![]() |
|
[styczeń 1972] To będzie piękny ślub - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [styczeń 1972] To będzie piękny ślub (/showthread.php?tid=2714) |
[styczeń 1972] To będzie piękny ślub - Christopher Rosier - 17.02.2024 adnotacja moderatora
Rozliczono - Millie Moody - osiągnięcie Badacz Tajemnic To było absolutnie do pomyślenia. Christopher Rosier krążył po swojej pracowni w tę i z powrotem, a gdyby spojrzał na niego dowolny aurowidz, z pewnością dostrzegłby, że gniew i poczucie oburzenia wręcz z niego buchały. Światło wpadało przez wielkie okna, i igrało w jasnych włosach Ślizgona, gdy przemieszczał się pomiędzy dwiema częściami przestronnego pokoju o kształcie prostokąta. Pomiędzy jedną jego częścią, w której stało biurko i ustawione w kształt litery L blaty, zasłane szkicami i próbkami materiałów, a ściany zalepiały rysunki i zdjęcia oraz okładki magazynów. (Większość przedstawiała suknie jego projektu, chociaż na dwóch czy trzech okładkach był i sam Rosier.) A drugą – gdzie znajdowały się regały, manekiny oraz przepierzenie i regał z próbkami materiałów. Oraz manekin, na którym jeszcze wczorajszego wieczora wisiała suknia ślubna. Suknia ślubna, którą nocą rozpłynęła się w powietrzu. Jego największe dzieło. Jego duma. Największe i najdroższe zamówienie w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Przepadło wprost z Domu Mody Rosierów. Wprost z jego pracowni. Rosier, bardzo wkurzony, walnął pięścią w ścianę dokładnie w tym samym momencie, w którym jego asystentka Catherine – już trzecia w ciągu ostatniego roku, bo ciężko było sprostać jego wymaganiom – wprowadziła do środka Brygadzistkę. Catherine zdawała się nieco zalękniona i nic dziwnego: Dom Mody był w lekkim popłochu, i to mimo tego, że na razie o kradzieży wiedział Christopher, jego ojciec, brat ojca i asystentka. Nikt inny. Nie mogli sobie pozwolić na taką stratę reputacji. Zastanawiali się nawet czy wzywać Brygadzistów, ale ostatecznie szybka burza mózgów trzech mężczyzn wykazała, że taka kradzież to zbyt poważne przestępstwo, a poza tym żaden z nich nie miał zielonego pojęcia, jak zabrać się do szukania winnych. Ostatecznie ojciec Chrisa osobiście udał się do siedziby Brygady, poprosił jej szefa o przydzielenie kogoś i daleko posuniętą dyskrecję. Rosier opuścił rękę – żałował teraz głęboko tego odruchu, bo knykcie go bolały, a przecież potrzebował sprawnych rąk zarówno do szkicowania, jak i „ożywiania” swoich projektów, lubił przecież myśleć, że są żywe – i zmierzył uważnym spojrzeniem kobietę, która stanęła na progu. Gdyby nie był tak wzburzony, doceniłby na pewno jej urodę, i nawet teraz przyszło mu do głowy, że dobrze wyglądałaby w czerni – gdy widział ładną kobietę od razu zaczynał szukać odpowiedniego dla niej projektu – ale w tej chwili jego myśli krążyły przede wszystkim wokół skradzionej sukni. – Christopher Rosier – przywitał ją. Był wysoki, szczupły, trochę od niej młodszy, odziany w jasną koszulę i ciemne spodnie: może większość projektantów kojarzyła się z ekscentryzmem, ale ten strój był dość prosty w swoim projekcie (chociaż nie w użytych materiałach), acz mankiety zdobił zielony wzór. – Dziękuję za szybkie przybycie. RE: [styczeń 1972] To będzie piękny ślub - Millie Moody - 01.03.2024 Czasem nie warto było narażać się swoim przełożonym. Czasem zabawne zdanie w raporcie może zostać potraktowane zdecydowanie zbyt poważnie, a potem zamiast dywanika (och, wszyscy wiedzieli, że dywaniki nie działają na pannę Moody, która miała magiczną zdolność wyglądania jakby z uwagą słuchała reprymendy oraz zdolność przybierania twarzy skruszonego, winnego anioła, gdzie mówiący pod koniec sam miał wyrzuty sumienia, że narażał tę piękną istotę na dyskomfort psychiczny. A potem wychodziła i robiła swoje... O nie, najlepiej usadzały pannę Moody sprawy takie jak ta. Zamiast pościgów, zastrzyków adrenaliny, interwencji, czy chociażby patroli na miotle (och, jakże lubiła być karana tymi patrolami), dostawała gównosprawy u gównomagów. Zaginiona kiecka. Świetnie. Wchodząc, nawet nie poprawiała przepisowej szaty Brygadzistki. Niedbały kok czarnych leistych włosów okraszony był jak jej stara miotła toną wystających włosków. Całkiem ładna twarz, choć nieco zapadnięta, zamiast cieni na powiekach miała cienie pod oczami. Była znużona i zniechęcona zanim jeszcze zamieniła słowo z "ofiarą". Dobre sobie, poszkodowany nawet nie był draśnięty. –Brygadzistka Mildþrȳþ Moody. – skinęła głową rozglądając się po przybytku, czując własne doń niedopasowanie. Stroniła od tego typu sklepów, gdy tylko mogła wbijała się w spodnie eksponujące jej patykowate nogi i nosiła je aż do zdarcia. Gdy tylko mogła, podkradała koszulki bratu z szafy. Pasowała tu jak świnia do składu porcelany. A może to był słoń? – No dobrze...– odchrząknęła, wyciągając z kieszeni notes i różowe magiczne pióro (żałosna próba zdenerwowania jej kretyńskim prezentem, ale pióro samo pisało więc nie zamierzała z niego nie korzystać z powodu koloru. Nie była w końcu rasitką). Odetchnęła, ogniskując złociste oczy na pustym manekinie. Miejmy to prędko za sobą. –...więc... jak wyglądała zaginiona? Ma pan jakieś zdjęcie? Obrazek? [inny avek]https://64.media.tumblr.com/6a0ce947652fef065a3ab49b54f53ab3/b65bdaf9192c798f-55/s500x750/6a90dded3c47651881949948a1eee7dd8b9aa059.jpg[/inny avek] RE: [styczeń 1972] To będzie piękny ślub - Christopher Rosier - 03.03.2024 Każda kobieta mogła wyglądać pięknie w odpowiedniej sukni i dobrze się w takiej czuć. Przynajmniej zdaniem Christophera. Również w jego opinii – nie każda była dostatecznie piękna czy interesująca, aby miał poświęcać swój czas na przygotowanie dla niej tego odpowiednie stroju. W przypadku Moody jednak na razie się nawet nad tym nie zastanawiał, choć zwykle robił to odruchowo: teraz nazbyt skupiał się na tej bezczelnej kradzieży. Na utracie swojego dzieła i na tym, jak to wpłynie na reputację domu mody. – Mam szkic projektu – powiedział Christopher i ruszył ku części pracowni, w której stały stoły. Poszukiwał odpowiedniego szkicownika przez chwilę: jego gesty były niecierpliwe, trochę nerwowe, zdradzające wzburzenie i pewną irytację, gdy nie natrafił na odpowiedni projekt od razu. Był zły, że nie pomyślał o tym wcześniej. Wrócił do Brygadzistki jakieś dwie minuty później, trzymając szkicownik. W środku było parę rysunków, wykonanych jego ręką, większość czarno białych i nieruchomych, ale był też jeden w kolorze, przedstawiający nie tylko samą suknię, ale i kobietę w niej i zaklęty tak, że ta obracała się. Suknia miała barwę kości słoniowej, suta spódnica była ozdobiona kryształkami, gorset mienił się srebrną nicią, układającą się w skomplikowany wzór, a rękawy miały dwie warstwy: przejrzystą na wierzchu, dekolt zdobiły niewielkie kamyczki. – Koszt tej sukni to dziesięć tysięcy galeonów – stwierdził Rosier, wypowiadając te słowa niemalże bez żadnych emocji, chociaż w istocie miotały nim uczucia bardzo gwałtowne i to nie tylko dlatego, że suma była absurdalnie wręcz wysoka (Mills nie miała szansy zarobić tyle przez cały rok, przeciętna rodzina mogłaby pewnie za to wyżyć bez większych problemów znacznie dłużej niż przez dwanaście miesięcy…). Składały się na nią koszt najlepszego materiału, diamentów i kryształów, jakimi ozdobiono kreację, pracy Christophera, pracy osoby, która zaklęła suknię, by miała odpowiedni, magiczny efekt, koszty pracy tych wszystkich ludzi, zaangażowanych w projekt po cichu - asystentki, dostawców, pracowników tego miejsca, i wreszcie coś więcej: metka z różą Rosierów, za którą dopłacałeś do każdej sukni.– To najdroższa kreacja, jaką kiedykolwiek przygotował Dom Mody Rosierów. Istotniejsza niż ta strata finansowa jest jednak nasza reputacja: nie zdążymy przygotować drugiego, równie wspaniałego projektu w ciągu trzech dni, które pozostały do wesela, chociaż już zaczęliśmy prace. Pod tym względem ta suknia jest bezcenna, bo jeżeli nie wyjaśnimy szybko tej sprawy, nie tylko stracimy naszą najlepszą klientkę, ale też zaufanie innych. Nie wspominając już o tym, że w kradzieży musiał pomagać ktoś z wewnątrz, i jeżeli ta osoba nie zostanie schwytania, zwolnieni zostaną wszyscy. Nie możemy sobie pozwolić na wątpliwości wobec tego, czy w Domu Mody Rosier pracują złodzieje. RE: [styczeń 1972] To będzie piękny ślub - Millie Moody - 05.03.2024 Mildred chowała się bez matki, zapatrzona w swojego brata jak w zwierciadło spędzała więcej czasu w gronie jego kumpli, a nie swoich kolażanek. W pogardzie miała kolorowe fatałaszki i zaiste, jej przełożeni doskonale wiedzieli kogo wrobić w to śledztwo. Sukienka nie zrobiła na niej większego wrażenia, a koszt... nawet jeśli, była doskonałą pokerzystką i nie zamierzała dać po sobie poznać jak ją wrosło w podłogę. Miała 10 tysięcy powodów, by zareagować gwałtownie, zamiast tego skupiła się na notatkach w notesie. Nabazgroliła kilka słów, spisując również podejrzenia poszkodowanego. Szczerze nie wierzyła, żeby suknia była do odratowania. Gdyby ona ją ukradła, świecidełka z niej byłyby już skrzętnie odprute i przygotowne do przemytu poza wyspę. Chociaż kto wie, kolekcjonerzy, zazdrosne panny... – Rozumiem, że ma pan już swoje podejrzenia, zaraz sprawdzimy, jak sytuacja prezentuje się na miejscu. Jeśli jeszcze mógłby pan powiedzieć, dwie sprawy... czy jakiś konkurencyjny "dom" – o jak ciężko przechodziło jej to przez gardło. Snobistyczni krawcowie lubili swoje folwarki szwalskie nazywać domami. Żałosne. – starał się o to zlecenie? Oraz em... na czyj to ślub była kiecka? – skupiała się na potencjalnych motywach, że słowo samo wysunęło się przez wargi. No cóż, trudno, nie było co się z tego wycofywać, trzeba udawać, że tak właśnie to powinno się nazywać. A że przy okazji wykazała się absolutną ignorancją w stosunku do bieżących wydarzeń w wyżynach czarodziejskiej society? Jebać to. Skupiła się zamiast tego na pustym manekinie. Z kieszeni wyciągnęła zaklęte okulary, które pozwalały zobaczyć echa niedawno rzuconych w okolicy zaklęć. Interesowały ją ewentualne ingerencje w suknie bezpośrednio (czy była maskowana w jakiś sposób, pomniejszana), mgła użytych teleportów, sposoby ominięcia zabezpieczeń. – Kto ostatni widział suknię? Kto odkrył, że jej nie ma? Pan prawda? Jakie to były godziny? – patrzyła też na ewentualne okna i na ile było przez nie widać okolicę, któż był tą okolicą. Jeśli nie wynieśli jej teleportem, to może udałoby się zgarnąć jakichś świadków. Tylko dyskrecja... Trzeba będzie walnąć jakąś ściemę, że szuka się czegoś zgoła odmiennego. Zagadka, pomimo tematu, była przyjemna. Mózg Milles spragniony atrakcji w końcu rozpoznał znaną zabawę w policjantów i złodziei, dopamina wykrzesała z jej głosu i twarzy więcej entuzjazmu, więcej energii do tego by zajmować się tą sprawą. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/6a0ce947652fef065a3ab49b54f53ab3/b65bdaf9192c798f-55/s500x750/6a90dded3c47651881949948a1eee7dd8b9aa059.jpg[/inny avek] RE: [styczeń 1972] To będzie piękny ślub - Christopher Rosier - 05.03.2024 – Zamek został wyłamany, a część zabezpieczeń naruszona, ale nieudolnie. Zrobił to ktoś, kto mógł wejść do środka Domu Mody. Dopiero w przypadku mojej pracowni włamano się… na poważnie. Któryś z naszych pracowników niemal na pewno pomógł w tej kradzieży – powiedział Christopher, a jego śliczniutka buźka wykrzywiła się w paskudnym grymasie: jakby na raz spróbował zjeść całą cytrynę. Wcale nie miał ochoty przyznawać komukolwiek, że jakiś pracownik był złodziejem, ale jeszcze bardziej nie chciał, by temu uszło to na sucho. Suknia? Chciał ją odzyskać, bo była warta fortunę i stanowiła dzieło jego życia. Ale gdzieś w głębi ducha wiedział, jak niewielkie są na to szanse, niemniej pozostawała kwestia ich reputacji… …oraz zemsty, oczywiście. Był Ślizgonem. Chciał się zemścić. – Nawet przez chwilę nie było mowy, aby ktokolwiek inny uszył tę suknię – stwierdził, z odrobiną zniecierpliwienia, jakby samo pytanie zdało mu się niesamowicie absurdalne. Oczywiście, że dla Rosierów nie istniała prawdziwa konkurencja. I oczywiście, że on musiał zrealizować zamówienie. – Anna Lynette. Włoszka, czysta krew, spadkobierczyni wielkiej fortuny. Poślubia Lorcana Selwyna – mruknął. Było to jedno z głośniejszych wydarzeń tego sezonu: Lorcan Selwyn był bogaty, był znanym aktorem i miał całe rzesze adoratorek. Poza tym był przyjacielem Christophera, o ile ten w ogóle miał jakichkolwiek przyjaciół, i dlatego było oczywiste, kto ubierze na ślub jego narzeczoną. Nie wspominając o tym, że matka Selwyna była ich najwierniejszą klientką. – Lynettowie nie mają wrogów w Anglii, nie sądzę też, żeby ktoś chciał mścić się na Selwynach jako takich, ale Lorcan miał wiele kobiet. Bardzo wiele. Jeżeli powodów miałby być osobisty, stawiałbym na jakąś zazdrosną pannę… – stwierdził i aż z nerwów szarpnął jasne włosy, a przecież zwykle dbał o swoją fryzurę. Do tej pory nawet nie przyszło mu do głowy, że powody mogły być osobiste, ale jak się nad tym zastanawiał, to w grę wchodziłaby chyba tylko zazdrość. W pomieszczeniu używano całkiem sporo magii – Christopher regularnie posługiwał się transmutacją i kształtowaniem, kiedy tworzył wstępne projekty i sprawdzał, jak coś będzie się prezentowało, zanim użyje prawdziwych materiałów. Używano magicznej taśmy mierniczej. Za parawanem migotało coś – ale okazało się, że to inny projekt, być może ta suknia, którą Rosier przygotowywał teraz w pośpiechu. Biorąc pod uwagę, że nie mógł zabrać się do pracy wcześniej niż przed dwiema godzinami, gdy jego ojciec poszedł do siedziby Brygady, wykonał całkiem sporo roboty, ale na razie na manekinie wisiał tylko gorset, z tego samego materiału co oryginalna suknia, i wewnętrzna część spódnicy. Cała ta sytuacja sprawiała, że Christopher stał się nieco bardziej rzeczowy i bardziej skupiony na czymś poza strojami niż zwykle. – Odkryłem zniknięcie sukni dzisiaj, koło dziesiątej, kiedy przyszedłem, wykonać ostatnie poprawki. Wczoraj zamknąłem pracownię o dwudziestej i wciąż wisiała na wieszaku. Poza mną nikt nie ma prawa wchodzić do środka. Zapasowy klucz ma mój ojciec. Ten klucz znikł. Nie jest w stanie powiedzieć kiedy, bo nie potrzebował go od jakiegoś czasu, ale trzyma je w swoim gabinecie, gdzie również nie każdy ma wstęp. RE: [styczeń 1972] To będzie piękny ślub - Millie Moody - 07.03.2024 Zdjęła okulary nieco rozczarowana, ale w sumie to może lepiej, istniała szansa, że sukienka przetrwała skoro nie zmieniono jej na miejscu w szmatę do mycia podłogi. Trochę spodziewała się takiego pranka (ona pewnie z lubością by go zrobiła... 10 tysięczne diamenty szorujące podłogę o świcie, a potem przemienione na powrót, dla samej satysfakcji oglądania zdjęć z wesela), ale może powinna odłożyć żarty na bok. Kiecka czy nie kiecka, śledztwo dotyczyło grubego hajsu. Cmoknęła, notując nazwiska i bazgrząc konotacje sobie znanym szyfrem. – Ależ oczywiście, że tylko wasz dom mody, mógł to zrobić. – z jej głosu zniknął cynizm i niechęć, zabrzęczała nuta współczucia i uznania, bez cienia fałszu. Milles świetnie kłamała, a coś czuła, że rozsierdzony krawiec, mógł bić jeszcze więcej piany, zamiast współpracować. Na jednym wdechu podjęła dalej:– ale inne domy mody mogły być zazdrosne o to zlecenie, brak wykonanego zlecenia działa na Waszą szkodę, to też mógłby być motyw. Może zapytam inaczej. Któremu sąsiadowi szyjącemu fancy szmancy ubrania najbardziej zależy na zajęcie waszej pozycji? To też zamierzała zanotować, rozważając przy okazji, kto z Brygady lub ministerstwa mógłby mieć odjebany research w tym zakresie w ramach swojego własnego prywatnego hobby. Może jakaś sekretarka? Pindeczka siedząca na wejściu do biura aurorów zdawała się być odpowiednim celem na dobry początek. – No i dobrze, przejdźmy teraz do pracowników. – przerzuciła kartkę jak rasowa dziennikarka. Myszki rozbiegły się po labiryncie, czas było je wyniuchać.– Ilu ich jest, ogólna charakterystyka, kto miałby dostęp do zapasowego klucza? Kogo Pan podejrzewa najbardziej? Oraz oczywiście, kiedy będę mogła z nimi porozmawiać? – musiała opanować uśmiech, ale oczy jej lśniły. Zagadka. Całą dla niej. Bez panoszącego się pod nogami detektywa. Miodnie. RE: [styczeń 1972] To będzie piękny ślub - Christopher Rosier - 08.03.2024 Christopher sam był niezłym kłamcą i uważał się za znawcę ludzkich charakterów. Ale był przy tym zadufany w sobie, a poza tym Dom Mody Rosierów faktycznie nie miał sobie równych w Anglii, łatwo więc łyknął gładkie słowa wypowiadane przez Millie. Gdyby nie był tak zdenerwowany, pewnie nawet spojrzałby na nią przychylniej. Teraz za to przeszedł w tę i z powrotem po pracowni, w świetle, wpadającym przez wielkie okna, mające ułatwiać mu pracę, niezdolny do tego, aby zachować spokój. Ale namysł na jego twarzy wskazywał na to, że naprawdę zastanawiał się nad tym, o co pytała Moody. Bywał kapryśny, ekscentryczny, łatwo się unosił albo skupiał nadmiernie na jednym temacie, w tym wypadku jednak przecież bardzo zależało mu na znalezieniu odpowiedzi. – Nic nie przychodzi mi do głowy – powiedział w końcu z pewną irytacją. – Malkin jest popularna na Pokątnej, ale to nie ta półka cenowa. U niej stroje na specjalne okazje zamawiają osoby… o przeciętnym stanie majątkowym, Selwynowie mogą tam zamówić co najwyżej suknię noszoną na co dzień, nie na wesele. Jest szwalnia, która wykonuje im część strojów do teatru, szczerze jednak wątpię, aby posunęli się do czegoś takiego… Jeżeli my byśmy nie dostali tego zlecenia, prędzej suknię szyłby włoski projektant – stwierdził. A potem zamrugał, kiedy spytała o listę pracowników. Jakby zwracał uwagę na takie rzeczy! – Moja asystentka udostępni pełną listę – wybrnął w końcu. Wiedział, kto jest jego asystentką, kto jest asystentką ojca, wiedział, kto sprzedaje w głównej części salonu, i szanował jedną krawcową, która pomagała mu przy projektach, ale żeby znał każdego pracownika…? Migali gdzieś w tle, niewarci jego uwagi ani czasu. – Catherine!!! Catherine!!! Idź po listę pracowników. I grafiki... koniecznie po grafiki, tak myślę. Na pewno kilkanaście osób. Sprzedawczynie w salonie, osoba zarządzająca księgowością, będą sprzątaczki, kilka szwaczek, asystentki moje, mojego ojca, innych projektantów… – wyliczył, przestając wreszcie krążyć po pomieszczeniu w tę i z powrotem. – Nie wiem! Gdybym kogoś podejrzewał, wydarłbym z niego prawdę razem z życiem. Na pewno nie asystentka mojego ojca, Lilia, jest mu bezgranicznie oddana. I nie Sylvia, krawcowa, pracuje tutaj od dwudziestu lat. Poza tym? To mógł być absolutnie każdy. RE: [styczeń 1972] To będzie piękny ślub - Millie Moody - 08.03.2024 Milles oderwana od swojej zwyczajowej pogardy dla wysokiego stanu i bogatych dupków, zorientowana była na rozwiązywanie zagadki, a to dawało jej drugi wiatr w skrzydła i pozwalało absolutnie nie zwracać uwagi na nerwy swojego rozmówcy, o którego danych zapomni dzień po zamkniętym śledztwie, gdy tylko wymęczy w bólach porodowych całą papierologię. Serio, powinni mieć od tego ludzi. W każdym razie: Zapisywała cierpliwie co mówił, wiedząc że zarówno panna Lojalna-Asystentka, jak i pani Pracuję-Dwadzieścia-Lat są obecnie jej głównymi podejrzanymi. Ot asystentka wiedziałaby, gdzie jest zapasowy klucz, a długoletni pracownik, mógł mieć sążnisty ból dupy i całkiem nowy pomysł na plan emerytalny. Ale nie podzieliła się tym podejrzeniem z Panem Rosierem, a podziękowała mu za informacje, zapewniając, że będzie informować go na bieżąco. Następnie przyjęła od asystentki listę osób, grafik, z chęcią też (oczywiście poza uszami właściciela) posłuchałaby wszelkich plotek, zwłaszcza o tym jak projektant dbał o swoich pracowników, jakie były nastroje w drużynie, kogo podejrzewa i... ach, co robiła tej nocy. – To tylko pro forma, każdemu zadajemy to pytanie. – dodała, żeby nie stresować nadmiernie swojej świadkowej. RE: [styczeń 1972] To będzie piękny ślub - Christopher Rosier - 12.03.2024 Christopher nie wyglądał na do końca szczęśliwego z tego, że Moody chce rozmawiać z asystentką bez jego obecności, ale nie upierał się. Głównie dlatego, że sam miał swoją rutynę pracy i wściekał się okropnie, kiedy ktoś się w tę rutynę wtrącał. A w tym wypadku bardzo zależało mu, aby Brygada była maksymalnie skuteczna. Może nie chodziło o sprawę zabójstwa... Ale ta była w jego oczach równie poważna. I nie chodziło nawet o te oszałamiającą sumę pieniędzy, a o reputację i honor rodu! Catherine wręczyła Moody spis pracowników - kilkanaście osób było zatrudnionych na stale, asystentki, księgowa, sprzedawczynie z salonu, krawcowe, dwie sprzątaczki. Przeważały kobiety, chociaż na liście pracowników kontraktowych, pracujących okazyjnie, był też specjalista od zaklinania i mężczyzna zajmujący się organizacją różnych wydarzeń. Najnowszymi pracownikami byli Catherine I jedna krawcowa, ale i je zatrudniono jeszcze przed przyjęciem zamówienia na suknię. Do kradzieży doszło, gdy salon był już zamknięty, w teorii nie powinno więc być w nim nikogo, kto trzymałby się godzin pracy. Tego dnia w salonie były dwie sprzedawczynie, Catherine, która wyszła z Rosierem, jedna krawcowa. Pewnie też ktoś z rodziny, ale najwyraźniej Rosierowie nawet nie dopuszczali myśli, że mógłby zrobić to któryś z nich, bo krewnych nie wpisano na listę. - P...pan Rosier bardzo dobrze płaci - powiedziała Catherine, zagadnięta o warunki pracy, nerwowo zerkając przy tym ku drzwiom pracowni Christophera. Narzekanie na przełożonego mogło sprowadzić kłopoty w pracy, a teraz co gorsza zasugerować, że miała coś wspólnego z kradzieżą. - Jest wymagający, ale to dobra praca... I nie ukradłam tej sukni! Nawet nie wiedziałabym jak. Jestem uczciwą dziewczyną. Nie wiem, jak do tego doszło, i przeciez nikt z pracowników nie mógłby sprzedać tej sukni... od razu by było wiadomo, że to ten projekt, chyba że bardzo mocni by ją przerobić... diamenty można by odpruć, ale po co wtedy brać całą suknię? A w salonie jest trochę gotówki i ona nie znikła. RE: [styczeń 1972] To będzie piękny ślub - Millie Moody - 21.03.2024 – Widziałam szkic, ale pani z pewnością widziała tę suknię na żywo... – zamyśliła się patrząc na notatkich z których coraz bardziej klarował się motyw inny niż finansowy. Chciała jednak go wykluczyć bardziej dosadnie: – ...czy to nie jest tak, że jak jest dużo drobnych diamentów przyszytych do materiału, a człowiekowi zależy na czasie, to łatwiej mu zgarnąć suknię i odpruć je po prostu poza pracownią? W głowie cały czas się wahała. Nawet jeśli nie zniknęła gotówka, na co Ci parę galeonów, skoro możesz mieć diamenty. Zdawała sobie sprawę że wartość tych błyskotek musiała być niższa niż dziesięć tysięcy, to wciąż były jednak diamenty i ceny kruszec alchemiczny na wyciągnięcie ręki. – Mam też pytanie... współpracuje pani z panem Rosierem od niedawna, ale z pewnością interesowała się wcześniej światem krawiectwa i czarodziejskiej mody... Wie pani może kto mógłby życzyć panu Rosierowi takich problemów i zachwiania reputacji? – zapytała pochylając się i robiąc wszystko, by wyglądać mniej jak BUmowiec, a bardziej koleżanka z zakładu obok, która na fajce chętnie posłucha soczystych ploteczek. Ploteczek, które odwróciłyby uwagę od nieszczęsnej dziewczyny. W głowie zanotowała sobie również, że wypadałoby się dowiedzieć nieco więcej na temat drzewka genealogicznego Rosierów. Kto zyskiwał najwięcej na tej całej imbie z drogą kiecuszką. Jakie było nastawienie pana ojca do całej sprawy. I ta jego wierna asystentka... może chciała wziąć sprawy w swoje ręce jeśli chodzi o dziedziczenie zakładu? Głowa kłębiła się od pomysłów rodem z czytanego dla zabicia bezsennej nudy kryminału. Who done it? Nic tylko pozostało się cieszyć, że ofiarą jest dziesięć tysięcy galeonów, a nie panna młoda, która miała nosić suknię. |