Secrets of London
[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+---- Dział: Plac i stragany (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=45)
+---- Wątek: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) (/showthread.php?tid=3317)



RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Jonathan Selwyn - 02.09.2024

Stoisko pani Zamfir -> Świece Mulciberów

Jonathan, słysząc, że właścicielka stoiska doceniła komplement, posłał jej promiennym uśmiech.
Ciężko jest ich nie doceniać, kiedy nie można wręcz oderwać od nich wzroku – odpowiedział, odbierając od czarownicy zapakowane produkty, a następnie zwrócił się z powrotem do Lyssy. – Nic się nie stało. Świat byłby znacznie smutniejszym miejscem, gdybyśmy się nigdy nie zamyślali, moja droga– zapewnił młodszą Mulciber, przenosząc spojrzenie na otrzymany pakunek i udając, że wcale nie próbował zerknąć na jej aurę, co nie do końca mu wyszło. – Dla kogoś, chociaż może się skuszę i ją sobie zostawię, jako apaszkę– odpowiedział pół żartem, pół serio. W sumie to nie miał pojęcia, czy ten prezent miał w ogóle jakiś sens. Wpadł na ten pomysł przed chwilą i nie za bardzo myślał, czy był dobry, czy też nie.
Nie mógł jednak zbyt długo nad tym rozmyślać, bo zaraz Anthony zadeklarował, że musiał go koniecznie komuś przedstawić, więc uśmiechnął się do kobiet, podziękował za tę wspólną część spaceru i rzucił wesoło, że nie mógł się doczekać wspólnych cynamonek, a potem ruszył za Anthonym w kierunku stoiska Mulciberów, przy którym nagle został otoczony przez dziwny język, który chyba należał do rodzin języków skandynawskich, ale równie dobrze mógł to być portugalski, bo raczej nie niemiecki. Najwidoczniej jednak był to ktoś, kogo Shafiq bardziej niż kojarzył, sądząc po reakcji młodego czarodzieja.
Witam, widzę, że mam zaszczyt obserwować jakieś wesołe spotkanie? – spytał wpatrując się w twarze zgromadzonych tu osób, tylko na chwilę prześlizgując się wzrokiem po wystawionych towarach. – Czy mimo tego, mógłbym wam przeszkodzić w tej sympatycznej rozmowie i poprosić o świecę rytualną, jak i tę czerwoną, żółtą i pomarańczową?


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Lyssa Dolohov - 03.09.2024

południowe stragany

Lyssa uśmiechnęła się do Jonathana delikatnie, bo podobały jej się jego słowa, nawet jeśli nie miała zamiaru docenić ich w jakiś bardziej wyraźny sposób. Zawsze było jej odrobinę ciężko z tym, jak przyszło jej egzystować w otaczającym ją świecie; przez wielu było to uznawane za zwyczajnie niegrzeczne. Nie ważne czy byli świadomi jej choroby czy nie, ale Selwyn w tym momencie chyba zaskarbił sobie odrobinę jej sympatii.

Pożegnała się z Shafiqiem i jego przyjacielem bez słowa, skinąwszy im tylko głową, a potem spojrzała na Lorien i machnęła lekceważąco dłonią.
- Nie szkodzi. Muszę przyznać, że było to nawet ciekawe towarzystwo - rzuciła gładko, skłonna iść sama ze sobą na pewny kompromis i zgodzić się z tym stwierdzeniem chociaż połowicznie. Byli ciekawi, ale w żadnym wypadku osobami o których uwagę zwykła zabiegać. - Potterów? - podchwyciła, niby chętnie, rozglądając się dookoła, chcąc wyłapać w którym kierunku powinny się udać. - Słyszałam o nich trochę dobrych rzeczy, więc chętnie zobaczę co u siebie mają - uśmiechnęła się lekko, chociaż nie powiedziałaby, że spodziewała się u nich mniej folwarcznej prezencji, jak to określiła ciotka, bo jej zdaniem nie ważne co i jak wystawiało się tego wieczora na Pokątnej, otoczenie sprawiało że wyglądało tak samo mdło i biednie.

- To byli jacyś twoi przyjaciele? Czy może towarzystwa dotrzymywali nam z czystej powinności? - zagadała jeszcze o mężczyzn, którzy poszli w swoją stronę, kiedy ona z Lorien ruszyły powoli w stronę straganu Potterów.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Richard Mulciber - 03.09.2024

Świeczki i kadzidła Rodziny Mulciber

Dobrze było usłyszeć, że syn postanowił poważniej podejść do znajomości z osobami, jakie przed chwilą opuściły ich stoisko. Szczególnie, jeżeli chodziło o towarzysza Prewetta. Od niego nalepiej byłoby trzymać się z daleka. Charles przyznał mu rację. Przecież Richard nie chciał źle dla swojego syna.

Chętnie Richard dowiedziałby się jak doszło do ich spotkania czy zaś gdzie miało miejsce, ale jego syn nie dokończył swojej wypowiedzi. Znajomy im głos, odwrócił uwagę. W dodatku, w mowie Norweskiej. "Zatłukę go kiedyś." – westchnął odwracając się w stronę Anthony’ego, który nie był sam. Nie musiał przy nim afiszować się językiem skandynawskim, aby zwrócić na siebie uwagę. Nie musiał tego robić w Anglii i przy jego dzieciach. Prosił nie raz, aby zachować język ojczysty, tego kraju. To był Shafiq. Czego mógł po nim oczekiwać innego, jak zabawnego podejścia do kwestii powitań?

- Anthony. Sam jestem tym zaskoczony.
Odezwał się z lekkim uśmiechem, z gestem skinienia głową w przywitaniu. Z różnicą, że Richard nie przechodził na język norweski, ale pozostał przy angielskim. Co jednak, zrozumiał mowę Shafiqa. Najpewniej nie zdążyliby uścisnąć sobie dłonie, kiedy Charles z dużym entuzjazmem wystrzelił ze stoiska aby… przytulić się do swojego ulubionego wuja. Tym samym, wołając Leonarda.
Dzieci...
- Rodzinne.
Wyjaśnił krótko towarzyszowi Anthony’emu, który mimo sytuacji rodzinnego powitania, chciał dokonać zakupu. Widocznie to Richard musiał obsłużyć klienta.
- Oczywiście. Już podaję.
Zgodnie z prośbą, Richard do jednego opakowania włożył święcę rytualną oraz wskazane w barwach ciepłych: czerwoną, żółtą i pomarańczową. Zapakował tak, aby nie wypadły czy się nie połamały. Podał Selwynowi i przedstawił kwotę do zapłaty.



RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Anthony Shafiq - 04.09.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=tpdMKuP.png[/inny avek]
Kadzidła i świece

Wylewność Charlesa nie przeszkadzała mu, był do niej przyzwyczajony i nawet cieszył się że Durmstrang nie wykrzewił z niego naturalnej pogody ducha i otwartości na świat. Absolutnie nieświadom konfliktu, który miał miejsce przy sąsiednich straganach już jakiś czas temu, poklepał chłopaka po plecach, gestem osoby, która mimo wszystko nie jest nawykła do publicznego okazywania czułości. Jego uśmiech jednak pozostawał szczery i otwarty. Od czasu dostania listu z informacją o ich powrocie bardzo liczył na spotkanie choć rzeczywiście kalendarze były napięte - bez względu na to czy problemy zawodowe czy emocjonalne.

– No już liten drage, ja też się cieszę. Och, zmężniałeś odkąd widzieliśmy się ostatni raz. I Leonard też tu jest? – obrócił się zaskoczony, za wskazanym kierunkiem i skiną głową drugiemu z braci. – Jonathan z pewnością pamiętasz Richarda jeszcze z czasów szkolnych. Wrócił do kraju ze swoją dziatwą, wspominałem Ci kiedyś, że odwiedzam ich podczas pobytów na półwyspie skandynawskim – w sumie nie był pewien, czy wspominał o tym Jonathanowi, ale wiedział, miał pełne zaufanie, że Selwyn zaklinałby się na wszelkie świetości, że tak właśnie było, później ewentualnie prywatnie dopytując o detale tegoż "wspominania". – To jest Charles, a tam Leonard. A to moi drodzy, jest Jonathan Selwyn, jeden z moich najlepszych ludzi, dzięki którym mój oddział w ministerstwie funkcjonuje tak sprawnie – nie szczędził komplementów, kładąc dłoń na barku towarzyszącego mu mężczyzny. – Rozgryzie każdą procedurę i złamie każde kobiece serce, jeśli taka będzie konieczność – dopełnił formalności tej popołudniowej laudacji.

– Cytrynówka... dość oryginalny pomysł na biznes? Ma jakieś dodatkowe właściwości? – zapytał Mulciberów, ukrywając powątpiewanie w głosie i swoją ogólną niechęć do napitków wpływających na władze poznawcze. – W ogóle Charles bardzo Ci dziękuję za ciastka, były przewyborne. Zaaklimatyzowaliście się już? Gdzie się zatrzymaliście? – dopytywał zaciekawiony, skoro wcześniej nie było szansy wymienić się tymi informacjami.



RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Leonard Mulciber - 04.09.2024

Świeczki i kadzidła Rodziny Mulciber

Gdy już uspokoił kuzynkę i upewnił się, że nie będzie bezsensownie wylewać łez przez byle szlamy i ich popleczników, jego uwagę szybko przykuł głos nawołującego brata. Gęba Leonarda w końcu pojaśniała w mniej sztuczny niż zazwyczaj sposób, gdy jego oczom ukazał się ulubiony wuj.
- Zaraz wrócę - zwrócił się do Sophie i szybko przeszedł te kilkanaście metrów, żeby powitać nieoczekiwanego gościa Lammas.
- Wujek zawsze wie, jak robić miłe niespodzianki! - wyszczerzył zęby i w przeciwieństwie do brata, po męsku wyciągnął do Anthony'ego rękę.
Najlepsze okresy dzieciństwa, to jednak te, które mogli spędzić w jakimś stopniu z najmniej sztywnym członkiem ich 'wesołej' familii. Obaj w Charliem zawsze dobrze to wiedzieli. 
- Miło mi poznać - dodał i zaoferował uścisk dłoni również Jonathanowi, gdy ten już złożył zamówienie. - Spróbowałem, ale na żadne więcej efekty niż typowe dla alkoholu raczej się nie zapowiada - dodał w komentarzu na cytrynówkę Sophie. Za to na pytanie dotyczące ich obecnego zamieszkania, pokazowo wywrócił oczami. - Nie jest źle, ale zamieszkiwanie pod jednym dachem z wujem Robertem może być nieco... Przytłaczające - to ostatnie dodał przyciszonym głosem, nie chcąc, aby usłyszał go ojciec.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Charles Mulciber - 05.09.2024

Świeczki i kadzidła rodziny Mulciber

Istnienie Edge'a i Laurenta odeszło w niebyt, gdy Charlie poczuł przyjemne klepnięcie w plecy. I chociaż przytulas trwał tylko chwilę, sprawił on, że życie Charlesa stało się jeszcze odrobinę lepsze. Oderwawszy się od Anthony'ego, Charlie posłał uśmiech również Jonathanowi.

- Zbyt długo się nie widzieliśmy, przepraszam za tę wylewność. - Powiedział tak do Selwyna, jak i do samego Shafiqa, ale w jego głosie nie przebrzmiała nawet najkrótsza nutka prawdziwego żalu. - Ile to już lat, wuju? - Zagadnął, samemu nie wiedząc, kiedy ostatni raz widział przybranego ulubieńca. - Zupełnie jakbyś ledwie parę dni temu opowiadał nam bajki do poduszki! - Zaśmiał się, zaraz też obracając, by upewnić się, że ojciec zapakuje zamówienie pana Selwyna. To Charlie miał zajmować się stoiskiem, ale Richard najwyraźniej nie miał nic przeciwko, gdy syn zajmował się czymś o wiele, wiele ważniejszym! Cieszę się, wuju, że masz przy sobie zaufane osoby. Dziękuję, że pomaga pan wujowi. - Odezwał się też grzecznie do Jonathana. - Choć może proszę nie pomagać w łamaniu serc!

Rozmowa była lekka i swobodna, ale kiedy Anthony wspomniał cytrynówkę, Charliego obleciał strach, bo co, jeśli również będzie nawiązywał do świeczek? Młody Mulciber pomodlił się do znanych bogów, byleby tylko fallusy nie zostały wspomniane! Szczęśliwie pojawienie się Leonarda sprawiło, że można było wybrnąć bez dalszego komentarza.

- Tak, na razie mieszkamy z wujem Robertem. - Potwierdził słowa brata. - Londyn różni się od Oslo, ale możemy tylko narzekać, prawda? Chcemy tu zostać, Scarlett być może również do nas dołączy.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Lorien Mulciber - 06.09.2024

Południowe stragany -> stoisko Potterów

Uniosła kąciki ust na słowa „nawet ciekawe towarzystwo”, a przez myśl przeszło jej tylko Nawet nie zdajesz sobie jak bardzo ciekawe.
Ale trzeba przyznać, że odetchnęła delikatnie z ulgą – Jonathan jak chciał potrafił robić za całkiem niezłą niańkę. Przydatna umiejętność.
Dołączyła do tego miłego spaceru nie oglądając się już więcej ani za folwarcznym stoiskiem pani Zamfir ani co ważniejsze – za odchodzącymi w stronę Mulciberów mężczyznami.
- Hmm… A czy jedno wyklucza drugie? Nasze departamenty współpracują ze sobą, odkąd tylko pamiętam. Z czasem granica między zwykłą, koleżeńską uprzejmością, a przyjaźnią się zaciera. - Z reguły tak przy odkorkowywaniu trzeciego wina podczas całonocnego obmyślania jak ściągnąć biznes unikalnych przedsiębiorców z krajów nieobjętych traktatem o międzynarodowej współpracy czarodziejów, nie łamiąc przy tym brytyjskich praw. Tego już jednak nie dodała, kryjąc się za delikatnym uśmiechem. – Z drugiej strony zarówno pan Shafiq jak i pan Selwyn to szanowani członkowie brytyjskiej socjety. Byłabym wyjątkowo rozczarowana, gdyby nie dotrzymali nam dziś towarzystwa.
Przejście z „mio amico” czy „mio carissimo Antonio” na „szanownego pana Shafiq’a” przychodziło Lorien z równą łatwością co oddychanie.
Pod wodą.
Z kamieniem u szyi.
A mimo to szła wyprostowana, powoli odzyskując panowanie nad swoimi uczuciami i co ważniejsze – myślami. Otrząsnęła się ze świata wzgardzonych, cygańskich opowieści, z których jedni wyciągali zbyt wiele – a inni najwyraźniej absolutnie nic.

Pomimo późnej pory przy stoisku pani Potter wciąż się krzątali ludzie. Było w tym wszystkim coś… wyjątkowego. Nawet jeśli rodzice wiedzieli, żeby zabierać dzieci przed zmierzchem do domów, a w ciemnościach nadal czaiło się zagrożenie – świat się nie kończył. Ludzie się bawili na festynach, brali udział w pokazach magii, nawet… kupowali te głupie świeczki. Wszyscy łaknęli choć chwili normalności nim świt przyniesie kolejne problemy, ból i cierpienie. Zanim zabraknie im wszystkim czasu.
Pachniało tu jak w perfumerii i szczerze powiedziawszy była to miła odmiana. Prześlizgnęła nieco znudzonym spojrzeniem po wszystkich tych średniopółkowych kosmetykach. Odrobina luksusu za akceptowalną dla gawiedzi cenę. Czasami ze szczytu ciężko się spoglądało na tych mniej… uprzywilejowanych. Lorien mogłaby przysiąc, że jakaś przechodząca dziewczyna wyjątkowo uszczęśliwiona swoimi zakupami przy kramie wyznała swojej koleżance, że czytała w Czarownicy jak to pani Ministra używa dokładnie takich samych perfum. Urocza, naiwna istotka.
Jeśli pomocny zapewne pomocnik kręcący się po drugiej stronie je zagaił, dała gestem znać, że nie, na razie im nic nie potrzeba. Przynajmniej jej. Lyssa mogła prosić i oglądać o cokolwiek tylko chciała.
- Słyszałam kiedyś teorię, że perfumy są trzecią najpotężniejszą kobiecą bronią. Na drugim miejscu była chyba czerwona szminka…- Zawiesiła głos na moment, jakby rzeczywiście stała się przypomnieć sobie tak nieistotny szczegół. Przyglądała się właśnie gustownie zapakowanym w skrzyneczkę o wiele droższym flakonikom.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Lyssa Dolohov - 06.09.2024

stoisko potterów

Śmieszne to było, to jak Lorien mówiła o swoich rzekomych przyjaciołach per pan, kiedy tamci zniknęli jej z zasięgu wzroku. Mulciber jednak nie była do końca pewna z czego to właściwie wynikało. Jakiejś potrzeby zaprezentowania ich w pełnym powagi świetle? Ta opcja jednak nie wydawała się najlepsza, głównie dlatego że tego wrażenia sami się przy dziewczynie pozbyli. Anthony był sztywny, ale nie poważny, z jakąś dziwną sympatią do smoków, zakrawającą o fetysz. Selwyn natomiast był rozradowanym pieskiem, który zgodnie z tym jak został przedstawiony, odgrywał swoją rolę pracownika nawet podczas wolnego, upewniając się że jego szef będzie mógł w pełni skupić się na swojej przyjaciółce, poprzez zabawianie siostrzenicy jej męża. Lyssa nie traktowała tego z jakąś przesadną goryczą, ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że role w tym czworokącie zostały jasno przypisane. Shafiq stał na czele, Lorien szeptała mu na uszko ploteczki, Selwyn upewniał się że jego pan ma wszystko czego trzeba, a Lyssa robiła za konieczny w takich rozkładach element przeszkadzający, który równie dobrze mógłby nie brać udziału w całym przedstawieniu.

Wzmianka o tym, że są szanownymi członkami brytyjskiej socjety ciekawiła, ale w pewien sposób dziewczyna nie chciała się na to tak zwyczajnie zgodzić. Zawsze posiadała pewien dysonans co do tego co czuła i co czuć chciała; słyszała o nich i wiedziała że jeśli chce faktycznie zadomowić się w angielskiej społeczności, powinna w pełni wykorzystać okazję z poznania ich, ale  z drugiej strony wywarli na niej zbyt słabe wrażenie, żeby chciała się w to w pełni zaangażować. Nie leżeli w kategorii osób, którymi mogła być żywo zainteresowana, a wbrew pozorom chciała być po prostu nastoletnią dziewczyną, która mogła łamać serca cudze i własne, podejmować nie zawsze dobre decyzje i dopuszczać się nie zawsze mile widzianych złośliwości.
- Pan Longbottom też zalicza się do tego dobrego towarzystwa? - wspomniała Morpheusa, niby to podchwytując temat i ciągnąc go nieco dalej, żeby jej rozmówczyni nie poczuła się rozczarowana brakiem zainteresowania.

Stoisko Potterów faktycznie prezentowało się lepiej niż cała reszta poustawianych na placu straganów, a mimo to panna Mulciber szybko stwierdziła, że było to dokładnie to czego się spodziewała. Uśmiechnęła się jednak przelotnie do obsługi, młodego chłopaka w podobnym do niej wieku, który na to zakłopotał się nieco. Chyba chciał nawet do nich podejść, ale gest Lorien wystarczył, żeby dał sobie spokój. A Lyssa nie zamierzała go w dalszy sposób zachęcać.
- A na pierwszym? Męska wyobraźnia? - zapytała, uśmiechając się przy tym troszkę złośliwie, nie dlatego że podważała przywołany ranking, a dlatego że jej odpowiedź podsumowała trochę jaki stosunek miała do mężczyzn. Mogła łatwo się zadurzać, ale nie zmieniało to tego, że nie uważała ich za przesadnie lotnych, skoro ich własne tendencje można było łatwo wykorzystać i obrócić przeciwko nim. Niemniej jednak, to co w pierwszej kolejności cisnęło jej się na usta, co do pierwszego miejsca w rankingu, zostawiła tylko i wyłącznie dla siebie, bo obawiała się że odpowiedź 'to co kobieta ma między nogami' mogło Lorien wydać się aż nazbyt cyniczne.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Jonathan Selwyn - 07.09.2024

Świeczki Mulciberów

Jonathan podał czarodziejowi dokładnie odliczoną kwotę, a następnie odebrał zakupione przedmioty, dziękując za nie uśmiechem. Teraz, gdy to już było załatwione mógł się w pełni poświęcić uczestniczenie w tej przyjemnej scence rodzajowej, której był właśnie świadkiem.
Ah tak Richard, oczywiście. Muszę przyznać, że gdy Anthony mi o tym wspominał nie mogłem nie czuć pewnej zazdrości, że przeprowadziłeś się w tak urokliwe miejsce. Słyszałem, że przyroda naprawdę tam zachwyca, co Shafiq jedynie potwierdzał za każdym razem – oznajmił, wciąż uśmiechając się do wszystkich zgromadzonych, przenosząc jednak wzrok na młodszych Mulciberów, zwłaszcza na Charlesa, który mówił najwięcej, chociaż zanim to zrobił, ścisnął w geście powitania dłoń Leonarda. Jak dobrze, że bliźnięta w rodzinie Mulciberów nie były czymś charakterystycznym dla tego konkretnego rodu, bo tak jak w szkole miał problem z rozróżnianiem Richarda i Roberta, tak gdyby Leonarda i Charlesa też dotyczyłaby ta przypadłość, wyglądałoby to pewnie bardzo podobnie. Poza tym nie chciałby odziedziczyć po rodzinie matki czegoś więcej niż nici. – W łamaniu serc, akurat nigdy nie musiałem mu pomagać. Świetnie radzi sobie z tym. sam – zażartował i pokręcił głową. – Proszę, nie przepraszaj za wylewność. Sam pewnie reagowałbym podobnie gdybym miał również takiego znakomitego wujka. Słyszeliście, że został mistrzem łucznictwa? – Z tymi słowami poklepał krótko Anthony'ego po plecach i ponownie utkwił wzrok w dwójce młodszych czarodziejów. – Jeśli mogę się spytać, kraj Shakespeare'a tak was po prostu zachwycił, że chcecie zostać, czy też to kraj Ibsena okazał się ostatecznie rozczarowywujący?


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Richard Mulciber - 08.09.2024

Świeczki i kadzidła Rodziny Mulciber

Ktoś obsłużyć klienta musiał, kiedy Charles wyskoczył przywitać się entuzjastycznie z Anthonym. Dopiero, kiedy Shafiq przedstawił swojego towarzysza, Richardowi zapaliły się lampki przeszłości. Dość daleko musiał sięgnąć pamięcią, aby przypomnieć sobie, czy rzeczywiście zna, kojarzy Selwyna. Tyle lat minęło, nie skojarzył go od razu. Od swojej przeprowadzki, nie utrzymywał zbytnio kontaktów z nikim z Hogwartu. Z małymi wyjątkami.

- Tyle lat minęło, że nie poznałem od razu.
Przyznał, podając zapakowany towar, odbierając zapłatę, aby schować do kasetki.
- Tak. Tam, gdzie mieszkaliśmy panuje zupełnie inny klimat niż tutejszy.
Potwierdził słowa dotyczące przyrody skandynawskiej.

Swoich chłopaków nie musiał przedstawiać, skoro uczynił to już Anthony. Przysłuchiwał się ich rozmowie, obserwując każdego, wyłapując odpowiedzi i reakcję chłopaków. Nawet nie musiał słyszeć tego ostatniego słowa z ust Leonarda, aby domyślić się, jak ocenia mieszkanie z całą rodziną w jednej kamienicy. Szczególnie nawiązując do jednej osoby. Najważniejsze, że w ogóle mają gdzie mieszkać.

Skoro Selwyn i Shafiq postanowili zasypać pytaniami młodych Mulciberów, Richard pozostawał jak na razie obserwatorem i słuchaczem. Odnośnie cytrynówki nie wypowiadał się na razie, ale zerknął kontrolnie kątem oka w kierunku stoiska Sophie, Po czym znów wróciło słuchania wymiany zdań przebywających przy stoisku osób.