![]() |
|
[28.07.1972|Włości Lysandra]Bog pszenice,diabeł oset sieje,misio w lipcu nam marnieje - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [28.07.1972|Włości Lysandra]Bog pszenice,diabeł oset sieje,misio w lipcu nam marnieje (/showthread.php?tid=2691) |
RE: [28.07.1972|Włości Lysandra]Bog pszenice,diabeł oset sieje,misio w lipcu nam marnieje - Samuel McGonagall - 21.03.2024 Przez fakt, że Samuel mógł pół życia przyjmować formę wielkiego, zwalistego leśnego zwierzęcia, zatracił perspektywę i w sumie za każdym razem był zaskoczony, kiedy kto inny odbierał dość intensywnie jego pojawienie się właśnie w futrze. Nawet jeśli miesiąc wcześniej doprowadził jednego maga do omdlenia, wciąż zdawało mu się to naturalną formą. Nie był czarodziejem zmieniającym się w zwierzę. Był czarodziejem, mającym wybór. A teraz jego wybór ograniczał się do mocnego uderzania łapami w ziemię tam, gdzie wydawało mu się, że powinna znajdować się kolejna nora parszywego gnoma. Ula miała rację i niestety było ich sporo, a lato niedźwiedzimi nozdrzami zaczęło pachnąć ziemią, gnomim smrodem i lepkością śliny wyciekającej im z zębatej szczęki. W pewnym momencie do uszu Uli dobiegł złowrogi ryk bestii, gdy szkodnik przedarł się przez futrzastą ochronę i dotarł do skóry i mięśni, zatapiając w nich ostrza, aplikując amylazową inspirację, która jednakowoż na misia nie działała zbyt dobrze. Uderzenie łapą strzepnęło ziemniaczanego parszywca, kolejne posłało go za płot. Sapiący, wściekły zwierz zaczął rozglądać się dziko za kolejnym przeciwnikiem, aż łbem z impetem trącił stojącą tuż obok niebogę, która poczuwała się do tego, by towarzyszyć mu w polowaniu. Mokry nos nie był aż takim problemem, jak całkiem twarda czaszka, wystający kieł zahaczył nieznacznie o ubranie, choć gdy tylko poczuł jej znajomą i przyjemną woń, momentalnie przemienił się w przystojnego młodzieńca. Obyło się bez pocałunku prawdziwej miłości. – Ja... przepraszam, przepraszam Ci, nic Ci nie jest? – zapytał przejęty, jego odsłonięte przedramie wciąż nosiło na sobie czerwony odcisk gnomich zębów. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=O2Tk1ij.png[/inny avek] RE: [28.07.1972|Włości Lysandra]Bog pszenice,diabeł oset sieje,misio w lipcu nam marnieje - Ula Brzęczyszczykiewicz - 22.03.2024 To było tak bardzo surrealistyczne. Nienaturalnie wysoka trawa i olbrzymi niedźwiedź, który jeszcze przed chwilą był zbliżonej do mnie postury człowiekiem. Jak cudownie musiało być hasać pod postacią takiej bestii. Być największym i najsilniejszym w okolicy. Animagia to niesamowita zdolność, ale słyszałam, że bardzo trudna do opanowania. A naprawdę nie chciałabym zmarnować czasu na jej naukę, gdyby się okazało, że zamieniałabym się w takiego świerszcza albo mrówkę. Na pewno każde zwierzę miało jakieś zalety do wykorzystania, ale nie oszukujmy się, przykro byłoby odkryć, że się zamienia w insekta. Obserwowałam jak Samuel niszczy gnomy. Trochę przerażające było myśleć, co teraz dzieje się w trawie. Jego wielkie łapy mogły miażdżyć gnomy jak moje palce komary. Czy teraz będę natykać się na rozgniecione ciała gnomów? Paskudztwo. Ja tego nie będę sprzątać. Właśnie biegł tuż obok mnie i zaryczał przeraźliwie, aż skuliłam się w sobie... Po czym zobaczyłam nienarodzonych jeszcze braci Mroczków przed oczami, gdy oberwałam niedźwiedzią głową. Niesamowita porcja zaskoczenia zneutralizowała fizyczny ból, jaki oberwała lewa górna część mojego ciała. Poczułam tylko podskok zszokowanego serca. Zatoczyłam się, starając złapać równowagę. Moje ręce uwiesiły się ramion Samuela, kurczowo usiłując zachować pozycję pionową, jakby od tego zależało moje życie. Wydałam dźwięk zdziwienia, gdy zaczął mnie przepraszać. Ależ dlaczego, przecież to ja, jak głupia nie odsunęłam się od szarżującego niedźwiedzia. — Doprawdy, przeca nic złego nie zrobiłeś. Ja się jak pierdoła nie odsunęłam w porę... — wylałam z siebie polskie słowa, brzmiące zupełnie jak szelest pobliskich drzew. RE: [28.07.1972|Włości Lysandra]Bog pszenice,diabeł oset sieje,misio w lipcu nam marnieje - Samuel McGonagall - 25.03.2024 Nie rozumiał co do niego mówi, lecz była ja trzcina opadająca pod ostrzem magicznego sierpu, eteryczna driada mówiąca językiem traw. Wiotka, lekka jak piórko, tak łatwa do uniesienia na może nie nazbyt rosłych, wciąż jednak muskularnych ramionach młodego już nie niedźwiedzia, młodego znów mężczyzny. Przytulił ją mocno do piersi, jakby nie ważyła nic i ruszył w kierunku domostwa swojego przyjaciela. – Przepraszam zielona pani, przepraszam... Daj mi się sobą zaopiekować... – szeptał cicho, nie bacząc na to, że na czole rozkwitał różowo-fioletowy kwiat niedawnego uderzenia, zasadzony skwapliwie przez gnoma wyrzuconego już na orbitę innego gospodarstwa. – Daj zasadzić swoje korzenie w ciepłej ziemi, oblać łodygę kryształową wodą i wystawić znów Twe piękne oblicze ku słońcu... Daj poczuć znów oczom zachwycić się pięknem zielonych liści i złocistych płatków, daj zanurzyć w słodkiej woni lipcowego popołudnia... – słowa układały się na języku same, na pół świadome, dopieszczone śliną ziemniaczanego ludu, która tak pięknie sprzyjała artystom. Nic dziwnego że Lovegood wciąż pozwalał tym szkodnikom harcować po polanie. – Niechże sen twój wędrowny zielenią poprzedzę! Weź kwiaty w jedną rękę, a w drugą weź miedzę, połóż kwiaty na rozstaju, zwilżyj miedzę w tym ruczaju, co wie o mnie, że trawą brzeg jego nawiedzę.– szeptał cicho całując czubek bolącej głowy, gdy weszli już do sieni. Rozejrzał się za wodą, chciał zapytać, czego byłoby jej potrzeba. Usta wiedzione jednak dalej natchnieniem nie zatrzymywały się przy tak prozaicznej potrzebie: – Cień twej głowy do moich przybłąkał się cieni. Wiem, że w oczach nie zdzierżysz tej wszystkiej zieleni, a co w oku się nie zmieści, to się w duszy rozszeleści! Jeszcze dusza ci nieraz żywcem się odmieni. – W końcu podał jej i sobie tak wody jak i Arielowej nalewki, kiwając głową na boki, rozbawiony trochę i zestresowany w tej samej mierze całą sytuacją. Wskazał jej ugryzienie, licząc że zrozumie, a gdy w końcu ochłonęli, gdy popołudnie zapachniało im w pełni słodyczą zamkniętą miłością w butelce, rozpisali plan Wielkiego Cydrowego Biznesu. Koniec sesji
wykorzystano fragmenty Łąka by B.Leśmian |