Secrets of London
[12.06 Severine & Anthony] With the key of softness unlock the locks—with a whisper - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [12.06 Severine & Anthony] With the key of softness unlock the locks—with a whisper (/showthread.php?tid=3522)



[12.06 Severine & Anthony] With the key of softness unlock the locks—with a whisper - Anthony Shafiq - 02.07.2024

—12/06/1972—
Anglia, Londyn
Severine Crouch & Anthony Shafiq
[Obrazek: y1F8nvK.png]

At the last, tenderly,
From the walls of the powerful, fortress’d house,
From the clasp of the knitted locks—from the keep of the well-closed doors,
Let me be wafted.

Let me glide noiselessly forth;
With the key of softness unlock the locks—with a whisper
Set ope the doors, O soul!



W przestronnym pokoju dziennym paliły się teraz w przygaszeniu kryształowe kandelabry. Migoczące światło stylizowany na ciepły, choć jaśniejszy od kominkowego płomień, migotały w rozpraszających światło lustrach, czyniąc z białego, ascetycznego pokoju miejsce pełne pomarańczowych gwiazd. Na zielonych drzewkach ustawionych w donicach pyszniły się mandarynki, w tle magiczna teorba zachwycała barokową muzyką salonową wszak byli w salonie.

Przy podłużnym stole siedział gospodarz, w niedopiętej pod szyję koszuli i szarej kamizelce i równie szarych materiałowych spodniach. Brązowe skórzane mokasyny powędrowały gdzieś w kąt, pozwalając bosym stopom cieszyć się miękkością perfekcyjnie odkurzonego dywanu. Strój absolutnie niezobowiązujący, wszak nie było to spotkanie służbowe. Zdecydowanie. Ot zaproszenie kobiety, która zapowiadała się na gwiazdę Wizengamotu, a potem nagle zniknęła, by pojawić się z dala od Ministerstwa. Plotki, ploteczki, plotunie... cóż też stało się z utalentowaną Severine Crouch? Był ciekaw. Ale przede wszystkim chciał dotknąć jej złamania. Chciał zobaczyć co spowodowało tak rozległe rany i przekreślenia kariery. Cóż, może to jego obecny zastępca wytyczył ten kierunek "rekrutacji", ale nie dało się ukryć, że wdzięczna dusza pracowała tysiąckrotnie lepiej. Smakowała tysiąckrotnie bardziej...

Na początku trzeba było odkazić...

Był pod wielkim wrażeniem, że panna Crouch właśnie osuszała drugą butelkę rozwalona na białej kanapie w jego osobistym salonie, w apartamencie przy Alei Horyzontalnej tuż nad księgozbiorem Parkinsonów. On udawał tylko lekko wstawionego, przytomność umysłu wskazana była przecież przy operacjach na żywych organizmach.

– A więc... jak to było moja droga? Mój ojciec szczęśliwie jest w Egipcie, jego wstrętne macki nie sięgają na wyspy, z resztą zadbałem, by ich jad nie miał nawet czego zatruć. – Zamaszyście zatoczył koło kieliszkiem rozkładając się wygodniej i wzdychając ciężko, z lekko zeszklonymi oczyma wpatrując się w migotliwy sufit. – Ale Ty kruszyno nie masz tyle szczęścia prawda? Wiesz... mi możesz powiedzieć. Nic nie wyjdzie poza próg tego domu, przyrzekam. – I brzmiał w tej przysiędze bardzo autentycznie. Więcej, cieszył się - mimo wszystko - opinią osoby honorowej, która nigdy nie obiecywała w próżne. Nie patrzył na nią jednak, krążył głową wiedząc, że zwierzenia przychodzą prościej, gdy człowiek nie boi się oceny w oczach rozmówcy. Dał jej czas. Jak poranionemu zwierzęciu. Ale liczył na powodzenie swojej misji. W końcu przyjęła końską dawkę wina, a jak wiadomo... in vino veritas.



RE: [12.06 Severine & Anthony] - Severine Crouch - 03.07.2024

Była pewna, że jest to jedno z tych semi-formalnych spotkań, podczas których ceniący sobie dyskrecję klienci prosili o pomoc - niekoniecznie prawną, często związaną z jej umiejętnością tworzenia dokumentów nieodróżnialnych od oryginałów. Ogromną konsternację wzbudzał w niej fakt, że została zaproszona do domu Anthony'ego Shafiqa; nie dlatego, że mężczyzna nie pasował do profilu jej klientów (gorycz doświadczeń wzbudziła w niej przeświadczenie, że im serdeczniejszy uśmiech przyklejony do twarzy, tym więcej mroku skrywa się w środku, zatem odpowiadając na zaproszenie spodziewała się najgorszego), lecz przez to, że wydawał się zbyt prestiżowy dla kogoś takiego jak ona; młodej, ledwo po kursach, z kilkumiesięczną luką w historii zatrudnienia, z której niechętnie się tłumaczyła. Jakie sekrety skrywał Anthony? W jaką sprawę się uwikłał, że potrzebuje pomocy właśnie jej...? Zmierzając do jego mieszkania na tę pozornie towarzyską wizytę obiecywała sobie, że zachowa czujność i wybada uważnie zamiary tego człowieka.

Niestety, Severine miała dwie słabości - kobiety oraz wino. Zwłaszcza z roczników starszych niż ona sama; jej wola osłabła więc przed końcem pierwszej butelki, a nalewając ostatni kieliszek z drugiej jej garda opadła już całkowicie. Umysł stracił na swej ostrości, a w szczególności ta część mózgu, która odpowiedzialna za myślenie o konsekwencjach pogrążyła się w słodkim nimbie oszołomienia. Panna Crouch miała lekką głowę i jeszcze lepszy humor; podobnie jak gospodarz zzuła ze swoich stóp buty, eleganckie czarne mokasyny na niskim obcasie, a jej popielata marynarka, część równie formalnej garsonki, którą miała na sobie, spoczywała niedbale przewieszona przez oparcie kanapy. Opowiadała mu jakąś anegdotkę z czasów swych praktyk w Wiznegamocie, coś o początkujących stażystach, którzy zgubili ważny dokument, przez co rozprawa się nie odbyła. I chyba w swej opowieści zahaczyła nierozważnie o postać ojca (z perspektywy czasu miała w ogóle nie pamiętać, co wtedy powiedziała), bo jej rozmówca poruszył nagle temat rodziców.

Uśmiech na jej twarzy zgasł, a dłoń, w której trzymała kieliszek zadrżała po raz pierwszy tego wieczora. Szkarłat zakołysał się w szkle niebezpiecznie, kiedy Severine gwałtownie się wyprostowała. Ściągnęła łopatki, złączyła kolana, zadarła głowę wysoko, by siedzieć jak dama, jakby bała się, że zaraz otrzyma reprymendę. Przypominała przy tym napiętą do granic możliwości strunę, która lada moment miała pęknąć. Odstawiła kieliszek na stół, wygładziła spódnicę i splotła ręce w koszyczek.

Kruszyno. Coś poruszyło się pod jej skórą, coś jednocześnie ciepłego i bolesnego. Nikt nigdy nie nazywał jej kruszyną; to określenie pasujące do tych wszystkich eterycznych kobiet przypominających kwiaty. Ale Severine nie była kwiatem, była chwastem, brzydkim ostem, który ośmielił się wyrosnąć w wypielęgnowanym ogrodzie Crouchów. Czuła, jak w jej gardle robi się wielka gula utrudniająca jej mówienie. Powiedzieć mu? Och, jakże cudownie byłoby móc komuś powiedzieć i zrzucić z siebie ten ciężar. Ale czy może tak po prostu zwierzyć się ze swojego największego wstydu...?

Pokręciła głową. To było dla niej zbyt trudne.

Czasem mam wrażenie, że wolałby mieć dwóch synów — wyznała zduszonym głosem.


RE: [12.06 Severine & Anthony] With the key of softness unlock the locks—with a whisper - Anthony Shafiq - 13.07.2024

- To często nie robi różnicy. Ojcom. To nie robi im różnicy. - Odwoływał się do własnego doświadczenia. Przecież jego ojciec miał dwóch synów. I co to zmieniało? Niewiele. Thomas był synem idealnym, do czasu aż uciekł z żoną, hen hen daleko. Wtedy oczekiwania wobec potomastowa zostały złożone na ramiona młodszego dziecka. Nic jednaak z tego nie wyszło, proszę, oto był niekończącym się rozczarowaniem dla swojego ojca, podobnie, jak najwidoczniej Severine była rozczarowaniem dla swojego własnego.

I oto chodziło. Anthony miał zdecydowaną słabość do ratowania ludzi, w których widział odbicie samego siebie. Jeden za drugim... Tonący brzytwy się chwytał a on uwielbiał być tą brzytwą. To było takie proste. Patrzeć na zrujnowaną duszę, patrzeć na to jak cały świat się jej wali. A wtedy tonący brzytwy się chwytał, wtedy nagle wartość wzrastała tak obłakańczo przyjemnie. Nie musiał pić, nie musiał upajać się alkoholem jak jego słodka mucha w momencie, w którym pozostawł jej jedyną nadzieją, nawet jeśli sama zainteresowana jeszcze o tym nie wiedziała.

Nie zamierzał dzielić się swoją prywatną opowieścią, nie chciał opowiadać jej o włsnym bólu zawiedzionych oczekiwań. Nie. Dzisiejszy wieczór był jej przestrzenią, jej sceną rozdarcia, próby przecięcia pępowiny.

- Myślisz, że to cokolwiek by zmieniło? - zapytał niezobowiązująco, wypuszczając zanętę, kusząc ją podzieleniem się swoim bólem, w który mza moment, za dwa będzie mógł włożyć swoje długie palce i uczynić ją na obraz i podobieństwo. Nikt nie był tak lojalny jak złamane dusze, które brzytwą nacieły swoje ręce. Nikt nie był tak lojalny jak Ci, kótrzy krwią podpisali swoje umowy,



RE: [12.06 Severine & Anthony] With the key of softness unlock the locks—with a whisper - Severine Crouch - 18.07.2024

Osjaniczny uśmiech zamajaczył na wargach Severine, która zamilkła nagle i odwróciła od niego spojrzenie, zamiast tego uparcie wpatrując się w rozedrganą czerwień wypełniającą kieliszek, jakby w niej kryła się odpowiedź na wszystko. Czy robiło to jakąś różnicę? Jej zdaniem, kolosalną. Bo nawet gdyby podobna sytuacja spotkała Oleandra, byłoby łatwiej z niej wybrnąć. On, w przeciwieństwie do Severine, nie musiał z niczego rezygnować, nie musiał się niczego wstydzić, społeczeństwo wzruszyłoby jedynie ramionami, zamiast wytykać go palcami.

Wreszcie podniosła na Anthony'ego mokre od łez spojrzenie. Jedna z gorących kropel wylała się spod powieki i popłynęła po bladym policzku - wytarła ją pośpiesznie dłonią, ale popłynęła kolejna, i za nią jeszcze jedna, aż w końcu musiała zdać sobie sprawę z tego, że siedzi na kanapie obcego człowieka i płacze. Jakże to żałosny był widok - Severine, kreującej się na kobietę silną i niezależną, tak łatwo poddającej się teraz emocjom.

Zmieniłoby wszystko. Gdybym była synem, byłabym dla niego nie mniej wartościowa niż mój brat, którego aktualnym zajęciem są hedonistyczne rozrywki, a mimo to jest jego ulubionym dzieckiem. Gdybym była synem, byłby dumny z moich sukcesów, zamiast pobłażliwie kręcąc na nie głową i mówiąc, że dali mi fory, bo jestem kobietą. Gdybym była synem, nie wytykałby mi, że z moim wyglądem nigdy nie wyjdę za mąż i nie dam mu wnuków... — mówiła szybko, wypluwała z siebie wszystko, co zbierało się w niej przez lata - cały gniew i nienawiść, poczucie niesprawiedliwości, ale też i bezgraniczny żal — Wierzyłam mu we wszystko. Wierzyłam, że jestem ostem - on pierwszy mnie tak nazwał - który nie ma szans na szczęście u boku drugiego człowieka, dlatego, kiedy tamtego wieczora ja i mój przyjaciel wypiliśmy za dużo... A potem... Potem urodził się Atticus. Ale najpierw musiałam odejść z Ministerstwa, to był warunek. Wstyd i tajemnica. Myślałam, że mój syn mi to wynagrodzi. Ale mój ojciec i jego mi go zabrał.


RE: [12.06 Severine & Anthony] With the key of softness unlock the locks—with a whisper - Anthony Shafiq - 27.07.2024

Słuchał z uwagą, choć ciało było pozornie zmroczone alkoholem, umysł jak ślepia ciągnęły chłodem stali. Z czterech jeźdźców nie on otrzymał miecz, nie on posiadł tarotowy dwór powietrza, myśli i rozumu. Zbyt długo jednak udawał pójście tą drogą, by nie potrafić odsunąć sentymentów od serca. Słowo po słowie, zdanie po zdaniu, odsłaniała się przed nim jak piękny, nadwątlony chorobą kwiat. Jakże słodko opadały jej płatki na ziemię, jeden po drugim, od dzieciństwa, przez nieudolne próby, po największą życiową tragedię, jaką może doświadczyć kobieta.

Odebranie dziecka.

Cudowny skandal, jeśli ktoś chciałby ukręcić łeb sędziemu. Opinia publiczna jeszcze kiedyś zlinczowałaby rozwiązłą matkę. Ale dziś...?

Zaciągnął się powietrzem, jakby ciało zmożone alkoholem nie pamiętało kiedy oddech powinien być w rozsądnym swoim wymiarze.
– Oset chroni Szkotów, jest silny i wytrzymały, a na północy noszenie jego symbolu ma przyciągać szczęście. Oset odpędza demony. Oset ma swoją wartość, bo niemożliwym jest się go pozbyć z ogrodu, gdy raz do niego zawita. – Bynajmniej, nie znał się na roślinach, ale heraldykę miał w małym paluszku. Opowiastka wokół ostu i odgonieniu za jego pomocą wikingów była żałośnie naiwna, ale kraciaste prymitywy nosiły go z dumą, gardząc różami i innymi miękkimi kwiatami. Oset niósł siłę determinacji. Siłę rozmoczoną teraz alkoholem. Czy byłaby w stanie samodzielnie wstać?

Anthony przechylił głowę gwałtownie, jakby spadła mu z szyi i zawisła bezładnie i pokiwał nią ze smutkiem, ukrywając twarz, która mogła zdradzić zbyt wiele chłodnego badania terenu.

– Na cóż mu Twoje dziecko Severine... nie niesie przecież nazwiska? Nie zrobiłaś chyba tego z... mugolakiem? – lekko się skrzywił, bo choć sam miał niebywałą słabość do ludzi obłożonych klątwą zbliżającą ich do zwierząt, tak nie wyobrażał sobie splugawienia własnego ciała choćby i dotykiem osoby urodzonej w niemagicznej rodzinie. Nie mówił też o tym, że rozpatrywanie dziecka w kategoriach "wynagradzania" sobie czegokolwiek nie wróży ani jej, ani temu dziecku najlepiej, po cóż miałby o tym wspominać, gdy odsłaniała przed nim własną dźwignię. Zniszczyć ojca. Odzyskać potomka. – On... Twój przyjaciel... wie o tej sytuacji? – dodał jeszcze jedno pytanie, sięgając butelkę i dolewając jej a potem niby sobie.



RE: [12.06 Severine & Anthony] With the key of softness unlock the locks—with a whisper - Severine Crouch - 17.09.2024

Słuchała go w niemalże całkowitym bezruchu - być może nawet przez chwilę mógł pomyśleć, że w odrętwieniu podobnemu katatonii, gdyby nie to, że od czasu do czasu smukłe palce poruszały się nieznacznie, jakby chciała zacisnąć dłoń w pięść i dać wyraz całemu drzemiącemu w niej gniewie - kiedy mówił o Szkotach i ostach. Oset jest utrapieniem, z którym boryka się ogrodnik; to właśnie ojciec próbował mi przekazać przez lata, chciała mu opowiedzieć, ale gardło zacisnęło się nieprzyjemnie, uniemożliwiając jej wydanie z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Ale wtedy też na jej szczęście temat się zmienił na mniej podłamujący, choć nadal przykry. Łatwiej jednak przychodziła jej walka o Atticusa, niż o samą siebie.

Anthony nie powinien był zadawać tego pytania. Wobec jego treści pomiędzy jasnymi brwiami pojawiła się cienka bruzda irytacji, a sama Severine poruszyła się niespokojnie i pochyliła do przodu. Jak dzika kotka, gotowa rzucić się na zwierzynę.

A czy byłby mniej wartościowym człowiekiem, gdyby jego ojciec okazał się być mugolakiem? — wbiła ostre (jak na stan, w który wprawił ją trunek) sztylety spojrzenia w sylwetkę Anthony'ego, a głos miała szorstki niczym ocierające się o siebie kamienie. Och, jakże jej imię pasowało teraz do niej. Zaraz jednak jej ramiona się rozluźniły, a ona na powrót oparła się o miękką kanapę i zwilżyła usta winem. — Krew mojego syna jest równie czysta, co moja.

Czy Louvain wiedział? Ten groteskowy grymas na jej twarzy, który chyba miał być pełnym powątpiewania uśmiechem, chyba był wystarczającą odpowiedzią. Pozwoliła, aby uzupełnił jej kieliszek. Właściwie, to przyjęła ten gest z wdzięcznością.

Planował przyszłość z inną kobietą, a ja nie śmiałam stawać mu na drodze. Widzisz więc, jak patowa jest to sytuacja.


RE: [12.06 Severine & Anthony] With the key of softness unlock the locks—with a whisper - Anthony Shafiq - 24.09.2024

Jej sugestia go nie zdenerwowała, nie dał się sprowokować pijackiemu bełkotowi, czekając aż przejdzie do meritum, aż sama odsłoni przede mną podwoje własnej umęczonej duszy, pulsujące osamotnione serduszko. Był ostatnim, by mówić, że urodzenie determinuje czarodzieja. Jego najdroższa przyjaciółka w końcu poświeciła wszystko dla mugolaka, w imię Wielkiej Miłości przekreślając wiele, włączając w to obecnie bezpieczeństwo swoje i swoich dzieci. Tego nie mogli przewidzieć, gdy ma się dwadzieścia lat świat wydaje się być prostszym miejscem, a bunt i manifest wpisane są niejako w rozwój ludzkości i określenie własnej tożsamości. Dopiero z czasem przychodzi opamiętanie, refleksja o nieodwracalności pewnych decyzji. Dopiero z czasem, ale nigdy nie powiedziałby, że dzieci Charlotte są w czymkolwiek gorsze potencjałem. Kluczem było wychowanie, obycie w sprawach magii, które mugolakom były obce. Z resztą... wielu czarodziejskim rodzinom również. Nie tylko magia była potrzebna we krwi, ale i pieniądze, ale i wykształcenie przed Hogwartem. I jak wiele mógł zarzucić swoim rodzicom, tak nigdy nie podważał ich wyborów edukacyjnych dla niego.

Poniekąd domyślał się, że stary Crouch nie będzie inwestował w swojego przypadkowego wnuka, tym bardziej, że traktował Severine jako zło konieczne. Bardzo krótkowzroczne myślenie, Anthony nie potrafił myśleć o tym inaczej. Kobiety były niezwykle wytrzymałe, odporne na ból, cierpienie, drobiazgowe, nieustannie pragnące się wykazać. A matki... były ekstremalnie zdeterminowane jeśli w grę wchodziło życie ich dziecka. W pewnym sensie więc... stary sędzia podarował mu idealnie ukształtowaną prawniczkę. Cóż za lekkomyślność z jego strony. Prawniczkę kształtującą słowo na papierze według swojej woli. Prawniczkę, która zrobi wszystko by odzyskać, co jej odebrano.

Shafiqa szczerze nie obchodziło jak sama zainteresowana do tego podchodzi. Czy tak bardzo zależało jej na miłości bezwarunkowej  swojej latorośli, czy może zaborczo chciała odzyskać swoją właśność. Obchodziło go tylko to, że dotarł do dźwigni, że odsłoniła swoje bijące rozpaczą serce, po które aż nazbyt łatwo można było sięgnąć...

– A więc... nie wie. – Tym lepiej, jeszcze maczałby swoje palce w sprawie, odbierając Anthony'emu satysfakcję zwycięstwa. – ... i ode mnie się nie dowie, możesz być pewna. Nie jestem w stanie jednak pojąć tej niegodziwości. Nikt i nic nie powinno stawać na drodze matki i jego dziecka. To naturalne prawo. – Kiwał głową, dając upust oburzeniu, pozorowanemu wstrząsowi, który wywołała w nim ta wiadomość. Czysta krew - o tyle dobrze, że stary Crouch ze względu na przekonania nie utopiłby bękarta w stawie, jak skundlony miot. – Och moja droga, tak mi przykro. Musi być z pewnością jakaś droga, musi! – poderwał się gwałtownie z krzesła, zamaszyście, gnany alkoholem, którego brakło w jego żyłach, ale przecież od czego była wyobraźnia. – Ale zaraz, co z Tobą? Odeszłaś z Wizengamotu, czy to też jego sprawka? – oparł się o sekretarzyk, jakby szukając równowagi, korzystał jednak z dystansu, by nieco na chłodno kalkulować i rachować zaufanie, które mógłby na tym ugrać i wdzięczność młodszego pokolenia, za pozbycie się starego. Crouch i tak był mu od dawna drzazgą w oku. To wyglądało jak ubicie dwóch ptaków jednym kamieniem. A Severine, słodka pijana Severine mogła dać temu kamieniowi siłę rozpędu.

Koniec sesji