![]() |
|
[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +---- Dział: Plac i stragany (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=45) +---- Wątek: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) (/showthread.php?tid=3317) |
RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Tristan Ward - 20.08.2024 Magiczne Różności
Sytuacja się nie poprawiała, a robiła bardziej nieprzyjemna. Penny nie odpuszczała, Olivia podobnie. Rozdzielenie ich było jedyną możliwą ale i trudną opcją. Obaj panowie, doświadczeni zawodowo z Departamentu Prawa, mieli jednak wystarczająco siły, aby odciągnąć od siebie obie panie. Tristan wciąż trzymał Olivię i obserwował, jak towarzysz drugiej rudowłosej odciągnął ją w końcu od przewróconego już stoiska. Wszystko co na nim było, znalazło się na ziemi. Część eliksirów, mogła się wylać, rozbić, inne może były zakorkowane w mocniejszym szkle. Penny musiała puścić włosy Olivii i zostać oddalona na spory kawałek od stoiska. Kiedy awanturnica z towarzyszem się oddalili, Tristan ucałował czubek głowy Olivii. Puścił ją ze swoich objęć dopiero, kiedy wyczuł, że się uspokajała. Robił to ostrożnie, powoli. Kontrolnie spoglądając w tłum ludzi, upewniając, czy tamta rudowłosa nie planowała wrócić. Spojrzał na rozwalony stragan. Przykry widok. Uświadamiający go jednak, że nie powinien czegokolwiek prowadzić sam. Z obecną wadą, nie poradzi sobie z takimi klientami. Bez jakiegokolwiek słowa, nawet migowego, podszedł do przewróconego stolika i sprawnie go postawił na miejsce. Cofnął się po kartony i wrócił z nimi do porozrzucanych przedmiotów. Zaczął sprzątać. Nie zamierzał układać na nowo wszystkiego. Koncerty na scenie były też informacją, że kiermasz i tak będzie zmierzał ku końcowi. Na dzisiaj wystarczy. O cokolwiek Olivia pytała. Kiwał tylko głową "tak" i "nie". Nawet nie szukał w tym bałaganie swojego notesu. Nie miał na czym pisać. O ewentualnej sytuacji, wolałby porozmawiać z nią w mieszkaniu. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Lorraine Malfoy - 20.08.2024 Południowe stragany: Magiczne różności Nie przepadała za tłumami, ale warto było zostać na kiermaszu dla koncertu Eloise. Kiedy słuchała jej utworów czuła się żywa, czuła się trochę tak, jakby znów była nastolatką, która zapisywała na marginesach pamiętnika rzewne cytaty z ulubionych wierszy. Lorraine często powtarzała, że słucha wyłącznie muzyki klasycznej, a jej wysublimowans ucho nie znosi współczesnych artystów, ale miłość do twórczości Eloise była grzesznym sekretem, skrywanym głęboko w sercu. A to jak pisała o kobietach, ten żar w jej głosie, który rozdzierał jej pierś, gdy śpiewała… – Och – wyrwało się z piersi wiły, kiedy podeszła do pobojowiska, jakim stał się stragan Magicznych różności. Podniosła kilka zakorkowanych buteleczek z eliksirami, które potoczyły się dalej, bliżej sąsiadujących stoisk, cudem tylko unikając nastąpienia na jedną ze stłuczonych fiołek. Stoisko wyglądało tak jakby przeszedł przez nie huragan – jak po amorach hipogryfów, pomyślała, patrząc na zniszczenia – Lorraine aż zakłuło serce, kiedy zobaczyła tę ruinę: porozlewane eliksiry, różne wyroby biżuteryjne rozrzucone na ziemi, przewrócony stół. – Wszystko w porządku? Pomóc ci? – spytała wyraźnie przygaszoną Olivię z Pękatej Fiolki, gdzie okazjonalnie zaopatrywała się w eliksiry. Kobieta miała swoją pracownię na tyłach rodzinnego zakładu – tak przynajmniej zgadały się, kiedy trafiły na siebie na sklepie – oczy Lorraine, która zawsze wiązała swoją przyszłość z eliksirami, rozbłysły na tę wieść: sama dawno już porzuciła marzenia o karierze alchemiczki, ale sentyment ze starych lat pozostał. Teraz rzadko miała czas, by warzyć własne mikstury – kiedy już miała wolną chwilę, wolała ćwiczyć grę na fortepianie – oraz pieniądze, by zaopatrzyć się w dobrej jakości składniki, więc tym bardziej musiała polegać na znajomościach z kompetentnymi eliksirowarami. Dzisiaj chciała się zaopatrzyć w silny eliksir nasenny – taki, który wystarczyłby na dłużej niż miesiąc. – Widzę, że macie bardzo mściwą konkurencję. – Uśmiechnęła się lekko do Olivii i do mężczyzny, który jej towarzyszył. Ocalałe eliksiry odstawiła obok jednego z pudeł. – Myśleliście, żeby to zgłosić? Niedbale machnęła wyciągniętą z rękawa różdżką, przywołując do siebie jeszcze jedną niepotłuczoną buteleczkę, zanim zdążyły na nią nastąpić ganiające się dzieciaki w szkolnych mundurkach. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Brenna Longbottom - 20.08.2024 stoisko Potterów, ogarniam Millie Brenna pożegnała Basiliusa I Electrę, a potem rozpromieniła się, gdy usłyszała znajomy głos. Obróciła się i wyciągnęła ręce, by uścisnąć Moody, przez chwilę przepełniona ulgą i wdzięcznością do losu, że przynajmniej tutaj się ułożyło. Wiedziała, że ta miała niedługo opuścić Lecznicę, ale nie była pewna, czy faktycznie dostanie ten wypis. I gdy odsunęła się nieco, zmierzyła twarz i sylwetkę Millie uważnym spojrzeniem, jakby mogła poznać jej myśli i zobaczyć aurę, odgadnąć, czy naprawdę wszystko jest w miarę dobrze. I czy Millie powinna od razu być tutaj, na głośnym i zatłoczonym łamać? Była blada. I jeszcze chudsza niż kiedyś, Brenna mogłaby policzyć podczas tego uścisku wszystkie jej żebra, wystarczyłoby przesunąć po nich palcami. - Cześć, Miles, dobrze cię widzieć - powiedziała, wypuszczając kobietę z objęć. - Chodź tutaj, zaraz to wszystko ogarniemy. Głośno dziś tutaj, prawda? Jakbyś chciała odpocząć, możesz siąść na zapleczu. Ja się będę niedługo zmywać, nocą mam dyżur, a wcześniej... wcześniej mam odebrać klucze do jednego miejsca. Pytanie: Alek nie z tobą? - zatańczyło na języku, ale Brenna go nie zadała. Widziała przecież, że nie są razem i jakie nie byłyby przyczyny, lepiej było po prostu nie pytać. Nie teraz przynajmniej. - Będę tam na chwilę wpadać, sprawdzić czy wszystko w porządku, jakbyś chciała, możesz zabrać się ze mną - zaproponowała więc zamiast tego lekko, jednocześnie zabierając się za doprowadzenie włosów i ubrania Moody do normy. Ta nie powinna być dziś sama i Brenna nagle pożałowała, że miała ten nocny dyżur, ale nijak nie dało się go przesunąć, nie gdy musiała wykorzystać dwa dni wolne i prosić o parę przesunięć, żeby udać się wkrótce na wyspę, a później odwiedzić z Victorią Afrykę. Wprawdzie wciąż tego wolnego miała dużo, ale jej umysł nie działał w ten sposób, aby mogła to uznać za usprawiedliwione. Po raz kolejny nawiedziły ją wyrzuty sumienia, że nie jest w stanie dość dobrze żonglować tymi piłeczkami i dziś zostać z Millie. - Musisz do nas koniecznie wpaść, możesz też zostać, jakbyś chciała, chociaż pewnie będziecie na razie u Bertiego? - rzuciła jednak zamiast tego, a potem odsunęła się, oglądając swoje dzieło. - W porządku, gotowe. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Alexander Mulciber - 20.08.2024 Południowe stragany Szpitale napawały Alexandra Mulcibera niezrozumiałym lękiem. Na samą myśl o neutralnych kolorach napierających na niego ścian klaustrofobicznie dusznej poczekalni prześmiardłej charakterystyczną wonią leczniczych medykamentów robiło mu się niedobrze. Uzdrowiciele zawsze zadawali zbyt wiele pytań: pytań, na które nie potrafił nigdy udzielić satysfakcjonujących odpowiedzi – widział to po ich niezadowolonych minach, które nieudolnie ukrywali pod wystudiowaną maską profesjonalizmu – czuł się jak na jakimś pieprzonym przesłuchaniu, nie, gorzej; na przesłuchaniu nikt nie pytał go o to jak się czuje (dobrze), czy przyjmuje na stałe jakieś leki (nie), jak często sra (mogę wyjść do toalety?), czy też kiedy ostatnio był u lekarza (nie bywam wcale, mam kolegę szamana, który interesuje się ziołolecznictwem). Wizengamot mógł co najwyżej uznać Mulcibera winnym jakiejś zbrodni i wsadzić go do Azkabanu, chuj z tym, ale uzdrowiciele… Uzdrowiciele mogli zrobić z niego szaleńca i zamknąć w Lecznicy Dusz, tak jak kiedyś zamknęli jego matkę. Tak jak zamknęli Donalda. Alexander Mulciber nie lubił zwykłych szpitali, a co dopiero szpitali psychiatrycznych. Kiedy pod koniec lipca wybrał się z Dianą do Lecznicy Dusz, chyba pół dnia spędził na podłodze swojego gabinetu, próbując wmówić sobie, że da radę i stłumić w sobie nadchodzący atak paniki: w zakładzie dla umysłowo chorych w Dolinie Godryka spędzili ze szwagierką ledwo godzinę, w trakcie której Mulciber postarzał się o jakieś dziesięć lat. Gdyby nie Diana dodająca otuchy tuż obok, nie wyszedłby stamtąd o własnych siłach. Z Alastora Moody’ego zawsze był kawał upartego osła, co dla Alexandra było zarówno przekleństwem – wtedy, kiedy Alastor teleportował się z nim do Munga na siłę, chociaż Mulciber przyrzekł aurorowi wcześniej, że nie zrzyga mu się na mundur – jak i błogosławieństwem – kiedy wziął na siebie cały ciężar konwersacji z uzdrowicielką, która była tak samo kompetentna w swojej pracy, jak Alexander był odpowiedzialny w dawkowaniu morfiny. Czyli wcale. Ale Mulciber miał to gdzieś. Mogłaby mu spalić włosy na głowie i nic by nawet na to nie powiedział, pewnie nawet by nie zauważył, bo zbyt zajęty był wpatrywaniem się pustymi oczami w przestrzeń gdzieś ponad ramieniem kobiety. Starał się wyobrazić sobie, że jest gdzieś indziej, gdzieś daleko – byle nie w szpitalu. Wzdrygnął się, kiedy przechodziła obok niego grupa stażystów dyskutujących o nowej klasyfikacji chorób psychiatrycznych, aż niechcący sparzył sobie wargi lurowatą kawą z automatu: przywitał ból z radością, bo przynajmniej mógł skupić na czymś, co nie było bolącą głową albo liczeniem martwych much pod kloszem lampy. Pomagało też ględzenie Alastora, który żuł znudzony jakąś kanapkę, w przerwach smarując piórem raport na kolanie – ostatni bastion kojącej normalności ministerialnej rutyny – Alexander zdołał uspokoić się na tyle, by udzielić odpowiedzi na pytania: wszystko było lepsze od stada szarlatanów pierdolących coś o jakichś badaniach, kontrolach i zaleceniach. Oczywiście, że nie zamierzał ich słuchać. Przejechał dłonią po twarzy, starając się uspokoić oddech, kiedy Moody teleportował ich na teren kiermaszu: z głową Alexandra było już o wiele lepiej, a choć wciąż nachodziły go nieprzyjemne sensacje, trzymał się stabilnie na nogach. Zmarszczył z niezrozumieniem brwi, patrząc, jak Alastor wciska mu w dłoń bilecik na loterię. – Świetny żart – mruknął bez energii Mulciber – taki śmieszny, że aż zapomniałem się roześmiać. Skinął Moody'emu głową – mrucząc pod nosem coś, co zabrzmiało podejrzanie podobnie do “dzięki” – i ruszył w stronę koła fortuny. Przyszedł na kiermasz zakręcić tym pieprzonym kołem i zakręci pieprzonym kołem. Postać opuszcza sesję
RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Electra Prewett - 20.08.2024 Stoisko Potterów –> Świeczki Mulciberów Perfumy zostały zapakowane naprawdę ślicznie. Electra schowała fiolkę do torby, wraz z próbkami kremu do rąk. – Dzięki! – uśmiechnęła się do Brenny. Nie umknęło jej oczko, które ta puściła do Basila. – Myślisz, że mama chciałaby próbkę kremu? – spytała brata, kiedy oddalili się od stoiska Potterów. Skoro mieli ją dzisiaj odwiedzić, warto byłoby przynieść coś z kiermaszu w prezencie. – Nie wiedziałam też, że kolegujesz się bliżej z Brenną. – powiedziała, rzucając mu pytające spojrzenie. Kiedy tylko usłyszała dźwięki piosenki Eloise, jej głowa od razu odwróciła się w stronę sceny. Electra była wielką fanką piosenkarki; zarówno jej muzyki, jak i dramatycznego wizerunku. Skinęła głową na propozycję Basila, nie słuchając nawet tego co mówił, bo była zbyt skupiona na głosie Eloise. Nawet nie zorientowała się, kiedy trafili już pod stoisko Mulciberów. – Co? A, chyba niczego nie potrzebuję. – jak można się było spodziewać, na wystawce nie było fallicznych świeczek. Za ladą stał wysoki mężczyzna i młody brunet, mniej więcej jej wieku. Electra zlustrowała chłopaka wzrokiem. Raczej nie wyglądał na awangardzistę. Czy to on był twórcą chujowych świeczek? Jeśli tak, to dobrze byłoby wysłać mu sowę z zamówieniem. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Ralitsa Zamfir - 21.08.2024 Stoisko pani Zamfir — Niezmiernie miło mi pana poznać — uśmiechnęła się do Neila, a wokół jej oczu pojawiły się urocze zmarszczki. — Zapraszam, zapraszam. Mój kantorek jest zawsze otwarty dla gości — odpowiedziała Leonowi. W przeciwieństwie do mugolskich szpitali, te czarodziejskie nie potrzebowały ogromnego zaplecza sprzątaczy. Wystarczyła jedna osoba na zmianę i grupka skrzatów pod jej wodzą. Dlatego pomieszczenie z ekwipunkiem do sprzątania mogło pomieścić stolik, krzesełka oraz obowiązkowo dzbanek na herbatkę. Było to prawdziwie urocze miejsce, przypominało bardziej przytulną izdebkę, niż szpitalne zaplecze. — Bardzo mądrze z pana strony — pochwaliła Neila. — Rakija jest zaskakująco mocna, a zabawa z alkoholem kończy się wraz z kontrolą jego spożycia. Z uśmiechem zapakowała do magicznie wzmocnionej papierowej torby butelkę śliwkowej rakiji oraz wybraną chustę, którą wcześniej ładnie zwinęła i przewiązała wstążką. Pożegnała uprzejmie Neila, po czym wręczyła Leonowi jego zakupy. Dostrzegła również inne osoby zainteresowane jej stoiskiem. Także Lorien, która ze swoistą fascynacją oddała się podziwianiu jednej z chust. Tak jak Ralitsa podejrzewała, obiekt ten musiał wrócić z czarownicą do domu.[/b] Zwróciła również uwagę na pochwalny monolog Jonathana. Taki ogrom dobrych słów wręcz odebrał jej mowę. — Jak miło słyszeć, że nie tylko ja doceniam urok ludowych tradycji — rzuciła przyjemnym głosem, pakując wybrane przez niego produkty. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Charles Mulciber - 22.08.2024 Świeczki i kadzidła Mulciberów Słowa ojca nie podobały się Charliemu, więc i nachmurzył się odrobinę. Nie nadął policzków jak małe dziecko, lecz było mu do tego bardzo blisko! W tym jednym przynajmniej był już dorosły - nie obrażał się od razu, tylko po jakimś czasie! - Gdybyś tam podszedł, byłoby mu łatwiej. - Spróbował podkreślić swoje spojrzenie na sprawę. Leonard może i był mocny w pyskówce, ale nie musiał przecież radzić sobie ze wszystkim sam! Ojciec powinien pomagać! Charlie szybko musiał jednak zmienić swoje podejście do świata, bo nadeszli klienci. Richard dobrze go wyszkolił i Charles nie zamierzał pokazywać po sobie swoich małych, nieważnych emocji w kontaktach z potencjalnymi nabywcami świeczek i kadzideł, dlatego też od razu przywdział na usta lekki, zachęcający uśmiech i skierował się ku frontowi stoiska. Pierwszego obsłużył Basiliusa. Świeczki rytualne były popularnym, niedrogim dobrem i już po chwili pakował jego zamówienie i przyjmował zapłatę. Nie zamierzał zajmować mężczyzny, bo i ten nie wydawał się zainteresowany rozmową, gdy była przy nim jego towarzyszka. - Pozwoliłem sobie dorzucić do pakunku próbki innych świec. Każda jest opisana.- Powiedział do parki, nie biorąc nawet pod uwagę, że ktoś mógł spodziewać się małych fallusków owiniętych w szary papier. To nie była oficjalna część franczyzy. Nie umknęło mu, że kobieta przyciągała wzrok. W myślach musiał pochwalić jej piękne włosy i ciemne oczy, ale nie zdobył się na wyrażenie komplementów na głos. - Dziękuję za zakup i miłego dnia. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Basilius Prewett - 23.08.2024 Stoisko Mulciberów
– Myślę, że nim nie pogardzi, ale pewnie jeszcze bardziej się ucieszy jeśli zgarniemy jej coś ze stoiska kowenu – powiedział skupiając się jednak na razie na świecach, aż siostra nie zapytała go o Brennę. Westchnął cicho. Chyba nie za bardzo chciał tłumęczyć czarownicy dziwną relacje łączącą go z Longbottom, polegającym na tym, że prześladowała go (chyba trochę z wzajemnoscią) w kojarzone z pechem dni lub inne dziwne daty, tak że na tym etapie swojego życia, Basilius już po prostu wiedział, że w kolejny piątek trzynastego mógł się spodziewać takich atrakcji jak spędzenie dnia w izolatce wraz z Brenną, Brenna wykrawiająca mu się na progu domu, Brenna przyprowadzajaca do jego gabinetu gigantycznego robaka, czy też Brenna ogarniająca go naćpanego (nie specjalnie) dziwnym proszkiem. Miał jednak wrażenie, że gdyby powiedział to na głos Electrze zabrzmiałoby to nieco absurdalnie. Zdecydował się więc na nieco prostrze wyjaśnienie. – Często wpadamy na siebie przez nasze zawody – powiedział po prostu i w sumie nawet nie skłamał, bo przecież najczęściej w te pechowe dni i tak pracowali. Prewett jakby chciał mógłby nawet napisać przynajmniej artykuł naukowy na podstawie niektórych przypadków Longbottom i chyba naprawdę powinien to zrobić. Jeszcze raz obrzucił wzrokiem cały asortyment stoiska Mulciberów, a następnie odebrał swój zakup. – Dziękuję – powiedział w stronę młodego czarodzieja, którego wcześniej uspokajał, że tamtej czarownicy z magicznym paraliżem nic nie będzie, ale uznał, że wspominanie sytuacji z dzisiaj nie jest najlepszym pomysłem, więc po prostu uśmiechnął się do niego i wziął zakupioną świeczkę, a następnie zerknął na siostrę. – Chyba rzeczywiście wypada coś przynieść matce. Trochę liczył, że znajdą coś na stoisku kowenu, co mogłoby jej się spodobać, a jeśli nie to jeszcze pozostało im kilka miejsc, do których mogliby zerknąć. No i zawsze mogli po prostu kupić jej coś gdzieś indziej i powiedzieć, że to z okazji Lammas. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Electra Prewett - 24.08.2024 Świeczki Mulciberów -> Stoisko kowenu Electra skinęła tylko głową na wyjaśnienia brata. Miało to sens; Basil przez swoją pracę poznał pewnie połowę czarodziei mieszkających w Londynie. – Dziękujemy. – uśmiechnęła się do chłopaka za ladą i, biorąc przykład z Brenny, puściła mu oczko. Kto wie, może cicha woda brzegi rwie. – No, myślę, że stoisko kowenu to dobry pomysł. – odpowiedziała Basilowi. Szkoda, że faktycznie nie pomyślała o prezencie dla mamy wcześniej, ale prawdopodobnie i tak nie spodobałoby się jej nic ze stoisk, które do tej pory odwiedzili. Ruszyli więc w stronę stoiska kowenu Whitecroft. Jeszcze zanim podeszli do lady, Electrze zaświeciły się oczy na widok wystawionych towarów. Bynajmniej nie dlatego, że była religijna, ale ze względu na słabość do kiczowatych gadżetów. Patrzyła zafascynowana na malowane obrazki i butelki w kształcie Matki, zastanawiając się, jak bardzo grzeszne jest uznanie stylu w jakim zostały wykonane za camp. Najbardziej spodobały się jej jednak zakładki do książek z frędzlami. Electra zdecydowała się kupić tę z wizerunkiem kapłanki, która wydała się jej najbardziej atrakcyjna (wybacz Matko). Rozważała również zakup koszulki z nadrukiem "Tylko Matka może mnie sądzić", po to, by nosić ją do mini spódniczek, ale to chyba byłaby już przesada. – Może kupimy jej obrazek? Albo kalendarz ze zdjęciami przystojnych kapłanów? RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Basilius Prewett - 24.08.2024 Świece Mulciberów -> Stoisko Kowenu
Szybko opuścili stoisko Mulciberów, odnaleźli to należące do kowenu, a Basilius obrzucił nieco krytycznym wzrokiem niektóre ze znajdujących się na stoisku przedmioty, a potem jeszcze szybko zamrugał oczami, gdy dostrzegł napisy na koszulkach. No cóż... Najwyraźniej kowen Whitecroft przyjmował różne ciekawe strategie marketingowe, ale patrząc ze w niektórych miejscach towar wyglądał na przynajmniej nieco wykupiony to chyba działało. Zauważył jednak, że siostra miała nieco inny stosunek do proponowanych tutaj przedmiotów, więc może ktokolwiek postanowił je tutaj sprzedawać wiedział jak przyciągnąć młodszych czarodziejów bliżej Matki. Zastanowił się przez chwilę, a potem rzeczywiście poprosił o jeden obrazek Matki, ten na którym stała otoczona kwiatami w rozmiarze A4 (większe były według niego przesadą), dobrał jedną zakładkę, te samą która wzięła Electra, nie mając pojęcia, co kierowało jego siostrą w wyborze, akurat tego konkretnego przedstawienia Matki, a potem zawahał się i popatrzył na młodszą Prewett nieco niepewnie. – Myślisz, że kalendarz by się jej spoobał? – spytał, przyglądając się nieco sceptycznie poszczególnym miesiącom w kalendarzu. Zdecydowanie wykonany był bardzo... porządnie. Zastanawiał się tylko czy ich owdowiała matka, silnie związana z sabatami, doceni wartości estetyczne tego typu podarunków, czy jednak spojrzy na nie zdegustowana. Najgorsze, że chyba znał odpowiedź, a oczami wyobraźni już widział ten kalendarz na honorowym miejscu w jej salonie. |