Secrets of London
[Jesień 72, 5.10 Brynja, Ceolsige, Henry] Zgryzota w Dunwich - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [Jesień 72, 5.10 Brynja, Ceolsige, Henry] Zgryzota w Dunwich (/showthread.php?tid=5171)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7


RE: [Jesień 72, 5.10 Dunwich | Brynja] Zgryzota w Dunwich - dom Oliviera Thomasa - Henry Lockhart - 18.01.2026

Po raz pierwszy w życiu Henry naprawdę czuł się jak dziennikarz. I to nie byle pismak, który pisze ploteczki lub paszkwile, nie uczniak, z którym nikt nie chce utworzyć gazetki. Był reporterem śledczym. Nie zamierzał się więc poddawać, nawet jeśli sprawa była groźna. Zbierze dowody, porobi zdjęcia, a potem wszystko opisze. Mimo, że lęk ściskał mu żołądek, wiedział, że właśnie przyszło mu spełnić swoje marzenie. I nic, nawet przedwieczne monstra, nie miały my w tym przeszkodzić.

Wysłuchał wykładu Ceolsige, przypomniał sobie szkolne lekcje latania. Teraz warunki były szczególnie trudne. Liczyły się bezpieczeństwo i równowaga. Wiatr dął niemiłosiernie, pojedyncze kropelki ulewy przedzierały się przez osłony. Czekała ich ciężka przeprawa. Dlatego Henry postanowił wziąć przykład z mugolskich praktyk. Zaklęciem spróbował wyczarować pas, który miał go przytrzymać na miotle podczas lotu.

Kiedy wsiadał na nią, tuż za Ceolsige, kiwnął jeszcze Brynji. Życzył jej powodzenia w samotnej podwodnej wędrówce. Miał nadzieję, że tym razem dziewczyna nie wpadnie w tarapaty... Ani, że nie będzie musiała ratować jego lub Ceo przy ewentualnym upadku.

— Powinniśmy lecieć nad Brynją — rzekł jeszcze zanim odlecieli. — Może uda jakoś się nawzajem pilnować.

Nie chciał znowu się rozdzielać, nawet jeśli w tej sytuacji zaistniała taka konieczność. Było ich w końcu tylko troje. Musieli się nawzajem wspierać.

Rzut na Kształtowanie ◉◉○○○: chcę wyczarować pas zabezpieczający przed upadkiem z miotły.
[roll=N]

Rzut na Aktywność fizyczną ◉◉◉○○: przelot na miotle do latarni
[roll=Z]


RE: [Jesień 72, 5.10 Dunwich | Brynja] Zgryzota w Dunwich - dom Oliviera Thomasa - Brynja Nordgesim - 24.01.2026

Selkie spojrzała w stronę rozwścieczonej wody i natychmiast zrozumiała, co musiała zrobić. Ostrzejsze krawędzie skandynawskich lodowców bywały boleśniejsze niż kilka rozhukanych fal. Morze nie powinno jej skrzywdzić, jeśli rzeczywiście była jego córką.

Jeszcze zanim woda zamknęła się nad jej głową, sięgnęła po różdżkę. Spróbowała zatoczyć krótki półkolisty ruch celem wytworzenia kuli światła, która mogłaby za nią płynąć i być widziana przez wodę. W ten sposób towarzysze by wiedzieli o jej lokalizacji. Z kolei gdy Ceolsige i Henry szykowali miotłę, Brynja sięgnęła do torby. Palce zdrętwiałe po lodowatej kąpieli zacisnęły się na znajomej fakturze skóry. W wodzie będę szybsza, pomyślała. Następnie uniósłszy wzrok, spojrzała na sylwetki gotowe do startu.
— Spotkamy się przy latarni!
Selkie narzuciła futro na siebie, nie zwlekając ani chwili dłużej. Swiat pękł, kości ustąpiły, ciało odnalazło właściwy kształt, a chłód przestał być wrogiem i stał się przewodnikiem. Brynja zanurzyła się w fale, aby popłynąć, z kierunkiem w stronę latarni.

Prośba o (I) rzut na kształtowanie, aby móc wyczarować kulę światła, która by mnie śledziła i (II) rzut na aktywność fizyczną, aby popłynąć?


RE: [Jesień 72, 5.10 Dunwich | Brynja] Zgryzota w Dunwich - dom Oliviera Thomasa - Dearg Dur - 14.02.2026

Sztorm zdecydowanie nie był jedynie zjawiskiem pogodowym – był wolą. Sztorm był ciemną, nieludzką intencją, która rozpięła się nad morzem jak ciężka zasłona gnijącego aksamitu. Fale nie tyle wznosiły się i opadały, co rzucały w konwulsjach, jakby pod powierzchnią potężna plugawa wibracja oczekiwała rozbryzgu niszczącej energii.

Troje śmiałków zmierzało ku błyszczącej trupio błękitnym światłem skale, która rychło po rozpoczęciu podróży znalazła się w zasięgu wzroku. Uszu. Czucia.

Dwoje z nich, pochylonych nad miotłami, walczyło z wichrem, który szarpał ich płaszcze i wyrywał oddech z piersi. Ich sylwetki co chwila niknęły w ścianach deszczu, rozświetlanych sinymi błyskami. Miotły jęczały pod naporem żywiołu, a każde kolejne uderzenie powietrza groziło strąceniem ich w otchłań.

Trzecia – przemieniona w fokę – przebijała się przez czarne odmęty ku hipnotyzującej, przyzywającej duszę łunie. Jej ciało raz po raz znikało pod powierzchnią, gdzie czekało coś znacznie gorszego niż zimno.

Morze nie było puste.

W mroku pod falami poruszały się wynaturzone sylwetki. Ożywione martwe stworzenia, których anatomia zdawała się być jedynie bluźnierczą sugestią dawnych kształtów. Rozdarte płetwy, wydłużone szczęki pełne nierównych zębów, oczy mleczne i martwe, a jednak czujne. Sunęły w wodzie z niepokojącą płynnością, jakby śmierć była dla nich tylko kolejną formą oddychania. Jedna z nich wynurzyła się na moment, odsłaniając fragment ciała porośniętego czymś przypominającym zbutwiałe wodorosty – i wydała dźwięk, który nie był ani rykiem, ani krzykiem, lecz czymś pomiędzy modlitwą a przekleństwem.

A ponad tym wszystkim wznosiła się ona – latarnia utkana koszmarem.

Wyrastała ze skały otoczonej morzem, jak ząb wbity w ciało świata. Jej mury były ciemne, wilgotne, lecz nie zniszczone przez czas, nienaturalnie trwałe, nienaturalne w swym istnieniu, w niczym nie przypominające rekonstrukcji znajdującej się w lokalnym muzeum, które jeszcze przed chwilą mogli odwiedzić. Po powierzchni ścian pełzały runy. To one właśnie lśniły bladym, chorym światłem, które nie odbijało się w deszczu, lecz zdawało się go pochłaniać, przyciągając jednak fałszywą obietnicą bezpieczeństwa. Znaki nie należały do żadnego znanego alfabetu, a jednak miały w sobie rytm i powtarzalność obrzędu. Pulsowały w zgodzie z błyskawicami.

Z wnętrza latarni biła poświata – nieregularna, falująca, jak oddech śniącej istoty. Jak łkanie.

Wicher zawył mocniej.

W jego wyciu rozbrzmiewało coś jeszcze, teraz tak czytelne dla uszu lecących ku swemu przeznaczeniu magów: melodia, jeśli można było użyć tego słowa wobec tej złowieszczej kakofonii. Echo szanty, odległe i zdeformowane. Motyw znany marynarzom, znany Ceolsige z listów, lecz tutaj wykrzywiony, przeciągnięty w nieludzkich interwałach. Głosy – czy były to głosy? – śpiewały w języku, który przypominał ludzką mowę tylko o tyle, o ile gnijące ciało przypomina żywego człowieka. Sylaby zlewały się w gardłowe inkantacje.

Nie brzmiało to jak pieśń pracy.

Brzmiało jak wezwanie.

Fale uderzyły o skałę z siłą oblężniczych taranów. Runy rozjarzyły się jaśniej. Powietrze zgęstniało, przesycone zapachem soli i czegoś starszego – stęchłej głębi, która nie znała słońca od epok.

Zabezpieczenia, które wytworzyły różdżki badaczy tej tajemnicy, siła determinacji... To wszystko dało możliwość postawienia stóp u podnóża budowli. Próżno było szukać drzwi. Za plecami zniknął w ścianie wody i ryku wiatru ląd jak nigdy niebyłe poczucie bezpieczeństwa.

Grom rozdzierający nieboskłon tuż nad ich głowami obwieścił ich przybycie. W godzinie próby, nie było już odwrotu.


RE: [Jesień 72, 5.10 Dunwich | Brynja] Zgryzota w Dunwich - dom Oliviera Thomasa - Henry Lockhart - 14.02.2026

Przedarli się przez deszcz, przelecieli ponad szalejącym morzem, a gdy wreszcie wylądowali, nie towarzyszyła temu bynajmniej żadna ulga. Latarnia wyła tajemniczymi głosami, przyzywała ich mrożącym krew w żyłach śpiewem. A te istoty krążące w wodzie, nieforemne i jakoś pierwotnie plugawe. Jakby nie pochodziły z tego świata... Lub gorzej: wywodziły się z tych czeluści Ziemi, o których nikt o zdrowych zmysłach nie chciał się dowiedzieć. To by bowiem znaczyło, że u podstaw rzeczywistości kryło się zło, a dla świata nie było ratunku.

– Żyjecie? – zapytał retorycznie, gdy wszystkie jego towarzyszki znalazły się przy latarni. Cieszył się, że miał je obok siebie. Gdyby był sam, pewnie by się załamał, ale obecność Brynji i stalowa wola Ceolsige zdecydowanie pomagały mu zachować odwagę i zdrowe zmysły.

Nie widział nigdzie wejścia, jedynie runy, które przypominały mu te na cegle z muzeum. Nie zdążył jednak rozgryźć ich znaczenia. Nie było też sensu robić zdjęć na zewnątrz latarni. Lało tak, że i tak nic by nie było widać. Postanowił więc, że rozejrzy się wokoło. Być może gdzieś cegły były poluzowane lub nadgryzione szalejącymi wokół żywiołami?

Nie mógł robić to bez pomocy magii. Ledwo cokolwiek widział przez ten deszcz. Postanowił więc znów ukształtować świetlną kulę, która ewentualnie pokazałaby uszkodzenia w ścianie. To właśnie słońce podczas tej wycieczki było jego przewodnikiem. Nie objawiało się, ale nadzieja, że chroniło świat, inspirowała czary chłopaka.

Rzucam na Percepcję ◉◉◉◉○: chcę przyjrzeć się ścianom w poszukiwaniu ewentualnych luk. Jeśli się da, wspomóc mnie może Renowacja (?)
[roll=PO]

Drugi rzut: Kształtowanie ◉◉○○○: tworzę kulę światła, która by mi pomogła w poszukiwaniach.
[roll=N]


RE: [Jesień 72, 5.10 Dunwich | Brynja] Zgryzota w Dunwich - dom Oliviera Thomasa - Ceolsige Burke - 15.02.2026

Szalejący ukrywający się pod ogłuszającym szumem zaśpiew szybko dotarł do jej świadomości. Dotarł pod postacią natrętnej wibracji, która podświadomie wzbudzała rytmiczne nucenie myśli w takt prostej melodii. Szybko zdusiła ten nieposłuszny ciąg skojarzań. Sama idea pułapki jaką mogła stanowić melodia budziła jej głęboki niesmak.

Gdy tylko stopy Ceolsige dotknęły śliskiej, pokrytej błękitnym poblaskiem skały, miotła pod nią drgnęła ostatni raz, jakby sama chciała uciec przed nieludzkim wyciem wichru. Paserka zsiadła z niej w wyraźnie wolniejszym, ostrożniejszym ruchu. Skostniałe i zmarznięte kończyny straciły typową dla niej płynność. Jej ruchy były pełne metodycznego wyważenia. Stanęła ciężko na podkurczonych w kolanach nogach, jakby jeszcze wpół siedziała na pojeździe. Miała wrażenie, że ciężar nasiąkniętego wodą płaszcza próbował pociągnąć ją ku ziemi.

Ciężka, ciemna wełna okrycia wierzchniego, zwykle układająca się w eleganckie fałdy, teraz przypominała lepiące się błoto. Płaszcz był dobry i mógł wiele znieść, ale lot w sztormie oraz ciągłe nieustające strumienie deszczu sprawiały, ze nawet on sprawiał wrażenie przemoczonego. Strugi słonej wody spływały kaskadami po materiale, zbierając się na rąbku spódnicy, która z każdą sekundą stawała się cięższa, oblepiając jej nogi.

W tym chaosie żywiołów jej twarz prezentowała się niemal nierealnie. Dzięki zaklęciu ochronnemu, które rzuciła jeszcze przed startem, skóra pozostała sucha, a rysy wyraźne i niezmazane deszczem. Wyglądało to tak, jakby jej głowa była uwięziona w niewidocznej, przejrzystej sferze, podczas gdy reszta ciała poddawała się bezlitosnej chłoście sztormu. Blond kosmyki włosów, którym nie poszczęściło się znaleźć pod osłoną magii, przylepiły się do jej szyi i ramion niczym ciemne, mokre pęta.

Wyczarowana na twarzy niby kryształowa maska spełniła swoją rolę. Mimo wszystko na blade obecnie wargi wypływało co chwile mimowolne drżenie. Ciężki dreszcz chłodu przebiegł jej po karku do kręgosłupa aż po czubki palców. Wykorzystała go by przybrać bardziej dostojną pozę, prostując się i ściągając rysy twarzy w grymasie wyrażającym determinację.

Odwróciła się do Henry'ego i zdecydowanym, niemal mechanicznym ruchem wyciągnęła dłoń po swój sprzęt. Jej palce, choć zmarznięte, zacisnęły się na drzewcu zaborczo i wprawnie. Szybko poruszyła odpowiednią dźwignią. Długi drzewiec, zupełnie zagłuszony przez sztorm złożył się w trzy podcinki by zamienić się w prosty pakunek, który mógłby być uznany za dziwny koszyk. Kiwnęła głową, ni do siebie, ni do towarzyszy, ni do wieży.

Ustabilizowawszy pozycję, powolnym, niemal drapieżnym ruchem głowy omiotła spojrzeniem towarzyszy. Jej oczy, lśniące w trupim blasku latarni, spoczęły najpierw na Henrym, jakby oceniała jego przydatność w nadchodzących minutach. Zdawała sobie sprawę, ze o coś wcześniej zapytała, ale huk sztormu odbierał jego słowom jakąkolwiek treść. Obejrzała się na resztę platformy wyglądając przemienionej już na powrót foki.

Świadomość, że cała trójka dotarła na miejsce szczęśliwie zdjęła jedno zmartwienie z jej głowy. Spostrzegła jak Henry stara się magią i bystrym wzrokiem zbadać dziwną budowlę. Wydawało się, że mimo chłodu i sztormu zabiera się poprawnie do działania.

Zarzuciła pasek miotły na ramię. Jej dłonie wykonały kilka mimowolnych, wyćwiczonych latami gestów. Przesunęła nimi po grubym materiale płaszcza, szybko, prawie niedbale. Dla postronnego obserwatora mógłby to być zbędny gest poprawiania ubrania lub strząsania sunących strumieni wody. Do jej świadomości jednak dotarły oczekiwane, stabilizujące odczucia. Ucisk różdżki w kieszeni, wypukłość etui i narzędziami w drugiej. Charakterystyczny ucisk na prawym udzie od fajki w kieszeni spódnicy. Normalność i gotowość narzędzi sprawiała, że nawet ta nienaturalna sceneria i niecodzienna stawka trafiały w szufladki kolejnej przygody. Jej drżące usta wykrzywił mimowolny, drapieżny uśmieszek. W duszy zaśpiewała ponownie niebezpieczna ekscytacja.

Ignorując huk fal rozbijających się o skałę, zbliżyła się do muru latarni. Przybrała niską pozycję, niemal przykucając w cieniu jednej z nienaturalnie gładkich krawędzi budowli, by choć częściowo osłonić się od siekącego deszczu. Nasiąknięta spódnica rozłożyła się wokół niej niczym ciężki, ciemny wachlarz, chłonąc jeszcze więcej wody z kamienia.

Z torby przewieszonej przez ramię wydobyła grimuar. Liczyła, że poblask run wystarczy do odczytania jej zapisków. Jej różdżka, trzymana w zdrętwiałych palcach, nakreśliła w powietrzu krótki, ciasny łuk. Spróbowała wytworzyć nad księgą niewielki, półkolisty klosz. Przejrzystą barierę magiczną, zbliżoną w funkcji i działaniu do maski jaka osłaniała jej twarz.

Jednocześnie rozpoczęła próby zidentyfikowania obiektu oraz zjawiska. Próbując rozpoznać budowlę ośmieliła się nawet na ułamek sekundy koniuszkiem języka spróbować materiału latarni.

Rzucam na kształtowanie ◉○○○○ w celu osłonienia magicznym kloszem (w miarę możliwości) książki przed wiatrem i deszczem.

[roll=O]

Rzucam na WOS ◉◉◉◉○ w celu zidentyfikowania z czym możemy mieć do czynienia oraz jakie sekrety może ukrywać spotkana przez nas budowla oraz zjawisko.
Przewagi: zabrana przed wyprawą księga o morskich potwornościach, Smakuje jak... nie powiem ci jak to smakuje (rodowa), Starożytne runy


[roll=PO]


RE: [Jesień 72, 5.10 Dunwich | Brynja] Zgryzota w Dunwich - dom Oliviera Thomasa - Brynja Nordgesim - 25.02.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=tOp0aLx.jpg[/inny avek]
Malutkie focze ciało wynurzyło się z czarnej wody, ciężko wciągnęło powietrze i podpłynęło bliżej podnóża latarni. Fale uderzały o kamień z siłą ogromną, a każda z nich próbowała zepchnąć ją z powrotem w odmęt, gdzie pod powierzchnią poruszały się cienie.

Brynka, widząc, że drodzy jej Henry i Ceo bezpiecznie wylądowali na twardej powiechni, aby uniknąć kolejnego uderzenia fali, zanurkowała raz jeszcze. Zobaczyła wtedy wyraźnie mleczne oczy otwarte w martwych twarzach. Co to było za plugastwo! Foka sprobowała rozpoznać, czy wir, sztorm i fale wynikały z zaklęcia, lub anomalii otaczającą latarnię, czy z samej natury morza.

Prośba o rzut na wop, czy zdołam zobaczyć jakąś inną anomalię w wodzie (??), dobrana przewaga wiedza o przyrodzie i morzu


RE: [Jesień 72, 5.10 Dunwich | Brynja] Zgryzota w Dunwich - dom Oliviera Thomasa - Dearg Dur - 12.03.2026

Aura tego miejsca w niektórych z badaczy wywoływała trwogę. Deszcz zacinał prosto w twarz, wiatr szarpał za dłoń ściskającą różdżkę i każdy gest zdawał się ryzykiem tego, że różdżka utonie w morskich odmętach.

Henry nic nie dostrzegł, nie był też w stanie wyczarować sobie światła, a jego serce coraz bardziej napełniało się trwogą wobec ogromnej budowli, górującej nad nimi nie tylko rozmiarem, ale i tętniącą od niej mocą.

Brynja zniknęła na moment w falach, aby potwierdzić swoje najczarniejsze przypuszczenia - wir, sztorm i fale wynikały z magii. Nie była w stanie jednak rozsądzić czy było to zaklęcie, czy energetyczna żyła, miejsce skupiające w sobie surową magię, która od czasu do czasu znajduje ujście w niespodziewanej, nadmiernej erupcji. Natura morza nie miała tu nic do tego. Ale natura tego miejsca, konkretnie tej wznoszącej się niewielkiej wyspy i wyrastającej z niej konstrukcji...

Ceolsige również zachowała zimną krew, choć nie udało jej się utworzyć klosza nad księgą i musiała bazować na swojej wiedzy, na pamięci tworzonych niedawno przecież zapisków, w obliczu dziejącego się wkoło szaleństwa. Powierzchnia latarni zdawała się chłodna, wręcz lodowata, choć skóra nie przymarzała do nienaturalnie gładkiej powierzchni. Koniuszek języka dostarczał nowych informacji. Niosący posmak wulkanu onyks, jak i kształt budowli mogły utwierdzić w rozeznaniu, że choć miejsce się zgadzało to zdecydowanie NIE BYŁA to latarnia, któa stała tu przed wiekami, nim połowa Dunwich została zatopiona. Im bliżej tym bardziej też Ceolsige mogła wątpić, aby mur był jakkolwiek dziełem ludzkich rąk.

Nad nimi zamajaczyło blade światło.

Opowieści. Morskie potworności. Czy czekali na statek widmo? Spalona noc mogła być katalizatorem, impulsem, który uformował wezwanie gardłem nieszczęsnej dziewczyny, naprawiającej w postępującym geometrycznie szaleństwie sieci.

Po chwili trwającej dwa uderzenia serca Burke zdała sobie też sprawę, że grawitacja działała tu nieco inaczej. Mrowienie kontaktu z zimną kamienną powierzchnią ustąpiło i kobieta zdała sobie sprawę, że leży na czarnym kamieniu zaś to co dotąd było powierzchnią wyspy stało się kamienną ścianą. Zjawisko nie dotknęło ani Henryka ani Brynji. Byli za daleko. Przynajmniej na razie...


RE: [Jesień 72, 5.10 Dunwich | Brynja] Zgryzota w Dunwich - dom Oliviera Thomasa - Ceolsige Burke - 13.03.2026

Zziębnięte, oklejone wilgotną odzieżą ciało przegapiło pierwsze oznaki. Zmiana stanu mimo, że szybka nie była gwałtowna. Ciężkie, krępujące ruchy ubranie płynnie utraciło swoją wagę by już w następnej chwili, razem z uczuciem upadania przycisnąć bok kobiety do mrocznej ściany wierzy. Mimowolnie kiwnęła głową, szybko usztywniając kark by przeciwstawić się nowemu zwrotowi siły i nie uderzyć nosem o .. ścianę?
Wrażenie było bardzo zbliżone do aportacji. Nawet ciężar wody, którą nasiąkłą spódnica był zbliżony do wrażenia wciskania się w rzeczywistość jakie towarzyszy teleportacji. Jednak tym razem było to bardziej płynne i nie tak nieprzyjemne.
Ceolsige wsparła się na dłoniach i uniosła głowę rozglądając w dół i w górę wierzy, niepewna natury zjawiska.  Ubrania, które do tej pory sztywno zwisały ku skalnej podstawie teraz rozlały się na czarnym murze. Kosmki jej przemoczonych blond włosów zamiast lepić się do pleców i barków, długą falą zwisały na obsydianowy materiał. Nawet jej torba przesunęła się na barku spoczywając teraz sztywno i stabilnie na powierzchni dziwnej budowli. Wyglądało to jakby leżała na kamiennym moście zawieszonym między huczącą ścianą wody a kłębiącym się murem czarnych chmur.
Nawet woda, mimo ze deszcz padał dalej wzdłuż ściany budowli pomiędzy podmuchami wiatru, kiedy trafiała na jej ubranie ściekała po nim w stronę ściany. Ceolsige zaintrygowana uniosła dłoń obserwując jak na czubku jej palca zbierają się krople. Po chwili odrywają się, niby w stronę ściany, ale szybko skręcają lecąc dalej ku skalnej podstawie wzdłuż powierzchni, która jeszcze przed chwilą byłą dla nich podłogą.
Kobieta ostrożnie podkuliła nogi odsuwając ostatecznie stopy od tego co jeszcze przed chwilą było podłożem. Prychnęła pod nosem. Podniosła się nieco mocniej na rękach zapierając się trochę butami, gotowa na odpadnięcie od ściany gdyby okazało się, że dziwne zjawisko osłabnie.
Drapieżny uśmiech wywołany ekscytacją zdobił już na dobre jej twarz, kiedy podkurczyła nogę pod siebie, stawiając stopę płasko na ścianie wieży. Szybki ruchem poderwała się do wyprostowanej pozycji na lekko podkurczonych w kolanach nogach. Wrażenie było surrealistyczne. Błędnik wskazywał na pionową pozycję ale oczy widziały dziwaczny, odwrócony świat. Ciało smagał lodowaty, mokry wiatr i dokładnie w twarz padały strumienie wody z tego co kiedyś było niebem. Przemoczone włosy na powrót oblepiły poliki, kark i barki. Ubranie ciążyło, lepiąc się do ciała i krępując ruchy.
Mocniej ścisnęła różdżkę. Jej twarz, z ostrym drapieżnym uśmiechem wyrażała dziką determinację i niezdrową ekscytację, która wypełniała jej serce.
Spojrzała na boki w poszukiwaniu Brynji i Henry'ego. Kiedy ich dostrzegła szybko opanowała emocje skupiając się na ponurej determinacji. Zjawisko było fascynujące i elektryzujące, ale z drugiej strony było poważne i należało mu się poważne podejście. Wraz z opanowaniem emocji twarz przybrała pasujący, poważny wyraz. Wąskie, sine z zimna wargi oraz ściągnięte brwi nad bystro patrzącymi błękitnymi oczami sprawiały wrażenie jakby była zdobywczynią zajmującą dawno upatrzony ląd.
Prosty, gestem różdżki wskazała, że rusza na górę i rozpoczęła marsz przez "most" ku światłu. Jej kroki były pewne, jakby doskonale wiedziała co robi mimo niecodziennej sytuacji.


RE: [Jesień 72, 5.10 Dunwich | Brynja] Zgryzota w Dunwich - dom Oliviera Thomasa - Henry Lockhart - 14.03.2026

Henry czuł się coraz bardziej zagubiony. Zaklęcia nie wychodziły, a wzrok, w ciemności i ulewie zawodził. Przez moment łzy naszły mu do oczu. Wydało mu się, że jest wciąż dzieckiem, że chce wrócić do domu i wtulić się w swoją babcię. Poczuć się bezpiecznym, zaopiekowanym.

Tamtego domu jednak już nie było. Nie było też babci. Ani tamtego Henry'ego. Chłopak zrozumiał, że w tym momencie musiał zachować zimną krew. Być dorosłym. Odważnym, trzeźwo myślącym. Niepoddającym się, nawet w obliczu koszmarów, które zapewne czekały na nich w latarni. Chwycił aparat i osłaniając ręką obiektyw, zrobił zdjęcie latarni.

Wtedy zobaczył Ceolsige, która — jak się okazało — znalazła drogę na górę. Henry nie potrafił się powstrzymać przed zrobieniem kolejnego zdjęcia. Kobieta bowiem wchodziła po pionowej ścianie. W górę. Jakby świat tu działał inaczej niż normalnie. Lub raczej tak jakby coś wypaczało dotychczasowy porządek rzeczy. Henry nie wiedział, czy coś jeszcze miało go tu zdziwić. Zresztą to chyba niewłaściwe słowo "dziwić". Dunwich raczej przerażało, doprowadzało do obłędu, szokowało. Łatwo można było temu ulec. Dać się sparaliżować. Nie można było jednak sobie na to pozwolić. Nie jak było się już tak daleko.

Chłopak wziął głęboki oddech. Odgarnął z czoła przemoczone włosy. Poczuł się jak prawdziwy dziennikarz. Jak osoba, którą zawsze chciał się stać. Wchodził zapewne w paszczę jakiegoś strasznego monstrum. Ale wiedział, że jeśli wyjdzie... nie wróci taki sam. Koniec powierzchownych lęków. Koniec wątpienia we własne możliwości.

— Mamy ścieżkę! — krzyknął do Brynji. Chciał, żeby poszła z nim. Jak była obok niego, bał się odrobinkę mniej. Choć nawet przy tym, jak ją wołał, jego głos załamał się na moment.

Przylgnął do ściany, a potem podążył śladami Ceolsige. To było istne szaleństwo. Tyle, że nikt nie powiedział, że będzie łatwo.


RE: [Jesień 72, 5.10 Dunwich | Brynja] Zgryzota w Dunwich - dom Oliviera Thomasa - Brynja Nordgesim - 15.03.2026

Potwierdziły się jej najgorsze przypuszczenia. Jeśli wcześniej potrzebowała potwierdzenia, że ta durna latarnia była problemem, to właśnie oto je dostała!

W wodzie nic nie znalazła, więc nie mogła nic na to poradzić. W innym przypadku spróbowałaby cokolwiek zrobić. Jako selkie żywioł zawsze stawał po jej stronie. W tej sytuacji musiała zdać się na tę durną kupę cegieł i betonu.
— Idę już! Już idę… — powiedziała zirytowana i zmęczona do siebie, przyspieszając kroku, żeby nadgonić towarzystwo, które ruszyło przed nią. Po drodze musiała przejść przez cały proces ponownego stawania się człowiekiem. Chciała wrócić do wody. — Umrzemy, wszyscy umrzemy! Trzeba było zostać w Åsnen! — pisnęła dramatycznie, kiedy zobaczyła, jak oboje… chodzili po ścianie. Jeszcze gdyby się chociaż wspinali! Dziwny przekręt grawitacyjny dotarł do niej dopiero wtedy, gdy sama przyłożyła dłonie do ściany latarni. Kto to widział, żeby robić wejście w taki sposób!? Czy to, że dostała dwa razy nie było wystarczające dla Lokiego?!