![]() |
|
[04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? (/showthread.php?tid=2692) |
[04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Bard Beedle - 14.02.2024 adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz tajemnic IV Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic I Rozliczono - Victoria Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic I Rozliczono - Atreus Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic I Potańcówka w Dolinie Godryka...dla zakonników i ich znajomych Prowadzenie: Brenna L PROSZĘ, przeczytajcie jeśli nie cały pierwszy post, to mniej więcej o miejscu zabawy, punkt pierwszy i skrót zasad – punkt piąty, pozafabularne ![]() 1. Miejsce zabawyZ zewnątrz w żadnym razie miejsce to nie wyglądało imponująco. Była to bowiem... wielka stodoła, położona na obrzeżach Doliny Godryka, obłożona zaklęciami ochronnymi i wyciszającymi. Gdyby nie kręcąca się w pobliżu ochrona, która potwierdzała, że dobrze się trafiło, można by pomyśleć, że pomyliło się miejsce. Ledwo jednak przekraczało się próg budynku, od razu dało się stwierdzić, że to przypadek podobny do Dziurawego Kotła – tylko trochę bardziej imponujący. Wnętrze było ze cztery razy większe niż ktoś stwierdziłby patrząc z zewnątrz, a efekt był jeszcze mocniejszy, ze względu na wystrój. Wydawało się, że człowiek wchodził nie do pomieszczenia, a do lasu: ściany porastała gęsta, zielona roślinność, przysłaniając je zupełnie, sufit został zaklęty (może na stałe, a może tylko na ten wieczór) na podobieństwo tego w Wielkiej Sali i zdawało się, że nad sobą mają nocne, rozgwieżdżone niebo. Ktoś obeznany w sztuce astronomii mógłby nawet odnaleźć na nim konstelacje. Było tu nawet niewielkie jezioro, o brzegach porośniętych roślinami i wyłożonych kamieniami, szybko jednak okazało się, że w istocie i to jest zaklęcie – ciemna powierzchnia, odbijająca gwiazdy na niebie i zaledwie sylwetki ludzi, okazała się nie wodą, a zaklętą podłogą, zaczarowaną zapewne na tę jedną noc i pełniła funkcję parkietu. Na jego brzegach, pośród paproci, na miękkim mchu, rozstawiono drewniane stoły i ławy, a w paru miejscach wprost na mech rzucono miękkie koce. Niektóre ze stolików zostały częściowo przysłonięte z niemal wszystkich stron krzewami o srebrzystych kwiatach, mającymi z jednej strony uzupełnić wystrój, z drugiej dać odrobinę prywatności komuś, kto chciałby porozmawiać z kimś w spokoju. Na paru stolikach w drewnianych dzbankach znalazły się bukiety z ulubionymi roślinami Dory, a inne udekorowano za pomocą lawendy. W pomieszczeniu panował lekki półmrok. Jako źródło światła służyły lampiony, umieszczone na stołach i skryte pośród roślin, roztaczające wokół błękitny blask oraz... czy to były świetliki? Gdy się przyjrzało, okazywało się, że tylko małe mechanizmy, które bardzo je przypominały. Zamówione przez Brennę u Pandory Prewett fruwały całą chmarą po pomieszczeniu, a czasem okrążały któregoś z gości, dziesiątki migotliwych punkcików. Może była to mała, wiejska potańcówka, ale komuś chyba bardzo zależało, aby goście poczuli się przez chwilę wyjątkowo. 2. Jedzenie i picieJedzenie piętrzyło się na długim, dębowym stole, przy jednej ze ścian. Na wielkiej tacy, imitującej srebrzystego liścia, leżały porcje ciasta zwanego zielonym mchem, a na mniejszych listkach - piętrzyły się zamówione u Nory ciasteczka w kształcie gwiazd, połyskujące prawie tak, jak prawdziwe gwiazdy. Nieco z boku ustawiono zaledwie parę niewielkich babeczek, czekoladowych chyba i wyglądające na naprawdę smakowite. Ich małą liczbę wyjaśniała podparta o talerzyk karteczka z pismem Brenny. Uwaga, te są gorzkie. Wujku, możesz je zjeść.. W pomalowanych w kwiaty misach leżały jabłka oraz gruszki, w mniejszych miseczkach późne, słodkie maliny i truskawki, a obok nich stały pojemniczki ze śmietaną. W regularnie podgrzewanym zaklęciem półmisku umieszczono coś dla tych, którzy zapragnęliby zjeść coś konkretniejszego – pieczone placki nadziewane mięsem i pieczarkami. W jednej dużej misce była sałatka z kurczakiem, makaronem, jajkiem i warzywami, w drugiej – z pomidorami, selerem, sałatą, serem, odrobiną cebuli i cierzycą, z podpisem obok "Jest wegetariańska, Ave.". Na drewnianej desce ułożono rządkiem jakąś setkę trójkątnych, niewielkich kanapeczek, idealnych na to, aby zjeść taką porcję na dwa gryzy i przypadkiem nie ubrudzić sukienki. Niektóre z szynką i serem, inne z pomidorem, sałatą i ogórkiem, i jeszcze inne z jajkiem, serem, rzodkiewką oraz sałatą. Była tam też nieco z boku jedna, bardzo wielka, podwójna kanapka z wołowiną, plastrami boczku, dużą ilością sera, sosem i warzywami, prawdziwa królowa kanapek, którą Brenna pracowicie przygotowała sama, zamiast ją zamawiać, spięta w całość wbitym w nią drewnianym patykiem, by się nie rozleciała, z powiewajającą na szczycie patyka niczym sztandar karteczką wypisaną pismem Brenny "Dla Alka, nie ruszać, bo dam po łapach", bo najwyraźniej ktoś uznał, że jemu te malutkie mogą nie wystarczyć, jeśli ten da radę się pojawić. Nakładać sobie porcje można było na talerze, niby drewniane, ale kwadratowe i fantazyjnie ozdobione - wykonane na zamówienie u Samuela McGongalla. W dzbanach, malowanych w liście, znajdowały się kompoty, wiśniowy i jabłkowy, a na drewnianej półeczce ustawiono butelki z alkoholami. Na jej skraju stał też drewniany kufel, również podgrzany zaklęciem, zawierający grzane wino z przyprawami, podpisany imieniem Sama McGongalla. W pobliżu tkwiła też cała beczka z pitnym miodem, z której nalewało się trunek chochlą. Zatrudniona kelnerka pilnowała jedzenia – trochę z powodu paranoi Brenny, trochę aby donosić jedzenie, gdyby czegoś zabrakło. Kelner z kolei przygotowywał dla gości drinki "za barem", oczywiście wpisującym się w ogólny wystrój – na ten dzień zaklęto go w taki sposób, że wyglądał jakby przeniesiono go wprost z jakiejś elfiej krainy. W "ofercie" były zarówno drinki zupełnie zwykłe, jak i magiczne trunki, co do których mężczyzna uprzedzał, że mają różne nieszkodliwe, ale ciekawe efekty. 3. MuzykaWyglądało na to, że można było spodziewać się muzyki dwojakiego rodzaju. W pobliżu baru nad niewielką sceną – obrośniętą roślinami, by wpasowała się w krajobraz - unosiły się magiczne instrumenty, którymi dyrygował muzyk, wygrywające melodie jak z fantastycznego świata. Uważny obserwator dostrzegłby jednak, że naszykowano także obok radio i można było spodziewać się, że wkrótce będzie puszczany i inny repertuar, a także... kto wie... może nawet mugolskie piosenki? Można prosić o uwzględnienie w odpisach konkretnych piosenek. Poza puszczanymi w domyśle melodiami od muzykanta czy jakimiś czarodziejskimi, myślałam o mugolskich piosenkach z tego okresu, wstępnie randomowo wrzucając listę hitów z końcówki lat sześćdziesiątych wybrała do kolejnych odpisów: Love love me do (Beatles), Yesterday (Beatles), Heartbreak Hotel (Elvis), Can’t help falling in love with you (Elvis), Sinnerman (Nina Simone), Satisfaction (Rollings Stones) 4. Dodatkowe efekty1. Upominek (UWAGA SKASUJCIE SPACJĘ PO WYKRZYKNIKU) Kod na rzut kością: ! prezentgodryka Każdemu z gości pracownica oferuje możliwość wylosowania z koszyka drobnego upominku – na pamiątkę dzisiejszej zabawy. Uwaga, nie widać, po co sięgasz, więc może się okazać, że np. jako mężczyzna wylosujesz spinkę do włosów, a jako kobieta spinki do mankietów - nie krępujcie się i wymieniajcie się w postach ![]() Jeżeli ktoś bardzo będzie chciał losować drugi raz, to przy charyzmie na minimum 2 kropki, przy udanym rzucie, może przekonać pracownicę, by dała mu wziąć drugi przedmiot. Wykonajcie wtedy rzut na charyzmę w tym samym poście, w którym losujecie po raz pierwszy - jeżeli się uda, w kolejnym weźcie drugi item. Ale proszę, nie losujcie więcej niż dwa razy. 2. Magiczne drinki Kod na rzut kością (UWAGA SKASUJCIE SPACJĘ PO WYKRZYKNIKU): ! magicznydrink Przygotowuje je kelner, który jednak uprzedza chętnych, że te mają nieszkodliwe, magiczne efekty. Po opisaniu efektu pierwszego drinka, można rzucić na kolejny. 5. Pozafabularnie - skrót zasad1. Więcej informacji tutaj 2. Tura główna co 4 dni, ale można pominąć turę bez problemu albo napisać w kolejce dwa posty. Można wejść i wyjść w dowolnej chwili. 3. Nie trzymajcie kolejek, jeśli czyjaś reakcja nie jest wam bezwzględnie potrzbna 4. Podkreślajcie proszę ważne akcje, zwłaszcza skierowane do konkretnych osób - gdzie siadacie, do kogo mówicie, do kogo podchodzicie, cokolwiek, co powinni inni zauważyć, by nie zrobiło się zamieszanie 5. Uznaję, że przyjęcie trwa już od kilkunastu minut, możecie więc równie dobrze opisać, że dopiero wchodzicie, jak że siedzicie i pijecie, rozmawiacie albo tańczycie 6. Możecie się umawiać ze sobą w temacie podlinkowanym w 1 punkcie, jeśli wam niewygodnie na dc albo krzyczeć do mnie, że kimś trzeba się zaopiekować Poza Brenną w razie czego wjadę Jonathanem Meadowesem z barda (brat Jasona Meadowesa z fabuły Barlow, dołączył po niej jako nasze tło do sieci) i mogę też wbić ewentualnie Flo, bo też jest w sieci.7. UWAGA. Duża prośba. Na szczycie odpisu dawajcie informację, z kim siedzicie/do kogo podchodzicie - by przypadkiem komuś coś nie umknęło, bo ma być sporo osób. Przykład: W odpisie podchodzę do Erika * Treść odpisu. Inny przykład. Siedzę przy jednym stoliku z Morpheusem. * Treść odpisu. TURA DO: 18.02, godzina 20. RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Brenna Longbottom - 14.02.2024 Siedzę na blacie i obserwuję. * Brenna rzecz jasna była na miejscu dużo wcześniej - upewniając się ostatni raz, że wszystko jest jak należy, sprawdzając zaklęcia zabezpieczające (i by nie wpadli tu nagle mugole, i jacyś smutni panowie w białych maskach) i osobiście rozstawiając jedzenie, które wcześniej bezpiecznie czekało w kuchni Longbottomów. Kiedy więc pierwsi goście pojawili się na progu klubu, ona już się po nim kręciła, po raz ostatni upewniając się, że parkiet na pewno nie jest za śliski, radio działa, a wielki kosz z upominkami znalazł się dokładnie tam, gdzie powinien - w pobliżu wejścia, w zasięgu każdego, kto zechciałby sprawdzić, co wręczy mu los. Sama zresztą też wylosowała sobie upominek, bo co z tego, że osobiście je wszystkie kupiła, skoro i tak była ciekawa, co napotkają jej palce, kiedy wsunie dłoń do kosza. Zwykle tego typu przyjęcia - właściwie żadne przyjęcia - nie były w stanie wywołać w niej nerwowości. Nieważne, czy je organizowała czy na nie wkraczała, nieważne, czy chodziło o wielki bal w rezydencji, małą parapetówkę, gdzie połowa gości musi stać czy podwieczorek przed domem, czuła się na nich jednakowo dobrze. Tego dnia trochę się jednak martwiła. Czy to na pewno był dobry pomysł? Czy na pewno wszyscy będą się dobrze bawić? Czy na pewno wybrała dobry sposób na próbę zapewnienia ludziom odrobiny odskoczni? I czy postarała się dostatecznie mocno, żeby naprawdę się im podobało? A może postarała się za mocno i jednak to wszystko ich skrępuje, chociaż próbowała, aby nie było zbyt balowo, bo to było przecież przyjęcie po to, żeby dobrze się bawili i by ich uszczęśliwić, nie by wypadło jak te onieśmielające fety czystej krwi? Co jeżeli przesadziła? Gdy jednak pierwsze osoby zaczęły przychodzić, rzecz jasna natychmiast o tym wszystkim zapomniała, bo i tak było za późno i skupiła się tylko na powitaniach, uściskach, podsuwaniu jedzenia i zachęcania czy to do tańca, czy do zajęcia gdzieś miejsca. W jakieś dwadzieścia minut po pojawieniu się pierwszych gości, Brenna usadowiła się na blacie jednego z drewnianych stołów. Stąd mogła zerkać zarówno w stronę wejścia, gdyby przyszedł ktoś, kim trzeba by się zająć, jak i ku ścianom – aby upewnić się, że na przykład taka Avelina nie spróbuje ich podpierać, bo wtedy Brenna zamierzała czym prędzej wyjaśnić jej, że nie, nie ma takiej potrzeby, skarbie, konstrukcja jest bardzo stabilna. Opanowała trochę swoje włosy, a to za sprawą cudownych specyfików Potterów, ale nie malowała się jakoś przesadnie. Miała na sobie sukienkę choć nie jedną z tych bardzo ozdobnych, bo miała umożliwiać i taniec, i przede wszystkim szybkie bieganie po pomieszczeniu, gdyby Brenna uznała, że coś gdzieś wymaga jej interwencji. Tuż obok siebie miała miseczkę z malinami. W dłoni obracała jabłko, zabrane ze stołu z jedzeniem, machała beztrosko skrzyżowanymi w kostkach nogami i wodziła spojrzeniem po gościach, gotowa wyjść z siebie i stanąć obok, jeśli trzeba by było, gdyby zobaczyła, że ktoś – źle – się – bawi i trzeba coś na to zaradzić. !prezentgodryka [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=gSTPfsI.png[/inny avek] RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Pan Losu - 14.02.2024 Otrzymujesz spinki do mankietów w kształcie piór feniksa. Gdy stuknąć w nie dwa razy, zdają się płonąć na końcach. RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Nora Figg - 14.02.2024 Wchodzę z Erikiem [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=1QP0Ua6.jpeg[/inny avek] Erik dotrzymał słowa, pojawił się u niej przed potańcówką, aby mogli razem przygotować się na wieczór. Wypili przy tym po drinku, żeby poczuć się nieco lżej, wszak wiadomo, że na imprezy najlepiej przychodzić nieco wyluzowanym. Nie zrobiła mu krzywdy, przygotowała dla niego pomarańczową koszulę, w której przepięknie się prezentował, chyba nie miał wobec tego żadnych przeciwwskazań, bo nie uciekał, ani nie zdjął jej od razu. Sama Norka na ten wieczór zakupiła specjalną sukienkę, nieco sprowokowana przez Brennę tymi gwiazdkowymi ciasteczkami. Suknia, którą wybrała była długa, sięgała niemal do ziemi, co w jej przypadku zdarzało się naprawdę rzadko. Była granatowa, albo czarna, można się było o to pokłócić, na materiale mieniły się srebrne, błyszczące gwiazdki, ułożone w konstelacje, które zmieniały swoje położenie, kiedy tylko poruszała materiałem. Wybrała też płaskie buty, przez co wydawała się zdecydowanie mniejsza niż zazwyczaj, szczególnie przy swoim przyjacielu. Cieszyła się na myśl o tym, że będą się dzisiaj wyśmienicie bawić, bo nie zakładała w ogóle, że może być inaczej, potrzebowali oderwać się na moment od szarej rzeczywistości, jak wtedy, gdy było spokojnie, a za rogiem nie czaił się wróg. Wiedziała, że będzie bezpiecznie - bo Brenna miała pierdolca na tym punkcie. Znaleźli się w Dolinie przy pomocy sieci Fiuu, pierdoła nadal nie nauczyła się teleportacji i zdecydowanie nie było jej z tym po drodze, więc i Longbottom musiał skorzystać z tego mało elitarnego sposobu transportu. Był do tego przyzwyczajony, przynajmniej w jej towarzystwie. Cieszyła się, że wejdą tam razem, dobrze było mieć go u swojego boku, czuła się zdecydowanie pewniej. Nora sama była dużo mniej odważna. Udało im się dotrzeć na miejsce o czasie. Nim weszli do sali zatrzymała się jeszcze przed drzwiami. - Poczekaj. - Przesunęła się do Erika i poprawiła mu koszulę. Zmierzyła go teraz wzrokiem od stóp do głów. - Teraz jest idealnie. - Złapała go pod ramię i weszli do środka. Zachwycił ją widok wnętrza stodoły, nie zakładała, że jest taka wielka. Otworzyła usta ze zdumienia, bo nie spodziewała się, aż takiego widoku. - Twoja siostra przeszła samą siebie. - Powiedziała do przyjaciela, nigdy nie wątpiła w umiejętności Brenn, ale w głowie miała jedno pytanie: Jak?. Musiała poświęcić naprawdę dużo czasy, żeby to wszystko wyglądało tak pięknie. Wyglądało to, jakby faktycznie kawałek leśnego świata został wycięty i wsadzony w te drewniane ściany. Oczywiście, że wylosowała upominek, wsadziła łapkę do koszyka i w nim pomerdała, żeby wybrać coś co było na dnie. Nie rozglądała się jeszcze w poszukiwaniu znajomych twarzy, tym zajmie się za chwilę. !prezentgodryka RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Pan Losu - 14.02.2024 Otrzymujesz czarny szal, na którym srebrzą się gwiazdy, wyglądający, jakby wykonano go ze strzępu nocnego nieba. RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Samuel McGonagall - 14.02.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=JAUSJWT.png[/inny avek] tltr: podpierał drzewo i patrzył na wchodzących, a potem poszedł do Brenny i ukląkł przed nią ze srebrnym diademem w dłoniach Czuł się... dziwnie. Inaczej. Jego myśli uciekały znów w przeszłość, gdy matka zabrała go do zoo, żeby mógł zapoznać się z kształtem i ruchami niedźwiedzia brunatnego. Ów zwierzę, ubrane było dziwacznie, w krwistoczerwoną, lśniącą kamizelkę, miało przyczepioną czapeczkę z doczepionymi pawimi piórami. Niedźwiedź tańczył w rytm katarynki, czy raczej podrygiwał zachęcany przez kobietę w obcisłym kombinezonie. I teraz on stał tutaj, pośród drzew imitujących prawdziwe drzewa, próbując nie czuć i nie myśleć, że to piękna i zgrabna ułuda, próbując docenić starania Bee, która nie robiła tego dla niego, ale i tak, mógł sobie wyobrażać, że Ci wszyscy ludzie są w kniei a on, on próbuje być trochę z nimi. Tyle dobrego, że ubrania, które pomogła mu wybrać jego najdroższa przyjaciółka, rzeczywiście były wygodne. Koszula (jednak biała) miała na sobie piękny biały haft bluszczu przetkanego pierzem, a marynarka i spodnie utrzymane w stonowanej barwie znajomego brązu, niosły ze sobą przyjemne skojarzenie z ziemią. Samuel próbował odlepić się od pytań, które gnębiły jego nieobyty umysł – czemu zamiast guzików albo sznurka, na mankiecie trzeba było wczepiać jakieś śmieszne broszki? Dlaczego musiał pod koszulą mieć kolejną, małą koszulę skoro był środek lata!? Samo noszenie kompletu było jego wyborem, ale sądził, że to tylko spodnie i gdy zobaczył górę... No dobrze, ptak też ma biały brzuszek i inny kolor skrzydeł i grzbietu, no dobrze, tak było lepiej, tak było ciekawiej... Podpierał jeden z pni, z dala od jedzenia w kilkumetrowej odległości od wejścia, drapiąc się po przyciętej brodzie. Pachniał dziwnie, sztucznie, ale ostatni grosz poza obuwiem wydał na barbera, by się godnie prezentować (nawet jeśli prawie dostał zawału, gdy ten położył mu wrzący ręcznik na twarzy). Obawiał się dotknąć włosów, również przyciętych i specjalnie ułożonych w modną falę na okoliczność spotkania. Szata zdobi człowieka... myślał sobie, czując się tak inaczej. Na razie szło dobrze. A potem zobaczył ją i jego i świat zawirował. No tak. Trochę się spodziewał obecności Nory na tej imprezie, trochę nie chciał o tym myśleć. "i przyjaciele", przecież to było oczywiste, że się zjawi. Ledwie kilka dni temu udawał, że nie dostał od niej listu, a teraz patrzył na królową tego miejsca z jedyną słuszną osoba u jej boku. Majestatyczny, opiekuńczy byk (wciąż bowiem skojarzenia Samuela wobec Erica krążyły wokół dumnego jelenia) i cudna, boska łania... Westchnął. Od tego się zaczął koniec jego i Nory opowieści, kwiat bez korzeni, który wzrósł równie gwałtownie co uschnął z końcem lata tak dawno temu, jakby to było wczoraj. Doskonałe przypomnienie, że były to za wysokie dlań progi, że nigdy nawet nie powinien podnosić głowy, czuć się równy w rozmowie. Z rozmyślań wyrwała go propozycja wyciągnięcia podarunku. Bezmyślnie sięgnął do worka i jego ociosane pracą palce trafiły na coś chropowatego, o interesującej fakturze przywodzącej na myśl kwiaty. Pomyślał o broszy, która mogłaby pasować do koszuli, lecz gdy wyciągnął niespodziankę, zdał sobie sprawę, że to... diadem. Na twarzy zakwitł mu słodko-gorzki uśmiech, jakby to miejsce chciało z niego zakpić podwójnie. Dziś mógł być księciem. Dziś mógł udawać, że to miejsce, to jego miejsce, że do niego należy. Zamaszystym krokiem podszedł do Brenny i ukląkł przed nią tak jak było w baśniach, które kiedyś czytał, wyciągając ku niej srebrny (prawie) diadem. – Królowo tej wspaniałej krainy, czy uczynisz mi ten honor i koronujesz mnie na księcia? – czy miało to sens? Dla Samuela nic z tego co się tu działo nie miało za wiele sensu. Unikał małych wiejskich potańcówek od czasu gdy jego dusza okryła się żałobą po stracie Nory i później jego umiłowanych rodziców. Ale teraz, teraz sama Bee powiedziała mu, że może czas na zmianę. – Bo wiesz, nie mam pojęcia jak to zrobić, żeby nie zniszczyć włosów, stary Matt zabronił mi ich dotykać. To znaczy... powiedział, że mogę oczywiście spróbować, ale zrobił to takim tonem, że nie wiem... chyba mi groził. – dodał wyczekująco, psując nieco patetyczną prośbę nerwową paplaniną. !prezentgodryka RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Pan Losu - 14.02.2024 Otrzymujesz wprawdzie tylko posrebrzany, ale bardzo misternie wykonany diadem we wzór z kwiatów. RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Alastor Moody - 14.02.2024 Jestem taki sam, jak palec albo cośtam. Zabawa w stodole - wreszcie coś w jego klimacie, a nie tylko te imprezy w wielkiej chacie Longbottomów, pomyślał Alastor, przekraczając próg budynku, w którym miała odbyć się potańcówka. Oczywiście, kiedy tylko znalazł się w środku, zrozumiał kilka rzeczy: to miejsce było taką samą fortecą jak Warownia, Godrykowi musiało się zajebiście nudzić, a poza tym... chuj - żadna to stodoła, to chyba jakaś dacza Brenny i Mavelle, w której odpoczywały po ciężkim dniu wśród roślinności, ale z dala od plebsu. Nie, nie należał do ludzi, którzy potrafili docenić ten wystrój. Należał za to do osób, które mimo wewnętrznego narzekania miały dosyć dobrze się tutaj bawić, a poza tym potrafił docenić coś innego - wyłożony jedzeniem bufet, to właśnie tam zamierzał spędzić większość swojego czasu, jeżeli nie znajdzie się jakaś wolna panna do tańca. Ewentualnie, jeżeli znajdzie tutaj oprócz jeziora jakieś ognisko (bo tematyką przyjęcia był najwyraźniej bunt żywiołów...), mógł dostać ataku psychozy w kącie sali. Od Lithy jego życie było zbyt normalne i tym razem nie zaciągnął tutaj Idy, więc jak nie piorun uderzający w niego, zanim dotrze do deserków panna cotta, to inna kara boska go czekała - jego siostra bardzo dobrze by się tutaj bawiła, jakieś trzy miesiące temu przynajmniej, a dzisiaj... cóż, dzisiaj Ida Moody wpadała w panikę i próbowała wydrapać oczy każdemu spoza swojej rodziny. Alastor skinął głową w kierunku Brenny. Przywitał się też skinieniem głowy z innymi gośćmi, ale nieco mniej entuzjastycznie, bo idąc wzdłuż dębowego stołu, zauważył swoje imię. Kanapka. Zatrzymał się, podniósł ją z talerzyka i zaczął ją przeżuwać, patrząc na innych bawiących się. Wszystkie złe rzeczy, jakie pomyślał o tej stodole, poszły w niepamięć. Nagle wydawała się jakaś taka fajniejsza. Nawet miło, że mieli tutaj jezioro i zaklęty sufit, chociaż troszkę szkoda wydawać kasę na coś takiego i mechaniczne świetliki, kiedy gdzieś tam umierają z głodu małe dzieci. Ale to nie były jego pieniądze, a jego dziewczyna pewnie zaraz zasłynie, robiąc eksmisję jakiejś samotnej matce spóźniającej się z czynszem, więc i tak wszystkie znaki na niebie i ziemi kazały mu skleić pizdę. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=QlvSLAW.png[/inny avek] RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Samuel Carrow - 14.02.2024 Wjeżdżam z Ulą O potańcówce dowiedział się od właściciela tego przybytku. Bywał tu często i pomagał im w drobnych naprawach. Z początku jakoś średnio go to obeszło, później jednak zaczął się zastanawiać, że może jednak warto się pojawić, chociaż na chwilę. Oderwać od pracy i przestać myśleć o Danielle, która zdecydowanie unikała z nim kontaktu od Beltane. Na całe szczęście spotkał kogoś, kto go zaintrygował. Nie znał żadnej dziewczyny, która umiałaby jeździć traktorem, a ją poznał! To było niesamowite, coraz częściej łapał się na tym, że zastanawiał się, co słychać u jego sąsiadki. Dlatego też postanowił wykonać pierwszy krok i zabrać ją ze sobą na te tańce. Ku swoim wielkim obawom, nie odrzuciła go, było to naprawdę budujące. Podjechał pod dom Uli swoim autem, aby zabrać ją na te tańce. Na przednim fotelu pasażera mogła zobaczyć bukiecik z kwiatów, które rosły w jego ogrodzie. Nie był może jakoś pięknie ułożony, ale Sam naprawdę się starał. Wręczył go dziewczynie, kiedy tylko znalazła się w aucie. Przywitał ją miło, a później przemierzali drogę w milczeniu, bo nie do końca wiedział, co ma powiedzieć, na pewno łatwiej mu będzie wdać się w konwersację podczas zabawy. Wystroił się też, jak przystało. Znalazł w szafie gustowną koszulę i nieco bardziej eleganckie spodnie od wytartych jeansów. Włosy miał roztrzepane - jak zawsze, a za uchem papierosa. Zaparkowali przed stodołą, jak przystało na gentlemana otworzył Uli drzwi i udali się do środka. Samuel nie zamierzał pić, będzie mógł porozwozić gości do domu, jeśli przyjdzie taka potrzeba. - Panie przodem - puścił Ulę przodem w drzwiach, a później wszedł tam za nią. Longbottomowie jak zawsze przygotowali wszystko z pompą, nie dziwiło go to wcale, był na kilku balach u nich w domu, gdy jeszcze rozmawiał z Danielle. Zastanawiał się, czy i ona się tu pojawi, jednak szybko przestał o tym myśleć, bo miał Ulę, którą zabrał tutaj ze sobą i chciał zapewnić jej dobrą zabawę. - Losuj pierwsza. - Zachęcił dziewczynę, a sam sięgnął do koszyka dopiero wtedy, gdy ona wyciągnęła swój podarek. !prezentgodryka RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Pan Losu - 14.02.2024 Otrzymujesz małe lusterko w ramce starannie zdobionej we wzór z liści, które pokazuje miejsce lub twarz osoby, o których akurat myślisz. |