Secrets of London
[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+---- Dział: Plac i stragany (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=45)
+---- Wątek: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) (/showthread.php?tid=3317)



RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Brenna Longbottom - 20.07.2024

Na stoisku Potterów, z Thomasem i Mabel

– Cześć, Thomas! – przywitała się Brenna, odwracając do Figga i uśmiechając na jego widok szeroko, i już nie próbując wchodzić w rolę Profesjonalnej Sprzedawczyni. – Ach, nie, mama wystawiła tu towary. Jarmark zablokował nam sklep, poza tym uznała, że to dobra okazja do promowania tej mniej luksusowej serii kosmetyków, przede wszystkim Ulizanny i kremów do rąk… Witaj, moja królowo – powiedziała, wyciągając ramiona ku Mabel, by ją uściskać, a jeśli tylko królowa zechciała, wciąż ją na ręce, by mogła lepiej przyjrzeć się towarom wystawionym na wyższym stoliku i na półkach. – Zastępuję przez chwilę mamę, poszła coś zjeść w strefie gastronomicznej i zakręcić kołem fortuny. Robi prawdziwą furorę – wyjaśniła, a potem wybuchła śmiechem, spoglądając na Karla.
Najwyraźniej jej fryzura nie znalazła jego uznania. Nic dziwnego, bo wprawdzie Brennie zdarzało się za pomocą ulizany i czarów ogarniać włosy na specjalne okazje, by nie były po potterowsku rozczochrane, ale do Figgów raczej rzadko wpadała w sukniach balowych, a Karl też nie przepadał za wielkimi przyjęciami, zwykle widywał ją więc w odrobinę innym wydaniu.
– Nigdy nie słyszałeś, że kobieta zmienną jest? – spytała, mrugając do niego, trochę łobuzersko, mimo tej całej doskonale ułożonej fryzury. Dobrze, że matka nie zdążyła zaserwować córce pełnego makijażu, bo jeszcze córka chrzestna i jej kot w ogóle by jej nie poznali. – Panno Mabel, może zaprezentuję serię kosmetyków dla dzie… młodych dam? Mamy tutaj na przykład szampon o zapachu truskawkowym, dodający połysku i zostawiający we włosach różowe pasemka – powiedziała, wskazując jeden z produktów w ładnym, kolorowym opakowaniu. – Dla panienki specjalna cena, jednego knuta.
Czyli właściwie za darmo, bo za jednego knuta dało się kupić może jedną truskawkę, ale Mabel nie musiała tego wiedzieć.
– Thomas, a ty potrzebujesz czegoś specjalnego, czy tylko wpadliście na chwilę, zanim będziecie się zbierać? – zapytała, zwracając spojrzenie z powrotem na Figga.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Electra Prewett - 20.07.2024

Stoisko Pani Zamfir

Kiedy brat wskazał na nią palcem, uniosła ręce do góry na znak niewinności. Basil pewnie nawet by się nie zorientował, gdyby wzięła świeczkę od kuzyna (jej pokój był zawalony dziwnymi znaleziskami) ale wolała go nie denerwować.
Skupiła się więc na przeglądaniu wywieszonych chust. Jej uwagę przykuła czerwona z kwiatowym wzorem, która mocno kontrastowałałaby z noszonym przez nią zielonym kombinezonem. Basil pewnie byłby gotów za nią zapłacić, ale Electra miała własne pieniądze i nie chciała być zawsze zależna od starszego braciszka (nawet jeśli byłoby to dla niej wygodne).
Jednak zanim jeszcze zdążyła odwrócić się w stronę kasy, Atreus już zdążył wręczyć sprzedawczyni pieniądze.
Dzięki! – na twarzy Electry pojawił się szczery uśmiech. To było bardzo miłe z jego strony, zwłaszcza, że nie widywali się zbyt często. – Zrobiłeś dobry uczynek Atreusie; trzeba wspierać młodych przedsiębiorców. – skomentowała opowieść kuzyna, również puszczając do niego oczko.
Florence najwyraźniej też doceniła gest brata, chociaż Electra nie spodziewałaby się po niej kupna takich akcesoriów na prezent.
Trzymaj się. Mam nadzieję, że zobaczymy się niedługo. – uścisnęła kuzynkę na pożegnanie.
Mając już w rękach kupioną chustę, postanowiła zawiązać ją sobie na głowie. Co prawda czerwone nakrycie głowy, żółte włosy i zielony kombinezon sprawiały, że wyglądała trochę jak sygnalizacja świetlna, ale nie przejmowała się tym zbytnio.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - The Edge - 20.07.2024

Południowe stragany

Crow swoich słów za ostre nie uważał. Były zwyczajnie szczere, może odrobinę pozbawione wyczucia, ale... no nie chciał źle, zwyczajnie źle radził sobie w takich sytuacjach i nawet wyczuwając, w jaki sposób powinien się zachować, ostatecznie... tak czy siak robił coś, co zdawało się być tego wyczucia pozbawione. Ale to były emocje, okej? Emocji nie dało się powstrzymać, je trzeba było przeżyć. Przynajmniej w jego malutkim, głośnym, czarno-białym świecie właśnie tak postrzegało się rzeczywistość...

- Ta - powiedział, poruszając przy tym twierdząco głową. - Zanim Vior trafi mnie piorunem za próbę przyspieszenia czegoś, do czego chciała dojść po swojemu. - Pewnie nie powinien tego mówić, ale to przecież i tak stało się oczywiste w kontekście kąśliwej uwagi rzuconej przy straganie, a Laurent musiał bardzo dobrze rozumieć, w jaki pokraczny sposób działał - biorąc garścami, póki mógł, nie bacząc na konsekwencje, częstował się innymi ludźmi w przypływie chwili. Daleko mu było do powolnego budowania relacji i odkrywania siebie nawzajem. Po pierwszych spotkaniach lądował w łóżku, po dziesiątych rozważał zrobienie sobie tatuażu - gdzież mu było do spokojnych rozmów na Lammas prowadzących do chuj wie czego i nieśmiałego chowania wianka za plecy... Vior, jaką pamiętał, też taka była. Otwarta, wyzwolona seksualnie - kimkolwiek był ten Cedric, musiał być człowiekiem wartościowym. Takim, dla którego chciało się zmieniać swoje nawyki, postarać się trochę bardziej. Ciekawe jak wyglądały jej myśli? Odetchnął w taki charakterystyczny sposób, jakby chciał się zaśmiać, ale to w sobie zdusił. Kiedy zmawiał Prewettowi ten pierścionek, zamiast o jego właściwościach snuli jakieś plany o napełnianiu właściciela dodatkową energią pomagającą w robieniu dobrego loda.

- Jesteś chory na coś konkretnego? - Zapytał nagle, przerywając dłuższą ciszę, jaka zapadła z jego strony, kiedy torował im przejście przez gęstniejący z powodu zbliżającego się występu tłum. - Czy tylko dusisz się ze stresu? - Oczywiście, że to nie było coś małego, ale jego oczom również nie umknęło to, jaki Laurent był wychudzony. Jeden z tych przypadków budujących wrażenie, jakby dało się im złamać kość udową jak kij od szczotki. - Nie, nie musisz na to odpowiadać. - Chciał wiedzieć, zanim zrobi coś głupiego. Głupszego niż złapanie go za rękę. Na przykład zapytanie, czy mimo wszystko chciałby pobujać się do tej muzyki...


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Thomas Figg - 21.07.2024

Na stoisku Potterów, z Mabel i Brenną

- Czasami zastanawiam się w kogo ty się wdałaś ze swoimi szalonymi pomysłami - powiedział patrząc z mieszaniną zdziwienia i podziwu na samą propozycję takiej nauki strzelania. - Na początek jednak myślę, ze zróbmy to bez jeżdżenia na niedźwiedziu, żebyśmy go czasem nie postrzelili. - doprawdy czasami naprawdę zastanawiał się kto miał taki wpływ na umysł Mabel ,ze  potrafiła wymyślić tak wyjątkowe pomysły, a najgorsze w tym wszystkim było to, ze ona sam chętnie by te rzeczy też robił!

Przypatrywał się powitaniu matki chrzestnej ze swoją córką  z uśmiechem, który zaraz z twarzy starł mu Karl. Doprawdy czasami nie wiedział jakim cudem kocim towarzyszem młodego dziecka stał się kocur, który zachowywał się jak stary kawaler, który w każdej nawet najmniejszej rzeczy potrafił wynaleźć coś na co trzeba narzekać albo zwrócić uwagę.
Popatrzył na pannę Longbottom, która za bezcen oferowała Mabel kosmetyki- doprawdy, jak to dziecko miałoby być normalne kiedy jest na każdym kroku rozpieszczane, zupełnie jakby każdy chciał mu w tym robić za konkurencję - ciężko było być tym fajnym wujkiem przy nich wszystkich.
- W sumie to powoli chcieliśmy się już zbierać stąd - odpowiedział zgodnie z prawdą, nie miał w nawyku ukrywać swoich zamiarów. Ale teraz kiedy robiła takie "przekręty" cenowe, to nie mógł odejść z pustymi rękoma i nie czuć się głupio - bo może i dziewczynka nie orientowała się w cenach, to on już tak. - Przydałyby mi się jakieś perfumy w sumie, poprzednie już powoli mi się znudziły, chciałbym czegoś nowego - zamyślił się. - Zawsze podobały mi się te z sosnową nutą, ale nie jestem pewien - zasępił się nie będą do końca przekonany czy faktycznie by mu one pasowały.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Laurent Prewett - 21.07.2024

Koło do losowania

Tak to bywało z komunikatami, szczególnie tymi zawierającymi informacje emocjonalne, że ich odbiór bywał zupełnie inny od tego, co chciałeś nadać. Dla Crowa to ostre nie było - dziwne? Ani trochę. Wrona miała ostry dziób, ostre szpony, ale najlepsze chowała i tak po kieszeniach. Noże i nożyki, którymi tak precyzyjnie rzucał, by nie trafić w Elaine przyczepionej do koła, które w dodatku się poruszało. Na delikatnym ciele dziewczyny nie było żadnego śladu. Ostry też miał język i swoje komentarze. Czasami chlaśnięte, żeby tylko pojawiła się krew na wargach innych, innym razem przypadkowe, w trzeciej opcji byłyby żartami, co miały rozbawić, a nie doprowadzić do łez. Nie, nie dało się w tym świecie powstrzymywać emocji. Można było je tylko wylać, bo jeśli je powstrzymywałeś to zaczynałeś się dusić.

- Zależy ci na niej. - Czy go to w ogóle obchodziło i miało znaczenie? Pewnie nie. - Na Viorice. - Nie, to nie było pytanie, to było stwierdzenie. - Nie zwróciłem dużej uwagi na to, co robił... Cedric. - Zawahał się dłuższy moment próbując sobie przypomnieć imię, które padło. - Ale może wyjdzie im to na dobre. - Ach, optymizm. Laurent się starał tego optymizmu trzymać - szczególnie starał się go trzymać dla innych. Starał się widzieć jasną stronę, bo ta ciemna i ponura była zbyt zniechęcająca. Za bardzo odtrącająca. Powodowała, że człowiek tracił siłę i zachętę do działania.

Grzecznie szedł za swoim podśmiewującym się do własnych myśli taranem, więc pewnie ten taran niekoniecznie zobaczył średnio zadowoloną i trochę zdziwioną minę Prewetta. Bo tak - to było NAGŁE pytanie.

- Na nic konkretnego nie choruję... - odpowiedział po chwili dość ostrożnie. - Zawsze miałem słabe ciało... - zastanawiał się, jak w ogóle dobierać słowa do tej odpowiedzi - ale ostatnio chyba mocniej straciłem na wadze przez... stres. - Stres. Przy którym człowiek tylko się dusił. Wyciągnął rękę po koszyk, kiedy dotarli do koła, żeby Flynn mógł w końcu spełnić swoje małe marzenie Lammas i coś dla siebie wylosować.




RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Stanley Andrew Borgin - 21.07.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/dc/e3/f4/dce3f4f4f2277cf8720eae89816cf18a.jpg[/inny avek]
Podróż z Loterii do Magicznych Różności


Czy Stanley vel Matthew mówił niewyraźnie? Być może. A może Penny nie wygrała nigdy peleryny stąd wynikało jej zdziwienie? To też było prawdopodobne. Cóż, miała dzisiaj dużo pecha, więc nie mogła być jedną z tych osób, które wygrały taki przedmiot... i w sumie to jakikolwiek przedmiot.

- Mhm... - potwierdził, chociaż było to pod nosem, więc rudowłosa mogła nie usłyszeć tych słów.

Zresztą nie zdawała się chyba tym zbytnio przejmować, ponieważ była gdzieś z własnymi myślami. Podążała w jednym, upragnionym celu, który był jednak dla Borgina nie znany. Co te dziewczę miało w głowie? Zastanawiał się, starając się nie zgubić czy nie połamać. I szło mu całkiem dobrze, a jeszcze lepiej, kiedy w końcu puściła go i zajęła się zadaniem równie przydatnym - torowaniem drogi do punktu docelowego.

Stanley nie miał zamiaru się samemu przepychać, więc skorzystał z drogi, którą przygotowała mu Penny. Ta zdawała się nie kontaktować ze światem zewnętrznym, więc i on nie próbował tego zmienić.

Widząc, że jego towarzyszka zajęła się zakupami, stał po prostu za nią i przyglądał się temu wszystkiemu. Nawet wiedziała, który kamień to który. Sam Matthew zapewne mógłby określić go jako "ładny" czy "drogi", bo taką posiadał wiedzę w jubilerstwie.

Zaraz wspomniała o jakiejś broszce. Poszukiwała takiej? Może miała upatrzone od początku tego całego Lammas? Grunt, że chociaż ona miała jakiś cel, którym nie było szlajanie się dla samego faktu szlajania się.

- To bardzo specyficzny opis produktu. Czyżbyś na taki polowała? - zapytał z ciekawości. Gdyby tylko wiedział, że afera wisiała na włosku, zapewne mógłby powiedzieć coś innego albo chociaż nie dorzucać do pieca. Niestety niewiedza mogła przynieść niespodziewane obroty w niektórych sprawach.

Kiedy na stoliku pojawiły się ów produkty, sam rzucił okiem, aby je ocenić. Oczywiście bardziej pod kątem podziwiania tego, co potrafili zrobić ludzie. Te, które zostały im pokazane były prawdziwie pięknie.

- No bardzo ładne - pokiwał głową z uznaniem - Który kamień to ten idealny? - dodał, nie widząc żadnej różnicy. Żadnej różnicy, która była czymś innym, niż innym kolorem. Ot, taki ten biznes jubilerski był bez sensu. Kazali płacić miliony monet za wszystko, co wyglądało tak samo i różniło się kolorem. Dramat.




RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Augustus Rookwood - 21.07.2024

Koło do losowania

Starałem się omijać aptekę, w której pracowała Avelina, szerokim łukiem. Pomimo trwającego właśnie Lammas, niestety potrzebowałem... czy też musiałem pojawić się na drobną chwilę w pracy. Drobną chwilę, która przerodziła się w kilka godzin intensywnej pracy, ale... Przynajmniej miałem okazję widzieć kości, badać kości, przysłużyć się społeczności magicznej. Przy okazji również unikać obowiązków domowych, domowników i myślenia o nadchodzącym ślubie Vespery, który mnie wewnętrznie bardzo stresował. Gubiłem się nieco w sobie, odkąd Vespera nie mieszkała już w posiadłości rodowej, a kiedy zamierzała przypieczętować swój związek na ślubnym kobiercu - a robiła mi to już trzeci raz - czułem się nad wyraz nieswojo i niepewnie.
Skierowałem swe kroki okrężną drogą i natrafiłem na festyn, o którym kompletnie zapomniałem, mimo że wielu pracowników Ministerstwa głośno o nim rozmawiało, żałując, że utknęło w pracy. Hałas był tu na wysokim poziomie, podobnie jak natężenie czarodziejów, ale nie zawróciłem z obranej sobie drogi. Nie chciałem zabłądzić pod niepowołane drzwi, więc stanąłem gdzieś nieopodal sceny i rozejrzałem się z zaciekawieniem. Nie przepadałem za tłumami, a szczególnie gawiedzią, ale w takich miejscach można było z reguły nabyć składniki do skomplikowanych rytuałów albo rzadkie zioła do kadzideł, czasami cenne artefakty w niższej cenie albo po prostu wyborne wino dla małżonki i siostry bliźniaczki. Albo dla siebie, bo również bywałem koneserem wina.
Ruszyłem pomiędzy ludźmi, nie dostrzegając w pobliżu znajomych twarzy. Szedłem przez tłum, nieco niekomfortowo w niektórych miejscach się miedzy nimi przeciskając, póki moim oczom nie ukazało się Koło Fortuny. Głupia zabawka dla dzieci, ale coś mnie podkusiło, może sama Matka, abym spróbował swojego szczęścia. Stanąłem w kolejce i zakręciłem, kiedy nadeszła moja kolej.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - The Edge - 21.07.2024

Południowe stragany

Tak naprawdę, to chociaż mówił różne rzeczy i próbował ubierać swoje uczucia w nazwy, to nie miał pojęcia czy mu na niej zależało. Nie miał pojęcia na temat wielu zjawisk, które go dotyczyły. Czy gdyby mu na niej prawdziwie zależało, to nie powinien zagadać do niej wcześniej niż po trzech latach ciszy? Tylko że to samo mógłby powiedzieć o Cainie, a wyczekiwał jego powrotu z Nigdziebądzia jak czegoś, co miało nagle uzdrowić jego dusze po wielu koszmarnych dniach niemal czystej rozpaczy. Może faktycznie mu na niej zależało. Na kimś, kto mu tak miło kibicował i chciał spędzać z nim czas, a nie obserwował go z zaciekawieniem i fascynacją, ale budował wokół siebie bezpieczny dystans. Czuł się przy niej dobrze. Jakby rzeczy, które mówił, nie pochodziły z kosmosu, jakby nie był jakimś dziwnym eksponatem w galerii, tylko... człowiekiem. Takim wartym zaproszenia na piwo i opowiedzenia mu o swoich problemach. Niestety to pozostawiało takie nieprzyjemne uczucie w żołądku - ukłucie znaku zapytania - czy zależało mu na Viorice, czy na tym poczuciu normalności? Idąc za rękę z kimś takim jak Laurent Crow czuł się dobrze, ale to nie miało nic wspólnego z normalnością. Nic w Laurencie nie było normalne, a ich dziwactwa skręcały w zupełnie różne strony.

- Oby. Zasługuje na kogoś, kto będzie dla niej miły i nie będzie się jej wstydził - mruknął. Oczywiście, że projektował na nią własne kompleksy i... heh. Powiedziałby, że zasługiwała też na kogoś, kto ją dobrze zerżnie, ale to wciąż była projekcja własnych potrzeb, a poza tym Laurent nie poznał jej na tyle, aby mógł rzucić takim tekstem. Zwłaszcza po tym jak Cedric zbudował wokół siebie wrażenie osoby niemającej pojęcia gdzie znajduje się łechtaczka.

- Aha.

Zadał to pytanie, ale niekoniecznie miał pomysł na pociągnięcie dalej tej rozmowy. Oddał mu ten koszyk niechętnie, szczególnie po tym co powiedział. Mimo wszystko leciutko pchnął bioderkiem Augustusa i wcisnął się do stanowiska obok, bardzo zawzięty i zmotywowany do tego, żeby z tej loterii wreszcie skorzystać.

- Zaraz wracam. I gdzie to się... ooo... Patrzy pan - zwrócił się do jednego z wiewiórzych bliźniaków - i zdjęcia robi, mam zajebiste szczęście do takich imprez i zawsze wracam do domu z ośmioma parami kapci. Mam nadzieję, że tym razem trafię te rozbierane karty z Lorettą Lestrange. - Zmierzył go jeszcze spojrzeniem, ale nie, z żadnym z tych bliźniaków flirtować nie chciał, ale nawet sympatyczni mu się wydali, więc korzystając z zabawy, czarował ich swoim uśmiechem.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Penny Weasley - 21.07.2024

Magiczne Różności

Coś wisiało w powietrzu? Być może.

Widząc, że Tristan wyraził zainteresowanie jej osobą, skupiła na nim swoją uwagę. Dziwny mężczyzna. Taki milczący. Jak to zawsze mówiła Terry'emu? Nie ufaj łysym oraz tym, co podejrzanie mało gadają. Nigdy nie wiesz kiedy i czym Ciebie zaskoczą.

Nie od razu zareagowała. Nie od razu powiedziała cokolwiek więcej. Na początku po prostu się przyglądała. Raz rzemieślnikowi, raz jego wyrobom. Myślała. Można było prawie, że zauważyć, jak poruszały się te wszystkie mechanizmy w jej głowie. Można było prawie zauważyć tę parę, która niemalże buchała uszami.

- Duży wybór. - wreszcie skomentowała, oglądając się na Matthew, który pojawił się na miejscu w chwilę po niej. - Nie do końca. - odpowiedziała na jego pytanie. - Mówiłam Ci chyba, że prowadzę sklep? Niedaleko stąd, na Alei Horyzontalnej? - zapytała, bo w sumie to... z tej ich całej rozmowy sporo rzeczy wpadało jej jednym uchem i zaraz wypadało drugim. Nie była w stanie bardziej się skupić i takie tam. Nie na dłuższą metę. - I wyobraź sobie, że przyszedł dzisiaj do mnie klient z prośbą o zwrot pieniędzy. - na tym na razie zakończyła, pozwalając sobie znów spojrzeć na stoisko, na zaprezentowane przez Tristana broszki. Wzięła nawet jedną do ręki. Obejrzała. kilka razy nacisnęła na kamienie, sprawdzając przy tym na ile stabilnie zostały osadzone. Wreszcie odłożyła przedmiot z powrotem na miejsce. Sięgnęła też do wnętrza swojej torby. Jeśli jednak ktokolwiek wciąż podejrzewał, że chciała tu cokolwiek kupić, najpewniej musiałby się w tym momencie rozczarować. Z torby wyjęła bowiem identyczną broszkę. No prawie identyczną względem tych Tristanowych. Pozbawioną jednego z kamieni. Był nim fluoryt, który również znalazł się w rękach rudowłosej. Musiał wypaść. - O ile się nie mylę, jest to pańska własność. Proszę o zwrot 14 sykli za tę oto broszkę. I do tego o 10 kolejnych sykli za straty moralne. A także świadome wprowadzanie w błąd klientów. - podniosła lekko głos, nie będąc w stanie utrzymać pod kontrolą własnego poirytowania na wcześniejszą sytuację. A do tego na bezczelność tych tu straganiarzy. Bo jak to inaczej określić? Straganiarze sprzedają na straganie, prosta sprawa. I cholernie często oszukują. Takim nie wolno ufać. Sama zyskała dzisiaj na to dowód.

Mówiąc to wszystko, świadomie zignorowała kolejne pytanie Matthew. Te o idealny kamień. Matthew, który nie do końca był tego świadomy. Nie wiedział, że idąc w to miejsce razem z Penny, najpewniej postanowił wskoczyć prosto w ogień. No cóż. Co kto lubi, prawda?




RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Laurent Prewett - 21.07.2024

Koło losowań

Aaach, kto na co zasługuje, a co nie powinno mu być dane... Najwyraźniej tego dnia, w tej chwili, decydował o tym właśnie Fleamont Bell - osoba o szemranej reputacji i wątpliwej moralności. Hej - przynajmniej był osobą, która nie chciała przekręcać każdego karku. Która chciała kogoś chronić. Więc? Takie złe było złożenie losu co poniektórych w jego dłonie? Gdyby składać te miłosne, jak u ołtarza Afrodyty, wyszłoby z tego wielkie poplątanie. Każdy byłby przynajmniej szczęśliwy? Wątpliwe. Na pewno jednak Flynn mógłby powiedzieć, że każdemu to szczęście próbował dać. Intencje ponoć miały znaczenie w tym świecie i baczyło się na nie. Kto ci dobrze życzy, kto życzy źle. Więc... jakkolwiek "mocno" by nie zależało Flynnowi na tej kobiecie, jakąkolwiek relację mieli, to dobrze jej życzył. O tym, jak wiele przekładał na nią swoich braków, pragnień i innych tego typu rzeczy pojęcia nie miał. Jak zresztą o mnóstwie rzeczy dziejących się w głowie Flynna. Dzisiejszego dnia czarnowłosy wyjątkowo nie chciał mu odpowiadać na wiele pytań, a Laurent wcale nie zamierzał być nadmiernie upierdliwym. Był głównie zniechęcony.

A teraz może po prostu trochę smutny, może zmęczony, może przebodźcowany. I tak jak Flynn dobrze życzył Viorice, tak Laurent życzył dobrze jej, temu uroczemu chłopakowi, Cecilowi i Wronie, która stanęła przy kole i chciała nim kręcić. Życzył mu szczęścia w tej miłości, która nie chciała go widzieć i w tym, żeby mu poleciał coś... coś fajnego. Cokolwiek by sobie nie zażyczył. Blondyn się zastanawiał, jakie prezenty mogłyby go zachwycić, poświęcał temu swoje myśli, a najlepszym i najbardziej wstydliwym było to, co próbował dla niego stworzyć. Czy to miało sens, czy nie - robił to. I być może nigdy mu tego nie da, albo będzie musiało poczekać, bo pochłaniało to dużo czasu, którego czasami było mu aż nadto brak. Aha. Przyjął kota, który wychylił na moment łeb, żeby zobaczyć, co się dzieje i schował go z powrotem w koszulkę. Mógł tylko wzruszyć ramionami, albo nie zrobić nic. Uśmiechnął się zachęcająco.

- Czy w takim razie powinniśmy poszukać jakichś, jeśli żadne ci nie wypadną? - Kapcie, się znaczy. Tradycji w końcu miało stać się zadość. Z ciekawością spoglądał na kolejne rzeczy, które kończyły w dłoniach Flynna. - Poczekaj... mam parę biletów, więc możesz zrobić kilka losowań, jeśli chcesz. - Jeśli sprawiało mu to frajdę... Laurent wszedł z tym kotem do tego koła i albo podał bileciki, żeby to Flynn zakręcił za niego, albo wymienił się z nim miejscami - i zakręcił sam.