Oparłem się o poduszki jakimi się obłożyłem i sięgnąłem dookoła siebie, żeby wyłapać gdzie podziała się moja różdżka, czy na niej siedzę czy wpadła pomiędzy podłokietnik, a siedzisko. Szczęśliwie była ona dużo bardziej wytrzymała, niż ja i kiedy wyciągnąłem ją z odmętów fotela wystarczyło kilka ruchów, aby przemienić ziołowe i woskowe resztki w różnokolorowe motyle, które natychmiast odleciały zwiedzać pokój i poznawać wszelaką roślinność poupychaną w każdym możliwym kącie sypialni.
Zerknąłem na zegar. Hmm facet chyba jest u siebie, prawda? Nie wiem, jak dobrze ogarniam jego grafik, to raczej tak, ale wiem, że w życiu różnie bywa. Z resztą czy godzina jest odpowiednia na odwiedziny? Jakoś tak wszystko mi się dzisiaj rozlazło dzisiaj, a czas przeciekał przez palce. W końcu jednak podjąłem decyzję, zarzuciłem na siebie sweter, wsunąłem na stopy futrzaste kapcie, chwyciłem papierową torbę z zamówieniem i wyszedłem z mieszkania zaraz kierując się na odpowiednie piętro. Stanąłem przed drzwiami, poprawiłem ubrania, odchrząknąłem cicho, żeby mi się głos nie załamał, bo od kilku godzin nie powiedziałem prawie żadnego słowa. Uniosłem rękę i zapukałem głośno, czekając na to czy ktoś mi otworzy i jeśli drzwi w końcu się uchyliły, a przed oczami miałem Leona, to uśmiechnąłem się do niego szeroko.
-Cześć. Zamówienie.-rzuciłem, proste słowa, nic nie można w nich zepsuć, więc nim się posłużyłem. Najgorzej by było jakbym już na początku palnął coś głupiego, chociaż on jako tao już mnie trochę zna, może nie byłby aż tak zdziwiony.