Secrets of London
[02.05.72, tuż po południu] Rachunek sumienia - po wielkiej wichurze, Gerry i Vince - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [02.05.72, tuż po południu] Rachunek sumienia - po wielkiej wichurze, Gerry i Vince (/showthread.php?tid=1545)

Strony: 1 2 3 4


RE: [02.05.72, tuż po południu] Rachunek sumienia - po wielkiej wichurze, Gerry i Vince - Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.09.2023

Atmosfera robiła się coraz bardziej napięta. Nie ma się co dziwić, chyba żadne z nich nie spodziewało się tego, że w tym lesie będzie się na nich czaić, aż tyle bestii, które będą pragnęły ich śmierci. - Wiesz co Vinnie, mógł zabić, a tylko ukąsił. Mogło być gorzej, więc nie marudź. - Niech się weźmie w garść, bo jeszcze chwila i ona go doprowadzi do porządku. Nie szła by dalej, gdyby nie czuła, że muszą brnąć przed siebie. Przecież ktoś słabszy od nich mógł potrzebować pomocy, nie robiła tego, aby połechtać swoje ego.

Wtedy natrafily na te dziwne coś w powietrzu. Nie było widać śladu istot, które powodowały te uczucie. Wiedziała jednak, że coś jest na rzeczy, że muszą biec, bo inaczej mogą skończyć źle. Udało jej się spierdolić, co tu nie mówić, nawet trochę pokiereszowana nadal była w formie. Miała nadzieję, że Vinnie również sobie poradzi. Odwróciła się za siebie w momencie, w którym to uczucie przestało jej towarzyszyć. Musiała sprawdzić, czy jej towarzysz również dał radę uciec. Na całe szczęście był tuż za nią. Oparła się o drzewo i odetchnęła głęboko. Była już nieco zmęczona. - Dobra, rozejrzymy się jeszcze tutaj i spierdalamy z tego lasu. Będziemy musieli opowiedzieć wszystkim, co widzieliśmy. - Powinni ostrzec innych, jak wiele zła czai się w Kniei.

- Nie wiem, co to było. Też to poczułeś, prawda? - Musiał to poczuć, skoro rzucił się do ucieczki za nią. Zaczęło ją to zastanawiać, bo było to dla niej coś zupełnie nowego. Mimo wszystko, zaczęła się rozglądać po okolicy, kto wiedział, czy tutaj znowu nie wyskoczy coś zza krzaka.




RE: [02.05.72, tuż po południu] Rachunek sumienia - po wielkiej wichurze, Gerry i Vince - Bard Beedle - 18.09.2023

Szepty powoli zostawały gdzieś za nimi. Vincentowi wciąż było zimno, ale ten chłód przestał być nienaturalny i nie zdawało się mu już, że promieniuje gdzieś z wewnątrz. Kiedy dogonił Geraldine, podparł się o najbliższe drzewo. Nie był tak sprawny fizycznie, jak ona, i zwyczajnie było widać, że nie nadaje się już do żadnego zwiedzania Kniei. Z trudem łapał oddech. Twarz miał bladą, zimną, ale na czole kroplił się pot. Ta ostatnia ucieczka sprawiła, że rana znów zaczęła krwawić.
Potrzebował medyka. Zresztą Yaxley, trzy razy ugryziona przez pająka, chyba też.
Spojrzał na nią tylko krzywo, kiedy oświadczyła, że "jednak jeszcze chce się tu rozejrzeć". Nic nie powiedział. Odbił się od pnia drzewa i... znów ruszył za kobietą w las. Chociaż wyraźnie już skręcał powoli tak, aby zmierzali bardziej w stronę Doliny Godryka, wyraźnie niezbyt chcąc kierować się jeszcze bardziej w głąb Kniei.
Lasu, pełnego potworów.


RE: [02.05.72, tuż po południu] Rachunek sumienia - po wielkiej wichurze, Gerry i Vince - Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.09.2023

Czuła, że Vinnie będzie na nią zły za tę wycieczkę. Miała jednak nadzieję, że jej wybaczy. Nie mogła pozwolić na to, żeby komukolwiek stała się krzywda, co jeśli zaraz spotkają kogoś w potrzebie? Może i pająk ją ugryzł, ale nie odgryzł przy tym żadnej kończyny, co jej zdaniem powodowało, że mogli iść dalej. Starała się nie spoglądać na Vinniego, wiedziała, że mogłaby spotkać się z jego zabójczym spojrzeniem.

Szli więc przed siebie. Wiedziała, że to już ich ostatnie podrygi. Niedługo wrócą na polanę i będą mogli opowiedzieć o wszystkim, co im się tutaj przytrafiło. Ciekawe, czy inne grupy poszukiwawcze miały równie wiele przygód, co oni? Na pewno podpyta o to kilka osób.

Kiedy tak szła przed siebie rozglądała się bardzo uważnie po krzakach. Szukała zagubionych ludzi, ale też i jakichś śladów, które mogłyby powiedzieć, co się tutaj w nocy wydarzyło. Wydawało jej się to dosyć istotne. Na pewno członkowie rodzin ofiar będą chciały usłyszeć jakieś konkrety.




RE: [02.05.72, tuż po południu] Rachunek sumienia - po wielkiej wichurze, Gerry i Vince - Bard Beedle - 18.09.2023

Vincent chyba nie miał już siły na złość. Był po prostu trochę za mocno ranny i za mocno zmęczony, aby cokolwiek komentować albo nawet mierzyć Geraldine kolejnymi, zabójczymi spojrzeniami. Nie rozglądał się już nawet szczególnie, pozwalając, by robiła to Yaxleyówna - chociaż w miarę jak przemierzali las, coraz jaśniejsze się stało, że osobą najbardziej potrzebującą pomocy, jest tutaj Vincent.
Zaciskał palce na różdżce, kiedy mijali kolejne miejsca oznaczone czerwonymi wstążkami... kierując się bodaj na jedyny jeszcze niezbadany obszar...

!B3


RE: [02.05.72, tuż po południu] Rachunek sumienia - po wielkiej wichurze, Gerry i Vince - Pan Losu - 18.09.2023

A więc zdecydowaliście się przemierzać Knieję...


Trafiliście na dziwaczny, pulsujący ciepłym światłem kamień (dla osób, które miały styczność z katalizatorami - światło jest identycznego do tego napotkanego na Beltane). Jeżeli spróbowaliście się do niego zbliżyć, świecił coraz mocniej, aż wreszcie zaczął się trząść i wybuchł, raniąc was gorącym powietrzem. Rzucanie w niego zaklęć innych niż rozpraszające skutkuje strzelaniem z niego snopów iskier. Osoby posiadające rozproszenie na poziomie przynajmniej ◉◉◉○○ mogą spróbować wyciszyć katalizator udanym rzutem, ale mają tylko dwie próby. Niewyciszenie katalizatora skutkuje pożarem lasu.



RE: [02.05.72, tuż po południu] Rachunek sumienia - po wielkiej wichurze, Gerry i Vince - Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.09.2023

Kiedy tak szli przed siebie natknęli się na dziwny kamień. Geraldine rozglądała się nieco wyżej, więc prawie w niego wdepnęła. Tak w zasadzie to prawie się o niego potknęła. To, że nie spoglądała na ziemię okazało się być błędem. Ten kamień pulsował, a to nie wróżyło niczego dobrego. Po chwili oberwała gorącym podmuchem powietrza, odepchnął ją do tyłu. - Vince, to boli. - Powiedziała odkrywczo. Wiedziała już, że nie powinni się do niego zbliżać, bo kamień zaczynał wariować. Nigdy w życiu nie widziała otoczaka, który zachowywałby się w ten sposób. Musiała w to być zamieszana magia.

Kamień wydawał się żyć własnym życiem. Wyglądał na taki, co zaraz mógłby wybuchnąć. Nie bardzo wiedziała, co powinni z tym zrobić. - Masz jakiś pomysł na to, co z tym zrobić? - Zapytała swojego towarzysza, bo może wpadł na coś błyskotliwego. - Mam wrażenie, że może wybuchnąć, może lepiej chodźmy stąd i komuś powiedzmy, co się dzieje? - Wydawało jej się, że pulsuje on coraz silniej, nie wróżyło to nic dobrego. Byli już tak pokiereszowani, że może lepiej, aby zajął się tym jakiś specjalista od kamieni.




RE: [02.05.72, tuż po południu] Rachunek sumienia - po wielkiej wichurze, Gerry i Vince - Bard Beedle - 18.09.2023

A trzeba było uczyć się w Hogwarcie finite, pomyślał Vincent, kiedy dostrzegł kamień, błyszczący dziwnym światłem i ledwo moment później okazało się, że ten poparzył Geraldine. Spróbował wprawdzie machnąć różdżką, ale bez przekonania i jego czar nie przyniósł żadnego rezultatu. Magia znów płatała figle, czy był za słaby w tej dziedzinie magii? Albo kamienia nie dało się ot tak "uciszyć" magią rozpraszającą? Tego Vincent już nie wiedział...
W innych okolicznościach z pewnością chciałby sobie to znalezisko dokładniej obejrzeć. "Mam wrażenie, że to może wybuchnąć" i iskry, które strzeliły w górę, kiedy Vinnie spróbował innego czaru, przekonały go jednak, że czasem ciekawość to pierwszy krok do Limbo.
- Spierdalamy - zgodził się Vincent. - I to w podskokach, Blondynko, lecimy do Brygadzistów, żeby im powiedzieć, co tutaj leży...
...i że zaczyna się pożar - chociaż w tej chwili, gdy to mówił, Vinnie jeszcze nie zdawał sobie sprawy z rozmiarów konsekwencji, jakie miała przynieść jego niechęć do nauki czarów rozpraszających. Dopiero kiedy już się oddalili i spojrzał w tył, miał dostrzec ulatający w górę dym i to zachęciło go, aby mimo ran poruszać się szybciej. Dużo, dużo szybciej.
I naprawdę miał nadzieję, że Brygadziści zdołają dotrzeć na miejsce dostatecznie prędko, aby zdołali powstrzymać rozprzestrzenianie się ognia i sprawić, że w ostatecznym rozrachunku Knieja nie pójdzie z dymem.


RE: [02.05.72, tuż po południu] Rachunek sumienia - po wielkiej wichurze, Gerry i Vince - Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.09.2023

Ten dzień należał do jednych z tych, o których wolałaby zapomnieć. Miała wrażenie, że los z niej drwi. Nic, zupełnie nic nie szło po myśli panny Yaxley. Las okazał się być bardzo złowieszczo do nich nastawiony. Atakował ich z każdej strony, w najróżniejsze z możliwych sposób. Przeorał ją dzisiaj konkretnie. Czuła, że zaczyna ją boleć bardzo wiele części ciała. Nie tego się spodziewała. Był to naprawdę kurewsko ciężki dzień.

Widziała, że Vince próbuje rozwalić ten magiczny kamień, ale też mu nie szło. Najwyraźniej żadne z nich nie było na tyle kompetentne, aby sobie z nim poradzić. Nie tego oczekiwała, wstyd było komukolwiek powiedzieć, że pokonał ich kamień... To był dzisiaj gwódź do trumny dla tej dwójki.

Czuła ogromne rozczarowanie, kiedy biegli w podskokach na polanę. Odwróciła się jeszcze i dostrzegła, że miejsce, w którym chwilę wcześniej stali zaczęło zajmować się ogniem. Wkurzyła się. Nie po to się tutaj pojawili, żeby spalić Knieję.

Mimo tego, że była ogromnie zmęczona tym przeszukiwaniem lasu, to biegła ile sił miała w nogach przed siebie. Ignorowała ból po ukąszeniach, czuła, że jeśli się teraz zatrzyma, to już nie wstanie. Musieli dobiec do namiotu brygadzistów, aby im o wszystkim powiedzieć. Tylko od czego powinni zacząć, od wielkiego pająka, dziwnych istot, pożaru, czy tego kawałku ciała z kompasem, które Vincent niósł w wroku na plecach?

Dobiegli na polanę, wrócili do namiotu w którym zaczęli swoją przygodę. - TAM SIĘ PALI, KAMIEŃ WYBUCHNĄŁ I LAS SIĘ ZACZĄŁ PALIĆ - Geraldine zaczęła krzyczeć, bo bała się, że ktoś będzie gdzieś obok tego miejsca i nie będzie w stanie stamtąd uciec. Przy tym wietrze ogień mógł rozprzestrzeniać się bardzo szybko. Usiadła na trawie, opadła z sił, kontynuowała jednak swoją wypowiedź. - Pająk, ogromny pająk chodzi po lesie, on chciał nas zjeść. - Wolałaby ostrzec innych przed tym stworzeniem. - Jakieś istoty, których nie znam też tam były, mam wrażenie, że one są stworzone, aby zabijać, bo powodowały strach, taki strach, jakiego nigdy, ale to nigdy w swoim życiu nie czułam. - Stojący obok brygadziści wzięli sobie jej słowa do serca i ruszyli w stronę lasu, aby zająć się pożarem. Yaxley udała się do namiotu medyków, aby ktoś zajął się jej raną na nodze, nie miała pojęcia, gdzie podział się Vince, bo zgubiła go gdzieś w tym całym zamieszaniu.


Koniec sesji