Secrets of London
[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+---- Dział: Plac i stragany (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=45)
+---- Wątek: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) (/showthread.php?tid=3317)



RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Cameron Lupin - 27.05.2024

Południowe stragany - Biżuteria Viorici

Rozmawiam z Heather, Vior i Cedriciem. Witam się z Florence i Atreusem, po czym odchodzę z Heather w stronę innego stoiska.

Dzień wolny? — powtórzył niemrawo po bracie. — Mama wie? O twoim wolnym i twoim wyjściu? — Przemawiał z wręcz rozbrajającą powagą, jakby sugerował, że dzieciaki Lupinów nawet jako osoby w pełni dorosłe (bo przecież nie dojrzałe) musiały konsultować swoje wyjścia i dobór znajomych ze swoimi rodzicami. — Jeszcze tata jak tata, ale mama...

Nie bardzo wiedział, czy powinien mu wierzyć, że ''akurat'' wypadło mu wolne. Otaksował jego sylwetkę od stóp do głów, jakby szukał brakującej kończyny czy jakiegoś urazu fizycznego, który uniemożliwił mu odbycie dwudziestoczterogodzinnego dyżuru w trzewiach magicznej kliniki w Londynie. Oczywiście, nawet ktoś pokroju Cedrica musiał od czasu do czasu wziąć dzień wolny od pracy, jednak przypadki te były nadzwyczaj rzadkie.

Osobiście wydawało mu się, że wówczas to przełożeni brata posyłali go na przymusowy odpoczynek, nie potrafiąc znaleźć mu wystarczająco dużej ilości zajęć. A może obawiali się, że kiedyś napotkają pod gabinetem Gaję i Ashleya, żądających zwolnienia syna do domu. Któryś z tych scenariusz zdecydowanie był bardziej prawdopodobny od drugiego, jednak akurat teraz Cameron chyba wolał nie dociekać, co skłoniło brata do powrotu ze szpitala.

Siemasz — rzucił do Viorici, zerkając ciekawsko to na nią, to na brata. Dopiero po chwili zorientował się, że wypadałoby przedstawić też i jego partnerkę. — Eee... to jest Heather. Moja dziewczyna. — Uśmiechnął się, gdy Cedric nawiązał do umiejętności właścicielki stoiska. — Tak, właśnie widzieliśmy, że sobie świetnie radzi. Nawet zrobiliśmy małe zakupy!

Wskazał na drobiazg, na który zdecydowała się Ruda. Już miał coś jeszcze dodać, gdy nieoczekiwanie do ich grona dołączyła dwójka innych gości festynu. Wzrok Camerona prześlizgnął się po Atreusie, aby zatrzymać się ostatecznie na środku czoła nikogo innego, jak Florence Bulstrode. Otworzył usta, nie wiedząc, co powiedzieć. No normalnie zabrakło mu języka w gębie. Dlaczego ja jestem Pan, a jemu mówi po imieniu?, pomyślał półprzytomnie. Po chwili połączył osobę Atreusa z przedziwną wizytą Heather w Dolinie Godryka, która skończyła się ich wspóllną wizytą na dywaniku Brenny.

Dzień dobry, p-pani p-profesor — wydukał Cameron, mocniej zaciskając palce na dłoni Heather. Nawet w dzień wolny nie mógł uwolnić się od pracy. Przekleństwo Szpitala św. Munga. — Tak, t-to my już pójdziemy, tak Ced? — Zerknął nieco panicznie w stronę brata. — Zobaczymy się później! Doniesiemy wam lemoniadę... Czy coś tam.

Uśmiechnął się krzywo i pozwolił Heather poprowadzić się przez tłum do następnego stoiska. Co za dużo osób na raz to nie zdrowo. A bądź nie bądź, trochę bał się, co by się stało, gdyby Ruda i pani Bulstrode faktycznie zaczęły ze sobą rozmawiać. Brr. Straszne.
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/7259e2be10c1030c32ac4d9c66f5614e/f0fafe43a3dc7f58-b7/s500x750/75d386a08623d426eb261e90b2475989e10095af.pnj[/inny avek]


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Brenna Longbottom - 27.05.2024

Południowe stragany - odchodzę od stoiska pani Zemfir do stoiska kowenu
Klepię Erika w ramię, a potem zagaduję jego drugie wcielenie Sebastiana

- Mną się nie przejmujcie, jakoś się znajdziemy, a jak nie, widzimy się potem - zapewniła jeszcze Brenna Heather, zwłaszcza, że ku stoisku Vior zmierzał Cedric, nim sama pomknęła dalej.
*

Zapłaciła za dżem, skoro już go wybrała, a ledwo chwilę później tuż obok pojawił się jej brat, który postanowił spróbować naleweczki czy co tam pani Zemfir oferowała. Tak był tym zaaferowany, że chyba nawet jej nie zauważył: Brenna klepnęła go lekko w ramię, akurat kiedy wychylił kieliszek.
- Tylko nie przesadź, mój kochany braciszku - powiedziała. - Co jeśli potem napiszą, że Mister Magii chodził po jarmarku pijany? - zakpiła, zerkając na etykietki alkoholi. Tak naprawdę nie sądziła, że Erik się tutaj spije, ale po prostu musiała trochę mu podokuczać, skoro nasunęła się okazja, a poza tym te trunki wyglądały na mocne.
Nie próbowała go zatrzymać: wycieczka na Lammas w towarzystwie młodszej siostry dla większości ludzi przestawała być zabawna, gdy kończyli jakieś szesnaście lat. Obejrzała się jeszcze za Heather i Cameronem, ale widząc małe zbiegowisko wokół nich, nie wołała, a przeszła do kolejnego stoiska.
Nie po to, by coś kupować, a przywitać się z właścicielem. Chociaż... przebiegła spojrzeniem po asortymencie i świecach. Same w sobie jej zupełnie nie interesowały, ale może warto było powiedzmy zapalić jedną ku czci Matki Księżyca w myśl idei "to nie zaszkodzi".
- Cześć, Sebastianie, do twarzy ci w tych ciuchach - przywitała się. - Macie te całe świece rytuale do zapalania nad chlebem czy jak to tam działało?
Nie, nie była zbyt religijna. Nie określiłaby się jako ateistka, ale po prostu w bumowej robocie napatrzyła się na dostatecznie wiele rzeczy, aby już dawno przestać wierzyć w jakąkolwiek ochronę bogów. A i z charakteru zawsze była osobą twardo stąpającą po ziemi i wolała polegać na sobie niż modlitwach, więc średnio ogarniała wszelkie religijne rytuału.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Lorien Mulciber - 27.05.2024

Spaceruje z Richardem przy straganach w strefie południowej -> ostatecznie trafiają na stoisko Biżuterii Viorici

- Jakby Robert chciał być spokojniejszy, to by sobie nie poszedł.- Stwierdziła. Najwyraźniej spokój ducha męża był daleko na liście rzeczy, którymi zaprzątałaby sobie głowę. Powstrzymała się co prawda przed wzruszeniem ramionami, ale ewidentnie próbowała udawać, że ją to zupełnie nie obchodzi. Obchodziło - może nawet zbyt mocno niż powinno.
Lorien nie chodziła w innych butach. Nigdy. Nawet w najgorszych chwilach, gdy słaniała się na nogach i potrzebowała pomocy przy każdym kroku - nie zrezygnowała ze szpilek. Czy bywały momenty, w których łatwiej było ją gdzieś przenieść niż zmusić do przejścia z punktu A do B? Oczywiście. Nieważne jak głupio ten upór nie wyglądałby dla osób postronnych - tu chodziło o coś więcej niż umiłowanie do czerwonych podeszw czy potrzeba nadrobienia paru centymetrów. O dziwaczne zasady i wspomnienia, ale tymi nie zamierzała się dzielić.

Pewnie gdyby była teraz z Robertem oparłaby głowę o jego ramię; pewnie dużo częściej zadzierałaby głowę, żeby na niego spojrzeć. Ale z racji że miała przy sobie szwagra, to jedynie zaciskała delikatnie palce na jego przedramieniu, na tyle by kontrolować prędkość spaceru. Kiedy spokojnie mijali kolejne stoiska, pozwoliła sobie na chwilę milczenia. Więc nie planował wyjechać? Czy to znaczyło, że Charles i Leonard również zostaną?
Nie podobało jej się to. Ale w Lammas powinno się być wdzięcznym za to co się ma - skoro Bogowie postanowili jej zafundować na stare lata chatę pełną absolutnie dalekich od perfekcji dzieciaków - no trudno, nie zamierzała dyskutować z siłami wyższymi.

Powrót Mulciberów do Ministerstwa był natomiast tym czego ona sama potrzebowała. Dla poprawy wizerunku, dla uciszenia niektórych plotek jakby wżeniła się w rodzinę ludzi, którzy za nic mają prawo. Nawet jeśli sama nie odczuła przesadnej niechęci w pracy - nie mogła pozwolić sobie na utratę pozycji. Za długo na to wszystko pracowała.
- To dobry pomy…- Przerwała w pół słowa, gdy kątem oka dostrzegła coś błyszczącego na jednym ze stoisk. Richard mógł dostrzec wyraźnie w którym momencie w Lorien obudziła się ta klasyczna babska cząstka duszy. W dodatku… Niby wilgowron, a jednak sroka. Bez słowa pociągnęła szwagra w stronę stoiska Biżuterii Viorici, gdzie już i tak zebrało się sporo osób. Jakieś dzieciaki właśnie odchodziły, ale nie zwróciła na nich większej uwagi.

Puściła Richarda, żeby móc przyjrzeć się uważnie biżuterii. Aż nasunęła na czoło okulary przeciwsłoneczne, chcąc lepiej widzieć towar. Choć ewidentnie jej uwagę przykuły najbardziej kolczyki, to błądziła wzrokiem po wszystkim co miało kwiatowe motywy.
- Macie może spinki do szat dla czarodziejów? Coś prostego, eleganckiego?- Zapytała spoglądając na Vioricę, jeśli ta nie była specjalnie zajęta. Jeśli była to Lorien po prostu grzecznie zaczekała ze swoim pytaniem, aż ta się nią zainteresuje.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Morpheus Longbottom - 27.05.2024

Gastronomia — Bar
Ubranie Morfiny.

Pierwszy dzień sierpnia oznaczał zakończenie okresu trzech miesięcy żałoby po zamordowanym bracie. Po raz pierwszy od trzech miesięcy, pojawiając się w miejscu publicznym, Morpheus Longbottom złamał czerń swojej magicznej szaty kwiatowym szalem z cienkiego jedwabiu. Niemal przejrzysty, ręcznie tkany żakard sprowadzony z indyjskich warsztatów lśnił przy każdym ruchu, uwydatniając zaczarowane kwiecie, które lekko poruszało się, rozkwitało oraz usychało w ciągłym cyklu życia zaklętego materiału. Nie przypominał już czarnej zjawy, wracając do zwykłego dla siebie z pracy, w ciemnych kolorach przełamanych czymś ekstrawaganckim.

...przez niemal pół godziny przekonywałem panią Potts, że nie, jej córka nie ma daru jasnowidzenia, tylko cierpi na epilepsję i powinna zabrać ją do świętego Munga. Przykra sprawa — kontynuował swoje zdanie Morpheus, jak gdyby nigdy nic, gdy pojawili się z Verą Travers na jarmarku z okazji Lammas. Longbottom teleportował ich razem z Ministerstwa Magii, gdy zakończyli pracę. Rozejrzał się po przestrzeni i wskazał głową strefę gastronomiczną. Sam nie jadł jeszcze obiadu, a czuł już, że spada mu cukier, a takie miejsca są zawsze dobrym pomysłem, aby na spokojnie rozpracować plan działania.  — Drinki? Ja stawiam.

Normalnie unikał takich miejsc, bogowie wiedzieli, że wizje, plany, intencje ludzi dookoła przyprawiały go o ból głowy, gdy wszystkie te nici przyszłości wdzierały mu się pod czaszkę i ukazywały przed oczami, jest jednak wiele rzeczy, które robi się z miłości, a największą z nich jest cierpienie.

Otworzył się delikatnie na wieszczenie, szukając pośród nici splatających tkaninę tego święta zamiarów związanych z cierpieniem, ze słabą naturą poniżenia i chęcią czynienia zła, z przemocą. Wiedział, że to uczyni mu krzywdę, bo ludzie nie dzielili się na dobrych i Śmierciożerców. Ktoś pozornie normalny mógł dokonywać aktów przemocy wobec małżonka, mógł ujrzeć wewnętrzne cierpienie, personalne dramaty, ale podjął to ryzyko. Beltane nie mogło się powtórzyć.

Wrócił myślami do swojej partnerki.

Wykonałaś już rytuał czy raczej jesteś niewierząca? — wskazał jej głową stragan kowenu z koszulkami, gdy wchodzili na podwyższenie, aby zapoznać się z ofertą jarmarku. Najpierw dla ciała, później dla ducha, a na koniec dla sumienia, wpłacić trochę galeonów na biedne sierotki. Czy coś. Właściwie nie wiedział, czy kapłani matki zbierają na jakiś szczytny cel, czy nie. Nie pamiętał, czy rozmawiał z Verą kiedykolwiek o religii, ale mieli Lammas, więc nieco go natchnęło. Wcześniej był zajęty zdecydowanie czymś innym, niż rozmowy teologiczne. 


Rzut na Wykaz Intencji na ludzi dookoła.
[roll=PO]
Korzystanie z Przewagi: Chcę skorzystać z przewagi Czasozmieniacz i sprawdzić, czy Lammas będzie bezpieczne przez najbliższe 8 godzin. Jeśli ma się pojawić drugi Morpheus, z przyszłości, da mu karteczkę z informacją i zniknie, zanim ktoś zauważy podobieństwo i będzie miał na głowie "hijab" odwróconego rewersem szala, aby nie wydać swojego klona.




RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Leonard Mulciber - 27.05.2024

Stoisko Świeczki i Kadzidła Rodziny Mulciber, rozmawia z Charlsem

Mało przed kim, o ile przed kimkolwiek, Leonard przyznałby się, jak bardzo lubił tego typu wydarzenia. Kiermasze oraz targi wszelkiego rodzaju były idealnymi miejscami, w których znaleźć można było najbardziej niecodzienne wynalazki, przetwory czy wyroby. Nigdy jednak, aż do dzisiaj w każdym razie, nie brał w nich udziału jako ktokolwiek inny niż potencjalny klient. Zapewne w którymś momencie i tak opuści brata na rzecz rozejrzenia się po innych stoiskach, ale na razie, postanowił jak rzadko dostarczyć mu nieco moralnego wsparcia.
- Pamiętaj, że nieważne co tu zastaną, nadal nie będą tak poirytowani, jak widokiem stoiska obok - odparł lekkim tonem, poklepując brata po ramieniu. Bądź co bądź, stoisko gorzelnicze pod nazwiskiem rodzinnym jak nic wzbudzi dużo głębsze emocje niż najdziwniej wyglądające świece. W każdym razie takie osobiście odnosił wrażenie i... Po cichu nie mógł się doczekać reakcji na ten widok.
Ubrany był luźno, acz wciąż elegancko. W czarną koszulę i szarą kamizelkę.
- Nie przejmuj się na zapas. Jestem pewien, że znajdzie się niejedna czarownica, której oko zaświeci na ten niecodzienny widok - wyszczerzył zęby do Charliego. Niezależnie od tego, czy jego najnowsze wynalazki okażą się sukcesem, czy wręcz przeciwnie, był pewien, że będą mieć przy ich sprzedaży całkiem niezłą zabawę.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Erik Longbottom - 27.05.2024

Południowe stragany - Świeczki i kadzidła rodziny Mulciber

Mijam się z Brenną przy stoisku Mulciber Moonshine, a potem przechodzę do świeczek i kadzideł, żeby zrobić małe zakupy.

Nie powinno go w najmniejszym stopniu dziwić to, że spotkał Brennę na festiwalu. Odkąd po Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów rozeszły się grafiki na najbliższe dni, dosyć łatwo było wywnioskować, kto będzie się cieszył z obchodów, a kto będzie w tym czasie kisił się w biurze lub przygotowywał do wielogodzinnego patrolu. A że oboje dostali dzień wolny na Lammas, Erik wręcz spodziewał się, że jego siostra tutaj zawita. Nie była typem osoby, która odpuściłaby sobie okazję, aby spotkać się ze znajomymi. A sabat, bądź co bądź, był dosyć ważnym wydarzeniem, nawet jeśli nie wszyscy byli wiernymi wyznawcami kultu Matki Natury.

Mimo to, gdy tuż po napoczęciu degustacyjnej porcji nalewki Zamfirów dobiegł do niego głos jego własnej siostry, podskoczył machinalnie, a niepokój tylko wzrósł, gdy poczuł, że Bren klepie go po ramieniu. Z niemałym trudem przełknął płyn, który rozlał mu się po gardle, pozostawiając po sobie orzeźwiający posmak ctrryny, przełamany delikatną słodyczą z nutą goryczy. Dobrze, że z zaskoczenia nie wypluł wszystkiego na ziemię, bo niezbyt mu się uśmiechało znowu płacić za to samo. Kto wie, jakie zakupy będzie musiał zrobić przy innych stoiskach?

Wtedy nie omieszkam wspomnieć, że moja rodzona siostra wolała kupować dżemy niż zająć się swoim biednym bratem z problemami wynikającymi z niezliczonych traum, jakich doświadczył z jej ręki — mruknął, uśmiechając się do niej przesłodko. — Będą się dosłownie zabijać o wywiad z tobą, żeby dowiedzieć się, co też wyprawia się w naszych czterech ścianach, kiedy akurat nie otwieramy się na socjetę. Już i tak pewnie podejrzewają cię o sporadyczny handel żywym towarem.

Skłonił przed siostrą lekko głową, a gdy ta ruszyła dalej, poszedł w przeciwną stronę. Takim oto sposobem znalazł się przy drugim stanowisku Mulciberów. W pierwszej chwili nieco się zdziwił, gdy zorientował się, że rodzina wystąpiła na aż dwóch straganach, jednak... Przecież Zamfirowie zrobili to samo: jedno robiło w jubilerstwie, drugie w domowych przetworach i alkoholach. W zestawieniu z tym, alkohole i świeczki Mulciberów nie wydawały się wcale takie dziwne.

Macie może różane świece zapachowe? — spytał, rozglądając się po asortymencie. — Najlepiej w takim większym słoju około 600 ml? O ile przydałyby mi się te... eee... Nożyczki? Trymery? Trymery! Trymery do przycinania knotów.

Nie robił zakupów dla siebie, a dla matki. Ot, taki mały prezent, biorąc pod uwagę, że Elise postanowiła pozostać w Warowni, zamiast buszować pośród gości, którzy zjawili się na obchodach Lammas.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=tRM1HUG_d.jpg?maxwidth=520&shape=thumb&fidelity=high[/inny avek]


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Richard Mulciber - 27.05.2024

Z Lorien mijamy stoisko "Château des Dragons”. Zatrzymujemy się przy "Biżuteria Viorici”. Richard dostrzega obok stoisko Sophie.

Na słowa Lorien, jedynie się uśmiechnął. Nie zamierzał jej tłumaczyć, jakie to teraz koweny czy sabaty są niebezpieczne. Niech żyje wizją, że nic się przecież nie wydarzy. To nie Beltane, gdzie będą ścinać głowy i rozpalać ogniska. Nie dzika Litha… Na której i tak go nie było. Wiedział tyle, co mu opowiadano i wyczytał z gazet. Z kolei o majowym sabacie wiedział dość dużo i nie musiał uczestniczyć.

Ruszył z Lorien dalej, spacerkiem, wolnym, że Richard zdążył wypalić swojego papierosa i przydeptać go do ziemi butem.
Jako uczestnik, na takich wydarzeniach dawno nie był. Może jak dzieciaki były jeszcze małe? Tyle, że w Norwegii nieco inaczej to wszystko wyglądało. Inny klimat, duża różnorodność w porównaniu z tutejszymi zwyczajami. Na przestrzeli lat, organizacja mogła się zmienić. Jak ten Lammas, który postanowili zorganizować w głównej części magicznej miasta, niż tam gdzie zawsze.

Mijali właśnie stragan, będący winiarnią o nazwie "Château des Dragons”. Rzucił tam spojrzeniem i uniósł brew ku górze. ”Shafiq, tutaj?” – pomyślał. Tego się co prawda nie spodziewał. Nie zdążył nawet się zatrzymać, kiedy w tym momencie, Lorien próbowała mu odpowiedzieć na jego potwierdzenie dotyczące zawodu, a zaraz został pociągnięty dwa stragany dalej. Dopiero wtedy zauważył, gdzie go Lorien zabrała. W liczny tłum okupujący stoisko "Biżuterii Viorici”. ”O Ty Sroko Mulciberska…” – pomyślał, powstrzymując się od wypowiedzenia tych słów na głos.

Westchnął, chowając ręce do kieszeni spodni. Musiał pilnować Lorien, aby nie zginęła mu tutaj. Nie wciskał się w tłum bab, które miały jakieś syndrom posiadania kolekcji biżuteryjnej. Stanął tak, aby mieć na widoku Lorien i nie utrudniać nikomu przejścia do stoiska Vioronici. Tym samym spojrzał raz jeszcze w kierunku straganu Shafiqa, a po chwili w drugim. Tutaj nie tylko zaskoczenie miał wymalowane na twarzy. ”Co ona tutaj odpierdala?” – skomentował w myślach, widząc… SOPHIE i jej cytrynówkę?




RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Charles Mulciber - 27.05.2024

Stoisko Świeczki i Kadzidła Rodziny Mulciber, rozmawia z Leonardem oraz Erikiem

Charlie pozwolił sobie na parsknięcie śmiechem. Rzeczywiście, Leonard miał rację, bo kto przejmowałby się bardziej lub mniej standardowymi świecami, gdy obok stoisko miała Sophie? Nikt nie zwróci uwagi na jego wynalazki.

- Masz rację. - Zgodził się, zerkając na brata przez ramię. Strzelił spojrzeniem w stronę stoiska Sophie, oceniając jego wygląd i potencjalnych klientów. Gdzieś w tle mignął mu nawet ojciec. A więc skończyła się wolność... - Mówię ci, że moje świeczki będą jeszcze hitem.

Nie mógł jednak dalej zachwalać swoich wyrobów do brata, bo przed stoisko zaszedł klient. Charlie podniósł się ze skrzyni i uśmiechnął do mężczyzny, choć w głowie wciąż miał słowa brata. Nie mógł doczekać się reakcji ojca i wuja na widok stoiska Sophie!

- Dzień dobry. - Przywitał się z Erikiem, lecz jego miły, uprzejmy uśmiech szybko znikł, gdy tamten zaczął mówić. Słowo za słowem, Charlie poczuł, że ucieka z niego coś więcej, niż tylko powietrze przy wydechu. Uniósł brwi. - Świece... zapachowe? - Powtórzył, by upewnić się, że na pewno dobrze zrozumiał. - Rodzina Mulciber nie produkuje świec zapachowych. To znaczy... owszem, są takie, które wydzielają zapach, ale to zwykle tylko dodatek. Czego pan potrzebuje? Odprężenia? Świec nasennych? Pomagających w koncentracji? - Wymieniał te najbardziej popularne, wskazując równocześnie kolejne świece wystawione na blacie. Każdy typ występował w wielu rozmiarach. - Wszystkie te mogę zaproponować z różami. A trymery mamy, owszem. - Nachylił się, by sięgnąć pod ladę.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Heather Wood - 27.05.2024

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/ee16844e676f0fd423bd7382372da012/bf90c44142d123b2-53/s400x600/d8f32073ae895762cfaf1e884d242fea6e88933a.pnj[/inny avek]
Południowe stragany – MULCIBER MOONSHINE

Heather nie miała rodzeństwa, więc dosyć zabawna była dla niej konfrontacja braci. Bawiło ją też strasznie to, jak bali się swojej matki, ona nigdy nie przejmowała się Lizzy, w zasadzie to utrzymywały relację bardziej koleżeńską i Ruda mogła robić, co tylko jej się podobało. Nie do końca więc też rozumiała ich podejście, mniejsza o to, grunt, że naprawdę ją to rozbawiło.

- Miło poznać. - Rzuciła jeszcze do Viorici, gdy Lupin ją przedstawił.

Później zaczęło się robić ciasno, pojawili się Bulstrodowie za którymi Ruda niezbyt przepadała, dobrze więc byłoby się stąd zwinąć bez niepotrzebnego wdawania w dyskusję. Zmierzyła jeszcze wzrokiem Florence od stóp do głów, nie znosiła tej baby za to, że znęcała się nad Cameronem. Nie zamierzała jednak psuć sobie tego święta, lepiej dla nich jeśli po prostu odejdą stąd jak najszybciej. Atreus też był u niej skreślony od jakiegoś czasu, w ogóle rodzina Bulstrode nie budziła w niej ciepłych uczuć, może poza Orionem, z którym była na służbie podczas Beltane, ale chyba zawsze znajdzie się wyjątek, który nie pasuje do całej reszty, to tylko potwierdzało regułę.

Zgubiła gdzieś w tym tłumie Brennę, więc po prostu szła przed siebie ciągnąc za sobą Camerona. Gdy znaleźli się odpowiednio daleko, gdy była pewna, że Bulstrodowie są poza zasięgiem ich uszu zatrzymała się. - Co za okropne spotkanie. - Powiedziała tylko cicho do chłopaka.

Jej oczom ukazał się szyld z cytrynówką i to tam postanowiła się teraz udać. - Myślę, że przyda nam się strzelić po jednym, żeby trochę się ogarnąć. - Kto wie, kogo jeszcze przyjdzie im tu spotkać.




RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Bertie Bott - 27.05.2024

Południowe stragany
Bertie, Alastor, Millie

Bertie miał być stylowo spóźniony na Lammas. Dokańczał ostatnie obowiązki, którymi musiał się zająć przed opuszczeniem domu, aż wreszcie zakręciło go nosie. Okropnie, tak jak jeszcze chyba nigdy i wreszcie, akurat kiedy chował do szafki słoiki z dżemem, kichnął.

Szarpnęło nim, kiedy teleportacja zadziałała i porwała go ze sobą, wrzucając niby w młyn. Bertie krzyczał, a może raczej bardzo chciał krzyczeć, kiedy czuł jak przerażające uczucie przenika go na wskroś i kiedy dotarła do niego myśl, że chyba zaraz się tutaj rozszczepi. Dlatego właśnie wolał swój motocykl albo podróże konne - wydawały mu się o wiele bardziej bezpieczne, bo potrzeba było poważnego wypadku, żeby coś oderwało ci rękę a taka teleportacja? Właśnie zbierała swoje żniwo.

Przepraszam Alastorze, że nie było mnie przy tobie w moich ostatnich chwilach, pomyślał z rozżaleniem, bo zawsze myślał że ostatnią rzeczą, jaką przyjdzie mu oglądać, to twarz jego najdroższego przyjaciela.

A potem faktycznie go zobaczył.

- Alek! Myślałem że umrę! - oznajmił żałosnym głosem, rzucając się na niego z otwartymi ramionami. W ten uścisk załapała się tez Millie, która aktualnie też tuliła się do brata. Ale nikomu w niczym to nie przeszkadzało. No, przynajmniej nie Bertiemu. - Kichnąłem! Kichnąłem rozumiecie, a potem mnie tak skręciło, że myślałem że mnie tam zaraz rozczłonkuje i umrę w teleportacyjnym niebycie i nikt nie będzie wiedział gdzie mnie w ogóle szukać. - załkał prawie, ściskając ich z całej siły. - Już myślałem, że cię nigdy nie zobaczę. Że was nie zobacze - poprawił się niezwykle gładko, bez mrugnięcia okiem. - Jakie szczęście, o Merlinie. Jakie szczęście.