02.03.2024, 11:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2024, 20:32 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Samuel McGonagall - osiągnięcie Piszę, więc jestem
06.08.1972
Restauracja "U Lizzy"
Restauracja "U Lizzy"
Ostatnia przygoda z akwamarynem oraz walką o śmietnik uzmysłowiła jej, że potrzebowała trochę lepszej organizacji. Jej obecne biurko, będące po prostu zwykłą ławą podsuniętą pod ścianę, zwykle stanowiło otchłań chaosu, która wśród papierów, opiłków, na wpół skończonych projektów oraz narzędzi, kryła zwykle mnóstwo rzeczy które albo były jej niepotrzebne, albo za żadne skarby nie mogły się zgubić. Próbowała się oczywiście ratować, czy to jakimiś pudełkami, czy koszyczkami, zajmowały jednak dużo przestrzeni roboczej i nie były zbyt praktyczne. Ot, tworzyła nowe, mniejsze otchłanie, co może trochę i pomagało, ale nadal ciężko było jej czasem coś znaleźć.
Potrzebowała więc nowego mebla, który pomógłby okiełznać jej stanowisko pracy. A jego zdobycie wcale nie było takie łatwe.
Po pierwsze, nowe, a nawet używane biurka czy szafki które widziała albo były naprawdę bardzo drogie, co zdecydowanie je przekreślało, albo nie spełniały jej oczekiwań.
Po drugie jej rozwiązanie problemu z cenami, mianowicie kradzież mebla, nie dość, że zrywało z jej założeniami, że od teraz zarabia uczciwie, to jeszcze wbrew pozorom było całkiem trudne logistycznie, gdyby miała pracować samodzielnie. Nie, żeby snuła jakieś plany czy coś.
Na ratunek miała jednak przyjść zasłyszana od pewnego kompana do kieliszka (który przez bitą godzinę musiał słuchać o jej problemie) plotka, o stolarzu z Doliny, który dużo pieniędzy nie bierze, a na robocie się zna. To na tyle rozbudziło zainteresowanie Vior, że dwa dni później stanęła przed drzwiami “U Lizzy”, gdzie ów rzemieślnika można było spotkać.
Rzadko bywała w Dolinie Godryka, większość jej wizyt odbywała się raczej w nocy i to w interesach, miejsce miało jednak swój urok. Jej życie jednak związane było głównie z miastem, ba, z samym Nokturnem, co zapewne za dobrze o niej nie świadczyło, czuł się więc trochę obco wśród tej całej zieleni i ciszy.
No, może te drugie szybko zniknęło, gdy weszła do gwarnego lokalu. I szczerze, Vior musiała na chwilę przystanąć w drzwiach. Słyszała plotki o tym, że miejsce gromadzi zarówno mugoli jak i czarodziejów, nie wierzyła jednak, że naprawdę goszczą w nim jedni i drudzy w tym samym czasie. Widok sprawiał że od razu przypominała jej się mama. Mugolaczka, która niemalże sama wychowywała córkę w magicznym świecie, tak naprawdę do końca nigdy go nie rozumiejąc. Mieszanina ubiorów, zachowań, a nawet tematów rozmów które się słyszało wywoływała u niej uśmiech.
Podeszła do baru, poprawiła swoją niebieską, długą, zwiewną sukienkę i uśmiechnęła się do barmana.
- Jedno piwo i informacje, gdzie znajdę Sama.
Wskazana została jej część dla czarodziejów oraz wygląd i prawdopodobne usadowienie mężczyzny. Poczekała na alkohol, zapłaciła, wymieniając jeszcze kilka słów z ludźmi przy ladzie, po czym ruszyła w odpowiednim kierunku. Znalazła stolik przy którym siedział całkiem przystojny jej zdaniem jegomość pasujący do opis. Upiła łyk piwa i stanęła tuż przy domniemanym Samie, uśmiechając się przyjaźnie.
- Mogę się dosiąść? - zapytała, wskazując kuflem na wolne miejsce przy stoliku.