[05.1959] nierzeczywiste | Ger & Luno - Geraldine Greengrass-Yaxley - 05.07.2024
adnotacja moderatoraRozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic
—maj 1959—
szkolne błonia
Luno Skeeter & Geraldine Yaxley
Wiosna rozkwitła w całej okazałości. Drzewa był pełne kolorowych kwiatów, zachodzące słońce przyjemnie muskało twarze uczniów przechadzających się po szkolnych błoniach. Większość z nich już raczej zamierzała w kierunku zamku. Geraldine czekała na ten moment, żeby móc w samotności napawać się zachodem słońca. Nie mogła doczekać się wakacji, jeszcze dwa miesiące, a będzie mogła znowu biegać po lasach w towarzystwie ojca i brata. Szkolne mury ogromnie ograniczały jej wolną duszę. Trochę się tutaj dusiła, nie do końca potrafiła się dostosować do panujących zasad. Niby z czasem zaczęła spełniać oczekiwania, jednak nie zgasiło to do końca jej ognistego temperamentu. Nie wpadła dzisiaj jednak na żadnego Ślizgona, który nadepnąłby jej na odcisk, więc dzień był wcale taki nie najgorszy. Zaliczyła też całkiem niezły trening quidditcha, dzięki czemu nieco wyładowała swoje emocje. Potrzebowała ruchu, inaczej zaczynało ją nosić, szukała zaczepki i wpadała na bardzo głupie pomysły.
Słońce powoli chowało się za horyzontem. Wokół niej nie było już żywej duszy, a przynajmniej tak się jej wydawało. Całkiem dobra wiadomość - nie będzie musiała iść chować się niedaleko zakazanego lasu, żeby zapalić papierosa. Po świętach przywiozła z domu całkiem spory zapas, udało jej się namówić brata, żeby jej go zorganizował.
Wiedziała, że nie jest to może najzdrowsze, ale nauczyła się palić na wakacjach, kiedy była w głuszy z kołem łowieckim Artemis. Polubiła to, była to jej chwila dla siebie, krótka przyjemność, do której nie potrzebowała żadnego towarzystwa.
Wyciągnęła więc mugolską zapalniczkę i zapaliła fajkę, którą wsadziła sobie w usta. Z minuty na minutę robiło się coraz ciemniej, ale powietrze było całkiem przyjemne, ciepłe. Jak na majowe dni wyjątkowo ciepłe. Zaciągnęła się dymem, głęboko i przymknęła oczy. Zamierzała posiedzieć tutaj chwilę, zapewne dłuższą. Bardzo często można było ją spotkać pod tym jednym z wielu drzew, siedziała oparta i czekała na nie wiadomo co. Przyjemność po prostu sprawiało jej rozmyślanie na świeżym powietrzu.
RE: [05.1959] nierzeczywiste | Ger & Luno - Luno Skeeter - 05.07.2024
Przez moment zastanawiałem się, czy do niej jednak nie podejść, chociaż Merlin mi świadkiem, że w głowie miałem ułożone słowa, które chciałem wypowiedzieć. Nie należałem do osób bojących się towarzyskiej wpadki lub odtrącenia. Moja matka w dzieciństwie zawsze powtarzała, że jestem najlepszy, więc jak nie trudno zgadnąć moje ego ledwo mieściło się w ogóle w Hogwarcie. Z nią jednak miałem niemały problem. Początkowo chciałem ją ciągać za włosy albo by znajdywała w swojej torbie lub w kieszeni płaszcza najokropniejsze robaki jakie byłem w stanie wykopać obok jeziora. Później to odczucie wobec niej ustąpiło trochę innemu – jakbym był zazdrosny o to, że rozmawia z kimś innym niż ja. Chociaż przecież to głupie, nawet mnie wtedy nie znała. Czułem się dziwnie w tamtych momentach. Z czasem zrozumiałem, że chciałbym ją poznać. Ale potrafiłem tylko jej dokuczać. Ostatnio jednak dotarła do mnie jedna rzecz, mianowicie nasze dni w zamku są policzone (lub raczej moje skoro byłem już na siódmym roku, a raczej końcówce). Musiałem podjąć działanie, które zbliży mnie do niej lub pluć sobie wiecznie w brodę, że tego nie zrobiłem. A jak powszechnie wiadomo moje ego nie mieściło się nawet w tak rozległym zamku jakim jest Hogwart, to prędzej zjadłbym wielkiego pająka niż pozwolił sobie na to, by odejść stąd bez umówienia się na randkę z Geraldiną. W mojej głowie na tamten moment nie istniało coś takiego, co nazywało się ODTRĄCENIEM, tak więc nie widziałem innego scenariusza niż my z gromadką dzieci w pięknym domu.
- Tu nie wolno palić, las spłonie – odezwałem się swoim protekcjonalnym głosem prefekta, bo nigdy nie powiedziałem, że Gerda nawet jako moja żona dostanie taryfę ulgową. Ona i tak miała specjalne miejsce w moim serduszku, więc niech się cieszy, że nie wziąłem tego papierosa i nie rzuciłem na ziemię, gasząc go swoim drogim obuwiem. Palenie to zły nałóg. I śmierdzący w dodatku. A że lata później też miałem zacząć palić (zapewne przez nią) to już historia na inny raz.
Usiadłem koło Gerdy (bo ja na nią zawsze tak mówiłem i już nawet nie pamiętam dlaczego, może na pierwszym spotkaniu jak mi się przedstawiała to byłem tak oszołomiony nią, że nie dosłyszałem nawet poprawnie imienia, nie wiem, nie pamiętam już). Nie czekałem nawet na zaproszenie Geraldiny. Miałem ważną sprawę do załatwienia. Moje ramie dotknęło się z jej ramieniem i chciałem powiedzieć coś miłego, ale wypaplałem tylko:
- Śmierdzisz tym gównem – i skrzywiłem się jak małe dziecko, wskazując palcem na papierosa. No cóż, od najmłodszych lat wiedziałem jak obchodzić się z kobietami. – Pójdziesz ze mną na randkę? – chyba tak to się robi? Nie byłem do końca pewien. Nigdy nie zapraszałem jeszcze kobiety na randkę. Zazwyczaj to one same do mnie lgnęły i chciały stawiać piwo kremowe, ale ja byłem zawsze wierny Geraldinie. Byliśmy od lat w związku, ale ona o tym jeszcze nie wiedziała.
RE: [05.1959] nierzeczywiste | Ger & Luno - Geraldine Greengrass-Yaxley - 05.07.2024
Wpatrywała się właściwie w eter. Myślami była już gdzieś w puszczy, może w Rumunii? Czy była to Norwegia, nie pamiętała dokładnie, jednak była w tych miejscach w zeszłoroczne wakacje. Nie miała pojęcia, gdzie Gerard postanowi ją zabrać w tym roku, na jakie bestie będzie polowała. Bardzo to lubiła, brakowało jej wiatru we włosach, adrenaliny, zapachu lasu. Upewniła się w tym, że będzie podążała swoją rodzinną ścieżką. Nie było nic piękniejszego od polowania, mimo, że ludzie, większość z nich uważali to za coś okropnego. Tak, tak. Tacy jak ona przecież krzywdzili niewinne stworzonka, słodkie, małe zwierzaczki. Nie miała pojęcia dlaczego to właśnie o nich myśleli najpierw. Dlaczego nikt nie widział ile żyć uratował jej ojciec? To wydawało się zupełnie nie być istotne dla tych obrońców potworów.
Była tak bardzo zamyślona, że nie usłyszała, że ktoś się do niej zbliża. Jej zmysły ją zawiodły, nie ostrzegły przed ewentualnym niebezpieczeństwem. Dowiedziała się o tym, że ktoś do niej podszedł dopiero w chwili, w której się odezwał. Kurwa. Miało być bezpiecznie, wszyscy mieli już dawno być w zamku. Nikt nie miał jej tutaj przyłapać na paleniu. Zaliczyła już zbyt wiele szlabanów, wolała ich unikać, ojciec na pewno się wkurzy, jak po raz kolejny doniosą mu o tym, że jara. Mówił, że może to robić, ale tak, żeby nikt nie widział, matka się na niego złościła, że Gerry przez niego jest taka. Dziwna, nieokrzesana, niezbyt dziewczęca. No nic, jakoś sobie z tym poradzić, musiała pogodzić się z ewentualnymi konsekwencjami.
Drgnęła więc, gdy usłyszała głos, bo nie wiedziała kto ją przyłapał. Zapach dymu się nad nią unosił. Nie wyprze się tego, że nie robiła nic złego, dosłownie została złapana na gorącym uczynku. Z fajką w dłoni. Nie brakowało jej odwagi, więc nie wyrzuciła tego papierosa kiedy się odwróciła, żeby zobaczyć któż to zamierzał przeszkadzać jej w tej krótkiej przyjemności.
Miała szczęście, znaczy szczęście w nieszczęściu. Nie był to żaden nauczyciel, chociaż prefekci potrafili się rządzić jeszcze bardziej od profesorów. Bardzo szczycili się swoją władzą.
Znała tę twarz bardzo dobrze. Westchnęła ciężko, gdy zobaczyła z kim ma do czynienia. Trafił się jej ciężki kaliber. Pamiętała, jak jej dokuczał, pamiętała te wszystkie razy, kiedy ciągnął ją za włosy, o robakach również nie zapomniała. Jego czarujący uśmiech wcale nie powodował, że mu to wybaczyła. Nadal nie kojarzył jej się zbyt przyjemnie, mimo, że od jakiegoś czasu nie było w nim tej złośliwości, ale takich rzeczy się nie zapomina, wręcz przeciwnie. Rozmyślała o tym nieraz, kiedy budziła się w środku nocy z koszmarów, dlaczego padło na nią, dlaczego to jej chciał uprzykrzyć życie?
- Nie spłonie. - Powiedziała bardzo pewnym tonem głosu. Kto, jak kto, ale akurat ona wiedziała, jak należy się zachować w tym miejscu. Na pewno nie zostawiłaby niedopałka, który mógłby spowodować pożar.
Postanowił koło niej usiąść, jego ramię nawet otarło się o jej, co było dziwne, dlaczego znalazł się tak blisko niej? Czyli nici z jej wieczornego rytuału, odwróciła głowę w jego stronę. Nie miała pojęcia dlaczego sobie stąd nie poszedł. [a] - No i co? - Jakby w ogóle miało to komuś przeszkadzać. Mógł dostrzec w jej oczach blask, była gotowa do konfrontacji - zawsze.
Tego, co wydarzyło się później nie spodziewała się zupełnie. Mrugnęła, nie wiedzieć czemu, czy się przesłyszała? Czy to był kolejny durny wybryk na który się pokusił? Na pewno się z kimś założył, że zaprosi ją na randkę, a później wystawi. Nie była głupia, na pewno nie pozwoli mu na to, aby zrobić z siebie pośmiewisko już i tak przecież wytykali ją palcami. - Zwariowałeś, prawda? - Nie odsunęła się jednak, tylko nadal w niego wpatrywała.
RE: [05.1959] nierzeczywiste | Ger & Luno - Luno Skeeter - 05.07.2024
Przy mnie mogła być kim chce, nawet palić papierosy. Takie miałem urojenia na temat miłości, którą niby do niej żywiłem. Prawda jest taka (ale okazało się to później), że gustowałem w zupełnie innych kobietach niż Geraldine. Chociaż może właśnie o to w tym chodziło – mieć kobiety zupełnie inne od niej, aby nie czuć żadnego bólu lub posiadać skojarzeń, przypominać sobie chwil z nią i tym podobnych rzeczy sprawiających, że czułem się nieswojo. Nie umiem inaczej nazwać tej emocji. Nazwijcie mnie emocjonalnym analfabetą.
O tak, ja uwielbiałem, wręcz kochałem szczycić się swoją władzą. Uważałem zresztą, że skoro ja potrafię być doskonały to inni mogą chociaż spróbować być tacy jak ja; wiadomo, że nigdy nie dotrą do tego poziomu, ale mogliby chociaż odrobinkę zbliżyć się do niego. Nie wymagam dużo od innych, bo wiem, że nie każdy może być taki doskonały, ale minimum niech chociaż sobą reprezentują. Ale Geraldine nie musi. Ona w mojej głowie jest już iście wspaniała i bardziej się nie da. Nawet z tym papierosem w buzi.
Już chciałem dać wywód na temat nie spłonie, ale ugryzłem się w język. W końcu nie po to tu jestem, by dawać wykłady czy reprymendy. Chociaż naprawdę wymagało to ode mnie nie lada wyczynu. Zabawne jest to jak zachowywałem się przy niej na początku – uważałem ją za ideał, w głowie miałem całą naszą przyszłość, a później stałem się kim się stałem. Opuściłem mury szkolne i wszystko, co najlepsze we mnie zostawiłem w nich. Stałem się jeszcze bardziej skupiony na swoich przyjemnościach, nie patrząc na innych. Ani na ich uczucia ani na to w jakim stanie zostawiałem te kobiety.
- Każda inna byłaby wniebowzięta – no w tamtym momencie to się naprawdę oburzyłem.
W głowie miałem pustkę. Przez pierwsze pięć sekund. Później zacząłem się zastanawiać, co tak właściwie oznaczała jej odpowiedź. Czy mam już wysyłać sowę do matki, że potrzebuję trochę galeonów? Swoje kieszonkowe już wytraciłem na nowy kociołek i piwa kremowe w pubie. A Geraldine przecież zasługiwała na to co najlepsze i naszą randkę miałem zaplanowaną od początku do końca, nie szczędząc na to inwencji twórczej ani pieniędzy.
Chciałem przeżyć z nią te wakacje. A potem każde kolejne, i tak do końca naszych dni.
RE: [05.1959] nierzeczywiste | Ger & Luno - Geraldine Greengrass-Yaxley - 05.07.2024
Nigdy w życiu nie domyśliłaby się, że faktycznie może wydawać się atrakcyjna dla kogoś jego pokroju. Nie była dziewczyną, na którą patrzono w ten sposób. Wyróżniała się, niekoniecznie tak, jak powinna. Nie miała problemów z konfrontacjami, jej reputacja nie była przez to najlepsza. Kumplowała się z większością swoich równolatków, ale nikt nigdy nie uważał jej za materiał na dziewczynę. Zresztą ona sama nie szukała takiego zainteresowania, była młoda, po szkole miała podróżować i zwiedzać świat. Ceniła sobie swoją niezależność, była dla niej ważna, mimo, że miała dopiero piętnaście lat. Większość dziewcząt w jej wieku marzyła o księciu z bajki, pewnie o kimś takim jak Luno.
Nie można było mu odmówić atrakcyjności, widać było też po tym, jak się obnosi, że zna swoją wartość. Był od niej starszy, to też często pociągało dziewczęta. Jednak nie ją, ona była inna, jej marzenia nie dotyczyły zakładania rodziny, ani byciem częścią czyjegoś życia. Na pewno nie wtedy. Miała raczej pstro w głowie i dziwne marzenia, które miały się spełnić, chociaż jeszcze wtedy o tym nie wiedziała. Nie miała pojęcia, że kiedyś może się to zmienić, że kiedyś będzie żałowała swojego podejścia. Jak wiadomo, zazwyczaj człowiek uczy się na błędach, tak miało być i tym razem.
Prychnęła, kiedy usłyszała jego argument. Przy okazji poparzyła się w usta filtrem od papierosa, którego przeciągnęła, odsunęła go raptownie od ust powstrzymując się od syknięcia z bólu.
- Czy ja ci wyglądam na każdą inną? - Zapytała jeszcze. Najwyraźniej nie tylko on uważał siebie za wyjątkowego. Gerry miała świadomość, że wyróżnia się trochę swoim nieokrzesaniem na tle reszty. Miała też inne zainteresowania, ukierunkowane w konkretną stronę. Już wtedy wiedziała, co zamierza zrobić ze swoim życiem, jednym z najważniejszych punktów na jej małej liście marzeń było to, aby nigdy nie dać się nikomu zniewolić, nie przywiązać się do kogoś za bardzo. To było dla niej ważne. Robiła więc wszystko, aby zniechęcić do siebie ludzi. Miała kilkoro przyjaciół, ale było to dla niej wystarczające. Niedługo skończą szkołę i ich drogi się rozejdą, a na pewno ona zniknie z ich żyć. Po co więc usilnie szukać i trzymać się kolejnych znajomości.
- Przyznaj się, ktoś czai się w krzakach i czeka, aż się zgodzę? Wtedy będziecie mogli się ze mnie pośmiać? - Odwróciła się nawet na krótką chwilę, by zobaczyć, czy nie ma racji. Nie zauważyła jednak żadnego ruchu.
RE: [05.1959] nierzeczywiste | Ger & Luno - Luno Skeeter - 05.07.2024
Na tamten moment to pewnie bym jej powiedział, że będziemy podróżować razem, że mogę przecież pisać z całego świata, a poza tym to podróże kształcą, więc jeszcze lepiej. Dosłownie bym powiedział wszystko, by tylko zgodziła się zostać moją dziewczyną. Można powiedzieć to otwarcie: wpadłem jak śliwka w kompot. Ale za to jaki cudowny kompot. Był pikantny i gorzki, ale mi podobał się ten smak, chociaż każdy inny chłopiec na moim miejscu pewnie by to wypluł.
Zmarszczyłem się jak zadała mi to pytanie. Zapewne widziała zmieszanie na mojej twarzy, bo wtedy sobie zdałem sprawę, że w sumie była jak każda inna – miała włosy i dziewczęcy głos, nosiła babskie rzeczy. To w mojej popapranej głowie czyniło ją jak każdą inną. I chyba właśnie wtedy narodziła się we mnie myśl, że każda kobieta jest taka sama. To znaczy każda ładna kobieta jest taka sama. Tylko takie mnie interesowały i tylko takie zauważałem.
- Jesteś gatunkiem: kobieta, więc tak. – odparłem, co miałem aktualnie na końcu języka, a nigdy nie powinno zostać wypowiedziane. W mojej głowie dalej nie istniało coś takiego jak odrzucenie, a lada moment miałem doświadczyć również i takiej emocji, która została ze mną na długo, długo później. – Zaplanowałem już naszą randkę. Piątek dziewiętnasta przy bramie wyjściowej? – mama mi zawsze powtarzała, że ludzi czasem trzeba stawiać przed faktem dokonanym. Chociaż sobie przypomniałem po chwili, że Geraldine to nie człowiek tylko kobieta i może mieć inne myślenie.
W późniejszym czasie także i ja będę miał myślenie jak ona teraz – nie dać się nikomu zniewolić ani nie przywiązywać się. Smutne jest to jak z otwartego na miłość człowieka uczyniła mnie kogoś takiego. A ja ją tak pięknie nazywałem cudownym kompocikiem.
- Co proszę – oburzyłem się, bo to było zbyt absurdalne. W mojej głowie nigdy nie byłem dla niej zły, wręcz przeciwnie (chociaż była to nieprawda, przez większość naszej znajomości byłem dla niej okropny, a czasem i okrutny) dlatego zupełnie nie pojmowałem jej zachowania.
RE: [05.1959] nierzeczywiste | Ger & Luno - Geraldine Greengrass-Yaxley - 05.07.2024
Nie była w stanie pojąć, że mówił poważnie. Na pewno sobie z niej żartował, na pewno nie chciał jej nigdzie zaprosić. To musiały być kolejne docinki z jego strony, tylko ubrane w inne słowa. Na pewno, gdyby się zgodziła na spotkanie, wybuchnąłby śmiechem i rzucił jakimś durnym tekstem, że zwariowała, że wzięła to wszystko na poważnie.
Wolała budować wokół siebie mur, nie dać się zranić, nikogo nie dopuszczać. Tak było bezpieczniej, nie wystawiać się na ataki, tylko podchodzić do wszystkiego z dystansem. Szczególnie, jeśli chodziło o chłopców. Wiedziała, jak bawią się innymi dziewczętami, łamią im serca, nie chciała stać się celem. Nie nadawała się do tego. Była przygotowana na różne formy ataków i właśnie przeszła do obrony.
Nigdy nie uważała się za ładną, więc nie do końca potrafiła wyłapać to, że dla kogoś może być jak inna z dziewczyn. Była wysoka, bardzo wysoka, wytykali ją palcami, naśmiewali się z niej. Jej ciało, mimo, że dosyć młode już zdobiły blizny, których nabawiła się podczas letnich polowań. Ojciec przyuczał ją do zawodu niemalże od zawsze. Czy naprawdę myślał, że jest taka sama jak inne? Musiała wiele razy udowadniać to, że nie jest kruchą dziewczyną, że stać ją na więcej, zawsze traktowano ją lekceważąco, nie znosiła tego podejścia. Czyżby i on nie zdawał sobie sprawy z kim przyszło mu się mierzyć? Dobrze, już ona mu utrze nosa za to, że chciał sobie z niej robić żarty w ten sposób.
- Myślisz, że nas wszystkie można wrzucić do jednego wora? - Och, na pewno znalazłoby się wiele kobiet, które zabolałyby te słowa, to spłycenie, bo gdzie w tym wszystkim osobowość. Czy naprawdę liczyło się tylko to, że były inną płcią? Nigdy by się z tym nie zgodziła.
- Co zrobiłeś? - Zaplanował randkę, chyba go pogrzało. Dlaczego w ogóle zakładał, że zgodzi się na tę szopkę. Niedoczekanie. Na pewno do tego nie dojdzie.
- Nie, nigdzie z tobą nie pójdę. - Ton jej głosu był oschły, zdecydowanie była z nim szczera, nie zamierzała nigdzie z nim pójść. Na pewno miał zamiar zrobić coś głupiego, żeby znowu się z niej pośmiać.
- Gdzie masz kolegów? Komu chciałeś zaimponować tym, że znowu zrobisz mi na złość? - Najwyraźniej nadal uważała, że zamierza się nią zabawić. Szła w to, mimo, że gdyby uwierzyła w to, że ktoś jak on może się nią zainteresować, to pewnie zatonęłaby w jego oczach, gdyby chociaż raz pozwoliła sobie na te zupełnie inne marzenia.
RE: [05.1959] nierzeczywiste | Ger & Luno - Luno Skeeter - 05.07.2024
W tamtym momencie nie byłem pewien, czy kiedykolwiek złamałem komuś serce. Przynajmniej z własnego punktu widzenia. Choć rzeczywistość mogła być zgoła odmienna. W końcu kończyłem siódmą klatę i nieprawdą było, że nigdy nie całowałem się albo nigdy nie uprawiałem seksu. Swój pierwszy raz przeżyłem na wakacjach po szóstej klasie z piękną blondyneczką. Ale oczywiście myślałem o Geraldine! Co prawda kilka tygodni później, bo ktoś inny zawrócił mi w głowie w tamtym czasie, ale nie o to przecież chodziło. To ona była tą główną dziewczyną, spełnieniem moich marzeń. Obiektem jednocześnie tak dalekim i tak bliskim. Mogłem ją dotknąć, ale nie mogłem jej mieć i to mnie frustrowało.
Po jej słowach przybrałem maskę numer dwa miliony, bo właśnie sam wszedłem na tryb bojowy. Moją główną dewizą było to, żeby nie dać się zaskoczyć.
- A czy nie powinnaś być dumna z tego, że szanuję kobiety, uważam je za coś cudownego i dlatego jesteś w jednym worze z nimi? – teraz rzeczywiście stroiłem sobie żarty. Nie dlatego, że uważałem ją za brzydszą od innych (wręcz przeciwnie), ale dlatego, że nie doświadczyłem do tej pory uczucia odrzucenia, a to najwyraźniej mnie właśnie spotykało. Chciałem ją upokorzyć tak jak ona mnie w tym momencie. O d m ó w i ł a mi. Jak ona w ogóle śmiała?
- Koledzy mówią, że wystarczy im opowieść, dlatego nie ma ich ze mną – wywróciłem oczami na znak, że w nic nie pogrywam, a jej wypowiedzi są niedorzeczne. Chociaż moje wywrócenie oczami można było odebrać na dwojaki sposób.
Naprawdę czułem się dziwnie w tamtym momencie. Nie rozumiałem swoich emocji, ale były one nieprzyjemne. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem tego rodzaju uczucia. Dotychczas, gdy na czymś mi zależało to mimo wszystko otrzymywałem to choćby ciężką pracą. A tu spotkałem się z murem, który wmawiał mi, że nabijam się, że moje uczucia są tylko dobrą zabawą. Poczułem się naprawdę okropnie. Jakbym dla niej mógł nie istnieć. Wizja wspólnego domu nad rzeką rozmazała mi się w głowie kompletnie i przyznam szczerze, że w tamtym momencie poczułem niewyobrażalny gniew i złość. Może i moje intencje nie zawsze były szczere, jeśli chodzi o innych ludzi, ale w wówczas mówiłem śmiertelnie poważnie. Ćwiczyłem nawet zaproszenie Gerdy na randkę przed lustrem!
RE: [05.1959] nierzeczywiste | Ger & Luno - Geraldine Greengrass-Yaxley - 05.07.2024
Gdyby tylko wiedziała, że jest z nią szczery, że mówi prawdę. Nie wiedzieć czemu takiej opcji w ogóle nie brała pod uwagę. Wynikało to pewnie z jej kompleksów, z którymi borykała się od jakiegoś czasu. Nawet ona nie była w stanie nie przeżywać komentarzy innych dzieciaków, nawet ją to dotykało, chociaż z pozoru mogła się wydawać zupełnie odporna na te docinki. Sprawiała wrażenie, jakby miała wylane na to, co o niej mówią, jakby wszystko po niej spływało jak po kaczce, ale były to tylko pozory. Ona również miała uczucia, chociaż mogło się wydawać zupełnie inaczej.
Prychnęła, po raz kolejny podczas tej rozmowy. Takie komplementy nie były czymś, co doceniała. Uważała każdego człowieka za wyjątkowego, ludzie nie byli tacy sami, bez względu na to, jakiej byli płci. Te słowa ją rozjuszały, oczy błyszczały jej coraz bardziej, a na ustach pojawił się grymas. W lewej dłoni nadal trzymała niedopałek, nie wyrzuciła go przed siebie, bo w końcu powiedziała mu, że nie spali lasu, a słowa dotrzymywała.
- Co jest w nas cudownego? Chodzi o wygląd? Nic więcej, prawda? - Nie znosiła takiego powierzchownego myślenia. Nie znał jej przecież prawie wcale, nie wiedział jaka jest. No, może coś tam o niej słyszał, może wiedział, że gra w quidditcha, bo przecież drużyny nie były anonimowe, jednak nadal - nie docierało do niej to, że chciał się z nią umówić bez żadnego powodu. Tylko, dziwne, pierwszy raz ktoś nazwał ją cudowną, może nie konkretnie ją, ale jednak też była kobietą. Bardzo szybko odrzuciła od siebie te myśli, nie mogła na to patrzeć w ten sposób. Musiała dalej walczyć o swoje miejsce w tym świecie, udowodnić mu, że ten sposób myślenia jest nieodpowiedni.
Czyli miała rację? Na pewno byli w to zamieszani jacyś koledzy, to nie mogło być prawdą, że ktoś taki jak on się nią zainteresował. Zresztą przewrócił oczami, odebrała aluzję. Wiedziała, że dobrze go oceniła, to wszystko, co o nim myślała to musiała być prawda. Nie spodziewała się niczego więcej, chociaż może przez moment, gdzieś w środku tliła się w niej nadzieja, że się myli. Bardzo szybko ją zgasiła.
Nie był jedyną osobą, która poczuła złość. Irytacja rosła w niej również, była zła, że próbował ją wyrolować, że chciał się zabawić się jej kosztem, że to wszystko, to wszystko, co mówił było kłamstwem. Przyszło rozczarowanie, ogromne, mimo, że przecież się tego spodziewała. - Wiesz co, pierdol się Skeeter. - Nie obchodziło jej to, że jest prefektem, że może jej jeszcze przez te dwa miesiące napsuć krwi, musiała to z siebie wykrzyczeć.
RE: [05.1959] nierzeczywiste | Ger & Luno - Luno Skeeter - 06.07.2024
Nie dało się ukryć, że i ja słyszałem kilkukrotnie niemiłe komentarze pod adresem Ger. Nie wiedziała ona jednak o moim małym sekrecie. Ilekroć ktoś próbował ją obrażać w moim towarzystwie to dzielnie broniłem jej honoru. Nie otwarcie oczywiście. Gdy padały niepochlebne słowa to zgniatałem delikwenta wzrokiem po czym wypowiadałem słowa, których wymawiać nie powinienem, bo były po prostu zbyt okrutne i dotyczyły bezpośrednio kogoś lub jego/jej rodziny.
- Masz całkiem ładny uśmiech – i ładne usta, ale tego już nie powiedziałem. Nie dlatego, że należałem do osób nieśmiałych. Za takiego to by chyba nikt mnie nie wziął. Po prostu odnosiłem wrażenie jakoby nie była dziewczyną, która jest łasa na komplementy. Zwłaszcza takie pospolite.
Nie rozumiałem dlaczego myślała, że to wszystko jest żartem. Tak jak wspomniałem wcześniej w mojej głowie zachowania, które w nią celowałem odkąd znalazła się w Hogwarcie, nie miały zabarwienia pejoratywnego. Przecież spędzałem nad tym jeziorem tyle czasu, by te robaki wykopać! To było p o ś w i ę c e n i e… Dlatego w tamtym momencie czułem się tak jak nigdy wcześniej. To uczucie mogę porównać do zamarzania. Gdy byłem mały wpadłem do zamarzniętego jeziora i od tego momentu panicznie boję się wody. Przywołując to wspomnienie na myśl wciąż czuję jak lodowata ciecz oblepia mnie z każdej strony; każdy niezakryty skrawek ciała zwłaszcza. Poza tym, że nie potrafiłem zaczerpnąć powietrza to pamiętam także zimno, które mnie wręcz kłuło. Do dzisiaj trzymam się z daleka od wszelakich jezior, mórz i tym podobnych rzeczy. Moja wanna mi stanowczo wystarczy. Wracając jednak do meritum. Zimna woda sprawiała mi ból, czułem się jakbym miał wbijane szpilki i nie mogłem do końca się ruszyć czy w ogóle myśleć. I tak właśnie czułem się po jej odmowie pójścia ze mną na randkę. Nie widziałem sensu ciągnięcia tego tematu. Cieszyłem się jedynie, że kończę szkołę, bo zapewne rozpowie wszystkim jakiego kosza mi dała.
Jak usłyszałem, że mam pierdolić się to poczułem również gniew. Takiego obrotu sprawy się nie spodziewałem. Rzekomo miłość to wspaniała rzecz. Okazało się coś zgoła przeciwnego. Prychnąłem tylko więc na jej słowa i odszedłem, rzucając jej pogardliwe spojrzenie.
- Jak chcesz, ale mówiłem na poważnie – odwróciłem się w ostatnim momencie i krzyknąłem do niej. Nie chciałem jednak znać reakcji na moje słowa, bo czułem się naprawdę upokorzony. I zimną wodę na mojej skórze, chociaż tak naprawdę jej tam wcale nie było.
Udałem się do zamku i nigdy nikomu nie opowiedziałem tej historii. Nie wiem, czy ona to komukolwiek powiedziała. Podczas moich ostatnich tygodni w Hogwarcie nie usłyszałem żadnej plotki na temat mojego złamanego serca, które sprawiło, że już nigdy tak samo nie traktowałem kobiet ani siebie.
Koniec sesji
|