Secrets of London
[30.08.1972] Sad Boy Summer | Perseus, Rodolphus - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [30.08.1972] Sad Boy Summer | Perseus, Rodolphus (/showthread.php?tid=3975)

Strony: 1 2 3 4 5 6


RE: [30.08.1972] Sad Boy Summer | Perseus, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 16.11.2024

Spojrzał na siebie w odbiciu lustra. Nie mierziło go to, co widział. Zainteresowało go jednak to, co mówił Perseus. Słyszał podobne komplementy z ust różnych ludzi, lecz głównie kobiet. Był absolutnie świadomy tego, jak wyglądał. Nie należał w teorii do próżnych osób, lecz kto tak naprawdę nie był próżny? Dbał o siebie, a każdy jeden element czy to garderoby, czy jego wizerunku, był starannie dobrany tylko po to, by stworzyć postać, w którą się teraz wpatrywał. Nie odpowiedział na to. Zwłaszcza że chwilę po tym pociągnął Perseusa na swoje kolana.
- Mulciber nie jest złym chłopakiem, ale ma długi język - powiedział, patrząc uważnie na speszonego Perseusa. Czy ich relacja mogła być dla niego ciosem? Nie przyznałby się do tego nawet, gdyby to wiedział. Obecnie był jednak na etapie, że nie miał pojęcia. Jednak fakt, że ta dwójka mogła mieć ze sobą bliższy kontakt, wybitnie mu nie leżał. Nie posypałaby się żadna część jego planu, nawet gdyby pozwolił jednemu z nich lub nawet obu odejść - wszystko byłoby w porządku. A jednak czuł nieprzyjemne mrowienie w dole brzucha, gdy tylko wyobrażał sobie, jak Perseus nachyla się nad Mulciberem i szepcze mu te same, piękne słowa do ucha. Wiedział, że Mulciber był niezwykle łasy na pochlebstwa, który ze skrzywdzonych chłopców nie był? Tak łatwo było go przyciągnąć do siebie: niemal tak łatwo, jak Blacka. - Mentalnie to jeszcze dzieciak, który chcąc czynić dobro, potrafi narobić dużego bałaganu. Dobrze, że zamówiłeś te świeczki anonimowo, dość już masz problemów, by dorzucać do tego jeszcze to, gdyby wyszło na jaw. Jeżeli jednak są przeklęte, to powiedz tylko słowo, a połamię mu wszystkie palce.
Nie zrobiłby tego, tak samo jak wiedział, że świeczki nie mają żadnej mocy. Uniósł dłoń do policzka Perseusa, by musnąć w czułym geście bladą skórę. Liczył, że takie wytłumaczenie uspokoi Blacka, który wyglądał tak, jakby co najmniej go kopnął za to, że za głośno oddychał.

Poza tym nie lubię się dzielić przemknęło mu przez myśl, której nie wypowiedział na głos.

Nie protestował, gdy ten wstał z jego kolan. Sam również się podniósł i ruszył za nim, ani myśląc komentować wystroju domu. Czy to w myślach, czy to na głos. Sam również miał konkretne upodobania, jeżeli chodzi o wystrój wnętrza. Co mu kilkukrotnie zarzucono zresztą. Zimno, sterylnie, jak z katalogu. Przyzwyczaił się do tego, by zwracać uwagę na otoczenie, lecz nie komentować.
Ujął ręczniki jedną dłonią, lecz gdy Perseus chciał opuścić łazienkę, wolna ręka śmignęła błyskawicznie i zablokowała drogę pomiędzy nim a framugą, uniemożliwiając Blackowi wyjście. Uśmiechnął się niewinnie.
- Nie chcę zabrzmieć bezczelnie, Perseuszu, ale tobie również przydałby się prysznic - uśmiech, błąkający się po jego ustach, powinien wymazać faktycznie bezczelne słowa, które opuściły jego gardło. Mimowolnie jego wzrok ześlizgnął się na ślady na szyi, które zostawił. Cudownie kontrastowały z bielą.


RE: [30.08.1972] Sad Boy Summer | Perseus, Rodolphus - Perseus Black - 17.11.2024

W odpowiedzi na jego wywód o młodym Mulciberze zakrył usta dłonią, a potem wyrzucił z siebie dźwięk, który miał być najprawdopodobniej pełnym niepokoju "och". Zaraz jednak jego ciało rozluźniło się pod wpływem miękkiego dotyku na swoim policzku; był jak spragniony czułości szczeniak, który zabiegał o uwagę swojego pana, ignorując przy tym wszystkie bodźce wokół. Sprawiał wrażenie bardziej skupionego na samym Rodolphusie, aniżeli Charlesie, który był mu całkowicie obojętny. Poza jednym listem dotyczącym zamówienia nigdy nawet nie zamienili ze sobą słowa. Przymknął na moment powieki próbując sobie przypomnieć twarz młodzieńca, o którym rozmawiali, ale wydawała mu się jakaś wybrakowana i rozmyta. Gdyby na podstawie jego zeznań miał powstać portret pamięciowy Mulcibera, byłby on bardzo niepodobny do prawdziwego chłopaka. Nie zastanawiał się też nad powodem, dla którego Lestrange zniechęcał go do kontaktów z twórcą świeczek - skoro tak mówił, to musiało tak być. Nie miał ochoty sprawdzać tego na własnej skórze. Bo przecież Rodolphus by go nie oszukał, prawda?

A potem byli już w większej łazience na piętrze i Perseus próbował wejść w rolę przygotowanego do przyjęcia gości gospodarza, choć nie miał pojęcia jak właściwie to uczynić. Przywykł do tego, że ludzie z którymi sypiał wysuwali się z jego pościeli zaraz po całym akcie i sami odnajdywali drogę do łazienki, a on leżał rozedrgany w łóżku i próbował wyrównać oddech wsłuchując się w szum wody. Towarzystwo nie było niczym nowym, ale było tak rzadkie, że wciąż niosło ze sobą pewną dozę niezręczności, z którą nie do końca wiedział jak sobie poradzić. On, który podobno znał sekrety ludzkich umysłów i mówił innym jak powinni żyć.

Zadrżał, kiedy dłoń Rodolphusa oparła się o framugę, odcinając go od korytarza. Spojrzał mu w oczy i znów poczuł znajome mrowienie pożądania rozchodzące się po całym ciele, nogi uginające się pod własnym ciężarem i arytmiczne falowanie klatki piersiowej. Nie obraził się - wręcz przeciwnie, na jego wargach zakołysał się pełen oddania uśmiech.

Uznam to za zaproszenie — oświadczył obejmując jego twarz obiema dłońmi, a potem go pocałował i sugestywnie, ale niezbyt mocno popchnął pod prysznic. Później jego ręce zsunęły się na plecy Rodolphusa, gdzie rozpoczęły kolejną wędrówkę wzdłuż jego kręgosłupa. Na moment jedna z nich opuściła jego skórę, tylko po to by odkręcić wodę. Była nieprzyjemnie chłodna i Perseus wzdrygnął się, dociskając się do ciała Lestrange'a. Zresztą, w kabinie było tak ciasno, że nie mieli zbyt wiele pola do manewrów. — Zaraz powinno zrobić się cieplej — rzucił przepraszająco, składając pocałunki wzdłuż linii jego żuchwy. Przeniósł się na szyję i podgryzł ją, jednak uczynił to na tyle lekko, aby nie zostawić śladu.

Znał swoje miejsce.


RE: [30.08.1972] Sad Boy Summer | Perseus, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 18.11.2024

Nieskazitelnie biały ręcznik, który trzymał do tej pory w dłoni, wysunął się na podłogę i opadł na nią miękko, gdy obie dłonie powędrowały na biodra Perseusa.
- Słusznie - odpowiedział, bo przecież to było zaproszenie. W żadnym wypadku nie miał zamiaru mu mówić, że powinien wyjść i iść umyć się do drugiego pomieszczenia, bo po jakiejkolwiek aktywności fizycznej trzeba było to zrobić. Co prawda on sam uwielbiał zapach świeżo umytego ciała i nie mógł znieść, gdy obok niego przebywała osoba, która - mówiąc kolokwialnie - śmierdziała, jednak zapach, który wydzielał Perseus w tym momencie, był inny. Gdyby nie ta woń alkoholu, która była wyczuwalna, można by ją nazwać słodką i uzależniającą.

Wzdrygnął się, gdy na rozgrzaną skórę spadły zimne krople wody. Mimowolnie zacisnął powieki, skupiając się na pocałunkach Perseusa. Zimny prysznic przydałby im się obojgu, lecz na sam koniec: gdy pożądanie opadnie, a ciała będą domagać się schłodzenia. Teraz nie był ten moment. Teraz był moment, gdy Lestrange opierał dłonie o ścianę i odchylał głowę, by ułatwić dostęp do swojej szyi. Nie wykonywał żadnych więcej ruchów, napawając się tą bliskością i tym, co robił Perseus. Chłonął jego dotyk całym sobą, pozwalając sobie na leniwe westchnięcie, gdy woda w końcu zbliżyła się temperaturą do takiej, którą lubił. Mała ryska, która pojawiła się na wiadomość o tym, że Black korespondował z Mulciberem, wydawała się zarastać tak szybko, jak szybko się pojawiła, ustępując miejsca wzbierającej przyjemności. Nigdy nie lubił wspólnych pryszniców i nigdy nie rozumiał, jak ktoś może czerpać z nich przyjemność - prysznic służył do tego, by się umyć, wyjść i wytrzeć, by finalnie nałożyć na siebie czyste ubrania. Teraz jednak skłonny był odrobinę zmienić swoje zdanie. Tylko trochę, tylko na ten moment. Nakrył dłoń Perseusa swoją dłonią i przesunął ją na swoje biodro, rozmazując czystą wodę po skórze. Poprzednio to on brał tyle, ile mógł. Teraz chciał pozwolić Blackowi na wzięcie małego kawałka siebie, by móc skupić się na swojej przyjemności, bez myślenia o czymkolwiek innym.


RE: [30.08.1972] Sad Boy Summer | Perseus, Rodolphus - Perseus Black - 19.11.2024

Chciał wierzyć, że jest jak skała; twardy, niewzruszony, stały w swoich postanowieniach. Tymczasem bliżej mu było do wody - przeklętej wody, która po wydarzeniach w Windermere sprawiała, że włoski na karku stawały dęba, a żołądek stawał się ciężki, jakby połknął kilka kilogramów kamieni - lecz nie niszczycielskiej siły tsunami rozbijającego się o brzeg, ani nawet nie spienionych fal pod klifem, a górskiego źródła; wartkiego, ale wciąż słabego, poruszającego się tam, gdzie kieruje go kształt ziemi. Był jak woda, bo łatwo dopasowywał się do naczynia, do którego go wlano. Nie wynikało to jednak ze zdolności adaptacyjnych, a raczej braku wystarczającej odwagi do stawiania oporu.

Nie we wszystkich kwestiach płynność Perseusa oznaczała słabość charakteru - w cudzych ramionach na przykład otwierała mu drzwi do nowych, nie mniej przyjemnych doznań. Przyjął więc swoją nową rolę z naturalnością, jakby od początku należała do niego, bez zadawania zbędnych pytań. Wiele wad można mu zarzucić, lecz na pewno nie tego, że nie znał się na odczytywaniu pragnień drugiej strony.




RE: [30.08.1972] Sad Boy Summer | Perseus, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 21.11.2024




RE: [30.08.1972] Sad Boy Summer | Perseus, Rodolphus - Perseus Black - 21.11.2024




RE: [30.08.1972] Sad Boy Summer | Perseus, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 23.11.2024

Przyciągnął Perseusa do siebie, wciąż nie potrafiąc wyrównać rozedrganego oddechu. Milczał, nie potrafiąc zmusić umysłu do tego, by zaczął działać tak, jak należy. Jeszcze było na to zbyt wcześnie. Mruknął tylko w odpowiedzi na ten pocałunek. Nie był to jednak pomruk niezadowolenia. Wzmocnił uścisk w talii Blacka, a gdy poczuł na policzku miękkie wargi, drgnął zaskoczony, jakby nie był do podobnej czułości przyzwyczajony. Pokręcił głową, jakby chciał powiedzieć nie, to moja rola, lecz ponownie: z jego ust nie wydobyło się najcichsze nawet słowo. Zamiast tego pocałował go delikatnie, jakby to miało wystarczyć za wszystkie słowa świata. Gest mówiący, że wszystko było w porządku. Że potrzebuje dłuższej chwili, by dojść do siebie.


RE: [30.08.1972] Sad Boy Summer | Perseus, Rodolphus - Perseus Black - 28.11.2024

Nie oczekiwał od niego żadnych słów; sam zresztą milczał, napawając się tą chwilą. Nierówne oddechy i szum wody, drżące kolana i gorące usta włączone w pocałunku, dłonie oplatające się wzajemnie i spojrzenia wciąż rozmyte - to był ich moment, ta mała cząstka wyrwana z wieczności, której nikt im nie odbierze. Układ był prosty i rozumiał go doskonale, ale serce w swej nieroztropności samo wyrywało się z piersi i jak zwykle zatruwało umysł swoimi niedorzecznymi marzeniami; Perseus tym razem go nie powstrzymywał. Z na wpół przymkniętymi powiekami wyobrażał sobie, że kocha i jest kochany. Palce odnalazły policzek Rodolphusa i pogładziły go ostrożnie; czule, ale też przepraszająco, jakby tym gestem chciał błagać go o wybaczenie za swoją wcześniejszą gwałtowność.

Odczekał jeszcze, aż ich nagie piersi przestaną unosić się arytmicznie, a potem sięgnął po słuchawkę i spłukał z nich lepkie ślady wcześniejszych uniesień; pożądanie zdawało się całkowicie opuścić ciało Perseusa, znikało wraz z wodą w odpływie pod ich stopami. Pozostała jedynie błogość rozlewająca się słodkim zmęczeniem w każdej komórce jego ciała. Nadal nic nie mówił, ale od czasu do czasu pozwalał sobie złożyć na skórze Rodolphusa kolejny przelotny pocałunek. Powietrze zrobiło się ciężkie od zapachu piżma, para osiadała mlekiem na ścianach kabiny i lustrze, a opuszki palców zmarszczyły się niczym rodzynki, lecz nie chciał jeszcze przerywać tego momentu. Postępował więc powoli, ostentacyjnie wręcz opieszale, a kiedy na ich ciałach nie pozostał już ani milimetr piany do spłukania, westchnął cicho.

Gęsia skórka wykwitła na jego skórze, gdy omiotło ją chłodne powietrze łazienki, nieprzyjemnie kontrastujące z gorącem prysznica. Odruchowo chciał się cofnąć, ale powstrzymał się z uwagi na Rodolphusa; nie było powodu, by robić z siebie jeszcze większej sieroty. Nie przy młodzieńcu, który... z pewnością był świadkiem wystarczająco dużo upodleń Blacka tego wieczoru. Nie chciał dokładać kolejnego upokorzenia do listy rzeczy, o których będzie rozmyślał przed snem.

Jesteś głodny? — zapytał wreszcie, zarzucając na ramiona czarodzieja popielaty szlafrok z kaszmiru, który wyjął uprzednio z szafki. Niewątpliwie był przeznaczony dla gości, którzy niewątpliwie zostawali na noc oraz niewątpliwie pasował do oczu Rodolphusa. Sam Perseus przywdział natomiast czarny jedwab; zawiązał pasek niedbale w taki sposób, że spomiędzy jego rozchylonych połów wyłaniał się blady tors nakrapiany wilgotnymi czarnymi włoskami, układającymi się teraz w finezyjne wzory. — Wiesz, myślałem teraz o tym, co powiedziałem ci w Fontannie. O tym, że zemsta jest paleniem za sobą mostów. I doszedłem do wniosku, że wcale nie jestem lepszym człowiekiem niż ci, którzy wyrządzili mi krzywdę. Ja po prostu boję się, że w przypadku odwetu, ich kolejny ruch będzie bardziej bolesny.


RE: [30.08.1972] Sad Boy Summer | Perseus, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 29.11.2024

Nie był przyzwyczajony do tego, by brać z kimś prysznic. Tak samo jak nie był przyzwyczajony do tego, by ktoś otulał jego ramiona miękkim szlafrokiem, lecz nie protestował. Powodów było naprawdę wiele, lecz nie zamierzał nawet ukrywać, że głównym było zwyczajne, ludzkie zmęczenie.
- Trochę - odpowiedział zgodnie z prawdą, odrobinę przeciągając ostatnią głoskę. Odruchowo uniósł dłoń, by przeczesać palcami wilgotne, czarne włosy. Widok, który teraz rozciągał się przed Perseusem, znacząco odbiegał od tego, który na co dzień prezentował Lestrange. Zwykle napięte rysy twarzy rozluźniły się, zniknęła gdzieś ta szorstkość i sztywność ruchów, wyuczone maniery, którymi zasłaniał się każdego dnia. Nawet wtedy, gdy byli w Fontannie i wtedy, gdy odprowadził go do domu: zachowywał się nienagannie. Nienagannie do pierwszego wyraźniejszego dotyku. Teraz to wszystko wyparowało, prysło jak bańka mydlana, pozostawiając Rodolphusa... Czy sobą? Na pewno bardziej, niż na początku tego wieczoru.

Gdy Perseus wygłosił kolejną swoją wątpliwość, spojrzał na niego uważnie. Milczał, jakby zastanawiając się, jak ubrać w słowa to, co krążyło mu po głowie. Nie rozumiał i nigdy nie zrozumie, co kryło się w głowach ludzi tak niepewnych siebie. Na Matkę, Black powinien być przecież najsilniejszy z nich wszystkich, nie był w końcu terapeutą? Czyż nie pogrążał się w meandrach ludzkiego umysłu, nie zagłębiał w psyche, nie rozumiał jak działają te mechanizmy? A jednak miał wrażenie, że mimo iż on sam również nurzał się w tym świecie, tak bardziej fizyczna i naukowa część sprawiała, że to on z tej dwójki był górą. Nigdy w siebie nie wątpił - nie wtedy, gdy składał kolejne Przysięgi Wieczyste i nie wtedy, gdy otwierał na żywca ludziom czaszki w swoim laboratorium. Również nie wątpił w siebie wtedy, w mauzoleum, gdy dostano mu się do głowy.
- Jest na to rada - powiedział, zmniejszając dystans. Odgarnął czarne kosmyki z czoła Perseusa, przyglądając się jego twarzy. - Po prostu nie zostawiasz za sobą nikogo, kto mógłby podążyć za tobą.
Odpowiedział poważnie, lekko przekrzywiając głowę. Czy mówił o zabójstwie? A może o sprytnym kamuflażu, który sprawi, że Perseus przemknie niezauważony? W zamyśleniu przesunął palcami po linii jego szczęki. Mógł w każdej chwili przy pomocy różdżki zmienić tę przystojną twarz w inną, by nikt się nie zorientował, a potem przywrócić ją do swojego pierwotnego, idealnego stanu. Nie zamierzał jednak odkrywać przed mężczyzną wszystkich swoich kart.
- Ostrożność to pierwszy krok do tego, by wszystko potoczyło się tak, jak chcesz - dodał, zabierając powoli rękę. - Ostrożność i sojusznicy. Myślisz, że pozwoliłbym komukolwiek wymierzyć w ciebie cios?
Coś błysnęło w jego oczach. Coś drapieżnego i niebezpiecznego. Nigdy nie dał nikomu do zrozumienia, że zabijanie przychodziło mu z taką łatwością, jak otwieranie pierwszej strony porannej gazety. Ciężko pracował na to, by postrzegano go raczej jako odludka, Niewymownego, który nie miesza się w spory pomiędzy tym co słuszne, właściwe i głoszone przez większość. Robił swoją robotę, nie mówił zbyt wiele. A jednak był Lestrange - ta rodzina nie należała do tych, które odpuszczały lub pozwalały na zniewagę. Być może stąpali po cienkiej linii, nazywaną pozorami, lecz... Przecież dzięki tym pozorom ich nie lekceważyli. Bo zawsze istniało małe ziarnko niepewności, że przecież mogą to zrobić - to, o czym mówią między wierszami.


RE: [30.08.1972] Sad Boy Summer | Perseus, Rodolphus - Perseus Black - 04.12.2024

Bardziej wyczuł, niż zauważył to, że Rodolphus nie był obeznany z podobnymi aktami czułości; być może objawiało się to mimowolnie napinającymi mięśniami, tylko resztką siły woli powstrzymywanymi przed ostentacyjnym wzdrygnięciem się, albo grymasie pośpiesznie przebiegającym przez jego twarz lub też oddechu gwałtownie zmieniającym swój rytm. Cokolwiek to było, Perseus po prostu wiedział, zorientował się i uśmiechnął się do niego serdecznie, zapewniając go, że przecież wszystko jest dobrze. Zaraz potem pogładził go po policzku, jakby robił to po raz pierwszy; ostrożnie i z pewną dozą ciekawości, a jednocześnie jakby to miał być ostatni raz - z zachłannością i dławiącą tęsknotą.

A więc kolacja — odpowiedział zadowolony, może nawet z lekkim, triumfem — Mam tylko nadzieję, że wybaczysz mi brak kawioru i szampana. Eksperymentuję ostatnio z bardziej... skromną kuchnią.

Dlaczego nie powiedział mu wprost, że Daphne i Pollux odcięli go od rodzinnych funduszy? Cóż, odpowiedź na to była prosta; Perseus się tego wstydził. Tak samo, jak wstydził się tego, że jego ciało pożera choroba. Było to uczucie irracjonalne, bo przecież to wcale nie czyniło go gorszym człowiekiem, lecz on nie mógł wyzbyć się przeczucia własnej obmierzłości; przylepiło się do niego, oblepiło niczym smoła i szeptało mu do ucha jadowite słowa pod własnym adresem. Chciał ruszyć na dół, do kuchni, gdzie mógłby tymczasowo skupić myśli na czymś innym, ale zauważył, że Rodolphus intensywnie myśli nad odpowiedzią na jego wcześniejsze słowa. Nie musisz, chciał zaprotestować, bo przecież wcale nie oczekiwał od niego rady - pragnął jedynie zrzucić ten ciężar ze swoich barków.

Yet it was quite pleasant. Te opuszki palców wędrujące po jego czole, by odgarnąć na bok wilgotne kosmyki; poddał się więc jego gestom, bezbronny wobec fali bezgranicznego uwielbienia względem młodzieńca, jaka rozlała się po jego ciele. Był samotny, cholernie zmęczony, a przez to podatniejszy na jego urok. Źrenice rozszerzyły się gwałtownie, zamieniając jego oczy w dwie bezdenne studnie, zaś oddech stał się nienaturalnie płytki, gdy odczytał wiadomość ukrytą pomiędzy wierszami. Ujął nadgarstek dłoni, którą właśnie Rodolphus dotykał jego twarzy, jakby chciał ją strącić, ale ostatecznie się rozmyślił i pogładził kciukiem bladą skórę. A potem pochylił głowę i ucałował jego palce.

Czy się obawiał? Tak, ale nie samego Lestrange'a. W pewnym sensie nawet go to bawiło - jakie jest prawdopodobieństwo, że dwóch morderców padnie sobie w ramiona? A jednak byli tu, w dusznej, zaparowanej łazience, odziani jedynie w szlafroki i mówili o rzeczach strasznych.

Nie mógłbym... — chciał powiedzieć coś więcej, ale struny głosowe zacisnęły się nagle, sprawiając, że ostatnie sylaby zabrzmiały nienaturalnie ochryple. Odchrząknął, rozmasowując przy tym krtań, jakby to miało mu w jakiś sposób pomóc. Zaschło mu w ustach. — Nie mógłbym znów... Na Merlina, Rodolphusie! To, co przed chwilą powiedziałeś, to bardzo poważna deklaracja. Nie oferuje się takiej formy... pomocy, jeśli nie oczekuje się niczego w zamian. Może i jestem trochę niedopasowany do tego świata, ale wiem jedno...

Urwał, patrząc mu prosto w oczy.

Wszystko ma swoją cenę. Jaka jest twoja?

Kolacja? Zdążył o niej na chwilę zapomnieć.