Secrets of London
[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+---- Dział: Plac i stragany (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=45)
+---- Wątek: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) (/showthread.php?tid=3317)



RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Charles Mulciber - 15.07.2024

Charlie westchnął. Przez moment, przez parę sekund, miał nadzieję, że jego sposób na zarobek zyska aprobatę ojca.

- W porządku, odwrócę wszystko to, co tu się działo... a potem będę dyskretniejszy. - Zgodził się, nie wiedząc jeszcze, że jego "odwracanie" wraz z Isaaciem będzie miało o wiele większe konsekwencje, niż mógł przypuszczać. - Jeśli ktoś poprosi, zrobię je, ale dyskretnie. Tak, jak mówisz, tato. Jeśli ktoś to zobaczy, to powiąże tylko ze mną, nie z rodziną, możesz być tego pewny.

Intencje Charlesa były szczere, czyste i pozbawione choćby cienia prawdopodobnego niepowodzenia. To nie tak, że chciał produkować penisy, ale widział potencjał. Mogły być dochodowe. Zaszurał przed sobą stopami.

- Oddam wujowi wszystko co do knuta i porozmawiam z nim. - Obiecał. - Poproszę Isaaca, żeby napisał tylko o mnie, jeśli już musi. Ja mam dużo pomysłów, ojcze. - Charlie uśmiechnął się lekko, zerkając na Richarda. W jego głosie na nowo rozbrzmiała ekscytacja. - Dzisiaj miałem pytania o świece wyłącznie zapachowe. Wyobrażasz to sobie? Sam wosk, bez żadnych magicznych efektów! Nie sądziłem, że coś takiego może być popularne, ale może mógłbym to produkować, skoro jest popyt? Zakład wuja ma nieco inną atmosferę... - Mruknął. Dość naoglądał się w świeczkach Mulciberów. Olibanum tylko na pierwszy rzut oka było niewinne. - Ale musiałbym pożyczyć trochę pieniędzy na start, bo raczej nikt nie zapłaci mi z góry. Ale, ale... teraz skupię się na Lammas. - Sam sobie zwrócił uwagę. - Sam poprowadzę te warsztaty, jeśli chcesz. Będę grzeczny do końca dnia, tato.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Neil Enfer - 15.07.2024

Mulciber Moonshine

Nie zwrócił uwagi na świecę, był bardziej skupiony na alkoholu i tym czy może jest coś, co bardziej wpisze się w jego gusta.
Pokiwał ze zrozumieniem głową na jej słowa, zaraz uniósł brwi zaskoczony jej chęcią do częstowania, ale w sumie po to tutaj na stoisku byli, żeby dawać do testów i żeby ludzie próbowali i kupowali gdy im smakuje.
Zerknął niepewnie na kieliszek i jeszcze mniej pewnie wziął go w palce. Popatrzył na niego, popatrzył na dziewczynę, popatrzył znów na niego, przystawił go do nosa, aby go powąchać, zmrużył oczy i nadal nie był przekonany.
- Czy ma on jakieś skutki uboczne? Widziałem już dzisiaj jak ludzie chrumkają po lodach, albo kiedyś po szamponie też były nieprzyjemności, widziałem też wiele efektów po drinkach... Nic mi nie będzie? Czegoś się spodziewać? - dopowiedział trochę bardziej gadając niż planował, ale wolał się upewnić, albo chociaż wiedzieć czy coś nie wyskoczy mu nagle.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Electra Prewett - 15.07.2024

Stoisko Nory –> Stoisko Pani Zamfir

Przewróciła oczami na słowa Basila. Może i wyglądała, jakby zaraz miała wejść do domu trzech niedźwiadków, ale nie można było obok niej przejść obojętnie. Podziękowała bratu za muffinkę, ale jej nie wzięła. Na razie miała za dużo słodkiego.
Przy stoisku Bułgarki akurat stało ich kuzynostwo Bulstrode. Atreus próbował właśnie wystawionego na sprzedaż alkoholu.
Hejo. – przywitała się z nimi, układając palce w znak pokoju. Miała dobrą relację z kuzynami, ale przez różnicę wieku nie była z nimi tak blisko jak Basil. – Dopiero przyszłam, ale kiermasz wygląda bardzo ciekawie. Słyszałam, że już dużo się działo. – odpowiedziała Florence. – Może podejdę tam później, na razie chciałabym obejrzeć jedną z tych chust. – pośród mugoli popularne ostatnio były akcesoria z ludowymi wzorami. Z tego co wiedziała, nikt z jej znajomych nie miał jeszcze takiej autentycznej chusty.
Kiedy Atreus wspomniał o świeczkach, zaświeciły jej się oczy. Biorąc jednak pod uwagę reakcję brata i kuzynki, lepiej było dopytać o nie później na osobności.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Bard Beedle - 15.07.2024

Widownia

Nie bez powodu zamierzał trzymać się tamtej czarownicy tak długo jak to możliwe, skoro samo przebywanie w jej pobliżu może otworzyć mu wiele drzwi. Nie tylko do londyńskich klubów dla czarodziejów. Nie było to żadną tajemnicą, że chciał być zapraszany na wszystkie przyjęcia i wydarzenia organizowane przez wspomniane przez jego kuzynkę kluby, jeśli tylko zdecyduje się do nich dołączyć. W tej kwestii zamierzał sobie dać czas i nie rzucać się na głęboką wodę, jeśli chodzi o znalezieniu dla siebie miejsca w społeczności brytyjskich czarodziejów.

Och. Nic nie szkodzi, kuzynko. Liczą się chęci. — Zapewnił swoją towarzyszkę, podchodząc do tego nad wyraz niefrasobliwie. Teraz nie mógł stwierdzić, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. W jego umyśle nie pojawił się najmniejszy cień wątpliwości. W ten sposób dowiedział, że nie będzie mógł wykorzystać tej kobiety do realizacji tego konkretnego celu.

W tych stronach pracownicy takiego departamentu często występują podczas takich wydarzeń? Przyśpieszony kurs samoobrony? Nagrody faktycznie niczego sobie. Może być ciekawy ten występ. — Wyraził swoje zaskoczenie tym, że pracownicy departamentu zapewniającego bezpieczeństwo obywatelom świata czarodziejów poświęcają się występowaniu na jarmarkach zamiast łapać przestępców. Takie wydarzenia przyciągały chociażby złodziejów. Pomimo okazania swojego zainteresowania samym występem i nagrodami, nie zamierzał się zgłaszać.

O dobrą widoczność sceny będzie trochę trudno, ale musimy to przeżyć. Zawsze mogę cię wziąć na barana — Westchnął cicho, po czym wygłosił swoją propozycję. Jest wyższy od Celine o ponad dwadzieścia centymetrów, a ona sama zdawała się być lekka niczym piórko.


@Celine Delacour


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Cedric Lupin - 15.07.2024

Stoisko z biżuterią Viorici

Męcząco, chaotycznie, ale też zaskakująco przyjemnie. Dzień jeszcze się nie skończył, ale już teraz wiedział, że szybko o tym nie zapomni. Pierwszy raz od naprawdę dawna odważył się zrobić coś więcej i pomimo początkowej niechęci, w ostatecznym rozrachunku czuł się naprawdę dobrze. Oczywiście wydarzenie jeszcze się nie zakończyło i potencjalnie wszystko mogło się zepsuć, ale miał zbyt dobry humor, żeby poddać się negatywnym myślom. Jasne, pomoc przy stoisku kosztowała go całkiem sporo stresu, ale w sumie to nie było to takie złe. Ba, nawet mógłby się do tego przyzwyczaić. Czy wpływ na takie, a nie inne postrzeganie sytuacji miał fakt, że spędził z Vior cały dzień? Początek tej "nowej" znajomości był dość niepozorny, bo przecież zaczął się od tego, że zebrał od niej solidny ochrzan. W normalnej sytuacji zapewne unikałby kolejnego spotkania, chcąc uniknąć dalszych konfrontacji, ale zdążył się już nauczyć, że przy niej życie nie było takie oczywiste. Z jakiegoś niezrozumiałego powodu zdecydowała się na spędzanie z nim coraz większych ilości czasu, co w ostatecznym rozrachunku doprowadziło ich tutaj. Cedric odmówił przesiadywania w pracy. Tylko po to, żeby cały dzień spędzić na Lammas, z nią. W teorii byli tylko znajomymi, ale coraz trudniej szło mu myślenie o czymś innym niż ona. Najgorsze było w tym wszystkim to, że tak właściwie to nie czuł się z tym jakoś szczególnie źle. Robił sobie nadzieje i gdzieś w środku czuł, że było to głupie. Może lubiła jego towarzystwo, ale nie było szans na to, żeby polubiła bardziej takiego nudziarza jak on.
Dobrze, obiecuję się dołożyć wszelkich starań, żeby stoisko utrzymało się w jednym kawałku — odparł, lekko się przy tym uśmiechając. Mina mu jednak zrzedła, gdy nagle zaczęła łapać go za słówka. — Zaraz, co? Ja... och. — W pierwszej chwili był nieco skonfundowany, ale gdy w końcu dotarł do niego sens jej słów, momentalnie się zmieszał. W tej chwili rumieńce w jej towarzystwie stanowiły wręcz jego drugą skórę. Niezręczności dodawał tutaj fakt, że za kilka dni mieli przecież wyjechać razem nad jezioro. Naprawdę nie chciał, żeby kobieta pomyślała, że zabiera ją tam w takim celu. Naprawdę lubił spędzać z nią czas i nie chciał, żeby pomyślała, że traktuje ją przedmiotowo.
Myśli te pochłonęły go na tyle, że w dalszej rozmowie Vior z Dorą służył raczej za tło. Nie omieszkał się jednak zawstydzić, gdy Zamfir znowu postanowiła się z nim droczyć. — Obiecałem Dorze, także znajdę czas. Obiecuję. Okey? — bardziej wyburczał, niż powiedział, patrząc na nią z usilnie skrywanym zawstydzeniem. Niby mieli już za sobą sporo spędzonego wspólnie czasu, ale i tak wzbierał się w nim stres, gdy ustalali coś nowego. Za każdym razem zaskakiwało go, że chciała z nim spędzać coraz więcej czasu. Bo czym była ich relacja? Z jednej strony naprawdę chciał się tego dowiedzieć, ale z drugiej brakowało mu nieco odwagi.
Cedric był naprawdę skrytym i nieśmiałym człowiekiem, a Vior... cóż, była sobą. Już wiele razy uświadamiała mu, jak bardzo jest niezwykła, ale wciąż potrafiła go zaskakiwać, czego doskonałym przykładem była aktualna sytuacja. Czy spodziewał się, że włoży mu na głowę wieniec? Zdecydowanie nie. Czy miał coś przeciwko? W sumie to nie? Czy czuł się głupio? Jak cholera. Czy znowu ogarniało go zawstydzenie? Nie zdążyło go opuścić po wcześniejszej sytuacji.
Przez dłuższą chwilę po prostu stał w miejscu, z szeroko otworzonymi oczami. Nie był to żaden intymny gest czy wyznanie, ale serce i tak mu przyśpieszyło. W tej chwili naprawdę żałował, że jest tchórzem, a wokół nich jest tylu ludzi, bo miał ochotę ją pocałować. Oczywiście była to tylko chwilowa myśl, którą szybko wyrzucił z głowy. Bo przecież na trzeźwo nie miał w sobie tyle odwagi.
Gdy w końcu spojrzał jej w oczy, jego uszy przybrały barwę soczystego buraka. Próbował coś powiedzieć, ale nie wiedział, jakich słów użyć. Na szczęście z tej opresji uratowali go przybyli nagle goście, którzy okazali się przyjaciółmi Vior.
Crow był, hm, specyficzny.
Ja... och, okey — rzucił tylko, lekko skonfundowany tą odpowiedzią. Oczywiście ostatecznie doszedł do wniosku, że był to tylko żart, wyjątkowo specyficzny. — W takim razie przekaż moje gratulacje bratu. Jeśli uda ci się go odnaleźć — dorzucił, lekko się przy tym uśmiechając. Następnie uścisnął dłoń Laurenta, a gdy ten przywitał się z jego towarzyszką w nad wyraz szarmancki sposób, poczuł się nieco nieswojo. Lekka zazdrość, niepewność oraz poczucie, że rozmawiał z kimś z zupełnie innej sfery życiowej. Takiej, która była ponad nim. Mężczyzna wyglądał jak ktoś, kto często bywał na salonach. Ostatecznie skupił się jednak na pochwałach, które rzucił w stronę wyrobów zebranych na straganie. — Tak, jest wspaniały. Vior ma prawdziwy talent do takich rzeczy. W przyszłości planuje nawet otworzyć własny lokal. Nie może się jednak zdecydować na lokalizację — zagaił, zerkając przy tym w stronę kobiety. Zapewne nie będzie zadowolona z tego, że Cedric rozsiewa nie do końca prawdziwe historie, ale chciał ją zmotywować do działania. Miał nadzieję, że mężczyźni podchwycą temat i być może również zaoferują swoją pomoc.
Poczuł się nieco dziwnie, gdy Crow przerzucił temat na kolczyki i pępki, ale nie komentował. W końcu byli to znajomi Vior. No i potencjalni klienci. Po prostu milczał, śledząc dalszy przebieg rozmowy. To właśnie w tym momencie dotarło do niego, że o czymś zapomniał. Starając się być przy tym dyskretnym, sięgnął ku swojej głowie i ściągnął wciąż tkwiący tam wieniec, chowając go za plecami. Miał nadzieję, że Laurent i Crow go nie zauważyli. Wyjaśnienie tego typu nakrycia głowy byłoby co najmniej problematyczne. W końcu dalej nie wiedział, co tkwiło w głowie Vior.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Richard Mulciber - 16.07.2024

Świeczki i kadzidła rodziny Mulciber

Richard naprawdę nie miał nic przeciwko temu, jeżeli jego młodszy syn chciał rozpocząć własny biznes. Tylko ten jeden szczegół, zakłócał całemu porządkowi dobrego interesu i nie doprowadzania do kompromitacji rodziny. Tak jak w przypadku Sophie, nie stosowna jest produkcja cytrynówki, tak Richard nie chciałby widzieć rozwijającego się erotycznego przedsięwzięcia syna. Jego pokolenie najwyraźniej ma na to inne spojrzenie i trudno zaakceptować inne poglądy młodszych czarodziei. Nie chciał Charlesowi ucinać możliwości rozwojowych, ale jeżeli uprze się przy tych kontrowersyjnych świeczkach, niech robi to bardzo dyskretnie.

Miał nadzieję, że jego słowa w jakikolwiek sposób dotarły do młodego móżdżka Charlesa. Że skorzysta z rady i dostosuje się do prośby.

- Trzymam Cię za słowo.
Inaczej nie mógł wymusić na nim pewnego rodzaju w tym obietnicy. Jeżeli faktycznie chłopakowi zależało na tym, aby ojciec był z niego dumny.
- Wolałbym, aby nic nie pisał o naszym stoisku.
Wtrącił się w sprawie artykułu, jeżeli pierdolony dziennikarz Bagshot miał zamiar cokolwiek pisać na temat ich stoiska. Co innego być wymienionym na liście jako uczestnicy ze swoim stoiskiem na kiermaszu, a co innego być ocenianym przez osoby trzecie w jakiejś prasie. Biorąc jeszcze pod uwagę to, co miało tutaj miejsce. Richard nie ufał Isaacowi. Najchętniej zamieniłby go w ślimaka i zdeptał.

Strzepnął popiół z papierosa, kiedy po chwili Charles wspomniał o świeczkach zapachowych, dostając o nie pytania. Richard spojrzał na niego z uniesioną brwią lekkiego zdziwienia. Zaczął się zastanawiać, czy on w ogóle wie jaki towar tutaj mają i czy w ogóle słuchał Roberta, kiedy to wszystko mu przygotowywał.

Wsadził papierosa do ust i kiedy Charles dalej mówił, Richard wstał, podszedł do skrzyń i kartonów, znajdujących się pod stołem. Nie chciał niczego brać ze stolika. Z jednego, odpowiedniego kartonu, wyjął jedną zapakowaną świeczkę. Średniej wielkości, jasnofioletowego koloru. Wrócił na swoje miejsce i podał Charlesowi.

- Rozpakuj i powąchaj.
Zachęcił, zaciągnąwszy się papierosem, wypuszczając dym z ust. Trzymając go już między palcami dłoni. Świeczkę jaką otrzymał Charles, była o zapachu lawendy. Zwyczajna, wosk barwiony i jeszcze posiadała zapach rośliny. Mieli też inne, ale tę miał pod ręką. Na opakowaniu było napisane, że zapachowa. I kosztowała o dwa knuty więcej od klasycznej bezzapachowej.
- Mamy takich sporo. Nawet w domu je paliliśmy.
Wyjaśnił i obserwował Charlesa, czy pamięć ma dobrą czy coś nie uważnie podchodził do interesu? Nie zarejestrował? Nic nie stało na przeszkodzie, aby je produkował i to zapachowe. U Charlesa był tylko problem z formą świeczek. Tu istniała obawa, czy on naprawdę jest tego świadomy. Może robić proste walce, gwiazdy, serca, stożki, kule ale nie fallusy.

Pieniądze są zawsze problemem. Pożyczka. Richard nie polecałby zadłużania się gdziekolwiek i u kogokolwiek. Zostawił ten temat na razie. Wrócą do niego jak przyjdzie na to odpowiedni czas.

- Odpuśćmy sobie warsztaty.
To była jego ostateczna decyzja. Jeszcze zbierze się kolejny tłum zainteresowanych, a fani Charlesa zaczną pytać jak zrobił chujowe świeczki... Richard nie chciał za bardzo ryzykować, mimo zapewnień syna, że będzie grzeczny. Nie chciał też ponownie widzieć tutaj kręcących się dziennikarzy. Z drugiej strony, szybciej będą mogli się stąd zwinąć.



RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Charles Mulciber - 16.07.2024

Świeczki i kadzidła rodziny Mulciber

- Napiszę do Isaaca zaraz po Lammas. - Postanowił Charles. - I wszystko spadnie na mnie.

Świeczki w niekonwencjonalnych kształtach były wstydliwe, lecz na swój sposób nowoczesne, kontrowersyjne nawet. O ile Robert z pewnością nie chciał być z nimi kojarzony, Charles nie miał nic przeciwko. Szokował i było to całkiem przyjemne!

Charles patrzył na ojca z mieszaniną rozbawienia i niedowierzania, gdy ten poderwał się i sięgnął do jednej ze skrzyń, by podać mu lawendową świeczkę. Zgodnie z poleceniem, Charlie rozwinął papier i pociągnął nosem.

- Lawenda, tato. Tak, ale... - Zakłopotał się lekko. - To magiczna lawenda. Pachnie, ale ma też działanie uspokajające... to dlatego z nami tak długo wytrzymywałeś, tatku? - Zażartował, wspominając, jakie problemy sprawiali ojcu. Wychowanie dwóch chłopców samemu nie było łatwe, choć przynajmniej większość roku spędzali w szkole! - Stąd wzięła się twoja cierpliwość? - Nie ukrywał rozbawienia, gdy zawijał na powrót pakunek. Relaksujące olejki lawendy musiały wpływać na Richarda! Może właśnie po to Robert wysyłał mu je w prezencie? - Klient pytał o wyłącznie zapachowe, bez właściwości. To prawie że mugolskie. - Skrzywił się delikatnie.

Skoro warsztaty zostały odwołane, Charlie nie zamierzał dalej dyskutować. Teraz pozostało im tylko doczekać do wieczora.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Morpheus Longbottom - 16.07.2024

Stoisko Kowenu

Po użyciu zaklęcia, aby pozbyć się większości brokatu, Morpheus postanowił udać się do stoiska swojej szwagierki. Nie wiedział doprawdy, dlaczego postanowiła rozstawić się na Lammas, niczym przeciętny kupiec, a nie osoba tworząca dobra luksusowe, uznał to jednak za jeden z wielu zabiegów ocieplających wizerunek Longbottomów, biorąc pod uwagę, że praca policyjna często przynosiła efekt odwrotny do pozytywnego. Szukał też wzrokiem Very, którą zgubił podczas występu, o ile dało się to tak nazwać, co zaprowadziło go wprost do niebiańskiego zakątka handlowego Covenu. Kobieta jednak, w szacie i włosach podobnych z daleka do pani Travers, z bliska okazała się być kimś całkowicie innym.

Już miał odejść, gdy zauważył, pomimo brokatu na rzęsach, koszulki. Sięgnął do jednej z wielu kieszeni swojej magicznej szaty, zastanawiając się, czy mogą mu wysłać rachunek później czy będzie musiał płacić gotówką na napiwki.

W jakiej cenie te koszulki? — zapytał, wskazując konkretnie tę z napisem Tylko Matka może mnie oceniać. Nie wyglądał jak ktoś, kto miałby nosić mugolskie wynalazki odzieżowe, w czarnej magicznej szacie z bogato haftowanym szalem na ramieniu, który iskrzył się nadal, pomimo magii czyszczenia, drobinkami brokatu.

Posłał firmowy uśmiech Longbottomów obsługującym stoisko kapłanom, udając, że przestawiony przez Millie nos nie przyprawia go o ból głowy. Odczuwał coraz silniejsze ćmienie u nasady i za oczami, ale jeszcze wypatrzył jakieś kolorowanki dla Mabel. Jeśli wszystko będzie kosztować mniej niż pięćdziesiąt galeonów, to weźmie. Jeśli obsługujący go kapłan zaś wykaże się talentem, będzie mógł zatrzymać resztę.




RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Jonathan Selwyn - 16.07.2024

Stoisko Potterów –> Stoisko Shafiqa

Jonathan uśmiechnął się szeroko.
Wiem. Ciężkie jest brzemię tak wielu talentów, ale staram się znosić je z godnością – odpowiedział, rozglądając się po produktach, czy przypadkiem nie chciał czegoś jeszcze, aż w końcu uznał, że wystarczy już zakupów przy tym stoisku. – Świetnie Brenno. Dziękuję bardzo. Mam szczerą nadzieję, że twoja droga matka jednak dzisiaj nie padnie, ani nie doprowadzi do czyjegoś morderstwa. No dobrze, to chyba wszystko co chciałem. – A jakby uznał inaczej, to zawszs mógł przecież wrócić. Wyciągnął pieniądze i zapłacił odpowiednią sumę, a potem zerknął na stojącego przy swoim stoisku Anthony'ego i uśmiechnął się nieznacznie.
Tak. Chyba najwyższa pora, abym dołączył do mojego szefa. Nie wypada mi przecież zostawiać go na tak długo samego, prawda? – powiedział, a potem pożegnał się z Brenną życząc jej dalszych sukcesów w sprzedaży i udał się w kierunku Anthony'ego wyraźnie zaaferowanego na swój nieheteroseksualny sposób dwiema czarownicami, z którymi właśnie prowadził rozmowę.
Oh, czyżby to Anthony Shafiq? Ten słynny zwycięstwa konkursu łuczniczego? Czy mógłbym prosić o autograf na butelce wina? – spytał z udawanych zachwytem w głosie, podchodząc do stoiska, a potem nieco spoważniał i spojrzał na pozostałe rozmówczynie. – Przepraszam, że wcinam się w tę rozmowę. Po prostu naturalnie ciągnie mnie do... – Tu zerknął ma szarfę Shafiqa – Tak znamienitych zwycięzców.


[inny avek]https://64.media.tumblr.com/d6691cb8e88acbcbc6041bed4d243f05/2a8ed1c59d4bcaa3-9e/s500x750/dbd88fc5cc030d2dbf7b34a8bac422cbafbaf52c.pnj[/inny avek]


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Thomas Hardwick - 16.07.2024

Słodkości Nory
Mam białe od waty cukrowej włosy

Otworzył na chwilę usta, słysząc o zakłopotanym sercu, zaraz jednak je zamknął. To nie tak, że powiedział o tej przebiegłości właśnie z tego powodu, nie mógł jednak przecież zaprzeczyć, że przed chwilą uciekł spod sceny przed kobietą, do której wzdychał od czasów szkolnych. A wszystko przez to, że prawdopodobnie zawalił całą sprawę i nie wiedział, czy da się ją jakkolwiek naprawić.
Może więc była to kobieca intuicja albo jakaś odmiana trzeciego oka, nieznajoma jednak trochę trafiła. Nie, żeby miał się jej do tego specjalnie przyznawać.
- Raczej znajomość waszych sztuczek - odparł w końcu bo chwili ciszy, siląc się na uśmiech.
Prychnął, gdy kobieta w zaparte nie dawała mu ani okruszka informacji, widać nie chcąc, by potem cała sprawa i tak trafiła do jej kartoteki. Nie miał zamiaru tego tak załatwiać, mógł rozumieć jakieś obawy. Tak samo jak ewentualną chęć zobaczenia jego sfrustrowanej miny, gdy próbował z niej te informacje wydobyć. Niektórzy lubili wodzić ludzi za nos tylko dla zabawy.
Nie mógł ukryć, że ucieszyło go zaznajomienie się dziewczyny z wspomnianym filmem. Uśmiechnął się, gdy zaproponowała mu nowy pseudonim i pokręcił głową.
- Nie, zdecydowanie nie jestem Clydem. Będziesz sobie musiała swojego znaleźć, bo nie pisane mi takie życie. Wiesz, bardziej łapie złodziei niż cokolwiek innego. - Spojrzał wymownie. - Możesz więc najwyżej nazywać mnie Hamerem. Ale obiecuję, że na razie nie grozi ci tak tragiczny koniec - zapewnił, zbliżając się do stoiska klubokawiarni.
- Pączki polecam, często udaje nam się dostać parę do biura - zaczął, szukając od razem wzrokiem swoich ulubionych, z kremem waniliowym. - I chyba jesteś pierwszą osobą, która połączyła tę nazwę z kanibalizmem a nie czymś bardziej sprośnym. - Zaśmiał się, nie raz słuchając od Nory o dziwnych propozycjach i naprawdę słabych tekstach na podryw, które musiała wysłuchać przez tą nazwę.
I nawet jeśli wcześniej marudził, tak kupił po dwa pączki i dwie szklanki lemoniady, wręczając połowę swoich zakupów dziewczynie, którą dziś poznał.
- Lubisz watę cukrową? - zapytał, samemu biorąc jedną, białą dla siebie. Po chwili jego włosy przybrały barwę śniegu, czego na razie zdawał się nie zauważyć.