Secrets of London
[ranek 25.08.1972] Hipogryf, Lalka, Herbata i Samochód |Nikolai & Neil. - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [ranek 25.08.1972] Hipogryf, Lalka, Herbata i Samochód |Nikolai & Neil. (/showthread.php?tid=3355)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9


RE: [ranek 25.08.1972] Otwarta brama prowadzi do lasu |Nikolai & Neil - Nikolai Petrov - 05.06.2024

No cóż, rodziny były różne. Coś, co dla jednych było czymś bardzo dziwnym, a może nawet i oburzającym, dla innych było normalnością, niepodlegającą żadnym dyskusjom. Matka Nikolaia nie mogła przyjechać z nim. Musiała zostać u boku męża i miała jeszcze dwójkę ośmiolatków pod opieką. Rodzina Petrovych należała do tych, których zwyczaje zdziwiłyby niejedną osobę.

-Nie jest aż taka duża - wzruszył lekko ramionami. -Mam trójkę rodzeństwa. Mama jest jedynaczką, a Vlad nie związał się z nimi po... Ekhem - o tym już raczej nie powinien mówić.

Przyjechał do Anglii, kiedy miał dziesięć lat? Hm, to już wychodziło trochę dłużej, niż "trochę", nawet gdyby odliczyć czas, spędzony w Akademii, bo jeśli spędzał wakacje w Anglii, to nadal uzbierałoby się kilka lat.

-Nieźle...

On też lubił swój pokój. Lubił to, że nie był przesadnie wielki. Lubił to, że nie był tak pedantycznie wysprzątany przez skrzaty domowe i mógł wieszać na ścianach, albo stawiać na meblach, co tylko chciał, i nikt nie patrzył na niego krzywo, nie wyrzucał jego rzeczy, bo "to nie przystoi". To było JEGO pokój, to były JEGO rzeczy. Jego bezpieczne miejsce, w którym mógł się schować, jeśli tego potrzebował, i odpocząć od wszystkiego, co go tłamsiło. No i nie musiał niczego w nim ukrywać - czy to były skrzypce, czy George, jego aloes i pierwsza roślina, którą miał pod opieką.

Czy chciał mu pokazać resztę domu? A czy było coś jeszcze do pokazania? Tak naprawdę, wchodząc po schodach, można zobaczyć większość domu, bo z dołu salon i kuchnia były widoczne, oba pomieszczenia otwarte, łazienka zaraz naprzeciw kuchni, a na piętrze trzy pokoje, z których dwa były sypialniami - jedna Nikolaia, a druga Vlada - a trzecim była niewielka biblioteczka, w której Vlad upychał wszystkie swoje książki, zakupione płyty wiolinowe, których miał nadzieję kiedyś odsłuchać.

-Jeżeli chcesz go obejrzeć - odpowiedział pogodnie i wychodząc z pokoju, poprowadził Neila do końca korytarza.

-Tutaj jest sypialnia mojego stryja, ale wybacz, nie będziemy tam zaglądać - powiedział, wskazując na zamknięte drzwi od drugiego pokoju.

Swoją sypialnię można było pokazywać, komu tylko się chciało, ale czyjąś... Nie, trzeba było zachować pewne granice.

-Tutaj Vlad urządził się... biblioteczkę... Przynajmniej z początku miała to być biblioteczka - otworzył drzwi i wpuścił Neila do małego pokoiku, również utrzymanego w jasnych kolorach, w którym dwa fotele, wyglądające na bardzo wygodne, a pomiędzy nimi okrągły stolik.

Oprócz nich w pokoiku stał jeszcze regał z książkami, poustawianymi na każdym możliwym milimetrze. Były tam różne książki - historyczne, podróżnicze, o zwierzętach, a nawet bajki i dłuższe opowieści. Część tytułów zapisana była cyrylicą. Przy drugiej ścianie stała niższa szafa ze szklanymi drzwiami, i tam właśnie zamknięte były wszystkie winyle, które posiadał Vlad. Było tego sporo, ale w biblioteczce panował porządek.

Nikolai poczekał, aż Neil obejrzy sobie pomieszczenie, zanim poprowadził go schodami w dół. Nie pośpieszał go. Pokazał mu jeszcze łazienkę, by Neil nie musiał się krępować z pytaniami, gdyby potrzebował z tego pomieszczenia skorzystać, i ostatnim miejscem do pokazania była kuchnia. Nieduża, idealna dla dwóch osób, z kilkoma szafkami wiszącymi i stojącymi, piecykiem i stolikiem roboczym, ustawionym na środku pomieszczenia. Na blatach przy ścianach stało kilka słoiczków z przyprawami, herbatą i kawą. Tak samo, jak z salonu, z kuchennego okna świetnie było widać zagrodę. W tym momencie Suzie i hipogryf o czarnym upierzeniu czyściły sobie nawzajem skrzydła.

-Ten dom nie jest duży, ale to Dom.

On czuł się w nim, jak w Domu.




RE: [ranek 25.08.1972] Otwarta brama prowadzi do lasu |Nikolai & Neil - Neil Enfer - 05.06.2024

Tajemnice, tajemnice, nie musiał ich słyszeć, nie naciskał, ale ciekawie słuchało się o tym, że jego matka jest gdzieś tam z reszta rodziny. Z drugiej strony czy to dziwne, że młode opuszczają gniazdo? On jednak coraz bardziej planował do tego gniazda wrócić, nie do tego we Francji, a tego w Anglii. Wieś na jakiej żyli była zdecydowanie bliżej Doliny Godryka niż Londyn, więc będzie miał więcej czasu, aby odwiedzać czarodzieja i jego hipogryfy.
-Chcę.- odpowiedział tylko z uśmiechem. Co za zwiedzanie! Ruszył za nim, niewielką lalkę wsuwając do kieszeni spodni, aby mieć wolne ręce.
-Hm? Oh, jasne, jasne. Sypialnia rzecz święta, z resztą dziwne rzeczy tam bywają.- zaśmiał się, zaraz się reflektując.- W sensie wiesz... no osobiste, znaczy, rozumiem, nie zaglądamy tam.- kolejne pokiwanie żywo głową, aż można by pomyśleć, że go zaraz szyja od tego rozboli.
Weszli do kolejnego pomieszczenia i Neil nie mógł nie otworzyć szeroko ust na widok. Ładne fotele, owszem, ale te książki, ich ilość... Gdzie nie spojrzał, to były książki. Wielu tytułów nie umiał nawet przeczytać, do tego wszystko wyglądało na zadbane, nawet stare egzemplarze, z widocznie zmęczonym grzbietem prezentowały się atrakcyjnie.
-Łał...- westchnął, rozglądając się i szukając znajomych tytułów, lub ikonek na grzbiecie, które mówiły mu o tym na jaki temat jest dana książka, a przebierać w tych tematach mógł, na spokojnie. Naprawdę był pod wrażeniem i widać to było, nawet gdy wyszli z pomieszczenia obejrzał się za nim żegnając wzrokiem.
Łazienka była również ważnym punktem programu i na przyszłość, żeby nie musiał się pytać o to co gdzie jest, jak i była źródłem cennych informacji. Wody po goleniu, perfumy, jak bardzo rozcapierzone były szczotki do zębów, czy było regularnie czyszczone. Coraz bardziej lubił tę przestrzeń, nabierała więcej i więcej kolorów.
W kuchni również poczuł się swobodnie, mogąc obserwować jakie przyprawy są na wierzchu, czy na blacie są okruszki niewysprzątane przez żadnego skrzata. Do tego znów te widoki. Nie mógł nie zawiesić wzroku na tym co było za oknem. Mógłby tak żyć, z dala od wszystkich, w spokoju, ze zwierzętami i roślinami, na których znał się na tyle, że mógłby chodzić na zakupy raz na miesiąc i wyżyłby spokojnie. Wsparł się dłońmi o kuchenny blat i przyglądał się hipogryfom przez chwilę pogrążony w swoich myślach. Naprawdę dziwnie się czuł... Strasznie dziwnie... Było mu swobodnie, spokojnie. Słońce pięknie wpadało do środka ogrzewając mu ręce, odbijając się od hipogryfich piór, do tego był tu z miłą osobą, która chyba chciała z nim tu być, a przynajmniej nie narzekała na jego obecność. Nie lubił takiego natłoku emocji, zarówno negatywnych, jak i pozytywnych, a te zdecydowanie teraz w nim szalały.
Odepchnął się od blatu i odwrócił w stronę Niko, wsparł się dłońmi o biodra, szybko jednak syknął cicho i strzepnął dłońmi, opuszczając je.
-Pokażesz mi, jak czyścić hipogryfa?- chciał wiedzieć więcej o tych zwierzętach, o tym jak o nie dbać, jak je karmić, jak nawiązać z nimi bliższą więź. Skoro chce mieszkać z dala od wszystkiego i wszystkich tak czy siak, to nic nie stoi na przeszkodzie by miał magiczne zwierzęta za oknem, prawda?


RE: [ranek 25.08.1972] Otwarta brama prowadzi do lasu |Nikolai & Neil - Nikolai Petrov - 06.06.2024

Sypialnia była miejscem, gdzie nikt nie powinien wchodzić bez wyraźnego pozwolenia właściciela, tym bardziej pod jego nieobecność. Nawet jeśli byłby to pusty pokój, wciąż obowiązywały pewne zasady, których nie należało łamać pod żadnym pozorem, bez względu nawet na tradycje i przyzwyczajenia. Była to prosta zasada, która nie wymagała dodawania do niej żadnych historyjek czy teorii spiskowych. Dlatego na twarzy Nikolaia pojawił się grymas, jakby zniesmaczenie, kiedy padły słowa "dziwne rzeczy tam bywają". "Dziwne rzeczy" i "sypialnia" w jednym zdaniu brzmiały BARDZO ŹLE. Kim Neil myślał, że jego stryj był?

Wiele osób lubiło książki, małe pomieszczenia, w których można było się zaszyć, zająć czymś głowę i po prostu odciąć się od świata, albo estetykę, z jaką takie pomieszczenia było urządzone lub zorganizowany jakiś jego skrawek, jak na przykład książki na regałach. Dlatego nie zdziwił się, gdy Neil bez skrępowania rozglądał się po biblioteczce i przyglądał się książkom, które poukładane były w ten sposób, że nawet w takiej ilości nie tworzyły na regale bałaganu.

Łazienka była miejscem, w którym obaj, Nikolai i Vlad, dbali o nienaganny porządek, więc czyszczona była dość często, o czym świadczyć mogły brak kurzu, niemal lśniące lustro nad umywalką, równo poustawiane kosmetyki i szczoteczki do zębów, które niedawno musiały być wymieniane. I nawet, gdyby w pozostałych pomieszczeniach panował bałagan i harmider, tak łazienka musiała być idealnie wysprzątana. W końcu każdy lubił, po ciężkim dniu pracy, wejść do czystej łazienki, odprężyć się podczas kąpieli i nie czuć po niej, że cały brud z pomieszczenia lepi się do dopiero umytej skóry.

Tak, kuchnia zdecydowanie miała w sobie to coś i chociaż nie pachniało w niej świeżo upieczonymi ciasteczkami i wyciśniętym sokiem z pomarańczy, to jednak była całkiem przytulnym miejscem. No i ten idealny widok na hipogryfy. Obaj z Vladem zdecydowanie woleli rozmawiać w kuchni, gdzie mogli też na szybko przygotować sobie jakąś przekąskę albo coś do picia, niż chociażby w salonie.

Nie miał nic przeciwko towarzystwu Neila, bo czemu miałby mieć? Chłopak był miły, przyjemnie się z nim rozmawiało. Nie było powodu, dla którego miałby narzekać na obecność francuskiego chłopaka.

-Pewnie - klasnął w dłonie, zwyczajnie ucieszony, że takie pytanie padło. -Poczekaj tu chwile, wezmę tylko z piwnicy, co potrzebne.

Nie miał zamiaru długo zostawiać Neil samego sobie, więc szybko zszedł do piwnicy, wziął, co będzie im potrzebne, i wrócił, wołając Neila, by wyszedł za nim.

-Staramy się z Vladem regularnie je czyścić, więc dużo roboty nie będzie, ale to chyba nawet lepiej, jak na pierwszy raz - no i nie było szansy, żeby Neil się wystraszył, co mógłby zobaczyć pod skrzydłami, albo pod kopytami.

Ich obecność w zagrodzie zaskoczyła hipogryfy, bo nie była to jeszcze pora ani karmienia, ani mycia, no i rzadko kiedy Nikolai i Vlad pozwalali obcym, poza Samuelem, wchodzić do zagrody.

Nikolai odstawił wszystko na skrzyni, w której trzymali zabawki, odwrócił się do hipogryfów i zgiął się w ukłonie, podpowiadając Neilowi, by zrobił to samo. Wyprostował się, gdy hipogryfy odpowiedziały na ukłony. Tego dnia zaskakująco szybko.

-Myślę, że możemy zająć się Arno. Jest najspokojniejszy - skinął głową na hipogryfa o czarnym upierzeniu i przywołał go.

Hipogryf zbliżył się do nich powoli, potrząsając łbem i spoglądając na Neila częściej, niż na Nikolaia. Nikolai uśmiechnął się delikatnie, poklepał hipogryfa po karku i zanurzył szczotkę w wodzie, zmieszanej z eliksirem czyszczącym dla zwierząt, który miał delikatny, sosnowy zapach.

-Według mnie najlepiej jest zaczynać od skrzydeł - powiedział, powoli przesuwając szczotkę po piórach, pokrywających skrzydło hipogryfa. -Jesteś wtedy na tyle blisko, by hipogryf mógł cię obserwować, ale na tyle daleko, by nie poczuł się osaczony. Jeśli hipogryf się położy i nie boisz się ochlapać, możesz sobie nawet położyć skrzydło na kolanach, o ile ci pozwoli - zaczął od rzeczy, które według niego były najważniejsze na samym początku.

Czyścił skrzydło powoli, starając się nie ominąć żadnego z piór, by usunąć bród, którego dużo nie było. Cały czas mówił do Neila, tłumacząc mu wszystko i odpowiadał na pytania, jeżeli jakieś padły.

-Teraz ty spróbuj - powiedział, kiedy mogli zająć się drugim skrzydłem.

Zamoczył szczotkę i podał ją Neilowi. Proces czyszczenia wcale nie był trudny - pewne wyglądał podobnie, jak w przypadku koni, chociaż u hipogryfów trzeba było zwracać większą uwagę, bo przecież pod piórami i między nimi bród również się zbierał i trzeba było się go pozbyć.

-Tylko uważaj, żeby mu nie powyrywać piór. Nie lubią tego.




RE: [ranek 25.08.1972] Otwarta brama prowadzi do lasu |Nikolai & Neil - Neil Enfer - 06.06.2024

Gdyby wiedział co mu przeszło przez myśli gdy wspomniał o dziwnościach w sypialni. Tu nie chodziło o jego wuja, no gdzie, po prostu sam wiedział, że różne rzeczy można w sypialni znaleźć, zarówno osobiste jak i takie budzące pytania. W końcu z pokoju jego rodziców była sterta rzeczy jakie obca osoba mogłaby uznać za nietypowe. Pudełka z lekami, strzykawki, dziwne fiolki, kadzidła i masa ziół na ścianach. Czasem wyglądało to jak pokój czarownicy, a nie sypialnia schorowanego człowieka. Z resztą co jeśli jego wuj zostawił gdzieś bieliznę na wierzchu, albo niedokończony list. Nie chciał zabrzmieć źle, a wyszło, jak wyszło. Szczęśliwie oprócz grymasu Neil nie wyłapał innej reakcji, choć domyślał się, że w głowie czarodzieja tliło się coś więcej.
Przechadzali się dalej po domu, aż dotarli do kuchni, z której widoki były naprawdę przyjemne, a wilkołaka dopadły pewne rozważania i rozterki. Szybka zmiana tematu uchroniła ich jednak od niepotrzebnych wylewności i smuteczków.
-Jasne.- pokiwał głową z uśmiechem i faktycznie czekał, aż Niko wróci. Tylko w międzyczasie skoczył do salonu, aby odłożyć lalkę tuż przy herbacie, której napił się jeszcze kilka łyków na rozbudzenie. Naprawdę gdyby mógł to by się położył i był pewien, że nie minęłoby pięć minut i już by spał.
Poszedł z nim do zagrody i już chciał zadać pytanie o ukłony, ale towarzysz zaprezentował odpowiednie działanie. Naśladując go również się ukłonił.
-Trzeba się do nich kłaniać za każdym razem?-zaszeptał pytanie. Czy nie będą ich boleć od tego plecy? Czy po jakimś czasie hipogryf wie już z kim ma do czynienia i wie, że ta osoba się kłaniać nie musi bo i tak je szanuje?
Patrzył na podchodzącego hipogryfa od razu się uśmiechając na jego widok i bliskość. Nie wystawiał jeszcze do niego ręki, czując nadal, że pomału, ale do celu. Obserwował też zaraz uważnie proces czyszczenia, patrząc na obandażowane dłonie kiedy szczotka została zamoczona. Eh... No i opatrunki będą do wymiany. Z drugiej strony może rany już się trochę zasklepiły, chociaż ile te bandaże ma? No i brud wejdzie w rany i ten eliksir.
Przytaknął na jego słowa i podszedł krok bliżej, wyciągając dłoń do zwierzęcia, znów pozostawiając jemu decyzję, czy da się pogłaskać czy nie ma na to ochoty.
Uważnie patrzył, zapamiętując w jaką stronę dłoń ze szczotką się przysuwa, patrząc, gdzie podtrzymuje skrzydło. Zadał pytanie o eliksir, o skład o to czy resztę ptasiej części też się tym czyści. Czy to podrażnia oczy i czy hipogryfy mogą się potem z tego wylizywać, o ile hipogryfy się wylizują. Pytań miał więc trochę, może czasem były bez sensu, ale zapatrzony na proces czyszczenia sam je wypowiadał.
Wzdrygnął się lekko na szczotkę wystawioną w jego stronę, ale po prostu zaskoczyło go to, że to już. Wziął szczotkę, z początku uważając by bandaży nie zmoczyć, ale wiedział, że i tak się ubrudzą.
Podszedł do drugiego skrzydła. Pogłaskał hipogryfa po szyi i boku, po czym delikatnie złapał za skrzydło, by je lekko rozłożyć i zacząć czyścić. Starał się robić to tak, jak czyścił Nikolai i trochę tak jak czyścił konie.
-Domyślam się.- zaśmiał się cicho. -W sumie ich pióra się do czegoś wykorzystuje oprócz eliksirów? O, właśnie ich szpony używane są do różdżek, prawda?- spojrzał na niego, na sekundę zawieszając ruch dłonią. -Ale...- zerknął na łapę zwierzęcia.- Jak się je pozyskuje?- czy zdobycie szponów hipogryfa wymaga uśmiercenie zwierzęcia? Są inne rdzenie, jak włókna ze smoczego serca i inne, które chyba faktycznie wymagają zabicia. To było trochę straszne, ale z drugiej strony skórzane buty też są z żyjącej kiedyś krowy.


RE: [ranek 25.08.1972] Otwarta brama prowadzi do lasu |Nikolai & Neil - Nikolai Petrov - 06.06.2024

Czy za każdym razem trzeba? Hm... Jakby tak przyjść, wyjść na chwilę i znowu wrócić, to przecież dużo czasu nie zajmuje, no i faktycznie ich kręgosłupy szybko zaczęłyby protestować.

-Zaleca się kłaniać hipogryfom za każdym razem - odpowiedział. -Słyszałem o przypadku, gdy hipogryf z hodowli był tak bardzo zżyty ze swoim właścicielem, że pozwalał mu do siebie podchodzić bez pokłonu. Nawet sam do niego podchodził jak piesek... A może się staruszek przechwalał? - pytanie zadał bardziej sobie, niż Neilowi.

W sumie było to bardzo prawdopodobne, bo przecież ludzie lubili się przechwalać, przez co czasami ubarwiali swoje historie, nieraz zahaczając o absurd.

-Ja wolę kłaniać się za każdym razem, niż ryzykować, że się na mnie wkurzą za brak szacunku. Uwierz mi, ich szpony są bardzo ostre - odruchowo pomasował się po przedramieniu, na którym jeszcze dwa miesiące temu goiła się rana po szponach Suzie, gdy ta przestraszyła się huku i podrapała chłopaka.

Więc tak, należało się kłaniać, nawet gdy znało się hipogryfa długo. Nie istniało tu żadne ustępstwo z tytułu "znam cię długo, szanujesz mnie, więc nie musisz tego robić".

Arno stał spokojnie, machając leniwie ogonem i przyglądając się Neilowi, podczas gdy Nikolai czyścił jego skrzydło. Na widok wystawionej dłoni nieznajomego nie zbliżył się, a odchylił głowę, bo chociaż człowiek okazał mu szacunek i złożył pokłon, na który odpowiedział w ten sam sposób, to jednak ta ręka była obca. Nie chciał czuć jej na sobie.

Według Nikolaia pytania, które zadawał Neil, nie były pozbawione sensu. W końcu chodziło o to, żeby czegoś się nauczył, a żeby się nauczyć, trzeba mieć najpierw informacje. A informacje, które starał się dostać, były dość istotne. Czy eliksir, którego używał Nikolai, był bezpieczny dla hipogryfów? Był jak najbardziej. Wymienił tyle składników, ile spamiętał, z nadzieją, że nie pomylił jakiejś nazwy. Wszystko naturalne. Tak, resztę ciała hipogryfa też tym będą czyścić. Nie, absolutnie, nie podrażnia oczu. I tak, hipogryfy mogłyby się po tym wylizywać, gdyby się wylizywały, ale mogą się po tym dziobać, jeżeli mają taką ochotę. Eliksir był dla nich w pełni bezpieczny. W końcu, który hodowca używałby środków, które mogłyby zaszkodzić jego zwierzętom.

Czemu się zdziwił? W końcu Kol miał mu pokazać, jak się czyści takiego hipogryfa. Pokazał mu. To teraz przyszedł czas na praktykę, bo od samego patrzenia to się jeszcze nikt dokładnie nie nauczył. Sam rozsiadł się wygodnie przed Arno, podpierając się rękoma i imitując ruchy głowy Arno, gdy ten się kołysał, unosił i opuszczał łeb, albo kłapał dziobem. Zdecydowanie nie podobało mu się, że ktoś obcy majstrował przy jego skrzydle, nawet gdy chodziło o zwykłe oczyszczanie - czyli coś, co Nikolai i Vlad robili dość często - ale skoro był tu Nikolai, to chyba ten drugi człowiek niebezpieczny nie był... Co nie oznaczało, że Arno miał zamiar odsłaniać przed nim brzuch.

-Raczej nie. Niektórzy ludzie lubią je kolekcjonować, bo im się podobają - a jak się pozyskuje szpony hipogryfa? -Nie wiem, jak robią to Anglicy, bo nigdy o to nie pytałem, ale w Rosji po prostu czekano, aż hipogryf umrze ze starości albo w walce i wtedy zbierano szpony - wątpił, by ktokolwiek zdecydował się tak okaleczać żywego, zdrowego hipogryfa. Jakim zwyrodnialcem trzeba by być?

-Chyba wolałbym złamać swoją różdżkę, niż dalej z niej korzystać, gdybym dowiedział się, że wykorzystano do niej szpon, który wyrwano żyjącemu hipogryfowi.




RE: [ranek 25.08.1972] Otwarta brama prowadzi do lasu |Nikolai & Neil - Neil Enfer - 06.06.2024

- Ło...- sapnął całkiem zachwycony początkiem opowieści. Naprawdę był taki czło... No właśnie.- Możliwe, ludzie czasami kłamią na dziwne tematy z dziwnych powodów, ale z drugiej strony to zwierzę, na pewno można nawiązać z nim taką więź.- nie będzie zaprzeczać, ani się wypowiadać sensowniej, bo nie zna się na tych zwierzętach.
-Wierzę.- pokiwał żywo głową. Nie chciał się przekonywać na sobie, jak bardzo ostre są, wystarczyło na nie spojrzeć. Nie umknęło mu dotknięcie przedramienia. Liczył tylko, że hipogryfy nie są na tyle zawzięte by gonić ofiarę nie wiadomo jak długo jeśli uznają, że jednak szacunku za mało im ktoś okazał.
Nie dał się hipogryf pogłaskać, więc nie nalegał, ale na pewno poczuł w środku nieco większe napięcie. Jeśli nie dał się dotknąć, to czy da się mu wyczyścić?
Rzucał pytaniami i słuchał odpowiedzi, żywo przytakując i zapamiętując wszystko, póki co, miał nadzieję, że jak minie trochę czasu, to ta wiedza z nim pozostanie, a nie że wyparuje.
Sam nie bardzo interesowało go pozyskiwanie materiałów ze zwierząt, choć sam w swojej ma... znaczy miał, pióro pegaza. Ale pióro, to nie szpon. Je pegazy same gubiły czasami, czy to w walce, czy przy czyszczeniu wyrywały sobie te poluzowane. Czyścił więc powoli i ostrożnie, słuchając opowieści i tłumaczenia jakie miało sensu masę. No tak, hipogryfy też umierają, nie wiedział w jakim wieku, ale umierają.
-Tak, to by było trochę nie na miejscu. -pokiwał głową, przesuwając szczotką jeszcze raz po skrzydle. Wydawało mu się względnie czyste, ale jeszcze kilka ruchów nie zaszkodzi.
-Moja różdżka miała w sobie pióro pegaza. Lubiłem ją, ale ukradli mi ją, więc... Mam nadzieję, że kolejna moja będzie miała taki sam rdzeń, bo z tym co miałem dobrze mi się pracowało.- uśmiechnął się, w końcu dając hipogryfowi spokój. Ostrożnie puścił skrzydło i odsunął się krok za krokiem. Wycofał się w stronę chłopaka i spojrzał na niego.
-Widzisz? Byle pomoc w domu i brudne.- rzucił, unosząc obandażowane dłonie, teraz całe zawilgocone.- Ale przy takiej pracy mogę się brudzić.- owszem, nie żałował. Nachylił się jeszcze do chłopaka.- Mam wrażenie, że ten lubi mnie dużo mniej niż Kalio.- zaszeptał mu do ucha, licząc, ze hipogryf nie odczyta szeptu jako czegoś nieuprzejmego.- Swoją drogą mają kawał skrzydła. Ciężkie są.- zaśmiał się, nadal trzymając szczotkę, gotów czyścić dalej.
-W sumie z czego jest twoja różdżka?- różdżka to zwierciadło duszy? Można wiele się z niej dowiedzieć o jej użytkowniku. Może nie znał się na tym nie wiadomo jak mocno, ale coś tam wiedział.


RE: [ranek 25.08.1972] Otwarta brama prowadzi do lasu |Nikolai & Neil - Nikolai Petrov - 06.06.2024

-Nawet, jeśli to zwierzę, to obowiązują pewne reguły, narzucone przez naturę. Nie wiem, czy staruszek faktycznie opowiadał bajki, czy może mówił prawdę, ale nawet najsilniejsza więź nie mogłaby zmienić zasad, narzuconych przez naturę.

Możesz ujarzmić kobrę, ale nie sprawi to, że jej jad nie będzie na ciebie działał. Można wierzyć w bajki, ale w pewny momencie dostrzega się realia, które wcale nie wyglądają tak dobrze, jak opowiadali dorośli.

Rana na przedramieniu ładnie się zabliźniła i czasami Nikolai po prostu o niej zapominał, ale kiedy padał na nią wzrok, albo w jakiś sposób zwracała na siebie uwagę, była idealnym przypomnieniem, by uważać na te pazury. Nawet te, należące do kochanej, młodej Suzie.

-Ukradli ci różdżkę? Czemu? - pytanie wymsknęło mu się, zanim zdążył dokładnie je przemyśleć.

Czemu ukradli? Bo byli zwykłymi złodziejami, psia ich mać.

Ale dlaczego akurat różdżkę? Przez jej rdzeń? Mogli to w jakikolwiek sposób wykorzystać dla zysku? Niedopasowana różdżka mogła gwałtownie słabnąć, płatać figle, a nawet uderzyć rykoszetem, więc próba odsprzedania jej komuś innemu miała marne szanse powodzenia. Kto normalny kupiłby różdżkę od jakiegoś podejrzanego typa, zamiast iść do porządnego sklepu z różdżkami, gdzie doświadczony sprzedawca pomógłby znaleźć tą najlepiej dopasowaną? -Hm... Wydaje mi się, że może tak być. Nie znam się na tym, ale wydaje mi się, że jeśli tamta była idealnie do ciebie dopasowana, to teraz powinna dopasować się do ciebie bardzo podobna. W Anglii można kupić różdżkę z piórem pegaza, czy po taką będziesz musiał kupić we Francji?

W sumie powinien się tego spodziewać, ale ramiona mu opadły przez własną głupotę. No przecież sam mu nałożył te bandaże i teraz dał mu wilgotną szczotkę, którą musiał maczać w wodzie? No geniusz normalnie!

-Zaraz ci je zmienię.

Mruknął pytająco. Arno lubił go mniej niż Kalio? Hm...

-Nie określałbym tego w ten sposób - powiedział, podnosząc się powoli z ziemi. -Arno jest... Jest zdecydowanie spokojniejszy od pozostałych - zwłaszcza od Suzie -ale też ma swoje humorki. Czasami nie pozwala się dotknąć nawet mi.

To nie było więc tak, że Arno Neila nie lubił. Neil, mimo wszystko, był obcym, chociaż ze znajomym człowiekiem, a tego dnia Arno nie chciał czuć na sobie obcych dłoni.

Cóż można było na to powiedzieć? W końcu ta para skrzydeł musiała udźwignąć w powietrzu cały ciężar hipogryfa, czasami z dodatkowym bagażem. Musiały być duże. Musiały być silne, a to szło w parze z masą.

-Moja różdżka? - pytanie jakby wyrwało go z rozmyślań. -To mahoń i rdzeń ze szpona hipogryfa... Chodź, zmienimy ci te bandaże.

Maść, którą nałożył na rany, miała przyśpieszyć proces regeneracji, ale nie przyśpieszał go na tyle, by nie było już śladu. Lepiej więc tego nie bagatelizować.




RE: [ranek 25.08.1972] Otwarta brama prowadzi do lasu |Nikolai & Neil - Neil Enfer - 07.06.2024

Natura naturą, ale wychowanie i oswojenie wychowaniem i oswojeniem. Od zawsze toczy się walka co jest ważniejsze i co ma większy wpływ. Tak samo, jak od zawsze ludzie się kłócą o to czy ludzie są z natury dobrzy czy źli. Jedno podają argument mówiący o tym, że dzieci są bezlitosne, czyli od początku jesteśmy źli, później się uczymy dobra, a inni mówią, że empatia przecież sama się w człowieku wytwarza, otoczenie jedynie lekko stymuluje jej rozwój. tak czy inaczej staruszek może mówił prawdę, może nie. Ciężko w tej chwili określić nie mając ani jego ani jego hipogryfów obok.
-Ja myślę, że czasem jednak może.-zerknął na niego.- Za dużo jest gatunków, aby zasady żadnego z nich nie dały się nagiąć.- nawet hipogryfy. Może to myślenie życzeniowe, ale co tam.
-Dobre pytanie.- odpowiedział tylko, wzruszając ramionami.- Byłem w złym miejscu o złej porze.- nawet nie wiedział po co im była jego różdżka. Pewnie ją odsprzedadzą, ale czy zarobią na tym chociaż coś sensownego? Z resztą złodzieje najpierw kradną, później myślą czy się opłacało coś brać.
-Swoją kupowałem tutaj, więc na pewno znajdzie się taka. Tylko wtedy długo jej szukaliśmy, bo żadna mnie nie chciała. Na pewno chwilę to zajmie.- najgorsze było w tym to, że musiał wyjść z domu i rozmawiać z ludźmi.- Na razie żyję bez różdżki i niespecjalnie to odczuwam.- zaśmiał się pod nosem.
-Oh... Zły dzień. To normalne, lato się kończy, szykują się mocne zmiany pogody, to wpływa na wszystkich.- pokiwał mądrze głową. Na pewno nie był zły na stwora za jego zachowanie, bo i tak zachowywał się pięknie. Stał, dawał się czyścić, nie kombinował nic.
Kiwnął głową. Ciekaw był z czego była zrobione. Mahoń. Hmm, ciekawe. Szponu hipogryfa się spodziewał, chociaż mówił również interesujące rzeczy o samym Petrovie, który błyskawicznie zmienił temat.
-Czekaj.- rzucił, łapiąc go za nadgarstek i patrząc na niego, tym razem zignorował pieczenie dłoni i to, jak bardzo nieprzyjemny dla ran był mokry materiał. -Skoro są i tak brudne, to może pomogę jeszcze w czymś i dopiero później zmienimy. Mogę jeszcze coś wyczyścić, albo coś przenieść, nakarmić? Wiesz, jak zmienimy bandaże, to głupia będzie je jeszcze raz ubrudzić i trzeba będzie siedzieć grzecznie w domu.- albo będzie musiał patrzeć, jak Niko pracuje, albo będzie musiał wyjść z jego domu i zostawić go w końcu w spokoju, aby mógł wrócić do swoich obowiązków. Nie chciał być dla niego ciężarem, ale nie chciał też iść.


RE: [ranek 25.08.1972] Otwarta brama prowadzi do lasu |Nikolai & Neil - Nikolai Petrov - 07.06.2024

Czy istniała taka możliwość, czy nie - tego pewnie najstarsi czarodzieje nie wiedzieli. Natura miała do siebie to, że lubiła płatać figle tym, którzy ośmielili się wierzyć, że znali ją na wylot. Sam Nikolai nie sądził, by mądrym było wystawianie jej cierpliwości na próbę, ale może faktycznie istniały reguły, które można było nagiąć, wpierw zdobywając zaufanie i pielęgnując je.

Złe miejsce i zły czas. Niebezpieczne połączenie, które mogło skończyć się czymś gorszym, niż kradzieżą różdżki. Nikolai miał w tym pewne doświadczenie, chociaż jego "złe miejsce i zły czas" wywołane było kiepską wymową - kominek wyrzucił go na ulicy Śmiertelnego Nokturnu, zaczepiła go szemrana trójka i pewnie skończyłby gorzej, niż z krwawiącym nosem, gdyby nie pojawiła się wtedy Brenna. Przynajmniej jego różdżka została z nim, bo nie był pewien, czy dałby radę poradzić sobie bez niej, skoro polegał na niej i na magii, od kiedy nauczył się jej używać.

Pokiwał głową, odszukując w pamięci wszelkie informacje, jakie miał o angielskich wytwórcach różdżek. W końcu kto nie słyszał o Ollivanderach? Nikolai pamiętał, że używali do wytwarzania swoich różdżek głównie trzech rdzeni, wśród których nie było pióro pegaza, ale może było to jedno z niedomówień, jakieś przeoczenie i może faktycznie można było zakupić w Anglii różdżki, które wychodziły poza znane na świecie standardy.

Uwolniony spod rąk nieznajomego, któremu pozwolono położyć na nim swoje dłonie, Arno wstrząsnął skrzydłami, odwrócił się powoli i wrócił do swojego boksu, by położyć się na sianie i zasłonić głowę skrzydłem. Nikolai zmrużył lekko oczy, widząc to. Arno czasami tak robił, szczególnie w dni, gdy dotyk szczególnie go irytował, ale chłopak do tej pory nie wiedział, czym było to wywołane. Vlad również niewiele mu o tym mówił - zrzucał to na niecodzienny charaktery hipogryfa. Będzie musiał o tym wspomnień stryjowi, gdy ten wróci do domu.

Hmm, czy było jeszcze coś do zrobienia? Hipogryfy karmił rano, więc było trochę za wcześnie, by znowu coś im dawać. Coś przenieść? Coś jeszcze wyczyścić?

-Dobra. Jeśli chodzi o czyszczenie hipogryfa, to wygląda tak samo, jak czyszczenie skrzydeł. Jest trochę łatwiejsze, bo pióra są krótsze. Tylko musisz uważać przy samej twarzy, żeby bo nie lubią, jak się im zalewa woda oczy i mogą cię dziabnąć - powiedział i podszedł do skrzyni, na której leżała jeszcze kopystka.

-Jeżeli czyściłeś kiedykolwiek kopyta konia, u hipogryfów wygląda to tak samo. Kalio zwiał do lasu, więc jeszcze sprawdzimy, czy nie wlazło mu tam coś, czego byśmy tam nie chcieli - czasami jakiś robak się przyklei wraz z ziemią, czasami były to jakieś odłamki kory lub szyszki.

Kalio leżał sobie spokojnie na trawie i absolutnie nie miał zamiaru się podnosić, czy chłopcy się do niego zbliżyli. Dla Nikolaia nie robiło to różnicy, skoro kopyta i tak były wyciągnięte.

-Wybacz, ale chyba jest trochę za wcześnie, żebyś czyścił im kopyta. Trochę się boję, że mógłby cię, mimo wszystko, kopnąć - nie chciał, żeby zabrzmiało to źle, ale po prostu się martwił. Mimo wszystko, oberwanie z kopyta również nie było miłe.

Ponieważ hipogryfy były niedawno czyszczone, również w kopytach nie uzbierało się na tyle brudu, by trzeba było spędzać nad nimi dużo czasu. Zebrało się tam trochę trawy, trochę ziemi, jakiś kamyk i igiełki. Nic, co mogłoby hipogryfowi sprawiać dyskomfort.

-Hm... Chyba wystarczy je po prostu wypłukać - powiedział. -Mógłbyś podać mi to wiadro z wodą? - wiadro stało na skrzyni z zabawkami.




RE: [ranek 25.08.1972] Otwarta brama prowadzi do lasu |Nikolai & Neil - Neil Enfer - 07.06.2024

Natura sama się zmieniała, choć zajmowało jej to trochę czasu, ale umiała to robić. Lubie jedynie czasem próbują przyspieszyć ten proces. Tak czy inaczej wierzył w co wierzył i może kiedyś przyjdzie po prostu do niego jedno wielkie rozczarowanie.
A różdżki to towar, jaki sprzedają w każdym kraju, do tego ludzie na całym świecie się nieco wymieszali, odkryli nowe materiały, uznali, że nie ma co się ograniczać do tych typowych dla ich krajów. Może to tylko jego teoria i osobiste doświadczenie, a nie ogólna statystyka, bo w końcu nie przeprowadzał żadnych badań na te temat.
Obserwował hipogryfa, jak wrócił do siebie, jak się ułożył i schował. Widocznie dzisiaj było to dla niego za dużo. Może jest z niego wstydzioch, może głowa go boli, może brzuch, może się nie wyspał. Zwierzęta, jak ludzie, cierpią na drobne dolegliwości, jakie psują im humor na cały dzień. Na szczęście zaakceptował czyszczenie i teraz zasługiwał na chwilę odpoczynku. Nie ma co przeginać i naciskać, bo nic się tym nie ugra.
Zatrzymał go, nie chcąc siedzieć bezczynnie i z zaangażowaniem słuchał. Uważać na pyszczek, oczywiście, u koni też się uważa. Skóra przy oczach jest cienka, samo oko się zakrywa dłonią, żeby pyłki nie wpadły. Uśmiechnął się w głowie, że Nikolai lepiej dba o komfort kąpieli swoich hipogryfów lepiej niż nie jeden rodzic o komfort kąpieli swoich dzieci.
Poszedł za do skrzyni, poszedł za nim do hipogryfa, kiwał głową i patrzył, zadowolony z tego jak bardzo go to wszystko wciągnęło. Brakowało mu takiego skupienia, ciągle go coś rozpraszało, jakieś niepowodzenia, myśli o kimś, o problemach, a tutaj... Hipogryf, kopystka. Przykucnął, kawałek od Kalio wiedząc, że kucanie tak blisko byłoby głupie, szczególnie, jak nie zna tych zwierząt. Zaśmiał się na słowa o kopnięciu.
-Nieraz kopytem oberwałem. Kiedyś mnie koń cioci tak kopnął, że się chyba ze trzy razy dookoła siebie obróciłem.- wspomniał z uśmiechem. -Gorsze od tego i tak jest moim zdaniem, jak koń staje na nogę. Jeszcze nasze niektóre były podkuwane.- zagadał się, patrząc na kopytko i czy naprawdę jego kształt od spodu wygląda jak końskie kopyto.
Obrócił się szukając wzrokiem wiadra i ze skinięciem głowy podniósł się, zerkając po tym gdzie są inne hipogryfy, żeby żadnemu nie wejść w drogę. Poszedł po wiadro z wodą, już czując, jak drut uchwytu będzie mu się wbijać w ręce, ale to nic, złapie obiema dłońmi, do tego ma bandaże. Sam się zaoferował i dla takiej pomocy może boleć, właśnie, czy to już masochizm? Patrząc na jego niektóre decyzje życiowe, to kto wie. Liczył też w duchu, że żaden hipogryf się na niego nie rzuci, bo uzna, że chce mu kraść zabawki. Z psami tak bywa.