Secrets of London
[październik 1969] What happens is iconic | Jagoda & Viorica - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [październik 1969] What happens is iconic | Jagoda & Viorica (/showthread.php?tid=3383)



[październik 1969] What happens is iconic | Jagoda & Viorica - Viorica Zamfir - 04.06.2024

Pewien październikowy wieczór 1969

To co dziś robili, było kompletnie szalone. I nie była to pewnie pierwsza taka rzecz w jej życiu, zapewne jeszcze nie ostatnia, nie mogła jednak przestać się nią cieszyć.
Na sam pomysł co prawda nie wpadła ona, a jeden z jej kolegów, był jednak na tyle genialny, że musiała mu przyklasnąć.
Ot, zaplanowali, że przed aukcją w jakiś bogatym domu, bogatych czarodziejów, wezmą i podmienią parę przedmiotów, które akurat miały być następnego dnia wystawione na ów wydarzeniu. Robota każde jak inna, zaplanowana miesiąc wprzód, w którym Vior wykonała trzy naszyjniki, jedną tiarę i bransoletkę, niemal identyczne jak oryginały, a jednak z wykorzystaniem zupełnie innych materiałów, troszkę podrasowanych kilkoma zaklęciami z dziedziny transmutacji. Przez jakiś czas nawet rzeczoznawcy zostaną oszukani. Potem, cóż, zaklęcie się rozmyje. Ale to już nie będzie ich problem, bo wtedy przedmioty miały trafić w do osób mniej obeznanych.
Gdzie więc było szaleństwo w ich planie? A to, że kilkoro z nich postanowiło zobaczyć kto dostanie fałszywki we własne ręce. Oglądając aukcję na tym całym bankiecie.
Brak zaproszeń? Ha, wcześniej skombinowali świstoklik, który miał ich zabrać w bezpieczne miejsce na zapleczu.
Możliwość, że ktoś ich rozpozna, lub, cóż, odwrotnie?
W każdej chwili można było uciec kolejnym niezarejestrowanym świstoklikiem, który mieli przygotowany w zanadrzu. Zresztą, gości było sporo, a oni przygotowali wspólną wersję zdarzeń.
Plan był zdecydowanie, niepodważalnie szalony. Ale Viorica uwielbiała adrenalinę, która właśnie wypełniała jej żyły, gdy kroczyła przez salę bankietową, z kieliszkiem prawdziwego szampana w dłoni, który smakował średnio jak na jej niewyrobione kubki smakowe. Liczył się jednak sam fakt jego picia za darmo.
Jej ciemno fioletowa suknia z trenem trzymała się na odkrywających ramiona rękawkach. Zdecydowanie nie należała do Viorici, w przeciwieństwie do ozdabiające jej biżuterii, która wyszła spod jej ręki. Co prawda z kradzionych kamieni, ale jednak. Zrobiona z onyksów, szafirów i ametystów, obleczona w srebrne ramy. Najpiękniejsza była zapewne kolia, która lśniła ułożonymi w spływające po jej dekolcie łezkami.
Przykuwała uwagę licznego grona gości, nikt jednak, poza jej przyjaciółmi, nie postanowił jeszcze do niej podejść.
Miała to w sumie gdzieś. I tak się dobrze bawiła. Szczególnie, że mogła skosztować tych małych, śmiesznych deserków w miniaturowych pucharkach. I pewnie właśnie na podobnych rozgrywkach spędziłabym ten wieczór, jedząc, pijąc alkohol i okazjonalnie śmiejąc się z bogaczy, udając, że wcale im nie zazdrości, gdyby nie jej srocze oko. Oto bowiem obok niej przystanęła dziewczyna, która wyróżniała się noszoną biżuterią na tyle, by przykuć jej spojrzenie.
- Ładne kolczyki - pochwaliła, nie mogąc się powstrzymać.


RE: [październik 1969] What happens is iconic | Jagoda & Viorica - Jagoda Brodzki - 07.06.2024

Towarzyszyła dzisiaj swojemu ojcu. Jagoda, jako wspaniały, egzotyczny eksponat na salonach, przyciągała uwagę na dłużej, każdego kto przechodził obok niej. Jej suknia, wariacja i artyzm sam w sobie - przedstawiała interpretację biedy, jakiej dotąd nikt nie zaznał. Materiał układał się w suknię inspirowaną greckim antykiem, jednak lekki materiał, szyfon prawdopodobnie, był jasnobrązowy, nawet wpadający w herbaciany. Poły tkaniny chociaż niesymetryczne, były wpięte w swoje idealne miejsce, a od pasa przepasanego w talii materiał lał się aż do ziemi. Jednak to nie on przyciągał uwagę, ale to, co było na nim, a była to cała siatka spleciona z łańcuszków z czarnego złota, z zawieszonymi na nich kryształkami kwarcu oraz gdzieniegdzie perłami. Wszystkie linie niczym pajęczyna zbiegały się na środku talii Jagody, trzymając się jednej metalowej broszy z misternie wykutym w niej kwiatem jaśminu na samym środku, otoczonym kolejnymi kryształkami. Nawet pomimo tego, że Jagoda nie wyglądała tutaj najbardziej wystawnie i tak przyciągała uwagę. Młoda córka ambasadora Brodzkiego, dzisiaj odpowiedziała już na przynajmniej setkę pytań a jak to się żyje w tej pięknej Chorwacji?
Nie pizga deszczem cały czas.
Nie, nie powiedziałaby tego, ale od dobrych pół godziny unikała kolejnych przywitań z osobami, które chciały ponownie posłuchać o niej jako o turystycznej atrakcji pełną gębą.
Chociaż nigdy nie uzewnętrzniała tego, im częściej przechodziła przez aż tak ogromny natłok interakcji społecznych, coraz częściej nawiedzały ją po prostu nieobliczalne myśli. Coraz częściej zaczynała zastanawiać się jakie dźwięki wydawaliby Ci wszyscy ludzie, gdyby to miejsce nagle zaczęło płonąć. Jak bardzo by krzyczeli? Czy uciekaliby na wszystkie strony? Czy ratowaliby siebie, czy najpierw kogoś dla nich ważnego?
Wszyscy byliby tacy sami w obliczu ognia... Niezależnie od galeonów w Gringotcie. Właśnie w takim zastanowieniu podeszła do stolika by złapać za lampkę szampana, którą wypiła duszkiem. Potrząsnęła lekko głową. Na jej wyprostowanych dzisiaj długich włosach widniała ozdoba ze sznureczków pereł. Kolczyki były do niej dopasowane, dlatego gdy usłyszała komplement ze strony młodej kobiety niedaleko, wiedziała, że raczej nie chodzi tylko o nie.
- Ładna kolia. - Rzuciła w swoistym podziękowaniu i zmierzyła ją wzrokiem. Mało tutaj było młodych ludzi... - Co tutaj robisz?


RE: [październik 1969] What happens is iconic | Jagoda & Viorica - Viorica Zamfir - 16.06.2024

Oczywiście, że nie chodziło tylko o kolczyki, ale gdyby zaczęła od stwierdzenia, że najchętniej zdjęłaby z dziewczyny każdą cenną rzecz, kryształek po kryształku, perła po perle, zapewne zostałaby źle zrozumia, chociaż…
Spojrzała na twarz nieznajomej, zdając sobie sprawę, że może i zdjęłaby trochę więcej, na razie jednak nie pochyliła się nad tą myślą głębiej.
Były w końcu w samym środku czarodziejskiej stolicy rozpusty, na która Viorica patrzyła z podziwem, zazdrością ale i także pewnym niesmakiem.
Chciałaby móc chodzić na podobne wystawne bankiety i bale, nie mieć co robić ze swoimi galeonami do tego stopnia, że mogłaby obwiesić się cała diamentami i innymi kamieniami ot tak, dla kaprysu, nie musząc wcześniej na to ciężko harować.
Bo ktoś mógłby powiedzieć, że hej, przecież to sama wszystko po prostu ukradła.
A i owszem. Ale nikt kto raz nie planował skoku, nie mógł zrozumieć, ile trzeba było włożyć w to wysiłku, planowania i wstępnych środków. Tworzenie świstoklików, run, zaklęć a także podróbek było niezwykle materiało- i czasochłonne. Owszem, zyski wynagradzały całe starania, ale to nie było to samo, co dostanie czegokolwiek, bo urodziło się we właściwej rodzinie.
Nie chciała jednak psuć sobie humoru.
Tak naprawdę nie miała dziś zamiaru zadawać się z kimkolwiek spoza ekipy jeśli nie było to konieczne, dziewczyna obok jednak wydała się jej interesująca. Może przez wypity na raz kieliszek szampana, może przez zdobiącą ją biżuterię, a może przez ręce, które wcale nie wydawały się przypominać tych, które miała tu większość delikatnych dam. Można by powiedzieć, że przypomniały trochę te należące do Vior.
Tak, to ostatnie ciekawiło najbardziej.
Nie ukrywała tego, że studiuję Jagodę. Ba, robiła to wręcz na pokaz.
- Dziękuję. - Uśmiechnęła się na pochwałę. Upiła łyk ze swojego kieliszka szampana, i zastanawiając się, jak odpowiedzieć na zadane pytanie. Zerknęła na salę, wiedząc, że pewnie nikogo więcej tu nigdy nie spotka. Mogła więc się bawić na całego.
Najwyżej potem pożałuje.
- Ja? Cieszę się dobrymi przystawkami, pije i czekam na to, aż kilka osób zacznie się prześcigać w wydawaniu swoich pieniędzy na coś, co niekoniecznie jest ich warte. Ciekawy widok. A ty? Jesteś tu tylko dla szampana, czy może dla jakiś powodów wyższych? - zapytała, patrząc z ciekawością na kobietę. A potem znów zjeżdżając wzrokiem do obwieszających ją kosztowności.