![]() |
|
[Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] (/showthread.php?tid=5049) |
RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Jonathan Selwyn - 25.08.2025 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/98e0bd2baeddede21531e19853c206df/tumblr_pqvjvyP6V81tzmyn9o7_500.pnj[/inny avek] Początkowo jestem z Electrą, Hannibalem Moną, Robertem, Anthonym, Morpheusem, Oleandrem i Mathildą. Gdy towarzystwo się rochodzi zagaduje do Lyssy – Oh oto jest i nasza wielka gwiazda – zakkrzyknął gdy Hannibal podszedł do ich grupki. – Han, byłeś doskonały w tej roli. Jestem pewny, że gdzieś jakoś widz nawet omdlał z wrażenia, mój drogi. Oczywiście zaśmiał się serdecznie z toastu młodszego kuzynam – Na pewno nikt takim toastem nie pogardzi – oznajmil po czym rozbawiony zerknął to na Morpheusa, to na Amrhony'ego, a następnie ja pozostałych kuzynów. Usmiech na jego twarzy jedynie powiększył się, gdy na chwilę dołączyli do nich Oleander i Mathilda. – Myslę, że sztuka została uraczona godną siebie oprawą muzyczna i Mathildo, byłaś doskonałą Ambicją – Koniecznie będzie musiał równiez złapać Laurettę i pochwalić jej tytułową rolę. Teraz jednak podeszła do nich kolejna artystka. – Lysso, miło cię widzieć. Przyznam, że kiedy dowiedziałem się, że to ty będziesz odpowiedzialna za plakaty, byłem szalenie ich ciekaw i muszę z wielką radością powiedzieć, że się nie zawiodłem – powiedział do Dolohov, zerkając na zgromadzonych, aby potwierdzili jego słowa. – Co powiesz na to, abyśmy zerknęli na twoje prace, a ty opowiesz o nich więcej? Morpheusu ty chyba też chciałem iść. Zerknął na Roberta. Żałował, że zanim nie zrobiło się tutaj zamieszanie nie poprosił kuzyna, aby w wolnej chwili spróbował zorientować się ile galeonów odpowiadałoby widowiskowej ilości cegieł na makiecie The Globe. Liczył jednak, że taktyczne skinienie głowy w tamtym kierunku powie Robertowi wszystko – o ile oczywiście chciał się tym zająć. Zanim jednak jeszcze odeszli, Jonathan postanowił zrobić jeszcze jedną rzecz innych bynajmniej nie było to rozmyślanie na temat tego, że Anthony się od nich odłączył. Selwyn po prostu postanowił zerknąć na nici łączące Hannibala i młodą Electrę. Tak z czystej ciekawości. Percepcja III, rzut na nici Electry I Hannibala do siebie [roll=Z] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Lorien Mulciber - 25.08.2025 Na balkonie z A.A.Moody'm [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=GkuIeUX.png[/inny avek] W pierwszej chwili chciała zaoponować. Stanowczo odmówić i nałożenia na siebie o wiele za dużej (ale jakże miękkiej i ciepłej) marynarki. Mogła powiedzieć wszystko. Wystarczyłoby proste nie chcę, żeby ją zostawił. Mogłaby mruknąć coś o plotkach, wścibskich spojrzeniach i wizerunku, który oboje mieli do zachowania. Ale nie odezwała się ani słowem. Boleśnie nauczyła się, że bez względu na wszystko - plotki i tak będą. Spotkała się z kimś na Lammas? “To na pewno romans!” Przystanęła na moment, żeby porozmawiać o sprawie Koroleva przy automacie do kawy? “Wdowa po Mulciberze kurwi się na środku korytarza”. Ciekawe kiedy zaczną plotkować, że ściągnęła sobie do pomocy młodego asystenta z kompletnie innego działu? Albo o jej nieprzyzwoicie zażyłych stosunkach z niektórymi Niewymownymi. Tak po prawdzie, Lorien była tym po prostu zmęczona. I było jej zimno, a futro z pufków tarantowatych wisiało w szatki teatru. Nie zamierzała się po nie wybierać. Ale nie usłyszał nawet prostego dziękuję. Zamiast tego spojrzała na niego, przechylając głowę w jednym ze swoich ptasich gestów. - Zasłonili miasto.- Stwierdziła rzecz tak przecież oczywistą. Każdy głupi widział kwiatki porastające ażurową pergolę. Były na każdym balkonie. Drgnęła zaskoczona, gdy ją ujął pod boki i posadził na szerokiej, kamiennej barierce. Znów, nie odezwała się ani słowem. Po jednej stronie on, a po drugiej - podnoszący się powoli z kolan Londyn. A pomiędzy - jaśmin i Lorien. Skrzyżowała nogi w kostkach, ułożyła dłonie na podołku. Kieliszek został odstawiony w bezpiecznej odległości, aby nie mogła go strącić na posadzkę. Zacisnęła nieco mocniej palce na połach marynarki, chroniąc się przed chłodem wrześniowego wieczoru. A może po prostu lubiła zapach jego wody kolońskiej. Był inny - ostrzejszy, kwaśniejszy, gdy mieszał się z potem i plamił kołnierzyk marynarki; bardziej jednowymiarowy. Zwyczajnie w świecie tani. A przynajmniej tańszy od zapachów używanych przez większość otaczających ją mężczyzn. Chwilę jej zajęło zrozumienie dlaczego jej to nie przeszkadza. Dlaczego lubi sposób, w którym piżmo miesza się z zapachem papierosów i kawy. Lubiła to, bo Aaron Moody pachniał jak… Ministerstwo Magii. Zdjęła z marynarki jeden koci włos, który się na niej ostał. Szary, więc musiał być koci, prawda? Nawet jeśli był dziwacznie długi. Zbyła to mentalnym machnięciem ręki. Ich koty miały mnóstwo kłaków, pewnie niejeden z nich był… ponadprzeciętny. Strzepnęła go niefrasobliwie na ziemię. Więcej uwagi poświęciła kwiatom, które zasłaniały jej widok ukochanego, pogrążonego w cichej żałobie miasta. Nienawidziła się za to, że… wcale nie czuła się zdziwiona. Kto by chciał patrzeć na ruiny, kiedy można było oglądać biczujących się dzieciaków, pić drogie wino i plotkować o tym jakie życie jest ostatnio straszliwie ciężkie, bo przez pożary funt spadł na rynku walut. Zerwała jedną gałązkę. Kwiaty były piękne. Adeline zawsze powtarzała, że jaśmin jej pasuje. Symbol wiecznego piękna. Wpatrywała się przez chwilę w białe płatki nie czując nic innego jak obrzydzenie. Jeszcze nie tak dawno byłyby pokryte popiołem. Jakim prawem były tak czyste? Westchnęła i… po prostu wsunęła gałązkę do kieszeni marynarki. Przy okazji musiała niechcący dźgnąć skrytego w środku dementorka, który wychylił się wybitnie zaspany, bucząc jak zezłoszczony bąk, potrząsając gniewnie kapturkiem. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Hannibal Selwyn - 25.08.2025 [inny avek]https://i.pinimg.com/736x/64/e8/02/64e8029a1b67f45266aeb169ff7e0701.jpg[/inny avek] Stoi z Selwynami i resztą ich towarzystwa -> idzie na parkiet Hamishu?! Hannibal ścisnął wzajemnie ramię Electry, wdzięczny za wsparcie. Alkohol wypity na pusty żołądek rozgrzewał przyjemnie, ale nie tak, jak towarzystwo dwóch pięknych kobiet, obserwujących tę wymianę zdań i intensywna, barwna, niemożliwa do zignorowania obecność Oleandra. Zaczepił go jeszcze na odchodnem. - Ach, i Olek… - na jego ustach zagościł lekko złośliwy uśmiech - Flety nastrójcie przed jutrem - jeden fałszuje. Nie skończył nawet przewracać oczami po tej nienajwyższych lotów utarczce, gdy został obsypany komplementami przez kuzynów oraz towarzyszących im gości. Jonathan, zawsze wspierający. Anthony i Lyssa nieodmiennie na poziomie. Co za miła odmiana. - Dziękuję, dziękuję - odpowiadał na gratulacje z błyszczącymi oczyma, zachwycony i dopieszczony - To wymagająca rola. W poprzedniej aranżacji wykonywały ją jednocześnie dwie osoby - aktor i tancerz - odstawił pusty kieliszek byle gdzie. Niezależnie od szeroko dyskutowanej wartości “Ekstazy” jako dzieła, wykonanie partii dramatycznych i baletowych przez jednego człowieka było trudne i wycisnęło z Hannibala krew (choć jedynie magiczną), pot i może nawet w pewnym momencie łzy. Podziw po prostu mu się należał! - Mam nadzieję, że znalazł się też ktoś, kto wyszedł w połowie! - zaśmiał się wraz z Jonathanem - Koniecznie obejrzyjcie dzieła Lyssy. Doskonale dopełniają spektakl - posłał artystce czarujący uśmiech - Są takie dynamiczne, a przecież “Ekstaza” opowiada o przemianach. Morpheus faktycznie wyglądał inaczej, niż kiedy spotkali się poprzednio, ale wcale nie lepiej i nie chodziło o to, czy bardziej mu do twarzy z brodą, czy bez. Zdawał się być myślami gdzieś bardzo daleko. Selwyn mógł mu zaoferować jedynie powstrzymanie się od krotochwil. - Łatwiejsza w utrzymaniu, co? - potarł dłonią własny gładko ogolony policzek, a na wróżbę odpowiedział już poważniej - Dziękuję za ostrzeżenie. O co mogło chodzić? Problem dla Hannibala z przyszłości. Póki co jego największym - szczęśliwie faktycznie krótkotrwałym - kłopotem był pusty żołądek. Sięgnął po miniaturową kanapeczkę i zbliżył się do Roberta. - Gdybyś planował rozmawiać ze starą Mulciberową, zabierz mnie ze sobą - poprosił cicho, zerkając w tamtym kierunku - Na pewno ma opinię na temat sztuki o starym kumplu. Plotka głosi, że Merlin zmarł, nie zwróciwszy jej pożyczonej stówy! Przy drugiej przekąsce rozejrzał się za znajomymi twarzami. Dostrzegł Henry’ego, posłał mu uśmiech, ale fotograf dokładnie w tym momencie uniósł aparat, najwyraźniej dostrzegając coś wartego uwiecznienia. Zawsze oddany pracy. Kiedy rozbrzmiał następny utwór, wyciągnął zapraszająco rękę do Electry. - Zatańczymy? Wprowadził ją z niemal ostentacyjną opiekuńczością na parkiet. Tym razem zaniechał szalonych popisów. Prowadził partnerkę, bezpiecznie lawirując między innymi parami. Brak różnicy wzrostu nadrabiał niezachwianą pewnością siebie i nienaganną techniką. - Pewnie będziemy musieli pokazać się mojemu ojcu - uprzedził, zamykając jej prawą dłoń w swojej lewej - Poznamy szanowną autorkę sztuki. Ellie była pełna gracji i niespeszona spojrzeniami gapiów, i Hannibal tańczył z niekłamaną przyjemnością. Poprowadził ją do obrotu, tak sprytnie, że zakończyli go o kilka centymetrów bliżej siebie. W końcu taniec był odwieczną okazją, by doświadczyć wzajemnej bliskości w akceptowalny w towarzystwie sposób. - Widziałem Henry’ego, ale jest zajęty. Poprzeszkadzamy mu potem, jak się rozkręci impreza? - mruknął przy jej uchu. Nici: intensywna zieleń, mieszająca się z mniejszą ilością wciąż wyraźnej czerwieni. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Robert Albert Crouch - 25.08.2025 [inny avek]https://i.pinimg.com/736x/c9/22/c6/c922c65806661c67e600ac35c3b974f9.jpg[/inny avek] Robert stoi przy Monie, Morpheusie, Jonathanie, Electrze i Anthonym, ogląda wernisaż. Witam się krótko z Oleandrem. Zagaduje najpierw do Hannibala, potem do Lyssy. Chwalę w narracji ciasta Nory. Wspominam o Philomenie, Aaronie, Lorien, Elliotcie. Patrzę na cegiełki. Sala bankietowa była środowiskiem zdecydowanie bardziej przyjaznym dla stworzeń Robertopodobnych. Kręcenie się w towarzystwie, zagadywanie socjety, tańce, muzyka i sztuka napełniały Croucha przyjemnym poczuciem przynależności. Uwielbiał przyjęcia wszelkiego rodzaju, szczególnie takie, które przynosiły okazję do obserwacji politycznych adwersarzy lub nawiązania nowych znajomości. W dodatku pierwszym, co zrobił, było podejście do szwedzkiego stołu i nałożenie sobie kilku frykasów na ten wspaniały wieczór. The Globe wynajmowało niezwykłych kucharzy, a w dodatku po skosztowaniu przekąsek wytrawnych, zamierzał się zająć ciastami przygotowanymi przez Norę Figg. Do jego uszu doszły nawet pogłoski o torcie. Kiedy podszedł do nich Oleander, Robert nie omieszkał uścisnąć serdecznie dłoni dalszemu kuzynowi. Ciekawsze, że do tego Croucha było mu dalej niż do stojących obok Selwynów. Niestety również i pod kątem spojrzenia na świat. Cóż, tego wieczoru panowało zawieszenie broni. Przynajmniej na samym początku bankietu. Swoją drogą, Robert pomyślał o Philomenie. Z nią również wypadało się przywitać, choć bez specjalnej przyjemności. Chciał też pogadać z Elliotem i Moodym. To drugie było trudniejsze, skoro nie miał ochoty na przekomarzanie się z Lorien. – Gratuluję ci serdecznie, drogi kuzynie. Muzyka była fenomenalna – uśmiechnął się po Robertowemu - tak profesjonalnie, że nie wiadomo do końca, było, czy szczerze, czy nie. Sam Robert tego nie wiedział. Za często przybierał ten wyraz twarzy. Stało się to już instynktowne. Podobnież pogratulował Hannibalowi i Mathildzie. Zachichotał również (już teraz całkiem szczerze, gdy usłyszał o starej Mulciber). Położył jednak dłoń na piersi kuzyna, jakby chcąc go zatrzymać w jego zapędach do zachodzenia za skórę najgroźniejszym osobistościom na sali. Lepiej było nie znosić ich w kuluarach, walczyć z nimi tak, by się przy tym nie zranić. Albo zostawić walkę politykom, którzy mieli znacznie grubszą skórę i lepsze strategie. – Będę pamiętał. Jeszcze raz serdecznie ci gratuluję – uśmiechnął się do Hannibala i podążył za nim wzrokiem, gdy ten odchodził. Później podeszła do nich Lyssa, kolejna przedstawicielka artystycznej młodzieży. Robert uśmiechnął się również i do niej. – Nazywam się Robert Crouch, panienko Dolohov. A to moja kuzynka, Mona Rowle. Właśnie zachwycamy się panienki obrazami – rzekł z wyczuwalnym w głosie podziwem. – Nie mogę się nacieszyć tym, jaki utalentowane i nowatorskie jest wasze pokolenie. W tych obrazach widać nadzieję na przyszłość. Rzucił też okiem na makietę z cegiełek. Sam już swoją wpłacił, dbając by kilku odpowiednich fotografów akurat było w pobliżu. Należało w tych trudnych czasach szczególnie dbać o wizerunek, szczególnie, jak w Ministerstwie prowadziło się działania w celu naprawy skutków Spalonej Nocy. Percepcja (◉◉○○○) na zobaczenie, ile cegiełek jest na makiecie [roll=N] Nici: przyjaźń (rodzinna, opiekuńcza) RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Baba Jaga - 25.08.2025 Ciężko było powiedzieć, że zaprezentowana tego dnia sztuka, przesadnie porwała serce Aristy, a przynajmniej nic nie wskazywało że tak było. Występ spędziła w loży razem z mężem, uważnie obserwując poczynania aktorów na sceny, przypominając przez większość czasu raczej wykutą z marmuru rzeźbę, a nie człowieka z krwi i kości - nieruchoma i poważna. Okazjonalnie tylko pochylała się w stronę swojego małżonka, szepcząc mu do ucha swoje uwagi. Kiedy jednak po sali podniosły się brawa, a ktoś koncentrował się bardziej na otoczeniu, niż końcowym ukłonom na scenie, mógł zauważyć że była jedną z pierwszych osób, które opuściły swoje miejsca siedzące. Przechodząc do foyer, dłuższą chwilę poświęciła na studiowanie zawieszonych na ścianach obrazów, które miały komplementować całą sztukę. Przyglądała im się z uwagą, spokojnym krokiem podążając systematycznie w kierunku głównego miejsca, gdzie miała dziać się dalsza część wydarzenia, aż wreszcie zatrzymała się, najwyraźniej znajdując w końcu dokładni to czego szukała - albo raczej kogo. - Panie Lockhart - płytki wachlarza, który trzymała, zaterkotały szybko, kiedy zamknęła go o wolną dłoń, jakby tym szybkim ruchem i dźwiękiem chcąc zwrócić na siebie bezwzględną uwagę młodego mężczyzny. - Żywię nadzieję, że udało się panu zrobić parę interesujących fotografii z miejsca, które panu przydzielono. Dobrze myślę, że redaktor nie będzie zawiedziony? - uśmiechnęła się do niego grzecznie, a wyraz ten znacząco komponował się ze sposobem, jak zaakcentowała słowo 'interesujących'. Ciężko jednak było powiedzieć czy chodziło jej o samą sztukę czy może faktycznie o miejsce, które przyszło mu zająć - pośród publiki i zewsząd wychylających głów gawiedzi. NPC: Arista Black [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Avm6Mzc.png[/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Oleander Crouch - 25.08.2025 Jest mendą też dla Electry, odpowiada Jonathanowi i Robertowi oraz żegna się z Hannibalem odpowiedzią o flecie. Skupia się na Mathildzie, robi wpłatę 'na cegiełkę', znajduje wzrokiem Desmonda oraz Philomenę, rozmawia z Mathildą, stoją przy przekąskach. Był człowiekiem głośno wypowiadanych myśli, szept zostawiał uciechom ukrytych między zmarszczkami satynowej pościeli. Szeroki uśmiech rozciągnął się na młodej, przysypanej piegami twarzy; ich gwiazdozbiory zdawały się zmieniać każdego dnia, formując nowe mity. Trzymając pod rękę Mathildę, czując chłodny dotyk jej palców nawet przez materiał marynarki, czuł jej gotowość do odejścia, zaklinała jego własne ruchy, aby ukrócić wymianę zdań, ale Crouch nie powstrzymał się przed słodyczą trucizny na języku. Zmierzył Hannibala i Electrę spojrzeniem. Był zaskoczony tym, ile przyjaciółka wkładała zaangażowania emocjonalnego, aby przypodobać się Selwynowi. - Często się odwiedzacie, rozumiem? Zapewne poznał wszystkie twoje zakamarki? Myślałem, że przyjaźń jest droższa od sezonowej mody - westchnął teatralnie - A skoro o niej, ta sukienka to personalny wybór, czy nie chciałaś przyćmić kolegi gwiazdy? - odpowiedział Electrze, nie oszczędzając również jej, pokazując, że jest nią zawiedziony i, pomimo jej innych znajomości, spodziewał się neutralności i głośno wypowiedzianego komplementu, bowiem sztuka winna być doceniana ponad podziałami. Skinął głową Robertowi oraz Jonathanowi. - Dziękuję Panowie, niezmiernie mi miło, że muzyka mogła dopełnić i dopieścić doznania - lubił komplementy, więc jego twarz rozjaśniła się przebłyskiem różu w tęczówkach jak i jaśniejszego spodu włosów. - Bez ciebie strojenie fletów nie będzie takie same - mrugnął do Selwyna nie wkładajac w wypowiedź tyle wyrafinowania, ile w poprzednie, ale jego przekorna natura nie mogła pozwolić komukolwiek innemu mieć ostatniego słowa. Rozmowę Mathildy z nieznajomą sobie kobieta słyszał, choć był tak skupiony na swoim własnym, zadartym nosie, że większość wymiany zdań doń nie dotarła. Zorientował się jedynie, że do ich towarzystwa dołączył wąż. - Umawialiście się na tę biel? - dopytał Mathildy, gdy oddalili się od grupki osób, jak i Hannibala z Electrą. Był ciekaw czy był to tylko prześmieszny zbieg okoliczności - Jakby postanowił zostać ci na ramieniu byłby naprawdę urokliwa bransoletą - skomentował węża, kontynuując rozmowę na temat ubioru i licząc na kontynuację tematu o gadzie. Podszedł, aby zrobić wpłatę, dołożył swoją cegiełkę, do tych już ułożonych. - Ciekawe byłoby znowu zobaczyć cię na parkiecie, zamierzasz coś wpłacić? - zapytał bezwstydnie, choć bez nacisku. Pytanie nie miało na celu ośmieszyć czy wykpić kobiety, Crouch był zwyczajnie ciekaw. Rozglądał się tez, próbując wyłapać w tłumie znajomy odcień blondu. Długo to nie zajęło, Desmond był oczywiście przy barze, aktualnie rozmawiając z Philomeną Mulciber. Oleander nie był zaskoczony, nie chciał też przerywać przyjacielowi w rozmowie, która zdawała się go bardzo wciągać, przynajmniej na następnych paręnaście minut. Stali przy przekąskach, Oleander taksował je spojrzeniem - wyglądały zachęcająco, choć on nie odczuwał głodu, przynajmniej nie tego związanego z jedzeniem. Był spragniony uwagi, miłości i pochwał, komplementów i oklasków, cudzych spojrzeń i kontrowersji. To on powinien być najlepiej wyglądającą przekąską, po którą wszyscy sięgają. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Desmond Malfoy - 26.08.2025 Przy barze z Philomeną, Elliottem, Erikiem i Norą Zaszczycony uśmiechem ze strony sławnego detektywa, odwzajemnił się mu tym samym. Wyraz jego twarzy był uprzejmie pusty, jego oczy zajął cień pogardy i gniewu. Nie wątpił w polityczną kardynalność utrzymywania pozytywnych relacji z rodami wpływowymi (jakkolwiek regresywnymi), jednak nie mógł powstrzymać się od gorzkiego oburzenia, gdy rozpoznał towarzyszącą Longbottomowi kobietę. Nie została mu przestawiona i nie mógł przypomnieć sobie jej imienia, ale wiedział, że nosiła nazwisko Figg. Była brudnokrwistą cukierniczką, więcej niż raz widział w Proroku reklamę jej... "Nory". Dlaczego ją tutaj przyprowadził? Czyżby w ramach kolejnej akcji charytatywnej postanowił cywilizować prostaczków? Zerwał nieprzyjemnie długi kontakt wzrokowy z Norą, z ulgą powracając spojrzeniem do Pani Philomeny. Gasnący komfort znajomej pogardy wciąż jeszcze łagodził podbijający mu tętno stres. "Czym chciałby mnie pan zainteresować?" - był onieśmielony, nie mógł nie być, nie istniała taka opcja. - Dziękuję - pomyślał. Przez ułamek sekundy zawahał się, jakby niepewny tego, czy faktycznie powiedział to na głos. Później zgubił własne oczy gdzieś w tłumie, znalazł je na dnie szklanki - jego drink zniknął z tego świata błyskawicznie, niby niemowlę w wadliwie połączonym kominku. I niby niemowlę w wadliwie połączonym kominku zostawił po sobie... część. Skórkę pomarańczy tym razem, nie fragment czaszki. Miał nadzieję, że jego świeże, cytrusowe perfumy choć trochę kryły swąd trawionego alkoholu. - Po pierwsze. - Zassał powietrza. - Po-po-pier-po-powie powiedzieć ch-chciałbym. Zmarszczył brwi, na dobre rozstając się z ulgą uniesienia moralnym gniewem. Próbował sztucznie wzniecić go raz jeszcze, ale bez powodzenia - nawet gdy starał się myśleć o jeden i siedemnaście setnych raza częstszych błędach lekarskich uzdrowicieli pochodzenia mugolskiego, myślał tylko o błędach swoich własnych, translokacyjnych. One uchodziły mu płazem, zawsze uchodziły mu płazem, i tożsamość obecnego Ministra Magii nie miała na to żadnego wpływu. Postępowań niewszczętych umarzać nie lza. Jego dłoń odruchowo podążyła do wewnętrznej kieszeni marynarki, ale powstrzymał ją wpół gestu. Dobycie sekretnej piersiówki teraz, przed publicznością, wyglądałoby... zbyt źle. Uśmiechnął się sucho, z bólem, w zamyśle przepraszająco. - Chciałbym. Powiedzieć. Że jestem. Pod głębokim wrażeniem. Pani odważnego artykułu opublikowanego niedawno w horyzontach. - Unikał dat, unikał pełnych tytułów, później zamierzał też unikać precyzyjnych liczb. Z ostrożności zamierzał udawać, że "Mugofilskiej hegemonii kulturowej i jej owoców" wcale nie mógł cytować na wyrywki, tak samo jak całości ulubionych rozdziałów "Zgnilizny moralnej". - To bardzo. Bardzo istotny tekst w obecnym klimacie politycznym perswazyjny rzetelny przystępny i uderzający zdecydowanie. Odcinający się na tle poziomu dzisiejszej prasy. Uwzględnienie dokładnej statystyki spraw umorzonych wyłącznie dla tych dotyczących błędów lekarskich zupełnie. Zmieniło. Moją perspektywę na kwestię chwiejności niezawisłości sędziowskiej w niepokojąco heterogenicznym społeczeństwie któremu z roku na rok coraz dotkliwiej brakuje wspólnej wizji przyszłości i fundamentów moralności opartej na rzeczywistych imperatywach kategorycznych. Mówiąc krótko jeśli osiemdziesiąt trzy i osiem dziesiątych procenta karygodnych naruszeń dobrostanu pacjenta nie wiąże się z żadnymi znaczącymi konsekwencjami ze względu na status krwi sprawcy. Nasz system zdrowia przestał być godny zaufania w jakimkolwiek stopniu. Czy. Czy byłaby pani zainteresowana dalszym zagłębieniem się w ten temat w najbliższych publikacjach. Z mojej wiedzy wynika że nie wydała pani jeszcze książki pochylającej się nad minutiae zmian w sądownictwie na przestrzeni kadencji mojego wuja leacha oraz jenkins a publiczne przypisanie konkretnych zasług konkretnym sędziowskim nazwiskom byłoby niezwykle korzystne społecznie w świetle niedawnych wydarzeń z naciskiem na osłabienie ogólnej sukcesywności poczynań biura aurorów i brygady uderzeniowej. Uprzejmie nie spojrzał na stojącego nieopodal detektywa. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Aaron Andrew Moody - 26.08.2025 Z sędzią Lorien J. Mulciber na balkonie. Gdyby auror nie znał swojego miejsca w szeregu, nie byłby aurorem. Nie chodziło nawet o szacunek względem autorytetów: Aaron poruszył się nieznacznie u boku Lorien, wyczuwając jej irytację, nie warto, chciał powiedzieć, gdy rzuciła zawoalowanym przytykiem. A bo mało to było w biurze aurorów takich, którzy autorytety mieli w dupie? Niekompetentnych, niezdyscyplinowanych karierowiczów, którzy myśleli tylko o własnych ambicjach? Wystarczyło spojrzeć na tych wymuskanych pizdusiów, którzy w trakcie przedstawienia pilnowali Ministry. Cartwright? Ten to przynajmniej miał gadane, ale pieprzony Goyle? Z każdej interwencji wracał z jakąś kontuzją, a gdy udzielano mu pierwszej pomocy, jęczał jak panienka ze złamanym paznokciem. Wszystko zależało od samodyscypliny. Ci, co wychodzili przed szereg, ulegali podobnemu co banda zgromadzonych na przyjęciu czyściuchów złudzeniu, że coś znaczą. Nazwiska nic nie znaczyły, chyba, że stawały się synonimiczne z funkcją pełnioną przez tego, kto je nosił. W Biurze Aurorów zawsze urzędował przecież jakiś Moody. "Aaron Moody, auror", powiedział Elliott, przedstawiając go swojemu smarkatemu kuzynowi. Powinno być na odwrót, pomyślał Aaron. "Auror, Aaron Moody". Tak, w tej kolejności. Rzut na percepcję na lożę Ministry Magii (na ochronę stołu prezydialnego, Aaron patrzył w jego stronę w drodze na balkon).
[roll=N] – Zasłoniliby niebo, gdyby jego kolor nie pasował do dress code podanego na zaproszeniu – mruknął Aaron, który opierał się o balustradę balkonu tuż obok spowitej jaśminem Lorien. Przypomniał sobie, że jaśminem miały też wionąć perfumy Kleopatry uwodzącej z pokładu łodzi Marka Antoniusza, wyczekującego jej wizyty w Tarsie. Aaron lubił jaśmin z innego powodu, bardziej praktycznego. Jego zapach odstraszał komary. Kiedy powiedział o tym Lorien, ta tylko przewróciła oczami, robiąc minę. Krzew jaśminu miał jednak swoje miejsce na zacienionym balkonie Moody'ego, a choć zdążył zdziczeć, nieregularnie podlewany, jego pnącza wciąż nie dawały za wygraną: wspinały się po prętach barierki, zabezpieczonej przed kotem, zachwycając białym kwieciem. Ciekawe, co porabiał jego kot. Bez słowa przyglądał się, jak Lorien zdejmuje z marynarki od munduru aurora szary włos. Pewnie koci, pomyślał Aaron, marszcząc nieznacznie brwi, gdy przypomniał sobie, że przed wyjściem zebrał z siebie przecież sierść zaklęciem... Ale tak to już było, jak mieszkało się z kotem. Chociaż włosy Lorien mogły pod tym względem spokojnie konkurować z kłakami burego sierściucha, bo też zaczynał znajdować je wszędzie. Włosy były nawet na pelerynkach małych dementorków, które zawsze jej towarzyszyły: w trakcie przedstawienia, Moody odkrył, że przemycił jednego z nich w kieszeni marynarki. Zdziwiony, że nie ugryzł go w palec, pozwolił dementorkowi spać dalej. Może powinni ustalić jakieś specjalne zabezpieczenia w jej gabinecie?, dumał tymczasem. Co gdyby ktoś zechciał użyć eliksiru wielosokowego, aby się tam włamać? Zwłaszcza, że Lorien gubiła więcej włosów niż perski kot! Teraz jednak złote spineczki przytrzymywały ciężkie loki, tak długie, że łaskotały wierzch płasko wspartej o balustradę dłoni, którą asekurował jej plecy, żeby nie spadła. Nie, żeby było to możliwe, a jednak... Był tak blisko, że zmuszony był pilnować się, aby nie dotknąć przypadkiem tiulowych zakładeczek sukni, szeleszczących przy każdym ruchu Lorien. Ostentacyjnie na nią nie patrzył, skupiony na obserwacji wejścia na balkon, gotów interweniować, gdyby ktoś próbował naprzykrzać się sędzi. Wolna dłoń jak zawsze czuwała w pobliżu różdżki. – Bardzo ładnie wyglądasz – powiedział, wciąż na nią nie patrząc. Wszystko zależało od samodyscypliny. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/d281027f32c5092cd36b6270fedc27e1/090409b964eed30b-75/s2048x3072/571805ac17d931a207e3c2e4c69722de052f19a5.jpg[/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Louvain Lestrange - 26.08.2025 Z Cynthią, Atreusem, Brenną i Caiusem przez część bankietową do baru. Postać Merlina była już przerobiona na każdy możliwy format. Śmiało można było strzelać, że to najczęściej interpretowana postać w całej magicznej kulturze masowej. Przynajmniej w na terenie Wielkiej Brytanii. Ciężko było tutaj odnaleźć coś nowego i postawić staruszka w nowym świetle. Zapewne dlatego Selwyn musiał momentami eksperymentować, a z eksperymentami była różnie. Raz lepiej, a czasami gorzej. - Klasyczna dychotomia. Odtwórcze i bez smaku. - odpowiedział Cynthi, nawet nie starając się ukrywać swojej irytacji przeplatanej z zawodem. Chociaż nie było to powiedziane wprost, ale z jakiegoś wymuszonego powodu, zdaniem Louvaina droga Ambicji do potęgi była odgórnie naznaczona ciężarem tego co niewłaściwie, złe i mroczne. Albo przynajmniej stwarzano wrażenie, że droga ku potędze musi odbywać się kosztem dobra. Okropne spłycanie tematu. I dobrze wiedział o czym mówił, zwłaszcza kiedy odsuwał krzesło, przepuszczał w drzwiach i podawał rękę na schodach swojej wybitnej nekromentce. Nie odpuszczał swojej blond partnerki nawet na dwa kroki, nieustanie trzymając rękę na jej plecach. - Lubię szkołę Stanisławskiego, ale akurat ten bicz? Odrobinę przerost formy nad treścią. Rosyjski system przeżywania, a nie wyłącznie odgrywania dodawał wiele smaku i zdecydowanie poszerzał sceniczny wokabularz. Jednak musiał być apropo, a ten tutaj pojawił się chyba bardziej, żeby szokować niżeli co innego. Jednak nie sposób odmówić, że faktycznie zadziałało. Patrzenie z loży, tam z góry, na fizyczne obrażenie i jaki wywołał on strach w pierwszych rzędach skutecznie pobudził synapsy Louvaina. Nie spodziewał doświadczyć się tego typu brutalności akurat tutaj, ale nawet taka wpadała w jego gusta podłości. Leniwym wzrokiem spojrzał w kierunku prac Lyssy, które niewątpliwie musiały być w pewien sposób zaczarowane. Nie uwierzyłby, że pyskata trajkotka nie wykorzysta okazji, żeby przemycić coś od siebie. Coś od czego mało odporny widz, może ulec artystycznym wpływom fuczki i doznać jakiegoś wewnętrznego wstrząsu. I dobrze zgadywał, bo przechodząc obok czuł magiczne wibracje, a oklumencka nadwrażliwość na wpływy z zewnątrz nie oszukiwały go. Jednak nie przyglądał się plakatom zdecydowanie dłużej żeby wejść z nimi w interakcję. Może później. Jednak z wielką obojętnością przeszedł obok zbiórki i tych wszystkich cegiełek. Był sceptyczny do przekazywania w ręce Salwynów pieniędzy jeszcze przed wydarzeniem, a po obejrzeniu sztuki był już zdecydowany, że nie zasługują nawet na jego jednego złamanego knuta. - Magiczny, niemagiczny, ważne żeby niszczył. Zaśmiał się, a potem spojrzał raczej w stronę swoich chłopaków z sarkastycznym uśmieszkiem, licząc, że docenią jego wyrafinowany humorek. Jednocześnie skinieniem głowy zasugerował całej paczce, że skoro już się tutaj przy barze znaleźli można sobie na coś pozwolić. Wątpił, żeby ktoś pokusił się na taką frywolność wnosząc tu magiczne drinki, dostojność dzisiejszego wieczoru raczej nie pozwalała na takie figle. Ale gdyby były to i siłą wlałby Atreusowi kilka do mordy, żeby zobaczyć jak znowu przemienia się w włochatego gryzonia. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=LfqlqLU.jpeg[/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Nora Figg - 26.08.2025 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/a4da651d4359d7d9727558d2a84cdb83/fb14fc3a21255d52-38/s400x600/3bfac4528cfecab2892038889171892bb2b189a9.pnj[/inny avek] Stoję z Erikiem, przy Elliocie, Desmondzie i Philomenie. - Grunt to podążać za swoimi ideałami, nie warto się przejmować zdaniem innych. - Łatwo było jej prawić takie mądrości, bo przecież ona nie należała do grona uprzywilejowanej elity, bardzo dobrze znała swoje miejsce w hierarchii społeczeństwa i nigdy na nie narzekała. Przykro jej było, że jej przyjaciele musieli ponosić konsekwencje tego, że byli wyjątkowo tolerancyjni i nieobojętni na krzywdę innych, jednak kiedyś ktoś to doceni, czuła wobec tego pewność. - Mój Drogi, mam dużo do powiedzenia na wiele tematów, jednak nie wszystkimi myślami powinnam się dzielić, wiesz, jak jest. - Panna Figg bardzo dobrze wiedziała, kiedy powinna się ugryźć w język. Miała w sobie ogładę, umiała dedukować, była całkiem rozsądną i obytą osobą, dzięki czemu potrafiła odnaleźć się w każdym towarzystwie. Nie bez powodu miała znajomych i przyjaciół w najróżniejszych kręgach. - Znasz mnie, nie odmawiam alkoholu. - Oczywiście w granicach rozsądku, wiedziała na ile może sobie pozwolić, jeśli tego potrzebował Erik, to chętnie potowarzyszy mu przy barze, sięgnie po lampkę wina, czy cokolwiek innego, może to nie były jej kolorowe drinki... ale nie zamierzała narzekać. Nie wszystko poszło po jej myśli. Longbottom postanowił zahaczyć o grupkę czarodziejów, w której i ona dostrzegła znajomą twarz. Uśmiechnęła się ciepło do Elliotta na przywitanie, darzyła go sympatią, szczególnie po tym, co wydarzyło się w Beltane, gdy ich losy nieco się ze sobą splotły. Pamiętała o tym, że miał specjalne miejsce wśród znajomych jej przyjaciela. Dygnęła również na przywitanie do pozostałych, jak wypadało. Zauważyła, że najmłodszy w towarzystwie się jej przyglądał, chyba coś mu zaszkodziło? Nie wyglądał, jakby wszystko było z nim w porządku... Później zaczął się jąkać, najwyraźniej przytłoczyło go to wydarzenie, nie miał chyba obycia w podobnych przyjęciach. Tak to już jest, kiedy dopiero zaczyna się bywać na salonach i nie ma w tym doświadczenia. Musiał się zestresować tym, co działo się wokół, młodośc jednak rządziła się swoimi prawami. Posłała mu pocieszający uśmiech, mający go wesprzeć, skoro już tak na nią spoglądał z tym grymasem na twarzy... Nie słuchała specjalnie tego, co miał do powiedzenia, trudno bowiem wyłapać coś z tego słowotoku, czy tam monologu który wygłosił. Zwłaszcza, że wokół było dość głośno i tłoczno. |