![]() |
|
[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +---- Dział: Plac i stragany (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=45) +---- Wątek: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) (/showthread.php?tid=3317) |
RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Lyssa Dolohov - 12.07.2024 M. Moonshine > Château des Dragons
Lyssa spojrzała na trzymanego w rękach sierściucha, kiedy Lorien sama zwróciła na niego uwagę, w pierwszym odruchu mając ochotę poinformować ją, że to przecież kot. Postanowiła jednak nie być aż tak niegrzeczna, bo Mulciber wydawała się przyjemną kobietą, nie mówiąc o tym ze wracając od stoiska ze świeczkami wyglądała trochę, jakby ją ta cała sytuacja przyprawiła o ból głowy. - Można było je adoptować na tym stoisku ze słodkościami. Podobno wszystkie kociaki, które tam do oddania to ofiary jakichś klątw dzieciaków. Ten niby nazywa się Gburek Gburson, ale szanujmy się - westchnęła, sugerując dobitnie, że to nie będzie już długo jego imię. - Ale patrz jak ładnie patrzy na wszystko dookoła. I podobno mu się zmienia liczba prążków na futrze wraz z upływem czasu - pogłaskała kociaka po głowie, a ten zrobił dokładnie to samo co robił do tej pory, czyli spojrzał na nią oceniającym wzrokiem. - Oczywiście - zgodziła się chętnie, z ładnym uśmiechem przyklejonym do ust. Dotrzymała kroku Lorien, razem z nią kierując się w stronę Château des Dragons, które wystawiało chyba tylko wino. Uwagę dziewczyny przykuły jednak nie możliwe do degustacji trunki, a rzeźba która tkwiła nad stoiskiem. - Dzień dobry, bardzo chętnie - przywitała się grzecznie z Shafiqiem, obdarzając go ładnym, wesołym uśmiechem, na jego propozycję dodatkowo kiwając głową, bo kimże ona przecież była, żeby odmawiać specjalnego traktowania. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Richard Mulciber - 12.07.2024 Świeczki i kadzidła rodziny Mulciber
Wystawka wyglądała krzywo, gdyż Charles zaczął w niej grzebać. Upomniał syna, żeby to zostawił. Jeszcze trochę, to przyjdzie Leonard i też zacznie poprawiać, bo mu coś nie pasuje. Po obsłużeniu klientów i odczekaniu aż się oddalą od ich stoiska, zanim podszedł do syna, aby zacząć tę ważną część rozmowy, sam poprawił na stoliku to, co zostało naruszone. Obojętnie przez kogo. Miało być wszystko elegancko poukładane. Natrętne spaczenie rodzinne. Skrzynie mogły być spokojnie dwie, skoro wcześniej zasiadali na nich Philip i Robert. Teraz te miejsca były dla nich przeznaczone. Richard zadał pytanie, odnośnie pomysłu tych kontrowersyjnych świeczek, oczekując szczerego wyjaśnienia. Tylko właśnie. Jak można nie wiedzieć, skąd wziął się pomysł? Czym on się sugerował? Swoim przyrodzeniem? Co z tym wszystkim mają wspólnego ostrygi mandżurskie? To w ogóle istnieje? Czy Robert pozwalał mu sięgać po coś, co było dawno nie używane? - Chwila. Charles.Nie nadążał za wyjaśnieniami syna. Może nie umiał, nie miał talentu do tworzenia świec i czegokolwiek, ale podstawową wiedzę z zakresu składnikowego świec i kadzideł posiadał. - Co wspomniane przez Ciebie ostrygi mają wspólnego ze świecami, jakie zrobiłeś? Pytałeś Roberta, czy możesz ich użyć? Czy może potrzebować ich będzie później? Zadał mu trzy pytania, patrząc na niego poważnie. Próbował znaleźć w tych jego wytłumaczeniach logikę. Sens. - Robiąc z tego żart, zdawałeś sobie sprawę z tego, do czego może to doprowadzić? Kolejne pytanie, czy w ogóle Charles myślał o konsekwencjach, reputacji rodziny, jak ludzie na to spojrzą z boku? Wyszło to z jego rąk. Ale sprzedał pod działalnością Roberta. To nie powinno mieć miejsca. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Charles Mulciber - 12.07.2024 Gdyby tylko Charles mógł ustawić wszystko po swojemu, z pewnością stoisko wyglądałoby lepiej! Te parę poprzestawianych kartoników kłuło go w oczy i gdyby nie ojciec, z pewnością ustawiłby je po swojemu nie licząc się z konsekwencjami. Richardowi musiał jednak ustąpić. Kiedy ojciec kazał mu zwolnić, posłusznie zamknął usta, pozwalając na pytania. Te miały być najgorsze, jak się spodziewał. - Ostrygi... mandżurskie. - Powiedział powoli, podnosząc pełne powątpiewania spojrzenie na ojca. - Możesz nie pamiętać, ojcze. Uczyłem się o nich w szkole, to silny afrodyzjak. Te z pracowni wuja były dość stare i zwietrzałe, więc pewnie będą mieć nieco słabszy efekt, ale stosowałem się do proporcji. Nie zrobiłbym nikomu krzywdy. - Mówił, lecz bezwiednie jednocześnie bawił się rękoma, wyłamując palce. Emocje znajdowały ujście w podświadomych gestach. - Nie pytałem o nie wuja, ale nie były używane ani potrzebne, przynajmniej na razie. Odkupię je wujowi, nie martw się o to, ojcze. - Przypomniał. Czy powinien brać składniki bez pytania? Absolutnie nie! Ale te zniknęły tylko na chwilę, a i wrócą w lepszej formie. - I tak nie zużyłem wszystkich, tylko parę. Wydaje mi się, że wuj nawet nie wiedział, że one tam są... To miało się nigdy nie wydać. Potrzebował jedynie paru dni więcej, by odkupić zużyte sztuki! Czekał tylko do wypłaty, choć teraz miał wątpliwości, czy ta w ogóle nadejdzie. Robert z pewnością jest wściekły. - Tato... to był żart. - Podkreślił po raz nie wiedzieć który. - Miał się nie wydać i do niczego nie doprowadzić. Nikt miał tego nie widzieć, a Isaac miał tym nie wymachiwać! Napiszę do niego list i poproszę, żeby nigdzie o tym nie wspominał, a jeśli już musi, to żeby podkreślił, że to nie ma nic wspólnego z rodziną. To moja wina i moja odpowiedzialność, ojcze. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Richard Mulciber - 13.07.2024 Świeczki i kadzidła rodziny Mulciber
Ostrygi... mandżurskie. No tak powiedział też wcześniej Charles. Tylko, Richard od razu nie załapał że mowa tutaj o afrodyzjaku. Mogło mu się pomylić z innym nazewnictwem. Mając świadomość, że jego rodzina zajmowała się badaniami mózgu Departamencie Tajemnic, to nie zdziwiłyby go jakieś słoiki czymkolwiek żywym wypełnione w piwniczej pracowni. Dlatego tutaj mógł coś źle zrozumieć. Poprosił syna, aby nie spieszył się i powoli mu wyjaśniał. Nie wszystko na raz. Oparł się łokciami o swoje uda i dłońmi przetarł twarz, słuchając dalszych słów syna, że nie zapytał Roberta o możliwość użytkowania składników, znajdujących się głęboko schowanych. Westchnął trochę zrezygnowany. - Charles. Pytaj za każdym razem, jak nie jesteś czegoś pewny. To, że Robert zezwolił ci korzystać z pracowni, podstawowych składników i narzędzi, nie znaczy, że możesz grzebać wszędzie i wykopywać stare składniki.Poprosił go, stanowczym tonem. Mając nadzieję, że to się nie powtórzy. Chyba że było inaczej. Tego musiałby się i od Roberta dowiedzieć. Przyjął do wiadomości, że chłopak odkupi zużyty składnik. Wręcz powinien to zrobić, jeżeli nie chce przeżyć kolejnego gniewu wujka. Richard wolał uczulić chłopaków na różne zachowania brata. Bo sam nie lubił, gdy ktoś grzebie w jego rzeczach (tylko brat może). - Odkup. I jemu o tym powiedz.Rzekł krótko, zdecydowanie. Dzięki temu może Charles dowie się, czy będzie mógł nadal korzystać z pracowni. Po tym wyskoku, Richard nie widział tego dobrze. A słysząc po raz kolejny o tym, że te świeczki to żart. Chyba chłopak zapomniał już, do czego ten żart doprowadził. - Nie uprzedziłeś mnie. Nie poinformowałeś Roberta o tym, że coś jeszcze będziesz miał na stoisku. Jeżeli nikt nie miał tego widzieć, to nie powinno się to tutaj znaleźć. Rozumiesz? Mówił spokojnie, lecz ton głosu miał mocniejszy, aby uświadomić chłopaka, gdzie popełnił błąd. Czy w ogóle rozumiał, co zrobił i co powiedział? Nikt by tych świeczek nie widział, gdyby nie pojawiły się na tym stoisku, gdyby nie zostały komuś zaprezentowane w miejscu publicznym. - Sprzedając je pod naszym nazwiskiem, pod rodzinnym interesem, naruszyło naszą reputację. Rozejdą się plotki na temat tego, że zaczęliśmy produkcję świec o intymnych kształtach. Jakby sam problem z cytrynówką Sophie nie był wystarczający. To teraz to. Tutaj już zszedł z tonu, wyjaśniając synowi jak to może zostać odebrane przez innych. Jak on to widzi z boku. Westchnął i wyjął papierośnicę, aby wyjąć z niej papierosa i zapalić. Coś czuł, że opróżni opakowanie do końca kiermaszu. - To nie może się więcej powtórzyć.Patrzył na syna poważnie, czekając na jego słowa obietnicy, że nigdy więcej nie zrobi takiego numeru. Że te pierdolone świeczki nie będą sprzedawane od strony rodzinnej. Jak tutaj. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Basilius Prewett - 13.07.2024 Stoisko Nory Figg, strefa gastronomiczną Basilius zerknął na stoisko Figgów i skinął głową, udając się z siostrą w tamtą stronę, czy raczej zostając zaciągniętym przez nią w tamtą stronę. – Nie do końca wiem – przyznał uznając, że sam musiał dowiedzieć się o większej ilości szczegółów. – Ale z tego co słyszałem od Florence, Nott podpadł naszym kuzynom – dodał już nieco ciszej, tak by nikt poza siostrą nie słyszał jego słów, a potem już dodał głośniej. – Jeśli postanowisz zdobyć te świeczki i postawić je u nas w domu, to przysięgam, że napiszę do matki, że chętnie się do niej wprowadzisz – powiedział pół żartem, pół serio, jednocześnie płacąc za pączka, watę cukrową i muffinka z czekoladą dla siebie. — Nie wydaje mi się jednak, by były celowo w sprzedaży. Nie wiem, przyszedłem gdy już się wszyscy bili. Potem jeden Mulciber albo dostał zawału, albo udawał, bo dość szybko wstał, rozpętała się kolejna bójka, a jeszcze jedna młodsza czarownica tak rzuciła zaklęcie, że dostała magicznego paraliżu. – Nieźle się zapowiadał ten festiwal. Uwagę Prewetta przykuło na chwilę, to co działo się na scenie. Skrzywił się nieznacznie widząc jak, zgodnie z przewidywaniami, Millie szybko poradziła sobie z Longbottomem, ale nie skomentował tego w żaden sposób. – No dobrze, gdzie teraz? Byłem zbyt zajęty pilnowaniem tamtego paraliżu, by przejść się po stoiskach. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Charles Mulciber - 13.07.2024 Ojciec wydawał się rozczarowany i Charlie poczuł, jak w jego wnętrzu coś po raz kolejny pęka. Richard wiedział, że Charles się starał, ale to było zbyt mało. Zbyt mało, by ojciec chociaż był zadowolony. Gest, który wykonał, gdy pochylił się i przetarł twarz, jasno o tym świadczył. - Przepraszam, ojcze. Sądziłem, że będzie dobrze, jeśli trochę oprzątnę w zakładzie... i wtedy rzuciły mi się w oczy. - Wyjaśnił, bo jego dobre chęci po raz kolejny przekładały się na same minusy, wszystko, co prowadziło do katastrofy! - Więcej tego nie zrobię. A jeśli będę chciał zrobić coś własnego, nie będę używał pracowni i składników wuja. - Obiecał. To było jedyne wyjście, skoro miał oddzielić swoje eksperymenty od biznesu rodziny. Miał wiele pomysłów i chciałby je zrealizować, lecz Mulciberowie nie wydawali się otwarci na zmiany. Zrozumiał, że pod skrzydłami Roberta może mieć problem z rozwojem oferty, jeśli tego chciałby. - Moje świeczki nie były z oferty sklepu, ale przyniosły trochę zysku? - Podkreślił, bo ojciec tego nie widział. Nie widział potencjału, jaki mogły przynieść niegrzeczne wyroby! W tym smutnym mieście, tego potrzebowali! - Nigdy nie miały być sygnowane nazwiskiem, ojcze. Przepraszam, masz rację. To nie powinno się tu znaleźć. Porozmawiam z Isaaciem i obiecuję ci, że to wszystko odwrócę. Tato... - Jęknął nieco uleglej i pochylił się w stronę mężczyzny, jakby spodziewając się, że będzie mógł cieszyć się choćby ręką na ramieniu. Choćby poklepaniem po głowie, jak psa, który rozszarpał poduszkę, ale przecież wciąż był ulubionym pupilem! - Nigdy więcej nie powtórzę nic takiego. Obiecuję ci to. Przepraszam, tato. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Jonathan Selwyn - 13.07.2024 Stoisko Potterów, rozmawiam z Brenną, dalej jestem osierocony przez Anthony'ego – To znaczy, aby nie było. Może przeprosiny nie będą wymagane, wtedy perfumy skończą jako zwykły prezent – uściślił, aby nie wyszło na to, że jechał do Mediolanu już z zamiarem podpadnięcia Charlotte. – Hm... Zobaczmy. – Opisać Lottie, to trochę tak, jakby opisać lecący w ciebie meteoryt. – Jakby to powiedzieć. Wyobraź sobie, że idziesz szczęśliwa polną drogą, pełną najpiękniejszych kwiatów jakie kiedykolwiek w życiu widziałaś, a na błękitnym niebie słońce świeci tak jasno, jak nigdy i wtedy z tych pięknych kwiatów, rozjaśnionych jasnym słońcem na tej polnej drodze, wyłania się żmija. Ale nie byle jaka żmija, bo taka która zasługuje na podziw jednocześnie ze względu na swoją niespotykaną jadowitość, jak i hipnotyzujący wygląd. I co więcej, ta żmija naprawdę cię lubi i toleruje – powiedział w końcu uśmiechając się nieco. Chociaż Brenna zdecydowanie potrafiła robić każdemu reklamę, to jednak żadna z jej poprzednich propozycji nie przypadła mu do gustu i trochę żałował, że Anthony go porzucił na rzecz innej znajomej, bo by się tutaj przydał. Nie, że kompozycje nie brzmiały dobrze, po prostu nie miały w sobie tego czegoś, co potrzebował dla tej konkretnej osoby, aż wreszcie usłyszał hasło dla kobiet, które lubią zapadać w pamięć. – Tak. To będzie zdecydowanie to. Idealnie. Dziękuję Brenno – powiedział z szerokim uśmiechem, a potem zerknął za odchodzącym już do innego stoiska czarodziejem. – Dobrze, że twoja matka tego nie słyszała. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/d6691cb8e88acbcbc6041bed4d243f05/2a8ed1c59d4bcaa3-9e/s500x750/dbd88fc5cc030d2dbf7b34a8bac422cbafbaf52c.pnj[/inny avek] RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Richard Mulciber - 13.07.2024 Świeczki i kadzidła rodziny Mulciber
Czuł się trochę rozczarowany, gdyż nie spodziewał się, że jego syn będzie zdolny do popełniania podobnych błędów co Sophie. Choć w innym kierunku. Zapytał od razu, marszcząc lekko brwi. Chyba nie będzie skakał między jednym domem a drugim? To w ogóle nie wchodziło w grę. Nie ma chłopak swojego miejsca zamieszkania a w pokoju nie bardzo są na to odpowiednie warunki. Miał jakiś plan? Jaki to był zysk, Richard nie widział, ale był świadkiem sytuacji, gdzie mimo faktu, że kazał mu z bratem się wynosić, chłopak zadziałał odwrotnie i sprzedawał te świecki, odbierając pieniądze. - Zysk? Kosztem zdrowia mojego brata?Spojrzał dość poważnie i niezadowolonym z tego w jaki sposób pojawił się ten zysk. Nie widział tutaj tego zysku. Nie dla nich. W tych słowach dał mocny nacisk na to, że bardziej mu w tamtej chwili zależało na zdrowiu brata, a nie pieprzonym zysku z chujoświeczek. Czy naprawdę musiał synowi przypominać co tamtego momentu odjebał? Że się ich nie posłuchał? Trudno teraz było Richardowi uwierzyć w prawdziwość słów przeprosin syna, gdy wyskoczył z tym tematem. Zapalił papierosa i schował papierośnicę. W tym czasie Charles przyznał mu rację i zapewnił, że wszystko odkręci. Oby ta cała sprawa zakończyła się dobrze. Wielka tylko szkoda, że ten dziennikarz Isaac, musi być ich klientem. - Skoro już wiesz, że popełniłeś dzisiejszego dnia sporo błędów, mam nadzieję, że lekcje z tego wyniosłeś odpowiednią.Rzekł, widząc że chłopak pochylił się, oczekując najpewniej ojcowskiego gestu, przyjętych przeprosin. Charles był jeszcze dzieckiem. W takich działaniach, szybko on nie dojrzeje do mężczyzny. Obietnica. Składając ją, trzeba jej dotrzymać. Richard swoje składał bratu i zawsze dotrzymywał. Jak będzie z Charlesem? Zaciągnął się wypuścił dym ustani, gdzieś na bok, nie na syna. - Trzymam Cię za słowo. Jeżeli chcesz żebym był z Ciebie dumny, daj temu odpowiedni powód. Dzisiejsze zachowanie było bardzo rozczarowujące. Jeżeli masz z czymś problem, rozmawiaj. Jeżeli czegoś nie wiesz, pytaj. Pamiętaj, Norwegia to nie Anglia. Tutaj panuje inna kultura.Po tych słowach, poczochrał Charlesa po głowie. Mając nadzieję, że dotarło do jego łba. Przypomniał mu także, że zmieniając miejsce zamieszkania, w innym kraju panuje inna kultura i obyczaje. Jeżeli to ten temat mieli za sobą, Richard spojrzał na zegarek, aby sprawdzić godzinę. - Jak długo ma ten kiermasz trwać?Zapytał. Aby wiedzieć, jak długo przyjdzie im tutaj zostać. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Electra Prewett - 14.07.2024 Stoisko Nory Słuchała opowieści brata z zainteresowaniem. Skoro Nott podpadł rodzinie, to może faktycznie lepiej było się z nim nie zadawać. Ale co w takim razie się tam wydarzyło? Jej reakcją na żartobliwy zakaz było wystawienie języka. Tym tekstem Basil tylko zmotywował Electrę; nie wróci do domu, dopóki nie zdobędzie fallicznej świeczki. Chociaż z tego co mówił jej brat wynikało, że nie będzie to takie proste. – Mocne akcje się dzieją na tym kiermaszu. Może powinnam częściej się pojawiać na czarodziejskich festynach. – była tak głodna, że pochłonęła pączka dwoma kęsami. – Dobrze, że przynajmniej byłeś na miejscu by pomóc. – Nawet jeśli czasem się z niego nabijała, Electra miała ogromny szacunek do brata za to, czym się zajmuje (zwłaszcza, że sama nigdy nie miała talentu do nauk przyrodniczych). Leczenie innych było jedną z niewielu szlachetnych profesji na tym świecie. – Hm, zaintrygowało mnie to bułgarskie stoisko, więc możemy je obczaić. – po skończeniu pączka, spróbowała waty cukrowej. Trafiła na złoty kolor i faktycznie, jej loki stały się złote. Nice, zawsze zastanawiała się, jak wyglądałaby jako blondynka. – Jak wyglądam? RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Charles Mulciber - 14.07.2024 Stoisko rodziny Mulciber To był żart. Głupi, chłopięcy wygłup, który miał na celu jedynie przynieść odrobinę radości samemu Charliemu i jego koledze, gdy wykorzystał umiejętności do stworzenia czegoś, w jego odczuciu, śmiesznego. Żałował, że nie wszyscy podzielali ten pogląd. Ojciec zaś poruszył ważną kwestię. - Sądzisz, że... powinienem to dalej produkować? - Podpytał, odbierając słowa Richarda w nieco opaczny sposób. - To miało być jednorazowe, ale jest popyt, więc... może rzeczywiście ludzie będą chcieli to kupować? Jak myślisz, ojcze? To przyniesie pieniądze. Mógłbym się może z tego sam utrzymać?- Popatrzył na ojca, który, choć nie powinien, rozpalił w Charliem chęć rozwinięcia biznesu świeczkowego. Własnego, opartego na seksualności! Na postępie! - Nie wiem, czy będę to dalej robił, ani gdzie. Ale na pewno nie u wuja. Dość się przez to wycierpiał, a ja nigdy nie chciałem, żeby tak wyszło. - Podkreślał po raz kolejny. Wiedział, że to jego wina, ale czy do końca? To nie on pokazał Robertowi fallusa! - Wszystko, co dzisiaj zarobiłem na tych świeczkach, będzie dla wuja. To marna osłoda, ale może... może dzięki temu wuj będzie mniej zły? Nie wiem, jak go przepraszać za to, że to wymknęło się spod kontroli. Ty też nie bądź już na mnie zły, proszę, tato... Rozumiem, co źle zrobiłem. Dłoń ojca na głowie była jak zbawienie dla grzesznika. Oto ojciec nie był już tak zły! Wybaczył! Charlie uśmiechnął się lekko. - Mam problem z tą angielską kulturą, ale jeśli będę czegoś potrzebował, przyjdę do ciebie. Dzięki, tato. A jednak się nie mylił! Chociaż początkowo Richard był rozczarowany i zły, to był jednak tym samym tatą, którego Charlie tak obserwował, podziwiał i starał się naśladować. Gdyby miał dziesięć lat mniej, pewnie przytuliłby się do ojca, pokazując mu w ten sposób wszystko, co czuł. Nie był jednak już dzieckiem, a mężczyzną. Uczucia musiał trzymać na wodzy. - Kiermasz ma trwać do wieczora. I mamy jeszcze mieć warsztaty, ale jeśli wolisz je odwołać, to w porządku. Nie musisz tu ze mną siedzieć, tato. - Zauważył, poprawiając włosy po wcześniejszych czułościach. - Martwisz się o wuja, więc może wolisz wrócić do domu? Nie mam już żadnych niegrzecznych wyrobów, nie martw się. Został tylko asortyment sklepu. Leo na pewno mi pomoże. |