![]() |
|
[Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] (/showthread.php?tid=5049) |
RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Anthony Shafiq - 09.09.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=9eNCIoV.png[/inny avek] Na balkonie z Elliotem
W środowisku nie potrzeba było za sobą wozić worków wypełnionych ciężkim złotem. Same deklaracje wystarczyły, ręczyło się za to swoją twarzą, swoim nazwiskiem. Pośród wyselekcjonowanych gości na określonym poziomie nikt nie nosił portmonetek.
Wieże wystrzeliły ku górze, a Anthony poczuł miłe zaskoczenie, że makietka nie wzrasta poziomami, a jej architekt wprowadził pewne zachwiania i asymetrie. Ściągało to oczy, pozostawiało pewną niepewność cóż też zostanie wybudowane nawet za najmniejszy datek. Być może też osoba sterująca konstrukcją z zaplecza pragnęła przypodobać się kanclerzowi skarbu, synowi byłego ministra. Anthony, jakby nie patrzeć, znany był z aktywności niekoniecznie kojaroznych w polityką, nawet mimo minionej kambodżańskiej burzy. Migawka magicznego aparatu fotograficznego trzasnęła gdzieś obok ucha, obaj nawykli do tego typu aktywności ustawili się do zdjęcia bardziej pozowanego, choć Shafiq nie był przekonany, czy po zakończeniu tego małego tête-à-tête nie powinni powtórzyć ujęcia dla uchwycenia większej części teatralnych murów. Odpowiedź młodszego czarodzieja przyjął tylko sugestywnym uśmiechem i skinieniem głowy, zaś ukrycie się na drugim z balkonów odbiło się na jego twarzy wyraźną ulgą. Nie było tu cicho, ale było zdecydowanie spokojniej. — Twoja pewność dotycząca preferencji miłościwie nam panującej niewątpliwie zasmuciłabym monsieur Cattelmora, choć podejrzewam, że ze względu na obecną sytuację pieniądze płyną do niego strugą— stwierdził, choć tak na prawdę było to pytanie, kto jak to, ale to właśnie Malfoy miał najlepszy wgląd w księgi całego ula. A przynajmniej powinien mieć... — Front... to może dużo powiedziane. Ministerstwo chce przypudrować nosek, ale tylko nieliczni są na tyle rozumni, aby zrobić to z pożytkiem dla kogokolwiek. — westchnął, uciekając wzorkiem w kierunku jednej z odnóg Alei Horyzontalnej, teraz tak obficie przypudrowanej listowiem. Zza rośliny było widać jednak zniszczenia i... cóż, ten postapokaliptyczny pejzaż przez jakiś czas będzie musiał być ich rzeczywistością. — Masz na myśli tę uroczą kratę przywodzącą na myśl szkolne mundurki? — uniósł brwi w pewnym rozbawieniu. Nie żeby nie spodziewał się tego pytania dziś, zwłaszcza po swoim dawnym protegowanym. — Oswajam się z dziedzictwem pozostawionym mi przez ciotkę Floraidh. Mała posiadłość rodowa przeszła w moje ręce, mimo pokrewieństwa po kądzieli. — sporo czasu minie, nim doprowadzi to domostwo do porządku, aby kogokolwiek tam zaprosić. Ekipy remontowe i budowalne miały o wiele więcej roboty w innych częściach kraju. — Cóż to z mina? Wiem, że w wakacje zwykle ukrywam właściwości swojej karnacji, ale wtedy najtrudniej wyprzeć mi się góralskiej krwi. — ton zdawał się żartobliwy, wręcz anegdotyczny, choć głuchy by zauważył zaszytą pod nim melanchollię. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Hannibal Selwyn - 09.09.2025 [inny avek]https://i.pinimg.com/736x/64/e8/02/64e8029a1b67f45266aeb169ff7e0701.jpg[/inny avek] Na parkiecie z Electrą -> przy barze, obok Philomeny, Desmonda, Nory i Erika. Zaśmiał się cicho, z satysfakcją. Electra łapała oddech, wspierała się na nim i nie kryła tego, że jego dzisiejsze występy na scenie i poza nią robią na niej wrażenie. Kręciło go to. W przypływie czułości chwycił jej dłoń i przycisnął koniuszki palców do ust. - Wrócę do ciebie - obiecał gorąco i pozwolił przyjaciółce odejść. Sam zszedł z parkietu spragniony - całkiem przyziemnie - czegoś, co nie byłoby szampanem, ale wciąż nadawałoby się do picia. Ruszył do baru, po drodze mijając się z odchodzącymi Anthonym i Elliottem Malfoyem. Zajął miejsce między znajdującymi się tam czarodziejami, Desmondem, Erikiem Longbottomem z partnerką i starszą panią Mulciber. Oh. Planował wmieszać się w to towarzystwo u boku Roberta, który znał je lepiej, ale nie pomyślał o tym podchodząc i teraz już nie wypadało się wycofać. Posłał kuzynowi szybkie, zaalarmowane spojrzenie - proszę Robert spójrz na mnie, spójrz na mnie! - i na wszelki wypadek przywołał na twarz czarujący uśmiech. - Dobry wieczór - przywitał się uprzejmie z grupą Philomeny - Mam nadzieję, że dobrze się bawicie - bardziej stwierdził, niż zapytał, a barmana poprosił: - Coś bezalkoholowego poproszę. Mimo wszystko sięgnął po kolejny kieliszek szampana z tacy, przecież zawsze powinien być gotowy na ewentualne toasty. Bawiąc się nim, czekał na swój napój i po kolei badał wzrokiem twarze obecnych. Czy byli poruszeni? Zachwyceni? Pełni niesmaku? Znudzeni? To by było najgorsze. Zerknął na stół dla VIPów - jego ojciec był pogrążony w rozmowie z Anemone Selwyn. Hannibal zrobił mentalną notatkę, żeby podejść i kupić cegiełkę. Teatr to nie byli tylko dysponujący rodzinnym majątkiem Selwyni, nie tylko rozpoznawalni muzycy. Tę konstelację oprócz najjaśniejszych gwiazd tworzyły też rzesze mniej lub bardziej widzialnych i niewidzialnych pracowników. Baldwin, który martwił się, że jak staną przedstawienia, to nie będzie miał z czego opłacić czynszu. Pracownicy techniczni, którzy pożyczali po Spalonej Nocy teatralne narzędzia, żeby załatać dziury we własnych dachach. Garderobiana, która tymczasowo musiała zamieszkać u surowej pani portier. Druga garderobiana, która miała rodzinę, a której nazwisko widniało na tablicy w holu. Wśród innych poległych. Zgromadzona tego wieczoru śmietanka towarzyska z samym Hannibalem włącznie, nie myślała o nich, ale wpłacała datki właśnie na nich. Nie mógł zbyt długo oddawać się melancholii - raz, że to źle robiło na atmosferę w towarzystwie, a dwa, że w ogóle nie był w nastroju. Napił się odruchowo szampana, a potem - z rozsądku - popił go solidnie wodą. - Czy słyszałem słowa uznania naszej dzisiejszej pracy? - zwrócił wielkie, czarne oczy na Philomenę - Proszę, niech pani nie pozwoli mi ich przeoczyć! Żadnych politycznych dyskusji na bankiecie, Hannibalu! - upomniał go ojciec przed premierą - Zwłaszcza z Mulciberami! Są zbyt ważni, żebyś ich antagonizował. Hannibal mógł przewracać oczami na te słowa, ale teraz, między Longbottomem, Malfoyem i Mulciber… zamierzał być wprost obrzydliwie ostrożny. Jonathan, Robert i Anthony byliby z niego dumni. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Lyssa Dolohov - 11.09.2025 Razem z Morpheusem, Jonathanem, Robertem i Moną? Przy przekąskach chyba? Uśmiechnęła się do Jonathana promiennym uśmiechem, słysząc zaadresowany w jej stronę komplement. Wiedzieć, że jest się dobrą to jedno, ale słyszeć też miłe słowa od innych to była już zupełnie inna kwestia. O wiele bardziej przyjemna i karmiąca próżność. - Bardzo chętnie podzielę się paroma słowami na ich temat - kiwnęła głową, a uśmiech złagodniał w ugodowej manierze, gdy spojrzenie powiodło od Selwyna do Longbottoma, który został wywołany do tablicy. Komplement od Hannibala przyjęła dokładnie z taką samą pozorną pokorą, odwzajemniając posłany w jej stronę uśmiech, a potem i kiwając mu głową na pożegnanie, kiedy postanowił opuścić towarzystwo wraz ze swoją partnerką. Z zainteresowaniem też przyjęła przedstawienie się Roberta i Mony, zapamiętując ich imiona i o tyle o ile o Robercie chyba mogła coś słyszeć, miano panny Rowle niezbyt obiło się jej o uszy. - Oh, niezmiernie miło mi to usłyszeć - palce wolnej ręki na moment musnęły ramię Morpheusa w zapewniającym geście. Głupio było się przyznać, że wcześniej o tym zwyczajnie nie pomyślała, jakaś chyba przesadnie pewna że dużo osób miało tyle szczęścia co i sami Dolohovie, ale jej uśmiech nie kłamał, kiedy emanował ulgą i zadowoleniem - w końcu nie chciała by stworzone przez nią dzieła tak zwyczajnie zostały strawione przez płomienie. Dywan natomiast... ten jej absolutnie nie obchodził. Nawet nie wiedziała że Longbottom coś takiego dostał jako zapchaj dziurę. - To bardzo słuszny cel, wspieranie artystów - zgrabnie podchwyciła dalszy temat, bez zająknięcia brnąc przez niego dalej. - Niezmiernie więc ucieszyłoby mnie, gdybym mogła liczyć na cegiełkę w moim imieniu - nie miała przy sobie ojca, ale mogłaby pewnie zapłacić sama. Pewnie, ale absolutnie nie miała na to ochoty, o wiele chętniej chcąc posiłkować się dobrodziejstwem i portfelem Morpheusa. Nie wspominając już o tym, że chciała sprawdzić, czy rzeczywiście byłby do tego skłonny. - I czy w takim wypadku możemy uznać, że taki nasz plan? Panowie chcą podejść do makiety, a następnie wszyscy pooglądamy obrazy? [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=8JDdsDm.png[/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Atreus Bulstrode - 12.09.2025 Razem z Brenną, Cynthią, Louvainem, Caiusem i Laurettą W przeciwieństwie do Louvaina, Atreus nie miał żadnych problemów z tym, żeby wydawać pieniądze na rzecz Selwynów. Skąpstwo pewnie mogło być źle widziane, chociaż Bulstrode nie zamierzał przecież nikogo rozliczać z tego na co wydawał pieniądze, a on osobiście robił to przede wszystkim dla Lauretty i Mathildy. No i dla własnego nazwiska. Atreus wyraźnie skrzywił się na wspomnienie pamiętnego wesela, które w pewien sposób przelało chyba czarę goryczy - najwyraźniej najlepszym lekarstwem na tego typu wybryki było nie podawanie amortencji na sabatach, a potrząśnięcie plotkami na czystkrwistym weselu. - Nawet mi nie przypominaj - mruknął, bo przez chwilę i to bardzo krótką, aż się zastanowił nad tym czy faktycznie nic im tutaj ze strony alkoholu nie groziło. Na komentarz Louvaina jednak uśmiechnął się znacząco, bo przecież miał racje - pod koniec dnia ważne było, żeby robił robotę. - Jeśli tak wolicie - uśmiechnął się do Cynthii lekko, mimowolnie jednak zerkając na Brennę i tam doszukując się potwierdzenia. Zanim jednak zdążył coś jeszcze powiedzieć, w ich towarzystwie znalazła się wreszcie panna Selwyn, tytułowa Ekstaza. - Lauretto - przywitał ją z uśmiechem. Miłym, wyraźnie zadowolonym i sięgającym oczu, jednak zarezerwowanym dla osób, z którymi wciąż nie łączyły większe ciepłe relacje. - Zawieść? Moja droga, nie wyobrażam sobie nawet, jaką to klątwę koszmarów ktoś musiał na ciebie nałożyć, byś wyśniła takie rzeczy. Byłaś fenomenalna, słusznie kradnąc scenę samemu Merlinowi - w głosie zagrała pochwała, kiedy na moment skoncentrował spojrzenie tylko na nią. Ale tak samo jak i ona dopełniała etykiety, by połechtać jego ego, on robił dokładnie to samo. - Ah, tak. To Brenna Longbottom i Cynthia Flint - prawie się przejęzyczył i powiedział Lestrange, bo biorąc pod uwagę że to Cynthia, a nie narzeczona Louvaina, znajdowała się dzisiaj u jego boku, ta znajomość nieuchronnie szła w tę stronę. - A to Louvain Lestrange oraz Caius Burke. Właśnie mieliśmy wziąć napoje i pochylić się nad cegiełkami. Mam nadzieję, że nie ucierpiałaś zanadto w niedawnych pożarach...? [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=f9JNGKH.png[/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Brenna Longbottom - 12.09.2025 Wita się z Laurettą, a potem odchodzą nieco na bok z Cynthią. Kupuje przy okazji cegiełkę. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=VT34P0A.jpeg][/inny avek] – Nie krępujcie się, poczekamy na was – powiedziała do Atreusa z uśmiechem, gdy napotkała jego pytające spojrzenie i ujęła Cynthię pod ramię, w ten sposób akceptując jej propozycję. Może Cynthia nie chciała przeszkadzać panom, gdy będą raczyć się drinkami, może chciała porozmawiać, może coś jeszcze innego, ale Brenna ani myślała odmawiać. A jeśli szło o alkohol, nie planowała ani sama pić, ani odmawiać do tego prawa towarzyszowi. Nim zdążyły się oddalić, nadciągnęła jednak Lauretta, w sukni bajecznej podwójnie, bo bajecznie pięknej, i bajecznie drogiej. Brenna obserwowała początek rozmowy między tancerką a Atreusem z pewnym zaintrygowaniem, wynikającym z paru rzeczy, choć przede wszystkim faktu, że choć wiedziała, jaką opinią się cieszył, nie miała do tej pory wielu okazji widzieć go rozmawiającego w ten sposób. Nawet na koncercie, gdy rozmawiał z Ministrą, ona akurat poszła zaczepić Brygadzistkę. Ich rozmowy zwykle wyglądały inaczej i czasem zawierały nawet groźby karalne. – Miło poznać – stwierdziła Brenna, gdy zostały przedstawione Laurettcie, lekko kiwając głową na powitanie. – Wspaniały taniec. I zabójcza suknia – rzuciła, krótko i szczerze, nie próbując jednak przedłużać rozmowy z kobietą. Nie dlatego, że miała cokolwiek przeciwko Laurettcie, a ponieważ miała dziwne wrażenie, że Selwynówna zdecydowanie chętniej pokonwersuje z panami niż z nią i Cynthią, a ona nie zamierzała uwieszać się z tej okazji na niczyim ramieniu i zdawało się jej, że Cynthia też nie ma takich planów. Zerknęła jeszcze pytająco na Cynthię, bo może ta chciała coś dorzucić od siebie, zanim ruszyła, by zgodnie z planem Flintówny rozejrzeć się za miejscami. Po drodze przystanęła jeszcze przy stoliku, na którym sprzedawano cegiełki, składając datek. Wysoki, choć nie absurdalnie wysoki - kwota oszacowana przez nią starannie, bo z jednej strony chciała wesprzeć tu ofiary Spalonej Nocy i zawsze szczodrze wspierała takie inicjatywy, z drugiej priorytet miały jeszcze póki co sprawy Zakonu i też nie planowała ściągać uwagi jako taka osoba, która podarowała najwięcej środków. Rozglądała się też jak wcześniej, w głęboko zakorzenionym nawyku, lubiąc wiedzieć, kto gdzie stoi, gdzie są wyjścia i kto obstawia dzisiejszą imprezę. – Louvain Lestrange… nigdy o nim nie wspominałaś – powiedziała lekko, kiedy trochę się oddaliły od reszty towarzystwa. Choć i nie zamierzała naciskać, gdyby Cynthia postanowiła ją po prostu zbyć. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Louvain Lestrange - 13.09.2025 Razem z Atreusem i Caiusem rozmawiamy z Laurettą Nie chodziło o bycie skąpym, raczej o roztropne obchodzenie się ze swoimi pieniędzmi. Bo jeśli miały być wydawana na cele charytatywne to wyłącznie na takie wobec których nie miał żadnych wątpliwości. Wobec tej niejednorodnej mieszaniny jaką widział dookoła, miał całkiem sporo wątpliwości. A skoro cegiełki układały się w ten architektoniczny żart za pieniądze Longbottomów, nie potrzebował więcej dowodów na to, że zbiórka ta zasługuje na milczącą pogardę. Jego galeony, z jego woli, zdecydowanie nie powinny leżeć obok tych pochodzenia szlamolubnego, czy innych niegodziwości. A jeśli wobec tego zasłuży na miano skąpca, to znaczyło dla niego, że doskonale wypełnił swoje powinności. Czasem żałował, że nie potrafił Falować, tak jak Atreus, na przykład w tym momencie barzo żałował. Bo gdyby tylko taką zdolność posiadał, wysyłałby przyjacielowi zapętloną w nieskończoność wiadomość na najwyższych, drażniących częstotliwościach ”gówno, gówno, gówno”. Z drżącą na czubku głowy zawiścią patrzył, jak dokłada pieniądze aurora, czyli wypłatę złożoną z podatników takich jak Lestrange. W tym momencie szukał porozumienia w twarzy Caiusa, żeby chociaż w nim jednym odnaleźć pojednawcze spojrzenie, że oboje odczuwają tę samą niechęć, wobec tego samego. Skwitował to jedynie zduszonym kaszlem, tak jakby właśnie w jego nozdrza uderzył odór gównoczynności, bo charytatywność to była już żadna, jedynie smród autodefekacji przy pełnym przekonaniu, że każdy kto dorzuci coś od siebie nagle stał się lepszym, dobrotliwym czarodziejem. Nie spodobał mu się pomysł z tym, by Cynthia od niego oddalała. Z Brenną nie miał problemu, mogła chodzić, gdzie tylko chciała, nawet w cholerę, ale niech zostawi jego gościa w spokoju. Na znak niezadowolenia z takiej racji wbił mocniej palce w talię Flint, ukrywając to pod rękawem marynarki, tak żeby tylko ona poczuła ukłucie. Nie zamierzał jednak głośno protestować, bo chyba jednak nie wypadało. Zanim jednak zdążył się jakkolwiek odezwać, to urokliwy, przyjacielski wieczorek zakłóciła najjaśniejsza gwiazda tego wieczoru. Tak jasna, że od jej blasku zmrużył oczy, wcale nie od uporczywych, aroganckich myśli. W jednej chwili Bulstrode, na jej widok i jakby od jej słów, zrobił się nieprzyjemnie czuły i zaskakująco elegancki. Aż Louvainowi przeszło przez myśl, czy aby nie pani Ekstaza to jednocześnie Eks-Ekstaza. Mimo wszystko ukłonił się w jej kierunku, kiedy przyjaciel przedstawił go i resztę załogi. - Oczekiwania są czymś potwornie przyziemnym, wobec tego czym nas uraczyłaś, droga pani. Dorzucił od siebie, pozwalając by domysły same dopowiedziały za niego, co tak naprawdę myśli o jej występie. Pieszczotliwość raczej nie byłą w jego tonie, za to cyniczny uśmieszek zgrabnie schował za kieliszkiem drinku. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=LfqlqLU.jpeg[/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Jonathan Selwyn - 15.09.2025 Idę z Morpheusem i Lyssą, aby wpłacić cegiełkę Chociaż Jonathan nie dał tego po sobie poznać dojrzana nić Hannibala i Electry dostarczyła mu tego samego przyjemnego uczucia, gdy ktoś opowiadał najnowsze plotki w pracy przy kawie. Ciekawe. I ciekawe, czy za czerwienią w tych niciach szło coś dalej, czy dla tej dwójki była ona jedynie kolorem na płótnie ich znajomości? – Tak, oczywiście chodźmy. W końcu nie możemy pozwolić na to, aby został nam do budowania jedynie dach, czyż nie? Zresztą lepiej jest najpierw mieć z głowy obowiązki wobec społeczeństwa, a potem skupić się na sztuce – powiedział do Lyssy kierując swoje kroki w stronę makiety. – Oh Morpheusie to proste. Widzisz, zbieramy na wszystkich pracowników teatru, którzy ucierpieli w tym okrutnym pożarze. Po wpłaceniu datku na makiecie powinny pojawić się kolejne cegiełki. – Tutaj zmarszczył brwi, bo prawdę mówiąc nie miał pojęcia ile kosztowała jedna cegiełka, a było mu to szalenie potrzebne do zrobienia dobrego wrażenia na wszystkich tutaj zebranych. Musiał przecież wpłacić dość widowiskową sumę, nie tylko dlatego, że naprawdę chciał pomóc, ale też po to aby może załapać się na jakaś wzmiankę w artykule na temat dzisiejszego bankietu. – Dodatkowo darczyńcy będą mogli wziąć udział w losowaniu par do tańca na zakończenie bankietu. Oczywiście jeśli kogoś nie ciągnie na parkiet to i tak warto wpłacić. To było głupie, ale w sumie chciałby zobaczyć dzisiaj tańczącego Morpheusa. Może było to naiwne, ale liczył, że rytmiczne kroki chociaż na chwile przytłumią ognie, które miał wrażenie, że w jakiś sposób trawiły przyjaciela od czasu pożaru, a pewnie i nawet wcześniej. Na pewno wcześniej. W końcu Anthony i to mu wykrzyczał. Przystanęli w pobliżu makiety, a Jonathan przyjrzał się uważnie wpłacającym czarodziejom, jak i rozmiarom makiety próbując dostrzec proporcje pomiędzy wrzucanymi pieniędzy, a ilością cegieł. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/98e0bd2baeddede21531e19853c206df/tumblr_pqvjvyP6V81tzmyn9o7_500.pnj[/inny avek] Rzut na Percepcje III na przyjrzenie się wpłatom [roll=Z] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Nora Figg - 16.09.2025 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/a4da651d4359d7d9727558d2a84cdb83/fb14fc3a21255d52-38/s400x600/3bfac4528cfecab2892038889171892bb2b189a9.pnj[/inny avek] stoję gdzieś z Erikiem - To raczej nie leży w obszarze moich zainteresowań, co innego, jakby znowu licytowali jakiegoś kawalera... - Rzuciła jeszcze do Erika, bo bardzo dobrze wiedziała do czego zmierzał. Zaliczyła już taką jedną licytację, kiedy to właśnie on był najbardziej pożądanym obiektem do zdobycia. Brenna wtedy skutecznie odsunęła od niej ten pomysł, bo pewnie nigdy by się nie wypłaciła. Panna Figg nie wtrącała się w konwersację, stała jednak przy boku przyjaciela, nie było to dla niej nic nowego. Wzrokiem taksowała otoczenie podziwiając dekoracje. Miała nadzieję, że niedługo opuszczą to towarzystwo, bo nie do końca były to osoby, przy których czuła się komfortowo. Norka bardzo dobrze znała swoje miejsce w hierarchii społeczeństwa i wolała się go trzymać. Oczywiście przyjaźniła się z niektórymi czystokrwistymi od lat, jednak wiedziała kogo powinna unikać. Nie wszyscy byli tacy jak Ci z którymi udało jej się nawiązać długoletnie relacje. Ustawiła się do zdjęcia, skoro już pojawił się fotograf, usiliła się nawet o promienny uśmiech, przecież wyśmienicie się bawiła, nieprawdaż? - Wiesz, jak to jest, wystarczy odpowiedni strój i na moment można się zmienić w kogoś zupełnie innego, a ja lubię się tym bawić. - Nie dało się nie zauważyć, że garderoba Nory była zawsze bardzo przemyślana, może nieco kontrowersyjna, rzucająca się w oczy, ale dzięki temu nie ginęła w tłumie, mogła nadrobić swoje braki związane z niezbyt wysokim wzrostem. - Nie sądzę jednak, że uczeń kiedykolwiek przerośnie mistrza, bardzo dobrze wiemy, kto z naszej dwójki jest salonowym wyjadaczem. - To nie była ona, ona dopiero rozpoczynała przecież swoją ścieżkę na salonach. - Pójdziemy się czegoś napić? - Fotograf wprowadził małe zamieszanie, dzięki czemu mogli się odsunąć od grupy z którą wcześniej stali, może to był wcale nie taki najgorszy ruch. Miała chęć wypić lampkę szampana, być może dwie, to był chyba na to odpowiedni moment. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Aaron Andrew Moody - 17.09.2025 Balkon, obok Lorien Mulciber. Nigdy nie pił na służbie. Żelazna zasada, która zmuszała go do życia w trzeźwości, gdy nie znajdował ku temu innych powodów: nawet wtedy, kiedy czuł, że sięga dna w piątkowy wieczór, trwał w przekonaniu, że odbije się od niego w poniedziałek rano, ledwie przekroczy próg biura. Nigdy nie był przecież na tyle zagubionym, aby nie być w stanie utrzymać pracy. A jednak była sobota wieczór, i jego myśli co jakiś czas uciekały w stronę podłego sklepu monopolowego przy Hawley Mews, w którym kupował alkohol. Wschodnią ścianę budynku pokrywały krzykliwe murale, do złudzenia przypominające plakaty teatralne zaprezentowane na wernisażu. Tyle że dzieł ulicznych wandali nikt nikt nie chciał oprawiać w ramki. Może dlatego, że nie podpisywali ich swymi nazwiskami. A jednak podobał mu się jeden z nich. Z zimorodkiem. Zastanawiał się przez chwilę, czy spodobałby się Lorien. Zdecydował jednak, że wolałby nigdy go jej nie pokazywać. Jej obecność oznaczała kolejny weekend bez wizyty w Mews. A Aaron mógłby... Mógłby tak żyć. Nie widząc już nigdy tych przeklętych murali na ścianach monopolowego. Zauważył wcześniej, że młody Malfoy, w przeciwieństwie do Erika, a na wzór niepijącej dziś Lorien, zamówił wodę bez lodu. Mądrze. Moody pamiętał bardzo starą sprawę seryjnego truciciela z Szetlandów, który zamiast trunków, zatruł kostki lodu. Z przyjęcia na ponad trzysta gości ocalała ledwie garstka niepijących... A także zatwardziałych alkoholików, którzy wychylili serwowane im drinki zanim rozpuścił się chłodzący kieliszki lód. Aaron zdążył zawczasu uprzedzić szefa ochrony, podkomendnego Harper, o podobnej możliwości: tamten na początku zrobił wielkie oczy, ale zapewnił go, że zadbają, aby nic podobnego nie miało miejsca. Delikatnie zmarszczył brwi, słysząc, jak jego imię pada nieoczekiwanie z ust Lorien. Na niewzruszonym, zdawałoby się, obliczu aurora, pojawiło się zdziwienie. Jak rankiem, gdy budziły go promienie słońca padające na twarz. Jego ręka natychmiast powędrowała z powrotem do kołnierzyka, naśladując gest kobiety. Odwrócił się w stronę swej towarzyszki, dyskretnie sunąc różdżką wzdłuż materiału koszuli. Wcześniej przechylił odruchowo szyję, próbując dojrzeć, gdzie dokładnie leży problem, szybko jednak zorientował się, że nie sięgnie tam wzrokiem. Uniósł więc lekko brwi, zatrzymawszy spojrzenie na twarzy Lorien, jak gdyby najmniejsza choćby zmiana w jej mimice miała mu być sygnałem. Upewniwszy się najpierw, że nikt nie wystaje pod balkonem szukając towarzystwa sędziny Mulciber, na krótką chwilę odwrócił się plecami do przeszklonych, cały czas na wpół otwartych drzwi balkonowych, po czym przejechał uważnie różdżką wzdłuż kołnierzyka. – Teraz dobrze? – zapytał ochrypłym szeptem, starając się doprowadzić mundur do porządku. Z jego twarzy biła dziwna zaciętość, oczy miał poważne, jak gdyby rzeczywiście przejął się swoim uchybieniem... Bo właśnie tak było. Zrobiło mu się zwyczajnie głupio. A jednak pozbył się napięcia z ramion, gdy zwrócił się w stronę Lorien, która żartowała sobie z niego z poważną miną. "500 galeonów grzywny nie jest tego warte." – Cokolwiek idzie w poczet Biura Aurorów, jest tego warte – odpowiedział lekko. – Nawet jeżeli kosztuje mnie więcej niż miesięczną pensję. Ale nie wpłacę tyle na teatr. – Aaron ściszył głos, stając u boku Lorien. – Ta makieta nie jest nawet taka znowu dobra. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/d281027f32c5092cd36b6270fedc27e1/090409b964eed30b-75/s2048x3072/571805ac17d931a207e3c2e4c69722de052f19a5.jpg[/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Ambroise Greengrass-Yaxley - 17.09.2025 Z Geraldine finalnie gdzieś przy stołach bankietowych [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=QqjKSD6.jpeg[/inny avek] Ogień... ...tak, on również miał przed oczami obrazy spalonych ulic, ludzi próbujących ratować dobytek, a także zamknięte na głucho gmachy, w których wcześniej rozbrzmiewała muzyka i śmiech. Tego wieczoru nie chciał jednak zbyt głęboko wchodzić w ten temat. Kiwnął więc głową na wnioski wysnute przez dziewczynę, nie mając zamiaru robić z siebie eksperta w temacie, w którym nie miał zbyt wiele pojęcia. Słysząc uwagę o powtarzających się twarzach, parsknął cicho, ledwie słyszalnie, ale wystarczająco, by widać było w tym cień rozbawienia. Geraldine miała rację. Przewijała się tu ta sama śmietanka, ci sami ludzie od lat odgrywający swoje role. Oczywiście, od czasu do czasu pojawiał się ktoś inny, ale na ogół nie trzeba było być jasnowidzem, aby przewidzieć, kto gdzie skończy, kto z kim będzie rozmawiać, kto czym się skompromituje albo wręcz przeciwnie: wyróżni (no, przynajmniej we własnych oczach) szesnasty raz z rzędu. Było to i nużące, i przewidywalne, ale niekiedy właśnie to odpowiadało za bardzo specyficzne, poniekąd nieco absurdalne poczucie stabilności, którego zaczynało brakować w ich świecie. - Prawie te same - rzucił cicho, za to bardzo wymownie, spoglądając na mijających ich czarodziejów. Nie krył, że towarzystwo bywało przewidywalne, ale w tej przewidywalności odznaczało się też coś, co dawało mu poczucie ciągłości. Tego samego, którego przez pewien czas boleśnie mu brakowało. A teraz... ...teraz łatwiej było mu stać wśród tej śmietanki, bo miał ją u boku. Na komentarz o bolącym siedzeniu parsknął krótkim śmiechem. Cichym, stłumionym, być może brzmiącym bardziej jak kaszel, ale jednocześnie zbyt autentycznym, by dało się go powstrzymać. - Zdecydowanie wolę cię w ruchu niż wiercącą się na krześle - mruknął, poruszając się niemal synchronicznie razem ze swoją towarzyszką. Nie zamierzał narzucać im rytmu wieczoru ani wyznaczać, ile mieli stać, a ile rozmawiać. Sam czuł się już zmęczony biernym uczestnictwem. Podniósł się razem z Riną, odczekując chwilę, aż tłum nieco się rozproszy. Nie przepadał za przepychaniem się przez mrowie ludzi, szczególnie gdy mogli spokojnie zaczekać na lukę pomiędzy gośćmi. - Nie widziałem nikogo, z kim musiałbym teraz rozmawiać. Myślę, że nalot na stoliki to najrozsądniejszy plan. Zresztą - odpowiedział cicho na jej pytanie, zerkając na nią z ukosa - jeśli będziemy komuś potrzebni do szczęścia, na pewno sam nas znajdzie - to mówiąc, lekko wzruszył ramionami, nie odwlekając dłużej wkroczenia z Geraldine na salę bankietową, za to praktycznie od razu dostosowując się do rytmu jej kroku i kierunku, który obrała. Nie przeszkadzało mu, jeśli Rina zechce spróbować wszystkich potraw mięsnych, rzeczywiście oblegając jedną konkretną część sali albo jeśli będą trzymać się na uboczu. Właściwie nie obchodziło go, jak potoczy się ten wieczór, o ile spędzą go razem i możliwie na własnych warunkach. Chwilowo szło im całkiem po myśli. |