Secrets of London
[30.06.1972r., wieczór] Na kaszel, na sen, na miłość - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [30.06.1972r., wieczór] Na kaszel, na sen, na miłość (/showthread.php?tid=2565)

Strony: 1 2


[30.06.1972r., wieczór] Na kaszel, na sen, na miłość - Neil Enfer - 17.01.2024

Przeciągnąłem się przepotężnie w swoim fotelu, wystawiając ręce do nieba ile się tylko da. Bolały mnie plecy od tego garbienia się nad wagą i książkami. Bawiłem się dalej w nowe receptury, bo chociaż lubiłem robić mieszanki własne, tak czyjeś sprawdzone pomysły są piękną inspiracją upewniającą mnie, że moje dzieła mają faktycznie zastosowanie. Niby widziałem po sobie, że mają wpływ, ale i tak czasami potrzebowałem potwierdzenia u innych.
Oparłem się o poduszki jakimi się obłożyłem i sięgnąłem dookoła siebie, żeby wyłapać gdzie podziała się moja różdżka, czy na niej siedzę czy wpadła pomiędzy podłokietnik, a siedzisko. Szczęśliwie była ona dużo bardziej wytrzymała, niż ja i kiedy wyciągnąłem ją z odmętów fotela wystarczyło kilka ruchów, aby przemienić ziołowe i woskowe resztki w różnokolorowe motyle, które natychmiast odleciały zwiedzać pokój i poznawać wszelaką roślinność poupychaną w każdym możliwym kącie sypialni.
Zerknąłem na zegar. Hmm facet chyba jest u siebie, prawda? Nie wiem, jak dobrze ogarniam jego grafik, to raczej tak, ale wiem, że w życiu różnie bywa. Z resztą czy godzina jest odpowiednia na odwiedziny? Jakoś tak wszystko mi się dzisiaj rozlazło dzisiaj, a czas przeciekał przez palce. W końcu jednak podjąłem decyzję, zarzuciłem na siebie sweter, wsunąłem na stopy futrzaste kapcie, chwyciłem papierową torbę z zamówieniem i wyszedłem z mieszkania zaraz kierując się na odpowiednie piętro. Stanąłem przed drzwiami, poprawiłem ubrania, odchrząknąłem cicho, żeby mi się głos nie załamał, bo od kilku godzin nie powiedziałem prawie żadnego słowa. Uniosłem rękę i zapukałem głośno, czekając na to czy ktoś mi otworzy i jeśli drzwi w końcu się uchyliły, a przed oczami miałem Leona, to uśmiechnąłem się do niego szeroko.
-Cześć. Zamówienie.-rzuciłem, proste słowa, nic nie można w nich zepsuć, więc nim się posłużyłem. Najgorzej by było jakbym już na początku palnął coś głupiego, chociaż on jako tao już mnie trochę zna, może nie byłby aż tak zdziwiony.


RE: [30.06.1972r., wieczór] Na kaszel, na sen, na miłość - Leon Bletchley - 23.01.2024

Pracujący w Ministerstwie Magii Leon bywał w swoim mieszkaniu na Alei Horyzontalnej głównie wieczorami, nie licząc oczywistych dni wolnych od pracy w których nie miał żadnych innych planów na dany dzień. Czasami potrzebował posiedzieć z książką, z leżącym na jego brzuchu albo barku samiczką pufka o wdzięcznym imieniu Honey. Posiadane przez niego zwierzątko nie było wymagające w swojej opiece, a zatem odpowiednie dla niego. w końcu poza odpowiednią klatką potrzebowało jedynie przytulanie i lekkie podrzucania oraz było wszystkożerne. Jego największym utrapieniem było to, że to magiczne stworzenie miało tendencje samobójcze - musiał zabezpieczyć drzwi od łazienki oraz zamykać zawsze sedes. Z niejasnego dla niego powodu pufki wprost uwielbiały pić wodę prosto z muszli klozetowej. Mniejszym problemem było ich zamiłowanie do wyjadania smarków prosto z nosa pogrążonego we śnie swojego opiekuna. On jednak zamykał na noc pufka w swojej klatce dla jego dobra, tak aby nie zgnieść go podczas snu.

W chwili, w której rozległo się pukanie drzwi, Leon siedział na fotelu czytając książkę. Honey umościła się na jego barku mrucząc przy tym rozkosznie. Wsunął zakładkę między kartki powieści i powoli się podniósł, odkładając książkę na siedzenie swojego fotela. Powoli podążył do drzwi z zamiarem ich otworzenia. Wszyscy jego goście musieli być przyzwyczajeni do dłuższego oczekiwania na to aż podejdzie i naciśnie klamkę. Po otwarciu drzwi jego oczom ukazał się stojący na progu w swoich futrzanych kapciach Neil. Początkowo Leon wyglądał na zaskoczonego. Kiedy minęło pierwsze zaskoczenie, uśmiechnął się do niego. Mieszkający po sąsiedzku Neil stanowił jego stałego dostawcę świec i kadzideł.

Cześć. W samą porę. Wejdziesz do środka? Zrobię herbaty. — Przywitał swojego sąsiada i spojrzał na papierową torbę w jego dłoni. O finansach porozmawiają w środku, przy herbacie. Przy okazji może dowie się o tym, co słychać w życiu swojego sąsiada.




RE: [30.06.1972r., wieczór] Na kaszel, na sen, na miłość - Neil Enfer - 24.01.2024

Magiczne stworzenia były dla niego lekką fantazją, wychowany na psach i kotach kiedy poszedł do Akademii Magii zobaczy zupełnie dziwny świat i owszem, niektóre stworzenia były słodkie, ale inne... no nie mógł się do nich przełamać. Z resztą jeszcze by palnął przed mugolami jakąś głupotę i by wyszło szydło z worka. Kiedy chciał się poprzytulać do zwierzaka, pogłaskać go czy pobawić się z nim, zawsze miał swoją poduszkę, stołek, kulki zgniecionego papieru, które mógł w każdej chwili transmutować na jakiś czas.
Cierpliwie czekał przed drzwiami, obserwując klatkę schodową, jakby nie stał tu nigdy. Wycieraczki, drzwi, zapachy, zerknął w górę, w dół, posłuchał czy ktoś chodzi do budynku, czy ktoś z sąsiadów się akurat z kimś kłóci.
W końcu drzwi się otworzyły i obrzucił siebie uśmiechami.
-Ah, jasne.-zgodził się, bo co miał siedzieć sam u siebie i myśleć nad nie wiadomo czym, a robienie zamówień go już zmęczyło. Wszedł do środka i trochę na sekundę zgłupiał. Powinien zdejmować kapcie? Niby chodził w nich "po podwórku" poza domem, ale w bloku, więc chyba nie? Chociaż... Został w kapciach koniec końców.
-W sumie mogłem przyjść z własną herbatą.-zaśmiał się do niego po chwili namysłu kiedy zdał sobie sprawę z tego, że przejście z piętra na piętro nie sprawiłoby, że herbata magicznie wystygnie lub nie będzie smaczna. Rozejrzał się po mieszkaniu, jakby nigdy go nie widział.
-Co u ciebie? W pracy spokój? Średnie czasy trochę są...-popatrzył na niego, zastanawiając się czy życie nie zgotowało i jemu jakich przykrości ostatnio, ale chyba nie, przynajmniej póki co nie wyglądał na takiego. Z drugiej strony Morpheus też nie do końca był przybity kiedy go odwiedził.


RE: [30.06.1972r., wieczór] Na kaszel, na sen, na miłość - Leon Bletchley - 01.02.2024

Kiedy mieszkający po sąsiedzku dostawca świec i kadzideł zdecydował się wejść do środka, zamknął za nim drzwi. Podążył w głąb swojego mieszkania, do salonu. Pozostawał zupełnie nieświadomy wewnętrznych rozterek swojego gościa odnośnie poruszania się w kapciach po tym mieszkaniu. W tym domu wszyscy goście chodzili w butach, o ile nie oferował im noclegu.

Nie żałuję swoim gościom herbaty. — Stwierdził nieznacznie skonsternowany. Zawsze chętnie częstował swoich gości herbatą i czymś słodkim. Poczułby się urażony tym, gdyby ktoś przyszedł do niego z własnym kubkiem herbaty. Mieszkanie wyglądało tak samo, nie brakowało dodatków nadających mu charakteru, pamiątek i kilku roślin w doniczkach, którymi  się zajmował w czasie wolnym.

Nie mogę narzekać. Miałem możliwość wybrania się na tegoroczną Lithę ze swoją przyjaciółką. Zdrowotnie bez zmian. W pracy... od wezwania do wezwania, jeśli już się takowe zdarzy. Poza tym nie brakuje tam biurokracji, która potrafi straszyć bardziej niż wszystkie schwytane przeze mnie i moich kolegów po fachu duchy. A u ciebie? Dużo masz zamówień? A co w życiu prywatnym? Przyszło nam żyć w bardzo burzliwych czasach, to prawda. — Odpowiadał na zadawane przez sąsiada pytania. Uśmiechał się przez większość czasu, poważniejąc jedynie jak wspomniał o swoim nadwątlonym przez chorobę genetyczną zdrowiu i jak odniósł się do stwierdzenia Neila odnośnie czasów, w jakich przyszło im żyć. To stwierdzenie wydawało mu aż nazbyt łagodne, biorąc pod uwagę to, że fanatycy dopuszczali się brutalnych aktów przemocy wobec czarodziejów mugolskiego pochodzenia i samych mugoli. Pozostawał przeciwny temu, jednocześnie zdając sobie sprawę z tego sam nie będzie w stanie chwycić za różdżkę i rzucić się w wir walki.

Jakiej napijesz się herbaty? Mam ich naprawdę sporo. — Zwrócił się do swojego gościa podczas zmierzania do kuchni. Nie kłamał, jeśli chodzi o posiadanie wielu gatunków herbat liściastych. — Torbę ze świecami i kadzidłami możesz zostawić na stoliku w salonie. — Zanim opuścił to pomieszczenie to wskazał mu wspomniany stolik do kawy. Będąc w kuchni napełnił czajnik wodą, który postawił na piecyku. Po rozpaleniu go pozostawało jedynie poczekać aż wypełniająca czajnik woda zacznie się gotować. W tym czasie nasypał do jednej z filiżanek miętowo-lukrecjowego suszu oraz położył po dwa ciasteczka korzenne na spodeczku. Trzecie połamał na mniejsze części, ostatecznie je całkiem krusząc nad trzecim talerzykiem. To dla siedzącej mu na barku Honey, która również lubiła ciasteczka i od czasu do czasu mógł ją porozpieszczać tego rodzaju smakołykami. Samiczka pufka podskoczyła na jego barku, wyczuwając charakterystyczną woń słodkości.

Tak, dzisiaj wreszcie dostaniesz ciasteczko. — Zwrócił się do niej z lekkim rozbawieniem.




RE: [30.06.1972r., wieczór] Na kaszel, na sen, na miłość - Neil Enfer - 02.02.2024

Nie chodziło o żałowanie, a korzystanie z dobrodziejstwa mieszkania blisko siebie. O ile zabawniej by było spotkać sąsiadkę, która popatrzyłaby krzywym spojrzeniem, jak biegają w piżamach z herbatami z piętra na piętro.
Słuchał odpowiedzi, bo nie po to zadał pytania, żeby nie skupić się na chłopaku gdy ten tłumacz wydarzenia ze swojego życia. Sam również dostał pytania gdy zasada wzajemności podziałała i trzeba było odpowiedzieć. Nie wszystko w życiu mu się układało, ostatnio miał kilka razy pod górkę.
-Mehhh, to samo co zwykle, niewiele się zmienia, chociaż ostatnio zdobyłem jedną klientkę, wysyłkową co prawda, więc na oczy jej nie widziałem. A tak poza tym, to przyjaciel wrócił z długiego wyjazdu, spotkaliśmy się, poopowiadał mi, jak było. Może sam się kiedyś gdzieś wybiorę, jak trochę uzbieram pieniędzy.-to nie był zły plan, chociaż póki co rozmowa zakończyła się na podsumowaniu: ,,Jest okropnie bez perspektyw na to aby coś się zmieniło na dobre." Wyjazd więc powinien chyba poczekać.
-A jakiejkolwiek. Daj mi taką, którą najmniej chcesz pić.-z przyjemnością pomoże mu się pozbyć niechcianego naparu. Nie ma co żeby dobre zioła się marnowały na czekaniu. No niby się nie zepsują, ale wiadomo o co chodzi.
Zagłębił się w mieszkanie, prosto do salonu, po którym rozejrzał się pobieżnie, odstawiając zamówienie na stolik i po chwili namysłu idąc do kuchni. Nie zostawi gospodarza samego sobie, zawsze może w czymś pomoże, zaniesie filiżankę, szklankę, ciastka, pufkę. Nie chciał czekać bezczynnie w pokoju, jak jakaś dama i wielki wybitny gość.
-Moje też może dostać, jak będzie chciała.-rzucił, stojąc w przejściu.-Mam dwie wolne ręce, z czymś pomóc?-zagadał do chłopaka, pokazując mu puste dłonie i podchodząc do niego bliżej i zerkając na filiżanki.-Swoją drogą, jak się jej przyjrzę lepiej, to może uda mi się coś transmutować podobnego do niej. Nie czuje się samotna? Nie potrzebuje towarzystwa?-nie znał się na tych zwierzakach, coś o nich słyszał, ale jeśli chodzi o konkrety to średnio.


RE: [30.06.1972r., wieczór] Na kaszel, na sen, na miłość - Leon Bletchley - 02.03.2024

Dla Leona stwierdzenie typu to samo co zwykle nie brzmiało ani trochę ciekawie, tylko właśnie bardzo nudno. Wychodził z założenia, że nic tak naprawdę nie było stałe i wszystko się zmieniało. Każdego dnia zachodziły z pozoru niedostrzegalne zmiany w nich samych i w ich życiach.

To wspaniale, że zdobyłeś jedną klientkę. Jeśli będzie zadowolona z twoich wyrobów to może poleci cię innym. A praca w tej klubokawiarni... jak ci tam idzie? Uwielbiam słuchać opowieści o podróżach innych ludzi. Warto zobaczyć kawałek świata. — W przekazanych mu przez Neila informacjach dostrzegł sposobność do kontynuowania rozmowy o ich codziennym życiu. Jeśli chodzi o podróżowanie to dla Leona pieniądze, a raczej ich brak nie stanowił problemu - pracując w Ministerstwie Magii i dorabiając sobie za sprawą wszystkich umiejętności zarabiał całkiem przyzwoicie. Jego rodzice także do biednych nie należeli. Problemem był stan jego zdrowia, ale nawet on nie powstrzymał go przed odbyciem kilku wycieczek. Nadmorski klimat zdawał się być dla niego korzystnym.

Nie mam takich herbat. Mogę zaproponować ci jaśminową. Albo powiedz jaką herbatę lubisz. Bo chyba jakąś lubisz? — Uprzejmością zamaskował wzbierającą w nim konsternację. Starannie dobierał herbaty do swojego zbioru i nie było tam żadnej, której nie chciał wypić. Po drugie... większość jego gości wiedziała, czego chce i zdawała się posiadać swoje preferencje, co napojów. W przypadku Neila to zakrawało na odstępstwo od znanej mu normy. Nie oczekiwał od niego pomocy.

Co za dużo to nie zdrowo. To smakołyk, nie standardowe pożywienie mojego pufka. — Uprzejmie, aczkolwiek stanowczo postawił granice w kwestii żywienia swojego pupila i właściwego dla niego częstowania gości. Nie zmuszał Neila do wypicia herbaty ani zjedzenia tego ciastka, ale będzie mu bardzo miło jak to zrobi. — Nie ma takiej potrzeby. — Zaprzeczył. W obecnej chwili nie potrzebował pomocy.

Po co chcesz to zrobić? Niczego jej nie brakuje.— Zapytał swojego gościa o sens jego działań. Jeśli chciał to zrobić z przekonania, że należący do niego pufek czuje się samotny to nie było to konieczne. Gdyby tak było to dokupiłby dla niej drugą samiczkę. Opiekował się taką ilością magicznych zwierząt, na ile był w stanie temu sprostać.




RE: [30.06.1972r., wieczór] Na kaszel, na sen, na miłość - Neil Enfer - 02.03.2024

Lubił rutynę, bo jego życie było nią poniekąd podyktowane. Żył od pełni do pełni, a gdy ta przychodziła, to odbywał się wielki reset złych i dobrych uczynków i już nic nie miało znaczenia.
-Niby tak.-zaczął ostrożnie na słowa o podróży.-Ale na wyjeździe miał trochę nieprzyjemności, więc niestety nie były to zbyt dobrze zapamiętane wakacje.-myśli znów odpłynęły do Morpheusa, siedzącego na jego fotelu z papierosem w dłoni.-A w pracy idzie dobrze, nie zwalniają mnie i zawsze jest możliwość posłuchania jakichś plotek. Zabawnie widzieć, jak w jednym rogu kawiarni ktoś jest na pierwszej randce, a w drugim jakaś para właśnie rozdziela majątek, bo biorą rozwód.-zaśmiał się.-Życie kołem się toczy.-wzruszył ramionami.
Przyszło do wyboru herbaty, a jemu naprawdę było obojętnie.
-Nie wiem, zazwyczaj łapię co jest na półce i to piję. Najczęściej zwykłą czarną pijam, bo ona zawsze w mieszkaniu jest. Wylosuj mi, tylko żeby nie miała w sobie róży, mam alergię.-dał mu wyzwanie. Jaką herbatę wybierze, jaka pasuje mu do wilkołaka? Zaraz mu wywróży co o nim myśli na ten podstawie, a na wróżenie czasu miał dużo, skoro nie chciał jego pomocy.
No dobra, nie chce dawać jej ciasteczka, to też zrozumiałe, to sam je zje. Nie ma do szkodzić stworkowi, bo nie ma pojęcia do końca jak one działają. Zdecydowanie bardziej zna się na roślinach niż żywych istotach, wolał więc nie wchodzić w drogę właścicielowi.
-Em...-zawahał się, bo jego słowa brzmiały niemalże jak zarzut i zrobiło mu się trochę dziwnie. Chciał dobrze, ale zapomniał, że ludzie nie lubią, jak się im sugeruje, że robią coś nie tak. Chciał się tylko upewnić.-A tak... Jakoś, zazwyczaj zwierzęta trzyma się w parach. I tak dla poćwiczenia transmutacji... Ale faktycznie mogłaby polubić koleżankę, która jest jedynie zaklętym wytworem magii.-oszukiwanie pufki nie było w jego planach, a co dopiero łamanie jej miękkiego serduszka.
-Swoją drogą wakacje, co? Teraz masa dzieciaków będzie na ulicach, albo właśnie nie będzie żadnego, bo wyjadą na wieś do rodzin.-westchnął na rozluźnienie, rzucając nowy temat, żeby jakoś odciągnąć ich uwagę od niezręczności herbat i magicznych stworzeń.


RE: [30.06.1972r., wieczór] Na kaszel, na sen, na miłość - Leon Bletchley - 19.03.2024

Bez spoglądania w przyszłość mogę powiedzieć ci, że z tym nie powinno się zwlekać. — Po raz kolejny podzielił się ze swoim przyjacielem spostrzeżeniem i zarazem stosowną zachętą. — Nieprzyjemności, których uświadczył twój przyjaciel, nie powinny cię zniechęcić do samodzielnego podróżowania. Do próbowania, nawet jak wszystko nie idzie po naszej myśli. — Dopowiedział z cichym westchnięciem. Nie dało się nie zauważyć tego, że jego gość zdawał popadać w zamyślenie. Niewykluczone, że martwił się o swojego przyjaciela, o którym zdążył mu wspomnieć.

Z pracownikami kawiarni jest tak, jak z barmanami? Zawsze wiedzą wszystko o wszystkich.  — Powiedział to z delikatnym uśmiechem, bez cienia złośliwości w głosie. Uważał jednak, że niektóre rzeczy powinny odbywać się w domowym zaciszu. Nie wszystko powinno zostać wystawione na widok publiczny.

Jaśminowa będzie odpowiednia. — Zadecydował i takiej właśnie herbaty nasypał do jednej z filiżanek. Jedyną herbatą, jaką mógłby zaproponować wilkołakowi byłaby ta z suszonego tojadu, gdyby tylko miał zamiar go otruć. Nie przepowie komuś przyszłości, jeśli ktoś nie będzie tego chciał. Powinno zostać zadane odpowiednie pytanie.

Jeśli ma się ku temu odpowiednie warunki to faktycznie trzyma się przynajmniej parkę zwierząt danego gatunku. Ja na razie takich nie mam. — Wytłumaczył swojemu przyjacielowi to, dlaczego zdecydował się na jednego pufka zamiast na parkę złożoną z dwóch samiczek. Parka mieszana (samczyk i samiczka) nie wchodziła w grę, gdyż wciąż w pamięci miał w pamięci słowa hodowcy pufków, którego poznał w czasach szkolnych, że te magiczne stworzenia szybko się mnożą. Nie planował stania się hodowcą.

Gdy ja byłem uczniem Hogwartu miałem tak, że najchętniej zostawałbym na całe wakacje w Hogwarcie. Widuję niekiedy grupy uczniów, jak idę do pracy. Najczęściej w okolicach lodziarni. Pobyt na wsi ma też swój urok. — Wypowiadając te słowa skierował się w końcu do salonu, stawiając na stoliku tacę z dwoma filiżankami. Jedną postawił przed swoim gościem, drugą przed sobą i zabrał ze stolika niepotrzebną już tacę.

Chcesz abym przepowiedział ci przyszłość? — Zapytał podczas sięgania po swoją filiżankę z herbatą miętowo-lukrecjową. Otoczył ją dłońmi.




RE: [30.06.1972r., wieczór] Na kaszel, na sen, na miłość - Neil Enfer - 20.03.2024

Co to była za rada? Nieprzyjemności przyjaciela nie powinny... Ale to jego przyjaciel! Nie chciał zostawiać go samego z burdelem.
-Ta wiesz, nie tylko to mnie powstrzymuje przez podróżowaniem.-mruknął, chcąc trochę ukrócić już temat. Kiedyś gdzieś wyjedzie, nie wie gdzie nie wie kiedy i na jak długo, ale czeka go wycieczka.
Uśmiechnął się na jego słowa.
-Niby tak, ale nie wszystko do prawda. Pijani ludzie mówią różne głupoty.-ciekawostki, historie o smokach z dzieciństwa, wszystko było możliwe kiedy umysł był zatopiony w alkoholu, dobrej muzyce i towarzystwie prowokującym kontrowersyjne historie, aby podłapać jeszcze bardziej uwagę otoczenia.
Skinął głową na jego wybór herbaty. Jaśminowa, co? Więc to o nim myśli, hm? Ciekawe, ciekawe. Zapamięta to sobie.
Zaraz sytuacja pufki się rozjaśniła. Rozumiał, że różne są warunki i możliwości, a stwór nie wyglądał na nieszczęśliwego, więc nie było potrzeby czepiać się bardziej.
Poszedł za nim, siadając na miejscu.
-Muszę przyznać rację, sam spędzam tam masę czasu. Dojenie krów i koni to ciekawe zajęcie, albo picie prosto z wymienia. Miałem na to niezłą pasję jak byłem młodszy.-zaśmiał się, zakładając nogę na nogę i rozsiadając się wygodniej. Objął filiżankę dłonią, na drugiej ręce wspierając głowę.
-Jeśli chcesz, poćwiczenie nikomu nie zaszkodziło, prawda?-nie to, że mówił, że musi ćwiczyć, ale wróżba za zioła brzmiały jak sensowna wymiana.-Możesz mi przepowiedzieć jak potoczy się moje życie miłosne. Straciłem w nie wiarę, ale czuję, że ta powoli do mnie wraca.-uśmiechnął się. Nie to, że miał nadzieje, ale no miał... Miał i nie miał, odżywała w nimi i była brutalnie zabijana. Już sam nie wiedział. Drobna wskazówka na pewno by mu pomogła.


RE: [30.06.1972r., wieczór] Na kaszel, na sen, na miłość - Leon Bletchley - 28.03.2024

Leon potrafił rozpoznać to, że ktoś nie chce rozmawiać na dany temat. To był ten moment, w którym postanowił to uczynić i skomentować to milczeniem. Do podróżowania potrzebny był zarówno czas, jak i pieniądze. W towarzystwie przyjaciół czy rodziny było znacznie przyjemniej odbywało się bliższe lub dalsze podróże. W jego przypadku podróżowanie w towarzystwie miało również zastosowanie praktyczne - nie będąc dobrego zdrowia mógł w ten sposób liczyć na ewentualną pomoc, gdyby poczuł się naprawdę źle.

Ludziom na trzeźwo także zdarza się mówić głupoty. Pod wpływem alkoholu przychodzi to znacznie łatwiej i wydaje mi się, że mniej się wstydzimy tego, niż będąc trzeźwym. Uważam, że lepiej jak gadają głupoty niż jak się awanturują i są agresywni. — Leon nie był zwolennikiem spożywania większych ilości alkoholu aż do stanu upojenia, w którym mówiło się wszystko, co ślina na język przyniosła, jednocześnie podchodził do tego z nieco większą pobłażliwością, niż wobec agresywnych bywalców barów. On też do takich czasem chodził i niejedno już widział, ilekroć chciał wypić sobie jedną kolejkę. Samemu albo w towarzystwie.

Ja się tam wychowałem. Regularnie odwiedzam swoich rodziców. Przeprowadziłem się po to aby mieć bliżej do pracy. — Ogarnęła go nostalgia, powiązana z czasami w których wiódł względnie beztroskie życie - nie było tam miejsca na te wszystkie tragedie, jakie wstrząsały tym światem od dwóch lat. Nie musiał się martwić o swoich bliskich i w prasie nie zamieszczano tych wszystkich informacji o śmierci kolejnych osób z rak fanatyków.

Ćwiczenie czyni mistrza. Z chęcią to zrobię. — Zapewnił go z delikatnym uśmiechem. — Wypij w takim razie swoją herbatę i podaj mi filiżankę. Jeśli wróżba będzie niekorzystna to mam ci powiedzieć, że widzę wyłącznie brązowe, rozmiękłe fusy? — Zwrócił się do niego z dozą powagi w głosie. Losu nie dało się przebłagać, nie dawało się go oszukać i stosunkowo rzadko udawało się zmienić bieg zdarzeń. Zadane mu pytanie wiązało się z tym, że zawsze ludzie woleli otrzymywać dobre wieści zamiast tych złych. Przepowiadanie przyszłości wiązało się z tego typu odpowiedzialnością. Nawiązywał też do rozmowy z Olivią, która chciała aby nie wyznał jej prawdziwego znaczenia symbolu z dna filiżanki, jeśli nie będzie on oznaczać nic dobrego. Spełnił prośbę swojej przyjaciółki.

Odstawił swoją opróżnioną do połowy filiżankę oraz poprawił zsuwającą się z jego barku Honey, po czym sięgnął po należącą do swojego przyjaciela filiżankę i zajrzał do wnętrza naczynia. Samo dostrzeżenie symbolu to jeszcze nie wszystko. Istotna była jego odpowiednia interpretacja.


[roll=Symbol]