![]() |
|
[06.08.1972] Toksyczny Rodzic | Richard i dzieciaki - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: [06.08.1972] Toksyczny Rodzic | Richard i dzieciaki (/showthread.php?tid=3702) |
RE: [06.08.1972] Toksyczny Rodzic | Richard i dzieciaki - Leonard Mulciber - 09.09.2024 Ponieważ nie wyglądało na to, żeby Sophie zamierzała wychylać nosa ze swojego pokoju, a tym bardziej jeść z nimi wspólną kolację, Leonard mógł jedynie zaprzestać prób wydostania jej z czterech ścian sypialni. Nie, żeby w jakimś stopniu nie rozumiał tej ewentualnej niechęci. Sam jakoś nie palił się nadmiernie, żeby spędzać jakikolwiek wolny czas ze starszyzną rodziny. Czy to z wujostwem, czy to z własnym rodzicielem na dany moment. Jedynym, co popychało go do powrotu do stołu, był znajomy zapach zapiekanki oraz niechęć pozostawiania Charliego sam na sam z Richardem. Szczerze miał nadzieje, ze jego brat przyjął co nieco z tego, co starał się mu w czasie ich 'spaceru' natłuc do głowy. Cóż... Nadzieja ta, jak się okazało, była płonna. Przynajmniej z tej niewielkiej części, jaką zdołał jeszcze usłyszeć, schodząc ponownie po schodach. Leonard zaklął w duchu, niczym rasowy plebs, zanim ze zmarszczonymi brwiami przyspieszył kroku, mając nadzieje przerwać temat. - Czuję coś znajomego w powietrzu! - odezwał się głośno, wracając do jadalni. Po swoim trupie da temu durnocie Charliemu jeszcze bardziej po sobie deptać. Łajza jedna. - Coś nasuwającego mi na myśl stare, dobre Oslo! - odniósł się z wymuszoną wesołością do aromatu zapiekanki. RE: [06.08.1972] Toksyczny Rodzic | Richard i dzieciaki - Richard Mulciber - 10.09.2024 Nie było powodu karać ponownie dzieciaka, skoro już wcześniej miał z nim surową rozmowę. Charles wiedział w jakiej znalazł się sytuacji. Od razu zaczął działać, aby naprawić swoje błędy. Prosząc o pomoc w poszukaniu pracy dla Charlesa, Richard nie kierował się ostatnimi wydarzeniami. To najwyraźniej może wyjść samo z siebie. Nie będzie polecał kogoś, kto jest znany z penisowych świeczek. Pominął ten temat. Specjalnie. Na pytanie Charlesa, czy chodzi mu o wuja Anthony’ego, Richard kiwnął głową w potwierdzeniu. Pamiętał, że jego chłopcy polubili akurat tego Shafiqa, więc niech wykaże się jak bardzo on ich szanuje i lubi. - Zobaczymy. Jeżeli Cię lubi to pomoże. Nie wspomniałem mu o Twoich ostatnich incydentach.Mógłby dodać, że z drugiej strony Anthony wisiał mu przysługę, lecz zostawił to dla siebie. To była sprawa między nim a Anthonym. Przy czym, dług spłacony będzie równomiernie, w pomocy zawodowej. - Nie mam pojęcia Charles. Wiem tyle, że robi to dodatkowych i niekontrolowanych problemów. Odpowiedział jeszcze na to pytanie, zanim otrzymał potwierdzenie od syna, że napisze ten list. Ale też, chłopak przeszedł już do kolejnej sprawy. Znów przepraszał. Przynajmniej zrozumiał kolejne błędy, przyznając mu rację. Czy kiedykolwiek Richard chciał źle dla swoich dzieci? Wysłuchał go. Wyrzucić z siebie co mu leżało we wnętrzu. Zdecydowanie, Anglia nie była odpowiednim miejscem dla młodego Mulcibera. Mimo tego, Charlesa nadal chciał być u jego boku, czuć wsparcie, wykazywać się, naprawić swoje kolejne błędy. Puścił go i spojrzał mu w oczy. Niemal te samego co jego. Nie dodał nic więcej, kiedy usłyszał powracającego Leonarda, zmieniającego temat rozmowy. - Wrócimy do tego później. Odparł Charlesowi krótko, odnośnie tworzenia świeczek. Sprawy zawodowe omówią po posiłku. Wtedy też chłopak napisze w spokoju list do Lorraine. Richard spojrzał na Leonarda, zachwycającego się znajomym zapachem zapiekanki. - Belenos przejął się tym, że nie zjedliśmy śniadania, więc wykrzesał z siebie inne możliwości. Nie mamy Selar, więc musimy polegać na nim i co z Sophie? Nie zejdzie? Wyjaśnił za skrzata, nie wspominając nic o tym, że parę godzin temu była niespodziewana akcja z jego porwaniem i ta cała zapiekanka to wyraz uznania i że stworzenie będzie się bardziej starać. Tym samym Richard zapytał o Sophie, która nie zeszła. A żeby nie pozwolić wystygnąć ciepłej jeszcze zapiekance, tak dobrze znanej im z Oslo, wskazał im na stół aby zajęli swoje standardowe miejsca. Także i Richard podszedł do swojego. Ostatecznie wszyscy usiedli przy stole i uraczyli się przygotowanym posiłkiem obiadowym przez skrzata. Tym razem atmosfera była bardziej stabilna. Po obiedzie, każdy wrócił do swoich obowiązków, przy czym jedynie Charlesa Richard poprosił do gabinetu, aby omówić zaplanowane wcześniej sprawy. Koniec sesji |