Secrets of London
[Jesień 72, 5.10 Brynja, Ceolsige, Henry] Zgryzota w Dunwich - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [Jesień 72, 5.10 Brynja, Ceolsige, Henry] Zgryzota w Dunwich (/showthread.php?tid=5171)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7


RE: [Jesień 72, 5.10 Dunwich | Brynja] Zgryzota w Dunwich - dom Oliviera Thomasa - Dearg Dur - 21.03.2026

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/a2/fc/0e/a2fc0e19df1f5233ed04eb86ecd26431.jpg[/inny avek]
Szli.

Szli w pionie, choć dla nich to był czarny poziom, całkiem śliska podłoga obmywanego przez sztorm onyksu. W czasie tego marszu jednak otaczała ich coraz większa cisza, coraz gęstsza w swojej naturze, nierealna, niepasująca do dziejącego się "na ścianie" z ich perspektywy morskiego piekła. Deszcz nie dotykał ich skóry. Wiatr nie szarpał ich włosów.

Zmierzali na samą górę latarni do komory wyznaczanej czterema słupami i wspartym na nich dachu, który powinien chronić znajdujące się wewnątrz światło.

I było światło.

Kiedy wyjrzeli za krawędź swojej ścieżki, zobaczyli siedzącą na szczycie latarni, a z ich perspektywy na ścianie - kobietę jaśniejąca w mroku, splątaną tysiącem nici. Wychudła staruszka, kompulsywnie sięgała do siebie, do swojego ciała, do swojego istnienia i wyciągała kolejne jasne struny, z których tkała sieć rozpostartą w całej ograniczonej przestrzeni - okrągłej platformie o średnicy trzech metrów. Tkała, oczko za oczkiem, jej własne więzienie, pulsujące żyły wzrosłej w czasie sztormu latarni niknące w jej czarnym cielsku. Cicho nucona przez nią melodia bez przeszkód docierała do uszu intruzów...

One day, when the tonguin' is done
We'll take our leave and go

Da-ra, ra-ra-ra-ta, ra-ra-ra-ta, ra-ra-ra-ra-ta


...usta żywych układały się intuicyjnie, podążały za melodią, jej pieśń stawała się ich pieśnią.


RE: [Jesień 72, 5.10 Dunwich | Brynja] Zgryzota w Dunwich - dom Oliviera Thomasa - Henry Lockhart - 22.03.2026

Szedł wbrew wszelkim prawom rządzącym światem, podążał w górę ostrożnym krokiem. Obawiał się, że nagle czar pryśnie, a ich troje spadnie i rozbije się o skały. I nikt ich nie znajdzie. Kto by mógł się zmartwić, że Henry nie wracał? Może któreś z przyjaciół? Czy naprawdę by się przejęli? Szukaliby go?

Nie mógł o tym za długo rozmyślać, szczególnie, że na górze ujrzał źródło światła. Natychmiast ruszył za jeden z słupów, by schronić się przed zaklęciem. Czuł, że mimowolnie zaczynał podchwytywać rytm i podśpiewywać pieśń tajemniczej świetlistej kobiety. Nie chciał dać się zahipnotyzować. Szczególnie, że widział zło, które nawiedzało Dunwich za sprawą latarni.

– Trzeba przerwać ten śpiew – rzucił, po czym wychylił się zza kolumny.

Wycelował różdżką w świecącą postać. Rzucił cicho zaklęcie z intencją wyczarowania wokół kobiety bańki z próżni. Ta mogłaby powstrzymać emisję dźwięku, który zdawał się być główną bronią tej dziwnej istoty.

Kształtowanie II na bańkę z próżnią wokół tajemniczej postaci.

[roll=N]


RE: [Jesień 72, 5.10 Dunwich | Brynja] Zgryzota w Dunwich - dom Oliviera Thomasa - Brynja Nordgesim - 23.03.2026

Wiatr i deszcz przestały jej przeszkadzać, gdy dotarła za pozostałą dwójką na sam szczyt budowli. Głos narastał, a Brynja pomyślała tylko o istotach podobnych do niej, tj. wodnych maszkarach, które, tak jak ona, potrafiły mącić umysły swoim śpiewem. Co więcej, cóż innego mogło rozbrzmiewać w tej ponurej, zabitej dechami miejscowości, przesiąkniętej zapachem ryb, jeśli nie szanty?

Selkie nie obawiała się o siebie, jednakże zaczęła się martwić, kiedy spojrzała na przyjaciela. Ten zaczął nucić pieśń — widziała, jak rozchylały się jego usta. Jak Ceo reagowała? Już wkrótce mogli znaleźć się pod wpływem śpiewu. Nie mogli również zaatakować staruszki. Ona sama nie miała do tego sił. Wpadła więc na inny pomysł.

Jeśli dobrze rozumiała naturę swoich zdolności, mogła wytwarzać omamy słuchowe, a selkie śpiewały własne pieśni. Kobieta, mimo trudnych okoliczności, przyjęła zrelaksowaną pozycję, a następnie zacisnęła powieki i zaczęła śpiewać własną pieśń. Próbowała wytworzyć omamy słuchowe, które mogłyby zagłuszyć śpiew staruszki. Chciała narzucić przyjacielowi i Ceo iluzoryczną melodię poprzez odtworzenie dźwięku, jaki znała najlepiej - nie pieśń, ale jej brak. Głuchą, ciężką ciszę głębin.


RE: [Jesień 72, 5.10 Dunwich | Brynja] Zgryzota w Dunwich - dom Oliviera Thomasa - Ceolsige Burke - 24.03.2026

Ceolsige zatrzymała się gwałtownie na samej krawędzi ściany, przykucając nisko. Jej nasiąknięty płaszcz, który jeszcze przed chwilą łopotał wściekle, teraz spoczął nieruchomo na czarnym onyksie, układając się w ciężkie, lśniące od wilgoci fałdy. Drżące i blade z chłodu palce lewej ręki zacisnęły się badawczo na ostrej krawędzi czarnej ściany i oświetlonej platformy.
Paserka zmrużyła oczy, obserwując staruszkę tkającą sieć z własnej esencji. Niemal makabryczne wrażenie tego procesu zdawało się w żaden sposób nie wpływać na Ceolsige. Jej prawa dłoń, zaciśnięta na różdżce, ani drgnęły, choć na twarzy wykwitł ten specyficzny, dziki uśmiech, który pojawiał się u niej, gdy ryzyko stawało się niemal namacalne.

Analizę postaci staruszki przerwało jej mimowolne drżenie warg w takt dziwnej pieśni. Głos i gwałtowny ruch Hery'ego oderwał  jej uwagę na chwilę od głównego zagrożenia. Zdawało się jej, ze widzi w nim narastającą panikę, nie pozbawioną podstaw.
– Nie rób jej krzywdy, Henry! – fuknęła, a jej głos, choć przytłumiony przez nadnaturalną ciszę, przeciął powietrze niczym bat. – Nie wiemy co trzyma konstrukcję w pozycji.

Przeniosła wzrok na Brynję. Selkie zdawała się zabierać za zadanie, o które chciała ją poprosić. Ceolsige skinęła głową z ciepłym wyrazem szczerej aprobaty, choć jej własne ciało zaczynało już zdradziecko kołysać się w rytm szanty.
– Śpiewaj, mała... – rzuciła, a jej słowa zaczęły nabierać dziwnego, metrycznego rytmu, stapiając się z melodią staruchy. – Urd zawsze chwaliła głos swojej młodszej siostry. - Starała się brzmieć ciepło i pokrzepiająco. Wydawało się, że umiejętności dziewczyny mogły być ich najpewniejszą osłoną w tej sytuacji.

Kobieta wyprostowała się, czując, jak zmarznięte palce drętwieją na berberysowym drzewcu różdżki. Przesunęła się na sam skraj ściany, tam, gdzie pion przechodził w poziom platformy. Sprawdziła grawitację końcem buta, czując, jak siły przyciągania walczą o jej ciało.

– Trzymajcie się czegoś! – krzyknęła, a jej głos na moment odzyskał dawną ostrość, przebijając się przez narastający w głowie szum pieśni.

Przełożyła nogę przez krawędź i przechyliła się na platformę. Przez ułamek sekundy jej ciało zawisło w nicości, a mokra spódnica i płaszcz zawirowały wokół niej niczym ciemna chmura, by po chwili z głośnym mlaśnięciem uderzyć o poziomą płaszczyznę platformy. Ceolsige pozostała w przyklęku, celując różdżką w pulsujące serce sieci. Spróbowała sięgnać po magię rozpraszającą by chociaż zakłócić efekt jakim emanowała staruszka. Liczyła, że chociaż da im to jakieś wskazówki odnośnie natury zjawiska lub trochę czasu.

Rzucam na charyzmę ◉◉◉◉○: chcę pokrzepić Brynję w jej śpiewie uważając jej umiejętności za najpewniejszą osłonę przed upiornym śpiewem.

[roll=PO]

Rzucam na rozproszenie ◉◉◉○○: próbuję zakłócić działanie magii jaką emanuje staruszka, konkretnie rozproszyć zakłócić chociaż na chwilę ten proces wyplatania więzienia w celu zobaczenia z czym mamy do czynienia i zyskania na czasie.

[roll=Z]


RE: [Jesień 72, 5.10 Brynja, Ceolsige, Henry] Zgryzota w Dunwich - Dearg Dur - 04.04.2026

Śpiew selki potrafił wiele.

Łudzące wizje ściągające żeglarzy na ostre skały, piękne wizje pozwalające zapodzianym na klifom wędrowcom zmierzać wprost ku objęciom śmierci, gdy omamieni urokiem śpiewu nie zauważali końca swojej ścieżki.

Dla badaczy, śpiew okazał się wybawieniem.

To nie była cisza, nie mogła nią być. To był poszum oceanu i spokój dawany przez jego głębię, miarowy ruch spokojnego serca znajdującego się po środku ukochanego przez śpiewającą oceanu.

Pieśń Brynji wyparła z umysłów intruzów słowa sieciarki, pieśń dała jakąkolwiek możliwość działania, choć… wszystko stało się głębiną i potrzebowali chwili by ogarnąć, że mogą w tej wizji oddychać. Ciemność oceanu. Przemykające ławice. Kryjące się na granicy widzenia niespieszne cielska waleni.

I ona. Latarnia, onyksowa podłoga z własnym ciężarem i grawitacją ściągającą ich do osi przeznaczenia. Ona - mimo wszystko - nie zniknęła, wraz ze swoim własnym, niekoniecznie morskim sercem.

Starucha podniosła pokryte bielmem oczy na Henry’ego próbującego stworzyć wokół niej bańkę, zaraz potem ruch Ceolsige obrócił głowę ku blondynce. Jej twarz powoli przestała tkać słowa, palce zamarły w połowie ruchu a szczęka zaczęła się rozwierać… i rozwierać… i rozwierać… aż niemal opadła na wysokość klatki piersiowej, wciąż będąc przyczepioną do głowy, w nienaturalnym rozciągnięciu przynosząc odkształcony zgryzotą wrzask. Złowieszczy skrzek z poleceniem. Pulsujące sieci zadrżały i uniosły się, wyrywając częściowo z podłogi, bryzgając półprzezroczystym śluzem, jak krwią z zerwanej żyły. A potem… sieci wyruszyły na łowy by pochwycić pasożyty, które zakradły się na szczyt budowli, by przerwać coś, co nie mogło być przerwane.

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/a2/fc/0e/a2fc0e19df1f5233ed04eb86ecd26431.jpg[/inny avek]


RE: [Jesień 72, 5.10 Brynja, Ceolsige, Henry] Zgryzota w Dunwich - Henry Lockhart - 07.04.2026

Pieśń Brynji niosła ze sobą spokój, coś znajomego i naturalnego. Groza z głębin rzeczywistości została na chwilę poskromiona. Jednak to był tylko krótki moment, bo zaraz zaczęły się dziać rzeczy rodem z koszmaru.

Tajemnicza kobieta otworzyła szeroko usta lub raczej paszczę. Krzyk, który wydarł się z jej trzewi, sprawił, że Henrykowi zrobiło się słabo. Strach ściskał mu żołądek, jednak nie mógł w tej chwili uciec. Musiał chronić Brynję. Jego duchowa starsza siostra, jedna z najważniejszych osób w jego życiu, chroniła ich swym śpiewem. On zaś był jej gwardią. Jej obrońcą.

Sieci ruszyły na nich, bryzgając dookoła obleśnym śluzem. Tak jakby były częściami ciała tej kobiety, mackami, którymi broniła się przed intruzami. Ten stwór truł Dunwich już o wiele za długo. Jego zgryzota przesiąknęła każdy atom tego miasteczka, wszystkich tych niewinnych mugoli, którzy mogli tylko powtarzać, że morze daje i morze zabiera. Musieli żyć otoczeni tym koszmarem, bez świadomości, że ich problemy dało się rozwiązać.

Henry wycelował w miejsce, w którym mógłby jednym zaklęciem przeciąć jak najwięcej sieci. Znał kilka zaklęć tnących, używał ich czasem w kuchni. Teraz pozostało jedynie zastosować je na większą skalę. Ciąć nie nożem do warzyw, lecz wielką gilotyną. Diffindo. Tak brzmiało zaklęcie i tak je wypowiedział. Głosem drżącym, ale dzielnym. Nie zamierzał przecież się wycofywać.

Rzut 1: Percepcja IV: Celowanie w dobre miejsce, gdzie zbiegnie się jak najwięcej sieci.
Rzut 2: Kształtowanie - wyczarowanie niewidzialnego ostrza, które przetnie liny.


[roll=PO]
[roll=N]


RE: [Jesień 72, 5.10 Brynja, Ceolsige, Henry] Zgryzota w Dunwich - Ceolsige Burke - 09.04.2026

Nie zorientowała się od razu. Jej płuca zamarły, wstrzymując odruchowo oddech. Do wirującego zmianami grawitacji błędnika dołączyła iluzja wytwarzana przez głos młodej potomkini selkie. Podparła się dłonią o powierzchnię platformy szeroko rozstawiając palce. Zupełnie rozproszona nienaturalnymi doświadczeniami nie zauważyła nawet czy próby rozwiania otaczającej magii przynoszą jakikolwiek efekt. Może poza nienaturalnie rozwartą paszczą staruchy.
Wyraz twarzy Ceolsige momentalnie stężał. Ściągnięte brwi, ostrym klinem natarły na lodowate błękitne oczy. Złowieszczy uśmiech zsiniałych od zimna, ściągniętych warg niósł obietnice przemocy. Z człowiekiem można było się porozumieć, ale przed nimi z pewnością znajdował się potwór. Kiedy ruszyły sieci cofnęła się odruchowo na samą krawędź starając się balansować na granicy dwóch przepaści. Kątek oka wyłowiła ruch Henry'ego. Szybko odrzuciła próby osłonięcia siebie przed atakiem poddając się potrzebie przejęcia inicjatywy.
- Śpiewaj dla nas! - Krzyknęła z nadzieją, że prawdziwe słowa opuszczają jej usta w natłoku iluzji i hipnotycznych wersów, których część chwilowo zmieniła się w dziwaczny wrzask zgryzoty. W głosie zawarła szczerą ekscytację z konfrontacji, która normalnie pobrzmiewałaby pewnością siebie. Lewą dłoń położyła na sprzączce paska miotły
Jednocześnie jej różdżka zatoczyła niewielki łuk. Sytuacja eskalowała szybko.
Ukłuta nagłym impulsem podsuniętym przez obraz rozwartej paszczy chwyciła magią za swoją miotłę. Palce lewej ręki odbezpieczyły sprzączkę i chwyciły luźny koniec paska, kiedy magiczną mocą chciała posłać miotłę rozwartą paszczę i tam odbezpieczyć dźwignię. Posłać jak klin, tak ustawić by możliwie dużo siły sprężyny skierowane było w czaszkę i krtań.

Rzucam na wiedzę o świecie ◉◉◉◉○: staram się oszacować jak najlepiej ustawić i wycelować miotłę, tak by jej gwałtowne otwarcie wywołało możliwie dużo zniszczeń w twarzy/paszczy potwora.

Przewaga: Tworzenie mechanizmów II


[roll=PO]

Rzucam na translokację ◉◉○○○: staram się posłać miotłę w paszczę potwora i odbezpieczyć mechanizm spinający, kiedy już będzie na miejscu.

[roll=N]


RE: [Jesień 72, 5.10 Brynja, Ceolsige, Henry] Zgryzota w Dunwich - Brynja Nordgesim - 11.04.2026

Kiedy ujrzała tę nienaturalnie rozciągniętą paszczę i wijące się ku nim sieci, a krzyk potwora rozdarł rzeczywistość, jej głos zadrżał. Poczuła Henry’ego jak drżącą falę obok siebie, gwałtowny, ostry ruch Ceolsige jak rozcinający nurt, i wiedziała, że nie mogła ich stracić, nie tutaj, nie przez coś tak obcego i chorego jak ta istota, która nigdy nie powinna była śpiewać…
Och, więc Brynja śpiewała, jak jej nakazano.
Niskie tony jej śpiewu zgęstniały i zaczęły pulsować. W jej wizji woda wokół staruchy zaczęła się zapadać, a niech a głębia próbowała ją pochłonąć. Zdusić. Pieśń zmieniła się, pogłębiając, ciężejąc, stała się ciśnieniem, głębią, nieubłaganym uściskiem morza.


RE: [Jesień 72, 5.10 Brynja, Ceolsige, Henry] Zgryzota w Dunwich - Dearg Dur - 12.04.2026

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/a2/fc/0e/a2fc0e19df1f5233ed04eb86ecd26431.jpg[/inny avek]Świst magicznych ostrzy, wizg lecącej miotły łamiącej wynaturzone kości, to wszystko przygniótł ciężar pieśni strażniczki morza. Białe sieci zatańczyły konwulsyjnie, ryk ich twórczyni zginął pośród wibrujących niskich tonów, jedynej pieśni, morza dopominającego się swojej przestrzeni.

Pod ich stopami czerń rozjaśniała bielą mrowiących run, na ten moment, na krótki moment nim wszystko roztrzaskało się w pył. Ich dłonie złączyły się resztkę refleksu, gdy cały ten koszmar skruszał, dążąc w jedynym słusznym kierunku - ku przebudzeniu.

A potem spłukała ich woda, słodycz deszczu i słoność morza porwała trzech śmiałków w wir oczyszczenia, starcia z powierzchni plugawości wyrosłej w miejscu, które miało przed wiekami chronić życia, nie ich pozbawiać.

✼✼✼✼✼


Otworzyli oczy patrząc na bezchmurne niebo odziane w chłodny błękit. Szum fal był kojący, w końcu spokojny. Naturalny, jak potrafiło być naturalne życie w magicznym świecie. Leżeli na piaszczystej plaży, ale nie czuli zimna, wobec rozchodzącej się po członkach ulgi płynącej ze świadomości przeżycia. Przemoczeni, lecz cali, świadomi budzącego się do życia za ich plecami miasteczka, które przetrwało sztorm. Które nie doświadczyło losu połowy miasta zatopionej gdy ktoś poprzednim razem próbował wezwać do jego brzegu statek Wellermana. Nad nimi przeleciały mewy, ich skrzek odkształcił się jednak w uszach w zgodnym, niewielkim chórze odchodzących do limbo uwolnionych dusz.

...dziękujemy...

Bezimienni bohaterowie mogli się podnieść, mogli wrócić do domu. Nikt nie wiedział o ryzyku, jakie podjęli, zapewne też niewielu by im uwierzyło. Fakt, że spojrzeli szaleństwu w oczy i że wzajem pamiętali o tym doświadczeniu, musiał wystarczyć wraz z satysfakcją i poczuciem, że uleczyli zgryzoty w Dunwich.


RE: [Jesień 72, 5.10 Brynja, Ceolsige, Henry] Zgryzota w Dunwich - Henry Lockhart - 13.04.2026

Niewidzialne ostrze ze świstem poszybowało w stronę splątanych sieci. Niemal w tej samej chwili Ceolsige wysłała swoją miotłę w stronę wiedźmy. Wszystko działo się bardzo szybko, Henry niemal słyszał bicie własnego serca. Mimo szalejącej dookoła ulewy, nie czuł zimna. Był gotów jeszcze walczyć, może nawet podbiec do stworzenia, strącić je ze szczytu z latarni. To nie było jednak konieczne.

Coś ryknęło, a świat zaczął lśnić. A potem zniknął w wirze wody, słonej i słodkiej, chłodnej i ciepłej. Henry’ego objęło coś łagodnego, jakby rodzicielskie objęcia. Zasnął wtulony w coś, co nie istniało, a jednak było tak znajome i uspokajające. Świat zniknął na moment. Żadnego tunelu i światełka, życia przebiegającego przed oczami. Bo przecież nie był to koniec, lecz nowy początek.

Obudził się na piaszczystej plaży, utwardzonej przez morze. Pierwszym, co ujrzał, było słońce. Zmrużył oczy, jego usta rozciągnął uśmiech. Nadszedł nowy dzień. Przeżył.

Podniósł się powoli i zobaczył leżące nieopodal Brynję i Ceo. Całe i zdrowe. Odetchnął z ulgą i z powrotem rzucił się na piasek. Przez chwilę leżał, rozkoszując się ciepłym blaskiem i czystą morską bryzą.

Tak powinien się czuć człowiek nad morzem – pomyślał.  – Jakby wszystkie problemy były już nieważne.

Dawno nie wylegiwał się na piasku. Nie miał na to czasu. Ale teraz? Zasłużył na to jak nikt inny. Mógł poleżeć jeszcze chwileczkę. Świat się nie zawali. Już przecież próbował tej nocy i mu nie wyszło. Musiał trochę odpocząć pomiędzy próbami.

Zgryzota zniknęła. Niepokój ulotnił się stąd wraz z klęską wiedźmy z latarni morskiej. Jednak to nie tylko Dunwich się zmieniło. Henry Lockhart, zazwyczaj tak niepewny siebie, był z siebie niezaprzeczalnie dumny. Nie czuł się tak… od dawna. Od bardzo dawna. Uśmiechnął się do siebie. Czy tak wyglądało spełnianie marzeń? Owszem było niebezpieczne, przerażające, ale… tak wyglądała praca dziennikarza.

Dziennikarza śledczego.

W tej chwili, gdy leżał na tej plaży, postanowił, że choćby miał się wykłócać z redakcją, w Proroku ukaże się relacja z Dunwich. Nie chciał oczywiście stawiać się tam w roli głównej. Najlepiej zostawić sprawę ocalenia miasteczka niewyjaśnioną. Przy aktach bohaterstwa anonimowość była pewnym… aktem szczerości intencji. Przynajmniej tak się Heniowi wydawało, gdy leżał na plaży i patrzył w słoneczne niebo.

Wreszcie wstał. Uściskał się z Brynją, a nawet z Ceolsige. Ta noc wykuła nowe wspomnienia i nowe relacje. Z Brynją czuł się jak ze starszą siostrą, a Ceo uważał nie tylko za twardzielkę, lecz też o osobę o szlachetnym sercu. Istnieli dobrzy ludzie na tym świecie i właśnie patrzył na dwie dobre kobiety.

Dopiero wtedy poczuł, że potrzebował kofeiny. I cukru. Najlepiej w nierozsądnie dużych ilościach.

–  Miałybyście ochotę na kawę i ciasto?  – zapytał i parsknął śmiechem. Brzmiało to z jego strony absurdalnie. Właśnie pokonali morską wiedźmę prosto z koszmarów, a on proponował wyjście do kawiarni?  – Umieram z głodu. Woda wyciąga, nie?

Ranek minął im więc na szybkim powrocie do Londynu i przyjemnym spotkaniu w cukierni. A gdy Henry porządnie się wyspał i chwilę odpoczął, zaczął pisać.

Koniec sesji