.
Karl jedynie prychnął, tak jak to tylko potrafiły koty.
A jakby ktoś wam powiedział, że skakanie z mostu jest fajne, to też byście skoczyli? Wiecie, że nauki socjologiczne mają na takie zjawisko nazwę? Nazywa się ona głupotą.
Mabel oczywiście puściła uwagę przyjaciela pomimo uszu, woląć opowiadać wujkowi jak to w ogóle było.
Noooooo booooo jak byłam u wujka Erika i cioci Brenny i reszty, to tam był taki pan, co sprzątał domek ogrodnika, a ja to w ogóle chciałam go przerobić na domek dla psów, to znaczy domek, a nie tego pana, no i zaczęliśmy rozmawiać. I on ogólnie założył, że Karl tak naprawdę nie mówi i Karl powiedział mu coś niemiłego – Karl w tym momencie wtrącił się z cichym Do usług. – No i temu panu zrobiło się smutno, więc powiedziałam, że przepraszam za Karla. Iiiii bo i on no wiesz, okazało się, że nazywa się Sam, pan Sam, i pan Sam umie się zmieniać w niedźwiedzia! Ale takiego dużego! I pozwolił mi przejechać się na swoim grzbiecie! I skakaliśmy przez żywopłot. Ale wtedy wujek Erik to zobaczył i prawie dostał zawału, więc musieliśmy przestać. Ale proszę nie mów mamie, bo ona pewnie wtedy też dostanie zawału, a jest przecież za młoda, aby umierać.
A skoro już o mamie była mowa... Na scenie pojawiła sie... Jej mama! Jej mama, piękna i odważna jak zwykle, była na scenie! Mama na scenie! Mabel w pierwszej chwili otworzyła usta w szoku, potem je zamknęła, a potem otworzyła ponownie.
AAAAAAAA. MAMO! MAMO!– Krzyczała, podskakując i machając z dumą w oczach, tak by starsza Figg była w stanie ją dostrzec. – TO MOJA MAMA! TAM NA SCENIE. PATRZCIE WSZYSCY TO MOJA MAMA! MAMO! MAMO! TUTAJ. PROSZE PANA, CZY PAN WIE, ŻE TAŃCZY PAN Z MOJĄ MAMĄ?


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Anthony Shafiq - 15.06.2024

Południowe stragany - stoisko panny Zemfir

– Ależ... nie zrozumieliśmy się panie Longbottom. Ja właśnie chwaliłem, że w tej małej ilości zgłoszeń wymagającej przymusu bezpośredniego, ufam w szeroki wachlarz pańskich technik. – Wzrokiem ześlizgiwał się po asortymencie Vioricy, chociaż doskonale wiedział, co chce wybrać w momencie, kiedy tylko jego rozmówca zasugerował kupienie tutaj czegokolwiek, poza zamówieniem pamiątkowej monety. – Nie zawsze można polegać na różdżkach i magii. Człowiek czuje się jednak bezpieczniej, gdy wie, że prosty pracownik Brygady Uderzeniowej ma kilka asów w rękawie więcej niż Expelliarmus. W końcu ulica to nie klub pojedynkowy, gdzie obowiązują określone zasady.

Anthony mówił tak, jakby sam bywał w klubie Srebrne Różdżki, niezależnie czy jako pojedynkujący się czy jako obserwator. Jego noga jednak nie postała w przybytku znajdującym się pod opieką rodu Longbottomów. Zadra z Godrykiem nie była świeża, a jednak są pewne sytuacje, które wypalają się żarem w sercu i pamięci i taką właśnie była konfrontacja z dala od standardów magicznych gentelmanów. Minęło ponad dwadzieścia lat, ale nie zmieniało to nic. Z drugiej strony jednak Shafiq mógł przecież opierać się na opowieściach, znać zasady, anegdotki od swoich znajomych, którzy aktywnie relaksowali się okładając zaklęciami innych.

Zamyślił się na moment, uciekając spojrzeniem w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą była szamotanina z udziałem Hadesa i z ulga przyjmując rozładowanie tego napięcia. Odruchowo chciał przekręcić sygnet, który powinien lśnić złotem na jego palcu, ale nie było go tam.
– Ja poproszę ten – wskazał bez pudła lśniący szarością pierścień, który Erik stuknął jako pierwszy inicjując w ogóle całą dyskusję na temat męskiej biżuterii. – ... i ewentualnie smoka spod lady – dodał posyłając czarujący uśmiech w stronę Viorici, chociaż szczerze nie zakładał, by jakiegokolwiek miała, na pewno nie takiego, który w sposób znaczący ubogaciłby jego kolekcję. Szczerze wątpił, by jubilerka w ogóle była przygotowana na to, że jej zleceniodawca będzie chciał od niej kupić coś w tak... dziwacznych dla ich relacji okolicznościach.

Płacić nie miał zamiaru, wieńcząc zakup prostym: "proszę dopisać to do rachunku, zapłacę przy okazji odbioru monety". Wobec poprzedniej wypłaty i tak byłaby to ledwie  setna część, okruch, fanaberia na okoliczność święta plonów.

– Dasz wiarę, że przy kole z losami można dostać pelerynę niewidkę? Czekam na falę praktycznych żartów w departamencie, skoro każdy los mógł wygrać podobny artefakt. Zapewniono mnie, że jej działanie jest tymczasowe, ale i tak... To brzmi zatrważająco. – podjął lekko, kiedy ruszyli w stronę sceny. – Jak wnosisz występ ulicznego teatru? Bardzo giętki jest ten artysta, czasem zastanawiam się jaki w cyrku stosowany jest trening, żeby osiągnąć takie efekty.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=tpdMKuP.png[/inny avek]


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Leon Bletchley - 15.06.2024

Stoisko winnicy Château des Dragons

Bijące od południowej piękności niezadowolenie zdawało się być wyczuwalne niczym aura dla wprawnego Aurowidza. Oferowany na tym  stoisku alkohol zapewniał względnie stały napływ klientów, jednak on przywiązywał pewną wagę do tego, jak osoba obsługująca stoisko traktuje swoich klientów - preferował osoby pozytywnie nastawione do świata, nie zachowujące się jakby siedziały tutaj pod przymusem albo nawet jak za karę. Odrabianie szlabanu miało sens wyłącznie w szkołach magii.

Piękny. Skąd decyzja o umieszczeniu podobizny tego właśnie smoka, skoro nie jest to typowy dla naszego kraju gatunek? — Zwrócił się do kobiety, wiedziony w dalszym ciągu ciekawością. Zdawać by się mogło, że poznał odpowiedź na swoje pytanie. — Teraz rozumiem zamysł. Bardzo chętnie skosztuję tego wina. Obawiam się, że nie mam. — Zrozumiał to, co ta kobieta chciała mu przekazać i to sprawiło, że nie zamierzał zrezygnować z degustacji tego trunku. Chwilowym problemem okazał się brak odpowiedniego naczynia. Nie nosił ze sobą szklanych kieliszków.

Dłuższy kontakt z czarownicą sprawił, że zaczynał czuć się nieswojo. Z racji wykonywanego zawodu nie tak łatwo go przestraszyć, jednak to nie było niemożliwe. Obserwowanie kobiety pozwoliło mu zaobserwować w kilku momentach nietypowe tiki, zwrócić uwagę na intensywność spojrzenia czy sposób wymowy. To właśnie uczucie sprawiło, że sam postanowił podjąć próbę poznania zamiarów czarownicy względem siebie, choćby to miało być to, że zamierza mu napluć prosto do kieliszka jak tylko odwróci wzrok na ułamek sekundy albo poda mu zepsute wino tak aby odszedł dużo szybciej od tego stoiska.


Rzucam na wykaz intencji NPCa
[roll=Z]
[roll=Z]

@Millie Moody


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Bard Beedle - 16.06.2024

Strefa Gastronomiczna

Odmawianie Agnès także nie leżało w jego naturze - zdecydowanie nie odmawiał przyjmowania od niej pieniędzy i innych dóbr, które postrzegał jako niezbędne do życia na wysokim poziomie. Idąc obok Celine w duchu mógł przyznać, że ona dzisiaj wygląda bardzo ładnie. Jego zainteresowanie tą kobietą musiało pozostać wyłącznie platoniczne przez wzgląd na wszystkie powzięte plany.

Dla ciebie wszystko, kuzynko. — Padło jedno z wielu wygłoszonych przez niego kłamstw, wypowiadanych przez niego bez mrugnięcia okiem. Natomiast kłamstwem nie było to, że Celine zyskała jego sympatię. Nie mógł jednak zapomnieć o swoim celu, dla którego robił to wszystko. I o tym, że w pewnym momencie będzie musiał zerwać wszystkie nawiązane znajomości.

Z tego co widzę to w karcie znajduje się sok dyniowy, gazowany sok pomarańczowy, sok jabłkowy, wiążący język miąższ cytrynowy, eksplodującą lemoniadę i bąbelkowa herbata brzoskwiniowa. Znalazłem jeszcze wodę goździkową... nigdy nie zrozumiem, dlaczego nazywają to w ten sposób, skoro głównym składnikiem tego napoju jest skrzeloziele. Masz w czym wybierać. Ja wezmę tę herbatę. — Matthias postanowił streścić swojej towarzyszce dostępne w menu napoje, doskonale nadających się do picia z lodem.

Nieprędko nawyknę do lokalnej kuchni. Zwłaszcza oferowanej w takich miejscach jak to. — Stwierdził z lekkim przekąsem, odkładając na blat stolika kartę. Tydzień to za mało aby poznać typowo angielską kuchnię, zwłaszcza kiedy skrzacia służba przyrządzała dla niego dania głównie francuskie.

Potem możemy przejść się po kiermaszu, o ile zechcesz mi towarzyszyć. Kupimy sobie coś. — Zasugerował kuzynce, w oczekiwaniu na jej decyzję odnośnie zamówienia.

@Celine Delacour


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Sophie Mulciber - 16.06.2024

Świecie Mulciberow - Charles i Basilius

Sophie była wdzięczna Charlesowi, że siedział przy niej i trzymał ją za rękę. Mogli się kłócić, podkładać sobie nogi czy nawet pluć do kanapek, ale jeśli jednemu działa się krzywda, to drugie było gotowe aby wesprzeć i obronić. Tak również było i w tym przypadku. Mimo że Sophie zaatakowała kuzyna, to ten najwyraźniej nie miał jej tego za złe. Pewnie dlatego, że nie trafiła. Ale gdyby trafiła, to wtedy ona siedziałaby obok i trzymała go za rękę, wzywając medyka. Mulciberówna bowiem z jednej strony chciała ukarać Charlesa, a z drugiej nie. Tak to już było.
Kiedy w końcu mogła się ruszyć, westchnęła głośno i usiadła. Przytuliła się do kuzyna, czując jak łzy spływają jej po policzkach.
- Czy z m-moim tatą wszystko dobrze?- Zaszlochała.-Cz-czy on żyje?- Upewniała się. Chwilowo była jeszcze w zbyt wielkim szoku, żeby wstać i spróbować odnaleźć rodzica. Miała nadzieję, że Charles powie jej prawdę.
Kiedy wrócił do nich Basilius, spojrzała na niego z wdzięcznością.
- Dz-dziekuje panu za pomoc. Czy może pan zobaczyć co z moim ta-tatą?- Poprosiła przez łzy, po czym wytarła twarz w rękaw kuzyna.- Ch-charlie, tylko nie mów tacie, że cię zaatakowałam, dobrze? Wymyśl coś...- Szepnęła jeszcze.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=HAw1vzZ.png[/inny avek]


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Philip Nott - 16.06.2024

Stoisko Świeczki i kadzidła Rodziny Mulciber

Philip pozwolił się zaprowadzić za drugą stronę prowadzonego przez Mulciberów stoiska. Przez swój stan nie planował w najbliższym czasie urządzać sobie przechadzek. Postanowił zająć wskazane mu miejsce. W najbliższym czasie jedyną przechadzką jaką odbędzie, będzie ta w stronę swojego domu, w którym będzie mógł skorzystać z kominka po to aby dostać się do szpitala oraz udanie się do Ministerstwa Magii - było to związane z koniecznością zgłoszenia dokonanej napaści. Spodziewał się podobnych trudności, jakich doświadczył zaledwie parę chwil temu. Nie zamierzał odpuścić.

Nie załatwiłem się, tylko zostałem pobity. — Ton głosu wskazywał na to, że niezbyt przypadło mu do gustu jakże profesjonalne stwierdzenie oglądającego go uzdrowiciela. Nie uderzył nosem o drzwi, ścianę ani jego własna miotła nie miała kaprysu uderzenia go swoim trzonkiem w nos. Zdecydował się nazywać rzeczy po imieniu. — Szpital będzie pierwszym miejscem, do którego udam się w tym dniu. — Zapewnił tego uzdrowiciela, który spełnił swoją powinność i udzielił mu pierwszej pomocy, nawet jeśli to dla niego trwało za długo. Nie starał się nawet uśmiechnąć - pozostawał przekonany że zamiast uśmiechu wyszedłby mu adekwatny do sytuacji grymas.

W takiej sytuacji nie omieszkam się pana zawołać. Zamierzam uważać... — Zapewnił tego czarodzieja. Same świeczki o specjalnych kształtach, jak to określił ten uzdrowiciel, nie były niczemu winne. Zamierzał uważać na niezrównoważonych Aurorów, którzy atakowali znane z pierwszych stron gazet osoby.

Powrót do domu wydaje się być nienajgorszym pomysłem. — Mógł mówić tylko za siebie - sam miał dość tego dnia i faktycznie rozważał opuszczenie tego kiermaszu. Pierwotnie planował obejść wszystkie stoiska i zakupić sporo rzeczy oraz wziąć udział w loterii. Teraz jego priorytety zdawały się ulec zmianie.


@Richard Mulciber @Basilius Prewett


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Thomas Hardwick - 16.06.2024

Pod sceną

Trochę się nie spodziewał, że osoba, która trzy sekundy temu planowała ograbić go z oszczędności, przyłapana na gorącym uczynku, tak szybko przejdzie do flirtu, dlatego w pierwszej chwili jedyne co mógł zrobić to rozdziawić usta w szczerym zdumieniu.
Czy go zatkało? No może troszeczkę. Czy nie mógł nie podziwiać tak wielkiej odwagi i głupoty? No cóż, to też należało do jakiegoś rodzaju talentów.
Patrzył przez chwilę na niedoszłą złodziejkę, rozważając, co tak naprawdę powinien zrobić.
Ta profesjonalna i odpowiedzialna strona kazał mu jednak zgłosić niedoszłe wykroczenie.
Ta typowo Tomaszowa nie chciała psuć świątecznej atmosfery, sobie i cóż, dziewczynie. A jeśli spędzi z nią trochę czasu, to zawsze mógł mieć ją na oku i przypilnować, by więcej osób nie straciło dziś sakiewek, prawa?
Inni brygadziści pewnie nie podzielali by tego zdania. Był jednak dziś tutaj sam. Co samo w sobie było trochę smutne, a rozwiązanie przyszło do niego samo.
- Udajesz, co? Jeszcze powiesz, że specjalnie dałaś się złapać, by zdobyć adres gdzie wysyłać swoją sowę z romantycznymi liścikami? - zapytał, unosząc brwi w powątpiewaniu. Nie wierzył jej kompletnie, ale cóż, miała gadane.
Westchnął, puścił jej dłoń, wiedząc, że właśnie robi coś bardzo niewłaściwego, ale nie miał zamiaru dziś wypełniać protokołu z zatrzymania. Miał dość protokołów, nad którymi ostatnio właśnie głównie siedział.
- Niech zgadnę, cokolwiek do zjedzenia czy wypicia i tak ja zasponsoruje? - Uśmiechnął się, trochę nie dowierzając w to, co się działo. - I gdzie tu brak mojej straty? - kontynuował, słysząc w głowie karcący głos Erika, który zagłuszył ten rozbawiony Millie, która zapewne będzie chciała o tym usłyszeć.
A później go wyśmieje.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Viorica Zamfir - 16.06.2024

Południowe stragany - Biżuteria Viorici

Rozmawiam z Cedriciem, Dorą, Anthonym i Erikiem

Możliwe, że na dłuższą metę jej styl życia był jeszcze gorszy od tego Cedricowego, nie zamierzała się jednak do tego przyznać, nawet przed samą sobą. Zresztą, gdyby przyznała się do wszystkiego, co kiedyś robiła, można by rzec, że nadeszła jako taka poprawa w kwestii przespanej ilości godzin i natężenia imprez oraz pubów oraz innych podejrzanych przybytków, które odwiedzała.
Zresztą, to nie tak, że funkcjonowała w ten sposób bez przerwy. Pakowała się w wir pracy wtedy, kiedy nie mogła zapić tego, co ją dręczyło. A, że trochę akurat tego było… Była jednak na tyle dobrym kłamcą, że potrafiła oszukiwać nawet samą siebie. Byleby tylko nie myśleć o możliwie bliskim końcu jej spokoju w życiu.
- Najwyżej popilnujesz na chwilę stoiska i wyskoczę po coś do zjedzenia i rozprostować kości. Ale jeśli proponujesz, chętnie skorzystam z zaproszenia na późniejszą kolację - odpowiedziała bez zająknięcia, przy podawaniu kolejnego naszyjnika jednej z kolejnych klientek.
Zaśmiała się, gdy usłyszała o doznaniach, które rzeczywiście, mogły być dla Cedrica nowe. Takie kiermasze były naprawdę intensywne.
- Muszę przyznać, że sama pewnie po skończonym dniu padnę jak zabita - zły dobór słów, zmień tok myślenia. - Ale lubię to. Wiesz, gdy ludzie chwalą to, co stworzyłam, widzę, jak podobają im się moje błyskotki, czuję się doceniona. To rodzaj satysfakcji, który sprawia, że chcesz robić to, co robisz. - Jej poprzednia profesja dostarczała innych doznań i emocji i choć czasem jej brakowało adrenaliny, tak wiedziała, że nie mogłaby żyć bez tego, co czuła dziś.
Czasami życie było dziwnie pokręcone.
Spojrzała na Cedrica zabawnie, gdy kontynuował rozmowę o kartach.
- Może dekadę, nie kilkadziesiąt. I cóż, polecam się, gdybyś musiał odzyskać coś co przegrałeś. - Nawet gdyby nie udało się tego odebrać przez praktyki hazardowe, Vior w końcu znała też inne sposoby. Wiele osób mimo wygranej z nią i tak skończyło z pustymi kieszeniami. Artreus w końcu nie tak dawno to potwierdził.
Podobała jej się energia nowej klientki, która patrzyła na jej produkty z nieukrywanym podziwem. Cieszyła się, że Cedric chwalił ją przed kolejną osobą. Jak na kogoś, kto ciągle siedział w czterech ścianach Munga miał naprawdę sporo znajomych, którzy widać nadal sobie cenili jego towarzystwo. Trochę ją to cieszyło, trochę powodowało, że musiała sobie zdać pytanie, czy na pewno pasowała do tego ich świata. To, że przy niej dziś tutaj tkwił sprawiało, że miała mniej wątpliwości, ale one nie znikały.
- Wszystko dla zadowolenia klientów. Zresztą, to po prostu moja praca i hobby, więc tworzenie ich było moją przyjemnością - odpowiedziała Dorze, uśmiechając się przy tym całkiem szczerze.
Tak samo jak w momencie rozmowy z Shafiqiem. No dobrze, może poczuła się dość niepewnie, gdy zaczęli rozmawiać przy niej o pracy brygadzisty, może dlatego, że jeszcze niedawno, wróć, może wcale nie tak dawno była raczej osobą, która mogła podlegać potencjalnej pacyfikacji i była to myśl dość niekomfortowa. Starała się więc puścić to mimo uszu zapamiętując sobie, by na wszelki wypadek unikać Longbottoma, skupiając się na tym co ważne.
A mianowicie nowym zleceniu rzuconym mimochodem. Została wzięta z zaskoczenia, chwilę potem jednak rzuciła się w poszukiwaniu pierwszego lepszego notesu, zapisując prośbę Anthonego, stawiając sobie obok niej kilka wykrzykników.
Ktoś inny pewnie stwierdziłby, że zlecenie zostało przekazane w sposób lekceważący, Viorice to nie przeszkadzało. Nie w momencie, gdy wiedziała, ile może za nie dostać. Dawno już sprzedała pewną część swojej godności.
- Mam i wilki, to ważny symbol w naszym świecie, a przy okazji bardzo ładny - mówiła, prezentując broszki.
Następnie zapakowała oddzielnie sygnety, gryząc się w język, gdy Shafiq rzucił o późniejszej zapłacie, dusząc w sobie pytanie o cholerną zaliczkę. No cóż, da radę.
- Dziś akurat pod ladą nie ukrywam smoków, ale kto wie, co będzie następnym razem - odpowiedziała w zamian, obiecując, że jest gotowa na kolejne wyzwania. Cóż, lubiła grę w karty i była w nią całkiem niezła. Czasami wymagała więcej wyczucia niż szachy.
- Interesująca persona, prawda? - rzuciła do Cedrica, gdy pożegnała Anthonego i Erika, uśmiechając się przy tym psotnie. Choć zdążyła jeszcze usłyszeć o fantach na loterii, przez co przeszedł ją dreszcz. Peleryna niewidka…
Musiała tam niedługo trafić.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Sauriel Rookwood - 16.06.2024

Południowe stragany, Wyroby pani Zamfir

Chociaż na kły cisnęło się "nie, nie możesz", to dobry humor Sauriela sprawił, że przeniósł tylko czarne oczy na właściciela stoiska z wyrazem "wtf typie?" na twarzy. Prawie jakby był oburzony, że sprzedawca w ogóle się odzywa. To "wtf" bardzo płynnie się zmieniło w kolejne "wtf", tylko teraz bez dodatku "typie". Zamrugał jak debil, słuchając o jakiejś imienniczce w wierze i... co, jakiej Fantazji? Chyba ostatnio widział taki serek w jakichś delikatesach z owocami? Fantazja się nazywał? Ale chyba nie chodziło o serek, bo chodziło o siostrę, która robi czekoladę... Książka? Że książka? Przepis na czekoladę w książce?

- Jasne... dzięki... - Był na tyle skołowany nagłą zmianą tematu, która nie trafiła w jego próg przejściowy w jego mózgu z jednego pudełka do drugiego, że nawet zapomniał o byciu chamem. I przypomniał sobie, że można też dziękować innym ludziom, którzy chcą być dla ciebie sympatyczni! Jeśli ktoś po tym zwątpi w objawienie Matki na Lammas to będzie zwykłym ignorantą. A jeśli o ignorantów chodzi...


... - No... może nie do końca mojej. - Bronienie wieszczy robiących swoje dziwne czary-mary i zamieszczających różne dziwne teorie spiskowe w gazetach było w ramach nudy, niż z pełnego przekonania. Sauriel tak wyrywkowo potrafił wierzyć w to, co mu pasowało, a na inne rzeczy reagować z całkowitym przekąsem. A już na pewno nie wierzył w przepowiednie. Jego zdaniem wszystko można było dopasować do pewnych okoliczności. Owszem, istniał dar jasnowidzenia, nie dało się temu zaprzeczyć, ale kto potrafił, a kto nie? Ilu zmyślało? Zresztą nie zamierzał dawać sobie wmawiać tego, że coś mu wyjdzie, albo coś NIE wyjdzie, tylko dlatego, że została pociągnięta karta Wież z tarota, albo kości kurczęcia ułożyły się w nieodpowiedni sposób. To było jego obruszanie się. A potem z zapartym tchem wczytywał się w gazety mówiące o tym, że w przyszłym miesięcy znak zodiaku Ryb wejdzie w układ z Saturnem i wszystkie Ryby (...). Gdyby się nad tym zastanowić to czy on w to wierzył? Gdyby się zastanowić - pewnie nie. Można było to jednak zgrabnie ignorować, bo w zasadzie wszystkie te pierdoł były po prostu fascynujące. Tylko czasem cię wkurwiały. - Tam gdzie siedzimy na Nokturnie. Knajpa. - Sprecyzował, żeby się nie zastanawiała o jaką melinę chodzi. I nie była ona do końca na Nokturnie... ale to już były przecież szczegóły. Znajdowała się w jego obrębie. Chyba. Może już wychodziła pod londyńskie ulice w tych przepastnych ścieżkach i kanałach, w których można się było zgubić. - Nabijam się. Jeszcze na jego rzecz nie zostałem obdarowany mniejszą uwagą. - Na jego facjacie pojawił się uśmieszek, nieco ironiczny. Ale tak, w pierwszym momencie było w tym coś... coś było nie tak. Ten kot na fotelu Stanleya. Oburzające, bo przecież on był JEDYNYM kotem tamtego miejsca, a co to miało być? Za wtargnięcie na jego terytorium do tej pory dostawało się w papę, ale bić kota? Nigdy w życiu! Jego boginem powinien być czarodziej zamieniający się w kocura, bo jest to równoznaczne z tym, że go nie pokona i może tylko błagać o litość.

- Dobrze, że dostałaś wolne. - Oby dostawała w każde święto wolne, zanim znowu coś wybuchnie. Uniósł kieliszek i stuknął się jakże nieelegancko z Victorią. - Zdrowie. - Victorii, rzecz jasna! Jemu to już niewiele groziło na tym świecie... - O kuurwa, dobreee... - Oblizał się, przyglądając z uznaniem. - Pani da jedną butelkę. - Albo z 10? Nie miał gdzie tego nosić, więc będzie musiała wystarczyć jedna...


[roll=PO]


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Stanley Andrew Borgin - 16.06.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/dc/e3/f4/dce3f4f4f2277cf8720eae89816cf18a.jpg[/inny avek]
Północne stragany

Stanley pokiwał głową z uznaniem, ponieważ zarówno jedna jak i druga miała rację. Musiałby skłamać, aby się z nimi niezgodzić, wszak ktoś, kto serwował coś takiego, był prawdziwym fachowcem.

Pomyśleć co by tutaj mogło się dziać, gdyby tylko więcej osób wiedziało o towarze "spod lady"? Zapewne wiele, ale tak mogli się rozkoszować trunkiem o którym widzieli tylko nieliczni.

W głowie Borgina zrodziła się jedna i krótka myśl - wysłać tu Sophie. Może nie dzisiaj i nie jutro, ale jakoś skombinować spotkanie pomiędzy Penny, a młodą Mulciberówną, ponieważ powinna podpatrzeć pewne techniki związane z wyrobem alkoholi i zaimplementować u siebie. Może nawet zacząć produkować coś podobnego? Wiadomo jednak, że pewnie nie wszystkie tajemnice - o ile jakiekolwiek - mogłyby zostać ujawnione, ale chociaż taki mały kursik dla niej? Kilka słów ze wsparciem? A i pewnie Robert byłby dumny, że robi coś więcej, niż szlaja po jakichś randkach w ciemno czy nie wiadomo gdzie indziej.

- Hmm... - powtórzył po Penny, jakby sam się nad tym zastanawiał. Jakby to ktoś trzeci im zaproponował po jeszcze jednym kieliszku, a nie on sam. Gdyby tak było, cóż - zgodziłby się bez wahania, a tak to musiał czekać na odpowiedź od rudowłosej, aby ta mogła przekazać kolejne polecenia dla Emily. Stanleyowi w końcu nie wypadało wylecieć z tekstem w stylu polewaj, nie pierdol.

- Jasne. Gwarantuję, że włos z głowy Ci nie spadnie - zapewnił. Za wielkimi czynami, szła wielka odpowiedzialność. Jeden kieliszek za dużo mógł spowodować wiele nieszczęścia, ale na brodę Merlina - dwa kieliszki nikogo jeszcze nie sprzątnęły z planszy! Penny również powinna była sobie dać z nimi radę.

Kiedy tylko wspomniała o tym, aby Emily im polała po jeszcze jednym, uśmiechnął się. Kolejna szansa, aby spróbować tej wspaniałości zachwalał w myślach, nie mogąc się już doczekać.

Nie musieli też jakoś szczególnie długo czekać. Krewna Weasley niby była przy nich jednym okiem i uchem, niby coś tam pomagała przy innych klientach, a mimo wszystko całkiem sprawnie ich obsłużyła. Nim zdążyli mrugnąć, mieli już alkohol.

Stanley kiwnął lekko głową, starając się uspokoić kuzynkę Penny. Miał wszystko pod kontrolą, a drugi kieliszek to był ostatni, który mieli tutaj spożyć w tej chwili.

- No to co, Penny - zwrócił się do swojej towarzyszki - Teraz Twoje zdrowie? - zapytał, unosząc kieliszek do góry, aby móc wznieść toast.

Nie potrzebował szczególnego zaproszenia, aby przechylić drugą dawkę gruszkówki. Na idealnie poukładane książki Roberta, idzie się uzależnić Z jednej strony rosła w nim chęć na jeszcze jedną porcję, a potem i jeszcze jedną... a z drugiej powinni byli przystopować, ponieważ istniało ryzyko, że to się może źle skończyć.

- Nie chce zło wróżyć, ani nic, ale... - zaczął mówić, spoglądając z utęsknieniem na pusty kieliszek - Jeżeli zostaniemy tutaj jeszcze dłużej, to moja silna wolna, może przestać istnieć i będę starał się Ciebie nakłonić na jeszcze jednego - stwierdził, śmiejąc się zaraz z tego wszystkiego. W końcu nie miał pojęcia, że tak się mogło skończyć wpadnięcie na Penny podczas Lammas. Musiał jednak jedno przyznać - póki co nie żałował!