Po powrocie na Ulicę Pokątną całkiem szybko natrafili z jedną z wielu restauracji. Chimera okazała się stosunkowo nowym miejscem na gastronomicznej mapie magicznego Londynu. Lokal został otwarty przez rodzinę czarodziejów posiadających greckie korzenie. Od dawna nie był w jakiekolwiek restauracji, co dotyczyło również Chimery. Decyzja o przekroczeniu progu tego miejsca została podjęta zupełnie spontanicznie, co pozostawało w znacznej sprzeczności z odczuwaną przez niego potrzebą panowania nad sytuacją. Planując wizytę w takim miejscu najpierw zorientowałby się co do menu i ustalił, czy obowiązuje zakaz palenia oraz zapoznałby się z opiniami odnośnie tego miejsca.
Gdyby ten lokal spełniłby jego oczekiwania to zarezerwowałby w nim stolik z widokiem na całą salę i na drzwi wejściowe, a jednocześnie z dala od okna. Położenie stolika odgrywało niebagatelną rolę. Możliwość obserwowania całej sali oraz drzwi pozwoliłaby mu odpowiednio zareagować w razie zagrożenia, natomiast siedzenie z dala od okna pozwoliłoby uniknąć kontaktu z deszczem szkła w razie niebezpieczeństwa ze strony zwykłych przestępców chcących napełnić swoje kieszenie i dawało pewien komfort, poczucie względnej prywatności.
Postanowił otworzyć drzwi jako pierwszy i przepuścić swoją towarzyszkę jako pierwszą, a samemu wejść jako drugi i zamknąć za sobą drzwi. Po wypatrzeniu względnie odpowiadającego jego wymaganiom stolika skierował się wraz z Camille w jego stronę. Zanim usiadł to jeszcze odsunął krzesło towarzyszącej mu kobiecie. Tak jak niegdyś odsuwał krzesło swojej żonie. Po wzięciu karty w dłonie zamierzał poczekać aż blondynka zdecyduje się pierwsza. Sam w tym czasie zorientował się czy w menu znajduje się ognista whisky, której chciał się napić. Zamierzał zachowywać w tym typowy dla siebie umiar. Doskonale wiedział, co alkohol robi z czarodziejami i wolał nie znaleźć się w sytuacji, w następstwie której obudzi się w Azkabanie. Ponadto na rano miał do pracy, w której zamierzał się wstawić. Jeszcze musiał wybrać jakąś przekąskę.