![]() |
|
[21.06.1972, Restauracja Chimera] Whisky and wine || Camille & Chester - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [21.06.1972, Restauracja Chimera] Whisky and wine || Camille & Chester (/showthread.php?tid=2473) Strony:
1
2
|
[21.06.1972, Restauracja Chimera] Whisky and wine || Camille & Chester - Chester Rookwood - 26.12.2023 adnotacja moderatora
Sesja rozliczona przez Camille Delacour - Piszę, więc jestem Po powrocie na Ulicę Pokątną całkiem szybko natrafili z jedną z wielu restauracji. Chimera okazała się stosunkowo nowym miejscem na gastronomicznej mapie magicznego Londynu. Lokal został otwarty przez rodzinę czarodziejów posiadających greckie korzenie. Od dawna nie był w jakiekolwiek restauracji, co dotyczyło również Chimery. Decyzja o przekroczeniu progu tego miejsca została podjęta zupełnie spontanicznie, co pozostawało w znacznej sprzeczności z odczuwaną przez niego potrzebą panowania nad sytuacją. Planując wizytę w takim miejscu najpierw zorientowałby się co do menu i ustalił, czy obowiązuje zakaz palenia oraz zapoznałby się z opiniami odnośnie tego miejsca. Gdyby ten lokal spełniłby jego oczekiwania to zarezerwowałby w nim stolik z widokiem na całą salę i na drzwi wejściowe, a jednocześnie z dala od okna. Położenie stolika odgrywało niebagatelną rolę. Możliwość obserwowania całej sali oraz drzwi pozwoliłaby mu odpowiednio zareagować w razie zagrożenia, natomiast siedzenie z dala od okna pozwoliłoby uniknąć kontaktu z deszczem szkła w razie niebezpieczeństwa ze strony zwykłych przestępców chcących napełnić swoje kieszenie i dawało pewien komfort, poczucie względnej prywatności. Postanowił otworzyć drzwi jako pierwszy i przepuścić swoją towarzyszkę jako pierwszą, a samemu wejść jako drugi i zamknąć za sobą drzwi. Po wypatrzeniu względnie odpowiadającego jego wymaganiom stolika skierował się wraz z Camille w jego stronę. Zanim usiadł to jeszcze odsunął krzesło towarzyszącej mu kobiecie. Tak jak niegdyś odsuwał krzesło swojej żonie. Po wzięciu karty w dłonie zamierzał poczekać aż blondynka zdecyduje się pierwsza. Sam w tym czasie zorientował się czy w menu znajduje się ognista whisky, której chciał się napić. Zamierzał zachowywać w tym typowy dla siebie umiar. Doskonale wiedział, co alkohol robi z czarodziejami i wolał nie znaleźć się w sytuacji, w następstwie której obudzi się w Azkabanie. Ponadto na rano miał do pracy, w której zamierzał się wstawić. Jeszcze musiał wybrać jakąś przekąskę. RE: [21.06.1972, Restauracja Chimera] Whisky and wine || Camille & Chester - Bard Beedle - 27.12.2023 Camille słyszała o tej restauracji, ale nigdy nie miała okazji, by się do niej wybrać. Zawsze jej brakowało czasu - z reguły chodziła po mniej wystawnych i mniej eleganckich miejscach, w których mogła wziąć coś na wynos, zanieść do mieszkania i tam odgrzać. Miała co prawda skrzatkę domową, ale tryb życia panny Delacour nie pozwalał na ustalenie jakiegoś harmonogramu czy w ogóle stałego planu dnia czy posiłków. Nierzadko bywało tak, że przygotowane przez nią jedzenie po prostu się marnowało. A Camille nie lubiła marnować jedzenia, więc wolała wydać pieniądze zamiast potem siedzieć w mieszkaniu i czekać, aż jedzenie się zrobi. Nie lubiła być głodna, to było jedno z gorszych uczuć, zaraz po ogromnym pragnieniu. Chimera była gdzieś tam na jej liście miejsc, w których niezbyt szybko podają jedzenie. Wydawało się, że trzeba tu czekać nie wiadomo ile, a gdy wracała z dyżuru głodna i zła, to restauracja naprawdę byłaby najgorszym możliwym wyborem. Teraz jednak była w miarę najedzona - w przeciwieństwie do Chestera ona zjadła przed wyjściem. Dobrze się stało, bo nie zamierzała naciągać mężczyzny na jedzenie, poza tym matka ją zawsze uczyła, że nie wypada jeść za dużo w towarzystwie. I w ogóle jeść za dużo - nawet w samotności. Im Camille była starsza, tym paradoksalnie więcej zakazów i nakazów się pojawiało w jej życiu. To bywało frustrujące. Gdy weszli do środka, niemal od razu uderzył ją zapach jedzenia. Był przyjemny, ciepły i kojący. Camille z ciekawością rozejrzała się po wnętrzu - czuła, że nie jest zbyt odpowiednio ubrana, ale dopiero co wrócili z sabatu. Poza tym nie było tu tłumów, było nawet kilka wolnych stolików, więc obsługa nie powinna narzekać. - Dziękuję - uśmiechnęła się lekko, gdy Chester odsunął jej krzesło. To był miły gest, którego zabrało wśród młodszych czarodziejów. Jakoś tak wyparował, a przynajmniej wśród tych, których co jakiś czas podsuwała jej matka. Czasem zastanawiała się jak bardzo musieli być zdesperowani, by w ogóle godzić się na próbę aranżacji małżeństwa z prawie czterdziestolatką. Sięgnęła po kartę i z ciekawością zaczęła ślizgać wzrokiem po literach. Jej spojrzenie na dłużej zatrzymało się na pierożkach z ciasta szafranowego. Nie wyglądały na duże danie, ale były ciepłe i brzmiały ciekawie. Problemem jednak okazało się wino. Camille musiała dwa razy przeprosić kelnera, który podszedł, i poprosić o więcej czasu. Pod tym względem Chester miał dużo łatwiej, bo pił praktycznie to samo. Ona z kolei lubiła próbować nowych rzeczy, ale zanim je wybrała - musiało upłynąć trochę czasu. W końcu jednak skapitulowała i poprosiła, by podał to, co uzna za słuszne do jej dania. Oceni go później. - Przepraszam, to małe zboczenie rodzinne. Od wielu lat współpracujemy z rodziną Leroux, siłą rzeczy człowiek przesiąka wiedzą o winach, gdy ma tak bliski kontakt z jego wytwórcami. Czuła że powinna się wytłumaczyć - nie zdecydowała się jednak na samodzielny wybór, bo podejrzewała, że trwałoby to zbyt długo. W zasadzie podejrzewała, że mogłaby wypić kilka różnych win a i tak pozostałaby trzeźwa, jednak nie chciała odkrywać przed Chesterem wszystkich kart. W zasadzie to go nie znała, był obcą osobą, na którą wpadła podczas sabatu. Dobrze, że poszedł z wnukami i bratem - mogłoby mu się nie spodobać to, w jaki sposób Camille podpuściła i spławiła Theona. Było to dość nieeleganckie zachowanie, ale trzeba było przyznać, że dzieciak sam kręcił sobie sznur śledzeniem jej. Za to dał jej nauczkę: nie zdradzać za wiele o sobie, bo jeszcze ktoś gotów byłby to wykorzystać. I to w mniej przyjemny sposób, niż Travers. - W zasadzie łączy nas nie tylko biznes, ale i powinowactwo - dodała, wydymając lekko wargi w zamyśleniu. Lubiła Jacqueline i René, zawsze przyjmowali ją z otwartymi rękami, mówiąc że jest ich kolejną córką. Z Jacqueline łączyły ją więzy krwi, ale to była ta dalsza gałąź drzewa genealogicznego - nie czuła więc tego pokrewieństwa. Ale jej sympatię zyskali, zwłaszcza gdy dopiero się przeprowadziła do Londynu i potrzebowała wsparcia podczas stażu w Mungu. To było skomplikowane. Na chwilę przerwała, gdy kelner przyniósł jej wino, a Chesterowi - ognistą whisky. Delacour z ciekawością zakręciła kieliszkiem. Na plus było to, że wino otworzono i nalano przy niej. Na minus jednak rocznik, który chcąc nie chcąc Camille zauważyła. Ale nie skomentowała, tylko podziękowała uprzejmym uśmiechem. Odprowadziła kelnera wzrokiem, zanim nie zakołysała bordowym trunkiem w kieliszku. Nie pachniało źle, smak też był znośny. Ale pijała lepsze. Ba, lepsze miała u siebie w mieszkaniu. Może jedzenie zatrze to wrażenie. - Nie mówiłeś mi chyba, czym się zajmujesz? - ona mu w sumie też nie. Ale to ona była tu górą, bo pierwsza zadała pytanie, okraszone niewinnym, zaciekawionym uśmiechem. RE: [21.06.1972, Restauracja Chimera] Whisky and wine || Camille & Chester - Chester Rookwood - 06.01.2024 Uderzający w niego zapach jedzenia wzmógł odczuwany przez niego głód. Przez swój tryb życia musiał zjadać podwójne porcje wszystkich dań, co również mogło zostać źle odbierane w takich miejscach jak ta restauracja. Tak jak mogła źle odebrać to towarzysząca mu tego wieczoru kobieta. Chester przywiązywał ogromną wagę do bycia odpowiednio postrzeganym w pewnych kręgach. W towarzystwie powinien zachowywać powściągliwie nawet w sferze swojej codziennej rutyny. Skinął nieznacznie głową na to podziękowanie okraszone delikatnym uśmiechem. Przeglądanie karty dań zajmowało mu więcej czasu, niż by chciał. Ciężko było mu coś wybrać z co najmniej kilku powodów. Po raz pierwszy od dawna przekroczył próg jakiekolwiek restauracji i też nie był obeznany w kuchni greckiej. Ostatecznie zdecydował się na potrawę zwaną musaką, która miała postać zapiekanki. W przypadku takiego zamówienia było prościej poprosić kelnera o podwójną porcję na jednym talerzu zamiast zamawiać dwa osobne. — Nie musisz za to przepraszać. Jeśli współpracujecie z rodziną Leroux to jesteś spokrewniona z rodem Delacour? — Starał się przekonać ją co do tego, że nie musi przepraszać go za swoje nawyki. On również swoje posiadał i z tym nie zamierzał się kryć, a tym bardziej nie zamierzał ich porzucać. Pozostawał dobrze zaznajomiony ze Skorowidzem Czystości Krwi i posiadał rozeznanie w rodzinach w nim wyszczególnionych. Wiele wskazywało na to, że w żyłach kobiety płynie czysta krew. Fakt ten rozwiązywał potencjalne problemy, w tym zupełnie odsuwał od niego podejrzenie stawania się szlamolubem. — Jak widać słusznie to podejrzewałem. — Odparł po kolejnej wypowiedzi blondynki. Nie zamierzał wnikać głębiej w łączące ich relacje. To nie było coś, co chciał w tym momencie robić. Nie było to odpowiednie na pierwsze spotkanie. Wystarczało mu to, co sam wywnioskował z tej krótkiej wymiany zdań. Sięgnął po przyniesioną mu pękatą szklankę z podwójną whisky, zamierzając się delektować się jej doskonałym smakiem... na podstawie którego rozpoznał że to jest jedna z wiodących marek tego trunku na terenie Wielkiej Brytanii. Taką samą pijał w domu oraz podczas wizyt w domu Mulcibera. — Pracuję w Ministerstwie Magii, w Departamencie Przestrzegania Prawa. Jestem Aurorem. Ty również nie powiedziałaś, czym się zajmujesz. — Nie zamierzał uchylić się od odpowiedzi na to pytanie. W tym miejscu istniała niewielka szansa na to że ktoś będzie podsłuchiwać, że usłyszy to, czego nie powinien był usłyszeć. Sam wyraził zainteresowanie wykonywanym przez tę kobietę zawodem. RE: [21.06.1972, Restauracja Chimera] Whisky and wine || Camille & Chester - Bard Beedle - 06.01.2024 W zasadzie nie musiała nic dodawać, bo to nasuwało się samo przez się. Camille sięgnęła do meandrów wspomnień, ciężkich do spamiętania nici powinowactw i więzów rodzinnych, by postarać się wysupłać informacje o Chesterze. Ale było ich mało. Za mało. W zasadzie to nic. Nie miała nazwiska, tylko imię i pracę. Nie był czystokrwisty? Nie wyglądał. Może po prostu miała nieaktualne informacje? Zbyt mało przykładała się do nauki, gdy rodzicielka tłumaczyła jej wszystkie skomplikowane związki rodzin czystokrwistych. Wtedy, jeszcze we Francji, uważała że jest jej to niepotrzebne, że nie ma sensu skupiać się na londyńskiej arystokracji. Dopiero gdy podjęła decyzję, by zamieszkać tu na stałe zrozumiała jak duży to był błąd. Nie był co prawda nie do nieprawienia, lecz... Zwyczajnie zabrakło jej czasu. I może odrobinę zabrakło chęci. - Można tak powiedzieć - uśmiechnęła się lekko, nie zdradzając wprost, że nosi nazwisko, o które pytał. Sam się domyślił lub domyśli w swoim czasie. Zakładała, że nie ma do czynienia z głupcem - w końcu wszystko wskazywało na zgoła co innego. Camille lekko przekrzywiła głowę, wzrokiem jednak uciekając w bok, by uniknąć tego niezręcznego, nieustannego wpatrywania się w drugą osobę: powodowało to dyskomfort i gdy mogła, starała się tego nie robić. Tonowała spojrzenia, dawkowała je odpowiednio, by rozmówca nie czuł się pomijany, ale i także nazbyt prześwietlany. Tę sztukę nietrudno było opanować, jeśli potrafiło się wyciągać wnioski z zachowania innych osób. Mentorów też miała niczego sobie. Delacour odstawiła kieliszek. Wzięła zaledwie łyk, na spróbowanie. Nie planowała wypijać więcej niż ten jeden, wiedząc że jutro ma spotkanie. Na samą myśl o tym, co miało się stać nazajutrz, miała ochotę przewrócić oczami i westchnąć, lecz zdusiła w zarodku ten odruch. Odsunęła od siebie myśli o przysługach i obowiązkach, skupiając się na powrót na tym, co mówił Chester. Auror... Na jej twarzy wymalowało się zaskoczenie. - Mam nadzieję, że nie byłeś na sabacie służbowo? Nie chciałabym, byś miał przeze mnie kłopoty - powiedziała cicho, zaraz karcąc się w myślach. Gdyby był na służbie, to spotkaliby się kiedy indziej, prawda? Tak to działało, nawet w nieidealnym świecie. Nie wiedziała jednak czy mogła ulokować Chestera po stronie służbistów, czy może po drugiej stronie barykady. Za wcześnie było na wydawanie takich osądów. - Nie, nie powiedziałam. Pracuję w Mungu, zajmuję się leczeniem urazów pozaklęciowych. Hobbystycznie łamię klątwy, które rzucono na naszych pacjentów. Uśmiechnęła się lekko. Klątwołamaczka - czy mogła być jedną z tych osób, które leczyły osoby po Beltane? To było bardziej niż prawdopodobne, zważywszy na to ile przypadków klątwy pojawiło się po tamtym dniu. A smród Beltane ciągnął się aż do dzisiaj - i pewnie będzie ciągnął się jeszcze przez wiele tygodni, jeśli nie miesięcy. Musiała mieć pełne ręce roboty. - Dlatego z reguły nie pojawiam się na sabatach, zwykle nie mam na nie czasu. Sam jednak wiesz, jak wielu nieostrożnych czarodziejów i czarownic nas otacza - w końcu pracował w takim a nie innym departamencie. On jak nikt inny powinien wiedzieć, jak wiele osób miało za nic prawo czy bezpieczeństwo swoje i innych. Ofiary takich działań trafiały do niej, prosząc o pomoc. I nawet jeśli wynikało to wyłącznie z ich głupoty czy winy, musiała się tym zajmować. Ale Camille nie wyglądała, jakby miała narzekać. Przeciwnie - gdy opowiedziała czym się zajmuje, w jej niebieskich oczach pojawił się błysk, a na twarzy nieznaczne ożywienie. Musiała to naprawdę lubić, na dodatek nie wyglądała na osobę, która narzeka przypadkowym osobom na to, co robi. RE: [21.06.1972, Restauracja Chimera] Whisky and wine || Camille & Chester - Chester Rookwood - 09.01.2024 — Jestem całkiem dobrze zorientowany w kwestii liczących się w świecie czarodziejów rodzin. — Przyznał dla dla potwierdzenia swojej wiedzy z tego zakresu. Użyte przez niego słowa stanowiły doskonały eufemizm zamiast bezpośredniego przyznania tego, że czystokrwiste rodziny czarodziejów odgrywają niebagatelną rolę w ich świecie, że są jedynymi, które tak naprawdę powinny się liczyć - za wyjątkiem rodzin zdrajców krwi. Rodziny czarodziejów czystej krwi nie powinny występować przeciwko im, Śmierciożercom, a najlepiej powinni poprzeć Czarnego Pana i jego popleczników. Wykazywał pewną dozę tolerancji względem rodzin półkrwi, za to nie był w stanie tolerować rodzin pełnych szlam. To jednak nie był temat do rozmowy z piękną kobietą. W przypadku Chestera znacznie trudniej było wywołać u niego dyskomfort. Jako Auror przeprowadził sporo przesłuchań i wiedział, jak to wszystko wyglądało i nie uważał, aby Camille go przesłuchiwała. — Nie byłem, postanowiłem poświęcić trochę czasu swoim wnukom do przyjścia ich rodziców. Podczas pełnienia służby noszę mundur. Nie będę miał przez to kłopotów. — Zapewnił czarownicę z przelotnym uśmiechem. Zarazem chciał ciężko westchnąć w związku poruszeniu tematu jego pracy. Może gdyby był dzisiaj na służbie to tamten incydent z tamtą dwójką złodziei, o których miał zamiar się wypytać jak przyjdzie następnego dnia do pracy. Ich miejsce było w areszcie i jak przystało na służbistę nie zmieniłby swojego osądu w tej kwestii. — Aurorzy często współpracują z uzdrowicielami z tego oddziału, co wynika ze specyfiki naszej pracy. Urazy pozaklęciowe i klątwy są wpisane w nasz zawód. To przyzwoity zawód. — Wykonujący zawód zaufania publicznego uzdrowiciele potrafili zaskarbić sobie dozę szacunku ze strony Chestera, o ile zajmowali się przypadłościami dotykającymi ciała zamiast umysłu. — Ja z reguły również. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. — Powodów, dla których głównie unikał sabatów, jak i praktycznie wycofał się z publicznego poświęcając się pracy było co najmniej kilka: śmierć jego żony, żałoba, praca i służba Czarnemu Panu. Z czystym sumieniem mógł nazwać głupcami wszystkich tych, którzy udali się na tegoroczne Beltane. Pomimo wykonywanego zawodu samemu igrał z prawem. Dostrzegł ten błysk w oczach blondynki, która znacznie się ożywiła wspominając o swoim zawodzie, będącym ewidentnie jej pasją. — To skłoniło cię do stania się uzdrowicielką? — Zapytał z nietypową jak na siebie dozą zainteresowania, przebijającego się przez jego zwyczajowe zobojętnienie. Dopiero od niedawna, głównie dzięki swojemu bratu postanowił trochę przełamać ten impas. RE: [21.06.1972, Restauracja Chimera] Whisky and wine || Camille & Chester - Bard Beedle - 10.01.2024 Camille uśmiechnęła się na tę uwagę, którą wygłosił Chester. Jestem całkiem dobrze zorientowany w kwestii liczących się w świecie czarodziejów rodzin... To sugerowało wiele. Po pierwsze, że mężczyzna jest czystej krwi, najpewniej z bogatszego rodu - w innym przypadku nie zaprzątałby sobie głowy rozmyślaniem o takich rzeczach. Ona również była zorientowana, ale, no właśnie, nie w Anglii. Obiecała sobie (nie wiedząc wtedy, że tę obietnicę będzie składać sobie jeszcze kilka razy w tym tygodniu), że to naprawi. Jeśli chodzi o tę kwestię, to była przekonana, że mogła liczyć na pomoc matki. Gorzej pewnie przyjdzie jej wyjaśnienie, po co jej ta wiedza i nagła zmiana zdania. Może powie, że ma urlop? Ale wtedy możliwe, że rodzice przypuszczą na Camille zmasowany atak z wielu frontów... Musi wymyślić coś innego. Bardzo chciałaby wrócić na chwilę do Francji - to nie kraj i ludzie byli powodem, dla którego uciekła na Wyspy, lecz jej własny ród. Gdy wspomniał o wnukach, twarz Camille się rozjaśniła. Faktycznie, były tam. Zapomniała przez tego cholernego Traversa, to wspomnienie umknęło jej gdzieś na bok i się schowało tak, że nie mogła go z początku wysupłać. Kiwnęła więc głową, zmazując wrażenie osoby, która nie do końca rejestruje to, co się wokół niej dzieje (przynajmniej w swojej opinii), i sięgnęła po wino. - Nieczęsto widuje się ludzi tak oddanych rodzinie - zauważyła z niejakim podziwem. Nie wiedziała jak wyglądało to u Chestera, ale patrząc na to, że poświęcał czas wnukom i odciążał własne dzieci w opiece, to... Brzmiało dobrze. Nawet jeśli robił to od święta. U niej tak nie było. Oczywiście że jej rodzice chcieliby wnuki, nie było co do tego wątpliwości. Ale patrząc na to, co działo się z jej rodzeństwem i jak ich dzieci tęskniły do dziadków, którzy wykorzystywali maluchy tylko po to, by chwalić się przed znajomymi, to świat Chestera naprawdę brzmiał w tej chwili jak bajka. Nawet jeśli Delacour dopowiedziała sobie sama kilka rzeczy. Chciała powiedzieć coś jeszcze, gdy przyszedł kelner z zamówionym jedzeniem. Dobrze zapamiętał, kto zamawiał jakie danie. Wbrew pozorom nie zdarzało się to często, ludzie byli różni i potrafili się mylić nawet przy dwóch osobach. Camille lubiła doceniać osoby, które dobrze wykonywały swoją pracę - na razie jednak tylko podziękowała z uśmiechem, od którego na policzkach chłopaka pojawił się delikatny rumieniec. Niech poczuje się doceniony i wyróżniony, w końcu ją to nic nie kosztowało, a mu mogło poprawić humor na cały wieczór. No i... Gdy jesteś miły dla obsługi, traktują cię lepiej. To prosta zasada, znana na całym świecie w każdej branży usługowej. - To prawda, czasem zdarzało mi się pomagać Ministerstwu, chociaż nie powiem, żeby to było nagminne w moim przypadku. Raczej traktują mnie jako opcję zapasową, mam za dużo własnych pacjentów w szpitalu, żebym mogła pozwolić sobie na rzucenie wszystkiego i ruszenie do Ministerstwa Magii, gdy tylko o to poproszą - albo każą. Prośby nie były raczej w ich stylu, chociaż zdarzały się osoby, szanujące granice, stawiane przez Camille. Sęk w tym, że Delacour była osobą bardzo trudną we współpracy i pytali o nią w chwilach, gdy naprawdę nie było nikogo innego. Nie dlatego, że była rozkapryszona - głównie dlatego, że była do bólu wręcz skrupulatna. Zadawała niewygodne pytania i nie ruszała dalej, póki nie udzielono jej na nie odpowiedzi. Ale trzeba było jej oddać, że nigdy nie pytała o rzeczy zbędne. Niektórym aurorom jednak wydawało się, że wystarczy posłać po medyka albo klątwołamacza, a ten rzuci okiem i będzie znał rozwiązanie. No nie, to tak nie działało, a na pewno nie w niej przypadku. Camille miała kilka sytuacji, w której niedokładny wywiad nieomal nie doprowadził do śmierci pacjenta - nie chciała powtórki. Jedzenie wystygło, Delacour z ciekawością odkroiła pierwszy, mały kawałek i włożyła go do ust. Musiała się chwilę zastanowić nad odpowiedzią na pytanie, które zadał Chester. Co ją do tego skłoniło... - Myślę, że to po prostu był naturalny wybór w chwili, gdy zorientowałam się że konkretne przedmioty potrzebne do zdania egzaminów przychodzą mi z większą łatwością niż inne. Ciekawią mnie także różne przypadki medyczne, szczególnie te bardziej skomplikowane. Lubię spędzać nad nimi czas, na dodatek mam dobry kontakt z pacjentami. Rodzina uznała, że ta ścieżka kariery będzie najodpowiedniejsza, dlatego po skończeniu akademii wysłali mnie na staż w Londynie. To było tak dawno temu, że pamiętam to jak przez mgłę - co ciekawe z ust kobiety nie padło standardowe "lubię pomagać innym". Może uznała to za zbyt oklepane? A może po prostu było to dla niej sprawą drugorzędną? Lub uznała to za oczywistość. Bo nie wyglądała na kogoś, kto nie lubi innych ludzi: takie osoby zresztą nie były dobrymi uzdrowicielami, a Camille wspominała, że nie ma czasu. Nie miałaby pacjentów, gdyby była w tym kiepska. - Myślę, że to podobnie jak u ciebie. Ciekawość, chęć zmiany świata lub najbliższego otoczenia. Chyba że twoja ścieżka kariery została obrana z zupełnie innych powodów? Na przykład rodzinnych. Albo po prostu nie było innego wyjścia, z tego co jednak Delacour się orientowała, w przypadkach takich jak ich trzeba było ogromu samozaparcia i dyscypliny, a także nauki, żeby osiągnąć cel. Więc ewentualna presja rodziny miałaby sens. RE: [21.06.1972, Restauracja Chimera] Whisky and wine || Camille & Chester - Chester Rookwood - 21.01.2024 Pomimo wystosowanych przez siebie słów podtrzymywał to, że nie zamierzał w tym momencie zagłębiać się w kwestie dotyczące ideologii czystej krwi. Bycie czarodziejem czystej krwi jednoznacznie nie wskazywało na posiadanie radykalnych antymugolskich poglądów albo na jednoznaczne popieranie reżimu Lorda Voldemorta. Siedząca naprzeciwko niego czarownica mogła pozostawać nastawiona pozytywnie do mugoli i mugolaków, neutralnie albo antymugolsko. W jego oczach za najbardziej odpowiedni uchodził ten ostatni pogląd. Nie stworzyłby on konfliktu interesów, stając się trudną do przeskoczenia przeszkodą w relacjach personalnych. Jednym z wielu z tego względu, że po raz pierwszy od dziesięciu lat wyszedł spędzić wieczór w towarzystwie pięknej kobiety, która wzbudziła jego zainteresowanie. To też sprawiało, że na pewne rzeczy zdawał się przymykać oko - raz na jakiś czas mógł sobie na to pozwolić. — Rodzina jest dla mnie bardzo istotna. Dzieci to przyszłość świata czarodziejów. — W wypowiedzianych przez niego słowach nie było ani odrobiny kłamstwa. Chester jako ojciec jest złożonym człowiekiem - mając na uwadze dobro rodu i jego pozycję w świecie czarodziejów czystej krwi starał się zawierać korzystne dla nich mariaże, tak samo jak powierzył swoich synów i córkę Czarnemu Panu oraz był gotów zabijać aby ochronić swoją rodzinę przed jakimkolwiek zagrożeniem z zewnątrz. W oczach Chestera wnuki stanowiły przyszłość świata czarodziejów czystej krwi. Zwłaszcza, jeśli zostałyby wychowane w poczuciu wyższości czarodziejów czystej krwi nad mugolakami i niechęci do mugoli. Chciałby mieć możliwość pokazania im w przyszłości pierwszych czarnomagicznych zaklęć. Innym aspektem cechującej go złożoności jest to, że sam jest dla swoich surowym ojcem, ale podczas opiekowania się wnukami zdarzało mu się je rozpieszczać jak to miało miejsce podczas tegorocznej Lithy. Pojawiający się kelner z ich zamówieniami również i jemu przeszkodził w podtrzymywaniu rozmowy. On również docenił to, że kelner przyniósł im właściwe zamówienia - jedynie skinął mu głową, odnotowując w pamięci to aby przy uiszczaniu zapłaty za ich zamówienie doliczyć do rachunku napiwek. Wydawał się on nad wyraz zasadny, skoro podano mu podwójną porcję zamówionej zapiekanki. Oszczędzono mu tym samym dyskomfortu zamawiania tego samego dania po raz drugi, co mogłoby zostać niezbyt dobrze odebrane przez jego towarzyszkę wieczoru. Naprawdę przywiązywał zbyt dużą wagę do tego jak jest postrzegany w niektórych kręgach. Skoro podano im zamówione przez nich dania to Chester sięgnął po sztućce z zamiarem zaczęcia jeść. Prowadzona rozmowa, niezależnie od tego jak bardzo fascynująca, nie sprawi że będzie gotów przesiedzieć kolejną godzinę albo dwie z pustym żołądkiem kiedy nie przez cały sabat nie zdążył niczego zjeść przez to całe zamieszanie z udziałem wnuków, złodziejki, jednego obscenicznie ubranego mężczyzny i Aurora. Do następnego dnia chciał o tym wszystkim zapomnieć. — Z mojego punktu widzenia to byłoby jak dodatkowy etat i konieczność bycia gotowym na każde wezwanie przez pracowników naszego departamentu oraz godzenie tego z podstawowymi obowiązkami. Nie jest to wdzięczna praca. Jako uzdrowicielka możesz i tak zostać wezwana do jakiegoś ciężkiego przypadku i to nawet w środku nocy, podobnie jak ja mogę zostać ściągnięty w środku nocy. Prywatne sprawy nie mają nic do rzeczy. — Będący służbistą Chester dostrzegał pewne podobieństwa między nimi, jednocześnie uznając postawę prezentowaną przez Camille jako odpowiednią. Tyle, że on jako Auror nie mógł pozwolić sobie na odmówienie swoim przełożonym stawienia się na nagłe wezwanie do pracy. Spożywana przez niego zapiekanka okazała się całkiem smaczna, a zatem warta swojej ceny. — Wybrałaś w takim razie bardziej praktyczne podejście. Praca uzdrowiciela z pewnością obfituje w tego typu przypadki. A jednocześnie nie był to wyłącznie twój wybór. — Stwierdził z wyraźną aprobatą, pochwałą pragmatycznego podejścia do wykonywanego zawodu oraz poleganiu na rodzinie. Członkowie jego rodziny byli znani z wiernego wykonywania pracy na rzecz Ministerstwa Magii i jak dotąd od tej reguły nie było żadnych odstępstw. Camille nie kierowała do niego wyświechtanych frazesów o tym, jak lubiła pomagać innym. Niezależnie od tego, co stało za tym, że nie zapewniła go o chęci pomagania innym, jako uzdrowicielka i tak to robiła. Chester wychodził z założenia, że uzdrowiciel nie musi być miły, tylko skuteczny. Gdyby podczas wykonywania swoich obowiązków został rażony czarnomagicznym (o ironio!) zaklęciem to wolałby trafić w ręce konkretnego, nawet niekoniecznie miłego uzdrowiciela, który postawiłby go sprawnie na nogi. — Moja rodzina jest znana z tego, że pracuje na rzecz Ministerstwa Magii i to odegrało znaczącą rolę w wyborze ścieżki kariery. Pełnienie służby jako Auror niesie również ze sobą pewien prestiż. Lata, jakie poświęciłem noszeniu munduru, sprawiły że wyzbyłem się wiary w możliwość zmiany świata na lepsze w taki właśnie sposób. — Pomiędzy spożywaniem kolejnych kęsów zapiekanki postanowił się podzielić z nią swoimi powodami, dlaczego został Aurorem. Daleko było mu do bycia idealistą. Dodatkowo sam parał się czarną magią, trawiącą od lat jego duszę i nie zamierzał się łudzić, że to było słuszne rozwiązanie. Należałoby zrównać z ziemią cały Śmiertelny Nokturn oraz Podziemne Ścieżki aby wyplenić z części magicznego Londynu część przestępczego półświatka oraz zlikwidować część czarnoksiężników. To jednak nie będzie mieć miejsca. Ministerstwo Magii lubiło raz na jakiś czas pogrozić paluszkiem stałym bywalcom tych dzielnic dla podtrzymania swojego złudzenia posiadania kontroli. Raz na jakiś czas on musiał dostarczyć im jakiegoś czarnoksiężnika, zgodnie z zasadami tej gry. RE: [21.06.1972, Restauracja Chimera] Whisky and wine || Camille & Chester - Bard Beedle - 22.01.2024 Pewnym problemem mógł być też fakt, że kobieta była uzdrowicielką. Osoby tego typu zwykle wykazywały się ogromną empatią, a na dodatek raczej nie słynęły z odmawiania leczenia innych tylko dlatego, że byli mugolakami, prawda? Chociaż Camille nie powiedziała wprost, że to empatia i dobro oraz chęć pomocy innym skłoniły ją do tego, by wybrać tę ścieżkę kariery, to odpowiedź nasuwała się sama... Chociaż z drugiej strony ilu było uzdrowicieli, którzy otwarcie wyrażali swoje zdystansowanie lub wręcz pogardę do osób pochodzących z mugolskich rodzin? Takie jednostki przecież też się zdarzały. - Gdyby Ministerstwo obchodziły prywatne sprawy ich pracowników, to zapewne nie byłoby tak skuteczne - mruknęła, szybko jednak ukrywając swoją wypowiedź za kieliszkiem z winem. Chester mógł to odebrać dwojako, jednak intencją Camille nie była krytyka Ministerstwa. - Taka praca, nic się z tym nie zrobi poza ewentualną zmianą, jeśli ktoś ma dość. Lekko wzruszyła ramionami. Jej to nie przeszkadzało, bo w zasadzie nie miała życia prywatnego i nawet za nim nie tęskniła. Owszem, takie momenty jak ten były miłe, ale już dawno nauczyła się, że poleganie na drugiej osobie w kwestii bezpieczeństwa i przedkładania jej nad swoją karierę było głupotą. Gdyby kiedyś posłuchała swojego serca, teraz nie byłaby w tym miejscu, w którym była teraz. Na dobre jej to wyszło. Uniosła spojrzenie, nieco zaskoczone, gdy Chester skończył swoją ostatnią wypowiedź. Nie do końca wiedziała, jak ją interpretować, ale nie chciała podejmować tego tematu. Nie miała ochoty na dywagowanie o zmianie świata na lepsze, bo według niej nic nie dało się zrobić na ten moment. Owszem, była świadoma tego, co się działo wokół niej, bo przecież sama poniekąd w tym uczestniczyła (a raczej w naprawianiu szkód, wyrządzonych m.in. podczas Beltane), ale czy to była dobra droga? Nie miała jednak zamiaru się nad tym zastanawiać w towarzystwie bądź co bądź nieznajomej osoby, co do tożsamości której nie była pewna. Obraz Chestera powoli jej się wyłaniał z mroku, ale żeby mieć pewność, z kim rozmawia, potrzebowałaby go sprawdzić. A po co to robić, jeśli w tym momencie nie wiązała z nim większych planów? Camille pogrążyła się w myślach i w milczeniu. Nie była obecna na Beltane, ale na Lithe coś poczuła - być może była to sprawa wianka, ale coś ją do Chestera przyciągnęło i kusiło ją sprawdzić, co to dokładnie było. Nie doszły do nich żadne wieści na temat tego, jakoby ktoś przypuścił magiczny atak na ten konkretny sabat, więc podskórnie czuła, że coś było na rzeczy. Coś... Tylko co? To, że nie wiedziała, zaczynało ją drażnić, bo Camille nie lubiła nie wiedzieć. To była zarówno wada, jak i zaleta. Zaleta, bo była dociekliwa również w pracy, a przecież im więcej się wiedziało, tym skuteczniej mogło się leczyć. Ale to była również ogromna wada, bo bywała irytująca z tymi pytaniami, potrafiła być upierdliwa i tak długo dociekać, że zrażała do siebie ludzi. Nie zawsze ładna buzia i uśmiech wystarczały, by zakryć złe wrażenie, które potrafiło się zrobić. - To się chwali. Ja jestem jedną z pierwszych w mojej rodzinie, ale mam na szczęście rodzeństwo, które poszło w ślady rodziców - czyli kobiety rodziły dzieci, a mężczyźni zajmowali się winem. Po co kolejna osoba do tego biznesu, skoro tamci zdążyli spłodzić kolejnych potomków, którzy przejmą schedę w postaci ogromnych pól i winiarni po starszych? RE: [21.06.1972, Restauracja Chimera] Whisky and wine || Camille & Chester - Chester Rookwood - 24.01.2024 Chesterowi było bardzo daleko do kierowania się w życiu tego rodzaju idealizmem. Empatyczni uzdrowiciele, traktujący tak samo czystokrwistych i szlamy, zdarzali się, jednak nie postrzegał tego jako regułę. Jemu samemu było bardzo daleko do praworządnego Aurora, opowiadającego się za równością czarodziejów czystej krwi i mugolskiej. Przez całe lata służby zdołał wyrobić swoje zdanie na temat przestępczych środowisk magicznego Londynu i wszystkie jego doświadczenia z przedstawicielami przestępczego półświatka pozwoliły mu sądzić, że postępowanie zgodnie z prawem bardzo często okazało się niewystarczające. Do szlam odnosił się z wyższością. Spoglądał na nie z wyraźną pogardą, którą zaszczepiono w nim jeszcze w dzieciństwie. Nie było to niezgodne z prawem, w przeciwieństwie do mordowania szlam których krew ma już na rękach. Nie towarzyszyły mu z tego powodu żadne wyrzuty sumienia, w jego umyśle nie zalęgła się jakakolwiek myśl o tym, że to niegodziwe. Odbieranie życia szlamom i szlamolubom sprawiało, że spał snem sprawiedliwych. Niepodważalnym faktem było to, że nawet uzdrowiciele prowadzący prywatną praktykę nie za bardzo mogli wybierać sobie klientów - rynek rządził się swoimi prawami. — To akurat prawda. Nie byłoby. — Dla niego jako wieloletniego pracownika Ministerstwa Magii ono nie stanowiło nieomylnego organu władzy w świecie czarodziejów. Przez ten czas wykonywał wierną pracę na rzecz tej instytucji, jednak nie było tak że nie dostrzegał wszystkich jej mankamentów. Departament Przestrzegania Prawa pozostawał nieodpowiednio zarządzany - poddawał w uzasadnioną wątpliwość kompetencje swojej szefowej. W samym departamencie szerzył się nepotyzm, zwłaszcza jeśli chodzi o Longbottomów. Nie bez powodu nie poruszał tego tematu. Z tym nie dawało się nic zrobić. — To prawda. Gdybym sam miał zmienić pracę to mógłbym postarać się o stanowisko w innym departamencie albo rozpocząć własną działalność. Uzdrowiciele często otwierają swoje prywatne praktyki. Nie myślałaś o tym? — Ze swojego punktu widzenia łatwiej byłoby mu rozpocząć na nowo karierę w innym departamencie niż rozpoczynać własną działalność. Jako Auror posiadał bardzo wąski zakres umiejętności zawodowych. Wiek również nie pozostawał bez znaczenia. Zadane przez niego pytanie wynikało z przejawu pewnej dozy ciekawości, z której został wyzuty dawno temu. Wypad z Erykiem do tamtego pubu, wybranie się na tegoroczną Lithę w trakcie której poznał piękną kobietę oraz ta wspólna kolacja to były pierwsze rzeczy, jakie zrobił dla siebie od tak dawna. Przywodziło to na myśl wyrwanie się z pewnego rodzaju letargu. Sam poczuł się dobrze w obecności Camille, którą starał się lepiej poznać podczas tego spotkania. Jednocześnie na nic się nie nastawiał. Nie wybiegał myślą w przyszłość. Służenie Czarnemu Panu nie sprzyjało planowaniu życia na kolejne dziesięć lat. Ostatnio bardzo niewiele brakowało mu do tego aby został aresztowany przez swoją szefową i jej wiernych przydupasów. — To również godne uznania, że podążyłaś swoją drogą. — Pomimo bycia konserwatywnym czarodziejem starej daty nie uważał, że kobieta powinna wyłącznie rodzić dzieci. Gdyby tak było to nie pozwoliłby swojej jedynej córce na wykonywanie pracy zarobkowej na rzecz Ministerstwa Magii. Jedyną rzeczą, jakiej jego zdaniem nie powinny wykonywać kobiety z ich rodu albo związane z nimi to gotowanie. Od tego były skrzaty domowe. Przygotowanie posiłków to coś, co wykonywały kobiety niższych stanów, nie posiadające tego rodzaju służby. Jak jeszcze żyła jego żona to ona wchodziła jedynie do kuchni po to aby wydawać skrzatom odpowiednie polecenia. — Odchodząc od tematu pracy i rodziny... czym się interesujesz? — Zadając to pytanie odłożył na moment sztućce i sięgnął po pękatą szklankę z alkoholem. Upił z niej łyk tego trunku. Zadane przez niego pytanie wydawało mu się aż nazbyt bezpośrednie albo nawet niezręczne. Założył, że jego towarzyszka posiada swoje zainteresowania. RE: [21.06.1972, Restauracja Chimera] Whisky and wine || Camille & Chester - Bard Beedle - 24.01.2024 To, jak Camille podchodziła do mugolaków, było sprawą dość skomplikowaną. Dotykała ich i leczyła, bo musiała i... Chciała. Wynikało to jednak wyłącznie z jej zawodowej ciekawości. Och, daleko jej co prawda było do niektórych, którzy najchętniej eksperymentowaliby na czarodziejach, pochodzących z niemagicznych rodzin, ale zdecydowanie traktowała ich jako obiekty medyczne. Mało kto jednak wyczuwał tę subtelną różnicę - znajomi z pracy wiedzieli tyle, ile musieli. Camille nigdy nie pozwoliła na przestrzeni tych lat, by jej poglądy wpłynęły na jakość pracy i to im wystarczało. Również nigdy nie używała wulgarnego słownictwa, takiego jak szlamy. Nie gardziła nikim otwarcie, choć dało się wyczuć chłód i dystans w stosunku do pacjentów nieczystej krwi. Gdzieś między kolejnymi kęsami jedzenia i łykami wina Camille słuchała tego, co Chester miał do powiedzenia. Nie dało się nie zauważyć, że blondynka jadła mało i powoli. Pytanie czy na Lithę przyszła - w przeciwieństwie do Rookwooda - najedzona, czy wyniosła to z domu? Jeśli chodziło o kobiety z wyższych sfer, do których niewątpliwie zaliczała się rodzina Delacour, ogromny nacisk kładziono na wygląd, w tym oczywiście figurę. Camille nic pod tym względem nie brakowało: być może właśnie dlatego, że nauczono ją, by jeść niewiele. - Na ten moment dzielę gabinet z koleżanką, która otworzyła własną praktykę. Przyjmuję tam prywatnych pacjentów, ale tak, myślę czy by nie otworzyć czegoś własnego. Ze szpitala jednak nie zrezygnuję, praca tam otwiera wiele drzwi, żadna prywatna praktyka nie zastąpi też możliwości rozwoju w Mungu - powiedziała, odkładając widelec na krawędź talerza. Drobna dłoń sięgnęła po chusteczkę, by blondynka mogła dyskretnie otrzeć usta. Nie zamierzała mu mówić, że jej ambicje były dużo wyższe, niż przeciętnego uzdrowiciela, dlatego tak uparcie trzymała się Munga. Pytanie o zainteresowania nieco zbiło ją z tropu, ale Delacour była przecież kobietą - urokliwą, ale i oczytaną. Posłała więc Chesterowi lekki, nieco tajemniczy uśmiech. - Mam wiele zainteresowań. Tak wiele, że by je wszystkie poznać, musielibyśmy się spotkać jeszcze nie raz i nie dwa. Posłała mu kolejny, tym razem zupełnie niewinny uśmiech i spojrzenie, które zaraz zniknęło za woalem czarnych, długich rzęs. - Skończyłam Beauxbatons, urodziłam i wychowałam się we Francji, więc można powiedzieć, że gdzieś w mojej krwi płynie zamiłowanie do sztuki wszelkiego rodzaju. Kształciłam się też w tańcu, zanim rozpoczęłam naukę. Kocham także literaturę, ale od wielu lat czytuję głównie literaturę naukową. Lubię jednak otaczać się szeroko rozumianym artyzmem. Nie znam się jednak na malarstwie, ale lubię odwiedzać muzea. Nie wiem, czy można to nazwać zainteresowaniami - chadzała tam, gdy miała czas. A ostatnio miała go tyle, co kot napłakał. Camille nie pamiętała, kiedy ostatnio udało jej się odwiedzić galerię sztuki. Rok temu? Dwa lata temu? - Na pewno twoje zainteresowania są bardziej porywające i ugruntowane, niż moje. Jej były rozwiane, niewyraźne i rozmazane. Najzwyczajniej w świecie nie miała tyle czasu, by móc oddać się jakiejkolwiek pasji. |