![]() |
|
[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +---- Dział: Plac i stragany (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=45) +---- Wątek: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) (/showthread.php?tid=3317) |
RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Bard Beedle - 27.07.2024 Widownia > Stoisko Kowenu
Matthias zdawał się rozumieć to, że Celine nie do końca była właściwą osobą, która nieszczególnie mogła przysłużyć się jego sprawie. W chwili obecnej nie zamierzał już więcej tego tematu. Nierozsądnie było oczekiwać, że dla jego sprawy Celine wyrazi zainteresowanie tego rodzaju wydarzeniami. I bez tego była dla niego bardzo pomocna. — Może tego dowiem się podczas uczestniczenia w kolejnych sabatach. — Stwierdził. Niewykluczone, że tego typu wydarzenia bardzo przypadną mu do gustu i zacznie częściej się na nich pojawiać. Zwłaszcza, jeśli będą obfitować w tego rodzaju atrakcje. W jego mniemaniu Celine była wyraźnym zaprzeczeniem celebrytki - w tym momencie zdawała się unikać tego całego rozgłosu, niosącego za sobą sporo niedogodności. Skinął głową na słowa kobiety. Nie doszukiwał się drugiego dna w złożonej przez siebie propozycji i nie przejmowałby się tym, co inni ludzie mogliby sobie pomyśleć. Pod koniec występu sam nagrodził wszystkie osoby na scenie zasłużonymi oklaskami. Występu Eloise nie musiał oglądać na własne oczy - zdarzyło mu się być na koncertach piosenkarki. Z pewnością będzie doskonale słyszalna z dala od sceny. — Tak właśnie myślę. Jestem ciekaw, co takiego sprzedają na tych stoiskach. Myślisz, że dostaniemy tutaj jadalne kasztany? — Bez wahania przystał na tę propozycję i wraz z kobietą skierował się w w stronę tych straganów. Jadalne kasztany były jednym z jego ulubionych przysmaków, jakimi raczył się podczas francuskich sabatów. Pierwszym stoiskiem, do jakiego dotarli, było stoisko Kowenu. Tuż po podejściu do tego kramu mogli poczuć roztaczaną przez niego aurę spokoju i skupienia. Matthias przez chwilę przyglądał się przemykającym po zaklętym daszku i zdobionymi złotymi ornamentami. Oferta tego stoiska była naprawdę bogata, jeśli kogoś interesowały dewocjonalia. — Dewocjonalnia... może tutaj znajdziemy coś wartego uwagi. Mają nawet koszulki! — W pierwszej kolejności zwrócił się do towarzyszącej mu blondynki. Sam nie postrzegał siebie jako gorliwego wyznawcę. Postanowił przyjrzeć się tym koszulkom, które w jego mniemaniu stanowiły jedyny towar wart nabycia. W pewnym momencie jego spojrzenie padło na prowadzącego to stoisko czarodzieja, którego w pierwszej chwili nie zauważył. — Bonjour! — Powitał go trzymając w dłoniach jedną z tych koszulek. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Sebastian Macmillan - 28.07.2024 Południowe stragany - stoisko kowenu
Obsługuję stoisko. Anthony, Lorien, Lyssa, Jonathan i Morfeusz — Aha. Oczywiście. — Pokiwał głową, przyjmując do wiadomości zalecenia Anthony'ego i jego propozycję, odprowadzając go wzrokiem, gdy zabierał swoją ferajnę do kolejnego stoiska. — W takim razie życze przyjemnego i spokojnego Lammas. Pani też. Tutaj skłonił krótko głowę przez Lyssą, która wcześniej odpowiedziała na jego sugestię odnośnie do sprzedawanych książeczek. Westchnął cicho, jednak na dobrą sprawę nie miał nawet chwili, żeby zastanowić się, kiedy miała odbyć się kolejna kwesta kowenu, bo zaraz do straganu przygnało kolejną grupę klientów. Święta Matko, niech ten dzień zacznie dobiegać nareszcie końca... Neil Enfer — Nie wiadomo — odpowiedział z nutką zrozumienia w głosie. Bądź co bądź, pytanie było dosyć zasadne, jeśli ktoś nie zgłębiał się zbyt głęboko w historie na temat tego, jak przedstawiano Matkę na obrazach, rycinach czy pomniejszych rzeźbach. Sebastian westchnął cicho. — W miejscach kultu rozsianych po Wyspach można znaleźć wiele wersji, ale ogólnie przychylamy się do tego, że wizerunek z oferowanych tutaj obrazów jest poniekąd fuzją kluczowych elementów, jakie łączy się z Matką na terenach, gdzie wiara w nią jest największa. Trudno byłoby w jednoznaczny sposób przedstawić bóstwo, którego na dobry sposób nikt nie widział z wyjątkiem objawień czy wizji, które można było bardzo łatwo podać w wątpliwość. Bądź co bądź, Pani Księżyca uosabiała poniekąd cykl natury, porządek wszechświata, ewolucję świata i ludzkiej historii, odzwierciedlając tym samym i ludzkie życie, które zaczynało się od niemowlęcia, a kończyło na podstarzałej, zgarbionej kobiecie o siwych włosach. Kogoś, kto uosabiał tak wiele aspektów życia, nie było łatwo przedstawić. Cathal Shafiq — Nie nazwałbym tego nudą — odbił piłeczkę starego przyjaciela, przenosząc na niego wzrok. — Nadmiar wrażeń i wyzwań zawodowych też potrafi dać się człowiekowi we znaki. Zwłaszcza takiemu, który woli mieć plan na wszystko i nie działać w ciemno. Jakby mało mu było problemów, jakie sprowadzała do jego kanciapy Brenna Longbottom, to przecież Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami współpracował poniekąd jeszcze z Departamentem Przestrzegania Prawa Czarodziejów oraz Departamentem Tajemnic w sprawie Widm, które nawiedzały lasy w Dolinie Godryka. Dodać do tego jeszcze samą kwestię Limbo, a wychodziło na to, że Macmillan miał w pracy więcej atrakcji niż przed ostatnią dekadę. A że był osobą, która preferowała spokój i bardziej ''urzędnicze'' podejście do swego zawodu, to nie był to dla niego zbyt fortunny obrót spraw. Nic dziwnego, że zaczynał powoli tęsknić za kowenowymi szatami. — …Jak idą prace na wykopaliskach? — spytał, przypominając sobie nagle, że znając Shafiqa to badania nad wioską dalej trwały. Bądź co bądź, nie należał on do ludzi lekkomyślnych i dążących do tego, aby jak najszybciej mieć sprawę z głowy. — Przez to wszystko nie miałem nawet okazji rozpytać, co się tam u was dzieje... Matthias Delacour — Dzień dobry — odparł po łacinie, gdy na ustach kolejnego klienta zagościł obcy język, aczkolwiek zgoła inny od tego, jakim był w stanie posługiwać się sam Macmillan. Mężczyzna przez krótką chwilę napawał się ewentualnym zdziwieniem na twarzy chłopaka, po czym rozłożył przed nim i jego towarzyszką trzy modele koszulek: Tylko Matka może mnie sądzić, Wiara, nadzieja, miłość oraz Lammas '72: Mój pierwszy sabat. Bądź co bądź, były to nieco bardziej ''młodzieżowe'' hasła, więc kto wie, może przypadną młodym do gustu? Sebastian pokrótce przedstawił historię powstawania koszulek, nawiązując oczywiście do tego, ile to kapłanki nie spędzają czasu na dopracowywaniu wszelkich detali sprzedawanych przez nich ciuchów. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Isaac Bagshot - 28.07.2024 Biżuteria Viorici
Korzystając z przerwy w występach, Isaac postanowił przejść się po stoiskach których nie zdążył jeszcze odwiedzić. Zawiesił aparat na szyi i na powrót przywołał samopiszące pióro. Nogi zaprowadziły go na stoisko z biżuterią Viorici. -Dzień dobry, Isaac Bagshot, Prorok Codzienny, kłaniam się nisko.- Przedstawił się, jeśli był pewien, że nie wtrącą się ani nie przerywa żadnej rozmowy. Nachylił się nad stoiskiem, żeby zobaczyć asortyment. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Augustus Rookwood - 28.07.2024 Loteria z fantami, potem południowe stragany Czekałem sobie kulturalnie. Kolejka była kolejką - świętością. Tu nie było miejsca na jakiekolwiek przepychanki, nawet takie drobne, więc z niechęcią zmierzyłem wzrokiem prowodyra mojego niezadowolenia, czytajcie: nie tak wspaniałego The Edge’a, a zaraz również jego towarzysza. Oczywiste, że rozpoznałem w nim młodego Prewetta, bękarta Edwarda Prewetta. Ten czarny, cóż, nie tchnął mi nikim szlachetnym, raczej czymś zdecydowanie odwrotnym, więc z ciekawością przysłuchiwałem się im rozmowie o fantach. Najwyraźniej znali się, cóż, zajebiście, jak to się wyrażał ten czarnowłosy. Odrażający. Mogłem się założyć o sześć galeonów, że był szlamą, na domiar złego nie znającą swojego miejsca. Już nawet nie chodziło o kolejkę, ale o ewidentną przyjaźń z Prewettem. Odrażające. Zresztą, blondyn wcale nie był lepszy w tym żałosnym obrazku. Jeszcze wymieniał się z nim na zaszlamione przedmioty. Zniknęli mi w końcu z oczu. I dobrze. Nadeszła moja kolej na losowanie. Kolej, która mogła być już zdecydowanie wcześniej, przed gadatliwą parą. Ale dobrze, że nie zrezygnowałem przez nich z losowania, bo wpadło mi kilka ciekawych rzeczy, które być może kiedyś zostaną wykorzystane...? Schowałem wszystko do aktówki, a bynajmniej to, co się w niej zmieściło, po czym oddaliłem się w kierunku południowych straganów. Pewnie zniknąłbym z imprezy przy najbliższym zakręcie, ale w moje oczy wpadł znowu ten czarnowłosy z Prewettem, więc nie mogłem tego zostawić ot tak! Wciąż sobie swobodnie rozmawiali, bawili się w swoim towarzystwie. Pokręciłem niezadowolony głową, po czym postanowiłem nieco się odegrać za popchnięcie. Wysunąłem różdżkę z rękawa i rzuciłem dyskretnie zaklęcie na jego sznurówki. Miałem taki plan, żeby przy najbliższym kroku walnął tą swoją brzydką mordą o bruk. Tam, gdzie właściwie było miejsce tego potencjalnego mugolaka. Wstrętne ścierwo. Uniosłem dumnie głowę, po czym ruszyłem niespiesznie przed siebie, mając nadzieję, że będzie mi dane jeszcze podziwiać swoje skromne dzieło. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Neil Enfer - 29.07.2024 Stanowisko kowenu
Oh… No tak, powinien się tego spodziewać i spodziewał się, ale jakaś część jego chciała bardzo, żeby to był pewniaczek. Zaraz, ale to przecież magia i do tego dział religii, to było oczywiste, że skoro sama magia jest nieprzewidywalna, to co dopiero religia w jaką wierzą. Właśnie dlatego nie ufał bóstwom, bo jak zaufać komuś, kto nawet nie pokaże swojej prawdziwej twarzy. Po czym idzie i ufa przypadkowym ludziom na ulicy. Ehh, dualizm człowieka był szalenie głupi. Usłyszał to ciche westchnięcie. Pewnie biedak słyszał to pytanie milion razy w swoim życiu. Nie chciał być tym irytującym klientem, ale patrząc po swojej pracy wiedział, że czasem każdy jest irytujący nieważna jak oryginalny czy miły by nie był. Do tego dzisiaj na festynie było tyle ludzi i tyle się działo, że każdy może mieć po uszy innych. Słuchał odpowiedzi i myślał i łączył wątki. Czyli to co widzi jest półprawdą? Niby ona tak wygląda, ale tak wyglądają jej uszy w tym mieście i tak wyglądają jej włosy w tym regionie, jej lewe oko wygląda tak, na północy, a jej prawe tak wygląda na zachodzie. Huh… Misz masz. - Tak czy inaczej jesteście pewni, że to kobieta? - popatrzył na niego. Męskich bogów mają aż nadmiar, ale jakie ciekawe by było gdyby bóstwo odpowiadające za naturę, ewolucję, historię i wszechświat umiało przyjmować każdą formę. Może umiało, ale pokazywało tylko kobiecą, bo była mniej zagrażająca i łatwiej było jej zaufać? RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Basilius Prewett - 29.07.2024 Stoisko pani Zamfir
– Do zobaczenia – rzucił jeszcze do Florence, gdy kuzynka oddaliła się od nich, by najprawdopodobniej mieć od tego wszystkiego już święty spokój. I w sumie słusznie, bo to było zdecydowanie... Emocjonalnie ciekawy jarmark. Już chciał zapłacić za chustę Electry, upierając się, że swoje pieniądze może wydawać na głupoty innym razem, gdy Atreus postanowił zrobić to za niego. – I to jest zamiast świeczek – zastrzegł jedynie, absolutnie nie chcąc się kiedyś dowiedzieć, że jego głupi, młodszy kuzyn podrzucił jednak te świecowe potworki jego głupiej, młodszej siostrze. Czy zakładał, że jego słowa miały jakąkolwiek moc sprawczą? Nie. Absolutnie nie. Znał przecież ich oboje. Zerknął na młodsza Prewett w chuście i parsknął krótkim śmiechem. – Wyglądasz jak choinka – skomentował, pacając ją delikatnie w głowę, tak by materiał zsunął się na oczy. No niestety nie mógł protestować wobec tej logiki. Młody Mulciber pewnie i tak miał przechlapane, a w sumie... Świeczki to świeczki. Niech robi co chce, a przynajmniej mieli gwarancję, że w ich społeczeństwie nie będzie zbyt nudno. Nie przyznał jednak im racji, a zamiast tego pokręcił głową na znak, że się poddaje i sam postanowił kupić jeszcze dwa słoiki truskawkowych konfitur do śniadania. Przez chwilę rozważał jeszcze, czy nie wziąć też butelki alkoholu, ale szybko zrezygnował z tego pomysłu. Nie przy Icarusie w domu. – To gdzie teraz? RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Mabel Figg - 29.07.2024 Stoisko Potterów
– Słyszałem o takim waszym powiedzeniu i mam wobec niego pewne przemyślenia, ale potrzebowałbym do tego czasu, odpowiedniej stymulacji intelektualnej, jak i spokoju, więc może porozmawiamy o tym innym razem – powiedział Karl, po chwili tracąc zainteresowanie tematem włosów Brenny, zwłaszcza, że to Mabel zaraz przejęła tę rozmowę. – Naprawdę? Dziękuję! A wiesz, że ja już miałam dzisiaj różowe włosy przez tę watę? A wujek białe i wyglądał strasznie staro, starzej nawet niż wujek Morpheus, bo on przynajmniej się farbuje już. – Jakoś logiczne było dla niej, że wszyscy którzy mieli więc niż czterdzieści lat, już musieli się farbować, bo to przecież nie było możliwe, by ktoś miał tak długo swoje normalne włosy. Inaczej przecież dorośli nie odwiedzaliby tak chętnie tego typu stoisk. – Ale bardzo fajnie wyglądałam w tych włosach? Prawda Karl? – Prawda. Naprawdę zjawiskowo – przytaknął kot. Radość Mabel jednak szybko zmieniła się w pewne niezadowolenie, gdy usłyszała jakie perfumy by chciał wujek. – Nie bierz takich. Będziesz śmierdział jak las, a zapach lasu pachnie tylko dobrze na lesie. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Brenna Longbottom - 29.07.2024 Stoisko Potterów – Jasne, Karl. Niedługo na pewno będzie okazja – roześmiała się Brenna, i sprawnie zapakowała kosmetyki, które wybrała dla Mabel i zaoferowała je w oszałamiającej cenie jednego knuta. Wręczyła dziewczynce torebkę, jedną z tych bardziej eleganckich, przecież nie będzie żałował chrześnicy. – Jestem pewna, że wyglądałabyś świetnie w każdych włosach… i bez obaw, kochanie, sosna może być tylko jedną z nut zapachowych, wujek na pewno nie będzie pachniał zupełnie jak las. To znaczy mógłby, mamy tutaj takie perfumy, Leśne marzenie, które imitują zapach lasu właśnie, ale o… tutaj na przykład jest bardziej elegancka mieszanka, igły sosnowe w nucie serca, ale poza tym też pieprz, goździki i geranium, a w bazie mamy cedr, paczulę, burtszyn, wetywerię i mech dębowy – wyliczyła Brenna, pomijając nutę główną, z bazylią i jagodami jałowca, bo akurat wyleciała jej z głowy. Sięgnęła po karteczki i psiknęła na nie próbką, a potem podsunęła jedną Thomasowi, a drugą Mabel, jakoś tak mając dziwne wrażenie, że Figg nie poważy się na zakup kosmetyków, których nie zaaprobuje jego siostrzenica. – Tłoczno tutaj, co? – dodała zaraz, obojętnie czy zdecydował się kupić wskazany towar, czy nie (a jeśli tak, to rzecz jasna naliczyła mu własną zniżkę pracowniczą, nie żeby zamierzała się do tego przyznawać). – Nie będę was trzymać, jeśli się zbieracie, zwłaszcza że pewnie potem zrobi się tu jeszcze gorzej, jak już ludzie wypiją więcej wina i takie tam – stwierdziła, dorzucając jeszcze im kilka darmowych próbek, tak jakoś dziesięć razy tyle, ile w teorii powinna. – Ja w sumie też za jakąś godzinę spadam, załatwić jedną sprawę, a potem lecę na nocny dyżur w Ministerstwie. Tą jedną sprawą było oczywiście odebranie kluczy od Księżycowego Stawu i zajrzenie tam. Sam dyżur zaś… w noce sabatów zazwyczaj był dość gorący, i chociaż niby jako Detektyw miała zamiar zająć się jedną konkretną sprawą, podejrzewała, że przyjdzie jej uzupełniać składy do interwencji w sprawie bójek, burd i zniszczenia mienia. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Jonathan Selwyn - 29.07.2024 Stoisko Kowenu -> Magiczne Różnosci
Jonathan rzeczywiście rozważał zaproszenie Morpheusa do ich wesołej gromadki, ale Anthony skutecznie mu w tym przeszkodził, więc ten jedynie pokiwał poważnie głową przytakując słowom swojego szefa, bo przecież jak to tak pokazywać się publicznie w nierówno nałożonym brokacie.– W takim razie poproszę tę książeczkę Szukam i Znajduję – zwrócił się jeszcze do Sebastiana, a potem dał się poprowadzić dalej akurat w momencie, gdy do stoiska podszedł Neil, którego spotkał na poprzednim stoisku. – Nie wiecie tego ode mnie – mruknął konspiracyjnym tonem do swojej grupki, jakby naprawdę mówił coś o najwyższym stopniu tajności – Ale ten młody czarodziej, którego właśnie minęliśmy pytał się przed chwilą na stoisku Potterów, czy ich kosmetyki są oby na pewno sprawdzone. – Zaśmiał się cicho. – Całe szczęście, że nie słyszała tego szwagierka Longbottomów, bo obawiam się, że i jej, nawet bez żadnych zdolności, ten młody nie byłby w stanie odmówić pojedynku. Ciekawe, czy na stoisku kowenu zapyta się, czy ta cała Matka też jest sprawdzona i nie można dostać na nią żadnej alergii. Może powinien pomodlić się z Sebastiana. Magiczne Różności Gdy podeszli do straganu, Jonathan zaczął uważnie przyglądać się wszystkim ozdobom, jak i eliksirom, zastanawiając się co tutaj kupić. Głupio było przecież wrócić z całego Lammas z tak niewielką ilością pamiątek! – Jak się pani na razie bawi? – zagadał do Lyssy w oczekiwaniu na sprzedawców. – I co pani sądzi? Lepszy motyw z kłosów zboża, czy liści? RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Morpheus Longbottom - 29.07.2024 Stoisko Kowenu -> Stoisko Potterów Ucałował powietrze nad dłonią Lyssy w kurtuazyjnym geście powitania, nie dając jej żadnych fizycznych oznak czy to znajomości czy też niechęci, która objawiła się jej w niciach. Jeśli spojrzała dalej, mogła zobaczyć, że większość nici Morpheusa jest po prostu czerwonawa, jakby darzył każdego spokanego człowieka, łącznie z jej ciotką przez spowinowacenie, chwilowym uczuciem podniecenia i nic więcej. Brzmiało to jak struny melodii wyparcia czegoś innego, mechanizm obronny. Silniejsze nitki prowadziły w tłum, do Erika Longbottoma, czyste uczucia rodzinne, a bardziej nasycone czerwienią do... Chłopaka, którego chyba Morpheus nie zauważył, skośnookiego klienta kramu. — Coś w tym guście, Lorien, inscenizacja zaklęcia obronnego. Nie będę Was zatrzymywać, muszę zajrzeć jeszcze do mojej szwagierki — wskazał dłonią w kierunku pachnącego stoiska Potterów, pożegnał się z nimi elegancko i z uśmiechem, firmowym, całkiem przekonującym, skierował się ku Brennie i Elise, aby ta naprawiła mu twarz i zniwelowała zasinienie, tworzące się pod oczami od zetknięcia z pięścią Millie Moody. Ból głowy po uderzeniu w nos był jak brutalne przypomnienie kruchości ludzkiego ciała. Pulsująca agonia rozprzestrzeniała się od miejsca uderzenia, jak fale na spokojnym jeziorze, burząc harmonię myśli. Każde uderzenie serca rezonowało w jego czaszce, jak echo tłuczonego szkła w ciemnej jaskini. Festiwalowy gwar stawał się odległym tłem, zamglonym i przytłumionym przez ten nagły atak cierpienia. Morpheus zamknął oczy, próbując uciec od bólu, ale on trwał, nieustępliwy, ściskający jego skronie w stalowym uścisku. W końcu jednak dotarł do perfumiarskiego stoiska ze zbolałą miną zbitego psiaka. Wszedł na zaplecze, ignorując innych gości, a jeśli ich znał, przywitał się tylko skinięciem głowy. — Nie pytaj, kochana, mam dzisiaj pecha — przywitał się ze szwagierką i skorzystał z jej pomocy. Naprawa struktury twarzy znacznie mu pomogła. Postać opuszcza sesję
|