Secrets of London
Poczta Charlesa - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Czarodzieje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=108)
+--- Dział: Sowia Poczta (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=36)
+--- Wątek: Poczta Charlesa (/showthread.php?tid=3244)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8


RE: Poczta Charlesa - Electra Prewett - 06.11.2024

07.09.1972

Drogi Charlie,

oczywiście, że pamiętam o moim partnerze biznesowym!

Ja też byłam ostatnio zajęta innymi sprawami, więc nie mam ci za złe, że piszesz dopiero teraz. Przy okazji, gratuluję poznania tej wyjątkowej osoby i życzę wam udanego związku! Po twoich świeczkach widać, że były tworzone z miłością, nie wątpię więc, że to uczucie stanowiło inspirację. Absolutnie nie uważam, że kształty są groteskowe (choć dobrze wiesz, że mi różne dziwne kształty absolutnie nie przeszkadzają). Wręcz przeciwnie, wyglądają prześlicznie i na pewno zyskają aprobatę szerszej publiki. Jestem pełna podziwu dla wszystkich detali oraz efektów zapachowych. Dalej chętnie wezmę udział w promocji twojego biznesu i myślę, że mogę nawet reklamować świeczki własną twarzą - oczywiście, za odpowiednią zapłatą. Zdaję sobie jednak sprawę, że dopiero zaczynasz prowadzić swój biznes, więc kwestię wynagrodzenia możemy obgadać później.

Z pozdrowieniami,
Electra Prewett



RE: Poczta Charlesa - Electra Prewett - 07.11.2024

07.09.1972

Drogi Charlie,

co powiesz na współpracę z Norą Figg, właścicielką klubokawiarni na Pokątnej? Myślę, że gdybyś zaoferował stworzenie świeczek wyglądających jak sprzedawane u niej słodkości albo pachnące jak jej kawa, mogłaby się zgodzić. Nora Nory jest dość popularną miejscówką, więc na pewno znalazłyby się osoby chętne do zakupu takich świeczek. W kwestii sponsorów, nie mam jeszcze na oku nikogo konkretnego, ale postaram się rozejrzeć za kimś (najlepiej jakimś bogaczem), kogo mogą zainteresować twoje produkty.

Faktycznie pewnie lepiej będzie poczekać z moją reklamą i zapłatą do zimy. Cieszę się też, że masz pomysły na wzory; świeczki ze świątecznymi motywami na pewno będą miały wzięcie!

Pozdrawiam,
Electra Prewett



RE: Poczta Charlesa - Anthony Shafiq - 09.11.2024

—31/08/72—


Ptolemeusz zdawał się być wybitnie zirytowany faktem, że drugi raz musi przylatywać w to samo miejsce. Tym razem jednak list był inny - taki jak zawsze - na grubym czerpanym papierze, ze złotą pieczęcią przedstawiającą trójgłowego smoka.


Little Hangleton, 31.08.72

Drogi Charlesie,

czytam w Twojej wiadomości wiele emocji, ale nie sposób mi ustosunkować się do Twoich zarzutów, jeśli nie wiem zbytnio czego dotyczą. Wiesz jak wiernie podchodzę do danego słowa, nie zwykłem jednak przysięgać w okolicznościach, które nie są mi znane. Przez wzgląd na lata naszej relacji doradzam więc - gdy już gniew przeminie - o przemyślenie słów kolejnego listu i zawarcie w nim informacji dotyczących Twojej skargi, a nie samego efektu sytuacji, która najwidoczniej tak bardzo wytrąciła Cię z równowagi.


Anthony J. Shafiq

odpowiedź na wiadomość


[inny avek]https://wykop.pl/cdn/c3201142/comment_hrsm9Iufgfa6WiH3JdW32nC7oG5NWZcm,w400.jpg[/inny avek]


RE: Poczta Charlesa - Electra Prewett - 09.11.2024

08.09.1972

Drogi Charlie,

nie przepraszaj - sen jest bardzo ważny! Jego brak przede wszystkim szkodzi urodzie.
Cieszę się, że przypadła ci do gustu inicjatywa współpracy z klubokawiarnią. Też nie miałam do tej pory okazji bliżej poznać pani Figg, ale postaram się napisać do niej na dniach.
Inicjały są dobrym pomysłem, choć możesz też zastanowić się nad oryginalną nazwą dla sklepu - chętnie pomogę ci jakąś wybrać.
Myślę, że 30% jak najbardziej będzie odpowiednie. Wszystkie szczegóły jeszcze dogadamy przed podpisaniem umowy.

Pozdrawiam,
Electra



RE: Poczta Charlesa - Scarlett Mulciber - 10.11.2024

List przyniósł dobrze mu znany sokół.
Treść była po norwesku.
Prócz listu sokół w woreczku przyniósł parę galeonów, które Charlie załączył ostatnim razem.

05.11.1972

Ukochany braciszku,
Żyje, jeszcze oddycham, jeszcze się budzę i jeszcze nie zadławiłam się własnym jadem -  także mam się świetnie.
A u taty - a jak mogłoby być? Dobrze wiesz, że jest za wcześnie.
Bardziej nie rozwinę, bo byłoby to kłamstwo - w kamienicy więcej mnie nie ma, aniżeli jestem.
Atmosfera jest zbyt ciężka, zbyt nieznośna, zbyt. Po prostu zbyt.
Nawet kryształy górskie nie są w stanie pochłonąć tego co zawisło w domu - nie zdążą, bo to się jątrzy i iskrzy i chłodzi nieprzyjemnie. A to co kłębi się w pomieszczeniach, co przetacza się przez korytarze - odbiera mi tlenu i doprowadza do szaleństwa. Niczym dzikie zwierzę, zlęknione i zdezorientowane, gdy kto je zamknie w klatce.
Więc wychodzę. Jak zdrajca czy tchórz. Niby na chwilę, ale samolubnie wybieram odwlekać moment powrotu, aby chociaż na moment zasnąć, odciąć się, nie myśleć o martwej, ciężkiej ciszy jaka zastanie mnie w progu. O chłodzie, który zamiast do mieszkania, wydobędzie się z niego. Tam czas zdawał się zatrzymać i mogłabym przysiąc, że zegary, w chwili śmierci wuja, wybrały dezercje.

Także jak widzisz nie jestem w stanie zaspokoić twojej ciekawości - Znasz adres, Sowę wysyłać potrafisz, może poprawi mu to humor.


Listu nie otrzymałam i raczej nie otrzymam. Nie wyciągajmy pochopnie wniosków, Charlie. Prawdę skrywają zazwyczaj odcienie szarości.
A może po prostu damy temu zdechnąć i to zakopiemy? Zanim zacznie się rozkładać, a trupim jadem przesiąkną nasze włosy, ubrania i dusza.
Wiem ile krzywdy kosztowało Cię to wszystko - A jednak uważam, że chociaż kropla drąży skałę, to potrzebuje do tego więcej aniżeli nocy. Mam na myśli, że Lorien była tylko elementem, ale nie sprawcą.
To nie czyni jej niewinną, acz współwinną, Charlie.
To nie ona wydała ten werdykt, Charlie.
To nie ona złamała Ci serce, Charlie.
To nie ona sprawiła, że twój polik zaczął palić, Charlie.
To nie Ona Cię winna chronić, Charlie.
To nie na niej się najbardziej zawiodłeś, Charlie
Nie mam zamiaru umniejszyć jej winy, bo ta jest oczywista - ale nie przejaskrawiona.
Masz prawo jej nienawidzić, masz prawo czuć niechęć - ale czy tylko do niej?
Wygodnie jest zamknąć prawdę w uogólnieniu. Półprawda jest w końcu bardziej znośna, a kłamstwo komfortowe.
Czy to początek problemów? - Być może. Ale chciałeś znać moją opinię.
Jeśli jej nie odpisałeś, to to zrób - a najlepiej się z nią spotkaj. Mogę iść razem z tobą, nawet zrobię to chętnie.
Jeżeli to gra, to ignorowanie nie wykluczy uczestniczenia, Charlie, ale zabierze Ci kontrolę nad sytuacją.
Jak to mówią "Trzymaj przyjaciół blisko, lecz wrogów jeszcze bliżej"

Co to wuja Aleksa - To duży chłopiec, Charlie.
Nie ingerowałabym w to. Głównie dlatego, że nie wiem jaka relacja ich łączy. Czy mają wspólną historię, czy ich nić jest w odcieniach ciepła, lub chłodu - a to powinniśmy wiedzieć nim śmiemy otworzyć usta w ów temacie.
Pamiętaj, że często gdy ingerujesz w relacje dwóch osób, chcąc dobrze, ostatecznie stajesz się wrogiem obojga.
Może dobrze by było zrobić małe dochodzenie? Zaprosić wuja, tudzież wprosić się na obiad? Podczas rozmowy niby przypadkiem potknąć się słowem zahaczając o śmierć wuja, a tym samym rozpocząć temat Cioci Loren.

Odsyłam te parę galeonów - w dobrej wierzę.
Charlie, zadbaj pierw o siebie. Wiem, że troszczysz się o samopoczucie naszego taty. Ale myślę, że byłby szczęśliwszy jeśli by Cię zobaczył. Cię, nie twoje pieniądze.
Ty teraz potrzebujesz pieniędzy troszkę bardziej, okej? Myśl o sobie. 

Scarlett



RE: Poczta Charlesa - Rodolphus Lestrange - 14.11.2024

1.09.1972

Charles,

wybacz że po naszym ostatnim spotkaniu się nie odzywałem. Praca odrobinę za bardzo mnie pochłonęła. Chciałbyś się spotkać jutro, może pojutrze?

Przesyłam Ci adres mojego nowego miejsca zamieszkania. Proszę, żebyś po odczytaniu tego listu go spalił. Nie chcę, żeby mój nowy adres wpadł w niepowołane ręce.

Rolph



RE: Poczta Charlesa - Rodolphus Lestrange - 14.11.2024

1.09.1972

Charles,

przyjmij moje kondolencje. Niestety ale ta informacja musiała mnie ominąć - bardzo współczuję Ci straty wuja. To ogromny cios dla świata nauki, w który wniósł niewątpliwy wkład.

Powiedzmy, że wolałbym utrzymać moje miejsce zamieszkania z dala od pewnych wścibskich oczu, więcej powiem Ci jak się spotkamy. Proponuję jutro około 5 po południu, jeżeli masz czas.

Rolph



RE: Poczta Charlesa - Daphne Lestrange - 19.11.2024

3.09.1972

Charles Mulciber,

Słyszałam, że tworzy Pan jedne z najlepszych świec w całym Londynie. Nawet moja siostra, Victoria Lestrange je zachwalała i wspomniała, że mógłby mi Pan pomóc. W związku z tym chciałabym się spotkać, najlepiej w cztery oczy, w celu omówienia potencjalnej współpracy.

Proszę także przyjąć moje najszczersze kondolencje z powodu śmierci krewnego. Zawsze jest to przykra sprawa, kiedy odchodzi jeden z nas. Jeśli nie będzie mieć Pan czasu na spotkanie, całkowicie zrozumiem. Jeśli zaś zechce mi Pan pomóc, proszę przesłać datę i miejsce spotkania.

Pozdrawiam,
Daphne Lestrange



RE: Poczta Charlesa - Alexander Mulciber - 23.11.2024

Odpowiedź na ten list. Wróżba tutaj.


Londyn, 30 VIII 1972 r.


Charles,

Nie zaoferuję Ci pocieszenia na jakie liczysz, bo przejrzałbyś fałsz pustych frazesów kondolencji. Będę mówił z Tobą jak z równym. Podczas naszego ostatniego spotkania mówiłeś mi, że musisz dorosnąć, potraktuj to więc jako lekcję dorosłości: jeżeli chcesz nazywać się mężczyzną, musisz nauczyć się przyjmować brutalną prawdę. Prawdę, której – mówię to z rozczarowaniem – nie potrafi przyjąć Twój ojciec.

Czy pamiętasz o naszej rozmowie pośród klifów? Śmierć bywa błogosławieństwem, co wiedzą tylko ci, którym jej odmówiono: Robert dostąpił tej łaski, mój ojciec dostąpił tej łaski, ale mój brat – już nie. Czasem coś musi umrzeć, aby coś mogło się narodzić, Charles, większe i silniejsze. Pamięć o zmarłych jest ważna, ale nie powinno się ich honorować przez pogrążanie w rozpaczy, ale poprzez dbanie o dziedzictwo, jakie po sobie zostawili. Obawiam się, że Robert nie pozostawił po sobie nic poza nazwiskiem. Wciąż jednak należy oddać mu honor, zwłaszcza, że nie ma potomka, który mógłby naprawić błędy ojca.

Ojcowie umierają, a ich miejsce zajmują synowie, których chwała także przeminie, przyćmiona przez dokonania ich synów, jak we wszystkich wielkich opowieściach. Gdzie jest chwała Twojego ojca? Nie widzę jej. Nie widzę jej w kartach, nie widzę jej żadnym z trojga moich oczu. Twój ojciec musi spojrzeć Śmierci w twarz i pogodzić się z tym, że zobaczy w jej zmartwiałych rysach oblicze brata. Nie wolno odwracać wzroku. Nie wolno odwracać wzroku. Taka jest cena. Nie każdego stać, aby ją zapłacić.

Nie przejmuj długów swojego ojca: jego twarz, tak podobna do twarzy Roberta, wieńczy bowiem rewers odwróconej dwójki denarów, która symbolizuje kłopoty i brak stabilności w Twoim życiu. Nie potrafisz uwolnić się z błędnego koła. Wiedziony poczuciem obowiązku, starasz się być dobrym synem, Charles – synem, który byłby w takiej chwili pociechą dla każdego ojca – wciąż żywisz jednak pretensje do Richarda, obawiając się, że ten znosi Twoją obecność tylko dlatego, że nie ma obok siebie nikogo innego, kto mógłby go pocieszyć. Jesteś zły, bo wciąż odczuwasz niepewność w związku z relacjami rodzinnymi, a choć zaprzeczyłbyś. że napędza Cię tylko lęk przed wydziedziczeniem, Twoje wyrzuty sumienia płyną wartkim nurtem Twojej wyobraźni jak odwrócona szóstka mieczy: ranisz sam siebie, próbując dążyć do pojednania z Richardem, ale nie potrafisz przeciwstawić się ojcowskiej woli, nieubłaganej jak wodny pływ. Musisz znaleźć w sobie siłę, aby popłynąć wpław, zmienić kurs, który Ci narzucono. Odwrócona szóstka buław mówi mi, że masz potencjał być kimś większym od niego – od swojego ojca – ale i od Roberta. Myśl o chwale wieńca laurowego, wieńczącego czoło dumnego jeźdzca, który zdobi tę kartę, o chwale, jaką możesz przynieść rodzinie, jeżeli podążysz właściwą drogą. Twój przemarsz mógłby być triumfalnym pochodem, ale Ty wybrałeś stanie na czele pogrzebowego konduktu.

Myślisz, że Robert zginął z Twojej ręki? Że Twoja ręka uderzyła weń jak ręka Boga, sprawiając, aby padł, rażony Twoim gniewem? Myślisz, że to Ty wydałeś wyrok? Że te Twoje białe, wydelikacone, panieńskie rączki byłyby w stanie zadać śmiertelny cios? Twoje serce jest jeszcze bielsze od Twoich rąk. Nie ma na nich krwi, synu. Żeby móc kogoś zabić, musisz naprawdę chcieć go zabić.

Widzę Twój gniew, widzę Twój smutek i zagubienie, ale widzę też dziką winorośl w Twojej przyszłości – tę samą, z której owoców zrobiono wino, jakim wzniesiemy toast dla godnego uczczenia śmierci Twojego stryja – winorośl, będącą wróżbą szczęścia. Bądź dzielny, Charles. Porozmawiamy na pogrzebie. Nie zawiedź mnie.

Alexander Mulciber



RE: Poczta Charlesa - Alexander Mulciber - 26.11.2024

Odpowiedź na list Charlesa nadeszła po krótkiej chwili ciszy, nabazgrana pospiesznie na papeterii z gabinetu Donalda. List był krótki, lakoniczny, pozbawiony ozdobników, niemalże surowy w formie. Kopertę wieńczyła jednak oficjalna pieczęć: na czerwonym laku znajdował się odcisk herbu zdobiącego sygnet Mulciberów, który należał do brata, a wcześniej – do zmarłego ojca Alexandra. Charles mógł pamiętać, że ten sam sygnet Alexander miał na ręce w trakcie ich spotkania na klifach.

Czegóż takiego nauczył Cię Robert Mulciber?

Umarli nie są dobrymi przewodnikami. Pamiętaj o tym, kiedy przywołujesz ich imiona.

Pamiętaj o tym, kiedy podpisujesz swoje listy, Charlesie Robercie Mulciber.


Alexander Mulciber