![]() |
|
[23.04.1972] Hej ho, hej ho, do Lasu Wisielców by się szło - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24) +---- Dział: Las Wisielców (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=32) +---- Wątek: [23.04.1972] Hej ho, hej ho, do Lasu Wisielców by się szło (/showthread.php?tid=1250) |
RE: [kwiecień 1972] Hej ho, hej ho, do Lasu Wisielców by się szło - Victoria Lestrange - 12.05.2023 - To tak nie działa. Nekromancja została użyta by zrobić z nich… to. Ale czar działa tylko w trakcie przemiany. Nie są związani z żadnym obiektem. Żyją, żeby żerować, tylko tyle – wyjaśniła Heather pokrótce. Jeśli chciała, mogła jej powiedzieć i podsunąć książki by dowiedziała się więcej, ale teraz kiepski był na to czas i miejsce. Z kolei zaś Victorię ta dekapitacja właśnie nie poruszyła. Głowa odleciała, a jej spojrzenie i skupienie na powrót było w dziurze i na trójce nieszczęśników. To chyba dlatego, że Victoria nie potrafiła już na nich patrzeć jak na ludzi. Wiedząc, że to co im się przytrafiło jest nieodwracalne, że już nawet nie myślą kreatywnie, a idą za instynktem, który każe im jeść żywe istoty – było jej żal tych ludzi, ale teraz… już nie byli i nie będą nigdy sobą. Tak było lepiej. - Alexander? Też znasz jednego? – zapytała Brennę, nim w ogóle uniosła różdżkę, by zakończyć ich udrękę. - Ta kelnerka to Carla. Dobrze, przynajmniej mamy jakieś tropy… Będzie trzeba o nich popytać rodzinę, w pracy – to było oczywiste, ale warto było wyznaczyć jakiś plan zadania. - W porządku – pasował jej taki układ. Nie było sensu targać tam całej trójki, zresztą… Byli pracownikami ministerstwa na akcji za czarnoksiężnikiem, musieli się spodziewać wszystkiego: nawet tego. Raport będzie pewnie obszerny, dowody zaś? Lestrange planowała oprócz posiłków zabrać z ministerstwa aparat i uwiecznić pewne elementy na kliszach. Czwórka kompletnie oderwanych od siebie ludzi w środku Lasu Wisielców, na cmentarzu, już mówiła wiele. I dlatego nie sądziła, że będą ukarane za ponowne uśmiercenie żywych trupów. Były zbyt niebezpieczne – tak dla czarodziei jak dla mugoli, którzy żyli w Little Hangleton. A potem wycelowała różdżkę w Carlę bądź pacjenta, zależy co zrobiła Brenna (a jeśli jakimś cudem zaklęcie Brenny zjechało na biednego Alexandra, to planowała zostawić przy nieżyciu Carlę), i powtórzyła próbę ścięcia głowy – skoro już miały pewność, że to na pewno działa. - Tam coś leży – rzuciła do swoich towarzyszek, kiedy już było po wszystkim a w dole mieli jednego ruchliwego truposzka zamiast trzech. Ostrożnie ruszyła w stronę polany, zgodnie też z tym, co ustaliły z Brenną. Damska torebka… Machnięciem różdżki uniosła ją w powietrze, by obejrzeć z bliska i otwarła ją również za pomocą magii, by zajrzeć do środka. Nie chciała jej dotykać, by nie okazało się, ze to jakiś podły świstoklik… Póki co wolała nie ryzykować. Kształtowanie - dekapitacja truposzków (jak w poście) [roll=Z] [roll=Z] [roll=Z] RE: [kwiecień 1972] Hej ho, hej ho, do Lasu Wisielców by się szło - Heather Wood - 16.05.2023 Heath odwróciła wzrok, kiedy zobaczyła jak głowa zostaje odcięta. Nadal nie do końca przywykła do takich widoków. Musiała zacząć się przyzwyczajać, ale wszystko przyjdzie z czasem. Przeniosła wzrok na liny, którymi udało jej się związać Alexandra, był to zdecydowanie przyjemniejszy widok. - Jasne, niech jedno zostanie żywe, martwe, czy jakoś tak. - Bo byli chyba gdzieś pomiędzy życiem, a śmiercią. Wysłuchała uważnie dalszego planu Brenny, nie miała nic do dodania, bo wydawało jej się, że ma on sens. Jeszcze chwila i będa mogły opuścić to dziwne miejsce - na szczęście. Złapała mocniej miotłę w dłoni, była gotowa wskoczyć na nią w każdym momencie, aby zacząć patrolować okolicę. Świeże powietrze dobrze jej zrobi, tam wyżej z dala od tych żywych trupów. - Czyli w między czasie ktoś zrobił z nich te chodzące trupy, i tyle, nie ma w tym większego sensu. - Zastanawiała się bowiem po co? Miały czegoś pilnować, czy o co tutaj chodziło. Dlaczego tylko cztery? Miały je wystraszyć, może chroniły czegoś jak te utopce na mokradłach? - Ciekawe, czy rodzina wie, że nie żyją. - Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach, bo co jeśli nie, jeśli to oni zostaną posłańcami przynoszącymi okropne wieści? Tego nie znosiła najbardziej, zupełnie do tego nie przywykła i nie sądziła, że kiedykolwiek będzie jej dane się z tym oswoić. RE: [kwiecień 1972] Hej ho, hej ho, do Lasu Wisielców by się szło - Norvel Twonk - 17.05.2023 Było coś niepokojącego w widoku nieumarłych. Carla łapała rękami za gliniastą ziemię. Chciała się wspinać do góry, wyjść z dziury, rzucić się na Brennę i Victorię (na tę pierwszą, na tę która akurat byłaby bliżej). Nie interesowała się ciskanymi przez czarownice zaklęciami. Nie obawiała się ich. Nie próbowała przed nimi uciekać. Mężczyzna wyglądający jak pacjent również nie reagował na to, co robiły aurorka i brygadzistki. Tak jak i jego współtowarzyszka (a i Alexander, gdyby tylko dostał taką szansę) próbował wydostać się z dołu i rzucić na żywe kobiety. Carla nawet nie jęknęła z bólu, gdy zaklęcie Longbottom rozcięło jej szyję. Tym razem nie udało jej się odciąć głowy jednym zaklęciem. Może była odrobinę silniejsza od tamtej? Dobiła ją Victoria. Zaledwie kilka chwil później (i dwa splecione zaklęcia), do toczącej się głowy Carli dołączyła głowa pacjenta. Mimo usilnych prób by wydostać się z więzów, Alexander ciągle leżał związany w dziurze. Tymczasem unosząca się w powietrzu Heather nie dostrzegła nikogo kto zmierzałby w ich kierunku. Patrząc z wysokości na cmentarz, zauważyła jedynie, że jeden z nagrobków był w wyraźnie lepszym stanie od reszty. Górował nad nimi, choć tknięty zębem czasu jak reszta, wciąż w całości. Zgodnie z wolą Lestrange, porzucona damska torebka uniosła się w powietrzu. Była lekko rozpięta a gdy czarownica za pomogą magii spróbowała nią poobracać wypadło z niej trochę przedmiotów: portfel, saszetka z dokumentami, różdżka, chusteczki, jakieś inne drobiazgi, w tym coś co wyglądało jak opakowanie po gumie do żucia. RE: [kwiecień 1972] Hej ho, hej ho, do Lasu Wisielców by się szło - Brenna Longbottom - 18.05.2023 - Znam go. To Alexander Gainor. Jego siostra zaginęła w tajemniczych okolicznościach… I gdy przeglądałam katalogi zaginionych, by ustalić tożsamości ludzi z Mokradeł, na niego się nie natknęłam – powiedziała Brenna, pobladła. Nie, nie chodziła o to, że miała nadzieję, że jeszcze ich uratują. Chodziło o wszystko poza tym. O ich zakończone życia, o rodziny, o człowieka, który to wszystko zrobił. O to, że nawet po śmierci nie otrzymali spokoju. Sama została w pobliżu dziury, by pilnować Alexandra, pozostawiając pilnowanie oraz przyglądanie się od góry Heather, a rozglądanie z ziemi Victorii, która znalazła jakąś torebkę. Doskonale, mogła ją wykorzystać. Na tym zresztą nie miała zamiaru poprzestać. – Jest tam coś ciekawego? Jeśli nic nie widzicie, myślę, że Tori może skoczyć do Ministerstwa, a Heather dalej popilnować, czy ktoś tu nie nadchodzi… Accio różdżka – mruknęła, celując własną różdżką w dół. Chciała się przekonać, czy ich rozbrojono przed śmiercią. A jeżeli nie… cóż, zabranie im różdżek nie zaszkodzi, one też mogły bardzo się jej przydać. Potem cofnęła się o dwa kroki i zatoczyła koło wokół własnej osi, szepcąc kolejne zaklęcie. Tym razem takie, które miało pokazać ślady magicznej obecności. W tym przypadku Brenna chciała sprawdzić, czy na polanie poza nimi i czwórką żywych trupów niedawno był ktoś jeszcze, kto nosił w sobie magię. Ich stwórca wysłał ich tutaj samych, czy może się tu wcześniej pofatygował osobiście? Albo takich jak oni było więcej? – Appare Vestigium. Accio: [roll=N] Appare Vestigium [roll=PO] Jak któreś nie wyjdzie, to powtórzy: [roll=N] RE: [kwiecień 1972] Hej ho, hej ho, do Lasu Wisielców by się szło - Victoria Lestrange - 24.05.2023 Nawet dobrze, że zawartość torebki wysypała się na ziemię. Victoria kucnęła i różdżką dotykała rzeczy, przesuwając je by przyjrzeć im się uważniej. Portfel, dokumenty, różdżka… Reszta szpargałów wydała jej się mało istotna i zaraz ruchem swojej różdżki te niepotrzebne rzeczy wrzuciła z powrotem do torebki. Pochyliła się za to nad portfelem, chcąc go otworzyć i zobaczyć, czy znajduje się tam coś ciekawego, a następnie by zerknąć do dokumentów i upewnić się do kogo należały: czy do jednej z kobiet (tak strzelała biorąc pod uwagę damską torebkę), które przed chwilą pozbawili głowy, czy do kogoś innego? Potem i te ostatnie rzeczy z powrotem umieściła w torebce i tym razem już dotknęła ją za pasek. I tak będzie trzeba sprawdzić do kogo należała różdżka, dla świętego spokoju, tu nie miało być miejsca na przypadki i niesprawdzone tropy. Może trzeba będzie też pomyśleć o widmowidzu, by dowiedzieć się jakie było ostatnie rzucone przez różdżkę zaklęcie… Tym niemniej ostatecznie rozejrzała się jeszcze po polanie, chcąc się upewnić, że na pewno niczego nie przegapiła – i jeśli nic więcej tam nie było, to wróciła się do Brenny. - Znalazłam torebkę, dokumenty, różdżkę... Wszystko będzie jeszcze do sprawdzenia – powiedziała pannie Longbottom i uniosła swoją różdżkę, gotowa do aportacji do Ministerstwa Magii. - Chwilę mi to pewnie zajmie, ale postaram się wrócić z posiłkami najszybciej jak się da – i po tych słowach zgodnie z planem teleportowała się do Ministerstwa, by wykonać resztę planu – wezwać wsparcie, zgarnąć aparat, i wrócić na polanę. Percepcja – rozglądam się po polanie [roll=Z] [roll=Z] [roll=Z] RE: [kwiecień 1972] Hej ho, hej ho, do Lasu Wisielców by się szło - Heather Wood - 24.05.2023 Tak jak powiedziała, to zrobiła. Odfrunęła od kobiet, aby spojrzeć na okolicę z góry. W tym była najlepsza. Zresztą była szukającą, znajdowała znicza w warunkach atmosferycznych zdecydowanie nie tak sprzyjających, jak pogoda dzisiaj. Gdyby więc tylko ktoś się tutaj pojawił - na pewno jej by to nie umknęło. Była skupiona, nie chciała niczego, ani nikogo przegapić. Obserwowała uważnie okolicę z powietrza. Nic jednak nie wzbudziło w niej niepokoju, ani żywej duszy nie było w okolicy. Dostrzegła jednak coś innego. Ten nagrobek wyglądał inaczej. Jakby nie dotknął go upływający czas, może był nowszy? Coś wyróżniało go na tle reszty. Nie zamierzała tego ignorować, może wcale nie bez powodu się tak [roll=Z] dwa rzuty na percepcje, aby znaleźć istotne informacje na nagrobku RE: [kwiecień 1972] Hej ho, hej ho, do Lasu Wisielców by się szło - Norvel Twonk - 10.06.2023 Brenna i VictoriaW portfelu Victoria znalazła trochę mugolskich pieniędzy i dowód osobisty Marion Lynwood. Marion ze zdjęcia wyglądała dokładnie tak samo jak jedna z nieumarłych kobiet, z którymi tylko co stoczyły we trzy walkę. Rozglądając się dookoła nie widziała nic szczególnie interesującego. Brygadzistka Wood wisiała na miotle nad jednym z nagrobków. Cmentarz położony był w lesie, na polanie. Patrząc na to, jak stare były rosnące dookoła drzewa, musiały tu rosnąć już w chwili, gdy chowano zmarłych. Tak czasem bywało, gdy wieś nawiedziła zaraza lub niespodziewane, grupowe nieszczęście. Ani Alexander, ani pacjent nie mieli przy sobie różdżek. Gainor dalej leżał związany w dole. Powarkiwał cicho szamocząc się. Polana rozbłysła śladami magii, gdy Brenna splotła zaklęcie. Nie były to jednak ślady pozostawione poza kimkolwiek poza nimi trzema. HeatherZ bliska dostrzeżony z góry nagrobek nie prezentował się aż tak dobrze jak z góry. Otaczała go dziko rosnąca wysoka trawa. Główna płyta była spękana i porośnięta mchem. Nie dało się na niej odczytać ani daty urodzenia, ani śmierci pochowanego tu człowieka. Pozostało po nim imię i nazwisko: Maxwell Hoffmann. A obok tych informacji małe, niewyraźne i rozmazane zdjęcie. Przedstawiało starca o mysiej urodzie, odstających zębach i sianowatych włosach. Patrzył na nią mężczyzna z rysopisu, który otrzymała od Brenny. Uznajmy, że takie akcje jak: wezwanie służb, przeniesienie ciał, zakopanie trupów, etc. - uznam wam, ale będą miały miejsce na zakończenie sesji. RE: [kwiecień 1972] Hej ho, hej ho, do Lasu Wisielców by się szło - Heather Wood - 12.06.2023 Nagrobek okazał się nie być jakoś świetnie zachowany. Szkoda - wtedy mógłaby więcej się dowiedzieć. Nie narzekała jednak, bo udało jej się dostrzec jakieś strzępki informacji, kiedy podleciała bliżej. Maxwell Hoffmann - nic jej to nie powiedziało, jednak może te dane osobowe powiedzą coś jej towarzyszkom. Zbliżyła się bliżej grobowca, żeby zobaczyć zdjęcie - bo i ono się zachowało. Czyżby to był mężczyzna, o którym mówiła Longbottom? Nie zwlekała zbyt długo. Ruszyła w strone kobiet, aby podzielić się tym, co udało jej się znaleźć. Zatrzymała się tuż przed Brenną. - Tam! Musimy tam iść, naprawdę! - Krzyknęła nie do końca wyjaśniając o co jej chodzi. Zdaniem Rudej najlepiej by było, żeby one po prostu same zobaczyły to na własne oczy. Tak chyba będzie prościej, bo jeszcze coś przekręci, źle przekaże... jak zawsze. - Chodźcie szybko. - Ponagliła je jeszcze. - To nagrobek, jakiś taki inny od reszty. - Zeszła z miotły, żeby podejść do niego z kobietami. - I mam wrażenie, że to zdjęcie wygląda znajomo. - Dodała jeszcze idąc powoli przed siebie. Była wyraźnie podescytowana swoim znaleziskiem. - On wygląda jak ten facet z rysopisu Brenna! - Tylko to by oznaczało, że nie żyje, co trochę nie do końca jej się spinało z reszta informacji, ale nie wspomniała o tym jeszcze, przynajmniej jak na razie. Wood szła przed siebie żwawym tempem, zależalo jej, aby jak najszybciej dotarły do jej znaleziska. Liczyła na to, że uda im się dzisiaj znaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania. RE: [kwiecień 1972] Hej ho, hej ho, do Lasu Wisielców by się szło - Brenna Longbottom - 12.06.2023 Zaniepokojona okrzykami Heather Brenna czym prędzej ruszyła w tamtą stronę. Słowa odnośnie tego, że ktoś wygląda jak „tamten facet” sprawiły, że przyspieszyła. Co Wood miała na myśli…? - Jasny szlag - podsumowała Brenna, kiedy zbliżyła się do nagrobka i dojrzała fotografię. Ta była niewyraźna, ale Longbottom nie miała wątpliwości: to był ten mężczyzna. Widziała go w wizji. Victoria też mogła go rozpoznać, wszak dostała portret pamięciowy. - To on. Czarnoksiężnik z mokradeł. Albo jest ghulem, albo upozorował własną śmierć, albo zginął niedawno, tuż po tym, jak... jak ich zabił...ale ten grób nie wygląda na świeży... albo... nie wiem, to jego ojciec, a on jest do niego bardzo podobny? - powiedziała, nie odrywając spojrzenia od zdjęcia. Chłód, który napełnił ją w chwili, gdy zrozumiała, że mają do czynienia z paroma okrutnie zamordowanymi czarodziejami, ożywionymi przez nekromantę, teraz narastał aż miała wrażenie, że krew w jej żyłach zamarzła. Caspian miał cholerną rację. A ona prawdopodobnie nie wpadłaby na to, aby przeszukiwać cały teren. Czarnoksiężnik nie zadowolił się tylko artefaktem i mokradłami. Musiał mieć coś wspólnego z posłaniem tu tych nieumarłych, inaczej to byłby zbyt duży zbieg okoliczności. - Tori, proszę, tak na wszelki wypadek rozprosz magię - poprosiła. Victoria była w tym znacznie lepsza niż sama Brenna, a Brygadzistka obawiała się, że mogli mieć tutaj do czynienia z czymś potencjalnie paskudnym. Ci nieumarli przecież czegoś tu szukali, a przynajmniej na to wyglądało. Sama Brenna natomiast najpierw obeszła nagrobek, oglądając go ze wszystkich stron. Pochyliła się i ostrożnie usunęła rośliny. Zanim zrobiła cokolwiek innego, chciała upewnić się, że nie widzi żadnych run, podejrzanych przedmiotów, znaków, czegokolwiek, co odbiegałoby od normy. Zerknęła jeszcze, by upewnić się, że ostatni z żywych trupów nie wydostał się z dziury. A potem... Machnęła różdżką, by wyczarować... łopaty. Spojrzała przepraszająco ku swoim towarzyszkom. - To jedyny sposób, by sprawdzić, czy... on tu jest. Wolę nie próbować z kolejną dziurą - powiedziała. Jeszcze znów zrobi się za duża. Albo uszkodzi szczątki. Czy coś, co mogło tu być zakopane. Z dwojga złego lepiej już było spędzić tu trochę czasu na kopaniu albo wprawić łopaty w ruch za pomocą magii, mogła też transmutacją zmiękczyć glebę, gdyby kopanie okazało się za trudne. I tak, zamierzała rozkopać grób. Chciała przekonać się, czego szukali tutaj nieumarli i przede wszystkim: czy w grobie Maximiliana spoczywały jego szczątki. Rzuty na percepcję (oglądanie nagrobka), transmutację (jakby trza było ziemię gdzieś zmiękczyć) i kształtowanie (łopata): [roll=Z] [roll=Z] [roll=PO] Edycja za zgodą MG, bo zwaliłam kod na roll RE: [kwiecień 1972] Hej ho, hej ho, do Lasu Wisielców by się szło - Victoria Lestrange - 12.06.2023 Już miała się teleportować, ale okrzyk Heather ją zatrzymał i się zawahała, opuszczając różdżkę. Spojrzała w kierunku, który wskazywała dziewczyna – na nagrobek, który i jej rzucił się wcześniej w oczy i w okolicy którego jeszcze chwilę temu sama się znajdowała. Ostatecznie rzuciła jeszcze okiem na znajdującego się w diurze trupka, który próbował się jakoś tam wydostać i nijak mu to nie szło, i trzymając te wszystkie klamoty przy sobie, które pozbierała na polance, ruszyła we wskazane miejsce… tylko po to, by zobaczyć na zdjęciu na nagrobku typa z rysopisu. - Albo eliksir wielosokowy – rzuciła Victoria pierwsze co przyszło jej do głowy. Właściwie to nie dziwne, że to była jej pierwsza myśl, zważywszy że interesowała się alchemią od najmłodszych lat. Brenna nie musiała jej prosić, ani mówić dwa razy. Obecność grobu z tą podobizną tak mocno biła na alarm, że Victoria bez zbędnego komentarza machnęła kilka razy różdżką, chcąc się upewnić, że na pewno nic im tutaj ze strony magii nie grozi – i rozproszyć ewentualne paskudztwa nań czyhające. Czy te trupy mogły tutaj szukać jakiejś rzeczy – miała co do tego wątpliwość. Dla Victorii wyglądali jakby raczej czegoś strzegli, bo rzucili się na pierwsze osoby, które wyczuli. Z wysoko uniesioną jedną brwią spojrzała na Longbottom. - Serio? – mruknęła, ale wzięła łopatę do ręki i westchnęła głośno, dając tym samym upust swojemu lekkiemu niezadowoleniu. Ale zakasała mentalne rękawy i zaraz wbiła szpadel w ziemię. Tak – wiedziała jak się to robi. A bo to raz przekopywała ogródek, żeby kwiaty lepiej rosły? Jasne, nie był to ogródek tylko grób, ale proces był przecież ten sam. Najwyżej zaklnie łopatę, żeby wiosłowała sama – ale to za chwilę, bo niech te kilka ruchów będzie, że zrobiła sama. Rozpraszanie na rozpraszanie magii [roll=PO] [roll=PO] [roll=PO] |