![]() |
|
[jesień 1972: 14 września, Keswick] Życie i śmierć Florence Bulstrode - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150) +---- Wątek: [jesień 1972: 14 września, Keswick] Życie i śmierć Florence Bulstrode (/showthread.php?tid=4882) |
RE: [jesień 1972: 14 września, Keswick] Życie i śmierć Florence Bulstrode - Laurent Prewett - 01.05.2026 Słowa na wietrze niosły moc taką samą, jak rzucone na wiatr ziarna. Dziś zasiane, jutro mogły wyrosnąć z nich mlecze, które inny uznają za chwasty, albo piękne róże, wyciągające płatki do promieni słońca. Jedną z osób, który siewcą był kiepskim, był Atreus Bulstrode. Słodkie i śliczne gadki nigdy nie były jego mocną stroną. To nic! To nic... Nie każdy musiał być we wszystkim dobry, a przecież nie za krasomówczość Laurent go kochał i również - podziwiał. Zazdrościł. Zazdrościł jego siły, jego przebojowości, tego, że potrafi tak chlapnąć coś pod wpływem emocji i tego, że potrafił tak odważnie stanąć w czyjejś obronie, wyciągając różdżkę i własne ciało. Więc tak, siewcą mógł być kiepskim. Nadal - kuzynem był wspaniałym. Jak brat, który był bardziej obecny w jego życiu, niż siostra, która swój czas dzieliła przecież z kimś innym. Nigdy nie wartościował tego, kogo Pandora ma bliżej swojego serca, a mimo to łatwo było wytworzyć oset i cierniste kolce za pomocą własnych myśli. Nawet nie musiały zostać wypowiedziane. Jak trudno było przebywać wśród tylu ludzi ubranych w czerń? To pytanie wybrzmiewało w jego głowie, kiedy podnosił klarownie czyste, jasne, lazurowe oczęta na Atreusa. Nie chodziło o ubranie fizyczne, nie. Wiedział, że Atreus postrzegał świat i ludzi inaczej. Automatycznie nieco spiął swoje mięśnie, bo popłoch w głowie mówił: ogarnij się. Tak bardzo chciałby przybrać się w tę biel, pudrowy róż, te ciepłe kolory, które go zawsze otaczały. Od dawna tylko ciemniały, szarzały, a inne - blakły. Dziś nie byłyby niczym innym niż brunatną plątaniną. Róże? Brak dziś było róż. Nawet mlecze nie wyrosły. Lecz to tylko dziś, to tylko dzisiaj... Jutro na pewno będzie lepiej. Chciał wykrztusić z siebie słowo, ale nie bardzo mógł. Jak w mugolskiej bajce o syrenie, której skradziono głos, tak on czuł, że jego gardło jest zaciśnięte. Skinął głową, świadom boleśnie tego, że nie było takiego "ogarnięcia się", które mogłoby z jego strony pomóc Atreusowi. Nie był oklumentą. Nie mógł uchować kuzyna przed samym sobą. I było mu za to tak wstyd, bo to on powinien być mu teraz opoką, że podniósł się ze swojego krzesła, z opuszczoną głową. Wyrwany z tego marazmu, w którym siedział tutaj bez słowa, niemalże bez ruchu, wpatrując się tępo w przestrzeń. Rozejrzał się, mając wrażenie, że jego podniesienie było za szybkie i za gwałtowne, że zaraz każdy będzie na niego patrzył, wytykał go palcami, oskarżał wzrokiem, że "tak nie wypada się zachowywać na stypie". Nic takiego się jednak nie stało. Krzesło prawie nie wydało dźwięku. - Przepraszam... - Wymamrotał tylko pod nosem, nie mając odwagi na kuzyna spojrzeć. Obrócił się i nerwowym krokiem, nieco poczerwieniały na policzkach z nerwów, skierował do wyjścia z sali. Może to lepiej zrobi? Świeże powietrze. Róże odżywały, gdy postawić je w promieniach słońca. Tylko że on - nie był różą. RE: [jesień 1972: 14 września, Keswick] Życie i śmierć Florence Bulstrode - Basilius Prewett - 11.05.2026 Powoli zaczynał czuć się zmęczony przebywaniem w tym miejscu i to chyba nawet nie tyle fizycznie, co po prostu psychicznie. A może był zwyczajnie zmęczony na więcej niż jeden sposób? Pzestawał mieć siłę, aby rozmawiać o Florence i nawet nie chodziło o tę konkretną rozmowę, co o czyhające na niego widmo kolejnych podobnych pogawędek. Przecież ktoś zapewne jeszcze do niego podejdzie. Jakiś członek rodziny lub znajomy. A potem zapewne wyjdzie stąd wraz z siostrą i bratem i też będą o tym rozmawiać. A potem w pracy też na pewno ktoś się spyta o pogrzeb, a to wszystko brzmiało naprawdę... Wyczerpująco. Kątem oka zerknął na matkę swoich kuzynów, z którą jeszcze nie tak dawno temu grał w pokera o pomoc w wkurzeniu Atreusa. Zastanawiał się przez chwilę, czy później nie podejść do niej i nie spróbować jej pocieszyć, ale naprawdę nie wiedział co mógłby powiedzieć, może po prostu odwiedzi ją jakoś w tym tygodniu. Na Matkę... Trudne rozmowy z pacjentami szły mu jednak jakoś lepiej. A może po prostu dzisiaj to nie był jego dzień. Ponownie skupił się na swoich rozmówcach, zdecydowanie bardziej woląc rozmawiać obecnie o gruźlicy niż sprawach śmierciowo-pogrzebowych. – Problem na razie też jest taki, że tak naprawdę nie ma jednego sprawdzonego lekarstwa na kaszel – powiedział krzywiąc się przy tym nieznacznie. No tak. Od Spalonej Nocy wszyscy mieli pełno zmagających się z kaszlem pacjentów, a to był zapewne jedynie ułamek wszystkich poszkodowanych. – Na razie możemy wyciszyć objawy różnymi metodami, owszem, ale wciąż brakuje jednego, skutecznego eliksiru, któryby zapewnił brak nawrotów. – Nic zresztą dziwnego, że takiego eliksiru jeszcze nie było, skoro cały Londyn, wraz z opieką medyczną, jeszcze dogorywał, a pożary były niedawno. Na tyle niedawno, aby przyszli na pogrzeb kogoś kto wtedy zginął. Ponownie spochmurniał, po czym zmusił się do uprzejmego uśmiechu. – Przepraszam na chwilę. Muszę się przewietrzyć. Panie Shafiq, jeśli chciałby pan kiedyś jeszcze porozmawiać o konferencji klątwołamaczy, to wie pan jak się ze mna skontaktować. Pani Lestrange, zachęcam jednak do udania się do Munga, jeśli pani tego potrzebuje. W przypadku uciążliwych godzin pracy w Ministerstwie, jestem pewny że damy radę przyjąć panią po godzinach. I z tymi słowami odłączył się od dwójki, zbyt przytłumiony tym wszystkim by pomyśleć dłużej o co w ogóle chodziło Shafiqowi z tą całą konferencją. RE: [jesień 1972: 14 września, Keswick] Życie i śmierć Florence Bulstrode - Baba Jaga - 11.05.2026
Rozmowy toczyły się powoli, każda swoim własnym rytmem, lecz nie ważne czego właściwie dotyczyły, w każdej z nich dało się wyczuć jeśli nie smutek wywołany stratą, to chociażby właściwą dla takich momentów zadumę. Dzień jednak powoli zbliżał się ku końcowi; wraz ze zbliżającym się wieczorem rozmowy wreszcie przycichły, stół posprzątano, a goście rozeszli się do swoich domów. Koniec sesji
Dziękuję wszystkim za wzięcie udziału w tym wydarzeniu. Zgodnie z zasadami imprez towarzyskich, podsumowanie znajdzie się potem w tym temacie. |