![]() |
|
[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +---- Dział: Plac i stragany (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=45) +---- Wątek: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) (/showthread.php?tid=3317) |
RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Jonathan Selwyn - 22.07.2024 Południowe Stragany, Château des Dragons – Prawda? – zwrócił się w stronę Lorien, obdarzając ją na powitanie serdecznym uśmiechem. – Nawet nie wiem kiedy miał czas opanować tak doskonale sztukę łucznictwa – Bo przecież tak często bywał w swojej pracy, zawalony papierkową robotą. – Ale szarfa mówi sama za siebie. Szarfa, którą Anthony po chwili bezczelnie zdjął i oddał Tahirze, a Jonathan miał ponure przeczucie, że już nigdy więcej nie zobaczy przyjaciela z tym kawałkiem materiału na sobie. Eh, wszystko co piękne kiedyś musiało przeminąć. Odwrócił się do Lyssy, której twarz chyba nie była mu całkowicie obca, ale, o ile pamięć go nie myliła, nie mieli nigdy sposobności by zapoznać się oficjalnie. Skinął głową w jej stronę. – Jonathan Selwyn – przedstawił się z kolejnym promiennym uśmiechem, ale nie mógł dodać nic więcej, gdyż słowa Anthony'ego skierowały jego uwagę na zupełnie inne tematy. – Czasem nawet i najlepszym potykają się nogi mój drogi– odpowiedział jedynie, przyjmujac jednocześnie butelkę od Tahiry, która... Przywitał się z nią równie uprzejmie, co z resztą przy tym stoisku, ale prawdę mówiąc to Jonatham do dnia dzisiejszego, nie był do końca pewny czym Tahira tak właściwie się zajmowała i czemu była u nich zatrudniona. To znaczy wiedział dlaczego. Bo Anthony tego chciał, a kim on był, by podważać pomysły Shafiqa? – Dziękuję – powiedział i do Anthony'ego i do Tahiry i na chwilę został przy stoisku, gdy reszta odeszła, zastanawiając się, czy jeszcze czegoś nie wziąć, aż wreszcie ruszył w stronę stoiska kowenu i znajdującego się przy nim Morpheusa, który wyglądał tak, jakby tylko Matka mogła wyzwolić go od tego brokatu. I nastroju. Stoisko Konwenu
– Morpheusie, czyżby twoja szwagierka i na tobie testowała różne upiększacze? – spytał wskazując na brokat na szacie czarodzieja, szybko przenosząc wzrok na dostępne na straganie przedmioty do nabycia. Koszulki – kicz. Obrazki – nieszczególnie jego styl. Kalendarz z kapłanami – hm. Książeczka ''szukam i znajduje'' – może powinien wziąć jedną dla zajęcia myśli, jeśli Anthony znowu postanowi brutalnie wysłać go gdzieś pociagiem? RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Lorien Mulciber - 22.07.2024 Stoisko kowenu - Mistrz festynowego łucznictwa. To poważna sprawa Jonathanie. Powinniśmy mu sprawić taką tabliczkę na drzwi gabinetu. Albo powiedzieć w Biurze Łączności z Centaurami, że mają nową konkurencję.- Szepnęła szeptem jak najbardziej scenicznym, upewniając się, że Shafiq to usłyszy, ale ten zdążył się już pozbyć tandetnej szarfy. Nie miała nic przeciwko, żeby dołączyć do przyjaciół. Nawet jeśli początkowy plan zakładał tylko wizytę u Nory, mieli jeszcze cały wieczór nim trzeba będzie się zbierać. Pozostawiła swoje na wpół wypite wino na ladzie, uznając, że wystarczy. Wciąż nie była pewna czy można mieszać tą całą cytrynówkę z czymkolwiek. Wzięła Lyssę pod rękę uśmiechając się do niej i jej kota Biedactwo, wpadło w sam środek samozwańczej londyńskiej loży szyderców. Mogło być gorzej. Mógł ją ktoś zobaczyć z tą okropną nieprzyzwoitą świeczką. Stoisko Kowenu. Nieszczególnie lubiany przez Lorien temat. Z wiarą był taki mały problem, że aby działała… No to trzeba było wierzyć. Tymczasem w czarownicy nie było nawet naparstka uwielbienia do boskości. Jasne, bardzo przezornie wrzucała datki do puszek na Londyński Kowen, przestrzegała zwyczajów i z reguły brała udział w sabatowych obrzędach, ale nigdy nie przyszło jej do głowy tracić cenne sekundy życia na coś tak bezsensownego jak rozmyślanie co czeka ich “po tym”. Ptaki i tak nie idą do Limbo. Przyjrzała się asortymentowi uważnie, ostatecznie raczej nie znajdując nic dla siebie. Mogła co najwyżej wziąć książkę z przepisami na wypieki dla Sophie, ale już miała dla niej prezent. Więc sobie odpuściła. Z tego wszystkiego nawet nie słuchała wywodu Anthony’ego, więc gdy odwrócił się w ich stronę, ewidentnie szukając aprobaty, zrobiła to co zawsze. Skinęła poważnie głową. No oczywiście, że tak. Miał pełną rację! Zmrużyła oczy, obserwując czy reakcja była odpowiednia. Jeśli nie to przerwała skinięcie i pokręciła lekko głową, niemal oburzona. Skądże znowu, absolutnie nie! Jak tak w ogóle można? Shafiq jednak szybko zainteresował się czymś innym, więc odetchnęła z ulgą. Tak przynajmniej na parę sekund, bo zwabiona tym całym “panie Longbottom!” podniosła głowę znad kolorowych zakładek. Dobrze, że byli przy świętym stoisku, bo Lorien mogła sobie pozwolić na pełne zgrozy westchnięcie. - Dobra Matko…- Spojrzała niemal przerażona na Morpheusa, który wciąż miał na sobie resztki brokatu. Pozwoliła ucałować się w policzki, przyjęła nawet komplementy, mamrocząc tylko coś w stylu “och już nie kłam!”, po czym spróbowała otrzepać choć trochę tego brokatu z szaty czarodzieja. Spojrzała niechętnie na pyłek który został jej na palcach. Cudownie.- Morfeo, jak ty wyglądasz… Brygada wepchnęła cię do basenu z brokatem?- Potrząsnęła głową z niedowierzaniem.- Moja towarz… Och, racja.- Odsunęła się kawałek, kładąc delikatnie dłoń na ramieniu towarzyszącym im dziewczyny.- To jest Lyssa. Jej matka jest młodszą siostrą mojego męża.- Powiedziała spokojnie, ani myśląc szukać w pamięci jak po angielsku nazwać to dziwaczne powiązanie. Zwłaszcza, że dziewczynę poznała niecałą godzinę, dwie temu? A przy okazji nieszczególnie się wyrywała, żeby zdradzić gdzie jest jej prawdziwa pasierbica. Ta cała afera z cytrynówką to był temat na dłuższe spotkanie. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Cameron Lupin - 22.07.2024 Południowe stragany - Stoisko z loterią
Podchodzę do stoiska razem z Heather, a kiedy zwalnia się kolejka, wykorzystuje losy, które jeszcze mi zostały. Każdy mistrz eliksirów potrzebował swojego własnego ekwipunku. Chociaż Lupin przywykł do korzystania z ogólnodostępnego wyposażenia do warzenia mikstur, czy to w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie lub Szpitalu św. Munga, tak zdecydowanie wolał korzystać z przedmiotów, które były dostosowane do jego potrzeb i zachcianek. Tym bardziej więc ucieszył się, że zakup półki nie nadszarpnął zbyt wielu z jego cienkiego budżetu. A tak było po prostu łatwiej. Zwłaszcza że w dużej mierze był samoukiem. Sporą liczbę technik alchemicznych przyswoił w dużo bardziej domowych warunkach niż znaczna część studentów Akademii Munga. A chociaż cierpiał obecnie na dosyć mocny deficyt czasu wolnego poza pracą, tak wolał mieć własny sprzęt, gdyby przyszło co do czego i musiał uwarzyć parę eliksirów po znajomości. Lepsze to niż latanie do apteki albo czekania na zwolnienie pracowni alchemicznych w miejscu pracy. — Powinniśmy później skoczyć na Horyzontalną. Albo na kebaba do mugolskiej dzielnicy — zaproponował, gdy odszedł wraz z Heather od Magicznych Różności i zaczął kierować się w stronę stanowiska z loterią. Dalej miał parę losów do wykorzystania. — Skoro wszyscy się zebrali tutaj, to w innych dzielnicach powinno być nieco luźniej. To jest, w dzielnicach czarodziejów. Obchody Lammas raczej nie zmieniły zbyt wiele w niemagicznym centrum Londynu. Mugole pewnie dalej latali za swoimi sprawami, nieświadomi tego, że parę ulic dalej odbywała się dosyć huczna impreza. Mimo to dobrym kebabem Cameron nie wzgardziłby w żadnych warunkach. Chłopak otoczył swoją narzeczoną ramieniem, czekając na swoją kolej pośród ludzi ustawionych do stoiska z losowaniem. Kiedy w końcu przyszła jego kolej, zdecydował się jako pierwszy podjąć walkę z losem. Kto wie, może jeśli jemu źle pójdzie, to przynajmniej Heather uda się wylosować parę niezłych fantów? RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Heather Wood - 22.07.2024 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/ee16844e676f0fd423bd7382372da012/bf90c44142d123b2-53/s400x600/d8f32073ae895762cfaf1e884d242fea6e88933a.pnj[/inny avek] Loteria, a później wychodzimy z kiermaszu z Cameronem
Odeszli od stoiska, gdzie Cameron kupił sobie jakieś pierdoły, o których Ruda tak naprawdę nie miała zielonego pojęcia, grunt, że był zadowolony, to było najważniejsze, na pewno mu się to do czegoś przyda. W przeciwieństwie do niego, zupełnie nie znała się na tworzeniu eliksirów, była to dla niej czarna magia, na szczęście nie potrzebowała tej tajemnej wiedzy, bo idealnie się dopełniali z Cameronem swoimi umiejętnościami. Każde z nich było dobre w czymś innym. - Kebab to jest wspaniały pomysł, pieprzyć Horyzontalną, chodźmy do mugolskiego, jak za starych, dobrych czasów. - Dodała z uśmiechem. Lupin zawsze miał świetne pomysły. Kebab po tym łażeniu między stoiskami na pewno wejdzie jak złoto, mogliby to jeszcze popić zimnym piwkiem... Wieczór idealny, aż się rozmarzyła. Trafili w końcu po raz kolejny do loterii fantowej. Ruda liczyła na to, że szczęście im dopisze. Cameron kręcił kołem jako pierwszy, kibicowała mu w tym, miała nadzieję, że będzie zadowolony z tego, co mu się trafi. - Łooo, całkiem fajne rzeczy ci się trafiły, teraz ja! - Zamierzała kupić cztery losy i również zakręcić kołem, uwielbiała tę niepewność jaka towarzyszyła przy takich grach losowych, nigdy nie wiesz co się trafi, czy jakiś super fant, czy szmira. Gdy już zgarnęli swoje fanty wyruszyli na dalszy spacer. Tak jak zaplanowali - opuścili kiermasz i udali się do mugolskiej części Londynu, aby zjeść kebaba. Postacie opuszczają sesję
RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Richard Mulciber - 22.07.2024 Świeczki i kadzidła Rodziny Mulciber
- Porozmawiaj. Ja znawcą nie jestem. Może Robert lepiej to wyjaśni. Zgodził się z synem, że temat lepiej zostawić pod dyskusję z odpowiednią osobą, która stworzyła te świeczki. I choć było wszystko napisane na opakowaniu, to tajemnica zawsze pozostawała w wykonaniu. Kto lepiej tego nie powie jak ich specjalista i twórca Robert Mulciber? Przynajmniej im czas jakoś zleciał na luźnej rozmowie i sprzeczaniu się o nazewnictwo. Richard mógł i nie musiał mieć racji, co do tych świeczek. Znał jednak większość produktów stworzonych przez brata, pamiętając co mu o nich mówił. Zaciągnął się papierosem ponownie, słuchając Charlesa. Wypuścił dym gdzieś w bok. Spojrzał na Charlesa, kiedy po jego uwadze odnośnie palenia czegoś, czego on sam nie jest wstanie zrozumieć, wspomniał iż sam już próbował. - Idzie się przyzwyczaić.Odpowiedział krótko, w kwestii pytania, patrząc na swojego wypalonego do połowy papierosa. Już w okresie szkolnym zaczął palić. Udało się dopiero, kiedy w końcu z bratem dostali przepustkę do Hogsmeade. Udało mu się przekonać starszego kolegę z domu Slytherina, aby mu załatwił paczkę. - Smakowe są łagodniejsze, wydają z siebie nawet inny zapach. Też takie paliłem, jak mnie częstowali. Ale bardziej preferuję tradycyjne. Wyraził swoje zdanie na ich temat. Lecz nie przypuszczał, że Charles taki chętny i otwarty będzie na rozmowy o tytoniu. Dzieckiem nie był. Richard palić mu nie bronił, jeżeli chciał spróbować. Droga wolna. Młodzieńca jednak świerzbiła dupa, że musiał wstać, podejść do ich straganu i poprawić świeczki czy co tam według niego stało krzywo. Richard tylko się lekko uśmiechnął i pokręcił głową. Dał już sobie spokój z tym. Byleby młody nie kombinował za jego plecami. - I słusznie.Zgodził się i tematu już nie ciągnął. Chłopak chociaż pod tym względem wiedział, że mugolom nie należy pomagać. Ani finansować ich pracy. Strzepnął popiół z papierosa i spojrzał w stronę sceny, gdzie zaczęli najpewniej wprowadzać jakąś piosenkarkę, co będzie się darła na całą ulicę. Westchnął, ponownie się zaciągnął i spojrzał na zegarek. Jakoś to przeżyje. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Sebastian Macmillan - 22.07.2024 Południowe stragany - stoisko kowenu
Obsługuję stoisko. Rozmawiam z Morfeuszem, Anthonym, Jonathanem, Lorien i Lyssą. Wyprostował się, gdy zorientował się, że do stoiska z dewocjonaliami podszedł nikt inny jak Anthony Shafiq. Nie nazwałby go przyjacielem, czy nawet bliskim znajomym, jednak... Znali się. Głównie przez inwestycje, jakich dokonywał Anthony, a które bardzo pozytywnie wpływały na obraz pomniejszych miejsc kultu zlokalizowanych poza granicami Londynu. Gdyby nie całe góry galeonów przeniesione do skrytki kowenu, wiele kapliczek zapewne obróciłoby się już w ruinę. Macmillan pochylił lekko głowę, aby powitać czarodzieja. — Chodzi o miłość Matki — wytłumaczył, mamrocząc pod nosem, gdy wychwycił nutę zwątpienia w tonie głosu Shafiqa. — A w obecnych czasach jej nigdy nie ma za dużo. Można się nią wręcz zachłysnąć, jeśli zaczerpnie się z jej źródełka za dużo za jednym razem. Sebastian wykorzystał moment rozproszenia swojego klienta i zaczął pakować poszczególne produkty wymienione przez Morfeusza, dając mężczyźnie czas na przywitanie się z resztą ludzi, która podeszła do stoiska. — Niech Matka to panu w dzieciach wynagrodzi, panie Longbottom — odparł, gdy Morfeusz odmówił odebrania reszty. — Poproszę o odśpiewanie kilku pieśni na cześć pana hojności wobec kowenu. Na wspomnienie o Brygadzie Uderzeniowej, zagryzł dolną wargę. Ledwo zdołał się powstrzymać przed pytaniem, czy i w kwestię brokatu była zamieszana niejaka BRENNA LONGBOTTOM. Na tym etapie kobieta stanowiła dla niego synonimem działań sił bezpieczeństwa. Eh, czemu nie mógł kojarzyć ich z kimś innym, tylko z tą namolną czarownicą, która co rusz wpadała w jakieś kłopoty, a potem rzucała je z impetem na jego biurko w ministerialnej kanciapie? Czemu Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów nie mógł mu się kojarzyć z Patrickiem Stewardem albo tym całym Bulstrodem? — Niech chwalone będzie słowo Matki i jej wyznawców — powitał sztywno zgraję sprowadzoną do stoiska przez Shafiqa, przeskakując wzrokiem z Jonathana na Lorien, aby koniec końców utkwić go w najmłodszej uczestniczce tej wycieczki, czyli Lyssie. — Polecam książeczki ''szukam i znajduję''. Podobno są świetne na ćwiczenie pamięci i spostrzegawczości. Zerknął kątem oka na swojego asystenta, który zdawał się robić, co w jego mocy, aby ignorować klientelę, która w mig znalazła się pod ich stanowiskiem pracy. Chociaż ten jeden raz jestem po twojej stronie, pomyślał Sebastian, zduszając ciężkie westchnienie w zarodku, zanim to zdołało zatańczyć na jego żołądku. Nie miał nic przeciwko liczebności gości, ale wolałby, gdyby ci faktycznie zadeklarowali na wejściu, czy chcą coś kupić, a może jedynie popatrzeć, bo na dobrą sprawę nie wiedział, na kim powinien się skupić. Macmillan przełknął ślinę i wbił wzrok w pustą przestrzeń tuż nad głową Morfeusza. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Tristan Ward - 22.07.2024 Stoisko Magiczne Różności
Obsługiwanie Penny Leon wręczył Olivii jakieś książki. I to najwyraźniej musiały być kucharskie, gdyż Tristan usłyszał ten charakterystyczny znany mu dobrze fragment wypowiedzi swojej dziewczyny: "... chyba o to, żeby nie spowodować u nikogo bólu brzucha". Wtedy na moment przeniósł na nich swoje spojrzenie, jakby nie do końca wiedział o co chodzi. Ale, z bólem brzucha zmagał się czasami, kiedy coś Olivia gotowała samodzielnie. Nie bez powodu poszukał jej informacje o kursach czy szkoleniach kulinarnych. O tyle dobrze, że w ich związku, to on umiał coś przygotować, co nie szkodzi na żołądek. Po obsłużeniu mężczyzny (Cameron Lupin), który zakupił półkę i oddalił się ze swoją towarzyszką, Tristan skupił spojrzenie na rudowłosej i jej towarzysza, który dołączył po chwili. Wydawało się wymieniali zdania między sobą, do czasu, aż dziewczyna zwróciła się do niego. To co usłyszał, nieco go zaskoczyło. Ta dziewczyna (Penny Weasley), prowadziła sklep na Alei Horyzontalnej? Nie zwrócił na to uwagi, kiedy szukał tam lokalu dla siebie. Przyglądał się temu jak przyglądała się broszkom. Jakby badała wykonanie. Była znawcą? Doświadczona w tej dziedzinie? Na wszelki wypadek sięgnął po swój notes i długopis, aby móc w razie czego coś napisać, gdyby się o coś pytała. Na pierwsze jej pytanie, brzmiące na stwierdzenie, skinieniem głowy potwierdził. To był jego wyrób, który sprzedał. Właśnie zmarszczył brwi widząc tę broszkę w jej dłoniach. "Co jest grane?" – zadał sobie pytanie. Nie rozumiał o co jej chodziło i dlaczego niby wprowadzał kogoś w błąd? Otworzył notes i zaczął pisać wyjaśnienie: RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Cedric Lupin - 22.07.2024 Stoisko z biżuterią Viorici Początkowo nawet nie planował uczestniczyć w Lammas, ale teraz nie wyobrażał sobie innego wyboru. Całe to wyjście wiązało się oczywiście ze sporą dawką stresu, ale im dłużej siedział przy tym straganie, tym bardziej był pewien, że podjął dobrą decyzję. Już sam fakt, że mógł pomóc przyjaciółce, wprawiał go w dobry nastrój. Fakt, że przesiedzieli razem prawie cały dzień, był po prostu wisienką na torcie. Bo chociaż wydarzenie wciąż się nie skończyło, nie mógł sobie wyobrazić sytuacji, która zepsułaby mu aktualny nastrój. Nie było to może widoczne na pierwszy rzut oka, ale miał naprawdę dobry nastrój, co zdradzał uśmiechem, który przez większość czasu nie znikał z jego twarzy. Jeszcze nie tak dawno unikał wychodzenia w inne miejsca niż do pracy, a teraz bawił się na imprezie, gdzie były setki innych czarodziejów. Niektórzy zapewne nie zgodziliby się z tą zabawą, bo przecież nawet nie odszedł od tego stoiska, ale jemu w zupełności to wystarczało. Bo przecież przewinęło się tutaj naprawdę dużo ludzi, a w tym także jego znajomi i bliscy. Nawet nie pamiętał, kiedy ostatni raz spotkał w ciągu jednego dnia tak dużo znajomych twarzy. — Niech będzie, że uwierzę ci na słowo — rzucił i chociaż w głosie dało się wyczuć nieco niepewności, to starał się robić dobrą minę do złej gry. Bo przecież miała sporo racji w tym co mówiła. W Mungu niemal codziennie przyjmował dziesiątki obcych ludzi, nigdy nie mając z tym problemu. Czemu tutaj miałoby być inaczej? Bo nie znał się w ogóle na jubilerstwie? Był to jakiś argument, ale w razie potrzeby zawsze mógł się ratować cenami wypisanymi przez Vior. — Obiecuję, że po powrocie zastaniesz stoisko w jednym kawałku — dorzucił jeszcze, szczerze wierząc, że zdoła zdziałać chociaż tyle. Przebywali ze sobą już na tyle dużo, że zapewne nie powinny go już dziwić te dwuznaczności i łapanie za słówka, ale robiła to w taki sposób, że po prostu nie mógł się nie przejmować. — Domowej kuchni? Hmm, z tym może być nieco trudno. Gdy Lammas się skończy i wszystko popakujemy, będzie pewnie dość późno. Nie wiem, czy dałbym radę coś przygotować... ale zawsze możemy pójść dzisiaj do jakiejś knajpy, a ja ugotuję ci coś następnym razem? — rzucił, zerkając na nią w trakcie rozpakowywania jednego z pudeł. Był tym na tyle zaabsorbowany, że nawet nie zdał sobie sprawy, że w sumie właśnie zaprasza ją nie na jedną, a dwie kolacje. Co poradzić. Na żałowanie przyjdzie czas później, gdy do jego mózgu dotrze, że znowu robi głupoty. Nagłe pojawienie się znajomych Vior było niespodziewane. Na tyle, że wybiło go nieco z rytmu, który zdążył w sobie wyrobić, siedząc tutaj od rana. Poznawanie nowych ludzi nigdy nie szło mu zbyt dobrze, ale nie chciał się poddać już na starcie. Czuł jednak, że nie idzie mu najlepiej. Gdy zaczął wychwalać pracę Vior, dostrzegł to jej spojrzenie, ale jedynie lekko się uśmiechnął, ciesząc się tym, że przy świadkach nie mogła go pobić. Zresztą, przecież nie kłamał! Gdy minęły już mniej (jak w jego przypadku) lub bardziej udane przywitania, wsłuchał się w prowadzone rozmowy, nie do końca umiejąc się w nie wbić. Kolczyki w pępku, ogólny flirt pomiędzy mężczyznami. Absolutnie mu to nie przeszkadzało, ale w sumie to ich nie znał. Głupio było mu rzucać jakiekolwiek komentarze. Nie chciał się wpychać w ich relację, a tym bardziej powiedzieć czegoś nietaktownego. Dlatego wybrał ciszę, przynajmniej przez większość czasu. Laurent wydawał mu się całkiem sympatyczny, ale Edge, cóż, z nim było nieco inaczej. Zapewne dlatego, że mężczyzna nagle go zaatakował. Już po samej twarzy Cedrica widać było, że mu głupio. — Ja... nie... nie o to chodziło. Naprawdę — zaczął, próbując ubrać szalejące w myśli w jakkolwiek sensowne słowa. — Absolutnie nie chodziło mi o to, że go ukradniesz. Naprawdę. Po prostu zazwyczaj nie noszę takich rzeczy. Zrobiło mi się głupio — kontynuował, próbując się jakoś wybronić, ale raczej mu się nie udało. Po czym to wnioskował? Edge bez większego pożegnania nagle odszedł od stoiska, zostawiając ich w niezręcznej ciszy. Zerknął w stronę Vior, próbując wybadać jej reakcje, ale tym, co rzuciło mu się w oczy pierwsze, był fakt, że wyglądała na smutną. Ciężko stwierdzić, czy to zmęczenie, czy może w końcu zaczął sensownie myśleć, ale dość szybko połączył kropki, wiążąc tę sytuację z wiankiem, który mu założyła. Zmieszany i zawstydzony podszedł bliżej, chwytając ją lekko za rękę. —Ej, to naprawdę nie tak jak mówił Twój przyjaciel. To... to jest cudowne — rzucił, unosząc w górę drugą dłoń, w której trzymał jej wytwór. — Jest cudowny tak samo jak wszystko, co tutaj robisz — kontynuował, mając nadzieję, że uda mu się ją przekonać, chociaż czuł, że dotychczasowe próby są co najmniej mizerne. Bez dalszego namysłu założył wianek na głowę, uśmiechając się nieco szerzej. — Obiecuję go już nie zdejmować, okey? I jeśli ktoś spyta, skąd to mam, wyślę go prosto do ciebie — dokończył, licząc, że uda mu się ją rozchmurzyć. Chociaż odrobinę. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - The Edge - 23.07.2024 Południowe stragany
- No co ty, sprezentowałem je już każdej siostrze, teraz chcę dostać te karty... - Ten rudy straganiarz wyglądający jak Marchewka dziwnie się na niego spojrzał, a on uniósł brwi w szczerym rozbawieniu. - Ty byś nie chciał? Typiarka mi kiedyś powiedziała, że chce mnie narysować. - Z szerokim uśmiechem obserwował, jak mężczyzna nakręca mechanizm koła z miną sugerującą, że nie wierzył mu w ani jedno słowo. Ale jak smacka kochał - to była prawda. I pewnie by go sportretowała gdyby nie to, że potknęła się o powietrze, bo skręciła sobie kostkę. - Masz osiem sióstr - chrumknął, przekazując mu gestem ręki informację, że mógł już losować. - Mam ich więcej, ale tylko osiem ze mną rozmawia. - Pokazał mu język, po czym złapał za krawędź tarczy i zakręcił. Loteria musiała być przewidziana w jego planach od samego początku, bo miał w kieszeni płócienną torbę, do której pakował swoje fanty. Wyraźnie dawała mu też bardzo dziecinną radość, ale przemykał przez nią cień zmieszania. - Eeej, jak to jest w ogóle możliwe, że nie wypada nic śmiesznego? - Zdawał sobie sprawę z tego, że pytanie musiało brzmieć absurdalnie. Crow zmarszczył się, nawet otworzył szerzej usta... - Tak, chcę - powiedział do Laurenta i napiął się od razu i teraz wreszcie gdzieś pomiędzy czymś, co miało jakąś wartość, wylosował beznadziejną łapkę na muchy w kształcie stopy. - Zamień się ze mną na kapelusz - powiedział rozkazującym tonem, bo to, co dla większości ludzi było śmieciem, dla niego zdawało się być największym skarbem. Po wszystkim odciągnął go na bok, ustępując kolejnym osobom chcącym sprawdzić swoje szczęście. - Idziesz teraz gdzieś? Jeżeli chcesz obejrzeć ten występ, to mogę znać miejsce, z którego będziesz miał dobry widok. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Charles Mulciber - 23.07.2024 Świeczki i kadzidła Rodziny Mulciber Charlie układał świeczki, poprawiając je tak, by stały niemal od linijki w porządku, który wcześniej podyktował ojciec. Uśmiechał się do przechodniów, zachęcając do skorzystania z oferty stoiska, rozumiał jednak, że nie każdy potrzebował świeczek i kadzideł. - Może jak będę jeszcze starszy. - Pomyślał na głos w temacie papierosów. Te zawsze kojarzyły mu się ze starszymi: ojcem, nauczycielami, klientami. Wchodząc w dorosłość, Charlie wciąż nie widział się jako równego im. Byli przecież dużo dojrzalsi i bardziej doświadczeni. Im bardziej pasowały papierosy. - Przerwy na papierosa są miłe. Już po chwili Charlie spostrzegł, że poustawianie produktów jest satysfakcjonujące. Wciąż jednak nie chciał siadać i odpoczywać, nawet nie po to, by pokazać ojcu, jak pracowity jest. Nie chciał mieć pustych rąk! Wysunął pudełko na monety, by przeliczyć pieniądze. - Tato, znasz może jakiegoś rzeźbiarza? - Zapytał znienacka. |