Secrets of London
[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+---- Dział: Plac i stragany (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=45)
+---- Wątek: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) (/showthread.php?tid=3317)



RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Brenna Longbottom - 01.08.2024

stoisko Potterów
– No co ty, dowie się o wszystkim z dramatycznego listu otrzymanym po mojej śmierci albo na moim pogrzebie – stwierdziła.
Nie zdawała sobie w pełni sprawy z niechęci, jaką Borgin do niej żywił – wiedziała, że za nią nie przepada, ale nie sądziła, że jest w jego życiu na tyle istotną osobą (w tym negatywnym sensie), by w ogóle poświęcał jej jakieś myśli. Anonimy, pieczołowicie wyklejone, trafiające na jej biurko, świadczyły jednak o zgoła silnych emocjach. A dla niej? Niegdyś Stanley był po prostu chłopcem z Hogwartu, kuzynem Tony'ego, którego niechęć ledwo dostrzegała i wobec którego nie miała żadnych negatywnych uczuć. Potem pod ich dach zawitali Crawleyowie i neutralność zmieniła się w ostrożność, a po paru latach, po poznaniu pełnej historii, z tej wykiełkowały podejrzliwość i niechęć. Wojna i przypadek Dory zmieniły je wreszcie w zimną nienawiść, tak dla Brenny nienaturalną, skrytą pod płaszczykiem uprzejmości, i wiecznie wyczekiwanie na potknięcie, a gdy do tego doszło, w upór i satysfakcję.
Jeśli Elaine była pierwszym powodem, dla którego w maju szaleńczo unikała Atreusa, a przekonanie o tym, że oszalała drugim, to Stanley był trzecim. Teraz to trochę ignorowała, po prostu chcąc wierzyć, że Atreus nie pomagał w przemycaniu głów na biurko swojej szefowej. Choćby dlatego, że bardzo cenił auroroską odznakę.
– Świetnie, w takim razie Invictus raz, tak zdecydowany klient to prawdziwy skarb – oświadczyła niemalże radosnym tonem, zgarniając spod lady jedną z torebek, by zapakować do niej ostrożnie perfumy. Na pewno nie tak ładnie, jak zrobiłby Tedy, bo nie miała drygu do robótek ręcznych, ale wątpiła, by Bulstrode koniecznie potrzebował na opakowaniu jakiejś kokardki. – Od czasu do czasu zamyka mnie w piwnicy o chlebie i wodzie z etykietkami kilku specyfików Potterów i wypuszcza dopiero, jak bezbłędnie wyrecytuję ich skład i nuty zapachowe – stwierdziła, podając mu torbę i uśmiechając się do niego wesoło. – A że chcę wrócić do pracy i do moich pączków, to naprawdę świetna motywacja. Poza tym lubi opowiadać nad czym pracuje albo co wprowadzają do oferty przy każdym obiedzie, który udaje się nam zjeść razem i Mav czasem projektowała dla niej rysunki na plakaty tych popularniejszych specyfików, to też się napatrzyłam.
A Brenna miała niezłą pamięć, no i po prostu oszukiwała, tu zerkając na etykietki, a tu nadrabiając zwykłym rozgadaniem.
- Miłego Święta Żniw.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Millie Moody - 01.08.2024

Południowe stragany – Kadzidła i świece

Millie była jeszcze w emocjach po występie i bardzo trochę liczyła, że spotkają tu Alastora. Dlatego też słuchała trzy po trzy słuchała tego co mówią sprzedawcy, oczy mając dookoła głowy, myśli zaś rozbiegane w kierunku ukochanego brata, który przepadł.

No trudno.

– To poproszę zwykłą, w kolorze ciemnego fioletu, może być lekko lśniąca. Wezmę też trzy pęki kadzidła z białej szałwii, najlepiej z dodatkiem rozmarynu i lawendy. – Wybrała te, które pomagały oczyścić przestrzeń i duszę, oddalić toksyczną energię i zrelaksować się po ciężkim dniu. Lawenda i rozmaryn wzmacniały działanie szałwii, która niegdyś wspierała rdzenne ludy ameryki północnej, a teraz tu, na ziemi najeźdźcy mogła przysłużyć się jej. Wieczorem chciała okadzić ich małe mieszkanie po powrocie z przymusowej odsiadki w Lecznicy Dusz, ale kto wie, może i zafunduje seans oczyszczający też Bertiemu, bo zdawało się, że Alik coś wspominał o powrocie do Doliny. Na wsi ponoć lepiej umysł się regenerował, choć nie zgodziłaby się z tym. W końcu Lecznica też tam była zlokalizowana.

Zapewnienie Bertiego o tym, że zapamięta za nią o kole z losami wywołało łagodny uśmiech, łagodzący jej ostre, wychudłe rysy. Pochyliła się ku niemu i na moment czoło złożyła w okolicy splotu słonecznego, jakby przykładanie głowy do tego łagodnego giganta działało jak najlepsze kadzidła uspokajające.

– Fajnie, że masz babcie. Mi się już skończyły – rzuciła do Ginny, nie kwestionując jej wyborów świeczkowych. – Ej paczcie! Tam chyba jest księżycowa lemoniada! W sumie chętnie napije się czegoś przed dalszym zwiedzaniem, ruszamy dalej? – zapytała, a gdy mieli już wszystko popakowane i zapłacone zaordynowała przeniesienie się do sąsiedniego stoiska prowadzonego przez dziewczynkę bombardą od Hogwartu oderwaną, głównie po to, żeby się przekonać że ów lemoniada potrafi nieźle kopnąć.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Anthony Shafiq - 01.08.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=tpdMKuP.png[/inny avek]
Południowe Stragany
Magiczne Różności


◀TLTR▶
z Lorien, Lyssą oraz Jonathanem robi zakupy u Olivii
ignoruje zamieszanie, oddaje rękę do testowania pierścionków, prosi o pakiet eliksirów wiggenowych

– Fanki?– roześmiał się szczerze – Może dziesięć lat temu, ale teraz... wymiana pokoleniowa moja droga. Młodsi kawalerzy czekają na ożenek, a panny ustawiają się do nich sznurem. – Sam był już wdowcem, więc swoje prawilne, choć bezdzietne pożycie miał już odhaczone. Co prawda, z żoną całował się raz i to na ślubnym kobiercu, ale szczęśliwie dzięki służbie na misji dyplomatycznej we Francji, ominęło go zaglądanie prasy plotkarskiej do sypialni państwa Shafiq.

Odruch sroki, która teraz wczepiona w jego ramię ciągnęła do srebra, wywołał w nim tylko uśmiech. Dał się pociągnąć, ba! nawet nadstawił swoją dłoń z długimi pianistycznymi palcami i... stalowym sygnetem zdobnym w celtycki symbol ochronny na serdecznym palcu, którego wcześniej tam nie było. Gdy myślał o tym w perspektywie czasu, uznałby za zabawne, że wspólne wybieranie ozdoby z Erikiem było dlań tak wyjątkowym doświadczeniem, gdy zakupy z Lorein zdawały się oczywistą rutyną. Czy z pierścieni które wybierze dałoby się, za dziwaczną radą detektywa, stworzyć kastet? Wątpił.
– Agat i srebro... szczyt bezguścia. – Poddał się jej testom, skupiając stalowy wzrok na osobie Olivii. Ani brewka mu nie tykła na środek czyszczący dorzucany do zakupu zupełnie tak jakby to on miał się zajmować czyszczeniem swoich skarbów. Tak to jest mieszać się z niższą klasą społeczną. – Chciałbym kupić zestaw eliksirów wiggenowych, jeżeli dysponujecie jakimś eleganckim sposobem przenoszenia go... najlepiej pasem? może być też bandolier, jeśli nie jest zbyt zwracający na siebie uwagę. – Trwał ze stoickim spokojem czekając odpowiedzi, mimochodem przysłuchując się wcale nie awanturze, a konwersacji między jego zastępcą Jonathanem a Lyssą, którzy stali obok nich.



RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Atreus Bulstrode - 01.08.2024

stoisko potterów -> out z kiermaszu

- O, no i to mi się podoba.
Brzmiało trochę jak fabuła wyciągnięta z jakiejś książki, sztuki teatralnej czy filmu, ale przecież o to właśnie w tym chodziło, o dramatyzm. Atreus wiedział tylko, że Borgin Brenny zwyczajnie nie lubił, ale sam też chyba nie do końca pojmował na ile głębokie było to uczucie i jak wiele poświęcał mu czasu, wyklejając w Głębinie te śmieszne liściki, które podsyłał regularnie Brennie.

- Oby trafiało się wam więcej takich - mruknął, odliczając należytą zapłatę za zakup, kiedy ona pakowała perfumy do torebki. - Wiesz, pod to są paragrafy, nie mówiąc o tym, że mogłabyś sobie założyć niebieską kartę - parsknął rozbawiony, odbierając od niej swoje zakupy. - Powinnaś rozważyć jeszcze wyuczenie się tych poetyckich formułek, które okraszają co lepsze próbki. Kwiecisty język działa czasem o wiele lepiej niż wymienienie składników. Nuty bzu? Nie, nie. Poczuj się, jakbyś udała się na wiosenny spacer, gdzie promienie słońca rozgrzewają rozkwitające kwiaty bzu - uśmiechnął się lekko, za przykład biorąc dokładnie to, czym sama zwykle pachniała i co teraz także unosiło się dookoła niej, po tym jak matka wylała na nią butelkę perfum.
- I tobie też, baw się dobrze - rzucił jeszcze, a potem opuścił stanowisko Potterów i nie zaglądając już nigdzie indziej, ruszył w stronę domu.

Postać opuszcza sesję



RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Celine Delacour - 02.08.2024

Stoisko kowenu

To nie było tak, że unikała rozgłosu. Starała się nie zwracać na siebie uwagi. Celine po prostu przebywała na urlopie. Zwyczajnie korzystała z możliwości odpoczynku, który jej się należał. W ostatnich miesiącach dużo podróżowała i jeszcze więcej pracowała. Jak długo można było tak funkcjonować? W pewnym momencie należało powiedzieć stop. Zaczerpnąć powietrza. Zresetować się. Zebrać siły na nowo. Na to miało jej pozwolić to lato.

Wzruszyła ramionami, kiedy Matthias zaproponował jej pierwsze stoisko. Jaka to różnica? Eliksiry, dewocjonalia, stoisko z winem? Tak po prawdzie, to nie sądziła, żeby gdziekolwiek znajdowało się coś, co mogłoby przyciągnąć jej uwagę. Ile jeszcze tutaj zostanie? Dwa stoiska, tylko dwa stoiska. Obiecała sobie w myślach. Robiła to dla ciotki, obiecała jej. Nie mogła tak po prostu dzieciaka wystawić, skoro obiecała się nim zająć.

Nigdy jednak nie mówiła, że spędzi z nim cały wieczór.

Do stoiska kowenu podeszła zaraz za Matthiasem.

- Bonsoir. - również przywitała się po francusku. Miała w zwyczaju wtrącać w tym języku pojedyncze słowa. Przy Matthiasie robiła to częściej niż zwykle, przestawiając się na ojczysty język swojego ojca.

Spojrzała na zaprezentowane przez Sebastiana rzeczy. Na koszulki. Rzeczywiście młodzieżowe. Odpowiednie dla Matthiasa? Pochyliła się nad jedną z nich.

- Mogę? - zapytała co prawda kapłana, ale na odpowiedź już nie zaczekała. Po prostu jedną z nich podniosła. Wybór padł na Lammas '72: Mój pierwszy sabat. Pozwoliła sobie przyłożyć ją do Matthiasa. Zobaczyć czy byłoby mu w takowej do twarzy. - Wydaje się wprost idealna dla takiego sabatowego prawiczka jak Ty. - skomentowała przy tym, już po angielsku. Czy trafnie? Zapewne tylko częściowo. Bo Lammas nie było raczej jego pierwszym sabatem. Natomiast Lammas zorganizowane w Londynie? To już inna para kaloszy.

Chwilę jeszcze się zastanawiała, wreszcie jednak odwracając się w kierunku Sebastiana. Posłała mu uśmiech. Ten wystudiowany uśmiech, który niejednokrotnie można było podziwiać na pierwszych stronach gazet. Tyle tylko, że kiedy spoglądała na ludzi z tych pierwszych stron gazety, to na jej twarzy gościły tony tapety, a usta wydawały się niemalże krwistoczerwone.

- Ile to kosztuje? - zapytała, tym razem zatrzymując na mężczyźnie spojrzenia o tych kilka chwil dłużej. Jakby się nad czymś zastanawiając. Jakiś taki znajomy? Nie zamierzała jednak o nic dopytywać. Gdyby jednak sam Sebastian się zastanowił, mógł ją bez trudu rozpoznać i zapewne miałby tutaj dużo mniej skomplikowane zadanie. W Hogwarcie byli w tym samym domu, tylko Celine była o rok niżej. Później zaś, później... no później to się stała sławna.




RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Bard Beedle - 02.08.2024

Stoisko kowenu

Wypowiedziane słowa przez mężczyznę sprawiły, że spojrzał niemalże pytająco na towarzyszącą mu Celine. Posługiwał się językiem angielskim równie wprawnie, co swoim ojczystym... choć nie pozostawiało złudzeń, że najchętniej mówił po francusku. Z nieukrywanym zainteresowaniem przyglądał się tym wszystkim koszulkom, poznając przy okazji historię ich powstawania. Rozważał to, czy przynajmniej jedna z tych koszulek jest warta zakupienia. Towarzysząca mu Celine zdawała się myśleć o tym samym - tylko dla niego, ponieważ sięgnęła po jedną z tych koszulek i przyłożyła ją do jego ciała.

Tym razem wybaczę ci to określenie, gdyż to mój pierwszy sabat w tym kraju. — Zwrócił się do swojej kuzynki po angielsku, nie kryjąc swojego rozbawienia. W rzeczywistości nie miał podstaw aby być na nią złym za użyty przez nią dobór słów.

Chcesz ją dla mnie kupić. — Stwierdził po tym jak blondynka zapytała kapłana o cenę wybranej przez nią koszulki.

Dla ciebie wybrałbym Believer (n.) a person addicted to love albo W imię Pani księżyca... moim zdaniem ta pierwsza lepsza. — Wyraził swoje zdanie podczas prezentacji pierwszej, jak i drugiej koszulki.




RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Jonathan Selwyn - 03.08.2024

Magiczne Rożności

Uśmiechnął się do Lyssy.
– Chyba masz rację Lysso – powiedział nieprzerwanie trwając w tym swoim uśmiechu. – W takim razie rzeczywiście wezmę coś z motywem liści laurowych, może dzięki temu za rok będą mógł sam się pochwalić wygraną w konkursie łuczniczym, Anthony... – Tu na chwilę odwrócił się w stronę rozmawiającego z Lorien Shafiqa. – A może to byłby sport dla nas? Łucznictwo, młodość nie trwa wiecznie. – To znaczy z jego wyglądem trwała, ale martwił się o przyjaciela i jego wątłe ciało. – Tyle siedzisz w biurze pisząc, że twoje nadgarstki pewnie radośnie przyjmą taką formę ruchu. Lorien jeśli tylko zechcesz uczynić nam ten zaszczyt możesz się do nas oczywiście przyłączyć, tylko proszę daj nam chociaż na początku fory – rzucił pół żartem, pół serio, a potem, gdy już wypowiedział swój genialny pomysł na głos, ponownie spojrzał na Lyssę. – Oh, muszę przyznać, że niestety niechciana uwaga przytrafia mi się cały czas nad czym strasznie ubolewam, bo z natury jestem raczej dość skromny.
Ukradkiem zerknął na rozgrywająca się obok nich awanturę i skrzywił się dość krytycznie, widząc jak rudowłosa czarownica próbuje wyrwać sprzedawcy jego notes, ale uznał, że chyba czasem nie warto było ingerować, więc zamiast tego wziął wisiorek z roślinnym wzorem i śladem za Anthonym zwrócił się do sprzedawczyni.
Tylko to poproszę.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Sebastian Macmillan - 03.08.2024

Południowe stragany - stoisko kowenu

Obsługuję stoisko.

Neil Enfer
Skinął niespiesznie głową, walcząc sam ze sobą, aby nie przeprowadzić tu i teraz rozległej prezentacji na temat historii kowenu, jak i znaczenia Matki w kulcie religijnym w Wielkiej Brytanii, jak i za jej granicami. Każdy czarodziej nieco inaczej interpretował dzieło stworzenia Matki Ziemi, tak jak każdy człowiek postrzegał świat z konkretnej - swojej - perspektywy. I chociaż koweny często różniły się od siebie, a na kontynencie mogły istnieć odłamy, które utożsamiały symbole Matki z innymi bóstwami, tak tutaj była to kobieta. I wątpił, aby w praktykach kowenu nagle znalazło się miejsce na tak drastyczną modyfikację, jak utożsamienie natury z mężczyzną. Zwłaszcza tych bardziej konserwatywnych.

Owszem — odparł twierdząco na pytanie chłopaka. — Jest Matką tego świata, powołała do życia nas, jak i naturę wokół nas. Dba o nas, ale szanuje naszą niezależność, pozwalając nam zgłębiać tajemnice jej stworzenia i wysnucie własnych wniosków. Jest z nami podczas spaceru po lesie, przygotowywania eliksirów z naturalnych składników, a nawet w samej magii przez potęgę żywiołów. Wieczna towarzyszka, która na każdym kroku pokazuje nam cuda, jakie mamy na wyciągnięcie ręki.

Nie widział dużego sensu w zanudzaniu chłopaka opowieścią o wieloletnich badaniach, sesjach medytacyjnych, opowieściach o błogosławieństwach i usłyszeniu głosu bogini przez jej najwierniejsze sługi. Część z tych aspektów na pewno sprawiłoby, że powieki chłopaka zaczęłyby się same zamykać, a drugie... Cóż, trafiały przede wszystkim do tych najbardziej uduchowionych i obeznanych w temacie. Poza tym, lekcja religii w chaosie kiermaszu, gdzie ich wymianie zdań towarzyszył szum dochodzący z sąsiednich stoisk, raczej nie wniosłaby za dużo do życia młodego chłopaka.

Cathal Shafiq
Wygląda na to, że wiesz więcej na temat mojej przyszłości niż ja, mój obecny przełożony i obecny arcykapłan — rzucił z przekąsem, racząc Shafiqa komentarzem w dosyć sarkastycznym tonie. — Ale tak, jeśli przyjdzie co do czego... Będę krzewić religię Pani Księżyca. Przede wszystkim będę starał się trafić do serc, które nie zaznały do tej pory żaru jej miłości lub odwrócili się od niej z własnej ignorancji.

Do niedawna był całkiem szczęśliwy w Ministerstwie Magii, jednak wydarzenia ostatnich miesięcy... Atak na Beltane, skomplikowana współpraca między departamentami, opieszałość jego braci w wierze, incydent w trakcie wieczornych obchodów na Lithcie, Zimni...

To wszystko dobitnie pokazywało mu, jak bardzo ludzie potrzebowali kogoś, kto ich poprowadzi. Kto wskaże im drogę. Wprawdzie nie marzyło mu się stanięcie na czele armii, ale każdy czasem potrzebował wsparcia. Osobistego. Nie takiego od rodziny, przyjaciół czy ulubionej książki. Od czegoś większego od siebie. Czegoś dającego nadzieję. Matka świetnie wypełniała tę lukę.

Byłem pewny, że już dawno poradziliście sobie z tą pętlą czasu. — Zmarszczył czoło na wzmiankę o duchu patrolującym mury. To go nieco martwiło. Sądził, że skoro był to jeden z pierwszych tropów na jakie natknęła się ekipa archeologiczna mężczyzny, to stanie się ona ich priorytetem. — Wygląda na to, że faktycznie będę musiał rozważyć wycieczkę do was... Może tym razem obędzie się bez przedzierania się przez podziemne tunele.

Wykonał jeden z gestów poznanych w kowenie w ramach ostatecznego pozdrowienia Cathala, gdy ten zdecydował się zakończyć ich pogawędkę i ruszyć w dalszą podróż. Nie był tym zbytnio zdziwiony. Wprawdzie nie wiedział, ile czasu czarodziej spędził na kiermaszu, tak... Obchody powoli dobiegały końca. Jeśli chciał załapać się jeszcze na jakieś zakupy i skorzystanie z lokalnych atrakcji, to po prostu musiał się pospieszyć.

Matthias Delacour + Celine Delacour

Mmm… Sami poligloci, pomyślał przelotnie, gdy kobieta powitała go w języku francuskim. Brakowało do tego wszystkiego jeszcze stadka Shafiqów ze swoim darem do języków obcych i paru Bagshotów, którzy przez dosyć częste w rodzinie zamiłowanie do poznawania historii czarodziejów zaznajamiali się z paroma zapomnianymi dialektami. Sebastian uśmiechnął się do siebie niemrawo, wyobrażając sobie wielojęzykową mszę w głównej siedzibie kowenu.

Jeśli weźmiecie dwie, to wyjdzie taniej — odparł z niewinną miną, chwilę później dyktując i tak dosyć niską cenę.

Drgnął nieznacznie na słowo prawiczek, które zatańczyło na ustach Celine, jednak darował sobie jakąkolwiek uwagę, postanawiając po prostu trzymać się z daleka od tej dyskusji. Gdyby włączył się do rozmowy, mógłby niepotrzebnie zniechęcić do siebie jedno z rozmówców. A przecież dzisiaj zależało mu przede wszystkim na tym, aby ze stoiska kowenu zeszło jak najwięcej towaru, czyż nie?

Mówią, że francuski to język miłości. Może ta koszulka Believer, to faktycznie jakiś znak — napomknął, wygładzając poły swojej odświętnej szaty.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=lvsfhMe.png[/inny avek]


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Neil Enfer - 04.08.2024

POŁUDNIOWE STRAGANY - STANOWISKO KOWENU -> MAGICZNE RÓŻNOŚCI

Nie spotkał się w oburzeniem jak się spodziewać mógł po doświadczeniach z innymi religiami, więc może coś faktycznie w tym było? Jeśli wiesz co jest prawdą, względnie potwierdzoną, to nie musisz się o to kłócić i przekonywać innych, bo zrozumienie samo do nich przyjdzie.
Słuchał uważnie o matkowaniu i dawaniu wolności i trochę mu się kojarzyły inne wiary. W sumie, w religii nie ma nic nowego, jest chłop, albo baba, co rządzą i wszystko stworzyli i ludzie mają z tą wiedzą żyć. Zmieniają się tylko imiona i wygląd. Może dlatego religia nie była dla niego? Jak wybrać w co wierzyć, skoro wszystko wydaje się być prawidłowe, nie lubi testów wielokrotnego wyboru.
- To ciekawe. - odpowiedział, lekko marszcząc brwi w namyśleniu, szybko jednak się rozchmurzył i uśmiechnął. - Dziękuję. - rzucił jeszcze zanim zerknął na innych klientów, którzy podchodzili do tego nieco bardziej poważnie. Nie będzie im zabierać uwagi straganiarza. Skinął mężczyźnie głową i odszedł od stanowiska.

Szedł dalej przed siebie, czując jak coraz bardziej dopada go zmęczenie, nie tylko ciała, ale i głowy. Tyle dźwięków, zapachów i ruchu dookoła. Podchodził więc do straganów licząc na chwilę oddechu. Od jednego do drugiego, aż znalazł taki przy którym jeszcze nie był. Ruszył do straganu, trochę niepewny co znajdzie i przede wszystkim z jakimi liczbami na metkach, w końcu takie święto to okazja do zarobienia po zawyżonych cenach.
Od razu zainteresowały go pierścionki, na które spojrzał sroczym oczkiem, zaraz jednak odszukał wzrokiem osobę jaka obsługiwała stanowisko.
- Przepraszam, czy pierścienie mają jakieś właściwości, czy są tylko ładne? - kto wie, może są zaklęte, do tego niektóre mają ładne kamienie, które mogą mieć jakieś właściwości, ale nie muszą jeśli zostały zanieczyszczone, a pewnie zostały, bo nie jedna osoba je zapewne macała.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Electra Prewett - 04.08.2024

Stoisko Pani Zamfir –> Stoisko Potterów

Może i wyglądam jak choinka, ale za to przynajmniej nie da się przejść obok mnie obojętnie. – odpowiedziała na komentarz brata. W końcu to przez charakterystyczny ubiór przyciągnęła uwagę fotografa i dostała swoje pierwsze zlecenie. Miała nadzieję, że dzięki tej strategii wpadnie w oko komuś ciekawemu, ale na kiermaszu był chyba zbyt duży tłum.
Najlepiej po prostu się przejdźmy i popatrzmy co sprzedają. – chwyciła Basila pod ramię i ruszyli przed siebie. Chwilę krążyli, szukając ciekawego stoiska, przy którym nie byłoby kolejki. Kiedy Electra poczuła charakterystyczny zapach perfum, od razu zaciągnęła brata w stronę jego źródła.
Jakie zapachy oferujecie? – spytała, kiedy już podeszli do stoiska.