Secrets of London
[06.08.72] Ogarnianie życia zacznij od swojego miejsca pracy | Viorica i Samuel - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [06.08.72] Ogarnianie życia zacznij od swojego miejsca pracy | Viorica i Samuel (/showthread.php?tid=2838)

Strony: 1 2


[06.08.72] Ogarnianie życia zacznij od swojego miejsca pracy | Viorica i Samuel - Viorica Zamfir - 02.03.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Samuel McGonagall - osiągnięcie Piszę, więc jestem

06.08.1972
Restauracja "U Lizzy"

Ostatnia przygoda z akwamarynem oraz walką o śmietnik uzmysłowiła jej, że potrzebowała trochę lepszej organizacji. Jej obecne biurko, będące po prostu zwykłą ławą podsuniętą pod ścianę, zwykle stanowiło otchłań chaosu, która wśród papierów, opiłków, na wpół skończonych projektów oraz narzędzi, kryła zwykle mnóstwo rzeczy które albo były jej niepotrzebne, albo za żadne skarby nie mogły się zgubić. Próbowała się oczywiście ratować, czy to jakimiś pudełkami, czy koszyczkami, zajmowały jednak dużo przestrzeni roboczej i nie były zbyt praktyczne. Ot, tworzyła nowe, mniejsze otchłanie, co może trochę i pomagało, ale nadal ciężko było jej czasem coś znaleźć.
Potrzebowała więc nowego mebla, który pomógłby okiełznać jej stanowisko pracy. A jego zdobycie wcale nie było takie łatwe.
Po pierwsze, nowe, a nawet używane biurka czy szafki które widziała albo były naprawdę bardzo drogie, co zdecydowanie je przekreślało, albo nie spełniały jej oczekiwań.
Po drugie jej rozwiązanie problemu z cenami, mianowicie kradzież mebla, nie dość, że zrywało z jej założeniami, że od teraz zarabia uczciwie, to jeszcze wbrew pozorom było całkiem trudne logistycznie, gdyby miała pracować samodzielnie. Nie, żeby snuła jakieś plany czy coś.
Na ratunek miała jednak przyjść zasłyszana od pewnego kompana do kieliszka (który przez bitą godzinę musiał słuchać o jej problemie) plotka, o stolarzu z Doliny, który dużo pieniędzy nie bierze, a na robocie się zna. To na tyle rozbudziło zainteresowanie Vior, że dwa dni później stanęła przed drzwiami “U Lizzy”, gdzie ów rzemieślnika można było spotkać.
Rzadko bywała w Dolinie Godryka, większość jej wizyt odbywała się raczej w nocy i to w interesach, miejsce miało jednak swój urok. Jej życie jednak związane było głównie z miastem, ba, z samym Nokturnem, co zapewne za dobrze o niej nie świadczyło, czuł się więc trochę obco wśród tej całej zieleni i ciszy.
No, może te drugie szybko zniknęło, gdy weszła do gwarnego lokalu. I szczerze, Vior musiała na chwilę przystanąć w drzwiach. Słyszała plotki o tym, że miejsce gromadzi zarówno mugoli jak i czarodziejów, nie wierzyła jednak, że naprawdę goszczą w nim jedni i drudzy w tym samym czasie. Widok sprawiał że od razu przypominała jej się mama. Mugolaczka, która niemalże sama wychowywała córkę w magicznym świecie, tak naprawdę do końca nigdy go nie rozumiejąc. Mieszanina ubiorów, zachowań, a nawet tematów rozmów które się słyszało wywoływała u niej uśmiech.
Podeszła do baru, poprawiła swoją niebieską, długą, zwiewną sukienkę i uśmiechnęła się do barmana.
- Jedno piwo i informacje, gdzie znajdę Sama.
Wskazana została jej część dla czarodziejów oraz wygląd i prawdopodobne usadowienie mężczyzny. Poczekała na alkohol, zapłaciła, wymieniając jeszcze kilka słów z ludźmi przy ladzie, po czym ruszyła w odpowiednim kierunku. Znalazła stolik przy którym siedział całkiem przystojny jej zdaniem jegomość pasujący do opis. Upiła łyk piwa i stanęła tuż przy domniemanym Samie, uśmiechając się przyjaźnie.
- Mogę się dosiąść? - zapytała, wskazując kuflem na wolne miejsce przy stoliku.


RE: [06.08.72] Ogarnianie życia zacznij od swojego miejsca pracy | Viorica i Samuel - Samuel McGonagall - 04.03.2024

Czy to było rozsądne?

Wcale.

Czy powinien być wszędzie, tylko nie "U Lizzy"?

Jak najbardziej.

Chytra staruszka prowadząca bar, obdarzała go spojrzeniem sugerującym, że dokładnie wie, kto odprowadził jej wnuczkę z potańcówki Longbottomów, ale z układu twarzy trudno było wyczytać, na ile to aprobuje, a na ile Samuel ryzykuje oberwanie morką ścierą przy najbliższej nadarzającej się okazji. No ale, obiecał zastąpić wykidajłę w lokalu, czasami pod wieczór przydawał się ktoś o mocnym chwycie, kto powie nazbyt podchmielonym gościom, że już czas.

Było to też miejsce, w którym mieli o niego pytać potencjalni zleceniodawcy. Mężczyzna, który jeszcze przed chwilą był dziadem z lasu, dziwakiem mieszkajacym w Kniei, nagle stał się dobrze rozpoznawalnym, obdarzanym zaufaniem rzemieślnikiem. Nie był pewien czy bardziej go to cieszyło, czy zaskakiwało. Przyjmował życie takim, jakie było.

Nie inaczej tego wieczoru, dosiadła się doń niewiasta, którą zdecydowanie pierwszy raz oglądał na oczy. Mówiła nieco inaczej, powiedziałby "miejsko", chociaż nie miał aż tak dobrego ucha, aby być stuprocentowo pewny. Wyprostował się i wyciągnął do niej dło, aby ją uściskać.
– Samuel – przedstawił się jak zawsze, dłuższą wersją imienia, bo ktoś mu powiedział, że tak jest poważniej. – Tak to ja, w czym mogę pomóc? – znów ujął sporych rozmiarów gliniane naczynie, które o dziwo nie było wypełnione piwem czy winem, a aromatycznym, wwiercającym się w nos mięty, pomimo wszechogarniajacej aury potu i spalanego tytoniu.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=ban2irE.png[/inny avek]


RE: [06.08.72] Ogarnianie życia zacznij od swojego miejsca pracy | Viorica i Samuel - Viorica Zamfir - 04.03.2024

Zdecydowanie nie pasowała do okolicy, nie przejmowała się jednak spojrzeniami, które co i rusz zerkały na jej osobę. Nie miała po co. Była tu tylko gościem, osobą, o której większość pewnie już jutro nie będzie pamiętać.
Jedyną osobą, na której chciała się dziś skupić był Samuel, z którym chciała wynegocjować jak najlepszą cenę za to, co sobie obmyśliła. No dobrze, może nie miała zbyt konkretnego projektu, wiedziała jednak co ma w sobie zawierać, a to powinno dobremu rzemieślnikowi wystarczyć. Czasami nawet pozostawienie wolnej ręki było lepsze, niż narzucanie swojej wizji. Sama doskonale to rozumiała.
- Viorica - uścisnęła wyciągniętą rękę, nadal z uśmiechem, po czym usiadła zgrabnie na krześle. Upiła łyk piwa, przyglądając się nowo poznanemu. Zerknęła szybko na twarz, a także na ręce, które wskazywały, że ciężkiej pracy się raczej nie bał. A to dla niej dobry znak.
- Słyszałam, że zajmujesz się, między innymi wyrobem mebli na zamówienie. A mi właśnie coś z tej kategorii jest potrzebne. Dokładniej stół, a może raczej biurko robocze. Mam, cóż, mały problem z organizacją miejsca pracy i muszę sobie z tym jakoś pomóc. Z zaznaczeniem, że mój budżet nie jest nieograniczony - a mianowicie jej ostatnie oszczędności, które zostały z zakupu materiałów do nowych prac na ten miesiąc. I nie było tego tak dużo, jakby chciała, przynajmniej do czasu, aż nie wykona choć jednego zlecenia. Przy czym musiała jeszcze za coś jeść, choć to drugorzędny problem. Potrafiła sobie z nim radzić.
- Powiedz, robiłeś już coś podobnego, albo masz pomysł, co by się tu najbardziej przydało? Oczywiście mam już swoje pomysły, w sumie całkiem sporo, ale może coś doradzisz już na starcie? Prowadzisz jeszcze jakieś dodatkowe ulepszenia mebli, czy kończysz tylko na pracach stolarskich? - przerwała, zwilżając usta alkoholem. Tak, zadawała dużo pytań, chciała jednak jak najszybciej określić, czego może się spodziewać.
To, że ktoś wyglądał porządnie i zamiast alkoholu wybierał ziołowy napój wcale nie wskazywało, że nie próbuje cię wkręcić i jest naprawdę dobrym wytwórcą. Vior żyła kiedyś głównie z demaskowania fałszywek i tym samym kłamców, a także szukaniu diamentów wśród cyrkonii.  Mało komu ufała, lubiła innych testować. Szczególnie, jeśli miała z kimś po raz pierwszy podejmować jakąkolwiek formę współpracy.


RE: [06.08.72] Ogarnianie życia zacznij od swojego miejsca pracy | Viorica i Samuel - Samuel McGonagall - 06.03.2024

Samuel zasadniczo był nieśmiały, czy może raczej niechętny w kontaktach z innymi ludźmi. Nie rozumiał ich, nie rozumiał zależności, ciasnego gorsetu społecznych oczekiwań, flirtu, aluzji i zawoalowanych gróźb. Męczyło go to na dłuższą metę, a już nie daj bogowie jak osób było więcej niż jedna i każdy oczekiwał, że zamieni się z nim kilka niezobowiązujących zdań o niczym.

Samuel jednak bardzo lubił rozmowy o interesach. Choć nie miał oficjalnego terminu u żadnego z mistrzów stacjonujących lub tylko przejazdem odwiedzających Dolinę Godryka, spędzał w ich pracowniach dużo czasu (zwłaszcza zimą) i przysłuchiwał się różnym rozmowom. To były konkrety, w grę wchodziła wymiana dóbr, materialne rzeczy, godziny spędzone nad robotą, których wartość wyznaczał okrągły, złocisty galeon. To było coś o czym przyjemnie się rozmawiało.

Dlatego uśmiechnął się, gładząc po brodzie zdobionej ledwie kilkudniowym zarostem. Jego twarz powoli wracała do stanu wyjściowego, nieokrzesanego brodacza, ale wciaż minęło zbyt mało czasu od wizyty u balwierza, by uznawać jego zarost za nieprzyzwoity czy niechlujny. Prawda była taka, że broda wcześniej go postarzała, a teraz nie dało się ukryć, że nie ma on jeszcze trzydziestu lat. Bystre błękitne oczy zlustrowały potencjalną klientkę, nie ukrywał, że mile go połechtało, że o jego pracę pytał ktoś spoza Doliny.

Błysk w oku, uniesiony kącik ust... Drobne wskazówki, które udzieliły jej odpowiedzi zanim w ogóle cokolwiek powiedział.

– Robiłem już meble. Umiem robić biurka i biurka. Znam kilka sztuczek, aby praca przy takim miejscu była bardziej efektywna. Powiem więcej... mogę zrobić biurko, aby było w nim przestrzeń na zaklinanie, więc... Nawet jeśli fundusze Cię ograniczają pani Viorico, moglibyśmy spotkać się znów, gdy przestanie to być problemem. – powiedział trochę za szybko, bo nie wiedział, czy ta wycieczka zawodowa byłaby w jakieś normalne miejsce czy może... właśnie mimowolnie zgodził się na zlecenie w najbardziej przerażającym miejscu na świecie. W Londynie.

– Ale ale... domyślam się, że chodzi o konkretne miejsce, pod konkretną robotę. Zechce mi Pani zdradzić dla jakiego rzemiosła potrzebuje stołu? – ważne pytanie, zwieńczone zamoczeniem ust w miętowym naparze i udostępnieniem jej całej przestrzeni na odpowiedź. "U Lizzy" panował zwyczajowy gwar. Nikt nie powinien za bardzo podsłuchiwać.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=ban2irE.png[/inny avek]


RE: [06.08.72] Ogarnianie życia zacznij od swojego miejsca pracy | Viorica i Samuel - Viorica Zamfir - 07.03.2024

Viorica uwielbiała rozmawiać. Potrafiła prowadzić konwersację z kompletnie obcymi osobami, uwielbiała pogaduszki ze znajomymi, głębokie rozmowy z przyjaciółmi. Zawsze jednak musiała coś z tego wyciągnąć. Zwykłą plotkę, tajemnicę, informacje co druga osoba lubi, lub co sądzi o konkretnych wydarzeniach. Dla niej żadna rozmowa nie była tak naprawdę o niczym, ot, należało tylko dobrze nakierować rozmowę. Wiedziała, że dla wielu nie było to łatwe, sama tak naprawdę musiała nauczyć się kilku sztuczek, w większości jej osobowość sprawiała jednak, że była naturalnie dobrym rozmówcą.
Kiedy ktoś chciał przejść do konkretów i odpuścić sobie rozmowy o pogodzie, rozumiała to i budziła w sobie tą bardziej profesjonalną stronę, jeśli jednak ktoś czuł potrzebę wymiany konkretnych uprzejmości, bardzo chętnie grała w słowne i społeczne gry. Sztuka wyniesiona z czasów, gdy rozmawiała z osobami które bywały zdecydowanie zbyt groźne, by wywoływać u nich irytację.
- Chętnie zdam się więc na Twoje doświadczenie w kwestii projektowania, choć będę miała pewnie kilka uwag. I mówi mi na ty, jeśli oczywiście nie masz z tym problemu. - Nie lubiła tych całych ugrzecznionych form, nie czuła się z nimi zbyt dobrze.
Nie była przyzwyczajona do nadmiernej uprzejmości, nie pochodziła z dobrego domu, nie miała wielkich dokonań na swoim koncie i nie czuła się na tyle staro, by wymagać od innych jakiegoś należytego szacunku. Może i pochodziła z Londynu, ale była tam praktycznie nikim. Jeszcze, dodałaby pewnie.
- Tak, chodzi o przestrzeń do konkretnego zajęcia. Zajmuję się złotnictwem i jubilerstwem, do tego czasem wykonuję na swoich produktach pieczęcie z run. Potrzebuję więc wiele miejsca na cóż, przyrządy, wiele szafeczek i cóż, trochę zabezpieczenia przed ogniem? - Przejechała palcem po krawędzi kufla, przypominając sobie pewien mały wypadek. - Co do tego całego budżetu, załóżmy że na razie jest po prostu z góry określony i chciałabym coś w tej kwocie, powiedzmy, siedemdziesięciu galeonów. Z możliwością ewentualnego zwiększenia tej kwoty, gdyby przypadłyby mi do gustu jakieś konkretne, droższe rozwiązania. Oczywiście w grę wchodzi zaliczka i tak dalej. To jak, da radę coś wykombinować? - Spojrzała na Samuela nie kryjąc, że bardzo chciała, by powiedział tak.


RE: [06.08.72] Ogarnianie życia zacznij od swojego miejsca pracy | Viorica i Samuel - Samuel McGonagall - 09.03.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=ban2irE.png[/inny avek]
Samuel zmuszony okolicznościami, od maja eksplorował zasady życia w społeczeństwie, co przychodziło mu z lepszym lub gorszym skutkiem. Wiedział już, że ludzie preferowali, aby na początku im się "paniowało", zwłaszcza klienci, a już najbardziej tacy, których żony były aż nazbyt zainteresowane stolarzem pracującym nie daj bogowie bez koszulki. Osobiście preferował posługiwaniem się imionami. Od czegoś one przecież były.

– Jasne. Viorica, Sam, Sam, Viorica, mi też będzie tak wygodniej. – przyznał, sącząc sobie herbatkę miętową i słuchając dalej z uwagą. Tak, Viorica miała pełnię jego uwagi na sobie, błękitne oczy ani na moment nie odrywały się od jej twarzy, mogła być pewna, że słyszy i analizuje każde najdrobniejsze jej słowo, pojawiające się w zwyczajowym barowym hałasie.

Gdy skończyła, westchnął w zastanowieniu, odsunął się nieco zadzierając głowę i kalkulując. Sufit na który patrzył teraz pomagał. Przydałyby sie zaklęcia poszerzające rzeczywistość, a tych nie lubił zbytnio, z resztą nie lubił w tego typu robocie nadużywać transmutacji. Z drugiej strony był rzemieślnikiem, który potrafił takie sztuczki robić... innymi metodami. Bardziej mugolskimi, ale przez to i, w pewien sposób tańszymi. Nie był nigdy łasy na galeony, nie potrzebował ich. Takie miejsce pracy zdawało mu się jednak ciekawym wyzwaniem, ale... No cóż, nie zmierzał ani kiedyś, ani teraz, być dobrym marketingowcem kłamcą.

– Jeśli chcesz mieć takie stanowisko pracy w kufrze, który wszędzie zabierzesz, to niestety nie dla mnie. – przyznał, bo znał takie triki u mistrzów z którymi okazjonalnie współpracował i zdecydowanie nie operował tak zaawansowaną umiejętnością zaklinania. – Mogę... Mógłbym zrobić Ci szafę z mechanizmami, które sprawiłyby, że po rozłożeniu byłby to rozległy regał z biurkiem lub biurkami, według Twojego zapotrzebowania. – Nie był pewien, nigdy nie był w pracowni jubilerskiej czy złotniczej, ale wydawało mu się, że dałby radę...

Wyciągnął z kieszenie różdżkę, zaś z kieszonki na piersi niewielki kawałek pergaminu i kawałek zwęglonego patyka oskubanego z kory. Jednym szybkim machnięciem rozwałkował ten papier jak ciasto, aby zajął większą przestrzeń stołu, zaś patyk transmutował w węgielek do rysowania, brudzący mu palce czernią.

– To byłoby hmm... mogłoby być na kółkach z dwoma skrzydłami, które rozsuwałyby się... o tak... – nie wiedział, czy mechaniczne, zamiast magicznych rozwiązań interesowałyby jego klientkę, ale cóż, to był właśnie ten moment, kiedy powinni to ustalić. Kwota, którą podała pojawiła się i zniknęła wobec pomysłu, który mu zaświtał w głowie. Sam mógłby sobie zrobić podobną do wyrobu drewnianych zwierzątek i amuletów... Może w ramach prototypu...


RE: [06.08.72] Ogarnianie życia zacznij od swojego miejsca pracy | Viorica i Samuel - Viorica Zamfir - 13.03.2024

Nie przeszkadzało jej, że patrzyły na nią oczy, które zdawały się ją przeszywać. Wiedziała, że ocena persony z którą miało się współpracować często miała ogromne znaczenie w sprawie tego, jak należało się z nią obchodzić i na co można sobie pozwolić. Viorica nie raz stawał przed osobami, które śledziły jej każdy ruch, próbując rozgryźć ją jako osobę. Czasami na to pozwalała, czasem nie, czasem trafiła na kogoś, kto potrafił ograbić ją podczas rozmowy z jej największych sekretów i łgarstw, mimo wszelkich jej prób ich ukrycia.
Nie czuła więc dyskomfortu teraz, gdy w grę wchodziło zwykłe zamówienie mebla, a nie skok na posiadłość w której kryły się tysiące galeonów. Ba, budziło w niej to nawet pewne przyjemne skojarzenia, przepełnione wspomnieniami niegdysiejszej ekscytacji, która kryła się za takimi spotkaniami. Trochę jej ich brakowało.
Ucieszyła się, że Sam zgodził się na porzucenie nadmiernej grzeczności, przez co mogła poczuć się jeszcze swobodniej w ich rozmowie. I skupić się tylko na projekcie, który miał zaraz powstać. Lubiła tworzyć, fakt tego, że mogła się teraz zająć tylko tym sprawiał, że powstrzymywała się pod powrotem do starego życia, które nie dawało jej tyle czasu na możliwość poświęcenia się właśnie wytwórstwu biżuterii. Choć czasem próba prowadzenia własnej działalności ją przytłaczała, zaś praca u swojego szefa dusiła.
Skinęła głową na informację, że jej stanowisko raczej nie mogło być przenośne, nie miało to jednak zbyt wielkiego znaczenia.
- Wystarczy, że będę je miała u siebie w pokoju, zresztą, wolę by ludzie przychodzili do mnie, zamiast próbować dobijać się do ich drzwi. Do tego jubilerstwo potrzebuje ogromnej ilości drobiazgowych narzędzi, zbyt duże ryzyko, że podczas transportu, czy też składania miejsca pracy coś mogłoby się jednak zapodziać. No i zwykle wolę, gdy mam święty spokój, a nie szalejącą nad głową klientelę. - Upiła łyk piwa. - Ty za to wolisz pracować w pracowni, czy jednak na miejscu? Bo nie wiem, na co mam się przygotować? - zapytała wiedziona zarówno stroną praktyczną, jak i z czystej ciekawości, która została poruszona, gdy tylko usłyszała o pomyśle przenośnego stołu do pracy.
Gdy przeszli do omawiania już konkretów projektów, odstawiła lekko piwo i pochyliła się bardziej nad wyciągniętym przed nią pergaminem. Łańcuszek z zawieszką ze stworzonych ze złotego druciku i niebieskiego szkła niezapominajkami opadł lekko na stół, sprawnie ukazując, że jeśli właścicielka zrobiła go sama, miała jednak rzeczywiście jakiś fach w ręku.
Przyglądała się rysunkowi, który powstawał na jej oczach, a kąciki jej ust wędrowały coraz wyżej w górę z każdą nowo powstałą linią. Widać było, że to co proponował Sam, zaczynało jej się naprawdę podobać.
- Świetny pomysł, jeśli nie tworzę w tym momencie, mogłabym je złożyć i zwolnić trochę miejsca w pokoju, a mam je jednak ograniczone. O, tu na pewno przydałoby się bardzo dużo malutkich szufladek, tak aby łatwo było mi przechowywać i segregować potrzebne elementy czy półprodukty, wszystko to jednak drobne i bardzo różnorodne elementy, więc nie może być też żadnych luk, przez które mogłyby niechcący się przedostać. Duża ilość blatu to też duży plus, szczególnie jeśli chcę postawić szlifierkę, formy do pierścionków, czy też walcarkę do blachy, no i małe kowadełko, to na pewno - Powoli widziała jak wszystko zostaje ułożone, będąc niemalże na wyciągnięcie jej ręki. Mogłaby na przykład przechowywać też wtedy półfabrykaty przygotowywane wcześniej, takie jak zapięcia, a także może wypróbować nowych technik tworzenia biżuterii, jak odlewanie, choć tu jeszcze musiała się poważnie zastanowić.
- Podoba mi się - stwierdziła, spoglądając na Sama z pełnym już uśmiechem, po czym wyprostowała się. - Jak myślisz, ile to zajmie? - Zabębniła palcami w blat, znów spoglądając na to, co miało być w przyszłości jej, cóż, szafą roboczą, jak zaczęła nazywać to w myślach.


RE: [06.08.72] Ogarnianie życia zacznij od swojego miejsca pracy | Viorica i Samuel - Samuel McGonagall - 14.03.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=ban2irE.png[/inny avek]
Szlag, pytanie o miejsce pracy minimalnie wybiło go ze spokojnego rytmu konwersacji. Od wczoraj tak bardzo od wczoraj miał w ogóle dach nad głową przewidziany na ludzkiego lokatora. Domek ogrodnika był malutki, ale i tak większy od leśniczówki, jeszcze nie oswoił się, że w tym niewielkim domeczku ma przestrzeń dla siebie, że ma łóżko i nie musi spać pod postacią ptaka na drążu, dyndając nad swoimi kozami. To była nowość. Podobnie z resztą jak klientka z Londynu.

A może jakby tak poprosić Bee o warsztat w Warowni...?

– Wolę pracować na miejscu, tu mam wszystkie narzędzia i materiały. – Na razie przemilczał swoj patologiczny wręcz lęk przed miastem, swoją nieprzepracowaną dziecięcą traumę wywołaną paskudnym kadzidełkiem mieszającym w zmysłach, które doprowadziło do tego, że klątwa ziemi wyciągnęła po niego swoje ręce. Och nie, nie warto o tym wspominać. Na pewno da się przetransportować jakoś szafę do Londynu. Znał ludzi, którzy mogliby to ogarnąć. Ale to nie było na teraz.

– Myślę, że za dwa tygodnie mógłbym przygotować prototyp. Mogłabyś wtedy obejrzeć go, usiąść i zdecydować, czy potrzebujesz czegoś więcej czy mniej. Będzie z tańszych materiałów, bez końcowej obróbki lakierem, ale rozmiary i użyteczność szufladek i półek będzie do sprawdzenia... od razu, namacalnie. – Dwa tygodnie to dużo. Ostatnio miał mniej roboty, a też rozmawiał wstępnie z Lysandrem, że do cydrowego biznesu zdecydowanie przyda im się dodatkowa para rąk. Powinien zdążyć. Powinien...

– A potem po zatwierdzeniu projektu, miesiąc. Muszę znaleźć dobre drewno i odpowiednio jej zakonserwować. Teraz trochę z drewnem kiepsko z powodu kryzysu w Kniei, ale mam swoje sposoby i kilka kontaktów. – to znów wiązałoby się z podróżą, ale co zrobić... do odważnych świat należy.


RE: [06.08.72] Ogarnianie życia zacznij od swojego miejsca pracy | Viorica i Samuel - Viorica Zamfir - 15.03.2024

Sam nie musiał się niczego wstydzić, Viorica miała w swoim życiu wiele różnych epizodów, w tym, cóż, można powiedzieć, bezdomności, choć bardziej polegało to na niemożliwości wrócenia do swojego lokum, oraz uciekaniu przed pewną bandą gangsterów. W ogólnym rozrachunku mogło wyjść, że w kwestii wyborów życiowych Sam jednak wypadał lepiej. Trudne to w sumie nie było.
Pokiwała głową, gdy usłyszała od niego podobne podejście, jakie miała ona. Choć może wynikało ono z czystej praktyczności, a nie z traum, choć szczerze mówiąc w jej przypadku niczego nie można było być pewnym. Możliwe, że gdyby ktoś zainteresował się jej problemami, odkryłby jakieś ich nagromadzenie, ona jednak sama zepchnęła wszystko gdzieś w głąb siebie, uznając, że jakoś udaje się przecież teraz żyć. To jakoś na razie wystarczało.
- W takim razie myślę, że dobrze rozumiesz to, czego mogę potrzebować. Wiesz, kiedyś mi się wydawało, że do pracy wystarczy kawałek stołu i tyle, ale im dłużej się siedzi w swoim fachu, tym chyba zdaje sobie sprawę, że może jednak trzeba sobie pozwolić na parę wygód. Im dłużej siedzę nad projektami, tym bardziej denerwuje mnie, gdy muszę po coś wstać, czegoś ciągle szukam, coś nie ma swojego miejsca, albo brakuje mi przestrzeni. Do niedawna jakoś dawałam radę, ale po prostu miarka się przebrała. - Dopiła zawartość kufla, zastanawiając się, czy nie powinna poprosić o dolewkę. Może później, jak załatwi już sprawy do końca.
- Prototyp mówisz? Bardzo chętnie go sprawdzę. Termin też mi odpowiada, choć daj mi znać sową kilka dni wcześniej, abym mogła ustalić z tobą godzinę, bo muszę niestety jeszcze brać pod uwagę grafik w miejscu, gdzie pracuję na etat - Jej głos nie brzmiał zbyt wesoło, mina także wykrzywiła się w lekkim niesmaku. Musiała jednak mieć na razie jakiś stały dochód, szczególnie, jeśli czekał ją tak drogi wydatek. - Może nawet wezmę swoje narzędzia i spróbuję chwilę przy tym prototypie popracować? Wtedy będę miała najlepszy obraz tego, co ewentualnie, cóż, poprawić.
Nie chciała być mocno wybredna, miała jednak swoje przyzwyczajenia, które wyrobiła sobie podczas ostatnich lat aktywnego działania w zawodzie. Ta rzecz zawsze znajdowała się w zasięgu ręki, ta musiała mieć miejsce po jej prawej stronie, tu musiała dostać się w miarę szybko, a tu wypadałoby mieć więcej blatu.
I tak jak większość rzeczy mieli już ustaloną, tak ostatnie słowa Sama trochę Vioricę zaciekawiły. A lubiła znajdować kolejne tematy do rozmów, nawet, jeśli miała do czynienia z kimś prawie jej nieznajomym.
- Ta cała sprawa z knieją… To ciągle się ciągnie, prawda? Nie słyszałam o tym wszystkim za dużo, w Londynie nie jest to temat o którym dużo się mówi, tu jednak pewnie jest inaczej. Naprawdę jest aż tak niebezpiecznie?


RE: [06.08.72] Ogarnianie życia zacznij od swojego miejsca pracy | Viorica i Samuel - Samuel McGonagall - 17.03.2024

Pokiwał głową ze zrozumieniem, choć sam był stolarzem minimalistą. Poziom opanowania sztuki transmutacji stał u niego na tak wysokim poziomie (spróbowałby nie... w końcu w jego żyłach płynęła krew McGonagallów!), że potrzebował jednego hebla, zamiast czterech, bo zawsze magią mógł delikatnie zmienić ustawienia i szerokości ostrza czy trzymadła. Potrzebował jednego dłutka a nie piętnastu, jednej piłki a nie czterech, jednego szpikulca a nie całej plejady szpikulców. Lata poza cywilizacją nauczyły go radzić sobie z tym co ma a nie wydziwiać – jak powiedziałaby to jego matka. Nauczył się działać na tym co miał. Nauczył się nie chcieć więcej.

Z drugiej strony obróbka kamieni i metalu rządziła się swoimi prawami i absolutnie nie oceniał swojej klientki za chęć posiadania wymyślnej szafy, w której byłaby przegródka na każdą pierdołę, która przyjdzie jej do głowy. Wierzył, że chociaż dwie szuflady byłby w stanie zakląć tak, że po otworzeniu ukazywałaby się inna jej zawartość, ale to... to były tylko myśli, pojawiające się i znikające, bombardujące jego umysł rozwiązaniami też przecież magicznymi, a nie tylko inżynierskimi.

– Koniecznie. Prototyp to podstawa, zdecydowanie jest to dobry pomysł, chętnie przyjrzę się pracy rzemieślnika w innej dziedzinie, zawsze intryguje mnie wkładanie rąk w materię i kształtowanie jej według swojej woli, nie ważne jakimi narzędziami. – Wszystko zaczęło się od sklepu Garrika Ollivandera i zachwytu nad różdżkami oraz całym sklepem wykończonym w drewnie. Jego wychowanie opierało się na opiece Knieją i jej dziećmi, ale kiedy rodzice odeszli, musiał czymś zająć ręce, żeby nie oszaleć (cóż... czy się to udało, nie jemu oceniać). A zatem rzeźby, amulety, meble, czy nawet więźby w nowych domach ostatnio... Wszystko co niosło ze sobą drewno, było mu przyjemne. Swojskie. Im więcej jednak przebywał w Dolinie, tym większa w jego sercu była odkrywana ciekawość. Zobaczyć kogo innego przy pracy, zobaczyć jego skupienie na twarzy i precyzję, bądź jej brak w palcach. To było intrygujące.

Na wspomnienie o Kniei stęknął żałośnie, jakby wsadziła dwa brudne palce we wciąż świeżą ranę, która goiła się zbyt wolno. Nagle napar z mięty wydawał się nie dość dobrym sposobem na spędzenie tego wieczoru.

– Tak. Jest bardzo źle. Ludzie wracają siwi, starsi o kilka, kilkanaście lat. Albo nie wracają wcale. Znam kilka bezpiecznych sposobów na pozyskanie rzadkich surowców z części Puszczy, ale niestety nie drewna. Nie ma czasu zapytać przerażonych drzew, który z ich braci pragnie już odejść. Dlatego pewnie będę musiał przejechać się kawałek na północ do...– umilkł momentalnie, gdy zdał sobie sprawę, że odbiega od tematu. To wszystko nie ważne. Raz że nie o to pytała, dwa, że póki nie ma prototypu, nie było sensu cokolwiek rozmawiać o drewnie na docelowy produkt. – Tak czy inaczej będę potrzebował zaliczki 20 galeonów, na poczet pracy i materiałów prototypowych. Kiedy ustalimy finalne liczby i materiał z którego będziesz chciała mieć swoje stanowisko pracy, dogadamy resztę. – podsumował, wiedząc, że nie jest za dobry w small talkach, więc nie chciał w ten sposób odstraszyć do siebie bogatej pani z Londynu.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=ban2irE.png[/inny avek]